środa, 29 marca 2017

Katastrofa

Kiedy rodzisz zdrowe dziecko nie podejrzewasz niczego złego.
Karmisz, przewijasz, całujesz małe stópcie. Gotujesz z namaszczeniem zupki- przecierki, chodzisz na spacerki, bawisz się, śpiewasz (choć nie powinnaś), opowiadasz bajki i wspinasz się na wyżyny swojej własnej kreatywności. Krzyczysz w panice razem z dzieckiem, gdy pierwszy raz rzyga z piętrowego łóżka i padasz na ryj po nieprzespanej nocy, zawsze, gdy jego temperatura pokaże choć trzydzieści siedem i dwie kreski. Wiesz, że to twoje dziecko jest najpiękniejsze i najmądrzejsze i z uśmiechem politowania patrzysz na inne mamy, które to samo myślą o swoich pociechach. Jesteś w każdej chwili gotowa przegryźć obcemu tętnicę szyjną, gdyby tylko chciał zaszkodzić twojemu Mikrusowi.
Taka rola matki.
Patrzysz jak rośnie.
Z czasem z dumą przyjmujesz "zostaw, ja sam", z bólem serca "Jezusmaria, mamo, nie, nie możesz mnie lulać w kocyku, żebym zasnął. Mam trzynaście lat i ponad metr osiemdziesiąt".
Płaczesz na akademiach szkolnych i wszystkim wkoło wciskasz "katar sienny, to tylko katar sienny". Nawet w grudniu.
Jednak przede wszystkim pilnujesz, żeby się nie wykoleił.
Poglądy na temat wychowania dzieci masz od zawsze klarowne.
Bazujesz na nowoczesnej, zagranicznej metodzie, opracowanej przez sztab światowej klasy psychologów i wszelkiej maści behawiorystów, która nazywa się Zwińcie Sobie Wszystkie Rady Rodzicielskie Dla Mnie I Rozważcie Znaczenie Słowa "Czopek".
Za wszelką ceną dbasz żeby nie stracić dobrego kontaktu z dzieckiem. Nie ma dla was tematów tabu. Robicie sobie herbatę i rozmawiacie o wszystkim. O seksie, przemocy, dragach, alkoholu, śmierci, chorobach, ale i o miłości, przyjaźni, rodzinie i umiejętności chwytania chwili, docenianiu życia. Nigdy nie okłamujesz dziecka, ani on nie okłamuje ciebie. Gracie w planszówki, karty i na xboxie. Chodzicie razem na rower i basen. Oglądacie wspólnie seriale i chodzicie do kina. Nie zmuszasz go do dodatkowego judo, hiszpańskiego i zajęć plastycznych. Ale, gdy sobie razem gotujecie, nie zapominasz za to powiedzieć synowi jaki jest zajefajny, a gdy ma zmartwienie zawsze radzisz mu zrobić tak, żeby nie miał problemu spojrzeć na siebie na drugi dzień w lustrze. Jesteś krok przed nim, tuż obok, w cieniu za nim.
Patrzysz, jak twoje dziecko zmienia się w młodzieńca. Napawasz się dumą. Jest mądry, przystojny, empatyczny i potrafi cieszyć się z drobiazgów. Myślisz sobie, że sukces czeka za rogiem i za chwilę wypuścisz w świat dobrego człowieka...
I wtedy przychodzi ten dzień.
Nieświadoma zbliżającej się katastrofy, po prostu zanosisz wyprane gacie i skarpetki do jego pokoju. Kładziesz je na łóżku, niech sobie sam poukłada w szafce, po swojemu.
I już masz wychodzić, już chwytasz za klamkę, gdy twój wzrok pada na TO.
A TO leży na szafce, jak gdyby nigdy nic. Jak gdyby w waszym domu to było normalne...
Bezwiednie siadasz na tym łóżku i siedzisz tak z dobrą godzinę w towarzystwie tych gaci i skarpet, bo czujesz, że nie jesteś w stanie się podnieść.
Wołasz go.
Zaczyna się tłumaczyć, że to nie jego. Że pożyczył od dziewczyny, że wszyscy w klasie mają, że go namówili.
Jednym uchem wpuszczasz, drugim wypuszczasz. I tak nie jesteś w stanie w nic mu już uwierzyć. Zresztą jakie to ma znaczenie od kogo dostał? Ważne, że wziął, do domu przyniósł. Nawet nie skitrał gdzieś w kącie. Może zapomniał?
Ręce ci się trzęsą, masz atak astmy, a w głowie kołacze ci się tylko jedno pytanie. A właściwie dwa. Pierwsze:
GDZIE POPEŁNIŁAŚ BŁĄD?!
I drugie:
CO, DO KURWY NĘDZY, W TWOIM DOMU ROBI PŁYTA NICKI MINAJ?!

środa, 22 marca 2017

Royal Baby

Kiedy w „Milionerach” padło pytanie o co Doda i Emil Haidar toczyli spór sądowy, wszyscy partnerzy moich kumpel twierdzili, że te chórem odkrzyknęły „o pierścionek”.
Ale nieeee. No gdzież tam! Żadna Pudelka nie czyta.
A jak żem im powiedziała, gdzieś w czwartym miesiącu, że w ciąży jestem, to się posypały pretensje „dlaczego nic nie mówiłaś?”
Bo na Pudelku napisali!
No przecież były artykuły, że niedługo urodzi się polskie Royal Baby.
To ja się pytam teraz: a Wy myślałyście, że o czyje dziecko to chodzi?!
I dalsze pytania: „jak to się stało?”
Normalnie.
No co, tutorial o pszczółkach i kwiatkach mam zamieścić?!
-Jesteś w ciąży- powiedział Siara, jak skończyłam awanturę, gdy mi zostawił odciski paluchów na świeżo wypolerowanym chromowanym chlebaku (kto czyścił, żeby się świecił jak psu jajca, ten wie!). Wtedy zaczęłam krzyczeć jeszcze bardziej. A jak krzyczę to i gestykuluję bogato i se pieprzałam w kubek kefiru, który mi się wylał na śledzia, kanapkę z pomidorem i snikersa na jednym talerzu.
Od razu przestałam krzyczeć.
Zaczęłam płakać.
Jak się uspokoiłam to wszystko zjadłam. Było bardzo dobre. A on faktycznie miał rację, okazało się, że jestem w ciąży.
Później to mi cycki urosły. Niesamowite uczucie. Prawie 33 lata na to czekałam. Z radości chciałam zrobić nago takiego Tarzana przed lustrem, ale się okazało, że mogę się dotykać od szyi w górę i od klatki w dół. Siarę ostrzegłam, że jak nie popieram przemocy, tak jeśli mnie dotknie, to mu pieprznę. Do pierwszego razu myślał, że żartowałam. A pszesz wiadomo, że Hormon z Obolałymi Cyckami nigdy nie żartuje.
Następnie przyszły mdłości, które były niejaką ciążową nowością. No i przewrażliwienie na zapachy.
Myślę, że to był jedyny moment w moim życiu, gdzie mogłam faktycznie zrobić niesamowitą karierę. Na lotnisku- wykrywając narkotyki w bagażach, w miejscach trzęsień ziemi- wywąchując żywych, itd.
Przeciętny owczarek niemiecki, to przy mnie leszcz.
 I gdy sobie tak o tym myślałam, mój mąż powiedział, że wyglądam jak debilka, gdy z tamponami w nosie przygotowuję kotlety.
Położna skontaktowała się ze mną koło 12 tygodnia. Przemiła babeczka, która przy pożegnaniu zawsze całuje mnie w oba policzki, do czego niespecjalnie przyzwyczaiła mnie ojczysta publiczna służba zdrowia. Do „niech pani przyjdzie za dwa lata”, a i owszem. Do „okulisty u nas w przychodni już nie ma” również. Do "zaraz! nie widzi, że zajęta jestem!" także. Ale do całowania w policzki to nikt mnie nie przyzwyczaił. Ba, jak gastroenterolog wstał zza biurka i podał mi rękę na przywitanie, to poleciłam go połowie znajomych! Nawet tym, którzy nie mieli żadnych zdrowotnych problemów! W każdym razie Karen, moja położna, jest w absolutnie w dechę.
Pierwszy raz przyszła do mnie do domu z pakietem upominkowym zawierającym próbki witamin, mnóstwo ulotek, ramkę na zdjęcie z usg, gratisowe pojemniczki na mocz, choć wolałabym zapachowe świeczki, a przede wszystkim z moją kartą ciąży, która- w przeciwieństwie do tych, jakie miałam w Polsce- wygląda jak niegruby zeszyt dużego formatu. Następnie okazało się, że angielski z zakresu medycznego muszę jeszcze trochę podszkolić, bo np. potwierdziłam, że oboje moi rodzice mieli zakrzepicę, a myślałam, że „deep vein thrombosis”, to tylko żylaki. No proszę, jak to człowiek się cały czas uczy.
W Anglii, podobnie zresztą jak zdaje się w Polsce, na NHS (nfzet) przysługują 3 usg. O ile ciąża przebiega prawidłowo, rzecz jasna. Pierwsze miałam na początku 13 tygodnia.
Musieliśmy się w tym celu udać do pobliskiego szpitala. I tu się na chwilę zatrzymam, bo widziałam w Polsce parę odnowionych oddziałów, czy ogólnie szpitali, ale drodzy Państwo, taki marmur z jakiego oni na tym oddziale mają podłogę, to ja tylko u cioci na grobie widziałam, jak wujek chciał pomnikiem przed rodziną zaszpanować. Aż mnie się głupio zrobiło i powiedziałam do Siary, że gumiaki i widły to my mogli przy schodach zostawić, bo szkoda takom ładnom podłogem brudzić i deptać. Po co ma się niszczyć, pszesz to się ściera i nie będzie się tak fajnie świecić później.
Tapeta w cwiety na całą ścianę, stoliki w poczekalni na wysoki połysk, niczym pierwsza meblościanka w moim rodzinnym domu, w toalecie nieobsikana deska.
Normalnie jak w jakichś naszych prywatnych klinikach.
Poza tym to już standardowy syf- opakowania po chipsach pod krzesłami, pełno jednorazowych kubeczków po wodzie na stolikach- w końcu kosz całe dwa metry dalej, a wiadomo, że w ciąży nie należy się przemęczać. Stifler szpanował, bo wzięłam mu kolorowankę i kredki, a inne dzieciaki w jego wieku, to tylko tablety i ajfony miały.
Jak przechodziłam 318 poziom w Bubble Shooter przyszła po mnie pielęgniarka, która zabrała mnie na te wszystkie pomiary- ciśnienie+ waga.
Waga zapewne była zepsuta, niestety, bo jak na niej stanęłam, zamiast cyferek, to się ten mem pokazał. No wiecie Państwo- babeczka stojąca przed otwartą, pełną lodówką, a w głowie projekcja piosenki na nutę z Krainy Lodu „Mam tę moc! Mam tę mooooc! Wszystko zeżrę w jedną noc!”.
Nieistotne.
Do brzegu.
Dalej to- uwaga- pobrano mi krew do badania pod kątem Zespołu Downa, Edwardsa i Patau. I tu mnie się zrobiło przykro, bo pani pielęgniarka się mnie grzecznie pyta, czy wyrażam zgodę na całkowicie darmowe i bezpieczne badania prenatalne, o które rodaczki w moim ojczystym kraju muszą żebrać i za nie bulić. Jeszcze dalej to mnie się pytała, czy przy okazji może pobrać drugą probówkę, gdyż z powodu oczywistej zajebistości chcą mnie sklonować. Znaczy się oficjalnie powiedziała, że celem badań naukowych na krwi ciężarnych, ale ja tam swoje wiem, głupia nie jestem. Jeszcze z ciekawostek to powiem, że (o dziwo!) krew nie była niebieska.
USG, sprzętem wypożyczonym z NASA, robiono mi przeszło 40 minut. Co chwilę upewniałam się, czy wszystko jest ok, bo jak żyję i jak czwarty raz w ciąży jestem, to jeszcze nigdy mnie nikt tak długo nie badał. Uspokojono mnie, że wszystko spoko, długość badania jest standardowa i że dziecko jest podobne do mnie. Ma ręce, głowę, nogi, kręgosłup i te sprawy. Na drugim USG dowiedzieliśmy się, że Juliusz będzie chłopakiem i Stifler mógł w końcu odetchnąć, bo nie wyobrażał sobie, żeby rolę Robina, gdy on będzie Batmanem, odgrywała dziewczynka. No i dlatego, że wszystkie dziewczyny są głupie i nie ma się jak z nimi bawić w walki Superbohaterów.
 Mamusi to nie dotyczy, oczywiście.
No rejczel.
Głupie są zwłaszcza te wredne i zdzirowate. Mam nadzieję, że najmniej do czterdziestki mu się ten pogląd utrzyma.
Nowością dla mnie w prowadzeniu ciąży w UK jest jeszcze fakt, że ani razu (a zaraz ósmy miesiąc zaczynam) nie byłam badana ginekologicznie.
Przez lekarza, czy tam kogoś ze służby zdrowia w każdym razie.
Nie jestem jednak pewna, czy jest to standardem i od czego to jest uzależnione, bo jedna moja koleżanka była (również ciąża bez powikłań), inne nie. W ogóle zacznijmy może od tego, że „mojego lekarza” to ja pierwszy raz widziałam bodajże w szóstym miesiącu, gdy się spieraliśmy o poród, a konkretnie czy to ma być cesarka czy sn (się okaże 3 kwietnia, trzymajcie kciuki).
Koniec końców jak zwykle niepotrzebnie naczytałam się o angielskiej kiepskiej służbie zdrowia, fatalnej opiece zdrowotnej w ciąży i w ogóle jakichś opowieści z krypty. Póki co, odpukać w niemalowane, odpluć i przydeptać, mogę śmiało Państwu rzec, że doświadczam tu pełnego profesjonalizmu i sporych pokładów zwykłej ludzkiej życzliwości.
Gdybym jeszcze miała pewność, że będzie ta cesarka, to może spałabym lepiej. Tymczasem tylko Siara jest nad wyraz spokojny.
Powiedzmy, że prawie zawsze ;)