sobota, 24 grudnia 2016

Wesołych!!!

Szanowni Państwo,
z okazji nadchodzących Świąt (niezależnie w jakim obrządku je obchodzicie) i za chwilę z okazji Nowego Roku życzę Wam tego, czego akurat potrzebujecie, niezależnie czy to będzie miłość, zdrowie, czy trzysta baniek w gotówce.
Życzę Wam po prostu spełnienia marzeń.
Tym, co w ogóle grudniowych Świąt nie obchodzą i tak wszystkiego dobrego życzę, w końcu trzysta baniek może się przydać.
Nam wszystkim życzę jeszcze spokoju i rozwagi w tym porypanym świecie. 
Wy, drodzy Państwo, możecie mi życzyć szczęśliwego rozwiązania i w ogóle tych takich, co to życzy się ciężarnym ;)
Tak, tak, gdzieś tam w połowie stycznia, jak odwiedzająca nas Mamusia wróci do siebie i będę miała czas, to opiszę Państwu jak to "ubrałam dla żartu raz spodnie męża...i pasowały". Tymczasem trzymajcie się ciepło i w świątecznym szale nie dajcie się zwariować zapominając o tym, co jest naprawdę ważne.
Buziaki :* <3

czwartek, 15 grudnia 2016

O karmieniu piersią i w ogóle cyckach w przestrzeni publicznej, a także o w chuj źle pojętym feminizmie i o tym, że się nie solidaryzuję z kim popadnie, choćby też miał jajniki, bo nie na tym polega sprawiedliwość i równość.


Na wstępie pragnę zaznaczyć, że możecie mi Państwo wierzyć, iż żadne, absolutnie ŻADNE cycki nie są w stanie mnie zszokować. Widziałam mniejsze od moich, większe, bardziej jędrne, mniej jędrne, silikonowe, trącone zębem czasu i bezwzględnym prawem grawitacji. Widziałam karykaturalne piłki lekarskie gwiazd porno, blizny po mastektomii, tez podwójnej oraz kobietę z trzema cyckami. 
Na zdjęciu, ale według mnie się liczy. 

Karmiłam piersią trzykrotnie, miałam trzy biopsje gruboigłowe, przeszłam zapalenie piersi, wiem jak wygląda pierś w przekroju, a nawet widziałam u kumpeli na cycku wstrętnego liszaja. Ponoć od kota. 

Pragnę również dodać, że nie jestem typem „obrzydliwej” księżniczki. Mało co mnie brzydzi. Pawia puszczam w zasadzie tylko gdy widzę polityków, ekspertów chazanopodobnych i komedie romantyczne.

Dalej to pragnę zarysować Państwu sytuację. Wersje są dwie. 

W jednej kobieta, która zdążyła ledwie trzy guziki odpiąć, by nakarmić niemowlaka, przy stoliku w restauracji, została wyproszona przez kelnera do toalety, gdzie miała czynność dokończyć, na co się nie zgodziła, finalnie kończąc w sądzie z pozwem o dyskryminację w ręce. Poniosła klęskę, bo w Polsce nadal patriarchat i matki się dyskryminuje.

Druga- kobieta, która wywaliła pierś karmiąc niemowlaka, goście przy stoliku obok poprosili o interwencję kelnera, który zaproponował rzeczonej Pani, siedzącej do tej pory w centralnym miejscu sali, najbardziej ustronne miejsce- krzesło przy oknie, tuż przy korytarzu do toalety, gdzie mogłaby czynność spokojnie dokończyć. Właściciel proces wygrał, bo według sądu do dyskryminacji nie doszło. 

A teraz bazując na argumentach Państwa przeciw decyzji sądu, ja Państwu wytłumaczę, dlaczego wyrok popieram.

1. "Zabrania się matkom karmić piersią!"
Nikt niczego nikomu nie zabrania. Mamę karmiącą prosi się o dyskrecję ze względu na to, że część społeczeństwa czuje się w najlepszym wypadku zmieszana oglądając Twoje piersi. Ja wiem, że Ty tylko karmisz, a nie z naklejonymi gwiazdkami na sutki tańczysz na stole,  jednak większość z nas ma jedną parę cycków. Tych samych, których używamy do karmienia nie wolno pokazywać nam publicznie już pięć minut później, bo grozi za to mandat. Cały czas więc są to te same cycki, co do których utarło się w naszej kulturze, że ich nie pokazujemy i traktujemy jako intymną część ciała. Obcym ludziom, podczas gdy Ty karmisz Brajana, towarzyszą przeróżne emocje. Też negatywne. Jeśli nic tym nie zyskasz- po kiego w nich je wywoływać? Miej w sobie trochę empatii. Nie zawstydzaj ludzi. Nie wywalaj całego cycka, zainwestuj w chustę, apaszkę, czy pieluchę tetrową. Jeszcze nie widziałam żeby ktoś przyczepił się do kobiety, która przysłonięta karmi sobie dziecko. Wilk syty, owca cała. Ty się nie stresujesz, bo nikt się nie przypieprzy, dziecko się nie stresuje, bo ograniczysz mu bodźce, postronni się nie stresują, bo nie zobaczą tego, czego nie chcą oglądać. Same korzyści. 

2. "Czy widziałaś żeby jakaś kobieta cały cycek do karmienia wywalała?"
Mało, ze widziałam. Ja jednej mało dzieciaka nie zabiłam. 
Wpadłam na nią w gdańskim Carrefourze. Było lato, miała na sobie bluzkę na ramiączkach, całą jedną pierś na wierzchu i niemowlaka przyczepionego do sutka na wysokości, gdzie wiekszośc z nas ma pępek. 
Wpadłam na nią dosłownie. Ja się obróciłam, nie patrząc jak lezę, ona widać też się zagapiła. Ze stoickim spokojem przyjęła moje przeprosiny, a mnie się ręce trzęsły, w końcu wpadając na nią uderzyłam tym samym maleńkie dziecko. Przyłożyła je z powrotem do piersi i poszła wąchać płyny do kąpieli, niczego z historii nie wyciągając. 
Jeśli nie chcesz, żeby mówiono o Tobie, że masz pełnego pampersa zamiast mózgu- nie zachowuj się tak, jakbyś faktycznie mózgu nie miała.

3. "A ja w Wielkiej Brytanii to widziałam kobietę, siedzącą na środku centrum handlowego, karmiącą piersią całkowicie wyjętą z dekoltu i nikt na nią uwagi nie zwracał." 

A ja w Wielkiej Brytanii widziałam faceta w spodniach dresowych, laczkach i do tego koszuli, który czochrał się po jajach i też na niego nikt uwagi nie zwracał. Bo to wygląda tak: jeśli puścisz bąka przy Brytyjczyku, nie tajniaka, ale takiego głośnego piarda i zrobisz to bez krępacji, on najprawdopodobniej zażartuje. I wierz mi, że to wcale nie będzie znaczyło, że w duchu nie pomyśli sobie żeś prostaczka. Oni po prostu są mili i w większości starają się być niekonfliktowi. 

4. "Cholerna, zaściankowa Polska. Emigruję stąd…"
Tylko wybierz kraj rozważnie.  Zachód w tym temacie jest mocno przereklamowany. Gdy wpiszesz w google „breastfeeding” (karmienie piersią) i „cover up” (zakrywanie się) pojawią Ci się zdjęcia ustrojstw sprzedawanych na Ebayu i Amazonie- płacht, chust, prawie plandek itp., służących do dyskretnego karmienia. Dalej to pojawi Ci się strona debate.org, a na niej pytanie z ankiety: czy karmiące piersią matki powinny się zasłonić w przestrzeni publicznej? No i odpowiedź: 64% ankietowanych twierdzi, że tak. Jeszcze dalej będziesz mogła poczytać zachodnie blogi, fora, poradniki dla rodziców, w których opisane są doświadczenia matek, którym zwracano uwagę w różnych zakątkach świata, gdy za mocno eksponowały to, czym karmią. 
Za to słyszałam, że w Nowej Gwinei jest pięknie. No i Papuasi nie powinni Ci robić problemów. 

5. "A w Tajlandii karmi się piersią jak się chce i gdzie się chce. "
A w Tybecie to się „niebiańskie pogrzeby” przeprowadza. Zostawia się zwłoki na powietrzu, coby je ptaki rozszarpały. Jeszcze się takie zwłoki odpowiednio przygotowuje, żeby na pewno zostały tylko kości. Znam też inne ciekawostki dotyczące dalekich krajów. Jak tak sobie opowiadamy, co się dzieje na świecie, to mogę się podzielić…

6. "Nasze matki karmiły nawet w wiejskich kościółkach i nikogo to nie oburzało."
Istnieje pewna różnica między wiejskim kościółkiem, a dobrą restauracją w mieście. Trochę taka jak między imprą w remizie, a balem w hotelu Marriott. 

7. "A papież Franciszek mówił, że można karmić nawet w Kaplicy Sykstyńskiej."
Papież Franciszek jest Twoim autorytetem, nie moim. No, ale dobra- co mówił dokładnie? "wywal cycki i jedziemy z koksem"? 

8. "Mam dość tego, że ktoś mówi mi, jak mam karmić. Jak ma problem z moją piersią, to jego problem."
A ile rzeczy mnie wkurwia! Czasu by mi nie starczyło, żeby wymienić. Ludzie mnie wkurwiają najbardziej. Kretyni mnie wkurwiają. I chamy. Nie dyskryminuję- płeć obojętna. Niestety za życie w społeczeństwie płaci się niejakim ograniczeniem wolności. No bo tak: możesz se kupić 1000 hektarów pod lasem, ogrodzić się wysokim płotem i biegać sobie codziennie rano nago z tatuażem na czole „wszyscyście buce” albo, mieszkając w bloku, musisz przestać napierdalać wiertarką najpóźniej o 22, choćbyś chciała wiercić do rana. 

Usłyszałam od jednej pani, że dla mnie konwenanse i zasady są ważniejsze od ludzi.

Przypominam, że konwenanse i zasady stworzyli ludzie dla ludzi. Dopóki tych „dziwnych”, „przestarzałych” konwenansów i zasad się trzymaliśmy, dopóty sąsiedzi mówili sobie na klatce „dzień dobry”, a „na galowo” nie oznaczało w mini i ecru bluzce, z odsłoniętym pępkiem. Rodzice wychowywali swoje latorośle, bo to poruta była, gdy ktoś zwrócił Twojemu dzieciakowi uwagę. Teraz czytam artykuły o blogerce, która zachwyciła się uwagą grzecznie zwróconą przez obcą kobietę jej synowi, po tym jak ten kilkuletni (4 lata?) chłopczyk panią niechcący kopnął i położył ubłocone buty na siedzeniu w metrze. 
Publiczność szaleje – jaka miła pani, co uwagę grzecznie zwróciła <3 Jaka fajna matka, że pozwoliła uwagę zwrócić swojemu dziecku <3 
Stifler ma przeszło trzy lata. Od ponad roku roku, gdyby Was przypadkiem kopnął, nie zdążylibyście mu uwagi zwrócić. Sam by przeprosił.  Syr obutych (nieobutych również) na siedzenia w komunikacji miejskiej nie zakłada. Na stół w domu też nie. Nie chodzi po ławkach. Kiedyś mu wytłumaczyłam dlaczego tak się nie robi, mimo że inne dzieci na jego oczach właziły. A później konsekwentnie nie pozwalałam. I znów powtarzałam. Aż stało się to dla niego oczywiste, że na ławce się siedzi, a nie po niej skacze.  Chce ktoś o nim artykuł napisać, bo jest w tych czasach chyba rzadszym zjawiskiem,  niż zwrócenie cudzemu dziecku grzecznie uwagi?
Nie wstydzę się faktu, że trzymam się tego, co odchodzi w niebyt. Nie wstydzę się, że Szara Eminencja był jednym z 3 dzieci, które nie były ubrane w dres jadąc do londyńskiego teatru na "Króla Lwa". 
Wracając do meritum- ktoś faktycznie kiedyś może Cię poprosić, abyś przysłoniła pierś karmiąc. Bo się krępuje. Bo go to brzydzi. Bo coś tam. Ty nie musisz się zgodzić, w końcu to „nie Twój problem”. Obowiązku nie masz. 
Kiedyś możesz poprosić kogoś, żeby podał Ci czekoladowe ciasteczka z górnej sklepowej półki, bo nie sięgasz i nie masz czasu latać za obsługą. Ktoś również nie musi się na to zgodzić. W końcu to, że niedostatecznie urosłaś, to nie jego problem. Obowiązku nie ma. Itd. Itp.
Życie w społeczeństwie polega na ciągłym naginaniu się. Musisz być elastyczna. Nie dać się złamać, ale i nie przegiąć.  A konwenanse są potrzebne, żebyśmy do reszty nie schamieli. 

9. "Mam cię w dupie i twoje odczucia, liczy się tylko mój Brajan."
Twój Brajan ważny jest tylko dla Ciebie. Aby być ważnym dla reszty świata musi sobie zasłużyć. Im prędzej się oboje o tym dowiecie, tym lepiej. Ja powtarzam to często moim dzieciom. 


10. "A obrazy Matki Boskiej karmiące Jezusa też mamy pozasłaniać?"
Kuuuufa, naprawdę sądzisz, że ktoś kto ma w domu na ścianie akty, koniecznie chciałby ujrzeć mnie, czy Ciebie nago?

11."Matka karmiąca to najpiękniejszy widok." 
Jak kiedyś zachwycałam się obrazem Muncha, moja mama się mnie spytała „takie bohomazy ci się podobają?”. 
Pozwól każdemu mieć swój najpiękniejszy widok. 

12."Prawdziwe feministki się jednoczą z damską ofiarą."
Tu nie ma ofiary. Nikt nie lubi awanturników, osób roszczeniowych i takich, które mają w dupie uczucia innych. Płeć, wiek, rasa, religia, ilość posiadanych dzieci, czy rozmiar buta nie mają tu nic do rzeczy. 

13."A wszechobecna golizna to już nie razi? A brzuchaty oblech bez koszulki w mieście to se może łazić?" 
Kto powiedział, że nie razi? Razi. Nie raz pisałam, że czuję się zażenowana widokiem nastolatek, przy których przeciętna tirówka się chowa. Że wkurwiają mnie sceny erotyczne w filmach familijnych. Podteksty seksualne w bajkach. Swego czasu roznegliżowane panienki w niedwuznacznych pozach na wystawach w kiosku. Cycki w tle reklamowanego pasztetu. Facet bez koszulki w centrum miasta to burak, niezależnie jak ciepło by nie było. Warzywniak u pani Krysi, tramwaj to nie plaża. Zapewniam Cię, przy stoliku dobrej knajpy koszulki nie zdejmie. Jak i o wydekoltowanej do pasa panience, w cipokryjce (bo spódnicą takiego paska się nie da czasem nazwać) nikt nie powie „młoda dama”. Oczywiście nikt jej też nie zabroni się tak ubierać. Codziennie dokonujemy wyborów czy zachować się z klasą, czy bez. 
Taka anegdotka mi się przypomniała: 
stoję sobie raz w markecie, przy mnie ruda pani w wieku mojej matki. Między nas wchodzi hostessa i mówi „zapraszam panie do stoiska obok”. Nie zdążyłam się odezwać, bo ta druga kobieta mówi, zalotnie trzepocząc rzęsami, „ Może ta pani (tu wskazuje na mnie) się skusi, bo ja to już za stara na takie rzeczy jestem”. Hostessa robi oczy jak 5 zł i pyta „na co pani za stara? Na degustację sera?”. Teraz ruda robi oczy jak pięć złotych i mówi „jakiego sera? Jak się spojrzałam na panią i pani koleżankę, to myślałam, że wy te całe puszapy sprzedajecie. A to o ser chodziło?”
Tak to się załatwia :)

14."Jako feministki powinnyśmy se porobić brelfie (selfie przy karmieniu piersią). Karmić przed sądem, w restauracjach, w środkach komunikacji miejskiej i na torach pociągowych! "

Spoko, nikt nam karmić nie zabrania, możemy to robić i zwisając z żyrandola. Nie mam zamiaru robić sobie brelfie, zdjęcia w windzie, w wannie, ani na tle meblościanki. Nie wstawię bobasa na profilowe i śmieszy mnie, jak ktoś tak robi. Później dostaję zaproszenie do znajomych na fejsie od noworodka podpisanego imieniem i nazwiskiem mojej koleżanki. Czasem wysyłam wiadomość „aleś odmłodniała! Jak ty to robisz?”.

15."Nie jesteś wyzwoloną feministką, jeśli zgadzasz się z tym wyrokiem" 
Wyzwoloną od czego? Od kultury? Rozumu? Empatii? 
Chyba faktycznie nie jestem. Nie ufam ślepo jednej stronie konfliktu, tylko dlatego, że rzekomo poszkodowana ma jajniki, jak ja. Nie jestem zadymiarą. Nie pójdę do boju tam, gdzie rozwiązać sprawę może tetrowa pielucha, za kilka złotych. Nie powyzywam innych kobiet, żeby im pokazać jakie to są głupie, bo się ze mną nie zgadzają. 
Kufa, ja nawet nie oddaję pocałunku w rękę, gdy mnie już jakiś facet w tą rękę całuje. Nie lubię tego, jak jasna cholera, ale przez wzgląd, że dla tego jegomościa jest to forma okazania mi szacunku- on się przede mną nisko kłania, on „całuje rączki pani”, jego tak matka wychowała, że to w dobrym guście i tonie- ja to przełknę. Ja wiem, że on nie chce mnie obrazić. Więc ja to przeżyję. Nawet jak mi tą łapę obślini, mnie korona z głowy nie spadnie, bo potrafię się wczuć w to, co nim kieruje. Z tego też powodu przysłaniałam cycka, gdy karmiłam przy kimś innym niż mąż, mama, kuzynka, bliska kumpela, itd. Dla mnie to też jest niepojęte, że widok karmiącej matki może kogoś brzydzić. Ale wiele ludzkich zachowań jest dla mnie niepojętych, a jednak staram się ludzi i uczucia szanować, jakkolwiek dziwni by dla mnie nie byli. W końcu dopóki mi Państwo tego domku na Karaibach nie zasponsorujecie, jakoś muszę tu żyć. A żyjąc tu nie będę podgrzewała atmosfery popuszczając wodze fantazji, że dziecko przesz wyje z bólu i głodu, a ludzie się do gołego cycka w restauracji dowalają. Taaa. Serio. Jedna babeczka napisała na forum o tym bólu :)... Choć gdybym chciała, byłabym w tym dobra. Mogłabym nawet połączyć kilka wersji. Posłuchajcie:

Była ciemna noc. Na dworze lało i szalała burza. W pewnej sopockiej restauracji, pewien zły kelner wyrwał matce, która zdążyła dopiero trzy guziki bluzki odpiąć, od piersi płaczącego niemowlaka i wrzucił do toalety. Doszło do dyskryminacji! Mało tego- do zamachu na wszystkie matki karmiące w Polsce. I na wszystkie dzieci, rzecz jasna.  I wtedy właśnie przez okno wleciały smoki….

p.s. Nie musicie się ze mna zgadzać. Zachowajcie kulturę wypowiedzi (przeklinać nie- personalnie oczywiście można, nawet wskazane, żebym nie czuła się samotna ;) ). Dajcie sobie spokój z najeżdżaniem na innych, opowiedzcie o własnych odczuciach i doświadczeniach. 

peace and love <3 ;)

środa, 7 grudnia 2016

Maoam dla tatusia

Wczoraj Stifler dostał od cioci kwaśne gumy Maoam.
Stifler nie lubi kwaśnych gum. W przeciwieństwie do swoich braci, którzy, jeśli idzie o słodycze, zdecydowanie wybredni nie są. Gdy starsi bracia włożyli po pierwszej gumie do buzi i zaczęli wydawać odgłosy w stylu „mmmm, dobra”, Stifler doszedł widać do wniosku, że głupi nie jest, lubi- nie lubi, wszystko jedno, skoro gumy są „mmmmm, dobre”, to też se zeżre.
Otworzył pierwszą, obejrzał, obwąchał, oblizał z każdej strony trzymając w dwóch palcach i stwierdził z uznaniem „truskawkowa”. Wpakował do buzi, zrobił minę jak ja gdy słucham Macierewicza, wypluł zdecydowaną większość gumy, wypluł kawałek 1 mmx 2 mm, który zdążył z niej odgryźć i trzymając Maoam w daleko wyciągniętej ręce, zaczął wycierać sobie rękawem drugiej ręki język.
Francja- elegancja, wiadomo.
Po czym, gdy zobaczył, że na niego patrzę, dodał takie „yyyyy, bardzo dobra…ale może podzielę się z tatusiem jeszcze”.
No i guma spoczęła na stole. Przynajmniej wtedy, gdy ją osobiście ostatni raz widziałam…
Dalej to od czasu do czasu dochodziło do mnie coś takiego:
Stifler: Rychu! Nie liż gumy! To dla tatusia!
……………………….
Stifler: A Rysiu mi usiadł na tatusia gumie, swoją wielką, włochatą pupą i nie chce zejść!!!! Buuuuuuuuuuu....
<odgłos wycia>
………………………………..
- I widzisz, Rychu, co zrobiłeś?! Teraz gdzieś spadła i nie mogę znaleźć. O, widzę ją! Jest za biurkiem, zaraz ją sięgnę…łeeee, tu jest pająk…jesteś Maoam tatusia! Muszę cię gdzieś schować…
………………………………..
Szara Eminencja: Ktoś mi może wytłumaczyć co w moim kapciu robiła guma?
Stifler biegnąc z pięściami: Spróbuj tylko wyjąć gumę tatusia z kryjówki….!!!
Szara Eminencja: Nie wolno wkładać rozpakowanej gumy do cudzego kapcia! Zresztą zapakowanej też nie. Ona ma teraz bakterie.
Stifler: Bakterie?! Pójdę ją umyć…
………………………………..
Szara Eminencja (z łazienki): Stifler, chodź tu i wyrzuć tą gumę! Zostawiłeś ją tym razem na podłodze, przy kiblu! Co ona tu robi?
Stifler: Bo jak chciałem umyć gumę, to mi wpadł do umywalki Kruszynek (ten mały kotek, co to go wyciągałam z gardła Psota, który go wcale nie zjadł) i się bałem, że popłynie do ścieków. Wtedy może faktycznie rzuciłem gumą. Ale żeby ratować Kruszynka! Dobra, dobra, już ją wyrzucę…
…………………………….
I czy to moja wina, że Stifler wcale jej nie wyrzucił, a ja akurat byłam siku, jak mąż wrócił z pracy i nie zdążyłam interweniować w sprawie gumy?!
Usłyszałam tylko "otwórz buzię, tatusiu. Gumę dla Ciebie zostawiłem".
Później to już stwierdziłam, że po ptokach. Lepiej mu niczego nie uświadamiać w myśl zasady „czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal”.
Oraz trochę „co nas nie zabije, to nas wzmocni”.
A wieczorem, gdy zaczynaliśmy oglądać „Absolutnie fantastyczne”, Siara niespodziewanie się odezwał:
- Moim zdaniem nie powinnaś kupować takich gówien dzieciom.
- Co masz na myśli?- spytałam
- Tą gumę, co mi Mały dał. Ty wiesz, że ona jakieś takie dziwne grudki miała, że normalnie nie dało się pogryźć. Ohydztwo. Chuj wie, co to za chemia…
Matko bosa, nie ma co od razu histeryzować. Tym bardziej, że ja akurat wiem co to za chemia.
Podłogę w kiblu czyściłam w tym dniu Cifem. Też przy kiblu 




piątek, 2 grudnia 2016

o dojrzewaniu chłopców

Dziś chciałabym przedstawić Państwu proces dojrzewania chłopców, na przykładzie męskiej części mojej rodziny i ich wyboru odzieży świątecznej (akcja: centrum handlowe)


Stifler
kategoria wiekowa: przedszkolak

-Mamusiu, kupisz mi ten piękny sweterek w bałwanki? Ubiorę go jak przyjdzie Mikołaj. Zobaczy mnie i powie „Uuuu, jaki elegancki chłopczyk i jaki ma piękny sweterek w bałwanki. Dostaniesz chłopczyku jeszcze więcej prezentów. I jeszcze więcej. I igloo z Eskimosem i wielorybem Lego Duplo. I książeczkę. Dwie książeczki. A taki jesteś elegancki, że ci Hungry Hippos dorzucę. I puzzle z Psim Patrolem. I….”




Szara Eminencja
kategoria wiekowa: uczeń szkoły podstawowej

- Mamo, na dwudziestego drugiego potrzebuję jakiś świąteczny sweter, bo mamy Christmas Jumper Day…Wszystko jedno…A nie jest babski?...Obojętnie…Na pewno to czerwony, bo na moje oko różowy?....Bez różnicy…A nie jest babski?



Don Juan
kategoria wiekowa: nastolatek

- Ty wiesz co oni sobie znowu wymyślili?! Christmas Jumper Day! Co my jesteśmy, przedszkolaki?! Nie założę żadnego durnego swetra, z jakimś porypanym bałwankiem!…A mogę se dostać uwagę, wisi mi to!...Dobra, koszulka może być… Nie, nie ta z reniferem. O, ta! Ta jest dobra.




Siara
kategoria wiekowa: dorosły, dojrzały, z własną godnością osobistą prawie 40-latka

- Nie próbuj mi się tego świątecznego badziewia kupować, bo sama w tym będziesz chodzić. Na litość Bobra, mam prawie 40 lat, nie będę jak jakiś debil siedział przy stole z Rudolfem Czerwononosym Reniferem! Trochę klasy trzeba mieć! Trochę godności osobistej! Jak to „co założę”?! Normalnie się ubiorę. Koszulę założę. W kratę. Na luzie. Sami swoi będą. Nie potrzebuję nic nowego…Ejjjjj, noooo, czekaj…Patrz, jaka zajebista koszulka… Hahaha… No zarąbista jest... Hehehe….I to jest klasa…Hihihihi… Zmieniłem zdanie, chcę tą koszulkę…. Hahahahaha. 



Proces dojrzewania, jak widać, nadal trwa.
Będę dawała znać z postępów.
(Ubieram czerwoną kieckę)