wtorek, 22 listopada 2016

gdy twoje dziecko nie chce nosić czapki...

Melduję, że żyję, acz miewam się raczej ciulowo.
Pomijam remont na chacie. Gorsze jest to, że najstarszy synuś mnie załatwił. 
Wszystko zaczęło się od złotej angielskiej jesieni. 
Tak konkretnie, to od kilku dni wieje i leje.
I zdaje się niedawno właśnie, w drugiej połowie listopada w każdym razie, synuś doszedł do wniosku, że czapki są dla leszczy. 
Ba, na wuj czapka?!
Jemu nawet zamek w kurtce niepotrzebny. I tak cały czas rozchełstany chodzi!
Oczywiście wbijam mu do głowy, że "syneczku drogi, mamusia nie ma własnego koncernu farmaceutycznego, ani zapasowego zdrowia dla Ciebie", ale reaguje taką samą ignorancją jak wtedy, gdy go przekonuję, że nie mam własnych wodociągów, gdy siedzi godzinę pod prysznicem. Czy też, że nie mam własnej elektrowni- gdy nie gasi światła.
No i właśnie najpierw siebie załatwił, potem Stiflera, który teraz jako Spiderman strzela pajęczyną z nosa. Powiedzmy pajęczyną. A na końcu załatwił mnie.
Zaczęło się niewinnie od lekkiego kataru. Po kilku godzinach oczy łzawiły mi jak wtedy, gdy Hanka Mostowiak wjechała w kartony. Po północy czerep nad oczami rypał mnie już tak, że stwierdziłam, że wejdę po cichu do jego pokoju, póki śpi i tą cholerną czapkę mu Kropelką do łba przykleję.
Niech se próbuje zdjąć. Powodzenia.
O trzeciej nad ranem, gdy doszły do tego bóle zatok szczękowych, a ja chciałam dokonać domowymi sposobami ekstrakcji kilku zębów tak z górnej, jak i z dolnej szczęki albo od razu seppuku, wpadłam na lepszy pomysł. Zamówię na ebayu maszynkę do tatuażu. A potem wytatuuję mu na czole "Słodki króliczek mamusi". Albo "Kocham Justina Biebera". W życiu już tej pieprzonej czapki nie zdejmie.



niedziela, 13 listopada 2016

złap mnie, jeśli potrafisz

Widziałam ostatnio tweeta jakiejś amerykańskiej blogerki, która napisała, że 75% czasu dzieci poświęcają na zadawanie pytań, a pozostałe 25% na wyjaśnianie nam dlaczego się mylimy...
Stifler: A dlaczego ten samochód zaparkował na trawie?
Ja: Nie wiem. Może nie było innego miejsca? Może kierowcy było tak wygodnie...
Stifler robi niezadowoloną minę. Wspinam się więc na wyżyny rodzicielskiej kreatywności:
-Czekaj, wiem! Zimno jest, może kierowca nie chciał, aby jego samochodzik stał na zimnym betonie i żeby marzły mu oponki. Pewnie mu lepiej na miękkiej trawce.
Stifler się uśmiecha i zamyśla.
A po chwili dodaje:
-Taaak. Albo olej mu kapie i nie chciał pobrudzić podjazdu.
To niezręczne uczucie, gdy w niedzielę, tuż po dziewiątej, zaczynasz sobie zdawać sprawę, że przygotowane kity o zastrzyku mocy (szczepieniu), mogą w poniedziałek nie zadziałać, a w głowie zaczyna Ci się projekcja "złap mnie, jeśli potrafisz" z gabinetem lekarskim w tle i do muzyki Scatman Johna...

czwartek, 3 listopada 2016

ciężkie jest życie trzylatka

Stifler siedzi na ziemi, wokół niego mnóstwo kartek, kredek i mały kubek w Minionka z jogurtem pitnym. Obok leży Psot, jego "najlepszy kumpel od lat". Robię obiad w otwartej kuchni i słyszę, jak Stifciu wzdycha i ciężko się odzywa:
- Dołuje mnie to, że nie umiem ładnie rysować...same kropki...kreski... dziwne kółka. Już dwa lata próbuję narysować samochód, a wychodzą jakieś bazgroły. I właśnie Psot dotknął jajami mojej słomki. Pięknie się ten dzień zaczął...