sobota, 30 stycznia 2016

a my będziemy jak orki "resident"

Pragnę się pochwalić, że wczoraj zdałam test na zdrową psychicznie matkę. 
Test jest prosty, zupełnie jak ten "opisz wrażenia po obejrzeniu filmu Harry Potter", gdzie 1% dziwnych ludzi opowiada "film mi się bardzo podobał", a 99% zdrowych nic nie mówi, tylko postanawia zająć się magią i zostać czarodziejem.
W każdym razie wczoraj w szkole Szara Eminencja pewną wiedzę nabyła i postanowiła się wieczorem ze mną nią podzielić:
-Mamo, postanowiłem, że będziemy jak rodzina orek "resident".
-Wszyscy grubi? Ok, idę na to.
-Nie...hmmm...to też, ale głównie to mi chodziło o to, że te orki nigdy nie opuszczają stada. Nawet jak samce są dorosłe i spotykają samice, to i tak żyją w stadzie ze swoimi matkami- i tu dziecko me, wyraźnie wzruszone własnym pomysłem, popatrzyło mi prosto w oczy, uśmiechnęło się od ucha do ucha, po czym poszło do swojego pokoju.
Dopóki nie wyszedł też się uśmiechałam.
A później to do 1:30 piłam wino patrząc nic nie widzącym wzrokiem w okno. Dalej to mniej więcej było jak na obrazku...



piątek, 29 stycznia 2016

o tym dlaczego m.in. polskim przedstawicielom KK należy się społeczna pogarda i dlaczego PiS nie próbował wcale przeforsować niczego nowego

Internety rozgrzane do czerwoności. Nikt nie pisze o niczym innym, jak tylko o tym, że PiS zmienił taktykę. 
Zamiast 500 zł na dziecko- 20 baniek prosto dla ojca.
Oczywiście nie każdego. Jego Czcigodnej Świątobliwej Ekscelencji, Padre Rydzyka.
Wiecie Państwo, uczę dzieci szacunku do ludzi. Tłumaczę, że nawet zbrodniarz mógł w przeszłości sam być ofiarą. Pękła mu psychika, nie miał szczęścia by trafić na ludzi, którzy pokazaliby mu, że można żyć inaczej, był za słaby, itd. Taki krąg zła zwyczajnie
Jak krowie na rowie tłumaczę dzieciakom codziennie, że często nic nie jest tylko czarne lub tylko białe.
Osądzanie jest niebezpieczne, dopóki nie jest się w stanie wejść w czyjeś buty. Można sobie wyobrażać siebie w danej sytuacji, ale na dobrą sprawę tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono.
To, co napiszę może się Państwu wydać kontrowersyjne, ale ja rozumiem człowieka, który ukradnie w podbramkowej sytuacji chleb. Rozumiem człowieka, który robi wałki finansowe, bo państwo, nie że nakłada na niego podatki, ale okrada go do tego stopnia, że ciężko pracującego obywatela nie stać na opłacenie rachunków, po zapłaceniu ZUSu i skarbówki. Rozumiem żonę, która po latach psychicznego i fizycznego terroru, w końcu niespodziewanie zadźga swojego męża.
Nie popieram.
Wkurwia mnie to wszystko.
Ale jestem to w stanie zrozumieć.
Nie rozumiem tylko jednego- jak można w białych rękawiczkach bogacić się kosztem biednych? Jak można żerować na cudzej krzywdzie? Na najsłabszych?
Jak złym skurwysynem (nie nazwę ich ludźmi) trzeba być?!
Tak po prostu.
Nienawidzę szczerze i gardzę wprost wszystkimi sprzedawcami "cudownych garnków, które na pewno pomogą na Alzheimera ", "kołder, które leczą raka", "cudownych naturalnych specyfików (receptura prosto od Indian), które postawią na nogi twoje umierające dziecko".
Za jedyne 10, 20, 30 tysięcy!
Prawdziwa okazja!!! Na co Pani czekasz?! Nie chcesz sobie/bliskim pomóc?!
M.in. z tego powodu gardzę religijnymi przedstawicielami.
Pochowają Cię w świętej ziemi, abyś trafił do swojego boga, ale najpierw przedstawią Twojej zrozpaczonej rodzinnie cennik. Sztywny cennik "co łaska". I ani grosza mniej!
Opowiedzą o tym, jak Jezus w szczególny sposób umiłował dzieci, by chwilę później spokojnie patrzeć jak dajmy na to katolickie siostrzyczki wypierdalają, z przyzwoleniem i błogosławieństwem swoich przełożonych, prosto na bruk upośledzone dzieciaki ze szkoły z Marek. I to wszystko po to, by otworzyć tam własną, płatną placówkę. Tudzież jak w Irlandii będą trzepać kasę na adopcjach, czy tam chować niemowlaki po kryjomu w ogródku (największa miłość kościoła do dzieci objawia się w obmacywaniu i gwałtach, a później starannym tuszowaniu i nagonce na ofiary, ale przemilczmy dziś ten temat, zanim dostanę wylewu).
Tudzież zorganizują szlachetną akcję sprzedaży "cegiełek dla stoczniowców", z której pieniążki nigdy do stoczniowców nie trafią.
Jak Jego Świątobliwość Padre Rydzyk.
Padre Rydzyk. Padre Biznesmen.Temat rzeka.
Skupmy się jednak na jego żebractwie, wymuszaniu polegającym na wpędzanie w poczucie winy (wszak jakie datki, taka wiara, czyż nie?) i wyciąganiu łapy w stronę rządu, po niezbędne do funkcjonowania "ukochanej przez miliony Polaków stacji" pieniądze.
Zresztą czyż nie cały KK tak robi? Państwo znacie rok roczne kwoty na fundusz kościelny?
Wydaje mi się, że nie bardzo, skoro Państwa tak bardzo zaszokował pomysł tych 20 baniek kosztem kultury, czy tam dodatkowe siano na fundusz kościelny kosztem hospicjów.
A Państwo to myśleli, że ten fundusz zgarniał dotychczas te banieczki kosztem nie posadzenia kwiatków na klombie w pobliskim parku?
Zresztą pewnie też.
Drodzy Państwo, PiS nie próbował zrobić de facto niczego nowego.
Rok rocznie państwa pieniążki miast na chorych, potrzebujących, na kulturę, sztukę, itd. idą, nawet nie na czczenie katolickiego boga, ale na ugłaskanie rozbuchanego ego czarnej burżuazji.
No chyba, że potraficie mi Państwo udowodnić, że Jezus chce w Świebodzinie wyglądać jak gigantyczny Aragorn w koturnach, albo że lepiej się czuje, gdy jest obecny wśród swoich wyznawców w świątyni wyglądającej jak pałacyk z Dubaju.
Dziwki, koks, tajski boks.
Wszak kto bogatemu zabroni?
W związku z tym, że wierzę, iż wśród Państwa są ludzie, którzy sprzeciwiają się takiemu stanowi rzeczy. Proponuję ogólnopolską akcję. Jako, że widać od dawna, iż kler za bardzo odleciał od polskiej rzeczywistości- być może zbyt zapatrzony na daniele zza oknem swojej willi, hasające po prywatnym parku (Głódź). Być może ma za ciemne szyby w ekskluzywnych autach. Być może gosposie mu nie donoszą, że wikt i opierunek oraz utrzymanie dzieci nie każdy ma na koszt państwa i z wyciągania łapy do często bardzo skromnych ludzi- zatem apeluję:
Drodzy Państwo,
niezależnie czy jesteście wierzący, czy też nie- znajdźcie stronę internetową Waszej lub najbliższej Waszemu miejscu zamieszkania parafii (jak nie mają strony, może być tablica ogłoszeń w pobliskim kościele) i wypiszcie proszę wszystkie bieżące potrzeby w Waszym regionie. Np. dziurawe nawierzchnie na ulicach x, y, z. Brak przedszkoli. Remont łazienki w podstawówce. Brak klubu seniora. Naprawienie windy w szpitalu. Opłacenie etatu dla specjalisty w przychodni. Stworzenie placu zabaw dla dzieci, itp., itd. Dodajcie na końcu "a ksiądz proboszcz to jakie ma ważniejsze wydatki?".
Dacie radę, nie?
Bóbr zapłać.
Nie gwarantuję, czy to coś da, ale jeśli choć jednemu księdzu otworzy oczy- będzie warto.
I proszę z głębi serca- przestańcie już gadać, że PiS z tą swoją propozycją cięć na rzecz kościoła jest porypany.
Przecież wszyscy to wiemy.
Jednakże powinniśmy wiedzieć i pamiętać o czymś jeszcze:
"Jak się daje, to się kraje!"
To podstawowe hasło wszystkich złodziei i wyłudzaczy.
I na tym powinniśmy się w tym momencie, moim skromnym zdaniem, bardziej skupić.

diagnoza

-Coś blada jesteś.
-A bo cały dzień się kijowo jakoś czuję. Kłuje mnie w okolicach lewej piersi.
-Idź z tym koniecznie do lekarza. Wiesz, nie chcę cię straszyć, ale w sumie to w pewnym sensie jesteś genetycznie obciążona... przecież i twoja babcia, i mama miały chondromalację kolan!
Państwo mi przypomną łaskawie, dlaczego ja mu do tych kanapek, robionych codziennie do pracy, nie pluję?

środa, 27 stycznia 2016

życie jest kurewsko niesprawiedliwe!!!

Ciężki dzień wczoraj miałam.
Próbowano mnie naciąć, tzw. rental scams. Wiecie Państwo, "zapłać w ciemno 500 funtów depozytu, a ja ci oczywiście od jutra chatę wynajmę".
Proszę się przyjrzeć mojemu profilowemu!
Czy ja wyglądam na idiotkę, czy jak?!
I tak, nadal chaty szukam.
Jest tu w ogóle jakaś Polonia z Essex, która coś, ten, teges, albo w ogóle?
(jak byście chcieli mi pomóc i znajomym z UK udostępnić pytanie, to też się nie obrażę :) ):)Emotikon win)
Koniec końców doszłam do wniosku, że życie jest kurewsko niesprawiedliwe. I mam na to dowody. No bo tak:
kiedy Pawłowicz puka się w sejmie w łeb, wszystko jest fajnie i pięknie.
Kiedy ja to zrobiłam kilkanaście lat temu, mało mnie z liceum nie wyrzucili i musiałam przepraszać dyrektorkę.
Kiedy w romantycznych filmach Hugh Grant, czy tam inny Pitt kładzie palec na ustach lasce i mówi "ciiiii, nic już nie mów", to mójbosze, mójbosze, jakież to romantyczne!
Kiedy ja tak robię, to policjant wygląda na wkurwionego i nadal muszę zapłacić mandat.
Kiedy Lady Gaga paraduje w sukience z mięsa, to jest super, takie pomysłowe i ekstrawaganckie.
Kiedy ja to robię, to jestem pijana, mam wszystko odłożyć i natychmiast opuścić Morrisona, czy tam inną Biedronkę...

poniedziałek, 25 stycznia 2016

takie tam biurko z Ikea

Pół drogi z IKEA tłumaczyłam mężowi, że takie ich biurko, to każdy debil potrafi złożyć, aż w końcu się wkurwił i powiedział, że dłużej nie trzeba go namawiać- chcę, to będę składać.
Nie zdążyłam się obrazić, bo dojechaliśmy, ale zdążyłam zrobić minę. Stwierdził, że wyglądam jak królewna. 
Z tym, że jeszcze niepocałowana. 
W domu na pełnym fochu wzięłam się za składanie.
Najpierw wyszła mi szafa, dalej to barek, a później łóżko, a jeszcze później to się poddałam.
Sprzedam tanio.
Przy obecnej konfiguracji można tym odbierać TV TRWAM.

sobota, 23 stycznia 2016

KĄCIK EMIGRANTA, z cyklu "ale jak Ci się żyje w Anglii, ale tak na serio". Część pierwsza. Rasizm i dyskryminacja w UK.

Swego czasu, dostawałam od Was regularnie maile. Czasem chcieliście się podzielić jakąś uwagą, podsyłaliście mi ciekawe linki, równie często zapewnialiście, że spłonę w piekle :)
Ostatnimi czasy piekło zeszło na drugą pozycję, bo numerem jeden naszych rozmów jest jednak zdecydowanie emigracja. Jak mi się żyje (ale tak naprawdę, możesz napisać, nikomu nie powiem)? Jak dzieci (ale tak szczerze)? Czy jesteś zadowolona (tak na serio) oraz czy mogę zapytać, jak to wygląda od strony finansowej?
No więc Kochani, owszem, można zapytać mnie o stronę finansową. Sama nie lubiłam, gdy stojąc przed jedną z, myślę najważniejszych, życiowych decyzji, na pytanie "ile kasy potrzebuję na start?" słyszałam "no trochę". Wiecie, dla jednego "trochę" to trzy tysiące, dla drugiego trzydzieści. Ja wiem, że standard życia też mamy różny i jeden wyda w miesiącu na żarcie pięćset złotych, drugi- tysiąc złotych, a jeszcze inny dziesięć tysięcy, ale z góry sobie załóżmy, że ośmiorniczek u Sowy nie jadam.
Pytania powtarzacie. Są to dokładnie te same pytania, te same wątpliwości, które ja miałam trochę ponad rok temu. Zatem pomyślałam sobie, jako że ktoś słusznie zauważył, że w obecnej sytuacji emigracja z Polski to nie tyle emigracja, co ewakuacja, że zbiorę te wszystkie aspekty życia w Anglii do kupy i Wam opowiem o moich doświadczeniach i obserwacjach pod różnym kątem.
Tym samym proszę, żebyście pamiętali, że nie twierdzę, że tak jest w całej Anglii, że tak jest zawsze i wszędzie. Piszę na podstawie własnych, subiektywnych odczuć i przeżyć.
I piszę z Essex.

Jako, że brakuje mi nieco czasu, a i raczej chyba nikt nie lubi czytać postów, które nigdy się nie kończą, rozłożymy to wszystko na raty.

Zatem,
taaadaaaaaaam
nowy KĄCIK EMIGRANTA z cyklu "jak ci się żyje w Anglii, ale tak na serio". Część pierwsza. Rasizm i dyskryminacja w UK.

Tak, tak, zaczęłam od chwytliwego tematu, ale też takiego, który nieco mnie zaskoczył.
Mianowicie przyznaję, że jako osoba, która nigdy nie mieszkała poza granicami Polski, a równocześnie jako osoba, która lubi dużo czytać, byłam święcie przekonana, że rasizm jest cechą narodową Polaków. Owszem, odkąd niemieccy skini gonili mojego ojca na dworcu w Berlinie, w czasach gdy jeździł na zagraniczne saksy, domyślałam się, że skrajny nacjonalizm istnieje wszędzie. Jednak sądziłam, że to jak z partią Kowalskiego- niewielki odsetek tych, którym mózg niepotrzebny, bo mają mięśnie. I tyle. Natomiast u nas, w Polsce, to zjawisko o znacznie szerszej skali.
Wiecie, gdzieś na świecie rodzi się jakiś mały Niemiec. Wszyscy się cieszą, tylko Polacy robią facepalma, "kurwa, następny Adolf". Ludzie na całym świecie doceniają angielskie poczucie humoru, nikomu nie przeszkadza angielska flegma- dla Polaków to nieśmieszne muły. Rosjanie- chlejusy, faszyn from Raszyn, ujeżdżają na ulicach niedźwiedzie, oczywiście zanim pójdą się lać po mordach. Siekierami. Amerykanie- grubi debile. Przy Rumunach zawsze trzymamy rękę w kieszeni, którą czule ściskamy portfel. Jeśli jeszcze tam jest. Rumunie to to samo co Cyganie, no nie? Cyganie to zaraza. Itd., itp. Natomiast reszta Europy, no może niekoniecznie reszta, ale na pewno zachód wolny jest od uprzedzeń, multi-kulti jest rzeczą naturalną, cenioną i przez wszystkich preferowaną. A jeśli nie, to są to wyjątki.
O, święta naiwności! :)
Teraz fakty.
Kilkadziesiąt procent (nie piszę dokładnie, bo źródła mówią tak o 60, jak i o 80%!!!) dzieci emigrantów spotyka się z rasizmem, głównie w angielskich szkołach, ale i poza nimi.
My również się o niego otarliśmy.
Wprawdzie nie była to jakaś spektakularna akcja, ale moje najstarsze dziecko wracając ze szkoły do domu, usłyszało od dzieci sąsiadów, że "oto do naszej miejscowości przyjechały polskie gówna".
Po podzieleniu się rewelacją w domu ojciec jego rodzony, czyli mąż mój, Siara, skomentował to (psychologicznie wnikając w sedno problemu):
-Idź synu i daj gówniarzowi w mordę.
Na co syn się skrzywił, bo on w wieku 11 lat był już wyższy od swojej matki, która ma 167 cm i wagowo cięższy, a poza tym ćwiczył w Polsce kick-boxing, w połączeniu z judo, elementami samoobrony i karate, co dawało mu w prawej ręce śmierć, w lewej trwałe kalectwo. O nogach nawet nie wspominam.
Na szczęście, jako że po matce dziecię rozważne, to siły używa niechętnie, wiedząc jak się może to skończyć.
Matka jego rodzona, znaczy ja, skomentowała natomiast sytuację słowami:
-Nie jesteśmy wyborcami Bosaka, na litość Bobra! My mamy mózg, buzię i potrafimy się wysłowić. My walczymy argumentami, nie pięściami, o to, co podpowiada nam rozum i serce.
I jeszcze coś tam wspomniałam, że "zostawcie to mnie, pójdę porozmawiać z jego rodzicami, nie ma co świrować".
Matka chłopca, najebana w cztery dupy o 15, wyraziła głębokie ubolewanie słowami "jak wam się tu coś nie podoba, to wróćcie do swojego kraju". Po czym matka Don Juana, czyli ja, wróciłam. Ale nie do kraju, do domu, ze słowami:
-Idź synu i daj gówniarzowi w mordę.
Syn poszedł, wrócił 15 minut później, lekko okurzony, ale kontent.
Po kolejnych 20 minutach usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Gówniarz przyszedł przeprosić i upewnić się, że wszystko już ok i jesteśmy wszyscy "friends".

Przykład drugi.
W klasie Don Juana jest nowy chłopiec z Rumunii. Bardzo fajny dzieciak, skądinąd. Dobrze wychowany, miły, uśmiechnięty i grzeczny. Wiem, bo bywa u nas w domu, mój syn bardzo go lubi. Poznałam jego rodziców. Ojciec pracuje, matka opiekuje się w domu młodszym dzieckiem. Piękna i bardzo mądra kobieta. Angielskiego nauczyła się sama, mówi z akcentem wprawdzie, ale perfekt. Poprosiła któregoś dnia Don Juana o mój numer i zadzwoniła powiedzieć, że skoro nasze dzieci się lubią może chcielibyśmy wpaść do nich rodzinnie na grilla, poznać się, pogadać, itd. Otwarta i życzliwa jednym słowem.
A., chłopiec, ma w klasie problemy. Dzieci się z niego śmieją, szydzą z niego. Przyjaźni się tylko z moim synem. Nauczyciele zapomnieli dać mu hasła umożliwiającego zalogowanie się do szkolnego systemu, dzięki któremu A. mógłby odrabiać 99% prac domowych. Zatem prac domowych, od kiedy przyszedł do szkoły, nie odrabiał. Nikt się tym nie zainteresował. Nikt go o to nie spytał. Jak i nikt nie zainteresował się tym, że przecież nowy dzieciak potrzebuje szafki.
A. dzieli szafkę z moim synem, który sam mu to zaproponował. Matka chciała spotkać się z dyrektorem. Powiedziano jej, że wczoraj ktoś do niej zadzwoni i poda możliwy termin. Nikt nie zadzwonił. Matka A. rozważa pozew.
Żeby nie było- szkoła przez OFSTED (coś na kształt naszego kuratorium) uważana za bardzo dobrą.

Przykład trzeci.
Przyjechaliśmy, moje dzieci ruszyły do szkoły. W tym samym dniu przyszła po Don Juana koleżanka z klasy Angielka, wraz z grupą innych angielskich dzieci, z pytaniem, czy wyjdzie na dwór się pobawić.
Don Juan wrócił jakieś 40 minut później. Zły. Bardzo zły. Wkurwiony.
Zabawa miała polegać na dokuczaniu małemu Pakistańczykowi.
Mały dzieciak biegał sobie sam z pistolecikiem i strzelał do wyimaginowanych wrogów, a oni mieli mu go zabrać, połamać (co zresztą zrobili), no i samego dzieciaka nieco "szturchnąć".
Z dumą przyznaję, że tylko mój syn się nie zgodził i stanął w obronie malca. Został nazwany ciotą. Nie wiem dokładnie co było dalej, bo dziecko skończyło zwierzenia na tym etapie, ale on miał rozdarty dres, a inny chłopiec podbite oko.

Z dyskryminacją w miejscu pracy nikt z nas się nie spotkał. Ani w rodzinie, ani wśród znajomych. Jak i z otwartą niechęcią do dorosłych emigrantów przez dorosłych tubylców. Wnioski nasuwają się same - czego mamusia i tatuś nie powiedzą, powie Wam ich dziecko.
Oczywiście nie mówię tu o wszystkich Anglikach.
Mówię o jakimś ich procencie. Nie wiem jakim, nie chcę strzelać. Nie chcę obstawiać ile w tych uśmiechach, które na co dzień widzę jest prawdy, a ile maski zakładanej, by uniknąć pierdla.

W UK za dyskryminację rasową grozi do trzech lat więzienia. Jeśli macie rasistowskich sąsiadów, w jakikolwiek sposób Wam dokuczają, szef Was dyskryminuje- koniecznie to nagrajcie i wio na policję.
Swoją drogą, ja miałam okazję rozmawiać z policjantem z tutejszego komisariatu i spytałam go ile w takim karaniu za dyskryminację rasową prawdy. Powiedział mi, że gdybym matkę chłopca wtedy nagrała byłaby to podstawa do natychmiastowego aresztowania.
Oczywiście nie jestem jebnięta na tyle, żeby życzyć trzech lat pijanej kobiecie za to, że powiedziała, co powiedziała. Jednakże jeśli ktoś z Was ma jakiekolwiek poważne problemy, ponawiam- zbierajcie dowody i nie wahajcie się dzwonić na policję.

Na koniec zaznaczę Wam, że gdy tu przyjechaliśmy spotkałam się w różnych miejscach z ogromną życzliwością Anglików. Poza niechlubnymi wyjątkami, które miały mnie w dupie i coś tam odburkiwały na grzecznościowe "hello", nasi sąsiedzi przedstawiali się i oferowali pomoc, jeśli tylko będziemy jej potrzebować. Obecnie potrafię znaleźć muffinki przed drzwiami z załączoną karteczką "sami ich nie zjemy, pomóżcie nam. xxxx C. (sąsiadka)". Gdy nie wiem czegokolwiek, co dotyczy przepisów, prawa, spraw urzędowych, czy tam tradycji, angielskich obyczajów- nie jestem odsyłana od Annasza do Kajfasza, jak to ma miejsce w Polsce. Wszyscy zawsze starają mi się pomóc. Teraz, od ręki.
Idą mi na rękę, traktują życzliwie, po ludzku i z dużą dozą wyrozumiałości. Udają, że nie słyszą chujowego akcentu i zapewne częstych błędów gramatycznych. Chwalą (na wyrost) jak świetnie mówię w ich języku. Jestem notorycznie zagadywana, zwłaszcza na spacerach z dziećmi. Trzy słowa o pogodzie, pięć słów o psie, który nas obwąchuje, kolejne pięć o dziecku, które bawi się z moim. Zwykłe grzecznościowe "cześć, jak się masz", mówione przez zupełnie obcych, uśmiechniętych ludzi w różnym wieku.

Reasumując, jeśli miałabym Wam coś radzić, to:

* wybierzcie dobrą dzielnicę, w której zamierzacie mieszkać. Zwłaszcza jeśli macie dzieci. Dobra,znaczy droższa. Coś za coś.

*nie kozaczcie, ale i nie kładźcie uszu po sobie. Niech każdy wie, że szanujecie mieszkańców i kraj, w którym przyszło Wam mieszkać, jesteście życzliwi i otwarci, ale z Bette Midler zamienicie się w Katherine Knight, jak Was ktoś wkurwi.

*uczcie dzieci gdzie jest granica przyzwoitości żartów, "niewinnych" pozornie pytań, dotyczących ich (i cudzej!) narodowości. Uczcie je zgłaszać wszelkie próby dyskryminacji, czy to Wam, czy bezpośrednio dorosłym, pod których nadzorem to się dzieje. Równocześnie uczulajcie, że nikt w swoim kraju nie lubi słyszeć "a my to mamy lepsze, a tamto fajniejsze, a wy to w ogóle jesteście głupsi". Duma narodowa jest ok, ale nie wyższość. Uczcie ich po prostu dyplomacji. Jak również tego, że ciemnoskórzy koledzy to nie brudasy i nie ciapaci, a Angole nie są głupi. Albo się później nie dziwcie, że jak Kuba Bogu....


czwartek, 21 stycznia 2016

z okazji Dnia Babci


Niemal wszystkie moje wspomnienia z Babciami, o dziwo, oscylują wokół picia lub jedzenia :) Emotikon smile
Co do picia, to zupełnie jak w bajce. Choć przeważnie o tym nie wspominają więc nie jestem pewna czy Państwo wiecie, ale Czerwony Kapturek chodziła do babci dwa razy dziennie. Raz z koszyczkiem z placuszkami, a raz odnieść butelki do sklepu.
Co do jedzenia, to mi taka scenka utkwiła:
-Babcia, co na obiad?
-Zaraz się dowiesz, tylko pasek zdejmij.
-Pasek mam zdjąć?
-Zdecydowanie. Sprzączkę masz metalową- odrzekła babcia otwierając mikrofalówkę.
Osobiście żadnej Babci już nie mam, ale wszystkim, które chciałyby mnie adoptować i tym, które mają już na stanie własne, porąbane wnuki, życzę dwustu lat w zdrowiu i pogodzie ducha <3Emotikon heart
Załączam też zdjęcia osobistej Babci moich dzieci 






Emotikon wink

poniedziałek, 18 stycznia 2016

o tym, że być może zostanę drugim Krężelokiem

Biegałam dziś rano przez 40 minut! 
To była najdłuższa mila w moim życiu.
Zmotywował mnie sen. 
Śniło mi się, że spotkałam przyjaciółkę ze szkoły.
Nie lubię jej strasznie.
Wiecie, ładniejsza, bogatsza, większe cycki i te sprawy.
I ona mnie komplementuje na przywitanie, tak po babsku, znaczy, że świetnie wyglądam taka zaokrąglona. A ja spuszczam oczęta, trzepoczę rzęskami i mówię
-Ach, wiesz jak jest, dochodzę do siebie po ostatniej ciąży...
Na co mój mąż, jak ten ostatni buc się wtrąca:
-Oj nie pierdol, Stifler ma już 17 lat!


niedziela, 17 stycznia 2016

Miszczu

Zdjęcie wyszło tak cudne, że po prostu musiałam Wam pokazać Szarą Eminencję na łyżwach.
Mój Bobrze, jak on cudnie wczoraj śmigał! Jakie robił figury! Jakie rył wzory na tym sztucznym lodowisku! 
I to wszystko zębami!



piątek, 15 stycznia 2016

opinię publiczną badam

Ja mam takie pytanie, które mnie od wczoraj nurtuje okropnie:
co koleżanki robicie same pod prysznicem?
Pytam, bo kolejny film oglądałam (nie, nie dla dorosłych, sensacyjny ponoć) i mi wychodzi, że kobiety to stoją pod tym prysznicem i to też nie tak normalnie, tylko jedna nóżka wyprostowana, druga- cyk- ugięta w kolanku, oparta na paluszkach. Pierś wypięta. Pupa także.
Taka deczko lordoza, na moje oko, choć ja tam się na schorzeniach kręgosłupa nie znam.
Włosy koniecznie odrzucone do tyłu. I trza być w pełnym makijażu i myć kolistymi ruchami wyłącznie piersi.
Czy tylko ja trę pięty pumeksem, usuwam peelingiem martwy naskórek, szoruję zęby z pianą jak w ostatnim stadium wścieklizny, śpiewając łapię wodę w usta i pluję w drzwi kabiny, czy tam zgarbiona jak Quasimodo (i ogólnie o podobnej aparycji, wszak bez makijażu) depiluję bobra?!
Matkobosko, o sprzątaniu kabiny zapomniałam. No wiecie, jak już się schylę, żeby te pięty tym pumeksem, to od razu brodzik przejadę. Nie będę się potem schylać dwa razy. Co ja, kurna, Chodakowska?!

wtorek, 12 stycznia 2016

Taadaam!

Taaaadaaaaam...
Właśnie skończyłam babeczki na poczęstunek do szkoły dla Szarej Eminencji, który to kończy jutro 10 lat. 
Robiłam z tego przepisu (z budyniem krówkowym):http://nowasol.naszemiasto.pl/…/bajecznie-proste-i-pyszne-d… 
Dobre są. Wiem na pewno. Choć zjadłam tylko 4, bo od pierwszego jestem na diecie. 
I już zrzuciłam. 
Wagę z okna w łazience.







sobota, 9 stycznia 2016

Kącik radiowo- telewizyjny


W związku z licznymi zmianami w kadrach radiowo-telewizyjnych, ilustracja ta jakby nowe życie dostała.





P.S. Nie rozumiem na kiego oni ruszali Trójkę?! Przecież i tak słuchają tylko prezesa! 
I to wszystko w ramach zemsty za to, że ponoć po raz kolejny członków PiSu nie wpuszczono do Media Markt.
Czekam z niecierpliwością na nową listę...

....na miejscu piątym- "Co mi Panie dasz" w wykonaniu abp. Sławoja Leszka Głodzia. 

Na czwartym zamiast Ziareckiego rapuje Antoni Macierewicz w utworze "Obsesja".

Na trzecim utwór przewodni z "Trzech Muszkieterów" w wykonaniu premier Szydło, prezydenta Dudy i Ojca Rydzyka.

Na drugim- "Bogurodzica" -Pierwszy Batalion Toruńskich Moherowych Beretów.

No i na pierwszyyym....fanfary.... "Z głową w chmurach". Sam prezes Jarosław!!!

<3 <3 <3

czwartek, 7 stycznia 2016

Małżeństwo. Level hard.

Podkręciłam włosy, wyskubałam Breżniewa znad oczu, wydepilowałam nawet plecy, nałożyłam szpachlę, spuszapowałam cycki, włożyłam pończochy, wbiłam się w nową kieckę, założyłam szpile.
I idę.
Idę naprzeciw niego, jak te modelki na wybiegach. Jak ta Lopez na teledyskach. Długie kroki, noga przed nogę.
Wyglądam jak marzenie! Jak milion dolców! Jak sto milionów!
On mi się przygląda z nieodgadnioną miną. I w końcu się odzywa:
-Masz jakąś infekcję krocza? Bo jakoś tak dziwnie chodzisz..
Małżeństwo.
Level hard.
MójtykurwapanieBobrze!

P.S. Zupełnie z innej beczki, ale muszę Wam to pokazać <3