czwartek, 15 grudnia 2016

O karmieniu piersią i w ogóle cyckach w przestrzeni publicznej, a także o w chuj źle pojętym feminizmie i o tym, że się nie solidaryzuję z kim popadnie, choćby też miał jajniki, bo nie na tym polega sprawiedliwość i równość.


Na wstępie pragnę zaznaczyć, że możecie mi Państwo wierzyć, iż żadne, absolutnie ŻADNE cycki nie są w stanie mnie zszokować. Widziałam mniejsze od moich, większe, bardziej jędrne, mniej jędrne, silikonowe, trącone zębem czasu i bezwzględnym prawem grawitacji. Widziałam karykaturalne piłki lekarskie gwiazd porno, blizny po mastektomii, tez podwójnej oraz kobietę z trzema cyckami. 
Na zdjęciu, ale według mnie się liczy. 

Karmiłam piersią trzykrotnie, miałam trzy biopsje gruboigłowe, przeszłam zapalenie piersi, wiem jak wygląda pierś w przekroju, a nawet widziałam u kumpeli na cycku wstrętnego liszaja. Ponoć od kota. 

Pragnę również dodać, że nie jestem typem „obrzydliwej” księżniczki. Mało co mnie brzydzi. Pawia puszczam w zasadzie tylko gdy widzę polityków, ekspertów chazanopodobnych i komedie romantyczne.

Dalej to pragnę zarysować Państwu sytuację. Wersje są dwie. 

W jednej kobieta, która zdążyła ledwie trzy guziki odpiąć, by nakarmić niemowlaka, przy stoliku w restauracji, została wyproszona przez kelnera do toalety, gdzie miała czynność dokończyć, na co się nie zgodziła, finalnie kończąc w sądzie z pozwem o dyskryminację w ręce. Poniosła klęskę, bo w Polsce nadal patriarchat i matki się dyskryminuje.

Druga- kobieta, która wywaliła pierś karmiąc niemowlaka, goście przy stoliku obok poprosili o interwencję kelnera, który zaproponował rzeczonej Pani, siedzącej do tej pory w centralnym miejscu sali, najbardziej ustronne miejsce- krzesło przy oknie, tuż przy korytarzu do toalety, gdzie mogłaby czynność spokojnie dokończyć. Właściciel proces wygrał, bo według sądu do dyskryminacji nie doszło. 

A teraz bazując na argumentach Państwa przeciw decyzji sądu, ja Państwu wytłumaczę, dlaczego wyrok popieram.

1. "Zabrania się matkom karmić piersią!"
Nikt niczego nikomu nie zabrania. Mamę karmiącą prosi się o dyskrecję ze względu na to, że część społeczeństwa czuje się w najlepszym wypadku zmieszana oglądając Twoje piersi. Ja wiem, że Ty tylko karmisz, a nie z naklejonymi gwiazdkami na sutki tańczysz na stole,  jednak większość z nas ma jedną parę cycków. Tych samych, których używamy do karmienia nie wolno pokazywać nam publicznie już pięć minut później, bo grozi za to mandat. Cały czas więc są to te same cycki, co do których utarło się w naszej kulturze, że ich nie pokazujemy i traktujemy jako intymną część ciała. Obcym ludziom, podczas gdy Ty karmisz Brajana, towarzyszą przeróżne emocje. Też negatywne. Jeśli nic tym nie zyskasz- po kiego w nich je wywoływać? Miej w sobie trochę empatii. Nie zawstydzaj ludzi. Nie wywalaj całego cycka, zainwestuj w chustę, apaszkę, czy pieluchę tetrową. Jeszcze nie widziałam żeby ktoś przyczepił się do kobiety, która przysłonięta karmi sobie dziecko. Wilk syty, owca cała. Ty się nie stresujesz, bo nikt się nie przypieprzy, dziecko się nie stresuje, bo ograniczysz mu bodźce, postronni się nie stresują, bo nie zobaczą tego, czego nie chcą oglądać. Same korzyści. 

2. "Czy widziałaś żeby jakaś kobieta cały cycek do karmienia wywalała?"
Mało, ze widziałam. Ja jednej mało dzieciaka nie zabiłam. 
Wpadłam na nią w gdańskim Carrefourze. Było lato, miała na sobie bluzkę na ramiączkach, całą jedną pierś na wierzchu i niemowlaka przyczepionego do sutka na wysokości, gdzie wiekszośc z nas ma pępek. 
Wpadłam na nią dosłownie. Ja się obróciłam, nie patrząc jak lezę, ona widać też się zagapiła. Ze stoickim spokojem przyjęła moje przeprosiny, a mnie się ręce trzęsły, w końcu wpadając na nią uderzyłam tym samym maleńkie dziecko. Przyłożyła je z powrotem do piersi i poszła wąchać płyny do kąpieli, niczego z historii nie wyciągając. 
Jeśli nie chcesz, żeby mówiono o Tobie, że masz pełnego pampersa zamiast mózgu- nie zachowuj się tak, jakbyś faktycznie mózgu nie miała.

3. "A ja w Wielkiej Brytanii to widziałam kobietę, siedzącą na środku centrum handlowego, karmiącą piersią całkowicie wyjętą z dekoltu i nikt na nią uwagi nie zwracał." 

A ja w Wielkiej Brytanii widziałam faceta w spodniach dresowych, laczkach i do tego koszuli, który czochrał się po jajach i też na niego nikt uwagi nie zwracał. Bo to wygląda tak: jeśli puścisz bąka przy Brytyjczyku, nie tajniaka, ale takiego głośnego piarda i zrobisz to bez krępacji, on najprawdopodobniej zażartuje. I wierz mi, że to wcale nie będzie znaczyło, że w duchu nie pomyśli sobie żeś prostaczka. Oni po prostu są mili i w większości starają się być niekonfliktowi. 

4. "Cholerna, zaściankowa Polska. Emigruję stąd…"
Tylko wybierz kraj rozważnie.  Zachód w tym temacie jest mocno przereklamowany. Gdy wpiszesz w google „breastfeeding” (karmienie piersią) i „cover up” (zakrywanie się) pojawią Ci się zdjęcia ustrojstw sprzedawanych na Ebayu i Amazonie- płacht, chust, prawie plandek itp., służących do dyskretnego karmienia. Dalej to pojawi Ci się strona debate.org, a na niej pytanie z ankiety: czy karmiące piersią matki powinny się zasłonić w przestrzeni publicznej? No i odpowiedź: 64% ankietowanych twierdzi, że tak. Jeszcze dalej będziesz mogła poczytać zachodnie blogi, fora, poradniki dla rodziców, w których opisane są doświadczenia matek, którym zwracano uwagę w różnych zakątkach świata, gdy za mocno eksponowały to, czym karmią. 
Za to słyszałam, że w Nowej Gwinei jest pięknie. No i Papuasi nie powinni Ci robić problemów. 

5. "A w Tajlandii karmi się piersią jak się chce i gdzie się chce. "
A w Tybecie to się „niebiańskie pogrzeby” przeprowadza. Zostawia się zwłoki na powietrzu, coby je ptaki rozszarpały. Jeszcze się takie zwłoki odpowiednio przygotowuje, żeby na pewno zostały tylko kości. Znam też inne ciekawostki dotyczące dalekich krajów. Jak tak sobie opowiadamy, co się dzieje na świecie, to mogę się podzielić…

6. "Nasze matki karmiły nawet w wiejskich kościółkach i nikogo to nie oburzało."
Istnieje pewna różnica między wiejskim kościółkiem, a dobrą restauracją w mieście. Trochę taka jak między imprą w remizie, a balem w hotelu Marriott. 

7. "A papież Franciszek mówił, że można karmić nawet w Kaplicy Sykstyńskiej."
Papież Franciszek jest Twoim autorytetem, nie moim. No, ale dobra- co mówił dokładnie? "wywal cycki i jedziemy z koksem"? 

8. "Mam dość tego, że ktoś mówi mi, jak mam karmić. Jak ma problem z moją piersią, to jego problem."
A ile rzeczy mnie wkurwia! Czasu by mi nie starczyło, żeby wymienić. Ludzie mnie wkurwiają najbardziej. Kretyni mnie wkurwiają. I chamy. Nie dyskryminuję- płeć obojętna. Niestety za życie w społeczeństwie płaci się niejakim ograniczeniem wolności. No bo tak: możesz se kupić 1000 hektarów pod lasem, ogrodzić się wysokim płotem i biegać sobie codziennie rano nago z tatuażem na czole „wszyscyście buce” albo, mieszkając w bloku, musisz przestać napierdalać wiertarką najpóźniej o 22, choćbyś chciała wiercić do rana. 

Usłyszałam od jednej pani, że dla mnie konwenanse i zasady są ważniejsze od ludzi.

Przypominam, że konwenanse i zasady stworzyli ludzie dla ludzi. Dopóki tych „dziwnych”, „przestarzałych” konwenansów i zasad się trzymaliśmy, dopóty sąsiedzi mówili sobie na klatce „dzień dobry”, a „na galowo” nie oznaczało w mini i ecru bluzce, z odsłoniętym pępkiem. Rodzice wychowywali swoje latorośle, bo to poruta była, gdy ktoś zwrócił Twojemu dzieciakowi uwagę. Teraz czytam artykuły o blogerce, która zachwyciła się uwagą grzecznie zwróconą przez obcą kobietę jej synowi, po tym jak ten kilkuletni (4 lata?) chłopczyk panią niechcący kopnął i położył ubłocone buty na siedzeniu w metrze. 
Publiczność szaleje – jaka miła pani, co uwagę grzecznie zwróciła <3 Jaka fajna matka, że pozwoliła uwagę zwrócić swojemu dziecku <3 
Stifler ma przeszło trzy lata. Od ponad roku roku, gdyby Was przypadkiem kopnął, nie zdążylibyście mu uwagi zwrócić. Sam by przeprosił.  Syr obutych (nieobutych również) na siedzenia w komunikacji miejskiej nie zakłada. Na stół w domu też nie. Nie chodzi po ławkach. Kiedyś mu wytłumaczyłam dlaczego tak się nie robi, mimo że inne dzieci na jego oczach właziły. A później konsekwentnie nie pozwalałam. I znów powtarzałam. Aż stało się to dla niego oczywiste, że na ławce się siedzi, a nie po niej skacze.  Chce ktoś o nim artykuł napisać, bo jest w tych czasach chyba rzadszym zjawiskiem,  niż zwrócenie cudzemu dziecku grzecznie uwagi?
Nie wstydzę się faktu, że trzymam się tego, co odchodzi w niebyt. Nie wstydzę się, że Szara Eminencja był jednym z 3 dzieci, które nie były ubrane w dres jadąc do londyńskiego teatru na "Króla Lwa". 
Wracając do meritum- ktoś faktycznie kiedyś może Cię poprosić, abyś przysłoniła pierś karmiąc. Bo się krępuje. Bo go to brzydzi. Bo coś tam. Ty nie musisz się zgodzić, w końcu to „nie Twój problem”. Obowiązku nie masz. 
Kiedyś możesz poprosić kogoś, żeby podał Ci czekoladowe ciasteczka z górnej sklepowej półki, bo nie sięgasz i nie masz czasu latać za obsługą. Ktoś również nie musi się na to zgodzić. W końcu to, że niedostatecznie urosłaś, to nie jego problem. Obowiązku nie ma. Itd. Itp.
Życie w społeczeństwie polega na ciągłym naginaniu się. Musisz być elastyczna. Nie dać się złamać, ale i nie przegiąć.  A konwenanse są potrzebne, żebyśmy do reszty nie schamieli. 

9. "Mam cię w dupie i twoje odczucia, liczy się tylko mój Brajan."
Twój Brajan ważny jest tylko dla Ciebie. Aby być ważnym dla reszty świata musi sobie zasłużyć. Im prędzej się oboje o tym dowiecie, tym lepiej. Ja powtarzam to często moim dzieciom. 


10. "A obrazy Matki Boskiej karmiące Jezusa też mamy pozasłaniać?"
Kuuuufa, naprawdę sądzisz, że ktoś kto ma w domu na ścianie akty, koniecznie chciałby ujrzeć mnie, czy Ciebie nago?

11."Matka karmiąca to najpiękniejszy widok." 
Jak kiedyś zachwycałam się obrazem Muncha, moja mama się mnie spytała „takie bohomazy ci się podobają?”. 
Pozwól każdemu mieć swój najpiękniejszy widok. 

12."Prawdziwe feministki się jednoczą z damską ofiarą."
Tu nie ma ofiary. Nikt nie lubi awanturników, osób roszczeniowych i takich, które mają w dupie uczucia innych. Płeć, wiek, rasa, religia, ilość posiadanych dzieci, czy rozmiar buta nie mają tu nic do rzeczy. 

13."A wszechobecna golizna to już nie razi? A brzuchaty oblech bez koszulki w mieście to se może łazić?" 
Kto powiedział, że nie razi? Razi. Nie raz pisałam, że czuję się zażenowana widokiem nastolatek, przy których przeciętna tirówka się chowa. Że wkurwiają mnie sceny erotyczne w filmach familijnych. Podteksty seksualne w bajkach. Swego czasu roznegliżowane panienki w niedwuznacznych pozach na wystawach w kiosku. Cycki w tle reklamowanego pasztetu. Facet bez koszulki w centrum miasta to burak, niezależnie jak ciepło by nie było. Warzywniak u pani Krysi, tramwaj to nie plaża. Zapewniam Cię, przy stoliku dobrej knajpy koszulki nie zdejmie. Jak i o wydekoltowanej do pasa panience, w cipokryjce (bo spódnicą takiego paska się nie da czasem nazwać) nikt nie powie „młoda dama”. Oczywiście nikt jej też nie zabroni się tak ubierać. Codziennie dokonujemy wyborów czy zachować się z klasą, czy bez. 
Taka anegdotka mi się przypomniała: 
stoję sobie raz w markecie, przy mnie ruda pani w wieku mojej matki. Między nas wchodzi hostessa i mówi „zapraszam panie do stoiska obok”. Nie zdążyłam się odezwać, bo ta druga kobieta mówi, zalotnie trzepocząc rzęsami, „ Może ta pani (tu wskazuje na mnie) się skusi, bo ja to już za stara na takie rzeczy jestem”. Hostessa robi oczy jak 5 zł i pyta „na co pani za stara? Na degustację sera?”. Teraz ruda robi oczy jak pięć złotych i mówi „jakiego sera? Jak się spojrzałam na panią i pani koleżankę, to myślałam, że wy te całe puszapy sprzedajecie. A to o ser chodziło?”
Tak to się załatwia :)

14."Jako feministki powinnyśmy se porobić brelfie (selfie przy karmieniu piersią). Karmić przed sądem, w restauracjach, w środkach komunikacji miejskiej i na torach pociągowych! "

Spoko, nikt nam karmić nie zabrania, możemy to robić i zwisając z żyrandola. Nie mam zamiaru robić sobie brelfie, zdjęcia w windzie, w wannie, ani na tle meblościanki. Nie wstawię bobasa na profilowe i śmieszy mnie, jak ktoś tak robi. Później dostaję zaproszenie do znajomych na fejsie od noworodka podpisanego imieniem i nazwiskiem mojej koleżanki. Czasem wysyłam wiadomość „aleś odmłodniała! Jak ty to robisz?”.

15."Nie jesteś wyzwoloną feministką, jeśli zgadzasz się z tym wyrokiem" 
Wyzwoloną od czego? Od kultury? Rozumu? Empatii? 
Chyba faktycznie nie jestem. Nie ufam ślepo jednej stronie konfliktu, tylko dlatego, że rzekomo poszkodowana ma jajniki, jak ja. Nie jestem zadymiarą. Nie pójdę do boju tam, gdzie rozwiązać sprawę może tetrowa pielucha, za kilka złotych. Nie powyzywam innych kobiet, żeby im pokazać jakie to są głupie, bo się ze mną nie zgadzają. 
Kufa, ja nawet nie oddaję pocałunku w rękę, gdy mnie już jakiś facet w tą rękę całuje. Nie lubię tego, jak jasna cholera, ale przez wzgląd, że dla tego jegomościa jest to forma okazania mi szacunku- on się przede mną nisko kłania, on „całuje rączki pani”, jego tak matka wychowała, że to w dobrym guście i tonie- ja to przełknę. Ja wiem, że on nie chce mnie obrazić. Więc ja to przeżyję. Nawet jak mi tą łapę obślini, mnie korona z głowy nie spadnie, bo potrafię się wczuć w to, co nim kieruje. Z tego też powodu przysłaniałam cycka, gdy karmiłam przy kimś innym niż mąż, mama, kuzynka, bliska kumpela, itd. Dla mnie to też jest niepojęte, że widok karmiącej matki może kogoś brzydzić. Ale wiele ludzkich zachowań jest dla mnie niepojętych, a jednak staram się ludzi i uczucia szanować, jakkolwiek dziwni by dla mnie nie byli. W końcu dopóki mi Państwo tego domku na Karaibach nie zasponsorujecie, jakoś muszę tu żyć. A żyjąc tu nie będę podgrzewała atmosfery popuszczając wodze fantazji, że dziecko przesz wyje z bólu i głodu, a ludzie się do gołego cycka w restauracji dowalają. Taaa. Serio. Jedna babeczka napisała na forum o tym bólu :)... Choć gdybym chciała, byłabym w tym dobra. Mogłabym nawet połączyć kilka wersji. Posłuchajcie:

Była ciemna noc. Na dworze lało i szalała burza. W pewnej sopockiej restauracji, pewien zły kelner wyrwał matce, która zdążyła dopiero trzy guziki bluzki odpiąć, od piersi płaczącego niemowlaka i wrzucił do toalety. Doszło do dyskryminacji! Mało tego- do zamachu na wszystkie matki karmiące w Polsce. I na wszystkie dzieci, rzecz jasna.  I wtedy właśnie przez okno wleciały smoki….

p.s. Nie musicie się ze mna zgadzać. Zachowajcie kulturę wypowiedzi (przeklinać nie- personalnie oczywiście można, nawet wskazane, żebym nie czuła się samotna ;) ). Dajcie sobie spokój z najeżdżaniem na innych, opowiedzcie o własnych odczuciach i doświadczeniach. 

peace and love <3 ;)

15 komentarzy:

  1. No i wreszcie spisałaś moja Droga wszystkie argumenty i moje na ten temat. Sama nie miałam się czasu zastanowić nad tą sprawą, ale moje odczucia są dokładnie takie, jak Twoje i ja cyckami też jakoś nie epatowałam podczas karmienia, żeby je oglądał ktoś oprócz córki, którą i tak bardziej interesowała zawartość i najbliższych (rodziców), a i im nie nasuwałam tym cyckiem po oczach, bo i po co.
    W ogóle nie odczuwałam problemu, a w kościele podczas chrztu wyszłam sobie nakarmić małą na zakrystię, bo sama bym się nieswojo czuła karmiąc ją pod czujnym okiem wszystkich zebranych parafian.
    Zresztą ja nigdy jakoś nie chciałam się czuć mleczarnią, wystarczyło mi, że dziecko jest szczęśliwe i nakarmione i dodatkowej ideologii do tego nie musiałam przypisywać. :)
    Uściski! Świetny tekst!

    OdpowiedzUsuń
  2. Konkretnie i z jajem. Wyjazd do Nowej Gwinei? Moze nie będą sie tamczepiac. Zjedzą nas tylko;) u nas zona piersia karmic nie mogla, ale podaje swoj pokarm. Troche to skomplikowane, ale najwazniejsze, ze dziecko je. Ja tam nie mialem oporow nigdy przy matkach karmiacych. Byc moze dlatego, ze moje dziecko dlugo lezalo w szpitalu i tam mamy karmily swoje maluchy. Na poczatku to ja pytalem czy moze mam wyjsc, bo sie krepuja przy mnie karmic. W odpowiedzi slyszalem, ze to tylko cycek i nie musze nigdzie wychodzic, chyba ze mi to przeszkadza. Co do karmienia w miejscach publiczbych to jestem jak najbardziej za! Dziecko nie rozumie, ze zje za jakis czas. Ono jest glodne i mama jest w poblizu i koniec. Musi. Mam podobna opinie jak Ty. Ludzie to durnie. Wytykaja bledy i wady innym nie widzac zadnych u siebie. Bardzo dobry tekst.

    OdpowiedzUsuń
  3. Aleś się Matko rozwinęła :)
    Na dodatek popieram w 100% i też mam takie nastawienie. Karmienie -tak ale dyskrecja dobra i dla karmiącej i dla tych co wokół.
    Tekst fajny i potrzebny.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się w stu procentach z każdym punktem. Dodałabym kwestię respektu. Dla ludzi w okół i samej siebie. Wyżej opisane zachowania to takie negatywne zwrócenie na siebie uwagi i brak szacunku dla kogokolwiek.
    Może trochę z innej beczki, ale tak przypomniało mi się...:
    Mój pierwszy spacer "wózkowy" z pierworodnym. Prowadzę te karetę i myślę sobie: >ludzie, ja jestem matką od dwóch tygodni! a tu nikt na mnie nie zwraca uwagi!< . Ale do głowy by mi nie przyszło, żeby usiąść na ławce w parku i karmić publicznie...
    Zresztą fakt, to kwestia mentalności. Teraz wprawdzie tetrowe pieluchy nie funkcjonują, ale widziałam staniki dla karmiących matek z taką klapką na sutek... Więc w czym problem?

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja karmilam "publicznie" tylko raz. Nie wstydzilam sie, bo dziecko karmione na zadanie (rzondanie) wiec czasu sie nie wybiera. Ale czy to w domu, czy na ulicy, nigdy nie wywalalam cycka na wierzch, bo jakos nie za bardzo mi sie ekshibicjonizm usmiecha. Ja tez nie mam problemu z matkami karmiacymi, ale jakos nie widzialam w UK babek z wywalonymi cyckami. Nie ma pieluch tetrowych? A co to za problem? Sa inne sciereczki, szmatki muslinowe, reczniczki, w cholere tego jest, do wyboru do koloru. Mozna sie zaslonic. A nie awantury robic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ramen, nie mam nic do dodania. Jestem w Uk od dwóch lat, Ty znacznie dłużej, a mamy w Polsce cały czas podpierają się zachodem, jaki to wyzwolony. Widuję tu kobiety karmiące, dyskretnie, na uboczu. Czasem nawet, dopóki nie przejdę blisko obok, nie wiem, że babeczka karmi. To w Polsce natknęłam się nie raz na wywaloną całą pierś i głośne, zwracające na siebie uwagę zachowanie. Gdzie ta "postępowość"zachodu? Ja widzę klasę zachodu, tylko i wyłącznie. (ostatnio czytałam jakąś mamę na forum, że mieszka w Australii i jeszcze nie widziała tam karmiącej kobiety nie przysłoniętej chustą/pieluchą, a te dalej swoje "muszę emigrować, bo w Polsce zaścianek" Gdzie emigrować? Do Papuasów? )

      Usuń
  6. O własnych doświadczeniach??? Ale jesteś pewna, że starczy mi miejsca? :)

    Dawno, dawno temu...
    No to tak- dawno temu nie udało mi się zbyt długo karmić Elizy. Może nawet nie robiłabym z tego tragedii narodowej (choć oczywiście było mi po matczynemu żal), gdyby nie fakt, że odkryłam wtedy z reakcji innych ludzi (czytaj- matek), coś na kształt: powiedz mi jak karmisz, a powiem ci jaką matką jesteś.
    Ja byłam oczywiście tą złą. Nieudolną. Leniwą. Itd. Itd.

    Zryło mi to banię na maksa. I tu już piszę absolutnie serio. Kiedy byłam w ciąży z Lilą na równi o to, czy będzie zdrowa, martwiłam się, czy powtórzy się nieudane karmienie piersią.
    Walczyłam więc o ten sukces jak lwica. Bardzo, bardzo mi na tym zależało.

    Jestem całym sercem za karmieniem piersią. Uważam to za coś pięknego, naturalnego... Ale to są moje odczucia.
    "publicznie" karmiłam Lilę dwa razy (a muszę dodać, że nasze karmienie to było w latach :))- kiedy byłam noworodkiem, w przychodni, po wcześniejszym poproszeniu przez Marcina pana, który akurat czekał pod gabinetem, aby wyszedł z poczekalni, mimo, że byłam uzbrojona w pieluszkę i bluzkę taką, że niewiele miało szansę być widać. Drugi raz- na naszej działce, przy wejściu do altanki- więc nie wiem czy się liczy :)

    Naprawdę nigdy nie czułam potrzeby wywalania cycka przed światem. I powiem Ci coś jeszcze- ja nawet z malutkim dzieckiem potrafiłam tak wpasować się w Jej karmienia, że karmiłyśmy się w domu, albo ewentualnie u babci. No nie mogłam się przełamać i tyle.
    Natomiast u innych- jeśli ktoś robi to dyskretnie, traktując to mimo wszystko jako czynność nieco intymną- to nie mam z tym żadnego problemu. Żadnego. Nie znoszę jednak tych wszystkich laktoterrorystek,które tym swoim mlecznym fanatyzmem robią dla samego karmienia piersią więcej złego, niż dobrego.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mieszkam w Melbourne, widzialam kilka razy kobiety w kawiarni z malenstwem przy piersi, ale nawet nie wiem czy bylo to przytulenie czy tak dyskretne karmienie, najprawdopodobniej karmily piersia.
    I jeszcze jedno te karmiace matki w miejscach publicznych tak bardzo walcza o swoja wolnosc karmienia z cyckiem na wierzchu a co z moja wolnoscia nie ogladania tego cycka pytam sie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej :)
    Dodam jeszcze jeden argument - niebagatelny :) Otóż argumet równości :) Przed chwilą spytałam lubego mego. O to mianowicie, jak by sie poczuł, gdyby napotkał taki obrazek, że kobieta pozwala ssać swoja pierś. w miejscu publicznym, innemu obywatelowi, w tym przypadku - dziecku. Nie chciałam mu podpowiadać ewentualnych stanów emocjonalnych, których mógłby w związku z tym doznac, bo on i tak bez namysłu odparł, że poczułby się poszkodowany. Ciekawe czemu, hi? Skoro mamy równość, to jesli jeden moze ssać pierś,to każdy powinien móc?
    Coś w tym jest...

    OdpowiedzUsuń
  9. Przeczytałam wszystkie komentarze, licząc na to, że ktoś się rzuci na Twoje gardło, jak na moje niegdyś, pod tekstem o podobnej wymowie (przez co nawet straciłam kilku znajomych na FB - o ja nieszczęśliwa!). Niemniej zaglądać będę, bo a nuż ktoś odważny* się trafi jeszcze.
    * odważny to tylko tak dla jaj napisałam, bo tak naprawdę liczę na jakąś nowoczesną feministkę, co to już z cyckiem na wierzchu przez drzwi obrotowe do centrum handlowego wchodzi i wrzeszczy, że ma prawo. Jak na chwilę się przymknie, to może się zorientuje, że zapomniała z samochodu dziecko zabrać.

    OdpowiedzUsuń
  10. W samo sedno; kindersztuba leży, wszystko stoi na głowie; fajnie, że tak to opisałaś. Pozdrawiam, jupik

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie mam dzieci, bo nigdy nie chciałam. Mogę zrozumieć karmienie na żądanie (głód oznacza dajcie w niebogłosy) i widok piersi mi nie przeszkadza. Za to bardzo przeszkadza mi zapach kobiecego mleka. W restauracji - OHYDA.

    OdpowiedzUsuń
  12. Dal mnie to w ogole jest porypany pomysl Z takim malym dzieckiem do restauracji isc.
    Już nie raz doświadczyłam płaczącego maleństwa przy stoliku i nie wiem po co komu się pchać do restauracji z takim bobasem?

    OdpowiedzUsuń
  13. Zaczęłam czytać hurtem wszystkie posty (wcześniej śledziłam tylko na fb) :D W sumie weszłam myśląc o emigracji, szukam starszych postów, jeszcze sprzed, jak się zastanaiwaliście, planowaliście...ale nieważne.
    I chyba pierwszy raz skomentuję. Ja matką karmiącą nie jestem jeszcze, ale kiedyś mam nadzieję być. I trochę się zgadzam z argumentem, że nawet w centrum miasta wiszą billboardy z laskami w bikini i mnie to razi bardziej niż widok matki karmiącej piersią. Teraz czytając post zdałam sobie sprawę, że ja to raczej spotykałam spoko matki karmiące, tj. nie takie wywalające co mają pod bluzką, tylko pełna kulturka, chusta żeby zasłonić co trzeba. Po prostu myślałam że każda matka karmiąca to raczej kobieta skromna i nie mieściło mi się w głowie że kobieta może tak po prostu "wywalić cyce na wierzch" brzydko mówiąc. Nawet jak chodzę na Mszę (nie normalnie do kościoła, jestem we wspólnocie i mamy Msze takie wspólnotowe, sami swoi) i jest kilka mam z dziećmi, no to oczywiste że jak dziecko głodne (a "nasza" Msza nie trwa 45 minut tylko z 1,5-2h) to trzeba nakarmić bo jak się tego nie zrobi to dziecko płacze no i kaplica. i zawsze te mamy miały chustę, często też szły na tył sali, żeby nikogo nie rozpraszać. Więc jeśli jest zachowany jakiś poziom, nazwijmy to, przyzwoitości, to karmienie piersią w miejscach publicznych jest jak najbardziej w porzo.

    OdpowiedzUsuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...