piątek, 14 października 2016

trauma

Stoję sobie pod prysznicem, jedną ręką myję zęby, drugą-głowę, jak to matka, gdy nagle coś z całą mocą pierdulnęło mi w kabinę. 
Już nawet nie wyjęłam szczoteczki z gardła, tylko przerażona zaczęłam łapą drzwi z pary przecierać, coby sprawdzić, czy szyba cała i co to właściwie, kufa, było.
Otóż to był Stifler. Zaryczany bardzo. 
Otwieram kabinę, zaczynam się ręcznikiem nieporadnie owijać, bo mi piana z włosów do oczu leci.
Stiflerowi w tym czasie gile zwisają już do pasa.
-Co się dzieje?- pytam, nie na żarty wystraszona
-Psot mi zjada Kiciusia!- ledwo co może się wysłowić Stifler- Ratuj, bo go zeżre!

Kiciuś to zabawka. Bardzo mała. Nieco mniejsza niż te większe z Kinder Niespodzianek. Z całej kolekcji mini-zwierzątek, Kiciuś jest właśnie ulubieńcem Stiflera. Zabiera go na spacer w kieszeni, kładzie na umywalce, gdy myje zęby, wieczorami odkłada na szafkę nocną, by rano móc się od razu nim bawić od nowa.

No więc ruszam do akcji, dalej nieporadnie owinięta tym ręcznikiem, z pierwszym krokiem zalewając łazienkę. Wpadam do salonu i od razu obczajam, że kot faktycznie przeżuwa.
Rzucam się na kota.
Kot zaczyna spierdalać. 
Czasem mi się wydaje, że moje koty robią miny. Ten ma na pysku wypisaną panikę.
Gonię go dalej. Kot spieprza do sypialni. 
Łapię kota. Próbuje mnie podrapać. Prawie na nim siadam i wkładam mu łapę do pyska. 
Kot dostaje oczu, jakby cierpiał na Gravesa- Basedowa. Ma odruch wymiotny.
Wyjmuję mu łapę z pyska i drę się do Stiflera "przynieś mamusi inhalator, szybko!", bo czuję, że dostaję ataku astmy. 
Kot ucieka pod łóżko. Nerwowo próbuje przeżuć, co mu w pysku zostało.

Ja się pod łóżko nie zmieszczę?! Ja?!

Wczołguję się po kota i przyduszam go do ziemi, przy czym dyszę i charczę, bo mi w klacie bulgocze. 
Kot ma minę, jakby pod łóżko mu wlazła Pawłowicz. W ramach samoobrony drapie mnie w mordę. Też bym tak zrobiła. 
-Stifler, gdzie mój inhalator?- drę się resztkami sił, trzymając się jedną ręką za ryja, drugą macając za kotem, który się rakiem wycofał do ściany, a później się na niej rozpłaszczył.

I żuje. 
Gnój, żuje!

-A dlaczego mi nie powiedziałaś, że masz w torebce bańki?- odpowiada pytaniem na pytanie Stifler, a ja już wiem, że pies jebał inhalator. Będę se musiała bez poradzić.
Zejdę pod tym łóżkiem, qrwa, bo zapomniałam dziecku pokazać, co mu z Funta przyniosłam już wczoraj!
Zejdę, ale wyjmę temu pieprzonemu kotu, tego pieprzonego Kiciusia z pyska! Z gardła! A jak trzeba będzie to i z dupy!

Łapię go jeszcze raz i wyciągam spod łóżka, na chama oczywiście, bo się wbija we wszystko, w co tylko może. 
Też w moją gołą nogę. Drę się wniebogłosy.
-Na placu zabaw sobie pokrzycz, w domu nie wolno- dochodzi mnie od Stiflera. 
Kto go wychował?! Po czyjej on jest stronie?! 
Następnie kot wskakuje na łóżko, po czym wbija się pazurami dla odmiany w kapę. Wyciągając mu pazury podziwiam, jak lecą w niej oczka. 
Trzymam go jednak mocno. Trzymam za pysk. Kot dostał szczękościsku. Mnie wpadła piana do oka. 
Tak se oboje cierpimy!
Spada mi ręcznik. 
Kot cierpi bardziej.

Udaje mi się uchylić mu pysk. Szybko wkładam palec. Ewidentnie czuję małe uszka i ogonek. 
Za sobą słyszę kroki.
-Masz mój inhalator?- charczę
-Aaaa, inhalator! No nie mam. Mam bańki i Kiciusia. Dlaczego mi nie powiedziałaś, że nosisz bańki w torebce, hę?- odpowiada Stifler
- Co masz?- pytam, bo czuję, że mi przed oczami ciemnieje i chcę to usłyszeć przed śmiercią
- No mam bańki i Kiciusia. A dlaczego...
- Skąd masz Kiciusia?- przerywam mu
- Na umywalce leżał. Położyłem go tam, jak zęby myłem. A już myślałem, że mi go Psot zeżarł, hehe...
-To co Psot żre?-pytam, zalewając się łzami od tej cholernej piany
-Nie płacz. To pewnie tylko ten herbatniczek, co mu dałem...

Opowiadam to wszystko Siarze przez telefon, mrugając oczami czerwonymi, jak u Felicjańskiej, gdy pewnej nocy gnała swoim Alfa romeo.
-He he- pociesza mnie mąż- A pamiętasz, jak Szary zgubił "Kruszynka", tego pieska, chyba nawet z tej samej kolekcji? I też powiedział, że mu kot zeżarł. A Ty później tydzień patykiem w kuwecie grzebałaś, zanim się znalazł między poduszkami kanapy.

Mój Bobrze, no rejczel , że pamiętam! 
A on myślał, że ta panika u mnie to skąd?
Po traumie. Wiadomo.
Teraz jeszcze z traumy wyleczę kota i będzie luzik!


9 komentarzy:

  1. Ryczę😁
    A wzrok kota na foci bezcenny.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. I znowu oplułam monitor.....i to o 4-tej w nocy, bo mnie bezsenność dopadła....

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojej, ojej. Klocków on nie zje, ten kot?
    Jakie BAŃKI?

    OdpowiedzUsuń
  4. Ty juz dawno powinnas sie nauczyc ze kot nie pies, swinstwa do paszczy nie bierze :-)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytając ten tekst tak się śmiałem ze moje dzieci uznały iż do reszty mi odbiło. Gratuluje stylu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiedziałam jaki adres Ci podesłać;D
      to PERŁA!:d

      Usuń
  6. macie ryżego kota hahahaha. pamiętaj nietypowa, ryży to nie kolor - to cecha charakteru. czy twoi już czytają maminego bloga? - szkorbut

    OdpowiedzUsuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...