piątek, 16 września 2016

wychowana na Reksiu

KĄCIK ZOOLOGICZNY
Wszystko zaczęło się od zdziry Marleny...
Tak, od zdziry, w końcu nikt kto się szanuje nie pokazuje cycków nieznajomym.
A ja, co nie wyszłam prania wywiesić, to Marlena- pach! na glebę i osiem par cycków dumnie leżąc na plerach wyprężała!
Tak, Marlena jest kotem sąsiadów. Nie jest jakąś laską po Czarnobylu, czy coś.
W zasadzie Marlena, to nawet nie Marlena, ale ja wszystkie koty sąsiadów po polsku ponazywałam.
No takie zboczenie.
Słyszałam, że niektórzy księża mają gorsze, więc moim nie ma się co ekscytować.
W każdym razie lampucera Marlena przychodziła do moich kotów miesiąc z okładem. A pewnego dnia to zauważyłam, że Marlena ma alergię, bo się drapie jak pojebana.
I Rychu ma alergię.
I Psot ma alergię.
I se myślę- „biedne kotki”-bo sama alergiczką jestem, też się czasem drapię i wiem, jakie to upierdliwe.
Nadążacie Państwo?
Trzy koty siedzą w rzędzie, drapią się w tempie techno, z regularnością z jaką podają numery konta w Radiu Maryja, a stara, 32-letnia, krowa patrzy i se myśli, że „biedne kotki” i że „alergia”...
Przyznaję, że gdyby na moim gorszym dniu oprzeć losy ludzkości,
to byście Państwo dziś kwadrat toczyli.
Ta refleksja o alergii naszła mnie tuż przed wyjazdem do New Forest, więc nie miałam czasu długo o tym myśleć, tylko żeśmy się spakowali i na wakacje ruszyli. I nie wiem czy to kwestia tego, że pchły już były odchowane, zapoznane z kotami i zaczęło im się nudzić, czy może raczej tego, że wszyscy jesteśmy bardzo ładni więc po prostu na nas poleciały, ale faktem pozostaje to, że nie wiedziałam, iż moje dzieci, moi synowie, potrafią mieć skalę głosu jak Maria Callas, gdy na nich mały robaczek skoczy.
Albo dwa.
Albo osiem.
I to jednego dnia.
Popędziłam do najbliższego zoologicznego, gdzie przemiły pan, uśmiechnięty od ucha do ucha, wręczył mi „spot-on”. Takie kropelki na pchły, co to się kotom w kark wciera, a one zdychają.
Pchły, nie koty.
Ponieważ nam się rzadko trafia coś normalnego w życiu, tak i pchły trafiły się nam takie, które prawdopodobnie przeżyły Nagasaki i Hiroszimę, toteż po kropelkach przesłały pozdrowienia środkowym palcem, a my tak dwanaście, jak i dwadzieścia cztery, a nawet siedemdziesiąt dwie godziny później, przy wyczesywaniu, znajdowaliśmy nadal żywe osobniki. I co gorsze- żwawe, jak piosenkarki z Jarzębiny.
Wróciłam do zoologicznego zatem i mówię, że potrzebuję więcej tych kropli, a pan, uśmiechnięty od ucha do ucha, mi mówi z kolei, że nie da, bo to pięć tygodni musi minąć, żeby kotom nie zaszkodziło.
- A co z pchłami?
- Ano za dwa tygodnie możemy spróbować im dać tabletki, bo mają ten sam środek pchlobójczy w odpowiednim stężeniu.
-A do tego czasu?
-Wyczesywać.
No to żeśmy wyczesywali.
Po godzinie dziennie średnio.
Po tych dwóch tygodniach, to z samego futra szło dwa nowe koty ulepić. Dodatkowo codzienne odkurzanie, trzepanie koców i w ogóle frajda na całego, ahoj, przygodo! i te sprawy.
Ja nie mam problemów z dawaniem kotom tabletek, pod warunkiem oczywiście, że im włożę rozkruszoną pigułę w jakieś żarcie. Wcinają wtedy, aż im się uszy trzęsą. Jak je kocham, tak inteligencji ich bym nie przeceniała. Myślę, że jakby ludźmi były, to by się zapisały do jakiego ONRu, czy innego stowarzyszenia, dla osób potrzebujących specjalnej atencji. W każdym razie po rzeczonych tabletkach na Rychu znalazłam jedną martwą pchłę. Dziś twierdzę, że padła z przeżarcia, ze starości, albo ze śmiechu, jak widziała, że te tabletki odwijam.
Dobrze, że w chacie nie mam mikroskopu, bo założę się, że cała reszta pokazywała mi w tym czasie dupę.
Jak łatwo się domyślić po nieudanej akcji pod kryptonimem „napalmem w te pieprzone gówna”, udałam się do kolejnego zoologicznego, ominęłam uśmiechniętego sprzedawcę i sama załadowałam do koszyka to, co mi poradziła mama- szampon przeciwpchelny i takąż obrożę.
Przy kasie pani zagaiła:
- O, pies pchły podłapał?
- Koty- sprostowałam
- Ale to szampon dla psów!
- No shit, Sherlock!- miałam ochotę powiedzieć, bo na opakowaniu siedział labrador, ale odrzekłam tylko- A bo dla kotów nie macie. W każdym razie to szampon przeciw pchłom. Pchły to pchły, co za różnica?
- No jest różnica. Szampon dla psów jest toksyczny. One mogą zdechnąć.
Matko, jaka kretynka mnie się trafiła, jak zwykle…
- Ja chcę żeby zdechły! Chcę się pozbyć tych cholernych pcheł!
- Ale ja mówię o kotach…
No masz, kurwa!
- To u was nie dostanę szamponu dla kotów?
- Nigdzie nie dostaniesz. Nie ma takiego. – i głupia pinda suszy zęby, jak ja trzeci tydzień ze Szwadronem Śmierci walczę.
- A obroże?
- A obroże są dla kotów, możesz wziąć.
- A bezpieczna po spot-on`ie i tabletkach?
- Taaaa, one to taki pic i tak tam mało co działają, jeśli w ogóle cokolwiek.
Poczułam, jak mi szczęka opada. Normalnie się kobieta w zoologicznym marnuje, a mogłaby już w Amwayu jakim karierę robić, jako specjalistka od marketingu.
- To co działa, co istnieje i co mogę wziąć?
- Spray działa. Miałaś spray? Nie? A jakie miałaś tabletki i spot-on? To zaraz coś dobierzemy.
Myślę, z perspektywy czasu, że tym sprayem, to tym pchłom nawet brydża nie przerwałam. Pewnie założyły sobie mikro-maski przeciwgazowe i przewróciły oczami, że „kuuufffa, ta dalej swoje”.
Zakładając, że chcę mieć rodzinę wielodzietną miałam na myśli własne dzieci, a nie setkę małych pcheł. No i wiecie co mówią- forum wspiera, forum radzi, forum nigdy cię nie zdradzi- a zatem: drodzy Forumowicze, drogie Kocie Matki i Koci Ojcowie- ja wiem, że nie ma co wpadać w panikę, ale to już czwarty tydzień, więc NA LITOŚĆ BOBRA, HELPUNKUUU!!!



19 komentarzy:

  1. Wszelkiego rodzaju robaki nie lubią olejku cytroneli. Wszy on ci nie zabije, ale już im się fajnie biwakować na kotach nie będzie :) Anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ktoś mi to na kleszcze zdaje się polecał. Kupię. A co mi tam. Dzięki.

      Usuń
  2. moja teściowa na wszy u swoich dzieci stosowała muchozol, a moja mama denaturat więc nie wiem czy Ci coś radzić.... ;) :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <3 Mówisz, że czysta powinna pomóc? Mam wypić i kotom w sierść chuchać? ;)

      Usuń
  3. Tylko nie smaruj kotow trucizna, bo Ci zejda. Koty nie pchly, bo sie wyliza do czysta, a nie masz gwarancji, ze wyrzygaja zatrute klaki. Poza tym nie mam dla Ciebie zadnych swiatlych porad, bo moje koty nie wychodza i pchel nie zbieraja z calej okolicy.
    Chociaz... ostatnio cos mnie czesto swedzi i mam na nuszkach takie swedzace bombelki, mniejsze od komarzych. Czyzbys mi w paczce albo liscie grzecznosciowo pakiecik angielskich pchel przyslala?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje koty też nie wychodzą. Moje spieprzają, jak ktoś drzwi otworzy. Wiesz, że wychodząc musimy zamykać koty i ostatni je wypuszcza z danego pomieszczenia ścigając się do drzwi wyjściowych. Lekki obłęd, ale tak to jest jak mamusia bachory rozpuściła. Mówię o kotach, rzecz jasna.

      Usuń
  4. Cześć Aniu :) Tak sobie Twojego bloga po cichu podczytuję, zaśmiewając się czasem z Twoich postów, czasem się z Tobą nie zgadzając, a czasem - wręcz przeciwnie, ale skoro mowa o kocich problemach, to przyszedł mi do głowy jeden pomysł.
    Banalny jak diabli. Wizyta u weta, mianowicie.
    Może on wytoczy konkretną artylerię przeciwko pchłom?
    Mam kota półwychodzącego, tzn. na smyczy wychodzi na spacery i został zawieziony do weta ongiś, który mu zaaplikował co trzeba.
    Szczerze mowiąc, jakoś nie wierzę w działanie tych wszystkich sprejów, obróżek itp. akcesoriów kupowanych w sklepie zoologicznym.
    U moich rodziców natomiast, też kiedyś mieli plagę pcheł - trzy koty, zostały zwalczone kropelkami od weterynarza, a potem mieszkanie zostało spryskane sprejem, odkurzone, poprane .... gdzieś czytałam, że ocet jest dobry do mycia podłogi w takich sytuacjach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za "octową" radę, Lidio. A i za to, że się ujawniłaś z tym podczytywaniem ;) Miło mi, pozdrawiam.

      Usuń
  5. Zakupujesz w sklepie ogrodniczym rękawice,najlepiej długie do Lokci, następnie nalewasz do wanny wody, zanurzasz kota w wodzie,poczynając od ogona .Pchły rozumiesz uciekają na wyższe rejony,Ty kota zanurzasz,zanurzasz az mu tylko nos będzie wystawał.Szybkie tonknięcie,wypuszczenie kota. Rozumiesz - rękawice ogrodnicze i to grube sa niezbędne...Pchły potopione, kot hmm, no wiesz - jak nie utonąl to się wyliże...:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Złapane pchły, mówiąc mało elegancko, topię w kiblu. Toteż z autopsji wiem, że te mendy i pływają i potrafią do brzegu dobijać. Mnie się jakieś terminatory chyba trafiły, jednak Twoja rada przypadła mi do serca, zwłaszcza ostatnie zdanie <3 :)

      Usuń
  6. Nasze koty, które były głownie wychodzące, miały obróżki. I to działało - nie pamiętam, żeby się dom i domownicy kiedyś zapchlili.
    Ale to były koty holenderskie.... i obróżki też. No i zakładane były profilaktycznie :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ania sprobuj z nafta kosmetyczna. Tesciowa kiedys mi cos o tym bakla i jakos zapamietalam. Ponoc padaja. A potem no coz obrozki.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nam pomógł taki spray, którym się pryska otoczenie kota - miejsca, w których on śpi, żeby się tam już nie lęgły, podobno działa trzy miesiące i nie szkodzi dzieciom. Spoton od weta, kupowane nie pomagały. No i dość, ekhm, celna rada od weta: po odkurzaniu mieszkania wymienić worek od odkurzacza, inaczej rozsiewasz larwy po domu. I jajeczka, czy w czym się tam te qfy lęgną. No cóż, miłej zabawy życzę :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zbankrutuję na tych cholernych workach. Odkurzamy codziennie. Już mamy jobla na tym punkcie ;)

      Usuń
  9. Miesiac temu odwiedzajace nas koty zapchlily moja zolze do imentu, a ona caly dom. Obrózka "Seresto" zadzialala blyskawicznie, ale uwaga - bardzo rózne opinie o niej znajdziesz w necie, od oskarzen o ciezkie obrazenia, do bardzo pozytywnych. Nabylam równiez grzebien elektryczny i na kotach wizytujacych sprawdza sie dosc dobrze. (Leciwa)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiedziałam, że takie ustrojstwo jak ten grzebień w ogóle istnieje. Po wygooglowaniu znalazłam taki na wszy i gnidy, no i ostrzeżenie "nie używać na mokre włosy". No ta, można sobie pewnie zrobić lekką trwałą ;) Z obrożą jest taki problem, że boję się, żeby koty mi się zwyczajnie po takiej ilości chemii nie zatruły. Dziewczyny na fejsie radziły ziemię okrzemkową, ale trudne jest wysypanie całej w sumie chaty (oraz kotów) ziemią i zostawienie tego na kilkanaście godzin, gdy się nie ma gdzie iść z dziećmi, a ciężko w czymś takim zostawić trzylatka. Może ten grzebień byłby sensowniejszym rozwiązaniem. Dzięki.

      Usuń
    2. Mam takowy
      http://www.bimar-spa.com/mobile/products_info.php?products_id=385460 (Leciwa)

      Usuń
    3. Jasli poszukasz pod nazwa ionic pet flea exterminator na pewno cos u Was znajdziesz.

      Usuń
  10. Oo widzę ten sam problem... U nas od kilku dni.. Za ciepłe lato w tej Anglii mieliśmy i się dziadostwo uaktywnilo... Mimo że kocica nosiła obrożę przeciwpchelna to te dziadostwa zaczęły skakać po chałupie..
    U mnie bylo tak:
    Najpierw poszedl w ruch puder na pchły (household flea powder) na wszystkie dywany
    Kot dostal spot on (johnsons weterinary 4fleas) na kark i dzień spędził na dworze
    A ja w tym czasie odpchlalam chałupę
    Poszedl w ruch spray (bob martin clear- flea plus czy jakos tak:) jasno niebieska puszka)
    Po pudrze dalej sobie skakaly wesoło po podlodze i po kocie
    Po spot on u kota brak pchel. Jedna zdechła została wyczesana.
    Po pierwszej dawce sprayu jeszcze kilka dziadów wiło się po podłodze ale juz takie niemrawe byly :)
    Fakt ze śmierdzi ten spray niemiłosiernie ale chyba dziala.

    Pozdrawiam. Ania

    OdpowiedzUsuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...