piątek, 2 września 2016

Fotorelacja z wakacji

Poniżej znajdziecie Państwo fotorelację z naszego wakacyjnego wypadu, a w niej wszystkie zdjęcia, które da się upublicznić bez obaw, że ktoś naśle na nas policję, MOPS, weterynarza, tych ze "strefy 11", tudzież, co najbardziej prawdopodobne- psychiatrę.

Jako ludzie niesamowicie zorganizowani i poukładani, wakacje wykupiliśmy w tym roku we wtorek 9 sierpnia, a o 6 rano dnia następnego byliśmy już w drodze. Spędziliśmy w niej cztery godziny pełne Cindy Lauper, Michaela Jacksona, UB40, Boy George`a i Roxette, gdyż jak stwierdził Siara "kto ma kierownicę, ten ma władzę nad odtwarzaczem".
Cztery godziny i jedno pytanie: "zakręciłaś gaz?". 
Żelazko na szczęście wzięliśmy ze sobą.




W końcu dobiliśmy do New Forest, które niemalże całkowicie spełniało nasze oczekiwania co do campingu w lesie, nad jeziorem.
Nie było tylko jeziora. 
I lasu. 
Nie, żartuję. Las był. Początkowo baliśmy się, że tylko iglasty, bo choć szyszki fajna rzecz, to jednak igłami ciężko się podetrzeć, ale na szczęście las okazał się mieszany.




W obrębie paru mil mieliśmy do wyboru kilka pięknych plaż.



Widok, jak Państwo widzicie, naprawdę cudny. Choć proszę zwrócić uwagę nie tylko na nas, ale i na tło. Też ładne.




Wakacje zaczęliśmy od sprzątania przyczepy, którą to z kolei kupiliśmy kilka dni wcześniej, a ja miałam okazję zobaczyć ją na żywo tuż przed samym wyjazdem. I z dumą Państwu napiszę, że jest imponująca. Na bank wygrałaby w konkursie na najbardziej przestronnego toi-toia, tudzież najlepszy pojazd Hobbita.
I tu taka dygresja, ku przestrodze, gdybyście Państwo mieli podobne pomysły.
Otóż podczas rzeczonego sprzątania nikt nie zabroni Państwu na pytanie najmłodszej latorośli "a gdzie tu się robi kupę?", zamiast jak człowiek odpowiedzieć normalnie "w kiblu", to rzucić żarcikiem niczym Karol Strasburger "nigdzie, pod drzewko trzeba chodzić".
Nikt tego Państwu nie zabroni.
Ale serio, nie radzę.
Całkiem możliwe bowiem, że 30 sekund później, usłyszycie krzyk swoich starszych dzieci. Coś w stylu "mamooo, szybkooo! ". Po czym dalej wszystko potoczy się błyskawicznie i zupełnie nie po Waszej myśli. Wybiegniecie przed przyczepę, rzucicie okiem w lewo, gdzie z kawą w rękach i rozdziawionymi buziami będą stać Wasi nowi, wpatrzeni w jeden punkt, sąsiedzi. Wtedy spojrzycie w prawo, gdzie kolejni sąsiedzi będą niemal zwracać właśnie konsumowaną kanapkę, patrząc na to samo miejsce. Miejsce, tuż obok cudzego przedsionka, pod drzewem, z którego Wasz trzylatek bez majtek, zgięty "na Małysza", z oczami jak Jake Gyllenhaal i naburmuszoną miną krzyczy "Nie gapić się! Potrzebuję intymności! No co za ludzie?!"

Czas spędzaliśmy niezwykle aktywnie.

Zwłaszcza, że wiedzieliśmy, iż oczy wszystkich psychiatrów zwrócone są w stronę polskiego rządu.

Uprawialiśmy jogging,
 

robiliśmy pompki na plaży,

jeździliśmy na wycieczki rowerowe.

W zasadzie to niezłe kilometry waliliśmy. Z górki, pod górkę....

...zawsze mknąc jak wiatr.
 

Swoją drogą właśnie na rowerze dowiedziałam się, że czołówka "Kuchennych rewolucji" to ściema. 
Kojarzycie Państwo ten moment, w którym Pani Magda Gessler, w zwiewnej kiecce, z bukietem kwiatów w koszyku, jedzie sobie na rowerze? 
Ano też tak próbowałam.
Po ludzku się nie da. 
Z kwiatów zrezygnowałam, bo nie miałam ciętych, a Siara powiedział, że z tą juką w koszyku, to wyglądam jak pierdolnięta. Zresztą i tak nie w tym rzecz. Chodzi o samą kieckę. Ubrałam taką do kolana, jak Pan Bóbr przykazał. 
I normalnie żem w drodze taki "Nagi instynkt" robiła, że ludzie spieprzali na boki, jakby jaki ksiądz po winie mszalnym jechał najmniej!

Budowaliśmy szałasy.

Przemierzaliśmy rzeki i bagna.

Stifler tu był.

Puszczaliśmy bańki,

bujaliśmy się na najlepszej w świecie huśtawce- z opony, wiadomo.

Graliśmy w różne gry.

Przynajmniej do czasu, gdy nie pogubiliśmy poszczególnych elementów.

Składaliśmy modele.

Błędem natomiast było zabranie ze sobą frisbee. 

Ostatnio przybyło mi sporo nowych Czytelników, więc ja Państwu przedstawię dziecko ze zdjęcia, jakby kto nie znał. 
To jest Szara Eminencja, który jest dzieckiem wyjątkowym. 
Nie mówił w zasadzie w ogóle do drugiego roku życia, "bo kompocik zawsze był", jak to stwierdziła nasza pediatra. Za to rozwalał w tym samym czasie łamigłówki dla pięciolatków i budował świetne, jak na swój wiek, konstrukcje z lego.
Pierwszy raz temat jego inteligencji został poruszony przez wychowawczynię w zerówce, do której poszedł jako pięciolatek. Pani R. pewnego dnia wytłumaczyła dziecku zasady gry w szachy, a po pewnym czasie podeszła do mnie i powiedziała "pani syn mnie ogrywa".
Szara Eminencja rówieśników uważa za "zabawnych i uroczych". Jest wielkim fanem Discovery , Brainiaca, Top Geara, modelarstwa, komiksów, Czesława Mozila, Maćka Maleńczuka i Red Hot Chilli Peppers.
Interesuje się polityką i bieżącymi wydarzeniami ze świata.
Niegdyś jedyny w naszej rodzinie, gorliwie praktykujący katolik, który po "sprawie Chazana" kazał wypisać się z religii. Obecnie- jedyny w naszej rodzinie agnostyk.
Kosi wszystkie nagrody, tak te za wiedzę, jak i za koleżeństwo. Nie znam osoby, niezależnie od wieku, która by go znała i nie lubiła. Nie znam też bardziej empatycznej osoby od niego.
No i właśnie ten syn, dokładnie ten, gdy rzuciłam do niego frisbee, krzyknął "Patrz! Jestem psem!", po czym, zanim zdążyłam zareagować, podskoczył i spróbował się zamienić w tego labradora z reklamy agencji ubezpieczeniowej.
Koniec końców powiem Państwu, że czasem strasznie trudno jest być dojrzałym rodzicem.
I już nie chodzi o momenty, gdy krzyczysz do dzieci "nie wiem co robić! chodźmy po kogoś dorosłego!".
I nie chodzi o momenty, w których dowiadujesz się, że za wszystkie "dam piątaka, jak nie powiesz tego babci", babcia płaciła dychę, a twoje dzieci mają łeb do interesów.
Chodzi o momenty takie jak ten, gdy dosłownie na chwilę staje ci serce. A po upewnieniu się, że zęby całe, nos nie jest złamany, a żadne oko nie wypadło z orbity- musisz przysiąść na leśnym runie tylko po to, żeby się ze śmiechu nie posikać.

Ponieważ pogoda wyjątkowo nam dopisała....

...dużo czasu spędzaliśmy nad wodą.

Oczywiście ponad wszystko dbając o bezpieczeństwo dzieci.
Tu na przykład uznaliśmy, że jeśli idzie o Stiflera, same pływaczki i kółko mogłoby nie wystarczyć.

Tu zaś Szara Eminencja pokazuje jak należy bezpiecznie i ostrożnie wchodzić do wody.

Uprzednio powoli i dokładnie ochlapując poszczególne partie ciała, aby przyzwyczaić je do zimnej wody.

Później można już śmiało maszerować głębiej.

I głębiej.

Woda miała średnio 14 stopni...

...czyli zdecydowanie za mało, żebym ja się zanurzyła i równocześnie wystarczająco, aby uczynić dzieci szczęśliwymi.

Wszędzie zostawialiśmy odciski stóp...

...i przede wszystkim- znak Batmana!

Czasem nawet szybowaliśmy jak Batman.

Puszczaliśmy latawiec,

budowaliśmy zamki z piasku.

I robiliśmy sobie przy nich zdjęcia.

Jeśli zobaczą Państwo na plaży coś takiego- nie dotykać, nie zagajać, a już broń Bobrze nie mówić nic o posprzątaniu czegokolwiek. To jest nastolatek. To się zostawia, żeby leżało jak se tam chce. Głównie dlatego, że do okna życia się za cholerę nie mieści.

Cieszę się, że mimo sporej różnicy wieku Stifler zawsze może liczyć na świetną zabawę z braćmi. Zakopywanie w piachu jest prawie tak samo fajne,

jak ciągnięcie za nogi po plaży. Piaszczysto-KAMIENISTEJ plaży.

Jak nigdy czuję się tu zobligowana do wytłumaczenia się z mojego "outfitu", który można by śmiało zatytułować "dziewczę, które spierdoliło ze spotkania narodowców na dożynkach w Pcimiu Dolnym".
Otóż pod koniec pobytu została mi jedna biała koszulka, ale niestety nic na dół. Miałam zatem do wyboru przeprać spodenki lub kupić sobie, przy okazji zakupów spożywczych, spódnicę w Lidlu. 
Znaczy się w Armanim. 
Tak czy siak, no przesz każdy wie, że jestem leniwa...

Czy jest na sali egzorcysta?

Udało nam się nawet złowić rekina. Jak bum cyk- cyk jest prawdziwy, jak obietnice wyborcze prezydenta.

To zdjęcie dedykuję wszystkim kobietom i gejom- możecie piszczeć i śmiało zazdrościć

A tu to już w ogóle "Słoneczny patrol"...

New Forest jest naprawdę cudownym miejscem. Przez cały pobyt co rano wiewiórki napieprzały nam szyszkami do kawy. Przy drogach, na polanach, na których przysiadaliśmy, żeby coś przekąsić, wszędzie można było spotkać wiejskie zwierzęta: krowy, świnie, owce, konie...

...osły...

...daniele.

Udało nam się nawet zawrzeć nowe przyjaźnie. 
Na zdjęciu Stifler i jego najlepszy przyjaciel grzyb Hubert (lewa strona ekranu, takie pomarańczowe, po środku mniej więcej). 
Jak nie będą mi chcieli Stiflera przyjąć do przedszkola, to postanowiłam wziąć ich na litość pokazując to zdjęcie i argumentując, że on NAPRAWDĘ potrzebuje kontaktu z rówieśnikami. Inaczej przez następny rok będziemy mu odpalać zdjęcie grzyba na kompie, żeby mógł "pogadać przez skypa z przyjacielem".

O tym ile zwiedzaliśmy niech świadczy ta zmęczona buzia...

...i zbliżenie na czarne stopy.

Tu mówię co myślę o przejściu kilku mil po kamieniach w piankowych japonkach celem zwiedzenia Hurst Castle.

Tym bardziej, że było nieco wietrznie.

Stifler dzielnie przemierzał dystans, odpoczywając gdzie popadnie. Tu na słupku akurat.

A tutaj na rękach ojca.

Przy tym wszystkim cały czas dbaliśmy o zbilansowane posiłki, gdyż jak wiadomo w mielonce tyrolskiej nie znajduje się sam karton!

Ponieważ obowiązki mnie gonią lub możliwe też, że zaczęłam oglądać "Walking dead", wrzucę Państwu jeszcze kilka zdjęć, darując sobie już ich opis. 

No poza tym.
To zdjęcie zrobione zostało przez mojego najstarszego syna. Prawda, że zdolny? <3


































8 komentarzy:

  1. Zmeczylam sie samym ogladaniem, tekst zostawie sobie na jutro:)))
    Jestescie fantastyczni!

    OdpowiedzUsuń
  2. Swietnie piszesz!
    Usmialam sie do lez😂
    Mieliscie fantastyczne wakacje.
    "Cos takiego na plazy"mnie rozwalilo😀Jakbym widziala mojego nastolatka😉Do okna zycia tez sie juz nie zmiesci😜
    Pisz czesciej☺

    OdpowiedzUsuń
  3. Super relacja! Pogodne, szczęśliwe dzieciaki :) Dzień zaczynam od uśmiechu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdecydowanie mieliście świetne wakacje! A tego czegoś na plaży nie warto zostawiać w oknie życia. Za kilka lat przepoczwarzy się w fajnego człowieka. Przetrwałam takie trzy poczwarki.

    OdpowiedzUsuń
  5. Juz wiem, gdzie sie wybierzemy w przyszlym roku, od Bristolu nie tak daleko. A z innej beczki - mam 33 lata i 10 tyg temu urodzilam naszego pierwzzego synka. Jak patrze na Wasze zdjecia to troche zaluje ze tak pozno (troche przez ukochana Polandie), ale moze zdazymy jeszcze choc z jedna sztuka wiecej:-) dziekuje za poprawe humoru kazdym tekstem! Magda

    OdpowiedzUsuń
  6. Ania, nie przejmuj się, że nie udało Ci się z naśladowaniem Gesslerowej. Ja wciąż mam kompleks Elżbiety Jaworowicz z kolei... Jak Ona te nogi tak umie złączyć i trzymać...

    Bardzo, bardzo przyjemnie oglądało się Wasze fotki. Wnioskuję, że wypoczęłaś?
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  7. Super Rodzinka z Was. Opis jak kazdy Twoj tekst rozbawil mnie do lez. Prawie, no prawie bylabym sklonna wyjechac na kamping:))

    OdpowiedzUsuń
  8. Urlop zacny - widać po fotach, że było bombowo!👍 Pozdrowienia dla grzyba Huberta!😜

    OdpowiedzUsuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...