piątek, 2 września 2016

bo taka mała imprezka będzie...

We wtorek Szara Eminencja obudził mnie jęczeniem, stojąc nade mną z „przekoszoną” głową.
Mało, kufa, zawału nie dostałam.
Mówiłam już, że Walking Dead oglądam?
A ten stoi, głowę opiera o ramię i dyszy.
No serio, niepoważne te moje dzieci.
Mówię do niego, że spoko, mama wstała i zaraz mu przygotuje jakąś szamę, więc może już nie udawać zombie, a on do mnie, że problem właśnie w tym, że nie może, bo go strasznie mięśnie bolą z jednej strony. Dzień wcześniej byliśmy na rowerach, w drodze powrotnej pędziliśmy, bo się XFactor zaczynał, a wietrznie było. Przewiało go- myślę sobie. Nasmarowałam go maścią na bóle mięśniowe, zrobiłam mu w salonie najlepszą bazę na świecie, taką z domowymi a`la Knopersami pod ręką i delikatnie, co jakiś czas, starałam się rozmasować wyraźnie napięty mięsień.
Nie to, żeby było dobrze, bo Szara Eminencja jest hipochondrykiem i ogólnie, gdyby dano mi wybierać, wolałabym ratować ludzi z płonącego wieżowca, niż masować kogoś, kto w tym czasie googluje „porażenia mięśniowe” oraz „zgony zaczynające się od zdrętwiałej szyi”, po czym dzieli się refleksjami. A sytuacja jeszcze bardziej pogorszyła się późnym popołudniem, gdy na brzuchu dostał wysypki.
- Wygląda jak ospa- zdiagnozowałam go wstępnie w myślach. I w Internecie. Jednakże w grafikach google wszystkie krosty wyglądają jak ospa, a że dodatkowo nie mogłam się do końca zdecydować czy może zachodzić jakaś korelacja między bolącymi mięśniami, a wysypką o nieznanym podłożu, toteż ostatecznie zaczęłam przygotowywać się na pilną wizytą na ostrym dyżurze, gdy tylko Siara wróci z pracy, a zombie uda się ubrać.
- To tylko alergia- zdiagnozował Siara, gdy wrócił z pracy- Nie ma co zawracać dupy tym na ostrym dyżurze. Dałaś mu jakiś lek antyhistaminowy?- zapytał bezczelnie, albowiem pytanie alergiczkę z pokolenia na pokolenie o to, czy wiedziała jak się zachować jest równe z zapytaniem Państwa, czy zawsze jecie bezę widelcem. No, kufa, rejczel!
- Chyba Cię porypało- zasugerowałam zatem nieśmiało.
- Przypominam, że gdy dostał wysypki po trzydniówce zdiagnozowałaś toczeń- zasugerował z kolei nieśmiało Siara
- To się nie liczy, byłam świeżo po obejrzeniu dr House`a i jedyne czego się nauczyłam po angielsku to „lupus” właśnie oraz „It`s nothing personal. I don`t like anybody”.
Koniec końców pojechaliśmy tuż po tym, jak Szary się nas spytał, czy w UK możliwe jest rozrzucenie prochów po kremacji.
Procedurę znamy, bo byliśmy już ze złamanym palcem Don Juana kiedyś.
Najpierw czeka się na poczekalni ogólnej do rejestracji, gdzie przekierowują cię na A&E dziecięcy. Idziesz tam z papierami wypełnionymi przez pierwszą rejestratorkę i czekasz na przyjęcie przez pielęgniarkę, która to robi wstępne rozpoznanie i od niej zależy ile będziesz czekał na spotkanie z lekarzem. No chyba, że masz głowę na włosku, oko w ręce, albo…chciałam napisać coś o mózgu poza czaszką, ale to się akurat wielu osobom zdarza i niemal wszystkim politykom i nikt nie robi "halo", więc zostanę przy dziurze w brzuchu, ale nie chodzi o pępek.
W każdym razie wtedy to sadzają Cię od razu bliżej drzwi.
Tak przypuszczam.
Nas posadzili daleko od drzwi, bo pielęgniarka stwierdziła:
- Szyja, jak szyja, zwykłe naciągnięcie mięśnia, samo przejdzie. Gorzej z tym co ma na brzuchu. To wygląda jak toczeń.
Kurwa, kurwa, kurwa!
A mogłam pierwsza to powiedzieć!
Toć wiedziałam, że „lupus”!
- Aaa, nieee. Te plamy to od drapania chyba jednak. Swędzi cię bardzo?- zwróciła się do Szarej Eminencji, który musiał na chwilę przestać się czochrać, bo nie usłyszał pytania.
- Nie. To na pewno nie toczeń. To zwykła alergia, tak mi się wydaje. Dam mu lek antyhistaminowy i ibuprom na bolącą szyję. Idźcie do poczekalni, zobaczymy co lekarz powie.
A była to godzina 20:45 dokładnie.
Tuż przed pierwszą, gdy spaliśmy na kupie jak Krudowie, postanowiłam nie reagować dopóki poprawnie nie wymówią mojego nazwiska, bo śniło mi się, że jestem szczupła.
Scipanek?... Sciepanek?.... Sssscpanek?
-Szczepanek- krzyknięto całkiem wyraźnie przez głośnik.
Wszędzie ci Polacy!
- Naciągnięty mięsień- powiedziała przemiła lekarz dotykając barku- Nic strasznego, samo przejdzie w przeciągu paru dni, proszę tylko rozmasowywać. A teraz zobaczymy tą wysypkę…oooooo…..klasyczna ospa…poczekaj kochaniutki! - zwróciła się do Szarej Eminencji, po czym zawołała- Kirsty, chodź tutaj!
Następnie podeszła kolejna, przemiła rumiana pani przyszła-doktor (przypuszczam), obmacała krosty, porozciągała wokół nich skórę i powiedziała:
- Aha, ospa. Widziała was wcześniej pielęgniarka? Siedzieliście w ogólnej poczekalni?
- Aha- teraz to ja odpowiedziałam
-To dziwne, bo od zakaźnych mamy izolatkę. Bylibyście szybciej obsłużeni. A jak wyglądała pielęgniarka, która was przyjęła?
Z rozpoznaniem nie mieliśmy problemu, gdyż jakem feministka i uważam, że nie ma brzydkich kobiet, tak muszę z ręką na sercu przyznać, że akurat rzeczona pani urodę miała raczej mocno nienachalną i niesztampową bardzo.
- Zawołaj Philipa, proszę- powiedziała pani doktor do przechodzącego pana z mopem- A ty, kochanieńki, się jeszcze nie ruszaj- to do Szarego, rzecz jasna.
- Aha, ospa. Kilka godzin temu nie było tych krost tak dużo, choć nie wiem, jak mogłem nie rozpoznać. Zawołam Lilly- powiedział Philip, którego (jak Lord Vader) próbowaliśmy udusić bez dotykania, za cztery niepotrzebne godziny w poczekalni.
W tym czasie Szary dół koszulki przeciągnął przez dekolt, jak robi Shakira, wystawił lewą nogę do przodu i wypiął dumnie pierś.
- Co robisz?- spytałam dla formalności
- Myślisz, że w szpitalu nigdy ospy nie widzieli? Chodzi o mnie. Jestem boski. Niech mają, co chcą- będę im pozować, jak męska Anja Rubik.
Dalej to przyszła Lilly, która powiedziała „aha, ospa” i dodała, że widziała już trzy dzisiaj. A pan z mopem spróbował na nas zrobić tą sztuczkę Lorda Vadera, bo mu kazano „dokładnie posprzątać ogólną poczekalnię”.
Potem Szaremu odbiło ze szczęścia, bo na koniec wypisano nam list do szkoły, że jego wakacje będą trwały najmniej tydzień dłużej.
W drodze do domu zaś obmyślałam interes życia, bo tak:
płynąc na fali współczesnej głupoty postanowiłam zrobić „ospa party”. Stówa za wstęp + prezent dla matki chorego. Obojętnie co, ja wybredna nie jestem. Bylebym mogła krzyknąć: „ja pierdolę, toć to prawdziwe brelanty!!!”.
Drugi raz okazji nie przepuszczę. Syn miał kiedyś boreliozę. Mówiłam Siarze wtedy „zróbmy Borelia Event! Obłowimy się, jak urzędnicy z Gdańska, co sprzedawali na lewo komunalne mieszkania”.
Tak, z Gdańska.
To było dawno, o Warszawie wtedy nikt nie mówił.
W każdym razie, wracając do tematu, niestety Siara nie podchwycił.
Teraz też nie chwyta zresztą, ale nie szkodzi.
Dzielnie chodzę na basen z nadzieją, że wkrótce zaproszę Państwa chociaż na „Rzęsistek Show”. Zasady Państwo znacie- stówa za wstęp i jakiś prezent. Koniecznie z brelantem!!!



5 komentarzy:

  1. Zdjęcie śliczności :) Aż "siarki" idą... :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Na ospa party chętnie wpadniemy- Eliza miała, Lila zaszczepiona. Jednak na rzęsistek party? No kufa jak Cię lubię, tak jednak chyba nie ;)

    Lilę szczepiliśmy po tym, jak podczas Elizy ospy mieliśmy 3noce pod rząd nieprzespane- tak się drapała po głowie, że krew Jej leciała. Wyobrażasz sobie, jak po pierwszej nocy wstała z włosami oblepionymi krwią (no wiadomo, że to nie była cała "łepetynka", ale mimo wszystko...)??? wtedy byłam bliska zejścia.

    Dużo zdrówka dla Szarej Eminencji. I dla Ciebie cierpliwości :)
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  3. Trzymaj się jako Matuchno.....łączę się z Tobą w bólu.Zdrówka dla chłopaka i oceanu cierpliwości i siły dla Ciebie. <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Zawsze jeszcze możecie półpaśca złapać. Miłej zabawy z ospą😉

    OdpowiedzUsuń
  5. Tylko tydzień zwolnienia? U nas ospę traktuje się jak chorobę śmiertelną w takim razie, ponieważ kiedy syn koleżanki zachorował to dostała przykaz, żeby mały był min. dwa tygodnie w domu (nie wolno z dzieckiem nigdzie wychodzić) no i najlepiej później jeszcze miesiąc kwarantanny - z przyzwoleniem na delikatne spacery.

    OdpowiedzUsuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...