sobota, 2 lipca 2016

o tym, że ja też mam koc w tygrysy

Ten niezręczny moment, gdy spotykasz dawno niewidzianych znajomych, w sumie nawet ludzi nie lubisz, tymczasem oni podstępem  wpraszają się do Ciebie na kawę, a Ty w międzyczasie, nie przerywając pisania smsa, odpowiadasz najmłodszemu dziecku na pytanie "mamusiu, a czy jak byłaś mała to ten plac zabaw też był twoim ulubionym?". 
I  zamiast krótkiego "tak", ewentualnie "jasne, uwielbiałam zapierniczać tu na tych  takich motorkach, co się kręcą wkoło. Huśtałam się na huśtawkach godzinami i tak się ślizgałam na zjeżdżalni, że mi musieli co dwa dni spodnie przetarte na dupie wymieniać", z jakichś względów, przy wszystkich, zbiera ci się na szczerość i odpowiadasz "nie, synku, bo mała mamusia mieszkała w Polsce i tam miała swój ulubiony plac zabaw". 

A potem musisz odłożyć telefon na ławkę, wziąć na kolana swoje (jedyne na placu wyjące) dziecko,  które krzyczy "I DOBRZE SIĘ BAWIŁAŚ JAK TU BYŁEM TAKI SAMOTNY?! TAKI SAMOOOTNYYY?!", obejrzeć widowiskowy ciąg baniek puszczanych nosem, otrzeć gluty z rękawa, który najpierw otarł gluty z nosa, pocieszyć, że wcale nie bawiłam się dobrze, bo na ulubionym placu miałam tylko trzepak i małą piaskownicę i się przy okazji zdekoncentrować. 

I gdy w końcu komenderujesz "to możemy iść", Twoje najstarsze dziecko nagle woła "mamo! telefon!", po czym podnosi twój aparat z ławki, przygląda się, mówi "smsa do taty nie wysłałaś" i czego nigdy nie robi, nie dość, że czyta bezczelnie tego smsa, to jeszcze czyta go przy ludziach, szybciutko, na bezdechu:

 "Obcy ciągną do chaty. Ogarnij kuwetę. Schowaj koc w tygrysy. Wiem, że lubisz i żałujesz, że Turcy przestali produkować takie w `78, ale wygląda jakbyśmy hodowali coś po Czarnobylu. To co na ziemi wrzuć do sypialni i zamknij drzwi "     

Dalej to dziecko zaczyna chichotać, klepie Cię po ramieniu, mówi "chociaż próbowałaś" i sobie idzie.
Chichocze, bo nie wie jeszcze, że se nie pogra na kompie do czterdziestki.

I powiem Państwu, z dzisiejszego doświadczenia, że późniejsze obracanie takich smsow w żart, można by  wyłącznie porównać do wstydliwego trzepotania rzęsami i naciąganie spódnicy na kolanka. 
Jak się przyszło, kurwa,  z umówioną wizytą do wenerologa.
Normalnie polecam.
Znaczy się polecam posiadanie zdradzieckiego dziecka, bo u wenerologa trzepocząc rzęskami nigdy nie byłam. Choć zapewne, znając moje szczęście, jeśli kiedyś pójdę, dowiecie się Państwo o tym z Animal Planet od Krystyny Czubówny <3

8 komentarzy:

  1. czyli jak to mówią - nikt Ci nei narobi takiego obciachu jak podstępny potwór zwany dla niepoznaki dzieckiem....
    A oni to słyszeli?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No przecież jak się człowiek chwali albo przypadkiem zrobi coś zajebistego to nikt nie słyszy/nie widzi. Jak coś obciachowego się zrobi to czterech gówniarzy nagra telefonem, przypadkiem zarejestruje przejeżdżający tvn, a jak się przejęzyczę czy przeklnę to choćbym była w auli z tysiącem gadającym osób, dokładnie właśnie wtedy będzie głucha cisza, wszyscy się odwrócą i na mnie spojrzą;)

      Usuń
    2. tak spytałam, tak poddierżenia razgaworka zapytałam. W sumie to było oczywiste...

      Usuń
    3. Google Maps też to zarejestrują dobrze, że chociaż zakratkowują dziób, też mam takie szczęście.
      Pukanie do drzwi, klamki dopadł najmłodszy 4l. na progu moja koleżanka z pracy (panna bez przydziału)
      Skunks:
      - oooo! pani Hania, pani Haniaaaaa!
      Ona:
      - cieszysz się Aleksanderku?
      Skunks:
      - nieeee, ale tata powiedział rano, że nam tu jeszcze tylko pani Hani brakuje.

      Usuń
  2. Ale czad, tak się śmiałam, że też się zdekoncentrowałam i pies mi zeżarł bagietkę! :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ha - jak wiesz jestem już w wieku ,ze mnie tam wsio ryba. Niegdyś jednak moja jedyna latorośl złośliwie (no jak nie jak tak)Złożyl mi wizytę taki starający się ..Ja śliczna wypachniona a moja córka nie śmiej się tak bo ci trzecie zęby wypadną.
    No można zabić w tym momencie jedyną latrośl.
    Wiedziała jak mi dokuczyć - niby niewinnie ,niby dziecko a co szkodzi szpileczkę wbić;
    Teraz się z tego śmieje ale wtedy mi nie było do śmiechu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pocieszenie mogę tylko powiedzieć, że ja kiedyś widziałam jak się jedna pani śmiała szeroko otwierając usta. Tymczasem jej zęby niewzruszenie pozostały zaciśnięte i nawet postanowiły zrobić sobie przerwę i wyskoczyć :)

      Usuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...