piątek, 15 lipca 2016

o tym, że ja też czasem parkour ćwiczę, a Stifler to miał urodziny

W zeszła niedzielę urodziny Stiflera były. 
Trzy lata skończył. 
Jako,że ma nadal fazę na Superbohaterów tort postanowiłam zrobić tematyczny i stosunkowo nieskomplikowany. Sprawę nieco utrudniał jedynie fakt, że wszyscy żeśmy się przeziębili. Siarze na gardło siadło, nie mógł mówić zupełnie. Choć jak ja z kolei powiedziałam, że planuję, żeby w sobotę został z dziećmi,chatę ogarnął, a ja skoczę z dziewczynami wieczorem na koniaczek dla kurażu, to cuda, moi mili, cuda- głos od razu odzyskał i to donośny całkiem.
On uparcie nie może zrozumieć, że ja nawet nie lubię pić tego koniaczku. Niestety innego zastosowania dla niego nie wymyślono, więc co panie zrobisz? No nic nie zrobisz.
Tak się poświęcam właśnie.  
Koniec końców poszliśmy na kompromis. Ja od szesnastej do osiemnastej piekąc tort, miksując, lepiąc, docinając i wygładzając dumałam, czy po tej ilości gliceryny, jaką dodałam do masy cukrowej wszyscy nie dostaniemy biegunki, a mąż odkurzał i wycierał kurze. 
Od osiemnastej do dwudziestej byłam bardzo zajęta udawaniem bolesnej owulacji, żeby nie sprzątać kibla. 
Nie to żebym leniwa była, broń Bobrze, tylko se na wyjście zrobiłam te wszystkie manikiry, pedikiry i inne kiry, a tylko te co to robią, to wiedzą ile człowieka kosztuje samodzielne naklejanie prawdziwych brylantów z kiosku na paznokcie. Z językiem na wierzchu. I pod lupą. 
No a o dwudziestej, to już dzida!
Wyrwałam z chaty, mniej więcej jak ci, co ten parkour cały ćwiczą.

Z koleżankami było fajnie, jak zresztą zawsze. Spokojnie sobie obgadywałyśmy tą, która przyjść nie mogła, dudliłyśmy koniaczek, gdy nagle w pubie zaczęła się bójka. Jednego uczestnika nawet znałam osobiście, bo się okazał nim oczywiście mój sąsiad. Piszę "oczywiście", bo o sąsiadach, to ja bym mogła długo. Całe życie mieszkałam w ubogich i zakapiorskich dzielnicach. Do jednych zatem przyjeżdżała Szlachetna Paczka, do innych- reporterzy z UWAGI. 
Ten typ za to jest niezwykle religijny. Jak się pod koniec tygodnia zbombarduje, to po trzech dniach dopiero zmartwychwstaje. Okazało się również, że- jak to się mówi- gość jest niezbyt odważny w walce, ale za to z gestem. 
Szczodrze próbował dawać drapaki i dyle. 
Nie widziałam całości, ale myślę, że zmartwychwstanie zajmie
mu po tym nieco dłużej. 

Niedziela upłynęła nam spokojnie, na świętowaniu rzeczonych urodzin.

Don Juan se rano dziwny rodzaj składania życzeń wybrał, ale wiecie jak jest- na 9 lat starszego brata zawsze można liczyć.
- Sto lat, amebo!- wykrzyknął
- Nie obrażaj go, on jest mądrzejszy niż ci się wydaje- odparłam
- Zapewne- potwierdził Don Juan- Moja mała małpiatka, mój mały śmierdzielek...- wymieniał masując sobie nos, bo o ile "ameby" Stifler faktycznie nie rozumie, to na "śmierdzielka" reaguje dość szybko i nad wyraz celnie
- Widzisz, mówiłam, że on więcej rozumie, niż Ci się wydaje- powtórzyłam
- Zaiste- przytaknął Stifler

Przestałam składać pranie i znieruchomiałam. 

Don Juan otworzył buzię. 
Zapadła cisza. Słychać było jedynie bzyczącą muchę.
Szara Eminencja, która nigdy ponoć nie podsłuchuje, przyszedł z pokoju obok spytać:
- Czy ja dobrze usłyszałem?
- Zaiste- przytaknął Stifler po raz drugi.

Don Juanowi zaczęła kapać ślina z otwartych ust. 

Mucha przestała latać, wyciągnęła ajfona i zaczęła nagrywać. 
Ja układałam sobie w głowie tekst notki, jak Państwu o tym napiszę. 
Że ledwo trzy latka skończył, a taki mądry- po mamusi. 
I że piękną polszczyzną włada- też po matce.  
I  że może ktoś z Państwa z Mensy? 
Bo warto by pomyśleć nad przyjęciem mojego dziecka. W końcu szkoda, żeby się zmarnował i w przyszłości światem nie rządził.

Stifler tymczasem płynął na fali naszego zachwytu.

- Zaiste- powtórzył po raz trzeci, a widząc łzy wzruszenia w moich oczach dodał- "Zaiste" to taka ryba... 

Tak se jednak myślę, że co ja go tam do jakichś Mensów będę dawać i mu dzieciństwo odbierać. 

Jeszcze się chyba wstrzymam. 
Niech se spokojnie głowę piachem na plaży naciera! 
Plasteliny niech się nażre! 
Niech se nakleja samodzielnie te moje wkładki higieniczne na czoło i niech wybiega z łazienki szczęśliwy z okrzykiem: "patrzcie, jestem Batmanem!", bo jeszcze mi później wyrośnie na jakiegoś polityka, czy innego zboczeńca...

miłego weekendu, Panie i Panowie

Nietypowa Matka Polka

P.S. Pierwszy raz w życiu zamieszczam na zdjęciach znak wodny, ale sami Państwo rozumiecie- nie chcę, żeby później jakaś, pożal się Bobrze,"celebrytka", przyzwyczajona do grzania się w cudzym blasku, wynurzająca się z basenu, niczym to dziewczę ze studni w Ring-u, napisała na swojej stronie, że moje dziecko "z grupy zapożyczyła" i odmawiała uznania mi autorstwa ;) 




Buddy Valastro, oto nadchodzę!!!

Dzielne dziecko, udało mu się zdmuchnąć świeczkę już za siedemnastym razem!

Tu solenizant wybiera się na podryw. Średnia wieku jego adoratorek to 87 lat. W skład wchodzi jedna rówieśniczka i większość starszych pań z okolicy.

Problemy wychowawcze nas nie omijają. Na zdjęciu złapany na kradzieży samochodu...

5 komentarzy:

  1. wszystkiego najlepszego
    a tort to podziwiałam juz na fb jest niezły.
    poka jeszcze paznokcie

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaiste, czas zapier****a bez umiaru! Juz czy latka skonczyl i ani sie obejrzysz, jak Cie babciom zrobi.
    Wycaluj jubilata od cioci, dzielny maly! ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. O Mamo Stifflera!!!! Czytam Cię od kilku dni i już Cię uwielbiam! Podejrzewam, że na żywo jest jeszcze lepiej! Pozdrawiam i czekam na dalsze wpisy :) A ja myślałam, że umiem pisać... ha ha ha! Przywołałaś mnie do porządku kobieto! Nie przestawaj pisać! Nigdy w życiu! Czekam na Twoją książkę. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajowy ten tort

    OdpowiedzUsuń
  5. Wygooglowałam tą "celebrytkę"; toż to Jola Rutowicz - bis. Żałosne dziewczątko.

    OdpowiedzUsuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...