piątek, 8 lipca 2016

o tym co zrobić, jak ryj się łuszczy

Dużo by można powiedzieć o moim mężu, ale na pewno nie to, że jest metroseksualny.
Nie to też, żeby jak "prawdziwy samiec" pachniał potem i moczem, ale żel pod prysznic, antyperspirant, perfum oraz raz na ruski rok trymer i czasem po kopie w dupę- cążki do paznokci, to szczyt jego możliwości. 
Aż tu nagle usłyszałam z łazienki:
- Co mam robić, ryj mi się łuszczy?

Ja pierdolę. Chłop i jego wnikliwa analiza kosmetologiczna...
No więc zawlokłam się, aby samodzielnie ocenić sytuację, wzięłam go pod światło, przymrużyłam oczy, obróciłam w lewo, w prawo i powiem Państwu, że faktycznie- ryj mu się łuszczył.
- Kremu użyj- powiedziałam, bo jeszcze w Polsce oglądałam TVN Style i mnie samej też się zdarza sięgnąć, po czym spokojnie se poszłam w kierunku dobrze mi znanym, czyli do lodówki. Ale niestety człowiek w tym domu nawet zjeść spokojnie nie może, bo wiecznie jakieś problemy.
- Ja nie mam kremu- odparł mój mąż z łuszczącym się ryjem z łazienki. 
No i w sumie taka prawda, bo żeśmy mu krem wyrzucili nieotwarty, gdyż się przeterminował w dziewięćdziesiątym ósmym.
- Użyj mojego- powiedziałam prosto, bo ja prostolinijna z natury jestem.
I gdzieś tam między odgrzewanym makaronem, a śledziowym koreczkiem znowu mnie doszło:
- Grubą warstwę mam nałożyć?
- A co to dla Ciebie znaczy "gruba"? Ma być grubsza niż niegdyś plaster cytryny w herbacie, w barze Syrenka, we Wrzeszczu, jednak nie tak gruba jak większość Twojej rodziny- odparłam spokojnie
Coś tam mnie niespokojnego doszło, ale się nie wsłuchiwałam. Myślę, że to o mojej mamusi było. W grudniu, jak nas mamusia odwiedzi, to go poproszę żeby powtórzył w każdym razie.
 -Oczy też mam posmarować?
Już chciałam powiedzieć "ta, najlepiej od razu se zakropl", ale kto wie, czy by tego nie zrobił i później weź jeździj z takim po lekarzach, tłumacz się co mu się stało, dlaczego to mu się stało i w ogóle...
Więc tylko rzekłam:
- Gałki oczne niekoniecznie, ale już powieki i wokół to śmiało możesz.
-Masz mnie za idiotę?- zapytał
I tu chciałam młodsze stażem mężatki poinstruować, że to jest podpucha, moje Drogie. Choćby nie wiem jak Was kusiło, na to pytanie nigdy nie odpowiadamy!
Tymczasem mój mąż smarował oczy. Znaczy 10 minut ciszy było.
- Długo na ryju mam to trzymać?
- Aż się wchłonie, albo ewentualnie samo ucieknie.
Kolejne 5 minut i:
-Jak wy, baby, możecie z tym kremem wytrzymać?

No kufffa, jak my możemy z kremem wytrzymać?!
Jak MY możemy z KREMEM wytrzymać?!
Tylko chłop może takie głupie pytanie zadać, jak Bobra kocham.
Większość z nas, kufa, rodziło! 
Karmiło pogryzionymi piersiami! 
Chodziło na szpilkach!
Depilowało się woskiem, wyskubywało brwi, tarło, smarowało i wcierało pół życia jakieś cud-gówna, niektóre piekące, wysyfiające krostami, po których na skutek różnych reakcji alergicznych się puchło tak, że zamiast seksownej Żizel  mieliśmy efekt wkurwionej niemieckiej sztangistki!
Część z nas się regularnie nastrzykuje, a przede wszystkim, z czym ciężej wytrzymać, sporo z nas jest heteroseksualna i ma za partnerów chłopów!
My jesteśmy, kurwa, jak stal, panowie!

Dla dobra małżeństwa jednak, postanowiłam nie dzielić się tą myślą na głos.
  
- Nie wchłania się, za to ryj mnie piecze już maksymalnie. Chyba wolę żeby się jednak łuszczył.
I tu mnie tknęło właśnie:
- A jakiego ty kremu użyłeś?
- Biały, w tubce. - odparł fachowo.
Matkobosko, chłop się moim Diorem posmarował, co go dostałam w prezencie i stosuję oszczędnie tylko na święta i jak idę coś załatwiać po urzędach, żeby czuć było luksus i że nie ma ze mną żartów!
Normalnie już by mi się zespół Tourette`a włączył, ale dalej coś mnie tknęło:
-A weź przeczytaj, co jest na nim napisane.
- Nair!- krzyknął.
A dalej dokończył  ciszej:
- Moisturising hair removal cream...
I tak bardzo cichutko:
-With Baby Oil.

I to wbrew pozorom nie jest post o tym, żeby nie nakładać na twarz kremu do depilacji, a zwłaszcza nie wcierać go w oczy.
Ani o tym, żeby czytać etykietki zanim się coś jednak w oczy wetrze.
To nie jest też post o tym, żeby nadzorować mężczyzn niemetroseksualnych przy własnych kosmetykach w łazience.
To jest post z cyklu "nowinki kosmetyczne", bo wprawdzie trochę się poparzył, ale co ważniejsze- ryj mu się całkowicie przestał łuszczyć! <3 <3 <3


23 komentarze:

  1. Popłakałyśmy się z córką ze śmiechu :))

    OdpowiedzUsuń
  2. no ale żeby złazić pół internetu po to, by odnaleźć drugą osobę znającą temat przezroczystych cytryn w barze Syrenka, to naprawdę już jest dziwne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Znaczy się, przez 3 miesiące nie będzie musiał się golić?
    No to chyba jest na plusie.;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. płakałam, jak bogackiego, dawno tak się nie uśmiałam :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Ha ha ha, ale brwi sobie tez wysmarowal?
    Ja z kolei z drugiej strony to mam przypadek zgola odmienny. Znaczy syn mi odmienil jak tylko na studia poszedl. Gdy wrocil na wakacje z akademika i zaczal ustawiac na polce w lazience swoje "przybory kosmetyczne" to oniemialam! Kremy na paszcze przed myciem, do mycia i po myciu, przed goleniem i po goleniu, na czarne syfy i czerwone syfy, ujedrniajacy i wygladzajacy, pilingujacy i zluszczajacy i buk wie co jeszcze a wszystko to - dla mezczyzn! W doopach im sie juz przewraca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano posmarował, choć skupiał się na wcieraniu w strefę T, która to mu się łuszczyła właśnie. No i w głowę, ale on i tak łysy :)

      Usuń
    2. No popłakałam się ze śmiechu. Ja już taką scene widziałam z mom chłopem, ale innego cuda użył 😉

      Usuń
  6. Pozdrawiam serdecznie męża :)
    A Twoje, Aniu relacje niezmiennie wprawiają mnie w dobry humor :)
    Niech krem do depilacji będzie z Tobą :):)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak ja sie ciesze ze masz właśnie takiego męża. Bardzo miło mi się czytało (nie z wredności osobistej, rzecz jasna ale tak ogólnie). Dziękuję za miłe czytadło.

    OdpowiedzUsuń
  8. popłakałam się ze śmiechu :D ale tak to najczęściej wygląda :) rozumiem, że brwi i rzęsy również starannie wydepilowane i o goleniu na dłuższy czas mogł zapomnieć ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten wpis stak sie gwiazda facebooka. Powalil mnie na kolana

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten wpis stał sie gwiazda facebooka. Powalil mnie na kolana ale nie tylko mnie a wiele kobietek.

    OdpowiedzUsuń
  11. A mój już były mąż posmarował wieczorem moim kremem ręce. Ponieważ krem był mój to nie żałował sobie. Przez kilka dni badał pacjentów rękami pomaranczowymi jak marchewka. Tak, wysmarował dłonie samoopalaczem.

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak to dobrze, że ja chodzę do kosmetyczki na wosk, bo SZPM (Szanowny Pan Mąż) regularnie używa moich kremów, rzecz jasna bez wnikania w treść etykiet :)))))

    OdpowiedzUsuń
  13. Witam...lęże i kwicze....ze śmiechu
    Jest Pani niesamowita , będą tutaj zaglądać :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  15. haha dobre dobre, uśmiałam się do łez. Nie ma jak chłop, oni nic nie wiedzą. Pozdrawiam:-)

    OdpowiedzUsuń
  16. Padlam, ten tekst obiegl juz caly internet i wszyscy sikaja ze smiechu :-) moj tesc kiedys plynem do higieny intymnej umyl sobie czupryne :-) a, ze ma dosyc dlugie i krecone wlosy to zaczely jemu sie puszyc jak pudlowi :-)

    OdpowiedzUsuń
  17. a ja będę go bronił bo jakby właśnie miała Pani tego faceta metroseksualnego to by suę Pani kłóciła z nim o kosmetyki, których by Pani ciągle brakowało, a facet jest facet i tak powinno zostać i nie musi się na kremach i pilingach znać podejrzewam, że jest bystry w innych dziedzinach o których Pani nie ma zielonego pojęcia:P

    OdpowiedzUsuń
  18. wezmę pod rozwage jak Mójci zechce się czymś tam wysmarować, że toto nadzorować trzeba ;-D

    OdpowiedzUsuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...