sobota, 25 czerwca 2016

akt solidarności z matkami Maksów

Pamiętacie Państwo jak się śmiałam z mamusi Kłentina, przez ky-ły?
Taaaak? 
No więc karma jest dziwką.

Wychodzimy sobie ze Stiflerem z placu zabaw i tuż za furtką natykamy się na starszych państwa z dwoma owczarkami belgijskimi.
Tu pragnę wtrącić, że Stifler w stosunku do zwierząt zachowuje się jak Elmirka https://www.youtube.com/watch?v=pxvzEfI0BFU.
A w sumie może i gorzej.
Nie to, żeby jakoś gnębił umyślnie, sprawiał ból, czy coś w tym stylu. On po prostu zwierzęta kocha. Kocha całym swoim prawie trzyletnim serduszkiem. 
I gdyby tak człowiek nad nim nie stał, to by je taaak ukochał, że by im po prostu flaczki na wierzch wyszły. 
Swoją drogą myślę, że on wśród okolicznych zwierząt ma ksywę "Tęczowy Most".

Dodatkowo nie mogę go oduczyć dwóch rzeczy. 
Po pierwsze- wyciągania ręki do obcych psów.

-Pogłaskam pieseczka!- i już wyciągnięta ręka, za którą łapię. 
- Nie pogłaskasz, dopóki nie spytamy właściciela czy możesz!-to ja
- Mogę, psze pana, pogłaskać pieseczka?- to Stifler, po polsku oczywiście
- Hello, little guy!- to pan do Stiflera
- Pan się zgodził, mówi, że piesek nie gryzie i kocha dzieci.- to Stifler do mnie

Następną rzeczą, której nie mogę go oduczyć to wchodzenie na wysokie obroty i krzyczenie przy zwierzętach. 

Państwo sobie wyobrażą taką scenę jak malutki chłopczyk, o blond włoskach i niebieskich oczkach, staje blisko Waszego pieska i nagle wydziera się jak ci z Iron Maiden:
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! Jaki piękny pieseczek!!!!!! Aaaaaaaaaaa!!!!O Bożenko, jakie ma piękne oczkaaa!!! Aaaaaaaa!!!! Jaki mu ogonek
śmieszny z dupki wystajeee!!! Aaaaaaaaaaaaaa!!!!!! Taki okrąglutki jak kółeczko!!!! Aaaaa!!!!!!!!
itd., itp.
Raz taki biedny piesek zaczął się trząść. I w sumie mu się nie dziwię.

W związku z powyższym, gdy widzę psa trzymam Stiflera na dwa metry z daleka i profilaktycznie ograniczam głaskanie.
Tak było i tym razem, ale starszy pan pierwszy zagadał, widząc że Stifler pokazuje jego psa (i nawija o tych uszkach włochatych,o tym śmiesznym ogonku, co wystaje z dupki, itd.)
-Jak chce to się może pobawić z naszą suczką. Pies jest stary już, ma 13 lat i nieskory jest do zabawy. Ale suczka ma 7 miesięcy i uwielbia dzieci. 
- To miłe, tylko wie pan, mój syn jest bardzo energiczny. Podekscytowany głośno woła i w ogóle, psy raczej tego nie lubią.
- Nie ona. Ona jest przyzwyczajona. Mój prawnuczek taki żywiołowy jest. Mieszkamy razem. Uwielbia go, całymi dniami się razem bawią. 

No więc mówię do Stiflera, że proszę aby nie krzyczał, nie wykonywał gwałtownych ruchów i może pogłaskać spokojnie pieska. 
Stifler głaszcze. Pies stoi i merda ogonem. Stifler mowi "siad", pies się cieszy. Stifler mówi "podaj łapę", pies nadal stoi i merda ogonem.
-Widzisz, mamusiu, jaki on jest mądry! Jak Ty!
No dzięki, kufa!

Stifler odbiega, pies biegnie za nim merdając ogonem i łasząc się, ja się robię nerwowa i ruszam za nimi. 
Przy okazji wołam:
-Eli!- bo Stifler ma na imię Eligiusz, jakby kto nie wiedział.
Na co uprzejmy, starszy pan też woła:
-Eli!- mówiłam już, że w UK starsi ludzie są w większości przesympatyczni?
No to ja znowu:
-Eli!
I straszy pan znowu:
-Eli!
Ja:
-Eli!
Starszy pan:
-Eli!
W sumie dziwny on jakiś, tak se myślę. Łypię więc podejrzanie na niego okiem i się nie poddaję:
-Eli!
I dziad jeden, co mnie przedrzeźnia też łypie na mnie okiem podejrzanie i drze ryja:
-Eli!
No więc ja głośniej:
-Eli!
A on znowu:
-Eli!
No pojebany jakiś!

Na szczęście Stifler się odwraca i pyta
-Mówiłaś coś matko ma, najpiękniejsza i najwspanialsza rodzicielko, o mądra i cudowna?
Nie. Żartuję. Eli się odwraca i pyta:
-Co?
-Nie wolno się oddalać z nieznajomym pieskiem. Powiedz "bye bye" pieskowi, powiedz "bye bye" państwu, bo musimy już iść do domu.
-Bye bye- mówi Stifler w kierunku pieska- Bye bye- mówi w kierunku państwa
-Bye bye- odpowiada buc jeden, po czym dodaje głaszcząc suczkę- Eli też już musi iść do domku, bo to pora jej obiadku i pewnie 
jest już głodna.
Po czym starsi państwo odchodzą, a ja zostaję z niedomkniętą szczęką.

Dziś jest ten dzień, w którym łączę się w bólu z matkami wszystkich Maksów <3

7 komentarzy:

  1. Głupio wyszło dziadydze... ale ja mam od zawsze psy o imionach ludzkich i kiedyś wołam na całą wieś Wacek, Wacek!! a gościu taki "lekko" pdchmielony zagaduje zaskoczony:- co paniusia ode mnie chce???
    - No to zgaduj chłopie! ( tylko tak pomyślałam...)

    OdpowiedzUsuń
  2. Na szczęścia psa-Jasia nie spotkałam, ale łączę się solidarnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ha ha ha!!! No tak... karma :-)))

    OdpowiedzUsuń
  4. a to miałam odwrotnie - jakaś baba pod sklepem zaczeła wołać Malwinka, Malwinka, chodź, ale natychmiast! Się zdziwiłyśmy z suką obydwie, ale tylko suka zachowała przytomnośc umysłu i zaczęła szczekać. A pani na córcię swą wołała...

    OdpowiedzUsuń
  5. Dlatego dalam psu na imie Jozek aka Ziutek.:))) nie zaden Joseph, tylko polski Joziu.:))

    OdpowiedzUsuń
  6. O jeżu....Z tymi imionami (dziecek i psów)to rzeczywiście niemałe zamieszanie.Mój syn ma na imię Oskar...I nie byłoby w tym nic szczególnego gdyby mojej sąsiadce tak się to imię spodobało,że nabyła psa i nazwała go.........-no oczywiście Oskar.Było trochę kwasu z tego powodu a na koniec mój Połówek rzekł"jak następnym razem będę miał suczkę ,dam jej na imię Jolka"(tak dostała na chrzcie rzeczona sąsiadka).A mój jak coś powie to słowa dotrzymuje......

    OdpowiedzUsuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...