czwartek, 10 marca 2016

o tym, że nie pasuję do współczesnego świata

Wczorajsza sytuacja z klasy mojego syna.
Nauczycielka francuskiego nie jest w stanie uspokoić ucznia. Prosi, grozi karnym zostaniem po szkole, nic nie działa.
Nie jest też w stanie dalej prowadzić lekcji. Dzieciak łazi po klasie, ignoruje ją celowo. W końcu nauczycielka podchodzi do niego i mówi gdzie ma zająć miejsce. Chłopiec odwraca się do niej tyłem. Nauczycielka kładzie mu rękę na ramieniu. Nie ściska, nie szarpie. Po prostu kładzie rękę i dalej powtarza, nie krzyczy, a jedynie powtarza zdecydowanym tonem, gdzie natychmiast ma zająć miejsce. Klasa za to zaczyna krzyczeć. Że nie ma prawa go ruszać. Dotykać. Szarpać. Nauczycielka się broni, że przecież ta ręka na ramieniu była otwarta, ot tak położona, celem zwrócenia uwagi, że broń cię jakikolwiek boże, ale nie szarpała przecież. Nawet jej nie zacisnęła. Wzrokiem szuka poparcia u chłopca, który stworzył problem. On milczy i tajemniczo się uśmiecha. Klasa tymczasem daje rady "pokrzywdzonemu":
- Idź do dyrektora! Popłacz się! Powiedz, że cię bolało jak ściskała! No popłacz się!
Na palcach jednej ręki można policzyć osoby, które się nie odzywają i patrzą w okno.
Mój syn jest w szoku. Nauczycielka w nie mniejszym.
12-latki, psia mać!
Don Juan kończy relację:
-... i złożyłem jej oświadczenie na piśmie, że widziałem jak było.

Nic nie mówię.
W głowie kłębi mi się tysiąc myśli. Z jednej strony jestem dumna z syna, z drugiej wiem, że będzie miał przejebane.
On zdaje się wyczytuje mi z twarzy wszystkie niewypowiedziane obawy, bo uśmiecha się uspokajająco i mówi nagle
- Chrzanię ich.
- ?
- Mówię, że ich chrzanię. Dziś próbowali wrobić ją, jutro tak samo mogą próbować wrobić mnie. Nie lubię cwaniaczków. To jedna z fajniejszych nauczycielek. Idioci, nic nie potrafią docenić.

Mój syn ma nad łóżkiem m.in. napisane
"Nie należy mylić prawdy z opinią większości"
a także
"Nie musisz być wielki, żeby zacząć
ale musisz zacząć, żeby być wielki"

Uśmiecham się.
Karierę w nowym kraju zaczął też od rebelii.
Obronił ciemnoskórego młodszego dzieciaka przed grupką angielskich wyrostków, z którymi chodził do podstawówki.
Uśmiecham się.
Przypomina mi się, jak prosił mnie zawsze o jakieś opakowanie po jogurcie, czy tam śmietanie i rozstawiał je latem na podwórku napełnione wodą. Dla bezpańskich zwierząt. Bo on kocha zwierzęta. Ma 12 lat, a mnie się już wydaje, że widzi dużo więcej niż powinien i mnie się również wydaje, że te zwierzęta to on kocha bardziej niż ludzi.
Uśmiecham się.
Pamiętam jak, wychodząc z Biedronki, Szara Eminencja podała 2 zł mężczyźnie żebrzącemu pod sklepem.
-Skąd miałeś kasę?- spytałam zdziwiona
-Z kieszonkowego mi zostało.
Z kieszonkowego mu zostało, więc oddał panu pod Biedronką. W wieku 8-9 lat. Tak naturalnie.
Szkoda, że polski episkopat nie potrafi tak naturalnie własnymi dobrami się dzielić. A latek mają panowie biskupi trochę więcej przecież niż osiem, czy dziewięć.

Kiedyś myślałam, że ludzie wybierający np. domową edukację pozbawiają swoje dzieci przede wszystkim możliwości pełnej asymilacji w społeczeństwie, w zasadzie od najmłodszych lat.
Dziś przestaję im się dziwić.
Do niedawna myślałam o tym, co moje dzieci mogą w przyszłości dać społeczeństwu.
Dziś myślę o tym, co społeczeństwo może im dać w zamian.

Macie Państwo czasem wrażenie, że nie pasujecie do współczesnych czasów?

Nie mam żyłki kombinatora.
Mogłabym Państwu tu epopeję napisać o tym, ile razy poległam, ile razy nie wzbogaciłam się, bo nie miałam sumienia wykorzystać okazji. Ba, ja czasami, w przeciwieństwie do innych, nawet nie wiedziałam, że właśnie super okazja do dojenia się nadarza. Taka ze mnie łajza, życiowo niezaradna.

"Pokorne ciele dwie matki ssie".
Tak sobie zawsze w duchu powtarzam.
A później moja niewyparzona gęba robi swoje.
No zwyczajnie nie daję rady milczeć, jak ktoś pierdoli farmazony. Jak za współczesne autorytety robią intelektualne mamuty o moralności taniej kurwy.
W żadnej ciąży nie miałam tyle mdłości, co każdego dnia przy porannej prasówce.
Bawi mnie poczucie wyższości chamów, którym słoma z butów na kilometr wystaje.
Wkurwia mnie konsumpcjonizm.
Wciskanie ludziom gówna z obietnicą lepszego życia... gdy zmienią telefon. Bo pani na reklamie zmieniła i proszę, jaka teraz ładna i uśmiechnięta, jaki ma fajny dom, rodzinę i przyjaciół, do których może dzwonić, rzecz jasna.
Nie, nie oceniam, ale osobiście nie zauważyłam, żeby kupując miliardowy gadżet moje życie robiło się lepsze, a świat piękniejszy.
Pierdolę kult młodości.
Nie mam zamiaru się w przyszłości nabotoksować i wyglądać jak manekin, tylko po to, żeby nie burzyć poczucia estetyki w idealnym społeczeństwie widzianym oczami dr Gojdźa. Ust "na glonojada" też sobie nie jebnę. Zostanę przy swoich. Niedoskonałych. Jak cała ja.
Rzygać mi się chce, gdy widzę jak ludzie niszczą siebie, planetę, jak traktują zwierzęta.
Męczą mnie idioci.
Ot tak, po prostu.
Ciągle zaskakuje mnie własna naiwność i niedostosowanie do współczesnych zmiennych wartości. Bo jak coś jest ewidentnie czarne, to jest czarne, no nie? A jak białe, to białe, tak?
Otóż niekoniecznie.
Zależy, jaki ma się w tym interes, żeby tak kolory widzieć. Bo w dzisiejszych czasach można przymknąć oko. A najlepiej w ogóle oczy zamknąć od razu. Odwaga cywilna przechodzi do lamusa. Jest gdzieś przy dobrych manierach. To też jest passe.
Bogobojność mnie "leczy".
Ludzie kochani, żebyście Wy wierzyli choćby w połowie tak w siebie, w swoje dzieci, co wierzycie w tych swoich bogów...
Przyjaźń jest dla mnie wartością nadrzędną. Zbyt łatwo ufam ludziom.
Martwi mnie to, że ludzkość schodzi na ...no nie na psy, bo to byłby nadal komplement.

Mam swoje marzenia. W przyszłości chcielibyśmy z Siarą i chłopakami zostać profesjonalną długoterminową rodziną zastępczą.
Tego jednego byłam pewna, że wielka rodzina, to nasze wspólne marzenie. Że z dziećmi to my sobie zawsze poradzimy.
Byłam pewna, podkreślam.
Już nie jestem.
Patrzę na swoje biologiczne latorośle i wychodzi mi na to, że wychowuję takich samych popaprańców jak ja. Kompletnie nieprzystosowanych do współczesnego świata.
Moje dzieci.
Z książkami, zamiast tabletów.
Wychowane na Kubusiu Puchatku, zamiast Pokemonów.
Uczone staroświeckich już zasad- ustąp starszym miejsca, kobiety traktuj jak damy, pomóż, bądź życzliwy, podziel się...

Mama A., o której Wam pisałam, zadzwoniła do mnie z pytaniem, czy moje 12-letnie dziecko nie używa "brzydkich słów" z powodu naszych przekonań religijnych? Bo A. jej mówił, że wszyscy w szkole "fakują" (ona mu powiedziała, że jak wszyscy to wszyscy, lepiej nie odstawać, bo powiedzą, że jest się ciotą), a mój Apoloniusz twardo nie. I czy mnie to nie martwi, bo on odstaje, jest "taki inny".
-Pani droga, my ateistami jesteśmy. Ja po prostu dzieci wychowuję. My mamy umowę, że będą mogli się wyrażać, jak na dane słowo znajdą określoną przeze mnie ilość nie "brzydkich" synonimów. Bo ja muszę być pewna, że to "kurwa" będą (jeśli już) to w przyszłości używać jak ja, dla podkreślenia emocji, a nie dlatego, że język mają ubogi. Ja im tłumaczę, że środkowy palec znaczy "fuck off", a to nic innego jak "spierdalaj". Jeśli po polsku by się tak nie odważyli do kogoś odezwać, to nie widzę powodu, dlaczego mają tak mówić po angielsku. Czy tam pokazywać. Dla mnie na jedno wychodzi. Mnie się wydawało, że w końcu oni do szkoły chodzą, a nie na ustawki, więc nie będą potrzebować taka języka.
Głos mam pewny siebie, ale znów nie wierzę, w to co słyszę. Ktoś się mnie pyta, czy mnie nie martwi, że mój dwunastolatek nie pokazuje "faków"?!
Serio, takie czasy?!

Jadę w autobusie i słucham historii Stiflera. Pasjonującej. Pomieszanie bajki o Złotowłosej i trzech misiach z Czerwonym Kapturkiem i wstawką o autkach. Kątem oka widzę jeszcze troje dzieci w jego wieku. Wszystkie gapią się w telefony matek, z których dobiegają ciche dialogi bohaterów z kreskówek. Matki milczą, patrzą w okno.
Nie wierzę w to, co widzę.
Przestaję się dziwić, że późniejsza młodzież bywa taka durna.

Nie cierpię też tych rodzicielskich skrajności.
Albo "ryby i dzieci głosu nie mają" albo "pokrzycz sobie w sklepie kochanie na całe gardełko, jesteś przecież tylko dzieckiem i burak ten, co nie rozumie emocjonalnej potrzeby krzyczenia w sklepie mojego dziecka".
Kufa, a to nie jest przypadeczkiem tak, że dziecko to część społeczeństwa, psze Państwa?
I tego też, moim skromnym zdaniem, od najmłodszych lat należy go uczyć. Od najmłodszych lat. Nawet jak się Państwu wydaje, że dziecko nie rozumie. Bo ono rozumie czasem więcej niż Wy, niestety.
Nie, Brajanku, nie wymusimy twoim darciem, czy tarzaniem się po podłodze ustąpienia nam w kolejce w sklepie, bo pan przed nami być może kupuje sobie coś na kolację po 12 godzinach zasuwania w fizycznej pracy i jego też nóżki bolą.
A pani przed nim może ma zapalenie pęcherza. Albo sraczkę. Albo raka. I też chciałaby już do domku.
A gdyby każde dziecko tak się darło w sklepie, pani kasjerka najpewniej już w piątej godzinie swojej zmiany dostała by jobla. Pani kasjerka jest w pracy. Szanujemy panią kasjerkę, dzięki niej możemy tu robić zakupy.
Więc, drogi Brajanku, mimo że dla swojej mamusi jesteś najważniejszy, musisz dopiero sprawić, abyś dla świata był równie ważny. Sprawić czynami, a nie wymusić darciem, tupaniem, czy egoizmem.
I w tym miejscu Państwu podlinkuję przykład z życia i przy okazji przemyslenia innej blogerki: http://iw-od-nowa.blogspot.co.uk/2016/01/zakupy-wychowanie-czyli-przegrana-sprawa.html
Dżizuskurwajapierdolę, drodzy rodzice, czy to doprawdy takie trudne?
Czy to ja jestem pojebana, czy Wy?

Jak to się stało, że na spotkaniu z nauczycielami, pani od geografii, być może chora na Parkinsona, bo drżała wyraźnie na całym ciele, mówi do mnie
-Twój syn jest bardzo kulturalnym i dobrym dzieckiem. On jedyny przytrzyma mi drzwi, gdy idę z książkami. Jedyny spyta czy mi nie pomóc.
Ja wiem, psze Państwa, że ja w takiej chwili powinnam puchnąć z dumy, ale mnie się tylko kołacze po głowie
-Jedyny?! Kurwa! Jedyny?! Jak to się stało?! Kiedy?!

Właściwie to nie wiem, o czym jest ten post.
Chyba o tym, że nie pasuję do współczesnego świata i codziennie przekonuję się o tym coraz bardziej i bardziej.
Tak w jednym zdaniu ujmując, to zdaje się, że chciałam się z Państwem podzielić refleksją, że nie im jestem starsza tym mniej dziwię się osobom żyjącym z dala od cywilizacji.
Tak po prostu.

19 komentarzy:

  1. Fajnego masz syna. Bardzo fajnego.
    Co mogę ci napisać? Że bycie przyzwoitym się nie opłaca? No nie opłaca się, chyba że chłopak znajdzie przyzwoitą połówkę i wtedy razem będą iść przez życie. Omijając "okazje życia", "świetne interesy", nie zawsze w blasku reflektorów, ale dziwnie szczęśliwi. Samemu być dobry jest tak cholernie ciężko, ale w stadzie to się robi łatwiejsze.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zastanawiam sie tylko, czy tak bylo zawsze, czy ja tego wszystkiego po prostu nie widzialam. Tez nie pasuje. Od urodzenia.
    I zdecydowanie wole zwierzeta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie kiedyś czytałam ciekawy artykuł, że dawniej wcale nie było lepiej, tylko ludzie mając sentyment do lat swojej młodości, czy tam dzieciństwa, po prostu upiększają rzeczywistość. Z drugiej jednak strony- moja mama tak nie uważa. Ona twierdzi, że może i nigdy nie było doskonale- ludzie od zawsze bywali podli, wścibscy, itd., ale takiego chamstwa, głupoty, znieczulicy i okrucieństwa na bank, według niej, nie było.

      Usuń
  3. Wyluzuj. W każdej klasie jest co najmniej jeden(na) Szara Eminencja. Nie martw się, nie przechodzi to niezauważone. To są ci którzy zostają potem docenieni przez rówieśników, zostają wybierani przedstawicielami klas, grup, to jest to co się później nazywa elitą. Przerabiałam na swoim. Gówniarze w tym wieku uczą się granic i prawdą jest że je wykorzystują. A druga prawda jest taka że nauczyciele doskonale wiedzą z kim mają do czynienia i dyrektor być może skargę by przyjął ale też i wiedziałby co z tym fantem zrobić. Tak że naprawdę, wyluzuj. Pisałam Ci już wiele na temat szkoły, nie będę się powtarzać. Zadbaj o to żeby synowie zdali pierwsze egzaminy jak najlepiej, wtedy następuje odsiew w szkole i dla imbecyli nie już w niej miejsca.
    A Szary ma rację że się nie przejmuje. Nic mu nie zrobią. Oni JUŻ czują respekt. Jak mówię, wiem, przerabiałam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja najpierw do Iwony wyżej, bo zapomnę. Mam tylko jedną uwagę do tego co mówisz. Wychodzisz z założenia, że całe grono pedagogiczne to ludzie moralnie, etycznie najwyższej klasy czyli elita. Nie zapominaj wszak, że ci nauczyciele to także rodzice tego pokolenia dzieci rozwydrzonych, więc nie wszyscy są tymi, którzy docenią a "nauczyciele doskonale wiedzą z kim mają do czynienia". No wiedzą tylko czy aby na pewno w każdej sytuacji wszyscy docenią. Pozostaje mieć nadzieję (bo ja wierząca w w zasady jestem), że większość pedagogów to ludzie mądrzy, rozsądni i chcący wychowwać przyzwoitych ludzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój syn lubi swoich nauczycieli. Wszystkich oprócz jednej pani. To jedna strona medalu. Druga jest taka, że osobiście usłyszałam od dyrekcji, że przecież nazwanie dziecka "polskim chujem" na lekcji, czy wymierzony policzek to nic takiego, a na pewno nie powód do zawieszenia. Wdech- wydech. Brzydkie słowa mi się cisną. W związku z powyższym nie jest mi ich żal, gdy ich uczniowie ostentacyjnie pokazują im na lekcji "faki" zamiast odpowiedzi.

      Usuń
    2. Zante, ależ ja nie pisałam o nauczycielach tylko o uczniach. O tych uczniach którzy jak Szara Eminencja, nie poddają się wpływowi tłumu tylko robią to co uważają za słuszne. To z nich wyrasta elita. I to chciałam powiedzieć, że rówieśnicy ich docenią, a nie nauczyciele.

      Usuń
  5. Aniu, jak wiesz jestem stara, więc i moje dzieci już najmłodsze nie są (27 i 32 lata). Jak tam czytałam dziś i wielokrotnie wcześniej o tym jakimi ludźmi Twoje dzieci są, bo jakimi Wy, rodzice, chcecie Ich widzieć, to widzę mnóstwo analogii do moich dzieci. Czyli wychowane w podobnym systemie wartości, w którym Wy Ich wychowujecie. Teraz radzą sobie w dorosłym świecie. Moj syn miał dużo szczęścia. Trafił do firmy (pierwsza praca i od razu strzał), którą kieruje mądry, doświadczony człowiek, myślę wychowany w podobnych wartościach. Lojalność i zwyczajna uczciwość wewnętrzna syna jest przez Jego szefa doceniana i przede wszystkim szanowana. Córka (prawniczka) swoje pierwsze doświadczenia życiowe i zawodowe opłaciła rozterkami, czasem rozdarciem, płaczem, a bywało, że przerażeniem, że "ja się do tego świata nie nadaję". To na pewno spotęgowane było środowiskiem zawodowym, bo prawnicy, oględnie mówiąc, to specyficzne środowisko. "Przeszła" przez 3 kancelarie i nie wyrobiła. Rozdźwięk między własnymi przekonaniami i systemem wartości, a tym jak działa Jej środowisko był zbyt duży. Pracuje teraz na własny rachunek.
    Wnioski nasuwają Ci się pewnie same. To, jak Twoi synowie będą sobie radzić w tym dzikim świecie, zależy od tego w jakie środowiska trafią, z jakimi ludźmi będą zmuszeni pracować i żyć. Czy teraz, wiedząc, jakie są "skutki" takiego wychowania wychowywałabym Ich inaczej? Nie! Zdecydowanie nie! Ale ... ale w Ich wychowaniu zabrakło jednego: uświadomienia, z czym może Im przyjdzie się mierzyć. Tylko, że nie mam pojęcia jakbym miała to zrobić. Gadanie, że świat jest słaby przecież niczego nie uczy i przez młodych ludzi jest zbywane albo wywołuje pytanie: to czemu uczysz mnie czegoś innego, czemu ty, mamo, jesteś inna? Może jednak na tym polega wypełnienie się stwierdzenia, że każdy może się uczyć TYLKO NA SWOICH BŁĘDACH. Ale i tak najważniejsze jest, że gdy staje się ostatni raz przed lustrem myśli się o sobie dobrze i że życia się nie zmarnowało. Mam nadzieję, że tego nauczyłam swoje dzieci, bo i dla mnie to wartość istotna. Zaraz po przekonaniu o prawie do wolności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie moje najstarsze dziecko nabywa pierwsze doświadczenia, że między tym, co ludzie deklarują, a tym, jacy są w rzeczywistości istnieją ogromne różnice czasami. I widzę jak się dystansuje. Bo dla niego jak dla mnie- nie ma półśrodków- nie można się z kimś tak tylko trochę przyjaźnić, tak tylko trochę komuś ufać, itd. Zaprzyjaźnił się tu z chłopcem z Rumunii. Pisałam o nim. Sympatyczny dzieciak, dobrze wychowany, itd. Dzieciaki razem grały w piłkę, jeździli na rowerach, chodzili do szkoły, po szkole naparzali w planszówki zazwyczaj. Obecnie mojego syna nie lubi klasowy zawadiaka, który zdecydowanie trzęsie klasą. W związku z czym mój syn niedawno usłyszał od swojego rumuńskiego przyjaciela, że już nie mogą się dłużej przyjaźnić, bo mu się ta przyjaźń nie opłaca. I nie to, że coś traci, ale przyjaźniąc się z tamtym chłopcem może więcej zyskać. I czy Ty, Zante, za tym nadążasz? Bo ja nie, szczerze mówiąc. Mając 12 lat miałam przyjaciółki "na śmierć i życie". Kłóciłyśmy się, godziłyśmy, plotkowałyśmy i byłyśmy przekonane, że będziemy się przyjaźnić do końca życia. Mając 12 lat nie kalkulowałam z kim opłacałoby mi się przyjaźnić bardziej. Kufa, ja mam 32-lata i nadal jestem na tyle widać głupia, że nie kalkuluję. W każdym razie mój syn się niesamowicie zawiódł. On po prostu nie mógł zrozumieć co się właściwie stało, bo "przecież się nie pokłóciliśmy", "przecież ja mu nic nie zrobiłem". Intuicja mi powiada, że do 12 latka nie można mówić "synu, życie jest piękne, tylko ludzie to kurwy", zatem wierz mi, że coraz częściej długo, dłuuugo myślę, zanim się odezwę.

      Usuń
    2. A bo to jest ta wielka różnica, Aniu, między wychowywaniem dzieci 20 lat temu (czyli gdy moja córka miała 12 lat), a dzisiejszym dniem. Mnie nawet przez myśl nie przechodziło w jakim świecie moim dzieciom przyjdzie żyć. Ty natomiast jesteś w dużo trudniejszej sytuacji, bo musisz, jak każdy rodzic, przygotować swoje dzieci do życia w świecie, o którym już wiesz, że jest zakłamany, nieprzyzwoicie obłudny i pazerny, a przyjaźń, lojalność i moralne kanony są teoretyczne i takie do zostawienia w sercu, bo wygłaszane z gruntu dadzą etykietę dziwaka.
      Często podkreślam, że jestem stara, bo ja się z tego niesamowicie cieszę, że nie ciąży na mnie obowiązek wychowania małych dzieci i nauczenia ich poruszania się w dzisiejszym świecie.

      Usuń
  6. Abstrahując od wszystkiego co później (choć w wielu miejscach kiwałam tylko ze zrozumieniem, jakie człowiek może poczuć tylko wtedy, kiedy sam doświadcza)jestem nie wiem? zdziwiona? zdumiona? zdruzgotana tą konkretną sytuacją w klasie. Jak te dzieciaki zamierzają potem spojrzeć tej nauczycielce w oczy? Jak przychodzić na kolejne lekcje? Popłacz się? Powiedz, że cię bolało? Kurwa! W tym wieku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tu właśnie poruszyłaś to, co mnie najbardziej w tej historii rusza. Czy w wieku 12 lat wpadłabyś żeby kombinować w ten sposób? To nie jest incydent. Moje dzieci są świadkami, gdy uczniowie mówią do nauczycieli "fuck off, I hate you". I nic. Te dzieci nie muszą nawet danego nauczyciela przepraszać. Jestem kurewsko zniesmaczona tym, co widzę. Pocieszają mnie wpisy Iwony, że może my na tym zadupiu gówniano trafiliśmy. Może nie wszędzie tak jest. Jednak skala rozwydrzonych małych terrorystów jaką tu widzę, przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Gdybyś 1,5 roku temu powiedziała mi, że znaczną część lekcji w UK zajmuje uspokajanie uczniów- nie uwierzyłabym. Teraz mam relację z pierwszej ręki i nadal mi się to w pale nie mieści. Jeśli jakiś polski nauczyciel czuje się niedoceniony, to mogę pocieszyć, że angielscy nauczyciele (przynajmniej w szkołach moich synów) przechodzą piekło. Zresztą- moja mama leciała do nas siedząc przy pani, która z zawodu jest przedszkolanką. W zawodzie jednak nie pracuje. I bynajmniej nie dlatego, że tej pracy tu nie ma, ale dlatego, że ona z angielskimi dziećmi i ich mamami pracować tu nie che. Inny przykład- moja znajoma jest sprzątaczką. Sprząta w prywatnych domach. Dzwoni do mnie ostatnio i mówi- jedna klientka mi opowiadała, że była z awanturą w szkole (podstawowej) swojego syna, bo oni (czyt. szkoła) śmią dzieciom zadawać prace domowe. I tu mojej kumpeli przykładową pracę domową pokazała- 10 przykładów na mnożenie z matematyki. Na tydzień. A dziecko przecież spędza w szkole aż 5 godzin, przez 5 dni!!! I jeszcze po szkole praca domowa raz w tygodniu?! No nie, na takie herezje to się ona nie zgadza i właśnie dlatego poszła powiedzieć, że jej Brajanek pracy domowej nie będzie robił. Pytam kumpeli co ona na to, a ta mi odpowiada 'nic. no przecież nie mogę własnej klientce powiedzieć, że jest pojebana" :)

      Usuń
    2. Ja pierdolę. Kosmos normalnie. Nie wiem, czy się śmiać (bo mam przed oczami ilość prac domowych, jakie E.przynosi do domu), czy płakać (bo to się kurwa jednak dzieje naprawdę!). Oddychajmy najlepiej jeszcze za te dzieci, bo kto wie- może to też je męczy, tylko takie są nieśmiałe i nam nie mówią!

      Pisać Ci, że dumna z Chłopaków powinnaś być jak paw (albo całe stado pawi)nie muszę, prawda? Ale dotyka mnie bardzo to samo co Ciebie. I jasne, że nie wiem, co będzie za 2lata, kiedy Eliza będzie w wieku Twojego Don Juana, ale gdzieś tam po chichu mam jednak taką nadzieję i może jakiś taki spokój, że nie, że te nasze polskie dzieci jeszcze takie bezczelne nie będą. Chociaż...

      Powiem Ci tylko, co sama doskonale wiesz, że ja Don Juana szczególnie za odwagę w tej sytuacji podziwiam. Bo to nie jest czasem ani takie oczywiste, ani takie łatwe, żeby będąc w końcu nadal "nowym", w dodatki nie stamtąd, a jednak pozostać wiernym wartościom w jakim został wychowany. Myślę, że sporo dzieciaków, nawet wychowywanych podobnie jak On, mogłaby zwyczajnie polec w zderzeniu ze strachem, obawą itd.
      Kawał dobrej roboty :*

      Usuń
  7. Moja Droga Nietypowa, ja tu po cichu ostatnio, ale czytam na bieżąco. Dobrze im bedzie w życiu, nic nie bój. Ich bronią właśnie będzie słownik, i Iwona ma rację - inni się go już boją :)
    Pocieszam Cię, że jak sobie przypomnę swoją pedałbude to nie wiem, czy było lepiej, mimo że to końcówka lat 80 była. Średnia jest wszędzie taka sama, nawet makak test wyboru zrobi na 21% :)
    - szkorbut

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkorbut <3 Miło Cię słyszeć. Czy tam czytać :) Makak mnie urzekł, zdecydowanie :)

      Usuń
  8. Ja za to powiem coś zupełnie innego, niestety Twoje dzieci będą miały w tym posranym świecie przerąbane A czy będą się ich bać? Raczej będą uważane że dziwaków, niestety świat staje się debilny, stacza się co widać, słychać i czuć i to w zastraszająco szybkim tempie, wystarczy spojrzeć co dzieje się w polityce na świecie, kim są politycy i co sobą reprezentują a przecież wybierają ich ludzie. Taka prawda. Buziak.

    OdpowiedzUsuń
  9. wielbię Cię i szanuję za odwagę pisania i konsekwencję wychowywania, bo postawa chłopaków mówi sama za siebie.
    Szkoda, że coraz mniej takich WALECZNYCH, CUDOWNYCH kobiet!

    OdpowiedzUsuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...