sobota, 12 marca 2016

komar

Stifler zobaczył jakiś czas temu na zdjęciu komara.
-Co to?-zapytał
-Komar, synu.
-Tak, komar, mamo. Ładny komar. Można go przytulać i głaskać.
-No nie bardzo, synu. Komar bardzo szybko lata.
-Tak, bardzo szybko lata. I robi miodek.
- Też pudło. To pszczółki robią miodek akurat.
-Tak, to pszczółki. Komary mieszkają w dziuplach i jedzą orzeszki.
-To wiewiórki.
-Tak, wiewiórki. Komary mieszkają pod drzewem. W lesie. Żołędzie jedzą.
-To z kolei dziki. Usiądź synku, mamusia ci opowie o komarach...
No i powiedziałam co wiedziałam, skupiając się z całej siły na tym, aby nie użyć słów "małe skurwysyny".
Przez następny tydzień dziecko przyswajało wiedzę.
-Dziewczyny komary są większe od chłopaków komarów, tak?- spytał ni stąd, ni zowąd kilka dni temu podczas mycia głowy.
-I robią "bzzzzz bzzzz" nad uchem i gonimy je z kapciem wtedy?- pierwsze pytanie na drugi dzień po przebudzeniu.
- Piją krew, tylko krew i nie jedzą naleśników?- kolejny dzień, przy kolacji
- Jestem komarem, mamo- dwa dni temu.
Od tego czasu wypróbowaliśmy już cztery aparaty gębowe kłująco-ssące:
1) własnoręcznie zrobiony z papieru i przymocowany do okularów przeciwsłonecznych- głupi pomysł, pogniótł się i zniszczył przy próbie dziabnięcia pierwszej ofiary.
2) rolka po folii aluminiowej przymocowana na gumkę - niby dobra, ale niewygodna. Ciężko nad nią panować. Komar, rozglądając się za ofiarą przy stole, wylał kubek z herbatą przywalając w niego rzeczonym kłująco-ssącym aparatem. Mam zalanego laptopa.
3) rolka po papierze toaletowym przymocowana jak wyżej- komar nie zaakceptował projektu. Wył i krzyczał, że wygląda jak głupek.
4) słomka przymocowana na taśmę klejącą do nosa- na razie sprawdza się najlepiej.
Od wczoraj jesteśmy nagminnie dziabani ową słomką i chodzimy wszyscy w jednym kapciu, bo drugim musimy wymachiwać.
Słomkę zdejmujemy dopiero jak komar zaśnie, bo inaczej się wydziera, że mordują.
Renee Zellweger przytyła do roli Bridget Jones 10 kilo.
Stifler był dziś ze słomką doklejoną do nosa na wizycie kontrolnej u dentysty.
A do dentysty mamy dwie mile.
Sami sobie Państwo zdecydujcie, kto się bardziej poświęca dla roli.
Na piechotę na dodatek szliśmy, bo Siarze wczoraj jakaś sprężyna w aucie pękła, czy coś takiego i "dziękuj losowi, że żyję", czy coś w tym stylu.
No więc idziemy- ja, Stifler, jego słomka, jego dwaj bracia za nami w bezpiecznej odległości. I przy okazji tłumaczymy po drodze wszystkim zainteresowanym ludziom, że Stifler jest krwiopijcą.
-Komar- tłumaczy Stifler
-Mosquito- tłumaczę ja
I tak przez całą drogę.
A że dziecko mam mądre (po mnie, rzecz jasna), to szybko rozkminiło, że na mieście jest komarem "in inglisz". Ośmielony wieloma tłumaczeniami po drodze, do kliniki wparował już całkiem pewny swego angielskiego i sam nawet postanowił ludzi zagadywać. Wyglądało to mniej więcej tak, że stawał przed wybranym człowiekiem i na bezdechu recytował wszystkie znane mu angielskie słowa:
-Hello, bye bye, buble, pink, winter, cow, purple, fish, flowers, car, dog, woof woof, window, Monday, truck, God save the Queen, Peppa Pig!
Matką jestem konsekwentną więc w tym czasie konsekwentnie odmawiałam zarejestrowania dwóch pozostałych synów pod zmienionym nazwiskiem. Więcej problemów z nimi nie miałam, bo skupili się na lekturze dwa rzędy foteli dalej. Jeden czytał wprawdzie coś jak nasza "Pani domu", a drugi gazetkę o szydełkowaniu, ale musiało ich to wciągnąć, bo nawet nie patrzyli w naszym kierunku.
Gdy weszliśmy do gabinetu pani dentystka spytała, czy może zrobić Stiflerowi zdjęcie, bo chciałaby pokazać komara mężowi, gdyż jest słodki i zabawny. Komar, nie mąż. Odparłam, że o ile szanowny małżonek nie pracuje w opiece społecznej to spoko, może. Po czym komar zapozował do zdjęcia, a później dźgnął ją słomką. Pani dentystka udawała, że krwawi i klaskała niby łapiąc komara, a ja stałam i se myślałam, że akurat bardzo to wszystko niesprawiedliwe, bo ja kiedyś w pracy udawałam misia koalę, a przecież, kufa, nie moja wina, że one śpią do 20 godzin na dobę! I mnie nikt jakoś nie klaskał, do mnie nikt się nie śmiał i w żaden inny sposób nikt niewątpliwego mego talentu aktorskiego nie docenił !
A urodziłam się, żeby być koalą. Zapewniam.
P.S. Wybaczcie jakość zdjęcia, ale matce krwiopijca to już pozować nie chciał...


6 komentarzy:

  1. Stifler, to najpiękniejszy ze znanych mi komarów! Znam się na nich, bo mieszkałam nad wyjątkowo zakomarzoną rzeczką i w czerwcu któregoś roku (strasznie dawno, bo byłam młoda, choć samej mi się w to nie chce wierzyć!)usiadłam na tarasie i postanowiłam znosić bez ruchu ukąszenia tych sku... wytrzymałam 12 minut!!! Ich były chmary i chmury, ale dzisiaj mogę się tym wyczynem pochwalić, chociaż uroda mi ucierpiała, bo przez tydzień byłam w jednym wielkim strupie od drapania bąbli.

    OdpowiedzUsuń
  2. pozdrawiam komar piekny Aniu ciekawa z Ciebie osoba czytam co piszesz nie zawsze kometuje p.Gosia A moja astma nabrala tepa galopujacego !!

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy kolory trąbek komarzych są do wyboru, czy idą losowo? tak Bożena pyta, bo to sobie można na przykład pod kolor bluzki dobrać i jest w tym jakaś harmonia.
    Bożenowy Karolek onegdaj był dinozaurem. Nakazał przyszyć sobie specjalistyczny ogon do każdej bluzki, doczepianie jednego uniwersalnego nie wchodziło w grę, stąd Bożena pyta o te kolory słomek. Znaczy trąbek.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ha ha! I to mi się w tym kraju podoba, że co rusz spotykam małe księżniczki, batmanów, supermanów, motylki, gwiazdki i rycerzy. I to wcale nie na bal przebierańców :-) W Pl jakoś tego nie było (przynajmniej kiedy ja tam mieszkałam).
    Przyznam szczerze że komara to jeszcze nie widziałam, brawo Stifler!
    A z innej beczki popacz, czy w naszej oświetlonej Pl jakakolwiek pani dentystka by się z dzieckiem bawiła? Popukałaby się w głowę i kazała rurę ściągnąć bo jej przeszkadza.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ha ale masz poczucie humoru lubię to będe cię czytać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja mam uwage co do autorki bloga i osmiele sie ..... JESTES NIESAMOWITA !!!! Uwielbiam Cie czytac , choc odkrylam stosunkowo niedawno . Do roboty chodze malo przytomna przez Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...