niedziela, 21 lutego 2016

o starych

Gadam se z przyjaciółką o naszych starych. I ona się skarży, że jej całkiem młody jeszcze, a Alzheimera chyba ma w zaawansowanej postaci. Do sklepu pójdzie po chleb, się zgubi, wróci po trzech godzinach. W końcu dociera, okazuje się, że zamiast chleba ma olej. I że bałaganiarz straszny. I jak po coś sięgnie, to nigdy na miejsce nie odłoży i ona później musi, jak ten archeolog na wykopkach...no rozumiecie Państwo, zapewne o co kaman.
To ja ją pocieszam, że mój to trochę jak dziecko we mgle błądzi.
I przykład daję, że wczoraj na obiad miała być karkówka w sosie bbq, ziemniaki pieczone z dipem czosnkowym i fasolka szparagowa.
Jednakoż najmłodsze me dziecię załapało gluta, a w ślad za nim przyszły wieczorne gorączki, apetyt mu się nieco pogorszył i na brzuszek od czasu do czasu narzeka. Myślę se, że nie będę matką wyrodną, nie podam choremu dwulatkowi do żarcia karkówki ciężkostrawnej. Tym bardziej, że wczoraj o Bolku czytałam i miałam taki humor, że do obiadu wódkę zamierzałam także podać, ale nieważne...
Rosołek zatem osobno dla niego zrobię. Tak postanowiłam. Z lanymi kluseczkami.
Jako, że mąż mój jechał na zakupy- do funta, Lidla i Tesco- które są obok siebie, żeby nie było, proszę go, żeby kupił z tej okazji:
a)tescową mieszankę warzywną. Jedyną i absolutnie niepowtarzalną, która się na rosołek nadaje
b)osobno skompletował włoszczyznę w Lidlu
Albowiem musicie państwo wiedzieć, że Anglicy są szaleni i zamiast selera mają brukiew, a zamiast pietruszki- pasternak.
I tradycyjny polski rosołek na tych warzywkach smakuje jak idź stąd i nie wracaj.
No więc dzwoni Siara do mnie z Tesco, że jedynej i absolutnie niepowtarzalnej mieszanki warzywnej nie ma.
Widać inni też w sobotę rosołki robią.
Mówią mu zatem, że spoko i żeby poszedł do tego Lidla i sam tam skompletował co należy.
A on mi na to:
- W Lidlu już byłem. Nie będę się wracał. Co mam robić?
No, drodzy Państwo.....no, mili moi...ja rozumiem, że my na siebie oprócz "Siara i Rysia" pieszczotliwie mówimy "Stokrotka i
Powolniak" , ale, kufa, bez przesady.
No więc tłumaczę mężowi, żeby nie nadszarpywał mojego i tak słabego układu nerwowego, bo wejście do Lidla raz jeszcze to
nie ponadludzki wysiłek. A on nie jest Lady Gaga, na pewno go nie zapamiętali, a jak zapamiętali to i tak wątpliwa sprawa, że
będą gadać "o, to ten kretyn, co dwa razy w tej samej godzinie do Lidla wchodzi. tym razem po seler przyszedł".
Ale, ok.
Rozumiem obawy.
Na wszelki wypadek sama stanęłabym tym razem do innej kasy.
A on mi dalej:
- W Lidlu już byłem. Co mam robić?
I tu się w relacji zatrzymam i zwrócę z uprzejmym pytaniem do Panów, bo od koleżanek wiem, że nie on jeden taki zagubiony.
Na litość Bobra, jakiej odpowiedzi Wy wtedy od nas oczekujecie???
"O, już nie musisz do tego Lidla wchodzić, bo właśnie sobie seler z dupy wyjęłam.Czekaj, czekaj, pietruszka zdaje się też idzie..."
???
A potem padło moje ulubione pytanie:
- A ten seler, z tą pietruszką, to taki potrzebny?
- Do rosołu? Nie, a skądże! Tak sobie zamówiłam, bo kolekcjonuję, kurwa.
No więc się rozłączyłam, bo co będę się denerwować w taką ładną sobotę.
A że odbijanie połączeń też mnie wkurwia, to od razu za jednym zamachem wyłączyłam telefon.
Toteż, gdy wrócił, od progu miałam litanię...
- Czy ja się podczas rozmowy z tobą rozłączam?...
A, nie!
Wróć!
- Czy ja się podczas rozmowy z Tobą kiedykolwiek rozłANczam? Czy ja połączeń od Ciebie nie odbieram? Czy telefon wyłANczam jak dzwonisz?- albowiem musicie wiedzieć, że Siara wzburzony jest nieprzewidywalny językowo.
Ja się go spokojnie i równie retorycznie zatem pytam, wewnątrz przewracając oczami, jak mój nastolatek, gdy mu każę posprzątać
- Czy ja z Tobą gadam ze sklepu, jak pacjent dzień po trepanacji czaszki?
Coś tam jeszcze burczał jakieś absurdalne pierdoły,w tym też, że go nie słucham uważnie, ale nie wiem co dokładnie, bo nie słuchałam.
W każdym razie pytanie brzmi: czy Wy to znacie, kobiety?
Panów nie pytam, bo jakem za równouprawnieniem, tak uważam, że tylko żony powinny być uniewinniane za morderstwo męża w afekcie.
P.S.
Koniec końców przyniósł do domu tutejszą włoszczyznę.
Tą z brukwią i pasternakiem.
Karkówkę zamarynowałam. Jest na dzisiaj.
Wczoraj ugotowałam chłopom, w chuj niedobry, rosołek.
O dziwo, dzieciom smakował.
Siara zjadł go honorowo, z tym, że z nienawistną miną.
No, ale sorry Batory. Jakaś kara musi być.


6 komentarzy:

  1. "If you'd have been there, if you'd have seen it
    I betcha you would have done the same"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "So that night, when he came home, I fixed him his drink as usual.
      You know, some guys just can't hold their arsenic" ;)

      Usuń
  2. Mam tak samo. Na dodatek jak idzie po zakupy i ma na kartce 15 rzeczy a ja dzwonie po jeszcze jedną bo zapomniałam to dostaje szaleństwa, że nie ma na kartce i że co jeszcze. Okropny problem. Twój opis jest jednak wyjątkowy i się usmarkałam ze śmiechu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, tak. W przypadku dodatkowej rzeczy u nas zawsze pada "czy to jest na pewno potrzebne?" z pretensją. Czasem mu z pretensją odpowiadam, że owszem, domestos jest mi na pewno potrzebny, chciałabym też móc szpanować wśród koleżanek...;)

      Usuń
  3. Nieee. Nie mam taaaak. Mam inaczej, kurwa!! U mnie to jest tak, że T. staje w sklepie i do mnie dzwoni i mnie trzyma na tej słuchawce opowiadając co tam widzi. Choć ma na kartce konkretne rzeczy (czasem z nazwą producenta), np. galaretka Winiary pomarańczowa to i tak dzwoni, by mnie zapytać czy bym nie wolała jednak produkcji Cykorii, poziomkowej ... bo jest też! Do tego jest jeszcze tak: "czekaj, czekaj zobaczę tylko..... tu nie....jeszcze chwila.... zobaczę tylko datę.... poczekaj .... a nie, to jest budyń nie galaretka ...." I tak jest z połową produktów.
    Może powinnam dodać, że nie lubię gadania przez telefon. Telefon służy do przekazania informacji, a nie "opowiadania literatury"

    OdpowiedzUsuń
  4. Taaaa... Jak ja Cię rozumiem, Zante. Oni po prostu wiedzą, że przez telefon nie możemy ich zabić. Scenka przykładowa:
    http://oddzialgeriatryczny.blog.pl/2015/05/21/rozmowy-na-dwie-glowy-czyli-o-roznicach-miedzy-plciami/

    OdpowiedzUsuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...