piątek, 5 lutego 2016

KĄCIK EMIGRANTA, z cyklu "ale jak ci się żyje w Anglii, ale tak na serio". Część druga. Angielska szkoła (część pierwsza, bo w odcinkach będzie ;) )

Mam rzut na angielską szkołą z poziomu primary (Szara Eminencja), czyli naszej podstawówki i secondary (Don Juan), znaczy gimnazjum.
Obie szkoły diametralnie się różnią podejściem do ucznia.
Pamiętam, jak po przyjeździe tutaj, gdy wypłynął temat szkoły, ktoś z Państwa napisał, że dzielą się one na takie, które dbają o dzieci emigrantów, pomagają im w asymilacji, sprawdzają postępy, itd. oraz takie, które dzieci emigrantów sadzają w ostatnich ławkach, zostawiając je samym sobie.
Podstawówka Szarego jest stosunkowo niewielka, kameralna, mieści się w dwóch budynkach. Personel jest niesamowicie życzliwy, zaangażowany. Żaden uczeń nie jest w niej anonimowy. Dużo się w dzieje, zajęcia są uatrakcyjniane.
Gimnazjum Don Juana jest wielkie, nowoczesne i, jak się powoli okazuje, fajne głównie z zewnątrz. Nauczyciele absolutnie nie radzą sobie z rozwydrzonymi dzieciakami i młodzieżą. System kar za przewinienia jest farsą.W szkole panuje istna samowolka. Mam wrażenie, że kadra nie panuje tu nad niczym. Pamiętacie jak pisałam o A., koledze Don Juana, z Rumunii?
Gdy A. przyszedł do szkoły, trzy miesiące temu, nie dostał loginu i hasła do doodle learn- systemu umozliwiającego odrabianie dzieciom 90% prac domowych. Zatem przez trzy miesiące dzieciak sobie w ogóle lajcikowo prac domowych nie odrabiał. Aż pewnego dnia rozmawiałam z mamą A. i spytałam ją właśnie jak syn radzi sobie z doodle. No i się rypło. Tymczasem przez trzy bite miechy żaden nauczyciel się nie zainteresował, nie miał pytań, czy zastrzeżeń. Podobnie jak nikt nie zainteresował się faktem, że A. nie dostał własnej szafki. Mój syn dobrowolnie zaproponował mu dzielenie swojej. Matka od kilku tygodni nie może się doprosić spotkania z dyrektorem. Dyrektor nie odpowiada też na moje maile, a po tym, jak Don Juan został nazwany na lekcji przez jednego kolegę z klasy "polskim chujem", mam do niego parę pytań. Generalnie ani A., ani mojego syna, który na dobrą sprawę nie chodzi jeszcze nawet pełnego roku do angielskiej szkoły, nikt nie raczy choćby okazjonalnie spytać, czy rozumieją na lekcjach. Jak sami zgłoszą, że czegoś nie rozumieją- ich problem. Dzieci są pozostawione same sobie. Szkoła jest pełna przemocy słownej i agresji. Wśród uczniów, rzecz jasna. Według ofsted oceniana jako "good". Jak tu wyglądają zatem szkoły oceniane jako słabe? Zapewne strach się bać.
Dziś, za około dwie godziny, okupujemy z matką A. sekretariat. Postanowiłyśmy, że będziemy siedzieć tam tak długo, aż dyrektor zaszczyci nas audiencją. Jak się nie pojawię na fejsie do 17- przyślijcie mi do pierdla paczkę z czekoladą i zadzwońcie do ambasady, co łaska Emotikon wink
Jakie mieliśmy pierwsze wrażenia dotyczące angielskiego szkolnictwa opisywałam Państwu niemal rok temu na blogasku.
Obecnie moje odczucia są bardzo ambiwalentne. Uważam, że z jednej strony nie tylko angielskie dzieci powinny korzystać z doświadczenia tutejszego szkolnictwa- Polacy też sporo dobrych rzeczy mogliby z niego wynieść, a z drugiej strony- rodacy, w razie czego, absolutnie nie dajcie se wcisnąć wszystkiego.
Zacznijmy od tego, CO POWINNIŚMY BEZWZGLĘDNIE Z ANGIELSKIEJ SZKOŁY ZERŻNĄĆ. W 13 punktach:
1) SZACUNEK DO DZIECI
W angielskiej szkole najważniejsze jest dziecko.
Niby oczywista oczywistość, a jednak nie, psze Państwa, bo ręczę, że osobiście widziałam szkoły, polskie wprawdzie, gdzie najważniejsi byli nauczyciele. Ksiądz katecheta. Pani dyrektor. A
nawet rodzicielska trójka klasowa, czy tam szkolna.
Gdy byliśmy z pierwszą, zapoznawczą wizytą w naszej podstawówce przygotowałam sobie przemówienie. Przepłukałam gardło, zrobiłam to mi-mi-mi-mi-mi, żeby przygotować struny głosowe, po czym... nie dano mi dojść do głosu z dobrą godzinę. Ja miałam milczeć Emotikon smile Czysty sadyzm! Pani dyrektor wraz z panią menadżer rozmawiały przede wszystkim z moimi dziećmi. Opowiedziały jak nauka w angielskiej szkole wygląda, pytały o różnice, o to jak wygląda nauka w polskiej szkole. Pytały czego dzieci oczekują, czego się obawiają, co lubią, a czego nie lubią. Opowiadały co mają im do zaoferowania. Ja miałam tam być niemym świadkiem. Miałam wyciągać stosowne wnioski. Dopiero, gdy skończono rozmawiać z najważniejszymi osobami w pokoju- moimi dziećmi, panie przeszły do rozmowy ze mną. Oprowadzono nas po szkole, zapewniono o bezpieczeństwie, wsparciu, wysokim poziomie, licznych atrakcjach, przedstawiono oczekiwania wobec rodziców, itd.
W angielskiej szkole rodzic jest dodatkiem do dziecka. Nie odwrotnie.
Obrażanie dziecka w stylu, w jakim robiła to np. matematyczka ze SP nr 21 w Gdyni, wyzywając uczniów od grubasów i debili, byłoby tu niedopuszczalne. Nie sądzę, aby ktoś taki przepracował choćby tydzień.
Żałuję, że nie mogę nagrać Państwu jak wygląda wręczenie nagród w tej szkole. Albo apel z jakiejś tam okazji, na który zaproszeni są rodzice.
Otóż rodzice siedzą tradycyjnie na krzesłach, dzieci naprzeciw- na podłodze. Pani dyrektor między nami. Zawsze ustawia się bokiem do rodziców, tym samym- bokiem do dzieci. Przemawia wyłącznie do dzieci. Nie usłyszycie Państwo wyświechtanych fraz w stylu "pragniemy przekazać pewne wartości i wpoić je naszej młodzieży...", usłyszycie za to "cześć, moi drodzy, jak wam mija dzień? Jestem niesamowicie dumna z waszych osiągnięć. Zanim odznaczymy tych, którzy szczególnie wykazali się w tym tygodniu, chciałabym porozmawiać z Wami o bezpieczeństwie w sieci. Kto wie, co możemy zrobić, aby być bezpiecznym w sieci?". No i dzieci się zgłaszają, dyrektorka rozmawia z nimi, wymienia się uwagami, pyta, żartuje. Owszem, czasem puści do rodziców oko przy jakimś podchwytliwym pytaniu, czasem spyta retorycznie o coś i nas, ale my stanowimy tylko tło. Jesteśmy wyłącznie widownią, która ma patrzeć, słuchać, cieszyć się wraz z dziećmi z ich sukcesów i wyciągać własne wnioski z tego co zobaczy i usłyszy.
Czy wspominałam, że przed uroczystościami w szkole Don Juana rodzice częstowani są winem/szampanem, przekąskami i mogą swobodnie porozmawiać ze sobą, czy też nauczycielami?
To, co najbardziej lubię w angielskim personelu szkolnym to:
2) BRAK KIJA W DUPIE
Na serio nie ma to znaczenia, czy rozmawia się z panią dyrektor, z panią sekretarką, czy z panią woźną. Wszyscy są równie życzliwi, równie swobodni i pozbawieni tego naszego narodowego kija w dupie.
Wiecie co mnie jeszcze urzeka- muzyka puszczana w szkole, śpiewana przez dzieciaki na apelach, przy wszelkich uroczystych okazjach.
Dam Wam linka do tego, co śpiewały dzieci kończące rok 6, tym samym opuszczające podstawówkę, na uroczystym pożegnalnym apelu-https://www.youtube.com/watch?v=RgKAFK5djSk
A przy tej piosence rozdaje się szkolne nagrody-https://www.youtube.com/watch?v=y6Sxv-sUYtM
Dzieci nie śpiewają tu piosenek. One przekazują swoje emocje poprzez muzykę. Same wybierają utwory, które odpowiadają okolicznościom, wyrażają ich uczucia.
I to jest zajebiste.
Zawsze uważałam, że masa 8, czy tam obecnie 6-klasistów, śpiewająca na koniec szkoły "żegnaj szkoło, do widzenia koledzy i nauczyciele, witaj lato, zaczynają się wakacje, słońce świeci, motylek lata, tralalalala" jest porównywalna jedynie z masą ludzi na mszy w polskim kościele. Jedni i drudzy klepią durne teksty do tragicznych melodii, a poziom utworów wskazuje, że ich twórca był też twórcą muzyki disco-polo.
3) ROZBUDZANIE KREATYWNOŚCI, UCZENIE TWÓRCZEGO MYŚLENIA, NABYWANIE WIEDZY I UMIEJĘTNOŚCI PRAKTYCZNYCH
Znacie metodę nauczania według Marii Montessori, która stawiała na twórcze i logiczne myślenie? Wiecie, nauka przez zabawę.
Wychodzi na to, że Anglicy też ją znają Emotikon wink
Od ponad roku moje dzieci nie uczyły się ani jednej formułki. Nie ryły nic na blachę. Codziennie za to dostarczana jest im wiedza praktyczna, codziennie przeprowadzają doświadczenia. To czego się uczą jest dla nich namacalne, logiczne, zobrazowane i przekazane bez zbędnego nadęcia i pierdyliarda słów.
Oni nie czytają o procesach chemicznych- każdy dostaje kolbę, odczynniki, palnik, ustną instrukcje i jedzie z koksem.
Oni nie oglądają schematów bezkręgowców. Co środę przynoszą do szkoły stare ciuchy i buty i tak ubrani idą na dziedziniec szkolny szukać dżdżownic do obserwacji, czy innego dnia- poznawać rośliny, budować szałas.
Naprawdę sporo można by tu pisać.
Są to zupełnie inne, od znanych mi polskich, metody nauczania.
4) SZKOŁA I KADRA DOSTOSOWANA DO POTRZEB DZIECI
Widzieliście w jakiejś polskiej szkole pokój do wyciszenia się? Salę z grami i dyżurująca nauczycielką, która pobawi się ze znudzonym dzieckiem na przerwie, jeśli nie będzie miało ochoty robić nic innego?
W ogóle widzieliście kiedyś nauczycieli, którzy na przerwie, podczas swojego dyżuru, bawią się np. w berka z dziećmi?
No właśnie
5) ZAJĘCIA DODATKOWE
Szara Eminencja obecnie chodzi na kółko szachowe i piłkę nożną.
Don Juan już nie chodzi na mandaryński, gdyż ma w tym czasie naukę gry na pianinie, obecnie chodzi jeszcze na francuski + kółko sportowe- kosz i/lub rugby. Kółka chłopcy wybrali sobie sami. Są darmowe.
Do wyboru mieli poza kółkami przedmiotowymi, choćby kółko fotograficzne, czy też karate.
6) 10 MINUTOWE WYWIADÓWKI
Wspaniała rzecz!
Dostajecie Państwo z miesięcznym wyprzedzeniem karteczkę z dwoma/trzema terminami do wyboru i pełną rozpiętością godzin. Np. w poniedziałek można się spotkać z nauczycielem od 10-13, we wtorek od 14- 17, w piątek od 17-20. Państwo se pykacie na karteczce ptaszka przy dniu i godzinie, która Wam najbardziej pasuje (np. wtorek, godzina 15) i nauczyciel, za kilka dni, daje Wam przez dziecko karteczkę zwrotną z dokładną datą (wtorek, 15:20-15:30).
I teraz najlepsze- dobrze widzicie, całe spotkanie trwa 10 minut (można poprosić o więcej czasu)!
Przez 10 minut, wraz ze swoim dzieckiem, słuchacie głównie pochwał, o tym, nad czym dziecko musi popracować, a na koniec zostają zadane Państwu (i dziecku) pytania w stylu "czy chcecie o czymś porozmawiać?", "czy jest coś, co szkoła może dla Was zrobić?", "czy macie jakieś zastrzeżenia?".
Państwo nadążają?
Żadnych omawianych przez dwie godziny problemów z psychiką Jasia B., który dziabie inne dzieci wystającymi jedynkami. Żadnych matko- i ojco-czopków w stylu "oho, a nasza pani Basia znowu odmłodniała przez to półrocze! No moja Kasia to wpatrzona w panią, jak w obrazek! ".
Żadnego wysłuchiwania o zbliżającym się apelu, srapelu, wycieczce, dyskotece i innych takich, gdyż istnieje tu na co dzień.....
7) ZAJEBIASZCZA KOMUNIKACJA MIĘDZY SZKOŁĄ A RODZICAMI
Moje dziecko idzie na wycieczkę.
Od miesiąca dostaję przypomnienia mailem, smsem, listownie i mogę o tym przeczytać w gazetce wydawanej przez dyrektorkę szkoły, a wychowawczyni rozsyła przypomnienia na class dojo. Class dojo (istnieją różne portale, funkcjonują od przedszkola) to taki fejs dla nauczycieli i rodziców. Dostaje sie do niego login i hasło, które automatycznie przyporządkowuje Państwa do konkretnej klasy. Możemy na nim wysłać prywatną wiadomość do nauczycieli poszczególnych przedmiotów, można rozmawiać z wychowawczynią, z innymi rodzicami, nauczyciele wstawiają zdjęcia z życia klasy i w ogóle fajna sprawa. Ja na ten przykład, po urodzinach Szarego, dostałam od wychowawczyni wiadomość "dziękujemy za babeczki, byly pyszne, a minki zabawne".
Tak, chodziło o szturmowców, których Państwu pokazywałam. Tak, "minki".
Odchorowałam to już, nieważne.
Co tydzień pojawia się procentowe podsumowanie wyników w nauce dziecka. Można zobaczyć też ze szczegółami wszelkie plusy i minusy minionego tygodnia.
Dzieciaki także maja swój login, ale niestety nie wiem jak to działa od ich strony, bo Szara Eminencja nie daje mi zobaczyć, a jego hasło to jednak nie "dziennik cwaniaczka" Emotikon wink
Mojego dziecka nie ma w szkole, najdalej o 9:10 (zajęcia zaczynają się o 8:50)- dostaję smsa i maila "Twojego dziecka nie ma w szkole. Skontaktuj sie z nami i powiedz nam, co się dzieje". Nie zrobię tego przez najbliższe kilka minut -zadzwonią sami.
Nie wiem, jak Państwu inaczej intensywność tych kontaktów opisać....
Mieliście kiedyś, Państwo, niespłacany kredyt w Providencie?
8) PARENT PAY
Działający 24/7 system płatności rodzicielskich.
Loguję się na niego i widzę dwa konta moich dzieci. Widzę ile każdy z nich ma na tym koncie i za co powinnam zapłacić. A można zapłacić dosłownie za wszystko- za obiady, wycieczki, zdjęcia klasowe, itd.
Żadnego upokarzającego biegania do przewodniczącej trójki klasowej, pani Bogusi, z tekstem "to ja w przyszłym tygodniu zapłacę, bo mój stary teraz drugi tydzień roboty nie miał i wie pani jak to jest...".
Żadnego żenującego wysłuchiwania od tejże pani Bogusi na najbliższym zebraniu "no cóż pani profesor, nie wszyscy wpłacili jeszcze na wycieczkę", pauza,tu wbity wzrok (pani Bogusi, a za nią połowy klasy) w konkretną osobę.
Kwestia rozliczania się jest tu kwestią wyłącznie między rodzicem a szkołą.
Pełna dyskrecja.
Aaaaa i można wejść pod kreskę. Nic się nie dzieje. Sprawdziłam przypadkiem, jak w zeszłym roku zapomniałam w jednym tygodniu zapłacić chłopakom za obiady;)
9) MOTYWOWANIE UCZNIÓW
Posiadam dwie teczki dyplomów i odznaczeń moich dzieci.
W szkole u Szarego odbywa się co tydzień apel, gdzie wybiera się "gwiazdę tygodnia". Imię dziecka, które w jakikolwiek sposób zrobiło coś wyjątkowo fajnego w szkole, wisi przez cały ten tydzień na honorowym miejscu w stołówce. Wśród "gwiazd" losowane są co jakiś czas nagrody- tym sposobem Szary miał ostatnio zasponsorowane dwie godziny w sali zabaw wraz z posiłkiem dla siebie i dowolnego kolegi, dostał bilety do kina, itd. Co tydzień wśród dzieci o 100% frekwencji losowane są upominki- naklejki, drobne zabawki, przybory szkolne, itd.
Raz w roku- rower.
Zewsząd słychać "dasz radę", "wierzymy w ciebie", "będziemy cię wspierać", "świetnie ci idzie".
Dzieciaki stale są chwalone, motywowane i nagradzane.
No i jeszcze chwalone, motywowane i nagradzane.
I chwalone.
10) BEZPIECZEŃSTWO I OCHRONA DANYCH
Szczęśliwie moje dzieci przez pewien czas chodziły do tej samej podstawówki, co ich mama. Nieszczęśliwie zmieniono dyrektorkę, kilku fajnych nauczycieli zastąpiono nowymi, kilku innych zostało.
Pani woźna Grażynka, trwała oczywiście nieustannie na swoim stanowisku, posturą i mentalnością przypominając nadal górę lodową, o którą rozpierdolił się Titanic.
Poklepałam zatem swego czasu me pociechy po ramionach i rzekłam "niech Moc będzie z Wami! Najwyższy czas, aby następne pokolenie bało się pani Grażynki!".
Jej usposobienie doceniłam dopiero, gdy w naszej podstawówce wprowadzono nowoczesny system zabezpieczeń przed pedofilami i innym porypańcami, polegający na otwarciu drzwi od kanciapy pani Grażynki i usadzeniu jej samej w okienku, z grubym (jak ona) kajetem, by mogła obserwować i zapisywać wchodzących do szkoły dorosłych.
Atmosfera w przedsionku zrobiła się wykurwista.
Nikt do nikogo się nie odzywał i nawet mucha bała się pierdnąć.
Za każdym razem, gdy przychodziłam po moje najmłodsze wówczas dziecię, czyli Szarą Eminencję, pani Grażynka najpierw paraliżowała mnie wzrokiem, później łaskotała moje wrzody, patrzyła na mnie spod przymrużonych badawczo powiek, grzebiąc wyraźnie w odmętach pamięci i po chwili wołała mnie po panieńskim nazwisku tekstem "Iksińska, chodź no tutaj wpisać się do dziennika, bo muszę wiedzieć kim jesteś".
Tak se myślałam czasami, że człowiek prędzej przeżyje czołowe zderzenie z rozpędzonym pługiem śnieżnym niż z wkurwioną panią Grażynką, zatem żyłam w błogim przekonaniu, że nasze dzieci są bezpieczne, gdy tymczasem Anglia rozpostarła przede mną:
-2 metrowy płot z bramą na domofon, aby wejść na dziedziniec szkoły
-domofon, aby wejść do przedsionka
-kolejny domofon, aby dostać się na korytarz
-system zabezpieczeń na nauczycielską kartę, aby wejśc do jakiegokolwiek pomieszczenia w szkole
-wyjść też swobodnie nie można, zewsząd trzeba zostać wypuszczonym
-monitoring absolutnie wszędzie, chyba tylko poza łazienkami
-absolutny zakaz (pod groźbą pozwu) wstawiania do Internetu, w tym na portale społecznościowe, zdjęć ze szkoły własnego dziecka, na ktorych widnieją inni uczniowie i da się ich rozpoznać.
"Prawie" czyni różnicę.
11) MUNDURKI I SZAFKI
Mówcie sobie co chcecie, ale mundurki to dobra rzecz.
Eliminują szkolną rewię mody i uczą, jak to mówiła dyrektor mojej szkoły (tak, tak, chodziłam do mundurowego LO), "swobody w noszeniu garnituru/garsonki".
A poza tym dzieci wyglądają zwyczajnie ładnie i schludnie.
Nawet gdy, jak mój syn, wracają notorycznie uwalone błotem, gdyż grają w nich na długiej przerwie w piłkę, z zaciętością Krystyny Pawłowicz broniąc bramki...echhhhhh
Do szafek nikogo chyba nie muszę przekonywać. Choć wiem z autopsji, że coś drga w temacie. W gdyńskiej szkole mój starszy syn też miał szafkę. On i jego dwaj koledzy, bo jedna mała szafka dzielona była na trzech uczniów. Czyli jak zwykle- coś tam ściągniemy z zachodu, ale na miarę polskiego budżetu...podwójne "echhhh...."
12) NIEODPŁATNE PRZYBORY SZKOLNE, KSIĄŻKI, ZESZYTY+ BRAK KLASOWEGO I INNYCH DATKÓW CIĄGNIĘTYCH Z KIESZENI RODZICÓW
Do tej pory płaciłam w angielskiej szkole za: obiady, szkolne zdjęcia, wycieczki, zrzucałam się na pantomimę, wyjście do teatru, itp. . Z początkiem roku szkolnego moim obowiązkiem jest skompletować dziecku pełne umundurowanie+ strój na wych-fiz, buty na zmianę, plecak. W szkole ponadpodstawowej doszedł piórnik z wyposażeniem typu: długopis, ołówek, gumka, temperówka, kredki, przybory geometryczne. To wszystko.
13) BRAK LEKCJI RELIGII
Owszem, jest przedmiot taki jak religioznawstwo, ale dzieciaki poznają podczas tych zajęć różne religie i o każdej mówi się z szacunkiem i po równo. Poza tym jest on połączony z etyką i filozofią, co jest dodatkowym plusem.
Żadnej indoktrynacji.
Żadnego prania młodych mózgów.
Piękna sprawa.
******************************************************
No dobra.
Jutro (lub nie jutro, jak tam mi czas pozwoli w każdym razie) napiszę Państwu o tym czego, moim zdaniem, powinniśmy się nauczyć na angielskich błędach i czego się rękoma i nogami wystrzegać.
Tymczasem wrzucę jeszcze zdjęcia Szarego i Don Juana podczas odbierania nagród szkolnych. 




No i Stiflera pozującego ze szkolnej sceny wrzucę. 

I siebie, jak się patrzę z zachwytem na moje dzieci z widowni <3


Emotikon heart
A co se będziemy żałować!

14 komentarzy:

  1. A po co Wy czekacie na Head Teacher? Przecież każdy rok ma swojego opiekuna, ja nigdy z dyrektorem nie rozmawiałam, tylko właśnie z opiekunem.
    W Szkocji jest troszeczkę inaczej bo inaczej nazywają się egzaminy ale struktura szkoły taka sama. Musisz wziąć pod uwagę że edukacja jest w UK obowiązkowa do 16 roku życia i 4 klasa jest przełomowa bo decyduje o tym czy uczeń edukuje się dalej w kierunku dostania się na uniwersytet, czy niestety musi opuścić padół szkolny i a) iść prosto do pracy, b) iść do college'u, który oferuje różne poziomy edukacji przygotowującej do zawodu, z przygotowaniem na studia włącznie (ale najczęściej marne szanse albo marny uniwersytet). I dopiero od 5 klasy zaczyna się prawdziwa edukacja, kiedy chłam opuści szkolne mury po przesiewie GCSE (w Szkocji Standard Grade).
    Moje dzieci szybko się rozprawiły z bullying (prześladowanie) w High School. Córka nie dała sobie w kaszę dmuchać i kilka razy sama była na dywaniku u dyrektora, ale racja była po jej stronie i delikwent po prostu był zawieszany na tydzień czy dwa. Potem próbowali znęcać się nad moim synem, ale córka była starsza i brała go w obronę, a za pół roku syn wyrósł o ponad głowę ponad prześladowców i po prostu zaczęli się go bać. Poza tym, on przecież był w reprezentacji Szkocji w karate :-)
    Jedna ważna rzecz - przypilnuj tego. Mój syn "z urzędu" został umieszczony w najsłabszej klasie jako obcokrajowiec, pomimo doskonałych referencji z primary. Po pół roku któryś z nauczycieli zauważył że syn bardzo odstaje intelektualnie od grupy więc złożył (!) wniosek do opiekuna roku o rozważenie przeniesienia do top klasy (do tej z najbystrzejszymi uczniami), ale do tego wszystkiego była potrzebna zgoda rodziców. Rodzicie oczywiście się zgodzili i od tej pory syn miał zapewnioną rozszerzoną edukację.
    Właśnie - zwróć uwagę do jakiej klasy chodzi Twój syn. Nie do którego domu należy, bo to oczywiście przypadek. U nas klasy nazywają się w zależności od poziomów, i tak 1S1 to jest najlepsza klasa pierwsza, 1S2 to troszkę niższy poziom, 1S4 to same głąby których po skończeniu 4 klasy szkoła się pozbywa. W prosty sposób - nie zdają egzaminów... Nie wiem jak to jest w Anglii, ale chyba podobnie. Przyjrzyj się żebyś miała rozeznanie w razie czego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Iwona za wszystkie rady i wyjaśnienie sytuacji. W poniedziałek spytam się panów ze szkoły, jak to tu jest z tym poziomem, bo klasy oznacza się wyłącznie inicjałami nauczyciela Y7EHO- gdy nauczycielka ma na imię Elizabeth, a nazwisko dwuczłonowe na H i O. Nic poza tym.

      Usuń
    2. Ale Y7 to chyba Primary? W high school powinno byc inaczej

      Usuń
    3. No gdzie grade czy tam year 7 to primary? ;) Z primary to on wyszedł po promo rok temu. Teraz jest w "specialist science college", co w wolnym tłumaczeniu oznacza chyba "bardzo chujowa jednak szkoła";) Kurde, prześlę Ci zaraz na fejsie, na pw stronę szkoły mojego syna.

      Usuń
    4. Już Ci napisałam że jednak u nas jest inaczej z tym numerowaniem, bo primary jest P1-P7 a potem jest High School S1-S6. Niestety, jak się przyjrzałam to ta szkoła najlepiej jednak nie wygląda. Rację miała babka na FB, jak nie masz możliwości do innej to przenieś go do szkoły katolickiej, one mają tu lepszą reputację. Jak jest ochrzczony to go przyjmą.

      Usuń
  2. Z wielka przyjemnością przeczytałam i... Ponieważ pracuję w polskiej szkole coś-niecoś skopiuję. Bardzo podoba mi się system nagradzania jako motor wychowawczy co zresztą stosuję od dawna ale wprowadzam teraz wybór Gwiazdy Tygodnia! Ciekawa jestem jak do tego pomysłu polskie nastolatki.
    Mam też pewne doświadczenia z obcokrajowcami - mamy uczniów ukraińskich i nie ma mowy o jakimś szczególnym ich traktowaniu poza prawem do dodatkowych lekcji języka polskiego.
    Pozdrawiam i czekam na dalszy ciąg bo to pouczające jest :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa.
      To niesamowicie budujące, że są nauczyciele z prawdziwego powołania, którzy chcą zmieniać szkolne otoczenie na lepsze.
      Co do tej gwiazdy to chciałam zaznaczyć, że tutaj można stać się nią za zrobienie czegokolwiek pozytywnego, np. raz Tyberiusz dostał dyplom "za napisanie niesamowicie ciekawego wypracowania", które odczytał na apelu. Innym razem podczas wych-fiz przerwał ćwiczenia, żeby pomóc przedszkolakom przenieść materac, po który przyszły. Zrobił to spontanicznie, bo "krasnoludki nie miały siły". Nauczyciel wych-fiz go nominował do pani dyrektor, no i dostał dyplom "za koleżeńską postawę wobec młodszych".
      Również pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  3. Mialam cos napisac, ale jak zobaczylam, ze masz cere 12- latki to z zazdrosci i nienawisci zapomnialam. ;)
    A jak radzisie sobie z tak trudnym nazwiskiem? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No buaaagam Cię. Choć nie, w sumie z tą cerą 12 latki to trafiłaś. To mniej więcej w tym wieku zaczyna się trądzik, co nie? Nie pamiętam dokładnie, bo ja mam tzw. "cerę z problemami" od zawsze. Musisz też wiedzieć, że po demakijażu ważę dwa kilo mniej.
      Co do nazwiska nie mają problemów. Jestem Scipanek, Spanek, Cipanek. A pani z recepcji u lekarza zawsze się długo skupia i nawet SZ wymawia. Mniej więcej tak "SZzzzzzzzzzzpanek";)

      Usuń
    2. To rzeczywiscie spoko, bo w Niemczech bylabys
      S C K C E P A N E K czy cus w ten desen. :))

      Usuń
  4. Ooooo! To szkoły zupełnie jak u nas! Też dziecko jest najważniejsze. Wasnie przed chwilą w wiadomościach podawali, że chłopiec odgryzł koleżance palec. Nikt dokładnie nie wie co z tym odgryzionym kawałkiem zrobił. Dziecko opatrzyła pielęgniarka, a następnie zadzwonili do matki. Że nic takiego. I dziecko wracało po kilku godzinach siedzenia w świetlicy szkolnym autobusem. Matka narobiła awantury dlaczego nie wezwano pogotowia, a jej powiedziano, że to "takie tam skaleczenie", ale pani dyrektor do kamery powtórzyła, że to nic takiego. Za to w szpitalu, gdzie mama z dziewczynką natychmiast pojechała za łby się chwytali.
    Więc u nas też jest światło na ucznia. Np. uczy się, by nie histeryzować. Ostatecznie to środkowy palec.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ja pierdzielę, w jakim wieku jest ten kanibal?
      Kadra pedagogiczna kompetentna, widzę. Ale, ale! Czyż umknął Ci fakt, że skoro zaprowadzono dziecko do szkolnej pielęgniarki znaczy, że mają w szkole gabinet!!!
      W żadnej podstawówce, do której chodziły moje dzieci nie było gabinetu higienistki. Czy tam pielęgniarki, jak zwał, tak zwał. Owszem, za moich czasów były, ale później zlikwidowano. Nie wiem, może księża katecheci zażądali podwyżek? Wiesz, 3 razy w tygodniu religia nie jest za darmo....
      A co do samej dziewczynki-może tam takie metody pedagogiczne mają. Prewencyjnie, by dziecko "fucka" nie pokazywało, proszą o pomoc dajmy na to Jasia z IB. To nic wielkiego, o co ten raban?!

      Usuń
    2. Kanibal ma 6 lat. Ofiara też. To było w szkole, ale w oddziale przedszkolnym. To tym gorzej świadczy o przygotowaniu szkół na przyjęcie 6-cio latków, nie sądzisz? Już na deser muszę dodać, że tym szkolnym autobusem jechał także kanibal. I jeszcze dziewczynce przylał w tym autobusie.

      Usuń
  5. a jak się skończyła historia z okupowaniem sekretariatu z mamą A.?

    OdpowiedzUsuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...