czwartek, 4 lutego 2016

artysta

Dziś o tym, jak ważna jest dobra komunikacja między rodzicem a dzieckiem.
Od około pięciu minut nikt w domu nie krzyczał, nie biegał i nie wydawał dziwnych odgłosów. Nikt nie był motorówką, samochodem i dziobakiem. 
Tak, dziobakiem.
"Takim malutkim".
Nikt nie tańczył, nie śpiewał i nie zadawał podchwytliwych pytań.
Zaniepokojona udałam się na poszukiwanie mojego najmłodszego dziecka.
Stiflera zastałam w pokoju Szarego, na podłodze, w kucki, pochylonego nad kartką.
W ręku trzymał kredkę.
Podniósł tylko na mnie nieco wzrok i zaraz wbił oczy na powrót w kartkę. Na jego twarzy malowało się tyle emocji, widać było ciężką pracę, wenę twórczą, najwyższe skupienie...
-Zostaw mnie, mamo. Tworzę. Drzwi zamknij.
-Jak te dzieci szybko rosną!- pomyślałam- Jeszcze niedawno gugał do swoich rąk ku uciesze braci, którzy mieli go za intelektualną amebę, a teraz, psze Państwa, on "TWORZY"! Mój mały artysta! Mój duży chłopczyk...
Zostawiłam. Drzwi zamknęłam. I trzy minuty później usłyszałam
-Mamooooo, przyjdź już, stworzyłem kupę w majtki!
Ja pierdolę.
Oto macierzyństwo pełną gębą, w te piękne czwartkowe przedpołudnie <3

3 komentarze:

  1. Zawszeć to coś...:)
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
  2. rzeźba w brązie ! no no no ambitnie zaczyna ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super!!! Nazwanie rzeczy po imieniu!!!

    OdpowiedzUsuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...