poniedziałek, 30 listopada 2015

przeklęty koralik

Stifler drugi dzień ma katar. 
Zamulamy więc w domu i bawimy czym popadnie. 
Zbudowaliśmy dziś parking z drewnianych klocków, a później dobudowaliśmy wokół tory i puszczaliśmy drewnianą kolejkę. Zrobiliśmy choinkę z muliny, ozdobioną koralikami, a potem narysowaliśmy dżunglę. Przeczytaliśmy z milion książek. Zbudowaliśmy sobie bazy z koców i zbombardowaliśmy je pluszakami. Bawiliśmy się w sklep i gotowaliśmy na niby. A później naprawdę gotowaliśmy wspólnie rosół z lanymi kluskami, aż w końcu Stifler powiedział:
-Psełwa! Psełwa!- albowiem on nie wymawia większości dwuznaków i "r" zamienia na "ł" jeszcze- Musę wysmałkać z nosa!
-Wytrzeć nos- poprawiłam me dziecię, robiąc usta w ciup i z dezaprobatą kręcąc głową, a ono z kolei pokiwało głową potakująco i na znak pełnej zgody, trzymając już chusteczkę, dodało
-Tak, tak. Musę wytzeć nos z tego kołalika. 

O w dupę jeża!

Na szczęście, jak wiadomo, jestem osobą o stalowych nerwach z głową twardo na karku, także opanowałam drżenie rąk i przystąpiłam do akcji "Gerard Depardieu". 
Czyli szybko zajrzałam mu do nosa, po czym równie szybko stwierdziłam, że koralik jest zbyt głęboko i nawet nie będę próbowała go wyciągać, bo najpewniej tylko go głębiej wepchnę. 
Zatem krzyknęłam:
-Stifler, ubieramy się. Idziemy do pana doktora.
Na co Stifler posłusznie dostał spazmów i też krzyczał 
-Nie chcę! Nie chcę! 
I wtedy stał się cud na miarę powiększenia ust i wygładzenia zmarszczek po zmianie diety u Mai Sablewskiej, bo wyjącemu Stiflerowi koralik z nosa po prostu wypadł na podłogę sam. A sam Stifler zaś entuzjastycznie ryknął
-O! juz nie tzeba do doktoła!
A że dzieciak nie lubi jak się rzeczy marnują, to szybciej niż ojciec Rydzyk rzuca się na emerytury, szybciej niż posłanka Pawłowicz rzuca się na żarcie w sejmie, szybciej nawet niż prezydent Duda rzuca się na kolana- rzucił się na tenże koralik i skierował go w stronę ucha z okrzykiem:
-Zobac, mama, mam kolcyk.

No kurwa mać!

Na jego szczęście jest moim trzecim dzieckiem, toteż klincz z przechyleniem głowy przeciwnika w takich wypadkach mam opanowany do perfekcji. 
Na nasze wspólne szczęście- klincz wystarczył. 
Oślizgły koralik poturlał się ponownie po podłodze. 
I w tym momencie kot nie wytrzymał i się porzygał. 

Nosz ja pierdolę!

czwartek, 26 listopada 2015

dylemat moralny

Gadamy sobie wczoraj przed snem z Siarą o tym, że prawdopodobnie też kiedyś zostaniemy teściami. Z tą różnicą, że my będziemy takimi zajebistymi, rzecz jasna.
Snujemy sobie więc wizje, a przy okazji wracają wspomnienia, aż w pewnym momencie Siara mówi:
- Ale weź przyznaj, że mojego tatę to na początku nawet lubiłaś.
Nic nie odpowiedziałam, tylko zrobiłam taką minę jak robię, gdy Hoser mówi o uczciwości. A on dalej swoje
-Noooo, przecież przez pewien czas dzwoniłaś nawet do niego pierwsza często. Pytałaś co tam słychać, jaka pogoda i takie tam.
I oto stoję od wczoraj przed dylematem moralnym.
Powiedzieć mu, czy nie powiedzieć, że jak weszły telefony z możliwością wybierania głosowego, to ja też taki miałam, a później, gdy się zdenerwowałam na głos mocno, to on mi sam do teścia numer wybierał?

środa, 25 listopada 2015

a ja będę bronić nowego doradcę szefa MON, bo Wy, szanowni Państwo, to się w ogóle nie znacie

Chciałam wziąć w obronę nowego doradcę szefa MONu, Edmunda Jannigera.
Po pierwsze dzieci łagodzą obyczaje, co zważywszy na osobowość ministra Macierewicza wszystkim powinno wyjść na dobre. Proszę rozważyć również, że jak to PiS ma w zwyczaju- mogli ułaskawić jakiegoś Krzysztofa Gawlika, czy tam innego kryminalistę i go na to stanowisko mianować. To na zdrowy rozsądek, przy kim Państwo czulibyście się bezpieczniej, przy groźnym "Skorpionie" czy uroczym "Pampersie"? 
I bez obaw, wiewiórki donoszą, że nowy doradca będzie teraz szkolony.
Pan minister Antoni ma ponoć w weekend z nim "Rambo" oglądać, a zaraz potem "Szeregowca Ryana". No i najnowsze "Minionki", ale to już prywatnie.
Co do obecnych kompetencji- zważywszy na wiek pana doradcy- ja jestem już stara, w lipcu 32 lata kończę, wzrok nie ten co kiedyś, ale z tego co widzę dzieciak hełm już ma! Nie wiadomo jakie zatem ma doświadczenie. Osobiście obstawiam z 10.000 godzin w Counter Strike, 7.000 w World of Tanks i najmniej kolejną dychę w Warcrafta. Kompa miał pewnie od przedszkola. Nie jest tak źle.
O, a propos gier! Jak byście Państwo chcieli ze mną w Call of Duty online pograć, to mam nicka "szkole_sie_na_doradce_szefa_MON". 
Wiem, wiem, powiało już próchnem, ale za to mam wszelkie predyspozycje- miecz świetlny w szafie i kapcie z trooperami z Gwiezdnych Wojen! Wrzucam zdjęcie kapci, może się minister Macierewicz skusi na jeszcze jednego doradcę! A nuż, widelec przymkną oko, że pierwsza miesiączka już za mną i jeszcze karierę w polityce zrobię.Kto wie, kto wie...W ogóle to się boję, czy ujawnianie takich informacji jest dla mnie bezpieczne? A jak kapcie zobaczą w USA i mnie do CIA zwerbują, albo innego Marines od razu na generała?! A chuj, wtedy im powiem, że grałam tylko w Monopol i będę brokerem na Wall Street. A jak im powiem o SIMSach to skończę w Ministerstwie Polityki Społecznej. Boszzzzzzzzz, a jeszcze Wiedźmin, Mafia, Dragon Age, Diablo, Turok, Rio, Dungeons& Dragons, Plemiona, Lego: Indiana Jones i Harry Potter także, Heroes, Bloodborne, Elmo. Sezamkowy zakątek i wiele, wiele innych. Tyle kwalifikacji! Matko bosa, może od razu mnie najlepiej weźcie do NASA! 

Tymczasem niech Moc będzie z Wami!

Wierzcie mi, będzie jej potrzebować.
‪#‎teżmamkwalifikacje‬
P.S. możliwe również, że źle odczytałam intencje ministra Macierewicza i jest to zwykły gest pojednania. Ot, prawica przekonała się do Harrego Pottera i już.
P.S.2. lub też jest to ukryta strategia wojskowa. Nikt nas nie zaatakuje teraz, bo kto w XXI wieku otwarcie dokona zamachu na dziecko?! A jak jednak dokona, to będziemy chórem krzyczeć "Gwałtu, rety! Biją nam Edmusia! W szczepionkę! Przecież on ma OKULARY"

EDYCJA:
Z ostatniej chwili! Rząd znowu podsłuchany!

-Edmundzie, doradź.
-Ja się jeszcze nie golę, panie ministrze, ale uważam, że w hiszpańskiej bródce wyglądałby pan równie czadersko.
-Tak myślałem. Czas na zmiany.
-Czy mogę jeszcze służyć jakąś radą?
-Nie, Edmundzie, dziękuję. Wróć do kolorowania. 
-Panie ministrze, nie chcę się narzucać, ale są już świecówki? Pan wie, jak ja tych ołówkowych nie lubię...

-Nie ma problemu. Weź na fakturę. Aaaaa, Edmund, jeszcze jedno- około południa przywiozą żołnierzyki z Allegro, a z modelarskiego małego Tupolewa. Edmund, przestań robić miny! Edmund, nie tup. Nie tup, mówię! Schowaj język i zacznij się zachowywać. Trzeba wziąć się do roboty, bo się ludzie śmieją....




wtorek, 24 listopada 2015

o tym, że w końcu będę bogata

Pod wczorajszym postem na blogu red_sonia spytała mnie, czy nie myślałam nigdy, aby zostać trenerem personalnym?
Otóż nie, do wczoraj o tym nie myślałam, ale wczoraj to zrobiłam i okazuje się, że jest to genialny pomysł!
Mam zatem dla Was propozycję- możecie już dziś zapisywać się w kolejkę, aby doświadczyć mojego unikalnego planu treningowego, który za chwilę opatentuję.
Trening będzie hardcorowy i uzależniony od płci ćwiczącego.
Kobietom mogę pokazać cellulit krzycząc "ćwicz, bo będziesz taki miała!". Na życzenie wprowadzam dodatkowe hasła motywacyjne, np.na bieżni "biegnij, jakby na końcu stał ten, co cię namówił do kredytu we frankach!" albo "za tobą stoi teściowa, a z przodu barek z podwójnym drinkiem!" lub "biegnij, jakby w Lidlu była promocja!", itp.
Mężczyznom będę pokazywać cycki.
Proszę się nie jarać.
One wykarmiły trójkę dzieci.
Zatem będę pokazywała te cycki z okrzykiem "chcesz mieć takie?! chcesz mieć takie?!"
Jedynie stówa za godzinę! Prawdziwa okazja! Przypominam, że Macierewicz z Ziobrem biorą za swoje wykłady po dwie stówy i cycków nie pokazują, tylko brak mózgu, a to nie to samo.


poniedziałek, 23 listopada 2015

o tym, że sport jest niezdrowy i dlaczego należy słuchać księdza Natanka

Tak, kuźwa, czułam, że to wielka ściema z tym promowaniem sportu.
Od dawna mi to śmierdziało.
Tylu ludzi np. biega, wszyscy o tym trąbią. Jednak nikt już nie mówi o tym, że ci ludzie się pocą przy tym, zaziębiają zapewne, skurcze ich łapią, kolki... 
U mnie zagrożenie przyszło w trakcie ćwiczenia jogi, bo od jakiegoś czasu podejścia do jogi robię właśnie, mówiłam Państwu, nie? Choć ostatnio przyszedł taki dzień, że przestało mi się chcieć ćwiczyć.
I trwał przez cztery miesiące.
Jednakże teraz znowu taka gibka postanowiłam zostać.
Jaskółkę chcę móc robić godzinami, na głowie stawać, rozkraczać się na maxa, jak jogini.
Mąż mi kibicuje. Zwłaszcza w tym ostatnim.
A teraz sobie nawet książkę "Joga dla bystrzaków" nabyłam.
Problem w tym, że ćwiczyć nie mam kiedy. W dzień nie mogę, albowiem dzieci mam złośliwe (po rodzinie męża) i komentują. Dodatkowo przemądrzałe są (także po rodzinie męża) więc pouczają stale, że np. jak pozycja wymaga "dotknięcia palców przy wyprostowanych kolanach", to mam dotykać tych palców od stóp, nie od rąk, itp. absurdalne zarzuty.
W każdym razie wymyśliłam sobie, że będę ćwiczyć, jak wszyscy już pójdą spać. Tak więc o 21 zrobiłam sobie lekką kolację (makaron z serem podsmażany), bo się tymi koreczkami śledziowymi w oleju godzinę wcześniej niespecjalnie najadłam. Tymi, co to nimi zajadałam głód po deserze (wafle domowe). Wzięłam coś do picia (drinka truskawkowego, konkretnie), bo wiadomo, że jak człowiek ćwiczy to traci płyny, a ja nie mam zamiaru się odwodnić. Ja w ogóle bardzo racjonalnie podchodzę do tematu zdrowego trybu życia, w tym ćwiczeń. Gdzieś tam czytałam, że sukces to dobre jedzenie, dużo snu i właściwy plan treningowy.
Chciałam się pochwalić, że 2/3 planu opanowałam do perfekcji.
A teraz czekałam w salonie aż wszyscy zasną, żeby zrealizować ostatnią, najbardziej demoniczną część.
Zrobiłam krążenia głowy w ramach rozgrzewki i przeszłam do pozycji "trupa".
Tu dodam, że ta pozycja jest bardzo niebezpieczna. Możecie sobie wyguglować, jak macie mocne nerwy.
Już kiedyś się położyłam tak na ziemi, robiąc "trupa" i się, kuźwa, po czterech godzinach obudziłam z zaaajebiaszczym bólem pleców!
Mój błąd, przyznaję, żałuję, że zaczęłam tak ostro, ale ja mam w sobie nadmiar energii i jestem nieco szalona z natury. W konsekwencji jak mnie kuźwa rypło! Jaki ja ból między mostkiem a pępkiem, na wysokości żeber, poczułam!
No ja pierdolę, bez kitu myślałam, że wykorkuję!
Przez tą cholerną jogę odezwały mi się wrzody, do tego stopnia, że skończyłam u lekarza!
A ksiądz Natanek mówił, że z tą jogą, to "wiedz, że coś się dzieje"! A ja, głupia, się śmiałam.
Lekarz mi się trafił żartowniś. Dostałam kartkę z dietą (poniżej, na zdjęciu wielkość kartki oraz moja mina przy czytaniu), co mogę jeść.
-A co z piciem?- zapytałam
-Nie, no pić proszę normalnie. Tylko unikać kawy i gazowanych napojów.
Dzięki jakiemukolwiek bogu!
Wasze zdrowie!


sobota, 21 listopada 2015

chciałabym nowy rząd skomentować

Krzysztof Jurgiel, ten co za Wasze podatki chce pożyczać auta tacie Rydzykowi, ministrem rolnictwa. Przełknęłam.
Jan Szyszko, ten od zabetonowania doliny Rospudy, co to twierdził, że tamtejsze torfowiska są dziełem człowieka- ministrem środowiska. Przełknęłam.
Zbigniew "Już Nikt Nigdy Przez Tego Pana Życia Pozbawiony Nie Będzie" Ziobro, co to na dwa lata wstrzymał polską transplantologię, aż mu przyjebali sądowy wyrok i musiał przepraszać, ministrem sprawiedliwości. Przełknęłam.
Jarosław Gowin, co to odmawiał praw związkom partnerskim i brzydzi się in vitro- ministrem nauki i szkolnictwa wyższego, wicepremierem. Przełknęłam
Antoni "Wyjaśnimy Prawdę O Smoleńsku" Macierewicz, co to robi eksperymenty obciążające Rosjan na parówkach i puszkach oraz daje wykłady przez internet inicjowane przez szkołę taty Rydzyka za jedyne dwie stówy od słuchacza (choć ja z Szarym gotowi byliśmy wziąć stówę, przy czym mieliśmy Tupolewa z Lego i pancerne brzozy z rolek po papierze przygotowane, żeby nie było) ministrem obrony. O Bożenko! Przełknęłam.
Konstanty Radziwiłł, co to uważa, że lekarze powinni postępować nie tylko według wiedzy medycznej, ale także w zgodzie z sumieniem, obrońca Chazana- ministrem zdrowia. Przełknęłam
Witold Waszczykowski, żywy czopek braci Kaczyńskich- szef MSZ. Przełknęłam.
Beata Kempa, co to jak była zarodkiem nawet już czuła, że jest dzieckiem. Niesamowita kobieta. Od zarodka. Teraz na stanowisku szefowej kancelarii premiera. Przełknęłam.
Mariusz "Kryształowo Uczciwy Człowiek" Kamiński koordynatorem służb specjalnych, ministrem w kancelarii premiera. Przełknęłam
Jacka "Bulteriera" Kurskiego na stanowisku wiceministra kultury przełknęłam, jak pisałam, wczoraj.
Dzisiaj czytam, we Wprost, jak to Jerzy "Odebrane Prawko" Szmit zostanie ministrem infrastruktury. Przełykam.
Ogólnie bardzo ciężko przechodzą ci ludzie przez gardło. Polecam dużo zapić.
Chciałabym także skomentować nowy rząd.
Obrazkiem:


piątek, 20 listopada 2015

na wieczór filmowy

Chciałam Państwa prosić, żebyście mi jakąś komedię na wieczór filmowy z Siarą polecili, ale sobie już zobaczyłam expose Beaty Szydło i muszę przyznać, że jestem usatysfakcjonowana.
Ostatni raz się tak śmiałam do łez, jak żeśmy ze znajomymi rozpylili równocześnie podtlenek azotu i gaz pieprzowy. 
No nieważne.
W każdym razie chciałam zatem Państwa prosić o jakiś horror dla odmiany- a tu- voila! Jacek Kurski zostaje wiceministrem kultury!
Ależ ja mam dzisiaj farta!

środa, 18 listopada 2015

o tym jak to próbuję, kufa, wynająć w UK mieszkanie

To chyba dobry moment, aby opowiedzieć Państwu, jak wygląda poszukiwanie chaty w UK.
Jeśli posiada się czworonogi jest się z góry wykluczonym z 3/4 ogłoszeń.
Zupełnie jak w Polsce.
Pamiętam jeszcze, jak w ojczyźnie zadzwoniłam do pana oferującego nieumeblowane mieszkanie. I pan się mnie pyta, czy mam zwierzęta.
-Owszem, 2 koty. Wykastrowane.
-Aaaaaa! To nie!
-Dlaczego nie? Nawet jeśli bałby się pan o ewentualne zniszczenia mebli, to chyba nie w tym wypadku, skoro oferuje pan mieszkanie nieumeblowane. Koty, psze pana, ścian i parkietów nie żrą. A co do tych ostatnich- na bank nie niszczą bardziej, niż dzieci, na które się pan godzi. Koty nie szczekają, nie przeszkadzają sąsiadom. Moje są niewychodzące nawet. Dlaczego zatem nie, jeśli wolno spytać?
-Bo zwierzęta mają robaki.
-Jak i ludzie, psze pana. Nie wiem czy pan wie, ale zwierzęta się odrobacza. Jak i ludzi zresztą.
-Ta! Odrobacza się! A później ludzie umierają!! Na tasiemca mózgu!
-Pan by nie umarł. Prędzej tasiemiec. Nie miałby co żreć. Dziękuję, do widzenia.
Tutaj "na dzień dobry" w 75% ogłoszeń napisane jest "sorry, no pets" więc nie ma nawet po co dzwonić.
Natomiast przejść się po agencjach i użyć uroku osobistego, zawsze można, no nie?
No można.
Ale to też nic nie daje, jak się nie ma osoby, która byłaby w stanie za nas poświadczyć, zarabiającej najmniej 32 tys. funtów rocznie. I nie pomaga tłumaczenie, że jesteś tu od około roku, nie masz zbyt wielu znajomych, do tego stopnia, że masz ochotę wpuścić do domu świadków Jehowy.
Gdyby chodzili.
Tak a propos- zawsze mnie interesowało co się dzieje, gdy świadkowie Jehowy zapukają do mieszkania konsultantki Avonu?
No nieistotne.
W każdym razie można też wchodzić do tych agencji, które nie są oświetlone milionem neonów.
Do tych, w których agenci nie zamykają za wami drzwi i nie biegną pędem, aby z końca pomieszczenia przynieść krzesło obrotowe dla Waszego dwuletniego dziecka.
Do tych, w których agenci wyglądają jak szafa Komandor i są w trakcie (wiecznego, jak mniemam po ilości talerzy) posiłku.
I tak też zrobiliśmy.
Przyjemne wnętrze nawet.
Nastrojowe, rzekłabym.
Światło przyciemnione, ale i tak dało się dostrzec dziurę w obiciu kanapy.
Wskazane mi krzesło, żebym sobie klapła, zawierało płaszcz na oparciu.
Nie mój rozmiar więc nie skorzystałam.
Spojrzałam tylko na płaszcz, na agenta, na płaszcz, znowu na agenta, na płaszcz i na agenta tak bardzo szybko, po czym on wstał, głośno westchnął, zabrał odzienie i udał się odwiesić je na wieszak.
Który to odpadł.
W tym czasie ja nerwowo poprawiałam fryzurę, albowiem nie będę wyglądała jak jakaś bździągwa w ukrytej kamerze, a co!
Dalej to zaczęłam wyłuszczać po co przyleźliśmy, a agent w tym czasie sprzątał resztę żarcia z biurka, uciszył świnię z rożna, dobił krowę na przystawkę i zaczął zbierać okruszki z biurka. Ja podałam mu metrówkę, która leżała po mojej stronie, na ziemi, a później etui na okulary, które niechcący kopnęłam.
Tymczasem jemu się odbiło.
Nie, wróć, kurwa.
Odbiło się, to nieadekwatne słowo.
Odbić to się może eterycznej dzieweczce.
On sobie beknął.
Jak bawół.
Ja domknęłam Maćkowi szczękę.
Trzeba oddać panu agentowi, że przeprosił.
Ja zarypałam karalucha obcasem.
Nie, kłamię, nic nie zarypałam, ale też gdyby ten karaluch przebiegł, potraktowałabym go naturalnie.
Jak logo agencji, czy tam maskotkę.
Agent wypytał nas o wszystko, w tym skąd jesteśmy, a na wieść, że z Polski powiedział "to tak jak ja" i zaczął się głośno, tubalnie
śmiać.
Wspominałam, że był Murzynem?
Ja się na wszelki wypadek nie śmiałam. Przez tą poprawność polityczną już nie wiem z czego mogę się śmiać, a z czego nie , a jakoś nie chcę żeby mnie na 3 lata do pierdla za dyskryminację rasową wsadzono.
Później to ja opowiadałam, że tylko "long term", "with garden" i takie tam, a pan odnoszę wrażenie, że mnie nie słuchał, bo mówił do Stiflera takie "ohhhhh, cuteeeeee, what a lovely boy!", a także pytał go co chwilę, czy się podzieli z nim lizakiem, bo Stifler miał paszczę zatkaną chupa-chupsem.
Wiem, że niezdrowo, ale strategicznie, jak człowiek chce chwilę pogadać z kimś innym.
Później agent zadzwonił w jedno potencjalne miejsce.
Niestety jego rozmówca powiedział, że dziadek zdmuchnął wszystkie 80 świeczek na urodzinowym torcie i tym samym dał znak, że mieszkanie szybko się nie zwolni.
Zatem sorry, agent na tą chwilę nic nie ma, ale zadzwoni do mnie ASAP.
Normalnie nie mogę się doczekać.
Także jakby ktoś z Państwa coś, tudzież miałby w UK znajomych, którzy coś, byle w Essex (szczegóły na pw), to proszę dawać znać.
ASAP.
Albo pilnie.
Co łaska.


sobota, 14 listopada 2015

piątek, 13 listopada 2015

żądam Nike, kurwa!

Zatem prezydent Duda wyróżnił Orderem Odrodzenia Polski abp. Henryka Hosera?
Mam tyle pytań...
Czy w Rwandzie również docenią jego posługę i odznaczą go jakimś Medalem Krwi Przelanej Za Kościół?
A środowiska naukowe? Macie przygotowany Medal Wsparcia i Rozwoju Nauki za nieoceniony wkład Hosera w promowanie metody in vitro jako "moralnej schizofrenii" oraz "rodzaju wyrafinowanej aborcji"?
Lemański już mu osobiście pogratulował?
A warszawski proboszcz Grzesiu? Ten co został skazany prawomocnym wyrokiem za pedofilię na rok więzienia w zawieszeniu na cztery lata, ale nawet to nie przekonało arcybiskupa do zawieszenia proboszcza w posłudze, zatem prowadził dalej msze mając pod opieką 32 ministrantów.
Pod czułą opieką zapewne.
Spoko luz, po interwencji mediów abp. Henryczek go w końcu wylał (po 2 latach od wyroku), a nawet przyciśnięty do muru przeprosił.
A Feminoteka? Macie jakieś odznaczenie za propagowanie konwencji przeciw przemocy w rodzinie jako "genderowego spisku"?
Urocze, zaprawdę.
Oprócz pytań mam też żądanie:
jeśli osoba postępująca tak nieetycznie godna jest jednego z najwyższych odznaczeń państwowych, to ja, kuźwa, śmiało żądam Nike, za wkład w rozwój polskiej literatury.


czwartek, 12 listopada 2015

jak Rihanna...

Otóż inspirując się jesienią, angielskimi zachodami słońca oraz księżną Yorku Sarą, postanowiłam zmienić kolor włosów na ognisty, któryż to odpowiada mojej gorącej naturze.
Możliwe również, że będąc w "funcie" po papier toaletowy, zobaczyłam farby L`Oreala w kolorze 656 "terracotta" i se pomyślałam coś w stylu "ejjjj, ciekawe jak by mi było w rudym".
No i kupiłam od razu trzy sztuki.
Bo jestem tego warta.
A także dlatego, że jak już wspomniałam- za funta.
Państwo se sami wersję wybiorą.
W każdym razie napisałam do przyjaciółki, że się przefarbowałam podając nazwę farby i numer, no i dostałam odpowiedź w stylu "omujbosze, omujbosze, mahoń? Porypało cię? Taki kolor noszą wszystkie Haliny z warzywniaka"
(z całym szacunkiem dla wszystkich Halin z warzywniaka).
Czarne chmury zawisły nad naszą przyjaźnią, albowiem mimo iż nie mam przed nią żadnych tajemnic, niejeden raz mi tyłek ratowała, a także kocham ją bardziej niż siostrę (której nie mam), mimo iż oddałabym jej nerkę i dała potrzymać własnego kota na kolanach, zaskoczyła mnie niemiłosiernie.
Tą zazdrością.
Nie wiem o jakich Halinach mowa, ale ktoś tu zdaje się nie ogląda MTV!
No heeeelooooł!
Odpisałam, że się nie zna. I że wyglądam jak Rihanna (http://fryzurki.blox.pl/…/NOWA-FRYZURA-RIHANNY-DLUGIE-CZERW…), jak w mordę strzelił!
Sama się dziwię, że mnie ludzie na ulicy z nią nie mylą.
Odpowiedź przyszła, że może w UK to Rihanny stoją w warzywniakach, natomiast w Polsce, żeby nosić ten kolor trzeba odczekać do menopauzy.
A później jeszcze 10 lat.
I 5 kolejnych.
No i wtedy można.
Zazdrosna, wiadomo.
W każdym razie, jak się domyślacie, w tej czerwieni wyglądam zajebiście. Jak tygrysica. Ruda i 200 kilo żywej wagi Emotikon wink
Z tym, że: po pierwsze- mimo zużycia dwóch farb mam dalej prześwity brązu. Po drugie- raczej miałam, bo kolor mi zwyczajnie, kufa, spłynął. Normalnie prysznic po moim myciu głowy wygląda jak Grunwald w 1410. Jeszcze się durna zastanawiałam, kiedy ta czerwień w końcu przestanie lecieć.
Jak się farba zmyje!
No proste!
No i pytanie mam, jako że wiadomo- forum wspiera, forum radzi, forum nigdy cię nie zdradzi- baby (i chłopi, o ile tacy istnieją) rudowłosi- nie- z -natury, jak Wy sobie, kuźwa, z tym kolorem radzicie???
Wrzucę zdjęcie.
Nie "rude", bo z tej rudości i tak guzik zostało.
Za to z cyklu "Rysia, Siara i potomstwo". Niemedialnie tu jakoś wyglądam, ale co tam. Jak zmrużycie mocno oczy albo macie pół litra najmniej to musicie przyznać, że Cindy Crawford, jak w mordę strzelił! Aż dziwne, że mnie ludzie na ulicy z nią nie mylą....


środa, 4 listopada 2015

refleksja post-halloweenowa

Czytam post-halloweenowe artykuły i komentarze i nie mogę pojąć tej nagonki.

Heeeloooł, Polacy, Liroy właśnie zostaje posłem.
Początkowo myślałam, że to żart.
I się tak śmiałam, i śmiałam, i śmiałam dopóki go nie zobaczyłam na liście obok tego zabawnego człowieczka, co to śmigał ponoć w "Tańcu z gwiazdami". 
No wiecie, tego o urodzie tak subtelnej i delikatnej, jak u puchatej kaczuszki, co to by nasze babcie mu te polisie słodziuchne wytargały.
Tego samego, co jak się odezwie wokół roztacza czarodziejską nutę nawozu w połączeniu z potem konia i moczem warchlaka. Tego, co mi wygląda jakby go w szkole niezbyt lubiano.
O Bosaka mi chodzi rzecz jasna, choć zdziwiłabym się szczerze, gdyby ktoś z Państwa nie zgadł po opisie. Niestety posła Bosaka nie mogę opisać inaczej, bo cała reszta pasujących słów powszechnie uznana jest za obraźliwą.
W każdym razie od czasu, gdy już wyszło co wyszło z Liroyem, tfu, pardąsik, posłem Liroyem, nie czytam doniesień na temat polityki z Polski.
W ogóle.
Ani trochę.
Ni cholery.
Za chuja wafla.
Za bardzo się boję, że jak już oni tak wpadli w szał wskrzeszania tych zamierzchłych gwiazd (że tak zażartuję) i dawania im drugiego życia w polityce, to lada chwila laską marszałkowską zastuka Shazza.
I czasem se tylko tak myślę: co teraz robi poseł Liroy? Kręci z żoną nowe porno, czy też czyta w Wikipedii jaki jest skład sejmu?
Halloween, moi kochani Rodacy, to Wy macie na co dzień Emotikon heart
P.S. Państwo wybaczą, że Was zarzucę taką ilością memów, ale się nie mogłam zdecydować, gdzie 
poseł wygląda najlepiej 








Emotikon heart




poniedziałek, 2 listopada 2015

Fotorelacja z Halloween

Muszę Państwu śmignąć szybką fotorelację z naszego pierwszego Halołin jak na filmach Emotikon wink 
Otóż kostiumy zakupiliśmy na dobre dwa tygodnie przed na ebay`u i czekaliśmy na nie w napięciu. Okazały się dobre na pewno, gdyż przez te dwa tygodnie zostały przymierzone z pięćset razy przez głównych zainteresowanych. Don Juan postanowił być Vladem Palownikiem, Szara Eminencja postanowił zostać Śmiercią, a Stifler strażakiem Samem 
Emotikon smil

Zanim wyruszyliśmy na podbój miasta, my dorośli oraz Stifler, mieliśmy okazję oglądać pojedynek sił ciemności. I to zaraz po wysłuchaniu uprzednio krótkiego acz rzeczowego dialogu, który rozpoczął wampir :

-Uciekłbym przed tobą.
-Wampiry są nieśmiertelne! Nie boją się śmierci!
-Ale kołków to już tak...


Szara Eminencja nie pozwoliła sobie skrócić przebrania, toteż materiał majtał mu się między nogami i parokrotnie o mało co nie wywinął przez to orła. Oczywiście ojciec jego rodzony darł japę wykrzykując rady w stylu "do góry to zadrzyj! Po bokach trzymaj jak chodzisz! Czy to takie trudne?!", na co Szary również darł japę "owszem, trudne. To mój pierwszy raz w kiecce!". Czyli dżęder. Jak zwykle.
Do tego Stiflerowi coś tam się poprzestawiało i od kilku tygodni słodyczy nie odmawia. I owszem powtarzaliśmy mu każdorazowo, znaczy przed każdymi drzwiami, że tylko jeden batonik/cukierek/lizak, itd., ale w praktyce wyglądało to tak, że sympatyczna starsza pani wyciąga z miski batonika, po czym kieruje rękę z nim w stronę dzieci. Łup przechwytuje Stifler i grzecznie mówi "senkju" (akcent po ojcu). Pani wyciąga następnego batonika dla następnego dziecka, którego przechwytuje oczywiście nadal Stifler, dalej to "senkju" i sru do swojego wiaderka. Niezrażona pani wyciąga trzeciego batonika, a niezrażony Stifler po raz trzeci wyciąga łapę i w połowie "senkju", stosując przemoc pod postacią obezwładnienia, bracia odciągają go siłą. Taki się z niego zrobił niekulturalny harpun normalnie. Nie wiem po kim. W sumie to zła cecha, także jak to z dziećmi bywa- po ojcu. Pewne jest natomiast, że nie po matce.



pozowanie z babcią :)
Żałuję, że nie mogę Państwu pokazać jak czadowo ludzie poozdabiali swoje domy. Niestety nadal mam nieodparte wrażenie, że ktoś sobie może nie życzyć, aby jakaś szantrapa z Polski robiła zdjęcia jego posesji i wstawiała do Internetów. Musicie mi zatem na słowo uwierzyć, że te wszystkie dynie, czarownice, pajęczyny z giga pająkami, duchy, zombie, itp. tworzyły fantastyczny nastrój. Moje serce podbiły duszki z butelek po mleku, świecące się dzięki kolorowym świetlikom wrzuconym do środka. Jednak kreatywność ludzi nie zna granic. My, oprócz posiadania kupnych ozdób, zrobiliśmy trzy dyniowe lampiony- tradycyjną buzię, taką z uszami (Szara Eminencja) oraz dynię puszczającą pawia (Don Juan. W świetle faktu, że jest już nastolatkiem, jego halołinowa twórczość nagle nabiera nowego znaczenia, prawda?).


Na jednym z domów była naklejka "no trick or treat, sorry" i przekreślony duszek. I jeden raz starsza pani osobiście powiedziała chłopakom "przykro mi kochani, ja nie obchodzę Halloween, ale miłej zabawy". Niesamowicie jestem ciekawa, czy Wasze dzieciaki w Polsce chodziły po domach? Moje do tego roku nigdy wcześniej tego nie robiły. Zważywszy na tragicznie żałosną antyhalloweenową polską nagonkę chciałam im zawsze zaoszczędzić przykrości i rozczarowań. Oczami wyobraźni widziałam moherowe szwadrony z okrzykami "ja ci dam cukierka, gówniarzu jeden! Będziesz te hamerykańskie tradycje małpować, zamiast po polskiemu ładnie na grobie paciorek zmówić?!".... Wracając do tutejszych zwyczajów- wszędzie witali chłopców uśmiechnięci gospodarze, czasem słodyczami częstowały również przebrane małe dzieci. W jednym z domów od małego Czerwonego Kapturka chłopcy dostali oprócz batoników bransoletki z gumek (tak, tych rakotwórczych ;)) własnoręcznie przez dziewczynkę wykonane Emotikon heart Niektórzy otwierali drzwi z każdym dzwonkiem, inni stali już w progu z miskami pełnymi wszelakich łakoci. Wszyscy byli przeuprzejmi, jak to Anglicy. Uśmiechnięci od ucha do ucha. I nie sądzę, aby była to wymuszona postawa. No bo jak wytłumaczyć sytuację, gdy drzwi otwierają się same, za chwilę wychyla się zza nich twarz w masce Jasona (z "Piątku Trzynastego"), następuje chwila ciszy, a później ręka w rękawiczce bez słowa wysuwa w stronę dzieci miskę z cukierkami? Jak wytłumaczyć panią, która wyskoczyła do chłopaków ze sztuczną pajęczyną i spryskała nią ich od stóp do głów, śmiejąc się z ich min jak szalona? Jak wytłumaczyć panią, która wysuwała rękę przez otwór na listy i straszyła tak dzieciaki? Była też pani, która otworzyła drzwi i na okrzyk "cukierek albo psikus" odrzekła "psikus, poproszę", na co ewidentnie moje dzieci nie były przygotowane i to również było widać po ich minach. Oczywiście, gdy już rzeczona pani przestała się śmiać, poczęstowała dzieci słodyczami. Swoją drogą uzbierali ich pełne wiaderka po przejściu obu stron sąsiadniej ulicy.

Reasumując: podczas, gdy w Polsce nadal trwa debata dotycząca braku patriotyzmu wśród praktykujących Halloweenowe zabawy, małpowania cudzych tradycji, zamachu na KK i morale młodych Polaków, poparta licznymi przykładami zasłyszanych opętań po przebraniu się za diabła (a jakże !), tutaj ludzie się po prostu bawią. Między innymi dlatego właśnie tu mieszkam. 

W domu zrobiliśmy sobie seans filmowy. Oglądaliśmy "Miasteczko Halloween". Mam mocno mieszane uczucia, sama nie wiem czy mi się tak bardzo podobało, jak krytykom ponoć. Przez chwilę nawet przycięłam komara, ale to dlatego, że dzień wcześniej do 2:30 napirzałam nietoperze z ciastek Oreo, biszkoptowe nagrobki, bezikowe duszki (swoją drogą ciasto zostało przyozdobione przed wyjęciem z blaszki, zatem tak stanęło na stole. Na szczęście tylko jeden brzeg mam w niej przyjarany, toteż musiałam pamiętać, aby siadać nie po tej stronie stołu, żeby z mojej perspektywy powiedzmy, że fajnie to wyglądało Emotikon wink , czy też lukrowałam ciastka korzenne, zachłyśnięta inspiracjami z Moje Wypieki.
W ogóle z tym pieczeniem to jest tak, psze Państwa, że jak się Moje Wypieki człowiek naogląda, to się jemu od razu wydaje, że jest Buddy Valastro.
Natomiast efekt końcowy zawsze jest taki sam.
Zupełnie jak w przymierzalni H&M w minione lato- patrzę se na plakat modelki w białej kiecce i se myślę "uuuuu, jaka zajebiaszcza długa, plisowana, letnia sukienka. Taka zwiewna, kobieca i seksowna. Będzie bomba! ". 
I już oczami wyobraźni widzę jak lekko, niczym młoda gazelka, śmigam se po piasku, gdzieś nad brzegiem oceanu, jak babeczka ze zdjęcia, czy tam inna Cindy Crawford, w tych tiulach, szyfonach, czy innych chujozach.

I, kuźwa, możecie mi wierzyć, że gdy później mierzę rzeczoną plisowaną sukienkę, to faktycznie jest bomba!
Mała, okrągła bomba!
Inaczej mówiąc- przysadzisty kurdupel, któremu plisy zafundowały dupsko Kardaszianki. W ciąży. Z sześcioraczkami. I zazwyczaj ten kurdupel, z obrażoną miną, mówi wtedy "ZDJĘCIA KŁAMIĄ!", czyli dokładnie to samo, co gdy oglądam efekty moich cukierniczych zmagań Emotikon smile

A na koniec Wam powiem, żeby nie było, że sporo w ten dzień rozmawialiśmy sobie o przemijaniu i o tym, że to życie tak szybko płynie, że tak mało rzeczy tak naprawdę jest ważnych, że ludzie traktują je zbyt serio i są tacy śmieszni z tą małostkowością, zważywszy na to, że jesteśmy tu wszyscy tylko na chwilę. Aaaaa, no i o tym, że po śmierci to i tak się na bank nie zgodzą by moje ciało ubrano w strój Supermana i wyrzucono z samolotu. Niestety.

Babeczki z pająkiem są dziełem sąsiadki ;)