piątek, 25 września 2015

co powie Harry...

Dziś dzieci w szkole Szarej Eminencji muszą przebrać się za postać literacką/filmową i nauczyć jednej charakterystycznej kwestii, aby łatwiej było bohatera rozpoznać.
Zatem dziecko z błyskawicą na czole pomykało po domu od 6:20, a spytane tuż przy wyjściu "a co powiesz?", odparło:
- To miło, że jest wam przykro, iż żadne zaklęcie nie może przywrócić do życia moich rodziców. I mimo, że cierpię nie chowam urazy, że zmieniaczem czasu wskrzesiliśmy akurat Hardodzioba...
Moja krew Emotikon heart Emotikon heart Emotikon heart





czwartek, 24 września 2015

bajka o małym bobrze

Zazwyczaj zaśnięcie mojego dzieciaka w południe trwa piętnaście minut. Najpierw czytam mu krótką książeczkę, a później zaczynam opowiadać bajkę o kotku, piesku, czy innej wiewiórce, inspirowaną kadrami z życia syna. A że syn swoje życie zna, więc mu się nudzi i zasypia.
Dziś było inaczej. Żeby naświetlić Państwu sytuację muszę cofnąć się do zeszłej niedzieli, gdzie tuż przed domem Stifler wywinął orła i zadrapał kolano wystającym z ziemi patykiem, kamykiem, czy co to tam było. 
I już już miał zacząć płakać, gdy czujna matka rzuciła się, aby kolanko pocałować. 
Właśnie! Muszę to w kąciku naukowym im. ks. Oko opisać, jak pocałowane aua i kuku sprawia, że od razu nie boli. 
W każdym razie to jest naukowo udowodnione przez miliony matek i ojców z różnych pokoleń oraz ich Krzysiów, Blejków, czy Helg.
I u nas, jak wszystkie prawa nauki, działa to z powodzeniem również. Zatem Stifler skrzywił się tylko i dalej poleciał jak messerschmitt atakować trampolinę. 
I dziś właśnie, równo cztery dni później, gdy rozebrałam Stiflera do snu do samego body, spojrzał na swoją zadrapaną nóżkę, krzyknął "aua" i się rozpłakał. Pocałowałam aua-miejsce, ale niestety całus działa tylko na świeże rany. Jako, że łeb mam nie od parady postanowiłam schować nóżkę pod kołdrę i rzec przebiegle "zobacz, nie ma aua!". Okazało się jednak, że Stifler również ma łeb nie od parady, widocznie po mnie, bo nóżkę spod kołdry wyjął, najpierw spojrzał na mnie jak na idiotkę, poem spojrzał na nią i zaczął krzyczeć jeszcze bardziej. 
Zaproponowałam mu naklejenie plasterka. Nie byle jakiego, rzecz jasna. Z Georgem i Peppą.
Stifler się zgodził. Musiałam go zanieść do kuchni, gdzie trzymamy apteczkę, bo okazało się, że nie może już chodzić. W kuchni musiałam mu wytrzeć buzię, bo nic też nie widział na oczy. Dalej to wybrał sobie plasterek z Peppą (czy tam Georgem- w skafandrze astronauty nie do odróżnienia) w kosmosie, nakleiliśmy go i wrócił do łóżka już sam. Jedynie włócząc za sobą sztywną nogą. W łóżku spojrzał na plasterek, ja również spojrzałam i pochwaliłam, że "bardzo ładny", a on zakrył oczy i zaczął krzyczeć "nie mogę patrzeć! nie mogę patrzeć!" i znowu zaczął wyć. Tylko jakby głośniej. 
Wspólnie postanowiliśmy odkleić plasterek, z braku pomysłów przyklejając go na włącznik światła, bo taki ładny, że szkoda, aby się zmarnował.  
Później na zmianę ja przykrywałam jego nogi kołdrą, a on odkrywał, żeby patrzeć i wyć. A później przytulił się do mnie zasłaniając oczy i przyciął komara, podczas gdy ja opowiadałam mu bajkę o małym bobrze, który skaleczył się w nogę podczas budowania tamy, ale cztery dni później jakoś zasnął bez problemu, psia mać!   

wtorek, 22 września 2015

Kącik Porad Rodzicielskich...czyli jak nauczyć dziecko szacunku do KAŻDEGO zawodu

Wiecie Państwo jaki był pierwszy wierszyk, który moje dzieci poznały na pamięć? 
"Wszyscy dla wszystkich" Tuwima. 
Był on przeze mnie czytany z podkreśleniem i wielokrotnym tłumaczeniem na licznych przykładach tej całej zależności w społeczeństwie. Z podkreśleniem szacunku, jaki należy się każdemu zawodowi.
I wszystko wskazywało na to, że moje dzieci prawidłowo zatrybiły. Przez tyle lat nie zauważyłam, aby były dla kogokolwiek bardziej (lub mniej) miłe, niż na to zasłużył, niezależnie od wykonywanego zawodu, czy tzw. pozycji społecznej. Czasami wdawaliśmy się w dyskusje, że świat nie może składać się z samych lekarzy i prawników. Ubolewaliśmy nad likwidacją zawodówek. Czasami zaś debatowaliśmy o tym, że ogromną niesprawiedliwością są niskie zarobki, w niektórych zawodach. Też ważnych. Też potrzebnych. I wszystko przebiegało tak, jak przebiegać powinno, jak się dziecka nie chce wychować na rąbniętego snoba. Do połowy minionych wakacji, mniej więcej...

Otóż oglądaliśmy sobie całą rodziną program, o jakimś potentacie w świecie fryzjerstwa, który ma salony na całym świecie i prywatny samolot, gdy nagle Don Juan wypalantował z cwanym uśmiechem
-Właśnie odkryłem, że zostanę fryzjerem
Na co ja tak sobie rzuciłam
-Myślę, że ten facet nie jest ot takim tam zwykłym fryzjerem. W każdym zawodzie są rzemieślnicy i artyści. On musi być artystą, musi mieć do tego niesamowity dryg.  Musi naprawdę kochać to, co robi, żeby zajść tak daleko. Łeb do interesów i łut szczęścia pomijam...- i tu się zawiesiłam, aby podziwiać, jak mądrze to zabrzmiało, ale szybko doszedł do mnie głos syna
-No błagam, nie rozśmieszaj mnie. Artysta?! I na czym polega ten jego artyzm? Że umie zapleść warkoczyk? Że przytnie "z przodu krócej, z tyłu dłużej"? Zaczesze na boczek? Żelu nie zeżre przy modelowaniu? Obawiam się, że facet ma wyłącznie szczęście i łeb do interesów. Pies, gdyby miał kciuk przeciwstawny, mógłby stać na jego miejscu w robocie.  No ja bym pewnie większość z tych rzeczy potrafił, gdyby mi ktoś pokazał. A zwłaszcza przyciąć włosy po prostej linii nożyczkami. No faktycznie filozofia, sztuka, artyzm...
A dalej to mu się wyrwało takie złowieszcze "hahahahahahaha", jak laleczce Chucky. Tylko większej.
Trochę mnie wzdrygnęło i lekko mnie poniosło. Oczy mi mgłą zaszły, albo krwią podbiegły, już sama nie wiem i dlatego dalszy przebieg zdarzeń trudno jednoznacznie ustalić. W każdym razie mnie albo Maćkowi się wyrwało 
-ejjj, a Ty nie powinieneś włosów obciąć? Może grzywkę byś sobie chociaż nieco przyciął? Wiesz, nie chcemy Cię targać po zdziercach kasy o umiejętnościach buldoga francuskiego. Gdyby miał kciuk przeciwstawny, rzecz jasna.
W sumie nieistotne kto to powiedział, bo drugie z nas jest równie wstrętnym rodzicem i nie zaoponowało. A wręcz z pełnym uśmiechem wskazało na szufladę, w której leżą nożyczki.
Edward Nożycoręki, z wrodzoną nonszalancją (po ojcu) i głośnym "phiiiii", oznaczającym pogardę do wszystkich fryzjerów świata,  udał się do łazienki, gdzie prawdopodobnie doszło do niego " i pamiętaj, jaką se fryzurę stworzysz, w takiej będziesz chodził, bo my Cię po żadnych owczarkach bez kciuka prowadzić nie będziemy", bo usłyszeliśmy kolejne "phiiii" i "wcale bym nie chciał". 
Pięć minut później  me najstarsze dziecko ukazało się nam w pełnej krasie.  
Oraz w pełni kontent. 
Z miną i fryzurą dokładnie jak na zdjęciu poniżej.



A później tak stał i patrzył na nas, a my na niego. 
Wszyscy mieliśmy otwarte buzie. Stiflerowi wypadł z niej wafel ryżowy i się poturlał. 
Wszyscy byliśmy też dość zaskoczeni wrażeniem, jakie na nas wywołał jego kunszt, a sam Don Juan widać nie spodziewał się aż takiej reakcji, bowiem błądził wzrokiem od osoby do osoby, nic nie rozumiejąc. Aż go olśniło chyba, bo wyprężył się dumnie i rzekł
-I co? Głupio wam?
I tu pierwszy ocknął się Szara Eminencja
-Mójborze, Lloyd! Dobrze, że nie chodzimy już do tej samej szkoły!
-Mamo?- zwrócił się do mnie Don Juan z lekkim niepokojem w głosie
-Nie wiem jak Ci to powiedzieć, synu...widzę to tak, jakbym sama poszła do fryzjera poprosić o jakąś fajną fryzurę na lato. No i on by mnie ostrzegł faktycznie na lato. Grzegorza Lato....ale oczywiście wyglądasz bardzo ładnie. We wszystkich fryzurach wyglądałbyś ład....
Niestety syn przestał słuchać. 
A później wszystko działo się bardzo szybko. 
Pobiegł po lustro z łazienki i stanął z nim w salonie przyglądając się chyba nieco bardziej krytycznie swemu odbiciu, bo nagle, o dziwo,  przestał się uśmiechać. Później były takie normalne pytania w stylu "ja pierdziele, ile odrastają włosy?" i te bardziej niepokojące "a tak właściwie, to kocia sierść od ludzkiego włosa, to się niewiele różni, nie?". 
Były też zaszklone oczy wszystkich członków rodziny.  Z różnych powodów wprawdzie, ale jednak zaszklone solidarnie. 

Syn przebujał się tak honorowo przez całe wakacje i wkroczył tak w nowy rok szkolny, w nowej szkole. 
Za zgodę na publikację zdjęć z Legolandu, na blogu i fejsie, musiałam słono zapłacić. 
Ma też dość zabawne zdjęcie do identyfikatora szkolnego. No i przeszliśmy awanturę, że nie wolno nam go przesłać babci, która "wszystkim je w Polsce pokaże".  
Natomiast myślę, że jest też pozytywny wydźwięk tej historii, albowiem od tego czasu, gdy rozmawiamy o zawodach, to zmieniły mu się nieco poglądy. 
Lekarze- owszem fajnie, ale nie robią już na nim takiego wrażenia. Prawnicy również. Naukowcy- miło, super, ale nic nadzwyczajnego. Bankowcy,humaniści, inżynierzy, informatycy, itd.- fajnie, fajnie, ale bez przesady.
Natomiast fryzjerzy, mili Państwo.... to jest zawód przyszłości! Fryzjerzy to bogowie!
A! I jeszcze Wam fryzjerski kawał opowiem, który usłyszałam od męża, przy tej okazji:
przychodzi świnia do fryzjera, a fryzjer do niej
-Co, golonko?
-A jebnąć ci?
Ale o tym, jakim cudem wyszłam za Karola Strasburgera, innym razem...

sobota, 19 września 2015

Kącik Porad Rodzicielskich...czyli jak nauczyć dziecko utrzymywania porządku w domu


Gdy zostałam matką po raz pierwszy bardzo brakowało mi rzetelnego źródła matczynej wiedzy. Czytałam i odrzucałam wprawdzie coraz to nowsze poradniki i gazety, bo miałam wrażenie, że są takie mało elastyczne. Jedne postulowały za chodzeniem z dzieckiem nawet do wc, drugie radziły nie zwracać na dziecko uwagi nawet, gdy sinieje od dwugodzinnego płaczu. I żadnego złotego środka.
Tak więc pomna na własne zagubienie w temacie, doświadczona w trójkę dzieci i oczytana od Frondy po Nie i przez Świat Nauki po Świat Młodych, pragnę się dziś z Państwem podzielić ostatnimi osiągnięciami na froncie macierzyńsko-ojcowskim.

Temat przewodni: jak nauczyć dziecko porządku.

Otóż w zeszłym tygodniu mało nie zeszłam na zawał, gdy odkryłam, że moje ledwo co nastoletnie dziecko przeszło na islam. 
I to jeszcze radykalny, gdyż dzieciak całymi dniami praktykuje. 
W zasadzie ciężko się ostatnio było do niego odezwać, bo np. ilekroć nie kazałam mu sprzątnąć pokój , słyszałam jak pod nosem się modli. Takie "haaaammmamamamammmammm....", w skutek czego zapewne nie słyszał, bo syf w tymże pokoju zapanował nieziemski. 
Ponieważ mam traumatyczne doświadczenia z dzieciństwa mając matkę pedantkę, postanowiłam nie zwracać na to uwagi. W końcu nie mój cyrk, nie moje karaluchy. 
Do czasu, bo miarka dość szybko się przebrała. 
Wchodzę sobie do synowego pokoju, a on akurat w trakcie modlitewnego obrządku. Taka klasyczna pozycja- blisko ziemi, tuż przy łóżku, głowa przy samej podłodze, odwłok nieco wyżej. Opanowałam przemożną chęć dostania  wylewu i myślę sobie "nie będę świnia, powiem mu, że Mekka jest w drugą stronę". No więc mówię:
-Synu, Mekka jest w stronę regału, nie łóżka. 
A on mi tam mruczy
-Jaka Mekka?! Ja skarpet do mundurka (szkolnego) szukam.

I w tym miejscu spieszę wyjaśnić, iż od kiedy mieszkam w UK pranie stało się czynnością wymagającą niezwykłego zmysłu logistycznego. To nie jest tak, że ja sobie wrzucę do pralki i heja. Ja owszem do pralki to sobie mogę wrzucić w każdej chwili, ale jak to mi się tu, kuźwa, ma wysuszyć, jak ostatnio 6,5 dnia na 7 pada, a w domu i tak utrzymuje się wilgoć?! Zatem zanim ja tą pralkę wstawię, sprawdzam pogodę we wszystkich możliwych źródłach i w dzień słoneczny pralka chodzi non stop. Walę se np. pod rząd z pięć pralek. I tak też było w niedzielę. Prałam białe, białe z dodatkami, prałam jasne kolory, ciemne kolory i czarne. Czarne jak skarpetki od mundurka.

Jeśli chcielibyście Państwo wiedzieć jaki jest udział mojej rodziny w praniu chętnie opowiem- ogranicza się do wrzucenia brudnych rzeczy do kosza, a później przechwycenia czystych, gdy w nich rzucam z okrzykiem "włóż do szafy TERAZ, a nie później".  Owszem, jako matka "przezorna zawsze ubezpieczona", na wypadek zawału i innych okoliczności przyrody, które uniemożliwiłyby mi wykonanie prania, nauczyłam moje dzieci dość wcześnie jak ujeździć smoka. 
I tu z dumą muszę się pochwalić, że z grubsza zajarzyli segregację kolorystyczną, wiedzą gdzie się sypie proszek, a gdzie leje płyn, znają te wszystkie oznaczenia typu kropelki, spiralki, itp., wiedzą co to wool, a co to cotton, oraz został im dość dosadnie zobrazowany fakt, że w razie gdyby matka miała zawał, a oni wstawialiby pralkę i nie daj jakikolwiek boże wypraliby cokolwiek innego niż białą bawełnę na 90 stopniach, to lepiej dla nich, żeby matka tego zawału nie przeżyła. 
Natomiast po opowieści bratowej, jak to adidas brata wybił szybę w pralce i przeleciawszy przez kuchnię uszkodził ostatecznie drzwiczki od szafki- wszyscy przyswoiliśmy także zasady pralkowego BHP . 
Swoją drogą uważam, że właśnie takich rzeczy powinni w szkole na fizyce uczyć! Nigdy nie zapomnę za to, czego uczyli. Wryło mi się w pamięć takie zadanie: ile wynosi siła odśrodkowa, która oddziałuje na samochód o masie 600 kg, jadący 92 km/h i wchodzący w 50m łuk zakrętu.
Nigdy tego nie zapomnę, bo mi się na głos wyrwało "ja pierdolę". 
A była to bodajże I klasa LO i chwilę wcześniej pani nauczycielka zapewniała, że fizyka nam się w życiu przyda. Zwłaszcza jak ktoś będzie chciał zostać samobójcą chyba. To se przed rozpieprzeniem na drzewie przy wejściu w ten zakręt, z tą prędkością, siłę odśrodkową wcześniej, kuźwa,  obliczy.
A wracając do tematu- rzecz się działa w poniedziałek. To znaczy w poniedziałek mój syn nie mógł znaleźć skarpetek. Jak powszechnie wiadomo poniedziałek jest po niedzieli. Tej,  w którą prałam.
Zatem sztachnęłam się inhalatorkiem i poszłam knuć. Po naradzie wojennej z mężem zawołaliśmy dwóch na trzech synów i ogłosiliśmy co następuje.
Moje dzieci maja swoje obowiązki, do których należy m.in. dbanie o własny pokój. I nie, nie chodzi o to, żeby kolorystycznie w szafie układać ubrania (choć mi matka kazała), ale chodzi o to,  żebym ja się nie bała wejść tam bez kombinezonu ochronnego. Tego, co to się go używa mając do czynienia z bronią biologiczną. A później dodałam, że jak się chodzi do pracy i nie wykonuje swoich obowiązków, to niestety można się często pożegnać z wypłatą. I tu wymownie spojrzałam na kalendarz, gdyż zbliżało się kieszonkowe. I powiedzmy, że na tym podłym szantażu temat zamknęliśmy, z bardzo niepewnym skutkiem.
Do wczoraj.
Albowiem wczoraj, gdy stałam w sklepie przy kasie zadzwonił do mnie Szara Eminencja. Jako, że zawsze odbieram telefon od własnych dzieci, bo jak już pisałam jestem matką przezorną, a poza tym w ogóle jestem matką, co już czyni mnie osobą świadomą faktu, jak głupie pomysły przychodzą dzieciom do głowy i pozwala snuć wizje, co tam się mogło podczas mojej 15 minutowej nieobecności wydarzyć. Zatem odbieram ten telefon i słyszę
-Czy tego mopa parowego, co mamy, można używać w poziomie?
I do pobliskiego sklepu to ja już w życiu nie pójdę, bo se siary narobiłam, jak z wrażenia wyszłam z tą czekoladą nie płacąc. Żadnych zasad. Wszędzie materialiści...


środa, 16 września 2015

Tymczasem w Tesco...

Ostatnio utwierdziłam się w przekonaniu, że oto właśnie stałam się sławna, gdyż moi synowie stali się rozpoznawalni.
Mnie niestety nikt nadal nie rozpoznaje, ale gwoli ścisłości robię często zakupy bez makijażu, toteż obiektywnie rzecz biorąc- wcale się nie dziwię.
W każdym razie od kilku tygodni, na każdych zakupach, ludzie w markecie od czasu do czasu się do nich uśmiechają (tym takim uśmiechem "ejjjjjjj, gdzieś cie już widziałem") lub pokazują im kciuki w górę, a oni jak celebryci z Pudelka pozują lepszym profilem, rozdając promienne uśmiechy na prawo i lewo.
I tak oto wczoraj wiele się wyjaśniło, a moje nadzieje zostały po raz kolejny brutalnie rozwiane.
Kiedy, na litość Bobra, "będziemy przy regale z zabawkami" przestało oznaczać, że oglądają lego?!



czwartek, 10 września 2015

o pierwszej ucieczce syryjskiej rodziny z Polski oraz o tym, czego jeszcze nie wiedzą

Właśnie przeczytałam w "na temat", że w Śremie skandal i granda!
Otóż pierwsza syryjska rodzina... dała nogę z Polski.
Ksiądz Adamski, za radą papieża Franciszka, zaprosił do parafii kilka miesięcy temu syryjską rodzinę z trojgiem dzieci. I tu trzeba dodać, że ksiądz i jego parafianie naprawdę się postarali- załatwili uchodźcom mieszkanie z zasobów Spółdzielni Mieszkaniowej na nowym osiedlu, dali wikt i opierunek, dzieciakom załatwili miejsce w szkole katolickiej, a rodzicom pracę.
"– Naprawdę zagwarantowaliśmy im wszystko. Internet, telewizor, nawet rowery dostali. Wyglądało na to, że się u nas dobrze czują – dodaje. (ksiądz)

Księdza Adamskiego i innych zainteresowanych pomocą Syryjczykom spotkało jednak niemiłe zaskoczenie. W poniedziałek rano zorientowali się, że rodzina spakowała się i wyjechała. Jak się dowiedzieli, za zachodnią granicę – do Niemiec. – Nie powiedzieli ani słowa. Nawet nie podziękowali. Jak się z tym czuję? Jak każdy, kto dostarczyłby pomoc, a został potraktowany w ten sposób. To niepojęte – stwierdza duchowny."

Artykuł kończy się jednak optymistycznym akcentem, że przyszli uchodźcy nie będą mieli prawa wyboru kraju docelowego. Zostaną w danym kraju zarejestrowani, zostaną także pobrane od nich odciski palców, a w momencie uzyskania zgody na azyl- koniec z przemieszczaniem się po UE.

W ramach sprawiedliwości od siebie dodam, że gdyby ktoś chciał umieścić moje dzieci w katolickiej szkole zapewne też bym spieprzyła ;)
Natomiast w ramach dmuchania na zimne, tym razem Śremianom proponowałabym nie dawać przyszłym uchodźcom rowerów ;)

A z innej uchodźcowej beczki- właśnie dowiedziałam się (również dzięki "na temat"), że Polacy wcale nie są nieżyczliwie nastawieni, bo przygotowują dla uchodźców poradniki życia w Polsce.
I po prostu musicie to przeczytać, bo to jest boskie:

http://natemat.pl/154235,onijeszczeniewiedza-czyli-goracy-hashtag-z-ktorego-usmiejesz-sie-do-lez-przeglad-najlepszych-tweetow

Zatem
#OniJeszczeNieWiedzą, że jak znajdą pracę emeryturę będą mieć w Polsce godną. Godną pożałowania.

ktoś ma jeszcze coś do dodania? ;)

środa, 9 września 2015

Asida Turawa...relacja i apel byłego uchodźcy

Widać agresja i postawa roszczeniowa obecnych uchodźców, tłumaczona tak chętnie frustracją przez część naszych wielkodusznych rodaków, nie jest taka oczywista....nawet dla byłych uchodźców.
Bardzo serdecznie polecam Państwu ten tekst, w ramach ćwiczenia w zrozumieniu co oznaczają, te wyśmiewane i ponoć nieistniejące, różnice kulturowe.
Autorką jest Pani Asida Turawa, a sam teks pochodzi z jej facebookowej strony i został na chwilę obecną udostępniony przeszło 18 tysięcy razy.

"Jestem imigrantem. Przeniosłam się do Polski z Kaukazu jakieś pół życia temu. Nie jestem katoliczką. Wychowano mnie w innym wyznaniu, w innej kulturze z innymi tradycjami. Byłam uchodźcą. Uciekałam przed wojną i wiem jak to jest. Z autopsji. Jestem tolerancyjna, daleko mi do ksenofobii czy nacjonalizmu, bo to wszystko, czego się ksenofob boi najbardziej - to ja.

Uciekałam przed wojną z mamą, ciocią i moimi dwiema siostrami. Tak, łódką, pamiętam jak dziś. Nie było z nami taty, wujka, a nawet dziadka, tata z innymi mężczyznami walczył o swój, nasz kraj. Uciekałyśmy do Rosji. Nie wybierałyśmy kraju ze względu na dobrobyt czy możliwości. Uciekałyśmy do najbliższego bezpiecznego miejsca, by być jak najbliżej taty i móc jak najszybciej wrócić do domu, gdy tylko się da. Nie wszyscy byli zachwyceni tym, że oto przypłynęłyśmy. Ale o nic nie prosiłyśmy, niczego się nie spodziewałyśmy. Mówiłyśmy po rosyjsku i byłyśmy kulturalne, grzeczne do przesady i pełne szacunku dla ludzi, którzy chcieli nam pomóc. Do dziś nie wiem, jak mama to wszystko wtedy załatwiała, że miałyśmy gdzie spać, co jeść. Dołączyła do znienawidzonych przez ludzi tzw „spekulantów” z wielkimi plastikowymi torbami, którzy handlowali czym mogli na ruinach byłego związku radzieckiego. Moja mama - filolog, muzyk, pianistka.
Pamiętam, że przygarnęło nas na jakiś czas sanatorium dla dzieci z chorobami skóry. To nie były dzieci ze zwykłą wysypką, tam były naprawdę przerażające choroby, dzieciaki wyglądające jak 90-letnie starcy... My byłyśmy przerażone, pierwszą reakcją było odrzucenie, ale dorośli bardzo szybko wytłumaczyli nam, że tu żyjemy na ich zasadach. Jemy z nimi, kiedy oni jedzą, śpimy wtedy, kiedy oni śpią, oglądamy telewizję i bawimy się razem z nimi, bo jesteśmy tu gośćmi.
Przyjechałam do Polski. Potem już, po latach, na studia. Za sprawę honoru uznałam poprawne wysławianie się bez akcentu, możliwość rozmowy z Polakiem na tematy, które są Polsce i Polakom bliskie, bez pytań "jak się Pani podoba w naszym kraju”, jeśli to miał być mój kraj. Nie chodziło o zdradę własnej kultury czy tradycji, bo poznawanie innych kultur wzbogaca naszą własną, chodziło o szacunek dla ludzi, z którymi żyję.
Świętuję razem z teściami katolickie święta. Z miłości do mojej rodziny, z szacunku, ze zwykłej grzeczności i uprzejmości w końcu. Nikt nie każe mi iść do komunii, ale nic mi się nie stanie, jeśli ładnie się ubiorę i kulturalnie zasiądę do stołu. Odwiedzając kogoś w jego kraju, świątyni, domu zastosuję się do jego zwyczajów. Jestem tolerancyjna. Bardzo. Czuję się obywatelem świata i nikomu nie zaglądam do łóżka - wszystkie kolory skóry i tęczy są dla mnie tak samo wartościowe. Ale tolerancja nie polega na ślepej akceptacji wszystkiego jak leci. Może i jestem hipokrytą, ale moja tolerancja jest wybiórcza, bo nie toleruję zła. Nie toleruję agresji i sytuacji, w której drugiej osobie dzieje się krzywda. Jeśli tradycja wymaga okaleczenia, gwałtu, pobicia, to moja tolerancja nie sięga tak daleko.
Świat nie jest czarno-biały. Między „jestem na tak” i „jestem na nie” istnieje jeszcze całe mnóstwo półtonów i niuansów. Kiedy ktoś mówi o „dzikusach” i „brudasach” ja pierwsza się oburzam, ja też jestem tym "dzikusem", tym "brudasem", spójrzcie na mnie, żyję z wami od lat. Przecież wśród tych ludzi mogą być lekarze, wielkie talenty i po prostu kulturalne i otwarte osoby, które nie zasługują na to, by się ich bać. Kiedy ktoś mówi, że nie warto pomagać, bo sami mamy niewiele, nie mogę się zgodzić. Ale ludzie, którzy nie szanują jedzenia na tyle, że śmieją je wyrzucać, widocznie nie potrzebują tej pomocy. Nigdy nie zapomnę smaku obrzydliwej zupy w proszku, którą jako uchodźcy dostałyśmy od kogoś, płakałyśmy i jadłyśmy ją, prawdziwa potrzeba nie pozwala wyrzucać jedzenia.
Nie zajmę stanowiska w sprawie uchodźców, bo jeśli zranię tym chociaż jedną osobę, która ratując się przed wojną przybywa z pokorą, szacunkiem i wdzięcznością, to nie będzie warto. Tym bardziej, że to samo spotkało kiedyś mnie i moją rodzinę. Tyle że w mojej historii młodzi mężczyźni nie porzucali swojego kraju, żeby wyruszać do bardzo odległych geograficznie i kulturowo państw, by obrzucać odchodami autobusy na granicy, wyciągać kobiety z samochodów za włosy, bić je i kopać z powodu bluzki z dekoltem, a potem gwałcić, tymże dekoltem usprawiedliwiając swoje zachowanie. Ktoś, kto nie szanuje drugiego człowieka na tyle, że w jego własnym kraju, udzielającym azylu, śmie podnieść na niego rękę - nie jest uchodźcą, proszę mi wierzyć. I proszę, nie odbierajcie mi prawa bać się tego kogoś, zarzucając mi nacjonalizm, ksenofobię, zacofanie i nietolerancję, te rzeczy są mi obce, brzydzę się nimi. Tak jak brzydzę się gwałtem i przemocą."



wtorek, 8 września 2015

Poradnik dla tych, którzy chcą być humanitarni....czyli o tym, jak dziś trzeba wyzbyć się inteligencji, żeby nie wyjść na rasistę

W ostatnich dniach część z Państwa bardzo usilnie starała się mnie i myślących podobnie do mnie obrazić, gdy wyraziliśmy swój sceptycyzm odnośnie hurraoptymizmu dotyczącego sprowadzenia jak największej liczby uchodźców do Polski/ Europy.
Nie, nie jestem autorką tekstów "jebać ciapatych", "zagazować", "zbombardować", itd.
Tak, zaznaczyłam, że bezsprzecznie spotkała tych ludzi wielka tragedia (tych, którzy są faktycznie wojennymi uchodźcami i tym ludziom należy pomóc).
Nie przeszkadza mi żaden kolor skóry, odmienny od mojego.
Mimo wszystko, część z Państwa (niestety ta mniejsza część porządnych ludzi) nazwała mnie na fejsie bardziej lub mniej bezpośrednio rasistką, ksenofobem,osobą z brakiem empatii, a nawet manipulatorką (mimo, iż z pisania kompletnie żadnych zysków nie mam. Nie mam nawet reklam na blogu, więc nie do końca zrozumiałe jest dla mnie w jakim celu miałabym kimkolwiek manipulować).
To smutne w każdym razie.
Chlip, chlip, chlip.
Moja wczorajsza cukinia na obiad nie smakowała już tak samo jak przedtem.
Aby się zrehabilitować w Państwa oczach i nie pozwolić na podobne błędy innym blogerom, czy też ogólnie osobom wypowiadającym się publicznie, przeanalizowawszy dokładnie Państwa wypowiedzi, postanowiłam napisać krótki poradnik o tym, jak być dobrym człowiekiem.
Jak być człowiekiem humanitarnym.
Ściśle według Państwa definicji HUMANITARYZM W 20 PUNKTACH :)

Punkt pierwszy
Nie wolno Ci posiadać wątpliwości. Walisz za tłumem skandującym miłe hasła- tak robią dobrzy ludzie. Im mniej się znasz na ekonomii i wiesz o dziurach budżetowych ojczystego kraju, tym lepiej. Nie musisz odpowiadać sobie na pytania typu "co ma do zaoferowania uchodźcom Polska, która nie pokrywa podstawowych potrzeb, typu opieka zdrowotna,nawet swoich własnych obywateli?"
Jak Cię ktoś o to zapyta: wyzwij od rasistów.

Punkt drugi
żongluj historią. Ludzie sobie pomyślą "mójbosze, jaki on mądry, tyle wie! Taki mądry człowiek na pewno ma rację" i już są Twoi! Ludzie są leniwi, nie sprawdzają faktów, mało kto się historią interesuje. To nie Pudelek.
Opowiedz im zatem, jak to Polacy w Iranie w czterdziestym drugim, z 75% przewagą zdrowych mężczyzn w sile wieku, kroczyli plując od czasu do czasu pomagającym ludziom dobrego serca w twarz i dostali schronienie. Udowodnij im, że tak właśnie wyglądali i zachowywali się Polacy i w ogóle wszyscy wojenni uchodźcy.

Punkt trzeci
Choć raz wspomnij o Unii. Najlepiej coś takiego, bo to jest level expert:
 "a jak Unia pieniążki dawała, to się łapy wyciągało, a pomagać to teraz nie ma komu"
Dorzuć "typowe", aby zakończyć mocnym akcentem.
Nie musisz wiedzieć, że Unia pieniążków nie dawała za frajer. A nawet, że Afryka nie należy do Unii więc nie mamy wobec niej zobowiązań politycznych. Nie musisz wiedzieć, że Polska ma prawo negocjować, nie zgadzać się, proponować i że Unia służy do wzmacniania państw członkowskich, a nie pogłębiania ich chujowej sytuacji.
Jak ktoś ci o tym napisze, to to właśnie jest ksenofobia.
Nie zapomnij mu o tym powiedzieć.

Punkt czwarty
Koniecznie napisz, że to Europa jest winna zaistniałej sytuacji.
Jak ktoś napisze, że gówno prawda, bo Syria zmaga się z wojną domową, odpowiedz, że to są tylko oficjalne wiadomości.
A prawdy są dwie, jak ze Smoleńskiem.
Wyzwij od idiotów.

Punkt piąty
Pamiętaj żeby ufać swoim przeczuciom. Jeśli Twoje serduszko podpowiada Ci, że będziemy bezpieczni to znaczy, że będziemy bezpieczni. Pamiętaj również, że to Ty, ja, pani Kowalska i Pan Malinowski jesteśmy ekspertami od wszystkiego. Jak na prawdziwych Polaków przystało. Jesteśmy ekspertami także od kwestii bezpieczeństwa narodowego, bo czemuż by i nie? Co na Bobra o bezpieczeństwie może wiedzieć jakiś Polko? (http://www.fronda.pl/a/gen-polko-polska-nie-poradzi-sobie-z-nielegalnymi-imigrantami,56391.html   tak wiem, że źródłem jest Fronda, ale wywiad to wywiad, mnie nadal nie interesuje stanowisko redaktorów portalu)
I że co, że generał w stopniu doktora nauk wojskowych? Że pracował w Iraku? Że były dowódca GROMu? Że zajmował się bezpieczeństwem narodowym?
 Weź im powiedz tak:
"a co to, kuffffa, za autorytet?!"
albo
"w dupie był, gówno widział"
to też jest dobre, hehehehe.
Gwarantuję pełen sukces, szczękę będą mieli na ziemi.
Pamiętaj, że rozmawiasz z idiotami.
Oni w sprawie in vitro chodzą do lekarza, a nie pytają Zelnika, czy księdza.
Barany.

Punkt szósty
Wyśmiej terroryzm.
Spytaj retorycznie, jak niby, kuźwa, terroryści mieliby się przedostać przez granicę z setkami tysięcy osób o nieznanej tożsamości?
Popukaj się przy tym palcem w czoło.
Nie zobaczą tego, ale i tak wymowne.

Punkt siódmy
Wyśmiej różnice kulturowe.
Wszyscy jesteśmy ludźmi i to się liczy, nie powinno nam przeszkadzać, że pewną butę i pogardę dla innowierców porażająca część młodych islamistów wysysa już z mlekiem matki.
Zresztą jakie to różnice, że co? Że można mieć cztery żony? Toć należy im współczuć- cztery teściowe.
Że tam sypiają z kilkuletnimi żonami? A co, nasi księża nie sypiają? Wszyscy raptem święci?
Że homoseksualistom urządzają publiczne egzekucje? A nasi to co, tęczy nie palili?
Że w poradnikach podróżniczych zaleca się nie kokietowanie Syryjczyków, gdyż to dla nich sygnał do seksu? (nie, nie podają, czy kokietowanie to muśnięcie reki, zalotny uśmiech, czy choćby spojrzenie w stronę Syryjczyka). A mało to w Polsce spraw sądowych o niezrozumienie kobiecych intencji? Kobiety mają zatem doświadczenie. Same sobie winne, prowokują lafiryndy to mają, wiadomo.
I jak się tak przyjrzysz, to wychodzi na to, że jesteśmy tacy sami.
Jak Ci nie wychodzi to przechyl głowę. Zmruż oczy. A teraz je zamknij i sobie wyobraź, że przecież wszyscy mamy głowy, nosy, dupy, ręce- no tacy sami, ewentualnie trochę inni.
Porównaj takiego Polaka i Anglika, wszak wiadomo ilu Polaków w Anglii.
Oni też równie egzotyczni kulturowo, a jakoś Polacy z nimi żyją.
Można? Można.


Punkt ósmy
Napisz o Polakach na emigracji.
Tajemnicą poliszynela jest, że te nieroby boją się o własny socjal, dlatego nie chcą się dzielić. Ubliż wszystkim, to patologiczny margines, nieudacznicy.
Podkreśl, że gdyby było inaczej, żyliby sobie spokojnie w Polsce. W końcu uczciwi i wykształceni ludzie nie muszą wyjeżdżać, tylko żyją sobie godnie w ojczystym kraju miodem i mlekiem płynącym.
Nic dziwnego, że taka hołota pisze o innych nieudacznikach, co to im ciężko: np. emerytach, rencistach, czy tych niby zapieprzających za najniższą krajową.
Przygadaj im, że trzeba się było uczyć!
Każdy ma to, na co zasłużył, jak nie mają na chleb niech se żrą ciastka i takie tam.
Na koniec udowodnij im, że się mylą ostatecznie. Powiedz im, ile masz kasy. No bo jak, kuźwa, w Polsce może być bieda, skoro Ty jesteś bogaty? A skoro jesteś bogaty, to stać nas na pomoc absolutnie wszystkim potrzebującym i basta.

Punkt dziewiąty
Nie odpowiadaj na poniższe pytania:
Jak polska służba zdrowia poradzi sobie z egzotycznymi chorobami, wszak to inny klimat, skoro na leczenie rodzimych nie ma funduszy?
Czym się z uchodźcami dzielić- dziurą budżetową, śmieciówkami, chlebem, którego nie ma dostatecznie dużo w domu rencisty, który na miesiąc ma 700 zł?
Gdzie ich zaprosić? Do niedogrzanych mieszkań emerytów, z których ponad 50% żyje za mniej niż 10 zł dziennie? Władze mają zamiar im szałasy wybudować, czy pozabierać wszystkie dostępne mieszkania socjalne?
Jak sobie poradzimy z odmienną kulturą, w której dominuje agresja i pogarda do wszystkiego co nie po myśli?
Czy to prawda, że liczby oficjalne uchodźców należy pomnożyć, gdyż każdy ma prawo ściągnąć do siebie rodzinę, a jak wiadomo samych żon może być 4, co do dzieci to nie ma limitów?
To prowokacja, a Ty nie jesteś głupi.

Punkt dziesiąty
Nie daj sobie pierdolić o jakimś raporcie UNICEFu, że tam niby polskie dzieci wśród tych najbiedniejszych w Europie i same potrzebują pomocy. Bieda, to jest jak się zarabia jednego dolara dziennie. Jak się zarabia najniższą krajową, to już można się podzielić. Zaśpiewaj "Wszystkie dzieci nasze są" Majki Jeżowskiej i rzuć w adwersarza zdjęciem martwego dziecka uchodźcy. To go wpędzi w poczucie winy za śmierć nawet tych dzieci, których rodzice, jak donoszą media i siostra ojca, wybrali się z Turcji do Grecji po socjal, w tym nowe zęby.


Punkt jedenasty
W przypadku, gdy rozmówca z punktu dziesiątego, który dostał w twarz zdjęciem martwego dziecka okaże się być potworem bez uczuć i wyjedzie z tragiczną sytuacją polskich rodziców dzieci niepełnosprawnych i samych dzieci oczywiście- zignoruj go.
Co będziesz gadał z takim brodzikiem intelektualnym bez serca...

Punkt dwunasty
Pamiętaj, że nie sztuką jest dostrzec tragedię za ścianą, gdy polskim rodzicom dzieci odbiera się z biedy.
Wszak to pod nosem, każdy głupi by zauważył.
Prawdziwie wrażliwy człowiek widzi tragedię daleko, tam, gdzie inni nie dostrzegają, choćby na wojnie.

Punkt trzynasty
Pamiętaj, że media kłamią.
Wszelkie relacje z obrzucanych gównem autokarów, wszelkie filmiki z YouTube o wyrzucaniu żywności przez (przecież głodnych) uchodźców, jak i wszelkie doniesienia o gwałtach na wolontariuszkach, napadach na ludność cywilną goszczących krajów, nietolerancji islamistów względem kultury europejskiej są nieprawdziwe. Nawet te pisane/nagrane przez ludzi, którzy mają/mieli bezpośredni z uchodźcami kontakt. To manipulatorzy i kłamczuszki.
Zresztą sfrustrowanym ludziom wolno więcej.
Znaczy nie Tobie. Ty jak byś pieprznął kamieniem w okno sąsiadów w ramach frustracji, bo jak porażającej części Polaków, jest Ci coraz trudniej związać koniec z końcem miałbyś mały problem.
Nie kłamie np. Gazeta Wyborcza​, która strzela przypadkowe foty uchodźcom, pokazując jaka jest prawda. A prawda jest taka, że tam na każdym zdjęciu jest kobieta z dzieckiem. A nie jak twierdzi ten głupi ONZet, że 75% uchodźców to mężczyźni.
Nie pomyl co jest manipulacją, to ważne.

Punkt czternasty
Popieraj wszelkie inicjatywy humanitarne wobec uchodźców.
Jak na przykład rozdawanie mieszkań socjalnych w Gdańsku.
One i tak miały trafić do patologii- wiesz, ludzi najuboższych, niepełnosprawnych z niskimi dochodami, sierot z domów dziecka, ofiar niebieskiej linii, itd. Zresztą na takie mieszkanie czeka się kilkanaście lat. Czekali? To poczekają dalej. I nie ma tematu.

Punkt piętnasty
Koniecznie udowodnij, że możesz oszacować ludzkie cierpienie.
Z przekonaniem opowiedz o tym, jak to śmierć zastrzelonego dziecka w kraju ogarniętym wojną bardziej boli od śmierci dziecka w europejskim kraju, który nie refunduje wielu leków ratujących życie, bo go na to nie stać.

Punkt szesnasty
Wytłumacz raz i dosadnie tym idiotom, że gdyby nie byli tacy sceptyczni, to ci wszyscy młodzi uchodźcy, płci męskiej, zabraliby swoje rodziny. A tak to co? Mieli oglądać ich niezadowolone gęby? Jeść na Węgrzech jakieś gówniane kanapki? To chyba logiczne, że pozostawienie swoich żon i dzieci w strefie wojny było dla nich bezpieczniejsze. Na koniec powiedz, że każdy szanujący się mężczyzna zrobiłby dokładnie tak samo, Twój mąż również (panowie heteroseksualni mogą podać za przykład siebie lub własnego ojca, wuja, brata, dziadka, itd.).

Punkt siedemnasty
Jak Ci się skończą argumenty krzycz o wstydzie.
No napisz po prostu "wstyd" i postaw dużo wykrzykników.
To bardzo wymowne i przekonujące.
Gwarantuje Ci, że rozmówca będzie się wstydził, że w ogóle rozmawia.


Punkt osiemnasty
Porównaj chrześcijaństwo z islamem.
Opowiedz tym gamoniom i ignorantom, że i tu i tu są święte wojny, honorowe zabójstwa i samobójstwa, że taki rodzimy moher od fanatyka islamskiego to właściwie niczym się nie różni. I jeden, i drugi może np. zjeść swoją żonę (http://www.polishexpress.co.uk/dajemy-ci-przyzwolenie-na-zjedzenie-swojej-zony-ale-tylko-wtedy-gdy-bedziesz-naprawde-glodny/) itd.
Niech się uczą, nieuki cholerne.

Punkt dziewiętnasty
Odnośnie terroryzmu, narzucania kultury islamskiej, itd.- nie daj sobie wmówić, że Polacy nie powinni działać zgodnie z hasłem "mądry Polak po szkodzie". To przysłowie. Przysłowia są mądrością narodów.
Skąd kto może wiedzieć, jak to będzie? Argumenty o tym, jak to wygląda załóżmy we Francji systematycznie ignoruj, bowiem naukowo dowiedziono, że człowiek nie jest w stanie przewidzieć, że ogień parzy, dopóki nie wsadzi łapy.
Nie pamiętam naukowca tylko, być może ksiądz Oko.

Punkt dwudziesty i najważniejszy
Absolutnie nie daj sobie wmówić, że państwo w pierwszej kolejności powinno zadbać o swoich obywateli i nie szarpać się na pomoc, na którą go nie stać. Nie daj sobie wmówić, że pomoc też może być szkodliwa. Że nie sztuką jest pomagać jednym, kosztem drugich. I że istnieje zjawisko wylania dziecka z kąpielą.
I pamiętaj- w kwestiach formy pomocy, ilości optymalnej uchodźców dla Polski, itp. nie czekaj absolutnie na żadne opinie ekspertów z różnych dziedzin.
Krzycz głośno i namiętnie.
Ludzi o odmiennym zdaniu koniecznie obrażaj. W końcu wiesz najlepiej. Jesteś specem od wszystkiego: kulturoznawstwa, socjologii, psychologii, bezpieczeństwa wewnętrznego, ekonomii, itd.

Jeśli spełniłeś którykolwiek z punktów, nie mówiąc o wszystkich
JESTEŚ HUMANITARNY, ŻE JA PIERDOLĘ!!!!
Moje gratulacje, Mistrzu!
Chapeau bas!

(nie)typowa Matka Polka

niedziela, 6 września 2015

O granicach, zasadach i uchodźcach, którzy nie są świętymi krowami, ile by nie wycierpieli...

Wiecie co mnie przeraża w sytuacji z uchodźcami najbardziej?
To, że co by uchodźcy bezapelacyjnie złego nie zrobili, to "wrażliwi" cały czas ich usprawiedliwiają.
Obrzucają kamieniami domy, bogu ducha winnych, cywilnych ludzi w Grecji- są sfrustrowani niemożnością dostania się do Niemiec.
Dewastują autokar, w którym jechał pan Bulonis, rozkradają bagaże podróżnych, napadają na ludzi- jak wyżej, czysta frustracja, przecież nie z ich winny.
Wyrzucają żywność darowaną im na Węgrzech- są zdeterminowani, w końcu obrali sobie za kierunek Niemcy.
itp.
itd.
To ja się chciałam tych "empatycznych" o coś zapytać.
Szanowni "Empatyczni", ja mam znajomą, która ma niepełnosprawne dziecko.
W stopniu znacznym. Nawet bardzo.
I ona codziennie walczy o życie tego dziecka.
Co nie jest łatwe, bo brakuje jej środków, a państwo polskie....pisałam o tym ostatnio, więc tym razem przemilczę.
Jak i przemilczę to, że brakuje jej sił.
W każdym razie dążę do tego, czy jak moja znajoma spotka państwa na ulicy, to czy może Was fekaliami wysmarować?
Albo Wasze domy kamieniami obrzucić?
Albo zastraszyć Was i Wasze dzieci?
Bo ja ręczę, z ręką na sercu, że sfrustrowana jest bardzo, ale to bardzo. Jej sytuacja nie zmienia się od jedenastu lat, także sami Państwo poziom frustracji rozumiecie. A, że jesteście tak zachwycająco empatyczni i wyrozumiali mniemam, że co Wam nie zrobi- przyjmiecie z pokorą?
Pani Emilia, mama Laury (bardzo chorej Laury) z bloga "Kochamy Laurę" (http://www.kochamylaure.pl/), napisała całkiem niedawno kilka bardzo mądrych zdań, pozwolę sobie zacytować:
"Wcale nie jest prawdą, że dla swoich chorych dzieci ich rodzice mają prawo zrobić dosłownie wszystko, ponieważ nawet tutaj obowiązują pewne granice. Mogą oni zrobić naprawdę wiele, wszystko co w ich mocy, ale tylko do momentu, w którym nie naruszają praw innych ludzi. Bo jest jedna ważna zasada, która powinna obowiązywać absolutnie wszystkich: „moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się twoja”."

I tu pragnę położyć nacisk na ABSOLUTNIE WSZYSTKICH.
Także uchodźców.

Nie chcę słuchać już o frustracji uchodźców.
Co będzie następne?
Tłumaczenie gwałtów niezrozumieniem różnicy kulturowej?

Wszyscy pytają, co jest w obecnej sytuacji w Europie potrzebne?
Granice i zasady.
Tak uważam.
Oraz trzymanie kciuków, aby uchodźcy w Niemczech znaleźli upragniony raj i mieli jak najmniej powodów do frustracji.
Dla bezpieczeństwa nas wszystkich.

czwartek, 3 września 2015

o "polskim raju" pod kątem uchodźców....napiszę szybko, póki mnie jeszcze szlag nie trafił...

Wiecie co, uważam, że cierpieć to jednak trzeba medialnie.
Lepiej masowo, niż w pojedynkę.
Wtedy to cierpienie się lepiej sprzedaje, lepiej dociera do ludzi "wrażliwych".
I tylko tak można coś zyskać.

Weźmy na ten przykład uchodźców.
Ich cierpienie jest bezsporne.
Wojna- wiadomo- tragedia.
Zdjęcia potopionych dzieci- wiadomo- dramat.
Desperacka walka o życie- przerażające sceny.
Pomijam komentarze "haha, dobrze ciapakom, szkoda, że tak ich mało tam było"- pisze tak patologia, to też wiadomo.
Nikt o zdrowych zmysłach nie zaprzeczy, że tym ludziom należy pomóc.

W każdym razie nie opłaca się być skromnym polskim emerytem.
Takim z najniższą emeryturą.
Niby jest ich sporo, bo przecież ponad 50% polskich emerytów żyje (czyt. wegetuje) za 10 zł dziennie lub mniej, ale i tak nie przyjeżdżają do nich media z całego świata.
Ich domu nie zburzyły bomby.
Mają dach nad głową.
Co z tego, że wewnątrz chałupy grzyb, a w zimie potrafi być na plusie tylko kilka stopni. To nie powód, aby wołać dla nich o ratunek.
Nie muszą kraść jedzenia.
Zresztą są na to zazwyczaj zbyt dumni. Przedwojenna szkoła.
Mogą po prostu nie jeść.
Mogą po śmietnikach pochodzić, dorobić coś sprzedając złom, butelki...tyle alternatyw...
Oczywiście jeśli są w stanie, chociażby się schylić.
Na leki ich nie stać?
Trudno.
Który lekarz na NFZet będzie leczył 80-latka, przy tych funduszach, którymi dysponują polskie szpitale?
Część z nich nie ma rodziny, część rodzin nie może pomóc? Spoko, przy dobrych wiatrach wpadnie ktoś z MOPSu na dwie godziny, nakarmi, chałupę ogarnie, ciało przerzuci, coby odleżyn większych nie było, a później zadzwoni na 112 i powie "ja opiekunką jestem, pan Iksiński nie oddycha".
Jak się umiera będąc starszym, niedożywionym, wymęczonym, z depresją i (na złość chyba) we własnym mieszkaniu, to takie niemedialne...takie, kurwa, codzienne....takie, kurwa, zbawienne (?!)

Zresztą, a propos szpitala, wy chorzy też nie macie co biadolić.
Uchodźcy z Libii nie są winni swojej sytuacji...no Wy wprawdzie zazwyczaj też swojej nie jesteście. W końcu mało kto wybiera sobie, dajmy na to, raka.
A w telewizji mówili, żeby się badać, nie?
Choć w telewizji nie mówią, że lekarze skierowań na te badania nie chcą dawać, że są limity, kto pierwszy ten lepszy. Kolejki tak długie, że niedługo wprowadzą chyba prawo dziedziczenia. Przynajmniej wtedy ktoś z danej rodziny skorzysta, bo potrzebujący już od dawna będzie w piachu.
Bo liczy się czas przecież.
Co tam słychać na oddziale?
Przestarzały sprzęt? Braki w lekach przeciwbólowych? Limitowane chemie? Kilkumiesięczny czas oczekiwania na operację? Część leków ratujących życie nierefundowana? Pojebane przepisy? Lekarze, sfrustrowani tym całym gównem nie mniej niż pacjenci?
Ciiiiiii, nie mówmy o tym, że już nawet Rumunia wyprzedza Polskę w skutecznym leczeniu raka.
To się nie dzieje....przecież nie grozi Wam utrata życia za wiarę.
Takie ścięcie głowy, to jest dopiero okropne.
Takie straszne, brrrrrrrr.
Nie to, co umieranie w bólu na raka, na którego się nie musiało umrzeć. To z kolei takie powszechne przecież...

Co tam u Was słychać, renciści?
Wykupujecie wszystkie leki?
Rehabilitujecie się intensywnie, jak panbuk i panZUS przykazał?
Szastacie na prawo i lewo stówkami ze swoich królewskich skarbców na specjalistów, gdy NFZet waszej rehabilitacji nie pokrywa w ilościach, które faktycznie mogłyby Wam pomóc?
Mniemam, że tak.
Całe szczęście, że sobie radzicie i nie potrzebujecie niczyjej pomocy. Obawiam się, że i tak byście jej nie dostali.

Jak się macie rodzice niepełnosprawnych dzieci ?
Proszę mi tu bez cyrków, typu prośby o eutanazję dla własnych latorośli, czy tam wystawanie w sejmie, bo ani sił Wam nie starcza, ani funduszy. Zostawieni sami sobie, bez żadnego wsparcia ze strony polskiego państwa.
Do Waszych dzieci nikt z broni nie celuje!
Wasze dzieci często same umierają na Waszych oczach...
 Uziemieni w domu, z wymagającym opieki  24 godziny na dobę dzieckiem, nie jesteście w stanie pracować zawodowo, a państwo rzuca Wam ochłapy, które nie starczają na 1/10 Waszych potrzeb?
I tak od lat?
To się powinniście w końcu przyzwyczaić. Państwo nie może Wam pomóc. Z pustego i Salomon nie naleje, czyż nie to słyszycie? Państwo nie ma dla Was pieniędzy.

Pominę moją ulubioną grupę.
Uczciwie i ciężko pracujący ludzie za najniższą krajową.
Siwiejący przedwcześnie, bo idzie zima, buty dziurawe, trza by kupić i sobie, i dziecku, a na tyle luksusów nie starczy.
Pominę tą grupę z litości.
Aby nie ośmieszać bardziej tych wszystkich "wielkodusznych", "wrażliwych" polityków.

Ile haraczu oddajecie, właściciele budek z goframi, sklepów z legginsami i handlarze pietruszką, do ZUSu?
Ile do skarbówki?
Jaki to procent Waszych dochodów?

Czytam wszędzie, że oszacowano, iż podstawowy koszt utrzymania uchodźcy to 12 tys. zł rocznie.
Znam rencistów co mają np. 700 zł na miesiąc, co daje 8400 zł rocznie zatem.
Tak się zastanawiam też, czy znam za to drugie państwo, które swojego obywatela traktuje gorzej niż uchodźcę?

Czy zatem należy zostawić uchodźców samych sobie, żeby się topili, ginęli w wojnie, byli masowo mordowani?
Rzecz jasna, że nie.

Ja bym sobie jedynie życzyła, aby przestać pierdolić, jak pan Kraśko, że "żyjemy w raju, w porównaniu z tym miejscem, w którym oni żyli".
Pan Kraśko, jako syn pani "carycy" Tierentiew, na pewno żył w raju, w to nie wątpię.
I zaznaczam ten fakt, bo już on sam daje nam obraz, że prawdopodobnie, gdy w domu nie było chleba (bo ktoś zapomniał kupić, rzecz jasna), to się jadło ciastka.
Jest już pan dużym chłopcem, a zdaje się nadal pan myśli, że liczba emigrantów na same Wyspy, która zbliża się znowu do rekordu, to chyba na londyński szoping, kurwa, pojechała. Bo w raju torebek Luisa Vuitton zabrakło...

Pański niestosowny tekst, panie Kraśko, przypomniał mi taką oto sytuację:
znałam swego czasu dom, który był pełen przemocy i agresji, tak słownej, jak i fizycznej. Awantury, rękoczyny, wyzwiska na porządku dziennym. W tym domu był dzieciak, który go szczerze nienawidził i miał serdecznie dość. Raz jeden powiedział do matki, że to syf i patologia. A matka odparła, żeby się dzieciak cieszył, że go ojciec nie gwałci. Bo i tak bywa przecież. I że to jest dopiero patologia.

Morał z tego taki, że masz pan rację, jak i wielu "wrażliwych" internautów, że Polakom nikt głów na ulicach nie obcina, nie gwałci im zbiorowo żon, nie strzela do dzieci.
Polaków wykańcza się po cichu.
W białych rękawiczkach przecież.


P.S. przypływ patriotyzmu, jak zwykle nieoczekiwany i niewytęskniony, zdarza się ku rozpaczy autorki.

P.S.2. zdjęcie pochodzi z neta, z artykułu o eksmisji 95-letniej staruszki. Życie. Jak to "w raju"...


jak szkoła potrafi wykończyć matkę

Me najstarsze dziecko rozpoczęło dziś nowy rok szkolny.
Matka jego sztachała się inhalatorem już 4 razy.
A jest po 8. Przynajmniej u mnie.
Czy matkę denerwuje, że jej dziecko idzie pierwszy rok do secondary school, tym samym- że znowu się postarzało (dziecko, nie matka oczywiście)?
Nie.
Czy matka się boi, że z tym łamanym angielskim sobie nie poradzi?
Nie.
Czy matka boi się szkolnej przemocy, dyskryminacji, niefajnej kadry pedagogicznej, okropnych kolegów i koleżanek?
Nie.
Czy matkę denerwuje jak jej dziecko, tuż przed wyjściem, kładzie się jeszcze na łóżko w marynarce szkolnej, turla się w niej, szlaja, aż rzeczona marynarka wygląda jak psu z dupy wyjęta (choć wczoraj, jak Pan Bóbr przykazał, w stanie idealnym została odwieszona na wieszak wieczorem)?
Tak. (pierwsze dwa machy)
Czy matkę wkurwia, jak jej dziecko po wyprasowaniu marynarki i upomnieniu przez matkę głosem gdzieś z głębi piekła czynność powtarza, przez co i matka musi czynność powtórzyć?
Tak (drugie dwa machy)
A niech się świeci.
Mówiłam, że nie umiem dobrze prasować.
Przynajmniej jest bezpieczny na drodze, taki odblaskowy.
Mach, mach, mach.









środa, 2 września 2015

O drugiej wizycie w angielskim szpitalu

Przyszła kryska na Matyska.
Moje najstarsze dziecko, tłukąc się (kilka dni temu, wieczorem) z młodszym bratem, upadło niefortunnie i złamało palec lewej ręki.
Jako że początkowo ten palec nie wyglądał źle, wspólnie uznaliśmy, że nic mu nie jest, ale niestety rano złośliwie postanowił spuchnąć i zsinieć.
Wcześnie rano.
A w zasadzie o 3 nad ranem obudziło mnie pytanie, jak wygląda martwica.
Uspokoiliśmy go, że martwica wdaje się w palce tylko wtedy, jak dzieci nie wykonują swoich obowiązków.
Pojechaliśmy też do szpitala, gdyż nie dał się oszukać, że naszym Samsungiem robimy mu prześwietlenie i nic mu nie jest, niech wraca spać i my również.
W szpitalu tym razem otwarcie śmiano się z prób wymówienia syna imienia, zwłaszcza w połączeniu z naszym nazwiskiem.
Syn się nie śmiał.
Bał się rtg, bo to miało być jego pierwsze.
Wprawdzie przez godzinę tłumaczyliśmy mu, że położy tylko rękę w odpowiednim miejscu, ciach-pach, cykną mu specjalną maszyną fotę i nawet się nie zorientuje kiedy skończyli, bo zaraz go wyproszą. Niestety, z przyczyn niewiadomych, dziecko nam w kwestiach medycznych nie ufa. Myślę, że niepotrzebnie powiedzieliśmy mu kiedyś, że mikrochirurg to specjalista poniżej metra pięćdziesięciu. Później oglądał jakiś program na Discovery i się sprawa rypła.
Z nerwów, przed badaniem, pielęgniarce powiedział, że urodził się w roku 204, a na moje "ta, jeszcze pani powiedz, że to ty jesteś autorem pierwszych zapisów runicznych", próbował zabić mnie wzrokiem.
Spytał tylko kto robi rtg.
Powiedziałam, że radiolog. Choć w głowie miałam fajniejszą odpowiedź. Jednak nie sądzę, aby wiedział kto to Tomasz Tomaszewski.
Potem zapytał gdzie to zdjęcie trafi.
Do chirurga pewnie, odparłam. I tu poradziłam mu, żeby był otwarty. Wszak chirurdzy lubią otwartych ludzi.
Pytał też, czy przy nastawianiu kości dostaje się narkozę i chciał, abym mu wytłumaczyła dlaczego to zależy od słuchu lekarza. I dlaczego głusi lekarze nie dają.
Śmiałam się jak zwykle sama.
On miał bardzo duże oczy.
Poczucie humoru po ojcu odziedziczył, widać.
Później syn powiedział żebym spoważniała, bo ma obiekcje, co do bagatelizowania jego stanu. A przecież ręka może mu odpaść, czy coś, bo czuje jak mu dziwnie sztywnieje i zaczyna mrowić. A potem weszliśmy do gabinetu, gdzie na pytanie lekarza jak się czuje odpowiedział, że "super. Phi. To tylko palec. Phi. W ogóle nie zauważył ,że mu coś jest, tylko mama panikowała. Phi.".
A wtedy ja miałam bardzo duże oczy.
Lekarz niestety nie dał się namówić na założenie gipsu. Ani zielonego, ani żadnego innego. Ponoć wystarczy usztywnić dwa palce razem kawałkiem plastra i voila.
Trudno.
Syn jest z palca i plastra i tak dumny.
I tak czy siak trzeci dzień jest w stanie agonalnym.
Wiecie jak to jest, kiedy pęknie kość najmniejszego palca- dreszcze, gorączka, omamy wzrokowo-słuchowe, katatonia, epilepsja, lumbago, Alzheimer,itd.
Do tego dochodzą też cierpienia psychicznie.
Najbardziej cierpi z tego powodu, że nic nie może- ani zetrzeć kurzu w swoim pokoju, ani posprzątać w swoje szafie, ani śmieci wyrzucić.
Może niestety tylko grać na x-boxie i jeść deser. A musicie wiedzieć, że biednemu dziecku należy się duży deser. przedwczoraj mi to uświadomiono. Czterokrotnie. Z wyrzutem.
Jeszcze może dzielić się ze światem swoją tragedią.
Wczoraj, jak wracałam ze sklepu, nasza mała sąsiadka spytała mnie, czy to prawda, że Don Juan złamał palec zatrzymując bandytę w sklepie.
A teraz dochodzą do mnie fragmenty rozmowy samego Don Juana, który stoi przed domem z inną koleżanką i łamanym angielskim przerabia na potrzeby własne odcinek Kapitana Ameryki.
Jak wstał poprosił o bezy.
"Z kremem, jeśli to nie problem"- po czym narysował w powietrzu serduszko. Złamanym palcem, oczywiście.
A ja mam piekarnik gazowy, psia mać!
Naprawdę jestem bliska, żeby porzucić to wszystko w pizdu i zostać striptizerką.
Niestety mam cellulit, wałki i nie potrafię normalnie tańczyć.
Choć jak dłużej o tym pomyśleć, to w sumie mogłabym się wzbogacić. Ludzie mają gest, nie? Myśleliby "biedna striptizerka, nie dość, ze ma cellulit, wałki, to jeszcze z padaczką".
I Don Juan mógłby odbierać mnie po pracy.
Wtedy by myśleli "biedna striptizerka, nie dość, że ma cellulit, wałki, padaczkę, to jeszcze syna ze złamanym palcem".
Muszę to jeszcze przemyśleć....



wtorek, 1 września 2015

Santo Subito!

Zastanawialiście się kiedyś nad tym, jak to sobie człowiek może obywatelstwo zmieniać od ręki?
Jak się ucieka przed wymiarem sprawiedliwości za gwałty na dzieciach i stręczycielstwo, to cyk i jest się obywatelem Watykanu, grającym na nosie polskiej prokuraturze.
86 tys. zdjęć, w tym zdjęcia jego ofiar i 130 nagrań video, 45 tys. wykasowanych plików.
Tzw. "archiwum grozy".
Jak się zemrze, to cyk - w Polsce z honorami, w liturgicznym stroju, należy być pochowanym.
Toć to Polak był przecież, to jakże inaczej?
Proponuję pochować gwałciciela i stręczyciela na Wawelu.
I tak od kwietnia 2010 może dostać się tam każdy.

P.S. Możecie zacząć odliczanie...za 3....2....1....zniknie ten wpis.
Pospieszę się zatem, by zdążyć napisać, co o tym myślę :)

Santo Subito!
Obrzydliwi duchowni, radzę wynieść go na ołtarze, najlepiej koło Stepinaca!
Santo Subito!
Durne owieczki, idźcie uronić łezkę, godnie pochować Ekscelencję, prześlijcie buziaka w pierścień i nie zapomnijcie opluć na Frądzi ofiar jego gwałtów!

Tylko w Polsce!
Już w krotce!
Pogrzeb pedofila z honorami!

Mam tyle pytań bez odpowiedzi...
Czy trumnę będą nieść nadzy ministranci?
Czy położą go z jakimś małym chłopcem, jak lubił?

Kto dziś jeszcze chodzi do cyrku?
I po co?
Cyrk macie, drodzy Państwo, na co dzień.


Przyłączcie się Państwo symbolicznie do akcji. Wyraźcie swój sprzeciw. Wstydu nie róbcie...
TU SIĘ NIE POPIERA TRANSMISJI Z POGRZEBU ZBOCZEŃCA