wtorek, 20 stycznia 2015

Diagnoza: niedojebanie mozgowe...czyli co tam slychac, panie dzieju, w Polsce

Z reguły nie komentuje Terlikowskiego.
Nie to, żebym się z nim zgadzała.
Nie zgadzam się, o czym najlepiej dowodzi ban na moich wszystkich 40 kontach na Frondzie. Jednakże osobiście uważam, ze jako ludzkosc zasluzylismy na każdego wirusa, dlatego przyjmuje do wiadomości, ze ten znany jako Terlikowski również istnieje.
  
Do tej pory nie sprawiało mi jakiejś niesamowitej trudności omijanie tematu pana Terlikowskiego i nie komentowanie jego wypocin.  Ba, czasem nawet, po przeczytaniu ktorejs z nich, wlaczala się we mnie taka jakaś dziwna empatia i pociagala za sobą mysl, ze ja bym chętnie go nawet wsparła. Mogłabym na przykład stworzyć  mema ze zdjęciem rzeczonego redaktorzyny i haslem "wyślij SMS o treści POMAGAM na numer...".
Z drugiej strony taki Tomasz Terlikowski+ Episkopat Polski+ moherowa gwardia Rydzyka+ 90% polskiego rządu, ze szczególnym uwzględnieniem tych pod wezwaniem Jarosława zawsze Dziewicy, to konkurencja, która dyskwalifikuje każdego innego potrzebującego, bowiem nikt inny nie ma chyba tak dużego deficytu mózgu i serca rownoczesnie.
Na mojej kiepskiej dzielnicy, za małolata, zwykło się mawiać na takie zjawisko "niedojebanie mózgowe". I mimo, ze nie jest to termin medyczny, jak się patrzy na przestrzeni lat na tfurczosc wyżej wymienionych, ciężko nie potwierdzić, ze cos w tym jest...


Statystycznie rzecz biorąc, według mnie, zdanie "Alez on jest wielki!" słyszy najczęściej pajak.
"Alez on jest wielkim debilem!"- Tomasz Terlikowski
"Alez oni sa wielkim gnojami!"- Episkopat Polski
"Alez to wielki prymityw!"- Rydzyk i jego moherowa gwardia
"Alez to wielka banda bydlaków i złodziei!"- rząd polski

A teraz lecimy po kolei z wymienieniem tego, co utwierdziło mnie w ostatnim czasie w przekonaniu, ze emigracja to najlepsze, co mnie moglo spotkać i określeniem w jakim stopniu ci wymienieni wyżej się do tego przyczynili....

Podczas, gdy wiekszosc swiata solidaryzowala się w geście przeciw terroryzmowi, przeciw atakowi na wolność slowa, żarliwie zapewniając, ze tez sa Charlie, w mojej ojczyźnie, okazało się, ze dla odmiany w dobrym tonie jest nie być Charlie lub być Charlie, ale....
Czytałam wypowiedzi najznamienitszych prawicowych autorytetów, w tym rzecz jasna i arcypapieza Terlika i brakowało mi tylko kropki nad i, która byłoby powiedzenie wprost, ze rysownicy z Charlie Hebdo dostali to, na co zasłużyli. Wprost, bo wielu "tylko" to sugerowało.
Oczywiście nikt nie popierał aktu samego mordu, ale...
...ale czuc satysfakcje.
Bezsprzecznie.
Takie Marcinkiewiczowe "yes!yes!yes!" się w powietrzu po stronie prawicy unosi.
Człowiek jak slucha tych katotalibow, to az się boi polecieć do Polski na konwent milosnikow
Władcy Pierścieni.
Zjazd ma się odbyć pod pomnikiem Aaragona w Świebodzinie.
Postaram się go w przyszłości zilustrować...

Dobrze, zostawmy ten temat i wróćmy do swiata prawicowych mediów.
Ostatnio urzekł mnie artykuł w Gazecie Polskiej Codziennej. Jak się okazuje GPC to taki rodzaj prasy, w której gdy napiszą w dziale "kultura", ze "prezydent był na premierze...", to oznacza li i jedynie, ze odkryli nowy skandal seksualny. W każdym razie w rzeczonym artykule jakiś tam, pozal się Bobrze, dziennikarz śledzi na jakimś tam erotycznym portalu rzekome preferencje seksualne partnera Roberta Biedronia.
I tak w pierwszym odruchu się zastanowiłam, jak nisko można upaść w tym dziennikarskim fachu, pracując dla takiej GPC, bo rozumiem, ze zaglądanie do gaci i pod koldre, to już standard?
W drugim odruchu się zasmialam, bo zazwyczaj to jest przecież tak, ze każdy dziennikarz pisze o tym, na czym się zna najlepiej.
Ostatecznie doszłam do wniosku, ze taki jełop poci się nad tym, ze ten Smiszek ponoc lubi lekkie sado maso, a tymczasem obok nosa przechodzi mu spektakularny temat.
Również lozkowy.
Wydarzenie wielkiej rangi. I pisze to bez cienia ironii, gdyż dla mnie osobiście jest to wydarzenie niesamowicie ważne, majace również (miejmy nadzieje) wymiar symboliczny.
Otoz w tym samym czasie, we Wrocławiu, sad skazał na siedem lat wiezienia Pawla K., księdza-pedofila.
Tak, tak, Robaczki, w końcu doczekaliśmy się w Katolandzie innej kary dla osoby duchownej za gwałcenie dzieci niż klapsy od proboszcza i przeniesienie do odległej parafii.
Ten wyrok i powrót na tapetę tematu Romana P. ponoc wstrzasnely spokojnym dotąd światem kleru. Slyszalam, ze od tego momentu większość duszpasterzy postanowiła unikac, pro forma oczywiście, policji.

Natomiast tego, co czytałam w prawicowych mediach na temat Owsiaka i WOSPu komentować nie będę.
Popieram Janinę Ochojska, która zasugerowała wszystkim owsiakowym przeciwnikom podpisanie deklaracji, w której zrzekną się prawa do ratowania zycia bądź diagnostyki swoich dzieci sprzętem ufundowanym przez WOSP.
Wymodlcie sobie, moi mili, zdrowie Waszych pociech.
Bądź zwroccie się do księży o pomoc. Czy tam wlasnie do takiego Terlika, dla którego Orkiestra jest "przykrywka do czynienia zla" przeciez.
Od siebie mogę zyczyc Wam powodzenia.

U jednej z moich Czytelniczek, na facebooku, zobaczyłam cytat z Lukasza Warzechy 
"Aroganckie sukinsyny z WOSP (o wolontariuszach) spowodowaly paraliż centrum miasta. Dziękujemy"
 i pod spodem dopisek 
"Ciekawe, co pan Warzecha napisze podczas paraliżu w Boze Cialo? Będzie rownie mało wyrozumialy?"
I zanim ktokolwiek z Was zdazy choćby w myślach samego Warzeche nazwac sukinsynem spiesze wyjasnic kimże ten pan w ogole jest i czym się zajmuje lub tez onegdaj zajmowal.
Otoz najznamienitszym dokonaniem Warzechy jest przeszlo dziesiecioletnia wspolpraca z "Faktem" oraz "Super Expressem".
I po co go wyzywac? Przeciez chlop ma tak nasrane w CV, ze żadne inwektywy nie będą już gorsze.
Pozniej dotarla do mnie niestety kolejna opinia prawicowca nt. Orkiestry. I nastepna. I nastepna.
A jeszcze później, to przyjrzalam się kolejnym CV kolejnych panow.
I tak do mnie co innego tym razem dotarlo- każdy sadzi podlug siebie, czyz nie?

Generalnie to staram się nie czytać już na temat afer wokół Owsiaka.
Na temat domniemanych malwersacji finansowych w Mrowce.
Nie interesuje mnie ten temat. Nie interesują mnie teorie spiskowe.
Zas w praktyce wygląda to tak:  
wszyscy trzej moi synowie mieli jeszcze w szpitalu, dzień po narodzinach, badany sluch aparatami zakupionymi przez Orkiestre.
Osobiscie znam matke, której wcześniak zawdzięcza zycie m.in. aparaturze przez Owsiaka ufundowanej.
Osobiscie nie znam ani jednego dziecka, które zostaloby zdiagnozowane albo tym bardziej przezyloby dzięki aparaturze, która zafundowal jakikolwiek ksiądz lub którykolwiek prawicowy polityk/działacz/publicysta.
Ba, nie slyszalam o takiej aparaturze w polskich szpitalach.
W polskich szpitalach pelnych biedy. Pelnych często niezwykle zdolnych, ale rownie sfrustrowanych swoja bezradnoscia lekarzy. W polskich umieralniach stojących obok wypasionych, ozłoconych kosciolow, Swiatyn Opatrznosci i swiebodzinskich Aaragonow za miliony. Obok tych samych kosciolow, które sa pelne niezwykle perfidnych, wiele mogących w tym bogobojnym kraju, ale tak naprawdę w dupie mających swe owieczki duszpasterzy.

No i przeszliśmy do stanowiska Polskiego Episkopatu w sprawie pigulek "dzień po".
Jako ze, jak wiadomo, ministranci nie mogą zachodzić w ciaze, kosciol jest tym pigułkom przeciwny.
A jak nie znajduje odpowiednich argumentow, to se wymysla. Nic nowego.
Zatem od koscielnych ekspertow z zespolu bioetycznego Episkopatu dowiedzielismy sie, ze pigulka ta, to skonczone zlo i bomba nuklearna dla kobiecego organizmu. Aby byla jasnosc o jakiej klasy ekspertach mowimy, przypomne tylko, ze w ich sklad wchodzi m.in. Franciszek Longchamps de Berier, ten od bruzdy u dzieci z in vitro.
Jako, ze mi zawsze blizsze bylo szkielko i oko niz zabobony i gusla, wrzuce Wam opinie faktycznego eksperta dla odmiany JAK DZIALA PIGULKA "DZIEN PO".

W oswiadczeniu Episkopatu czytamy:

"otwiera drzwi do istotnej zmiany kulturowej postaw i relacji międzyludzkich, propaguje swobodę seksualną i brak odpowiedzialności za podejmowanie relacji intymnych, banalizuje seksualność człowieka, niszczy ideał wyłączności relacji między kobietą i mężczyzną oraz pozwala na uwolnienie się od odpowiedzialności za drugiego człowieka"

Drodzy "eksperci",
swoboda seksualna zostala juz dawno osiagnieta i kto jak kto, ale Wy doskonale o tym wiecie. Czesto z autopsji i niewybrednych praktyk. 
Nie wiem jak Wy, moi kochani Czytelnicy, ale ja tam sie z osiagnietej swobody seksualnej niezwykle ciesze, bo gdybym do konca zycia miala sie bzykac z mezem wylacznie celem prokreacji, wylacznie po bozemu i po ciemku, to bym juz wolala chocby dzis wstapic do zakonu. 
Siostr przytulanek i ojcow rozpustnikow. 
W XXI wieku nie dla kazdego seks jest rownoznaczny z checia zalozenia rodziny, czy tez chociazby checia blizszej znajomosci z osoba, z ktora sie poszlo do lozka. Jesli obie strony maja takie same w tym wzgledzie odczucia- nikomu nie dzieje sie krzywda, a antykoncepcja jest w takim wypadku wybawieniem. 
Powinniscie o tym wiedziec Wy, ktorzy notorycznie wypieracie sie swoich dzieci.
Ostatni fragment zas zacytowanej przeze mnie wypowiedzi jest juz do cna glupi. 
Odrzucanie antykoncepcji jako przyklad odpowiedzialnosci za drugiego czlowieka?
To my, panowie eksperci, widac calkiem inaczej postrzegamy taka odpowiedzialnosc. 

Gdyby Wam, drogie katoliczki, rowniez cos nie stykalo w powyzszym oswiadczeniu, Episkopat wyciagnal na wszelki wypadek bron ciezkiego kalibru, ktora ucina wszelkie dyskusje. 
Nazywa sie "grzech ciezki".
Stad apel moj z tego miejsca, byscie sie nie daly w konia robic, zlociutenkie. Moze i ja nie jestem koscielnym ekspertem, ale na moj chlopski rozum, swiadome i dobrowolne uprawianie seksu z pelnoletnim partnerem to nie grzech, ale  przyjemnosc. 
Ciocia Nietypowa powie Wam za to chetnie, co tez za grzech uwaza:
*moim zdaniem pedofilia to grzech!
*moim zdaniem tuszowanie pedofilii to grzech!
*moim zdaniem niekorzystanie z dobrodziejstw nauki, celem zapobiegania nieszczesciom, to grzech!
*moim zdaniem wypieranie sie wlasnych dzieci to grzech!
*moim zdaniem manipulowanie uczuciami, wierzeniami i bazowanie na niewiedzy ludzi celem osiagania wlasnych korzysci majatkowych, to grzech!
*moim zdaniem malwersacje finansowe to grzech!
*moim zdaniem hipokryzja to grzech!
*moim zdaniem brak pokory i pycha to grzech!
ponadto 
*moim zdaniem bycie druga Wasniewska to grzech!
*moim zdaniem unieszczesliwienie sie macierzynstwem, jesli nie mamy ku niemu zadnych inklinacji, to grzech!

A teraz moment, w ktorym pekne jesli chodzi o konsekwencje w niekomentowaniu Terlikowskiego i doniesien z jego odmozdzonego portalu.

"W Polsce zabijanie dzieci jest nielegalne. I nielegalna powinna być też trutka na dzieci"
"Jak Komisja Europejska uznała, że trzeba mordować się samemu, to my musimy być posłuszni, żeby muzułmanie szybciej wygrali"

Rzekl debil, ktory zgadza sie ze stanowiskiem, ze aborcja jest gorsza od "ksiedza molestujacego 5-letniego chlopca" oraz wyrzygal nie tak dawno temu, ze zwierzeta praw nie maja.
Koniec mojego komentarza. Wiecej nie warto. 

Slyszeliscie, ze pani Barbara Kwarc ma zostać Ministrem Kultury?
Co się dziwicie?
W sumie, według mnie,  taka sama z niej dyplomatka, jak z Magdaleny Ogorek przedstawicielka lewicy.
A celebrytka na rownym poziomie, bo nie wiem czy wiecie, ale pani Ogorek, polaczenie Dzoany Krupy i Lary Croft polskiej polityki jest, proszę ja Was, gwiazda ekranu.
W serialach grala.
Miala ponoc nawet w zagranicznym zagrac. W brazylijskim, ale Miller (ten z Sojuszu Lizusow Duszpasterskich) ma racje jak mowi, ze babka jest madra, bo się nie zgodzila na pięcioletni okres próbny.
No wiec grala w rodzimym "Na dobre i na zle" czy w innym "M jak milosc".
Dobrze, ze w "Klanie" nie grala, bo z "Klanu" to się odchodzi tylko nogami do przodu.
W każdym razie "M jak milosc" nigdy nie ogladalam, bo miałam Mroczki przed oczami, toteż dokładnie o co tam chodzilo nie wiem. Wiem tylko, ze pielegniarka była. I to jej się chwali, bo wiecie, pielegniarka to jednak szeregowy pracowik, a nie dajmy na to taki ordynator.
A przecież mogla się domagać roli ordynatora.
Widac odbilo jej dopiero, jak nie zrobila aktorskiej kariery.
W każdym razie ufam, ze wielowatkowa fabula i liczne intrygi, przygotowaly pania Ogorek do prezydenckiego fotela jak trza.
A i może przyjemne z pożytecznym jeszcze polaczy i zasiadając na tymze fotelu wroci jej zaciecie aktorskie. Idzmy dalej- może kolegow jeszcze pasja zarazi. I tak się wezma razem do kupy w tym rzadzie i nakreca "Czterystu Pazernych i kaczora" albo cos rownie prawdziwego.
W każdym razie ambicje pani Magdalena ma, ojjjjj ma. A i kandydowanie w wyborach jej nie obce.
W `98 kandydowala do tytułu Miss Slaska i Zaglebia.
Każdy glupi wie, ze toc to prawie to samo.
I na jednych, i na drugich wyborach dobrze wygladaja, dużo się usmiechaja  i pierdola głupoty.
Kuzwa, im dluzej o tym pisze, tym większy dostrzegam w pani Ogorek potencjal.
Wlasnie sobie wyobraziłam, jak musiala stać w `98 i ze sceny, w blasku reflektorow, mrugając szybko rzęskami zapewniać ".....oraz chciałabym powstrzymać wojny na swiecie, glod, biede i wszelkie choroby".
I jak tu nie wierzyc, ze historia zatacza kolo?
Teraz, 17 lat później, znowu w blasku reflektorow może stanac na scenie i mrugając szybko rzesami zapewnic "......i chciałabym powstrzymać fale biedy, głodu, naprawić chory NFZet i powstrzymać wojny międzypartyjne w polskiej polityce. Wszak wszystkich nas lacza te same cele".
I ja jej uwierzę.
W to ostatnie. Że ich wszystkich wspólne cele lacza.
Tak konkretnie, to jak wycyckac szarego podatnika by jak najwięcej samemu się nachapać i wzbogacić ziomali.
I co więcej, ja uważam, ze faktycznie niemal wszystkich polskich politykow powinny laczyc wspólne cele.
Z jedna prycza i bez telewizora.

Dobra, nie czepiajmy się, bo przynajmniej ta Ogorek wyksztalcona jest.
Choc nie dość dobrze.
Wszak, aby pospelniac obietnice wyborcze powinna mieć ukończony Hogwart.

Albo może wręcz przeciwnie? Może politycy nie powinni być dobrze wyksztalceni?
Może by ich tak w tym rzadzie podzielić? Od dawna o tym mowie.
Czesc politykow powinna umiec tylko czytac, część tylko pisać, bo jak maja za dużo do roboty, to się widać gubia....jak myślicie?

Tak czy siak dr Ogorek przynajmniej jest glosem młodego pokolenia lewicowych kobiet.
Podobno.
W sumie nie podobno, tylko na bank.
Mam nawet dowod pod postacia zdjęcia dziewczat, które spijają słowa z jej ust


Wspolczuje Wam, moi mili, tych nadchodzących wyborow prezydenckich. Przy obecnej jakości kandydatow, glosowanie to przyjemność, którą można porównać jedynie z wizytą w burdelu celem wybrania sobie żony.
Wspolczuje Wam tego, ze już za chwile będziecie zarzuceni milionami billboardow, z których będą na Was patrzyly w większości od lat te same złodziejskie geby.
No i jedna katolicka feministka.
Swoja droga jeśli miałabym glosowac na kandydata, który przeprowadzil najlepsza kampanie ostatnich lat, to moim zdaniem wygralby Whiskas w sosie.
I bylby rownie kompetentny.
Inna sprawa, ze nie bardzo rozumiem to narzekanie na Komorowskiego.
Co Wy ludzie od niego chcecie?!
Przeciez on cala kadencje nic nie zrobil!

Mój Bobrze, jak sobie pomysle o Jaroslawie Wiecznej Dziewicy, który znowu zawiedziony będzie sluchal orędzia nowego prezydenta....jak sobie pomysle o jego zawiedzionych planach i ambicjach na zwojowanie swiata...o tych usteczkach zaciśniętych w linijke,  malutkich lapkach na rzadowym stole....kiedyś się zastanawiałam, co on tak z tymi lapkami przed sobą siedzi?
Glupia ja!
Tyle czasu mi zajelo kapniecie się, ze on się po prostu podciąga, żeby cos widzieć...
Taki Kaczynski po przegranej, to nawet nie będzie miał się później jak narabac.
W monopolowym mu nie sprzedadzą, bo nie dosięgnie lady, Biedronka jest dla biedakow.
Nawet sobie do Media Markt nie pojdzie.....z innych przyczyn....

Wiecie, jak mnie pytaja tutaj jak mi się zylo w Polsce, to odpowiadam, ze ratowalo mnie poczucie humoru.
Zapominam tylko wspomnieć o majeranku i wodce.
Zatem rodacy kochani, mohery moje slodkie, dziubaski najdroższe, ja Was blagam, przestańcie robic siare, bo ja się tu mam już za co wstydzić....
TU KLIKNIJ (albo nie klikaj jesli Ty tez nie chcesz sie wstydzic)

piątek, 9 stycznia 2015

Misja Emigracja. Jak to wlasciwie jest z moim angielskim.....czyli o tym, ze zupa na brukwii tez jest, kurwa mac, smaczna!

Do tej pory nie wiem, jak jest kac po angielsku.
Tyle razy pytalam sie mojego nauczyciela w LO, ale jakos nie moglam nigdy zapamietac. Czerep mnie zbyt rypal.
Ale abstrahujac od tego, jako pokolenie MTV, potrafie calkiem dobrze gadac w tym jezyku. Owszem, kierowce autobusu nieco zbilo z tropu jak na pytanie "jaki bilet?" odparlam "hit me baby one more time" i zrobilam tak na autobusowej rurze..

Dwa razy, zeby dal mi tez powrotny.Jednak wiadomo, ze poczatki zawsze bywaja burzliwe.
Poza tym wszelkie nieporozumienia nie wynikaja absolutnie z mojej winy. 
Jak Bobra kocham nikt, NIKT!, nie mowi tak slabo po angielsku jak Anglicy. Przecietna scenka na ulicy wyglada mniej wiecej tak






Ostatecznie daje sobie jakos rade. Wybralam juz na przyklad lekarza rodzinnego w pobliskiej przychodni. Wybor byl dosc prosty, bo tylko jedne nazwisko bylam w stanie poprawnie przeczytac, o czym tez postanowilam poinformowac mila recepcjonistke, dodajac

-...bo np. tamten doktor. Moj Bobrze, jak to sie w ogole wymawia? Szrudinger?
- Doktor Schrodinger pochodzi z Niemiec- odparla
- Tak, domyslilam sie. U nich nawet trzy literowe wyrazy brzmia Schumpflwechtimerzimer- powiedzialam z mina znawcy. Po czym sie usmiechnelam, bo nawet fajnie to zabrzmialo.
Spojrzalam na recepcjonistke, ktora nie usmiechala sie w ogole.
No fakt, moglam sie domyslic, ze Helga, to nie jest typowo brytyjskie imie. 
Mniejsza z tym. 
Helga spytala mnie jeszcze, czy mam jakies konkretne potrzeby, czy tam wymagania odnosnie lekarza, a ja jej powiedzialam, ze tak i ze pragne, aby moj doktor nie googlowal przed postawieniem diagnozy oraz, ze powinien byc cierpliwy, bo moj medyczny angielski ogranicza sie do znajomosci slow biopsja, toczen i jestescie idiotami, bo ogladalam wszystkie sezony Housa.
Dostalam do wypelnienia piec kwestionariuszy NHS. Usiadlam sobie cicho w kaciku i machnelam je raz dwa, po czym chcialam je odniesc, ale zlosliwi Anglicy ustawili sie w tym czasie w kolejce. Tak wiec dla zabicia czasu i zatarcia zlego wrazenia na Heldze postanowilam posegregowac im z 2000 ulotek. Osobno polozylam te, ktore opisuja, co trzeba robic podczas zatrzymania pracy serca, a osobno te, ktore maja te sama instrukcje, tyle ze obrazkowa. 
A przy ostatniej sie kapnelam, ze sa ,kurwa, dwustronne. 
Rownoczesnie zrozumialam, dlaczego Helga tym razem usmiechala sie szeroko, co chwile ukradkiem na mnie zerkajac. 

Z przychodni poszlam na zakupy. 

Spozywcze, bo nadal mnie nie stac na Maybacha. 
A ze mimo iz mieszkam na zadupiu, bo jest to village killed by desks, czy jak tam sie mowi wiocha zabita dechami, mam strasznie slaba orientacje w terenie. Zatem wyjelam GPS i wpisalam Sainsbury`s, bo ja se tam lubie zejsc w deszczu z chodnika i polazic po jakichs podmoklych lakach...czy tam jak mowi GPS wlasnie- "najkrotsza trasa".  
Ja mam podejrzenie, ze ten model GPSa jest wyprodukowany przez KK, bo w morde jeza, zawsze prowadzi do celu najbardziej wyboista droga!
Mniejsza z tym.
Ale jak juz przy lakach jestesmy- widzieliscie kiedys park bez drzew? Bo ja juz tak.

I tu przechodzimy do ciekawej kwestii. Kwestii angielskiego zarcia.
Tuz po przyjezdzie moj maz, jako klasyczny typ samca,  przywital nas niemal pusta lodowka. Totez chcac nie chac jeszcze tego samego dnia musielismy wybrac sie na zakupy. Jako, ze na drugi dzien postanowilam Stiflerowi ugotowac zupe poszukiwania zaczelam od wloszczyzny.
Niestety nie bylo takiej na tacce, czy tam w siatce, w kazdym razie takiej skompletowanej od razu wiec rozpoczelam poszukiwania poszczegolnych warzyw, co nie bylo szczegolnie trudne, bo lezaly w skrzynkach obok siebie. Wybralam pospiesznie kilka dorodnych marchewek, wrzucilam pora i zatrzymalam sie przy pietruszkach. Z dwoch przyczyn sie zatrzymalam. Po pierwsze- myslalam, ze "pietruszka" po angielsku to "persley", a nie "radish", a po drugie- byly tak duze i wypasione, ze jeszcze takich nie widzialam.
-Widac w tym kraju nawet pietruszce sie powodzi- rzeklam do Macka, kiwajac z uznaniem glowa, po czym zajelam sie poszukiwaniem selera.

-Obawiam sie, ze to nie jest seler- powiedzial po chwili Maciek- Zreszta seler to "celeriac", a nie jakies "swede"
I wtedy sie naprawde wkurwilam.
Chlopy, to sa jednak umyslowo ograniczone.
-A o odmianach warzyw, to Ty slyszales? A slowo "regionalizm" ci sie kiedys o uszy obilo?- rzeklam z wyzszascia, bo co jak co, ale nie bedzie mnie pouczal jak wyglada glupi seler, a tym bardziej nie bedzie mnie angielskiego uczyl ktos, kto zapewne mysli, ze Toi Toi to zabawkowy.
Mnie, ktora rozumie niemal wszystkie teksty piosenek Modern Talking!

A pozniej zesmy sie troche poklocili, bo jego urazone ego musialo w domu niepotrzebnie slownik odpalic.
Nie wystarczylo mu, ze zupa ugotowana na tej pieprzonej bialej rzodkwii, z ta pieprzona brukwia, byla calkiem smaczna!!
Ale nie!
To jest chlop!
On sie zawsze musi wymadrzac!

Tak poza tym, ze Anglicy maja dziwne pojecie wloszczyzny, to wszystko wyglada tu  jak przecietna tutejsza kobieta. Czyli jest duzo wieksze niz w Polsce.
Maslo ma gramature 250g, jak za czasow, gdy nas nie okradali kostkami 170g za te sama cene. Chleb rowniez potrafi miec gram 800. Inna sprawa, ze zeby trafic na prawdziwy chleb, taki, do jakiego jestesmy przyzwyczajeni, trzeba sie troche naszukac. Chyba, ze ktos ma niewybredne podniebienie i moze bez wiekszej traumy jesc gabke.
Taki np. cukier kupuje w opakowaniu 1,5 kg. Tak samo make.
Moim odkryciem jest salf-raising flour, czyli maka samorosnaca. Taka z dodatkiem sody i proszku do pieczenia. Roznice miedzy nia, a zwykla maka odkrylam dosc pozno. Konkretnie, gdy moje nalesniki byly grubosci na oko 3 cm.
Doskwiera mi ograniczona ilosc nabialu. Twarogu jak wiadomo tu nie znaja, poza polskim dzialem w markecie, gdzie kostka kosztuje 1 funt. Zdaje sie, ze odpowiednikiem polskiego twarogu jest tu niemiecki (?) quark, ale jeszcze na niego nie trafilam. Jak i na zaden porzadny jogurt, po normalnej cenie. 90% tego co stoi na polkach, to typowe smieciowe jogurty z kulkami, platkami, z masa cukru, aromatow, barwnikow i koniecznie LIGHT.
Ze tez sie oni na to light w takich produktach nabieraja....
Idac tym tokiem myslenia sprobuje im opylic Viagre light- nie stawia, ale ladnie uklada w slipach. Jest duze prawdopodobienstwo, ze Rydzyk przestanie byc jedyna osoba w mojej rodzinie, ktora posiada Maybacha.
Tfu, zapomnijcie o ostatnim zdaniu i nie wyobrazajcie sobie za duzo.
To nie Gwiezdne Wojny.

Wielkim rozczarowaniem okazaly sie popularne tutaj sausages, czyli ichniejsze kielbaski. Nie wiem skad wziely swoja nazwe, ale obiecuje, ze sie dowiem. Jesc sie tego nie da. Mam podejrzenia, ze mozna to zapalic. Jak wyprobuje, to Wam opisze wrazenia.
Podobnym rozczarowaniem okazalo sie, o dziwo, mleko, ktore zupelnie inaczej smakuje niz te polskie. Jedyny jego plus to fakt, ze jest w bardzo przystepnej cenie i pakowane jest w baniaki, po 2,2 l. Zatem jak kupimy sobie samochod, to sprobujemy na nim jezdzic.





P.S. Na fejsbunia zapraszam, ale to chyba wiecie ;)