czwartek, 17 grudnia 2015

Liebster Blog Award czyli kolejny napad ekshibicjonizmu

Pierwszy tak szczery napad ekshibicjonizmu, druga nagroda Liebster Blog Award. Tym razem od Zante (http://subiektywnekomentarze.blogspot.co.uk/ . Polecam!). Przyznaj się, myślałaś, że zapomniałam? ;)

Dobra, jedziemy z koksem.
11 pytań od Zante.
11 moich odpowiedzi.

1. Piszę blog, bo...

...bo Karaiby same się opłacą, a przecież nie wiadomo, czy którykolwiek z chłopaków zostanie faktycznie ministrem finansów, jak sobie tego i im życzę. Wiadomo za to, że jak już zostanę sławna, skoszę tego Pulitzera, Nike, Oscara, czy tam Nobla, to otworzy się przede mną wiele lukratywnych drzwi- ukryty dotąd czytelnik-multimilioner zaproponuje mi kupno Maybacha, Victoria`s Secrets przeproszą, że się tak późno odzywają w sprawie kontraktu, zadzwonią z NASA, z ministerstwa głupich kroków, z Newsweeka z pytaniem czy mogłabym się wypowiedzieć o fizyce kwantowej, skoro Zelnik może o in vitro i te sprawy...

2. Gdy miałaś naście lat Twoim guru i autorytetem był/była...

Od małego do dziś nie uznawałam i nie uznaję autorytetów. Owszem, chciałam wyglądać jak Bogumiła Wander. Owszem, chciałam tańczyć jak Madonna i być mądra jak Hawking, ale "autorytet" to wielkie słowo. A gdzieś tam z tyłu głowy mi lata, że wszyscy jesteśmy tylko ludźmi.

3. Jak tamta fascynacja ma się do dziś, gdy masz dziesiąt lat?

Dokładnie tak samo- chciałabym się zestarzeć jak Wander, tańczyć jak Madonna i być mądra jak Hawking. Autorytetów nadal nie uznaję.

4. Z nieba spadło Ci 10 tyś. zł , ale możesz je wydać tylko na siebie. I co zrobisz?

Tylko na siebie? To chyba cycki bym se strzeliła, bo serio mam już dość smarowania ich kremem Nivea i czekania aż urosną. Choć za 10 kafli to chyba by mnie tylko w Czelabińsku zoperowali i to z zaznaczeniem, że w ramach cięcia kosztów anestezjolog zamiast narkozy zaśpiewa mi "aaa, kotki dwa".
Na wycieczkę bym se mogła pojechać za tą kasę.
Na pewno nie mogę reszty zabrać ze sobą?
To by mi ułatwiło sprawdzanie czy w wodzie są np. rekiny, albo czy egzotyczne zwierzęta są jadowite...

Jeszcze chciałam dopisać, że z cyckami to taki żart. Nie z tym, że są małe, bo są, ale nie strzeliłabym sobie żadnej operacji plastycznej. Nie, nie mam nic przeciwko. Po prostu jak sobie patrzę na ludzi ciężko chorych, żyjących w skrajnej biedzie, których dotknęły różne ciężkie życiowe doświadczenia, to sobie myślę "Pierdolić te cycki". Tfu, wróć. "Pierdolić te małe cycyki" :)

5. W codzienności nie mogłabym obyć się bez …

Bez bliskich- jak wyżej- ktoś musi sprawdzać jadowitość/toksyczność/ głębokość/ napięcie elektryczne i wszelkie przebicia w kablach, itd.
Innych ludzi też czasem lubię. Choć generalnie im dłużej żyję, im więcej idiotów widzę, tym lepiej rozumiem pustelników.
Poza tym nie mogłabym się obyć bez kawy jak wstaję, wódki jak czytam wiadomości, zioła jak słucham o religii.

6. A na emeryturze to chciałabym …

A więc wracając do tych Karaibów, to chciałabym leżeć tam pod palmą z drinkiem i książką. Żeby nie było mi za gorąco palmowym liściem mógłby wachlować mnie Vin Diesel. Oczywiście pod warunkiem, że nie będzie już nigdy śpiewał, nie zapuści włosów (mam traumę po "Find me guilty"), no i że też się ładnie zestarzeje.
Poza tym- oglądałaś "Bad Gradpa"? To ja chciałabym być bad grandma.
Fizycznie też mam pewne wyobrażenia- załączam zdjęcia








7. Jak książka to z gatunku …

Powiem Ci czego zdecydowanie nie czytam: tzw. literatury kobiecej. Te wszystkie Grochole sprawiają, że rzygam tęczą, a godzinę po przeczytaniu akapitu nie umiem już mnożyć w zakresie 30 i mam ochotę zrobić sobie wianuszek ze stokrotek, natapirować włosy i doszyć do ciuchów falbanki, a później pobiec po maseczkę takimi podskokami, jak dziewczynki, a jeszcze później leżeć z tą maseczką słuchając Beaty Kozidrak. A ja normalnie nie słucham Beaty Kozidrak. Zdecydowanie nie.
Dalej to łykam wszystko, byleby dobre. Przede wszystkim od małego -fantastykę, fantastykę i jeszcze raz fantastykę. Z tzw. literatury grozy, rzecz jasna, króluje King (właśnie zaczęłam "Pana Marcedesa"). No i thrillery, sensacje z wątkami historycznymi, reportaże i w ramach przećwiczenia szarych komórek- literatura naukowa i popularnonaukowa.

8. Czasem mi wstyd, ale do łez wzrusza mnie …

Często płaczę i nie jest mi z tego powodu wstyd.
Płaczę na Gwiezdnych Wojnach (czyż one nie są piękne?), płaczę na szkolnych występach dzieci (czyż nie robię im siary?). Płaczę jak Ziemkiewicza ktoś określa mianem naukowca, wzrusza mnie wtedy ludzka naiwność <3 Ponadto płaczę, gdy przemawiają przedstawiciele religijni i politycy. Wiesz, to takie wzruszające, gdy prostytutki mówią o miłości, a złodzieje o uczciwości <3

9. Są przedmioty, które kojarzą się z dzieciństwem. Dla mnie to …

Ja pindole, toć nie skończę wymieniać chyba nigdy (nie wszystko to przedmioty, ale pozwól, że popłynę na fali wspomnień): adapter i płyty winylowe nie tylko z muzą, ale i z słuchowiskami, gumy Donald, blok czekoladowy, meblościanka wczesnogierkowa na wysoki połysk, rzutnik Ania, wielki miś wypchany trocinami, oranżada w woreczku i w ciemnych, szklanych butelkach, syfon na naboje, farelka, młynek do kawy, klej "guma arabska", pasta "Sama", waga szalkowa, proszek "Ixi" i "Cypisek", koszyczki do szklanek, metalowa latarka na dynamo, gierki elektroniczne (zapewne amerykańskie, bo było na mojej napisane "nu pagadi!"), kasety magnetofonowe, magnetofon szpulowy, video i taśmy, Miś Uszatek, Reksio, Rumcajs, ten idiota Krecik, Bolek i Lolek, O czym szumią wierzby (mój horror z dzieciństwa), zezowata Natalia Kukulska w brylach jak denka od szklanek, temperówka na żyletkę, chińskie bazarowe sukienki z kołnierzykami, których nienawidziłam, telewizor Neptun, magnetofon szpulowy, Domowe Przedszkole, Pankracy, Tik-Tak, komputer Atari (tak, tak, ojciec na saksy do NRD wyjeżdżał), niezawodna pralka Frania, kanapka z cukrem, spódniczka "lambadówka", zegarek z kalkulatorem, itd.
Chyba tylko Krzysztof Ibisz nadal ten sam, bo Antkowiak się zmienił, ostatnio widziałam.

10. „Każdy ma jakiegoś bzika, każdy jakieś hobby ma..” Masz takiego bzika na jakimś (albo czyimś) punkcie?

Mojej rodziny i przyjaciół.
Moim marzeniem była duża, gwarna rodzina i otwarty dom, pachnący domowym ciastem.
Owszem, nie wiedziałam wtedy, że dzieci potrafią rzygać z piętrowego łóżka. Że można dostać w ryj dżdżownicą Fisher Prica śpiewającą coś w stylu "Ptaszek, pszczółka latają. Kot, pies, mysz biegają. Żaba skacze, łódka pływa. Świetnie czas upływa!"
I jeb! Pierwsza w życiu śliwa pod okiem.
Nie wiedziałam, że 4.30 to idealna pora do wstawania (a nie do kładzenia się spać) i oglądania Świnki Peppy. Że pod żadnym pozorem nie można łączyć w jednej wypowiedzi słów "resorak" i "mikrofalówka". Że straż pożarna przyjeżdża w 7 minut, a karetka w 9 (wiedziałam tylko o policji- 22 minuty od rozpoczęcia imprezy). Że będę musiała przeliczać zabawki z kinder jajek, a później przyglądać się każdej, nie swojej kupie. Wyciągać koraliki z nosów, odpowiadać na pytania "a robienie loda to właściwie co?". Że będę co chwilę obdarowywana swoimi podobiznami i zbieżność będzie polegała wyłącznie na tym, że jesteśmy przyklejeni do lodówki. Że stanę się bardzo niegrzeczna do obcych ludzi, którzy będą próbowali mnie w kwestiach macierzyńskich pouczać, albo w ogóle będą nas zaczepiali tekstami "czego to dziecko tak drze mordę? Czy ono czegoś chce?". "Tak. Chce drzeć mordę.", itd. Tak samo jak nie wiedziałam, że po 15 latach związku nadal nie będę miała młodszego kochanka i będę chciała zasypiać i budzić się przy tym samym facecie z tekstem "fajnie, że jesteś"("...a teraz idź zrób kawę").
Kiedyś nie wiedziałam, że ludzie są na ogół wporzo (jest też spora część debili), tylko czasem to wporzo mają (często nie ze swojej winy) głęboko ukryte i trzeba z nich je wykrzesać.
A teraz wiem.
I nie zamieniłabym tych wszystkich ludzi wokół mnie za nic. W końcu, jak pisałam powyżej, kto inny testowałby za mnie jadowitość, toksyczność, napięcie....

11. Każdy ma jakiś talent. Ty masz w darze od natury …

Nieskomplikowaną osobowość. To nie jest talent, ale coś co u siebie lubię. Nie mam od życia wygórowanych oczekiwań, nie posiadam wielkich marzeń, pragnień. Żyję tu i teraz i cieszą mnie malutkie, codzienne rzeczy- śmiech moich dzieci, mruczenie kota na kolanach, muzyka, przyroda, dobra książka, wieczór filmowy z Siarą, dobre żarcie, spotkanie z przyjaciółmi, wspólne chwile podczas których nie musi się nic szczególnego dziać. Wystarczy, że są wspólne. Wbrew wszystkim przeciwnościom losu, uważam się za szczęściarę. Jestem szczęśliwa i wdzięczna za to, co mam.
A jak wiesz, nie posiadam wiele.
Jak też wiesz- posiadam wszystko.
;)

W Liebster Blog Award chodzi o łańcuszek. Bloger, który odpowiedział na pytania, zadaje własne wytypowanym przez siebie kolejnym blogerom, których lubi.
Ja trochę zmodyfikuję zasady i następne pytania padną do Państwa. Gdyż Państwa lubię :)

1. Wasz największy sukces?
2. Wasza największa wpadka? (sucha data poczęcia się nie liczy ;) )
3. Wasze największe marzenie?

endżoj ;)

12 komentarzy:

  1. Dlaczemu "O czym szumią wierzby" było horrorem dzieciństwa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przerażające postacie. Jak miałam biegi na wuefie i opadałam z sił, to sobie wyobrażałam, że mnie ten boruk goni. Albo Freddy Krueger. Zazwyczaj dobiegałam w pierwszej trójce ;)

      Usuń
    2. Moja ukochana książka! Zawsze chciałam być szczurem wodnym (albo w chwilach dobroduszności-kretem), ale w głębi serca podejrzewałam, że ze mnie Ropuch.
      Żebym dobiegła w pierwszej dziesiątce, musieliby na mecie ustawić tort :)

      Usuń
  2. Oj Nietypowa, a tu Cię mam! Punkt 9 moja droga. Trochę się tu nam wszystkim postarzyłaś, hehehe! Te wszystkie cuda peerelu które wymieniłaś to kończyły swój żywot kiedy Ty się mniej więcej urodziłaś. A wtedy kiedy Ty się urodziłaś to już królowały walkmany kasetowe i pralki Polar. Już wtedy była lista przebojów programu trzeciego, której słuchałam przez swoje walkmanowe słuchawki i nagrywałam na magnetofon kasetowy Hania, jak mnie matka na dyskotekę nie puściła. To były czasy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Walkmana też miałam, różowego :) Co nie znaczy, że w domu nie było magnetofon szpulowy, później faktycznie kasetowego, czy jeszcze adaptera (-u?). Rzeczoną Franię miałam jeszcze w pierwszym roku małżeństwa z Maćkiem. Dostałam z domu w pakiecie razem z małą, niemiecką wirówką:)A pierwszą wieżę, którą pamiętam ojciec przywiózł z NRD właśnie, Sony. Swoją drogą już Maćkowi zapowiedziałam, że na urodziny chciałabym dostać adapter.

      Usuń
    2. No to tylko pacz jak dostaniesz, taki maly bialy, adapter do gniazdka zebys se mogla polskom suszarkie wczepic, he he!

      Usuń
  3. Ja Cię kocham po prostu! ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Niby dlaczego suchy fakt poczęcia się nie liczy? Wszak to dopiero może być największa wpadka:))! W obliczu tejże sukcesy tracą power, a i marzyć też się odechciewa.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobre żarcie też mnie kiedyś cieszyło. Cieszyło, cieszyło, aż naraz zmartwiło. Na ten widok w lustrze, znaczy:)).

    OdpowiedzUsuń
  6. Aniu, jestem przekonana, że ta sukienka w zielone listki, no ta pierwsza w każdym razie, będzie idealnie podkreślała kolor Twoich oczu, głębie czerwieni Twoich ust, kolor Twoich włosów... No właśnie- jaki kolor przewidujesz na stare lata? :)

    Największa wpadka? Boszzz, ale że tak publicznie? Bo we wpadkach to dobra jestem. A nie- dzieci, to każde zaplanowane było. Przynajmniej na razie. No dobra- pierwszy dzień pracy w kancelarii, byłam tak zestresowana, że nie wiedziałam jak się nazywam, kolega oświadczył: "Będziemy stemplować pisma, idź po orła". Najpierw... nie zorientowałam się, o jakiego orła Mu chodzi :) Brawo ja :) A potem... jak już mi wytłumaczył... to przyniosłam "orła" bez tej podstawki, w której się macza pieczątkę :)Jestem przekonana, że Oni do dzisiaj się z tego śmieją.
    Ja zresztą też ;D

    OdpowiedzUsuń
  7. A marzenie... Ja to mam takie zwykłe i przyziemne. Nie umiem chyba tak marzyć z polotem, że tak powiem. A w ogóle, to zawsze się łapię na tym, że te marzenia nie dotyczą MNIE, tylko dzieci- żeby zdrowe były, żeby sobie fajnie życie poukładały, żeby nikt ich nie skrzywdził.
    A ja? Proszę się nie śmiać :) Ja to bym chciała na tyle dobrze znać angielski, żeby czuć się pewnie i móc sobie o, polecieć jak mi się zachce, gdzieś :) Nie wiem gdzie, bo właśnie tu wychodzi ten mój realizm- języka dobrze nie znam, to co będę marzyć o takim na przykład wielkim Kanionie :)

    Sukces... Chciałam mieć dom zupełnie inny niż mój rodzinny. Trochę mi się udało, ale nie do końca- sukces połowiczny.

    OdpowiedzUsuń
  8. Przedmioty z dzieciństwa - wszystkie pamiętam, ale nie potrafiłabym tak wyliczyć; gąsienica fisher trochę waży, silne masz dziecko 😊, pozdrawiam, jupik

    OdpowiedzUsuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...