środa, 18 listopada 2015

o tym jak to próbuję, kufa, wynająć w UK mieszkanie

To chyba dobry moment, aby opowiedzieć Państwu, jak wygląda poszukiwanie chaty w UK.
Jeśli posiada się czworonogi jest się z góry wykluczonym z 3/4 ogłoszeń.
Zupełnie jak w Polsce.
Pamiętam jeszcze, jak w ojczyźnie zadzwoniłam do pana oferującego nieumeblowane mieszkanie. I pan się mnie pyta, czy mam zwierzęta.
-Owszem, 2 koty. Wykastrowane.
-Aaaaaa! To nie!
-Dlaczego nie? Nawet jeśli bałby się pan o ewentualne zniszczenia mebli, to chyba nie w tym wypadku, skoro oferuje pan mieszkanie nieumeblowane. Koty, psze pana, ścian i parkietów nie żrą. A co do tych ostatnich- na bank nie niszczą bardziej, niż dzieci, na które się pan godzi. Koty nie szczekają, nie przeszkadzają sąsiadom. Moje są niewychodzące nawet. Dlaczego zatem nie, jeśli wolno spytać?
-Bo zwierzęta mają robaki.
-Jak i ludzie, psze pana. Nie wiem czy pan wie, ale zwierzęta się odrobacza. Jak i ludzi zresztą.
-Ta! Odrobacza się! A później ludzie umierają!! Na tasiemca mózgu!
-Pan by nie umarł. Prędzej tasiemiec. Nie miałby co żreć. Dziękuję, do widzenia.
Tutaj "na dzień dobry" w 75% ogłoszeń napisane jest "sorry, no pets" więc nie ma nawet po co dzwonić.
Natomiast przejść się po agencjach i użyć uroku osobistego, zawsze można, no nie?
No można.
Ale to też nic nie daje, jak się nie ma osoby, która byłaby w stanie za nas poświadczyć, zarabiającej najmniej 32 tys. funtów rocznie. I nie pomaga tłumaczenie, że jesteś tu od około roku, nie masz zbyt wielu znajomych, do tego stopnia, że masz ochotę wpuścić do domu świadków Jehowy.
Gdyby chodzili.
Tak a propos- zawsze mnie interesowało co się dzieje, gdy świadkowie Jehowy zapukają do mieszkania konsultantki Avonu?
No nieistotne.
W każdym razie można też wchodzić do tych agencji, które nie są oświetlone milionem neonów.
Do tych, w których agenci nie zamykają za wami drzwi i nie biegną pędem, aby z końca pomieszczenia przynieść krzesło obrotowe dla Waszego dwuletniego dziecka.
Do tych, w których agenci wyglądają jak szafa Komandor i są w trakcie (wiecznego, jak mniemam po ilości talerzy) posiłku.
I tak też zrobiliśmy.
Przyjemne wnętrze nawet.
Nastrojowe, rzekłabym.
Światło przyciemnione, ale i tak dało się dostrzec dziurę w obiciu kanapy.
Wskazane mi krzesło, żebym sobie klapła, zawierało płaszcz na oparciu.
Nie mój rozmiar więc nie skorzystałam.
Spojrzałam tylko na płaszcz, na agenta, na płaszcz, znowu na agenta, na płaszcz i na agenta tak bardzo szybko, po czym on wstał, głośno westchnął, zabrał odzienie i udał się odwiesić je na wieszak.
Który to odpadł.
W tym czasie ja nerwowo poprawiałam fryzurę, albowiem nie będę wyglądała jak jakaś bździągwa w ukrytej kamerze, a co!
Dalej to zaczęłam wyłuszczać po co przyleźliśmy, a agent w tym czasie sprzątał resztę żarcia z biurka, uciszył świnię z rożna, dobił krowę na przystawkę i zaczął zbierać okruszki z biurka. Ja podałam mu metrówkę, która leżała po mojej stronie, na ziemi, a później etui na okulary, które niechcący kopnęłam.
Tymczasem jemu się odbiło.
Nie, wróć, kurwa.
Odbiło się, to nieadekwatne słowo.
Odbić to się może eterycznej dzieweczce.
On sobie beknął.
Jak bawół.
Ja domknęłam Maćkowi szczękę.
Trzeba oddać panu agentowi, że przeprosił.
Ja zarypałam karalucha obcasem.
Nie, kłamię, nic nie zarypałam, ale też gdyby ten karaluch przebiegł, potraktowałabym go naturalnie.
Jak logo agencji, czy tam maskotkę.
Agent wypytał nas o wszystko, w tym skąd jesteśmy, a na wieść, że z Polski powiedział "to tak jak ja" i zaczął się głośno, tubalnie
śmiać.
Wspominałam, że był Murzynem?
Ja się na wszelki wypadek nie śmiałam. Przez tą poprawność polityczną już nie wiem z czego mogę się śmiać, a z czego nie , a jakoś nie chcę żeby mnie na 3 lata do pierdla za dyskryminację rasową wsadzono.
Później to ja opowiadałam, że tylko "long term", "with garden" i takie tam, a pan odnoszę wrażenie, że mnie nie słuchał, bo mówił do Stiflera takie "ohhhhh, cuteeeeee, what a lovely boy!", a także pytał go co chwilę, czy się podzieli z nim lizakiem, bo Stifler miał paszczę zatkaną chupa-chupsem.
Wiem, że niezdrowo, ale strategicznie, jak człowiek chce chwilę pogadać z kimś innym.
Później agent zadzwonił w jedno potencjalne miejsce.
Niestety jego rozmówca powiedział, że dziadek zdmuchnął wszystkie 80 świeczek na urodzinowym torcie i tym samym dał znak, że mieszkanie szybko się nie zwolni.
Zatem sorry, agent na tą chwilę nic nie ma, ale zadzwoni do mnie ASAP.
Normalnie nie mogę się doczekać.
Także jakby ktoś z Państwa coś, tudzież miałby w UK znajomych, którzy coś, byle w Essex (szczegóły na pw), to proszę dawać znać.
ASAP.
Albo pilnie.
Co łaska.


3 komentarze:

  1. Jak Ty w Essex mieszkasz to no no... Wiesz, tam polowa spoleczenstwa spedza czas wolny w salonach kosmetyczno-fryzjerskich, a druga polowa... tez :-) Essex jest slynne w UK. Tam zyja same "Jole Rutowicz", no i oczywiscie gwiazdor Joey Essex.
    No to pozartowalam. A tak na serio to taniej jest dom kupic niz wynajac. No ale probujcie, probujcie, na pewno cos znajdziecie, tylko niestety trzeba sie naszukac. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  2. W Niemczech tez bywa, ze z gory nie chca zwierzat, ale to rzadkosc. Jesli masz psa, musisz przejsc sie po sasiadach i zebrac podpisy, ze nie maja nic przeciw Twojemu psu. Natomiast o koty czy inna drobnice nie musisz juz pytac, wolno sie wprowadzac.
    A nie mowilam, ze w Niemczech lepiej, toscie chcieli do Anglii koniecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Może wyjściem jest informowanie, że szukasz mieszkania dla siebie i swojej rodziny. Nie wymieniaj wszystkich członków rodziny. Dam głowę, że nikt nie wpadnie na pomysł, by zapytać "Czy wszyscy członkowie pani rodziny to ludzie?" :D:D:D

    OdpowiedzUsuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...