poniedziałek, 2 listopada 2015

Fotorelacja z Halloween

Muszę Państwu śmignąć szybką fotorelację z naszego pierwszego Halołin jak na filmach Emotikon wink 
Otóż kostiumy zakupiliśmy na dobre dwa tygodnie przed na ebay`u i czekaliśmy na nie w napięciu. Okazały się dobre na pewno, gdyż przez te dwa tygodnie zostały przymierzone z pięćset razy przez głównych zainteresowanych. Don Juan postanowił być Vladem Palownikiem, Szara Eminencja postanowił zostać Śmiercią, a Stifler strażakiem Samem 
Emotikon smil

Zanim wyruszyliśmy na podbój miasta, my dorośli oraz Stifler, mieliśmy okazję oglądać pojedynek sił ciemności. I to zaraz po wysłuchaniu uprzednio krótkiego acz rzeczowego dialogu, który rozpoczął wampir :

-Uciekłbym przed tobą.
-Wampiry są nieśmiertelne! Nie boją się śmierci!
-Ale kołków to już tak...


Szara Eminencja nie pozwoliła sobie skrócić przebrania, toteż materiał majtał mu się między nogami i parokrotnie o mało co nie wywinął przez to orła. Oczywiście ojciec jego rodzony darł japę wykrzykując rady w stylu "do góry to zadrzyj! Po bokach trzymaj jak chodzisz! Czy to takie trudne?!", na co Szary również darł japę "owszem, trudne. To mój pierwszy raz w kiecce!". Czyli dżęder. Jak zwykle.
Do tego Stiflerowi coś tam się poprzestawiało i od kilku tygodni słodyczy nie odmawia. I owszem powtarzaliśmy mu każdorazowo, znaczy przed każdymi drzwiami, że tylko jeden batonik/cukierek/lizak, itd., ale w praktyce wyglądało to tak, że sympatyczna starsza pani wyciąga z miski batonika, po czym kieruje rękę z nim w stronę dzieci. Łup przechwytuje Stifler i grzecznie mówi "senkju" (akcent po ojcu). Pani wyciąga następnego batonika dla następnego dziecka, którego przechwytuje oczywiście nadal Stifler, dalej to "senkju" i sru do swojego wiaderka. Niezrażona pani wyciąga trzeciego batonika, a niezrażony Stifler po raz trzeci wyciąga łapę i w połowie "senkju", stosując przemoc pod postacią obezwładnienia, bracia odciągają go siłą. Taki się z niego zrobił niekulturalny harpun normalnie. Nie wiem po kim. W sumie to zła cecha, także jak to z dziećmi bywa- po ojcu. Pewne jest natomiast, że nie po matce.



pozowanie z babcią :)
Żałuję, że nie mogę Państwu pokazać jak czadowo ludzie poozdabiali swoje domy. Niestety nadal mam nieodparte wrażenie, że ktoś sobie może nie życzyć, aby jakaś szantrapa z Polski robiła zdjęcia jego posesji i wstawiała do Internetów. Musicie mi zatem na słowo uwierzyć, że te wszystkie dynie, czarownice, pajęczyny z giga pająkami, duchy, zombie, itp. tworzyły fantastyczny nastrój. Moje serce podbiły duszki z butelek po mleku, świecące się dzięki kolorowym świetlikom wrzuconym do środka. Jednak kreatywność ludzi nie zna granic. My, oprócz posiadania kupnych ozdób, zrobiliśmy trzy dyniowe lampiony- tradycyjną buzię, taką z uszami (Szara Eminencja) oraz dynię puszczającą pawia (Don Juan. W świetle faktu, że jest już nastolatkiem, jego halołinowa twórczość nagle nabiera nowego znaczenia, prawda?).


Na jednym z domów była naklejka "no trick or treat, sorry" i przekreślony duszek. I jeden raz starsza pani osobiście powiedziała chłopakom "przykro mi kochani, ja nie obchodzę Halloween, ale miłej zabawy". Niesamowicie jestem ciekawa, czy Wasze dzieciaki w Polsce chodziły po domach? Moje do tego roku nigdy wcześniej tego nie robiły. Zważywszy na tragicznie żałosną antyhalloweenową polską nagonkę chciałam im zawsze zaoszczędzić przykrości i rozczarowań. Oczami wyobraźni widziałam moherowe szwadrony z okrzykami "ja ci dam cukierka, gówniarzu jeden! Będziesz te hamerykańskie tradycje małpować, zamiast po polskiemu ładnie na grobie paciorek zmówić?!".... Wracając do tutejszych zwyczajów- wszędzie witali chłopców uśmiechnięci gospodarze, czasem słodyczami częstowały również przebrane małe dzieci. W jednym z domów od małego Czerwonego Kapturka chłopcy dostali oprócz batoników bransoletki z gumek (tak, tych rakotwórczych ;)) własnoręcznie przez dziewczynkę wykonane Emotikon heart Niektórzy otwierali drzwi z każdym dzwonkiem, inni stali już w progu z miskami pełnymi wszelakich łakoci. Wszyscy byli przeuprzejmi, jak to Anglicy. Uśmiechnięci od ucha do ucha. I nie sądzę, aby była to wymuszona postawa. No bo jak wytłumaczyć sytuację, gdy drzwi otwierają się same, za chwilę wychyla się zza nich twarz w masce Jasona (z "Piątku Trzynastego"), następuje chwila ciszy, a później ręka w rękawiczce bez słowa wysuwa w stronę dzieci miskę z cukierkami? Jak wytłumaczyć panią, która wyskoczyła do chłopaków ze sztuczną pajęczyną i spryskała nią ich od stóp do głów, śmiejąc się z ich min jak szalona? Jak wytłumaczyć panią, która wysuwała rękę przez otwór na listy i straszyła tak dzieciaki? Była też pani, która otworzyła drzwi i na okrzyk "cukierek albo psikus" odrzekła "psikus, poproszę", na co ewidentnie moje dzieci nie były przygotowane i to również było widać po ich minach. Oczywiście, gdy już rzeczona pani przestała się śmiać, poczęstowała dzieci słodyczami. Swoją drogą uzbierali ich pełne wiaderka po przejściu obu stron sąsiadniej ulicy.

Reasumując: podczas, gdy w Polsce nadal trwa debata dotycząca braku patriotyzmu wśród praktykujących Halloweenowe zabawy, małpowania cudzych tradycji, zamachu na KK i morale młodych Polaków, poparta licznymi przykładami zasłyszanych opętań po przebraniu się za diabła (a jakże !), tutaj ludzie się po prostu bawią. Między innymi dlatego właśnie tu mieszkam. 

W domu zrobiliśmy sobie seans filmowy. Oglądaliśmy "Miasteczko Halloween". Mam mocno mieszane uczucia, sama nie wiem czy mi się tak bardzo podobało, jak krytykom ponoć. Przez chwilę nawet przycięłam komara, ale to dlatego, że dzień wcześniej do 2:30 napirzałam nietoperze z ciastek Oreo, biszkoptowe nagrobki, bezikowe duszki (swoją drogą ciasto zostało przyozdobione przed wyjęciem z blaszki, zatem tak stanęło na stole. Na szczęście tylko jeden brzeg mam w niej przyjarany, toteż musiałam pamiętać, aby siadać nie po tej stronie stołu, żeby z mojej perspektywy powiedzmy, że fajnie to wyglądało Emotikon wink , czy też lukrowałam ciastka korzenne, zachłyśnięta inspiracjami z Moje Wypieki.
W ogóle z tym pieczeniem to jest tak, psze Państwa, że jak się Moje Wypieki człowiek naogląda, to się jemu od razu wydaje, że jest Buddy Valastro.
Natomiast efekt końcowy zawsze jest taki sam.
Zupełnie jak w przymierzalni H&M w minione lato- patrzę se na plakat modelki w białej kiecce i se myślę "uuuuu, jaka zajebiaszcza długa, plisowana, letnia sukienka. Taka zwiewna, kobieca i seksowna. Będzie bomba! ". 
I już oczami wyobraźni widzę jak lekko, niczym młoda gazelka, śmigam se po piasku, gdzieś nad brzegiem oceanu, jak babeczka ze zdjęcia, czy tam inna Cindy Crawford, w tych tiulach, szyfonach, czy innych chujozach.

I, kuźwa, możecie mi wierzyć, że gdy później mierzę rzeczoną plisowaną sukienkę, to faktycznie jest bomba!
Mała, okrągła bomba!
Inaczej mówiąc- przysadzisty kurdupel, któremu plisy zafundowały dupsko Kardaszianki. W ciąży. Z sześcioraczkami. I zazwyczaj ten kurdupel, z obrażoną miną, mówi wtedy "ZDJĘCIA KŁAMIĄ!", czyli dokładnie to samo, co gdy oglądam efekty moich cukierniczych zmagań Emotikon smile

A na koniec Wam powiem, żeby nie było, że sporo w ten dzień rozmawialiśmy sobie o przemijaniu i o tym, że to życie tak szybko płynie, że tak mało rzeczy tak naprawdę jest ważnych, że ludzie traktują je zbyt serio i są tacy śmieszni z tą małostkowością, zważywszy na to, że jesteśmy tu wszyscy tylko na chwilę. Aaaaa, no i o tym, że po śmierci to i tak się na bank nie zgodzą by moje ciało ubrano w strój Supermana i wyrzucono z samolotu. Niestety.

Babeczki z pająkiem są dziełem sąsiadki ;)










9 komentarzy:

  1. Z tymi przymierzalniami to ja mam dokladnie tak samo. Nabiore trzydziesci sukienek w podobnym fasonie do przymiarki a tylko jedna "pasuje". Wcale nie ta o której myslalam ze bedzie pasowala.
    Fajne masz te dzieciaki. Moje tez chodzily w pierwszy rok po przyjezdzie sami, potem juz z kolegami, dostawali rozne batoniki a nawet kase. Slodyczy mialam zawsze az do swiat :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim też chciano dać pieniądze. Jakieś starsze małżeństwo powiedziało, że nie ma słodyczy, ale może dać im pieniążka. No i jak przystało na dzieci obyte z takimi propozycjami, zaraz po tym jak rzeczone małżeństwo poszło po portfel, panowie dali nogę. Pazerni to nie są. Zupełnie nie po mnie ;)

      Usuń
  2. Z sukienkami mam podobnie, zawsze dobrze wyglądają na kimś innym :( Czepiasz się swoich ciasteczek, może nietoprzerze wygladają trochę jak niedźwiadki, ale reszta jest oblędnie straszna. Dwa lata temu porwałam się na tort ala Buddy Valstro i wygladał tak jak te, które im czasem spadną na podłogę, więc ten no...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak zombie niedźwiadki chociaż? Niedźwiadki ze wścieklizną, co by flaki wypruły dla zabawy tylko? <3

      Usuń
  3. O Jezu, o Jezu... Aż mi serce mocniej zabiło- toć to mój ulubiony temat ostatnio! I powiem Ci Ania, że tak- miałam poczucie misji, chciałam nieść ten kaganek oświaty, przekonując naród polski, że Halloween nie musi boleć... Ale wiesz co? Po tym jak ktoś mi pod ostatnim moim postem na ten temat, napisał, że mam obsesję- odpuszczam :) No ja i obsesja? To się w moim wieku nie godzi!

    Najpierw odnośnie Twojego posta- jeśli Szary wyskakuje z tekstem, że to Jego pierwszy raz w sukience, to trzeba Mu było zaproponować do Niej szpilki- wtedy by chłopak wiedział, jak się czuje Matka Polka, kiedy się raz na ruski rok musi odstawić :) No dobra, może tylko ja się wtedy czuję jak pokraka :)

    Stifler i ukochanie słodyczy... To co powiesz na to, że ja mam tak z Lilą od zawsze? Wyobraź sobie- wychodzimy z przedszkola, obiecałam Jej, że kupię Jej gumę mambę, ale zje ją po obiedzie. Robimy dwa kroki, a Ona mówi: "Jedną przed obiadem, a drugą po. Tak mamo? Tak jest umowa?" Taka? No chyba trochę inaczej się umawiałyśmy :)

    Jak na pierwszy raz i tak uważam, że strrrraszne łakocie wyszły Ci bardzo przyzwoicie :)

    A teraz co do Halloween u nas. Hmm... Mieszkamy na osiedlu, gdzie jaśnie nam panujący proboszcz bardzo tępi to święto. Rok temu kazał dzieciom nie żebrać, w tym "jedynie" straszył opętaniem i psychiatrykiem... A najgorsze jest to, że jego słowa chyba jednak padają na podatny grunt. Kiedy Eliza miała 3lata, a po domach chodziły obecne nastolatki (które nota bene już się nie bawią, żadne w psychiatryku nie wylądowało... ot, wyrosły) to raz, że tych dzieciaków chodziło więcej, a dwa- na balkonach naprawdę było sporo dyń, a u nas to taki trochę znak rozpoznawczy pt. "Tak, w tym domu hołdujemy pogańskim świętom". W tym roku- na balkonach trzy dynie na krzyż, a dzieciaków jak lekarstwo, Smutne. Bo mnie się osobiście takie Halloween, jak Ty opisujesz szalenie podoba. Widzę w nim TYLKO I WYŁĄCZNIE dobrą fajną zabawę. I uzupełnienie słodyczy w domu.

    Straciłam jednak wiarę, że nasze społeczeństwo wyjmie ten pogrzebacz z dupy i się wyluzuje.

    Cieszę się, że Wy dobrze się bawiliście!
    Odezwę się wkrótce, bo już od dłuższego czasu planuję do Ciebie napisać.
    Buźka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam. Uroniłam łezkę. Mama trójeczki to troll. Dobra, cofam trolla, to korwinistka. Tak, tak. Dla nas to obelga, ale ona jest dumna z tego bodajże. Pamiętam ją właśnie z komentarza, gdzie broniła zaciekle JKM. To chyba wszystko tłumaczy, co? ;)

      Moje zdanie na temat księży znasz. Ubolewam jedynie, że trafiają na tak podatny grunt. Nie mogę pojąć, że wszystkie inne zabawy poza zlizywaniem śmietany z księdza kolan są z gruntu złe i niemoralne.

      buziaki

      Usuń
  4. Polska mentalność jest bardzo smutna, to i Polskie zwyczaje do najszczęśliwszych nie należą. ;) Osobiście uważam, że zarówno Święto Zmarłych jest nam potrzebne, jak i właśnie Halloween - oba wydarzenia oczywiście w dwóch różnych dniach, ale mielibyśmy fajny konsensus. :) Tylko czy Polacy kiedykolwiek do takiego ewoluują...?

    Dzieciaki wyglądały genialnie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:)

      Nie mam pojęcia czy faktycznie oba święta są nam potrzebne, ale uważam, że z całą pewnością każdy sam sobie powinien wybrać sposób obchodzenia tych dni. I dopóki krzywda się nikomu nie dzieje, jak za drzwiami niejednej polskiej plebanii, innym guzik do tego, a wszelkie gadki umoralniające powinni sobie wsadzić w buty (delikatnie mówiąc).

      Usuń
  5. My jesteśmy wolnym państwem, ale tylko z definicji. W praktyce ta nasza wolność jest ograniczana i kontrolowana. Przykład: Jestem w trakcie poszukiwań nowej pracy.
    Mam średnie wykształcenie, znam język angielski, mam doświadczenie w branży i odpowiednie kwalifikacje, a przede wszystkim podejście do dzieciaków, bo to właśnie z nimi chcę pracować. Dość szybko się jednak okazało, że dla wielu pracodawców, problem stanowi... kolor moich włosów i sposób ubierania się. Włosy mam niebieskie, a mój ubiór przypomina tęczę, ale przecież dzieciaki uwielbiają osoby kolorowe, oryginalne, pozytywne... To dorośli mają z tym jakieś nieuzasadnione problemy...
    Chciałabym móc żyć kiedyś w miejscu, gdzie ludzie są otwarci, tolerancyjni, gdzie nie oceniają decyzji i działań innych, a wolność jest rzeczywistością, a nie tylko papierkiem.

    OdpowiedzUsuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...