środa, 2 września 2015

O drugiej wizycie w angielskim szpitalu

Przyszła kryska na Matyska.
Moje najstarsze dziecko, tłukąc się (kilka dni temu, wieczorem) z młodszym bratem, upadło niefortunnie i złamało palec lewej ręki.
Jako że początkowo ten palec nie wyglądał źle, wspólnie uznaliśmy, że nic mu nie jest, ale niestety rano złośliwie postanowił spuchnąć i zsinieć.
Wcześnie rano.
A w zasadzie o 3 nad ranem obudziło mnie pytanie, jak wygląda martwica.
Uspokoiliśmy go, że martwica wdaje się w palce tylko wtedy, jak dzieci nie wykonują swoich obowiązków.
Pojechaliśmy też do szpitala, gdyż nie dał się oszukać, że naszym Samsungiem robimy mu prześwietlenie i nic mu nie jest, niech wraca spać i my również.
W szpitalu tym razem otwarcie śmiano się z prób wymówienia syna imienia, zwłaszcza w połączeniu z naszym nazwiskiem.
Syn się nie śmiał.
Bał się rtg, bo to miało być jego pierwsze.
Wprawdzie przez godzinę tłumaczyliśmy mu, że położy tylko rękę w odpowiednim miejscu, ciach-pach, cykną mu specjalną maszyną fotę i nawet się nie zorientuje kiedy skończyli, bo zaraz go wyproszą. Niestety, z przyczyn niewiadomych, dziecko nam w kwestiach medycznych nie ufa. Myślę, że niepotrzebnie powiedzieliśmy mu kiedyś, że mikrochirurg to specjalista poniżej metra pięćdziesięciu. Później oglądał jakiś program na Discovery i się sprawa rypła.
Z nerwów, przed badaniem, pielęgniarce powiedział, że urodził się w roku 204, a na moje "ta, jeszcze pani powiedz, że to ty jesteś autorem pierwszych zapisów runicznych", próbował zabić mnie wzrokiem.
Spytał tylko kto robi rtg.
Powiedziałam, że radiolog. Choć w głowie miałam fajniejszą odpowiedź. Jednak nie sądzę, aby wiedział kto to Tomasz Tomaszewski.
Potem zapytał gdzie to zdjęcie trafi.
Do chirurga pewnie, odparłam. I tu poradziłam mu, żeby był otwarty. Wszak chirurdzy lubią otwartych ludzi.
Pytał też, czy przy nastawianiu kości dostaje się narkozę i chciał, abym mu wytłumaczyła dlaczego to zależy od słuchu lekarza. I dlaczego głusi lekarze nie dają.
Śmiałam się jak zwykle sama.
On miał bardzo duże oczy.
Poczucie humoru po ojcu odziedziczył, widać.
Później syn powiedział żebym spoważniała, bo ma obiekcje, co do bagatelizowania jego stanu. A przecież ręka może mu odpaść, czy coś, bo czuje jak mu dziwnie sztywnieje i zaczyna mrowić. A potem weszliśmy do gabinetu, gdzie na pytanie lekarza jak się czuje odpowiedział, że "super. Phi. To tylko palec. Phi. W ogóle nie zauważył ,że mu coś jest, tylko mama panikowała. Phi.".
A wtedy ja miałam bardzo duże oczy.
Lekarz niestety nie dał się namówić na założenie gipsu. Ani zielonego, ani żadnego innego. Ponoć wystarczy usztywnić dwa palce razem kawałkiem plastra i voila.
Trudno.
Syn jest z palca i plastra i tak dumny.
I tak czy siak trzeci dzień jest w stanie agonalnym.
Wiecie jak to jest, kiedy pęknie kość najmniejszego palca- dreszcze, gorączka, omamy wzrokowo-słuchowe, katatonia, epilepsja, lumbago, Alzheimer,itd.
Do tego dochodzą też cierpienia psychicznie.
Najbardziej cierpi z tego powodu, że nic nie może- ani zetrzeć kurzu w swoim pokoju, ani posprzątać w swoje szafie, ani śmieci wyrzucić.
Może niestety tylko grać na x-boxie i jeść deser. A musicie wiedzieć, że biednemu dziecku należy się duży deser. przedwczoraj mi to uświadomiono. Czterokrotnie. Z wyrzutem.
Jeszcze może dzielić się ze światem swoją tragedią.
Wczoraj, jak wracałam ze sklepu, nasza mała sąsiadka spytała mnie, czy to prawda, że Don Juan złamał palec zatrzymując bandytę w sklepie.
A teraz dochodzą do mnie fragmenty rozmowy samego Don Juana, który stoi przed domem z inną koleżanką i łamanym angielskim przerabia na potrzeby własne odcinek Kapitana Ameryki.
Jak wstał poprosił o bezy.
"Z kremem, jeśli to nie problem"- po czym narysował w powietrzu serduszko. Złamanym palcem, oczywiście.
A ja mam piekarnik gazowy, psia mać!
Naprawdę jestem bliska, żeby porzucić to wszystko w pizdu i zostać striptizerką.
Niestety mam cellulit, wałki i nie potrafię normalnie tańczyć.
Choć jak dłużej o tym pomyśleć, to w sumie mogłabym się wzbogacić. Ludzie mają gest, nie? Myśleliby "biedna striptizerka, nie dość, ze ma cellulit, wałki, to jeszcze z padaczką".
I Don Juan mógłby odbierać mnie po pracy.
Wtedy by myśleli "biedna striptizerka, nie dość, że ma cellulit, wałki, padaczkę, to jeszcze syna ze złamanym palcem".
Muszę to jeszcze przemyśleć....



6 komentarzy:

  1. ;-)))) No jaja se robisz, a dziecko uszkodzone i do tego cierpi. I bało się. Rzeczywiście jesteś Nietypowa ;-))))))

    OdpowiedzUsuń
  2. myślę, że powinien postarać się o dożywotnią rentę inwalidzką ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. No tak, najwazniejsze to miec wiarygodna historie bohatersko zlamanego palca :-)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Ania, bez urazy, ale odnoszę wrażenie, że zwyczajnie polubiliście te angielskie szpitale. Ja wiem, że to miła odmiana po polskich realiach, ale wiesz- no choćby taka Leśna Góra... Nie trzeba było od razu emigrować!
    Poza tym daj spokój- astma? Złamany mały palec? Co będzie następne? Prostata u Maćka, czy lumbago u Stiflera?
    No nic- napisz tylko, czy lekarze przystojni :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytając cokolwiek zawsze wykorzystuję pomocniczo swoją wyobraźnię, jednak w Twoich tekstach od razu widzę film komediowy z grupy nominowanych do Oscara!
    Bohaterski Don Juan z Matką w angielskim szpitalu! Przecież w polskim też by nie wymówili poprawnie Don Juan, chyba że dodatkowo byś zapłaciła, na recepcji 20, pielęgniarce 50, a lekarzowi od 100 do 500 zł ( nie używamy funtów ).
    Niech bohater zdrowieje, a patyk z bandażem może nakładać czasami, tylko dla szpanu! ;-)

    OdpowiedzUsuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...