wtorek, 22 września 2015

Kącik Porad Rodzicielskich...czyli jak nauczyć dziecko szacunku do KAŻDEGO zawodu

Wiecie Państwo jaki był pierwszy wierszyk, który moje dzieci poznały na pamięć? 
"Wszyscy dla wszystkich" Tuwima. 
Był on przeze mnie czytany z podkreśleniem i wielokrotnym tłumaczeniem na licznych przykładach tej całej zależności w społeczeństwie. Z podkreśleniem szacunku, jaki należy się każdemu zawodowi.
I wszystko wskazywało na to, że moje dzieci prawidłowo zatrybiły. Przez tyle lat nie zauważyłam, aby były dla kogokolwiek bardziej (lub mniej) miłe, niż na to zasłużył, niezależnie od wykonywanego zawodu, czy tzw. pozycji społecznej. Czasami wdawaliśmy się w dyskusje, że świat nie może składać się z samych lekarzy i prawników. Ubolewaliśmy nad likwidacją zawodówek. Czasami zaś debatowaliśmy o tym, że ogromną niesprawiedliwością są niskie zarobki, w niektórych zawodach. Też ważnych. Też potrzebnych. I wszystko przebiegało tak, jak przebiegać powinno, jak się dziecka nie chce wychować na rąbniętego snoba. Do połowy minionych wakacji, mniej więcej...

Otóż oglądaliśmy sobie całą rodziną program, o jakimś potentacie w świecie fryzjerstwa, który ma salony na całym świecie i prywatny samolot, gdy nagle Don Juan wypalantował z cwanym uśmiechem
-Właśnie odkryłem, że zostanę fryzjerem
Na co ja tak sobie rzuciłam
-Myślę, że ten facet nie jest ot takim tam zwykłym fryzjerem. W każdym zawodzie są rzemieślnicy i artyści. On musi być artystą, musi mieć do tego niesamowity dryg.  Musi naprawdę kochać to, co robi, żeby zajść tak daleko. Łeb do interesów i łut szczęścia pomijam...- i tu się zawiesiłam, aby podziwiać, jak mądrze to zabrzmiało, ale szybko doszedł do mnie głos syna
-No błagam, nie rozśmieszaj mnie. Artysta?! I na czym polega ten jego artyzm? Że umie zapleść warkoczyk? Że przytnie "z przodu krócej, z tyłu dłużej"? Zaczesze na boczek? Żelu nie zeżre przy modelowaniu? Obawiam się, że facet ma wyłącznie szczęście i łeb do interesów. Pies, gdyby miał kciuk przeciwstawny, mógłby stać na jego miejscu w robocie.  No ja bym pewnie większość z tych rzeczy potrafił, gdyby mi ktoś pokazał. A zwłaszcza przyciąć włosy po prostej linii nożyczkami. No faktycznie filozofia, sztuka, artyzm...
A dalej to mu się wyrwało takie złowieszcze "hahahahahahaha", jak laleczce Chucky. Tylko większej.
Trochę mnie wzdrygnęło i lekko mnie poniosło. Oczy mi mgłą zaszły, albo krwią podbiegły, już sama nie wiem i dlatego dalszy przebieg zdarzeń trudno jednoznacznie ustalić. W każdym razie mnie albo Maćkowi się wyrwało 
-ejjj, a Ty nie powinieneś włosów obciąć? Może grzywkę byś sobie chociaż nieco przyciął? Wiesz, nie chcemy Cię targać po zdziercach kasy o umiejętnościach buldoga francuskiego. Gdyby miał kciuk przeciwstawny, rzecz jasna.
W sumie nieistotne kto to powiedział, bo drugie z nas jest równie wstrętnym rodzicem i nie zaoponowało. A wręcz z pełnym uśmiechem wskazało na szufladę, w której leżą nożyczki.
Edward Nożycoręki, z wrodzoną nonszalancją (po ojcu) i głośnym "phiiiii", oznaczającym pogardę do wszystkich fryzjerów świata,  udał się do łazienki, gdzie prawdopodobnie doszło do niego " i pamiętaj, jaką se fryzurę stworzysz, w takiej będziesz chodził, bo my Cię po żadnych owczarkach bez kciuka prowadzić nie będziemy", bo usłyszeliśmy kolejne "phiiii" i "wcale bym nie chciał". 
Pięć minut później  me najstarsze dziecko ukazało się nam w pełnej krasie.  
Oraz w pełni kontent. 
Z miną i fryzurą dokładnie jak na zdjęciu poniżej.



A później tak stał i patrzył na nas, a my na niego. 
Wszyscy mieliśmy otwarte buzie. Stiflerowi wypadł z niej wafel ryżowy i się poturlał. 
Wszyscy byliśmy też dość zaskoczeni wrażeniem, jakie na nas wywołał jego kunszt, a sam Don Juan widać nie spodziewał się aż takiej reakcji, bowiem błądził wzrokiem od osoby do osoby, nic nie rozumiejąc. Aż go olśniło chyba, bo wyprężył się dumnie i rzekł
-I co? Głupio wam?
I tu pierwszy ocknął się Szara Eminencja
-Mójborze, Lloyd! Dobrze, że nie chodzimy już do tej samej szkoły!
-Mamo?- zwrócił się do mnie Don Juan z lekkim niepokojem w głosie
-Nie wiem jak Ci to powiedzieć, synu...widzę to tak, jakbym sama poszła do fryzjera poprosić o jakąś fajną fryzurę na lato. No i on by mnie ostrzegł faktycznie na lato. Grzegorza Lato....ale oczywiście wyglądasz bardzo ładnie. We wszystkich fryzurach wyglądałbyś ład....
Niestety syn przestał słuchać. 
A później wszystko działo się bardzo szybko. 
Pobiegł po lustro z łazienki i stanął z nim w salonie przyglądając się chyba nieco bardziej krytycznie swemu odbiciu, bo nagle, o dziwo,  przestał się uśmiechać. Później były takie normalne pytania w stylu "ja pierdziele, ile odrastają włosy?" i te bardziej niepokojące "a tak właściwie, to kocia sierść od ludzkiego włosa, to się niewiele różni, nie?". 
Były też zaszklone oczy wszystkich członków rodziny.  Z różnych powodów wprawdzie, ale jednak zaszklone solidarnie. 

Syn przebujał się tak honorowo przez całe wakacje i wkroczył tak w nowy rok szkolny, w nowej szkole. 
Za zgodę na publikację zdjęć z Legolandu, na blogu i fejsie, musiałam słono zapłacić. 
Ma też dość zabawne zdjęcie do identyfikatora szkolnego. No i przeszliśmy awanturę, że nie wolno nam go przesłać babci, która "wszystkim je w Polsce pokaże".  
Natomiast myślę, że jest też pozytywny wydźwięk tej historii, albowiem od tego czasu, gdy rozmawiamy o zawodach, to zmieniły mu się nieco poglądy. 
Lekarze- owszem fajnie, ale nie robią już na nim takiego wrażenia. Prawnicy również. Naukowcy- miło, super, ale nic nadzwyczajnego. Bankowcy,humaniści, inżynierzy, informatycy, itd.- fajnie, fajnie, ale bez przesady.
Natomiast fryzjerzy, mili Państwo.... to jest zawód przyszłości! Fryzjerzy to bogowie!
A! I jeszcze Wam fryzjerski kawał opowiem, który usłyszałam od męża, przy tej okazji:
przychodzi świnia do fryzjera, a fryzjer do niej
-Co, golonko?
-A jebnąć ci?
Ale o tym, jakim cudem wyszłam za Karola Strasburgera, innym razem...

8 komentarzy:

  1. "Wszyscy dla wszystkich" Tuwima to mój ulubiony wiersz i moje dzieci też go często słyszały. I tylko Synuś zawsze się wkurzał przy ostatnim wersie, za "maleńkiego kolegę". Skutek tej nachalnej pedagogiki był tak, że Synuś chciał najpierw mieć myjnię samochodową z obsługą topless, a nieco później ... sieć takich myjni.
    Nie, nie spełnił dziecięcych marzeń. Został politologiem. ;-)))))

    OdpowiedzUsuń
  2. Aż zdjęcia z Legolandu przejżałam raz jeszcze, no powiem Ci,że całkiem dobrze mu poszło :) Co do swoich włośów też byłam tak odważna (głupia, ale o tym przekonałam się już po), że przycięłam sobie grzywkę nożyczkami przy lusterku, efekt był... no był, ale żeby mi nie było smutno to wycięłam schodki również mojemu ukochanemu misiowi :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Moje to slyszaly w mlodosci "Lokomotywa", dlatego na sniadanie obiad i kolacje musi byc mieso...

    OdpowiedzUsuń
  4. Wierszyk lubilam i nawet go jeszcze kawalek pamietam.
    Chyba kazde dziecko (i nie tylko) przechodzi w zyciu faze samodzielnego obcinania wlosow, a ze chce, by jego praca zostala zauwazona, wali przy samej skorze nozyczkami, bo braku 1 centymetra moglaby matka nie spostrzec. Moje corki tez tak mialy, wiec to dla mnie nic nowego.
    Natomiast ja chcialam sobie kiedys pocieniowac grzywke. Mam do tego takie specjalne nozyczki, ktorych ostrza wygladaja jak grzebien i tna od razu cieniujac. Siegnelam po nozyczki, a tam byly drugie, takie normalne i ciachnelam sobie grzywenke na 2 centymetry. Tez sie zastanawialam, jak szybko wlosy rosna, bo wygladalam calkiem podobnie do tego ze zdjecia. :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha ha, to tylko dodam że moja latorośl zapragnęła sobie grzywkę mieć na tydzień przed komunią, bo inne dziewczynki miały a ona nie. No i zdjęcie komunijne wygląda mniej więcej tak jak to powyżej bo matka musiałą uratować chociaż równość grzywki :-)))

      Usuń
  5. A co Ty tak nagle moderacje wlaczylas? Nabruzdzil Ci kto w komentarzach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jakoś tak nie chce mi się bić piany regularnie, tłumaczyć z własnych słów na własnym blogu, udowadniać, że nie jestem wielbłądem, czy znosić impertynencji.

      Usuń
  6. My też lubimy ten wierszyk, a przygody fryzjerskie też znam.

    OdpowiedzUsuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...