sobota, 19 września 2015

Kącik Porad Rodzicielskich...czyli jak nauczyć dziecko utrzymywania porządku w domu


Gdy zostałam matką po raz pierwszy bardzo brakowało mi rzetelnego źródła matczynej wiedzy. Czytałam i odrzucałam wprawdzie coraz to nowsze poradniki i gazety, bo miałam wrażenie, że są takie mało elastyczne. Jedne postulowały za chodzeniem z dzieckiem nawet do wc, drugie radziły nie zwracać na dziecko uwagi nawet, gdy sinieje od dwugodzinnego płaczu. I żadnego złotego środka.
Tak więc pomna na własne zagubienie w temacie, doświadczona w trójkę dzieci i oczytana od Frondy po Nie i przez Świat Nauki po Świat Młodych, pragnę się dziś z Państwem podzielić ostatnimi osiągnięciami na froncie macierzyńsko-ojcowskim.

Temat przewodni: jak nauczyć dziecko porządku.

Otóż w zeszłym tygodniu mało nie zeszłam na zawał, gdy odkryłam, że moje ledwo co nastoletnie dziecko przeszło na islam. 
I to jeszcze radykalny, gdyż dzieciak całymi dniami praktykuje. 
W zasadzie ciężko się ostatnio było do niego odezwać, bo np. ilekroć nie kazałam mu sprzątnąć pokój , słyszałam jak pod nosem się modli. Takie "haaaammmamamamammmammm....", w skutek czego zapewne nie słyszał, bo syf w tymże pokoju zapanował nieziemski. 
Ponieważ mam traumatyczne doświadczenia z dzieciństwa mając matkę pedantkę, postanowiłam nie zwracać na to uwagi. W końcu nie mój cyrk, nie moje karaluchy. 
Do czasu, bo miarka dość szybko się przebrała. 
Wchodzę sobie do synowego pokoju, a on akurat w trakcie modlitewnego obrządku. Taka klasyczna pozycja- blisko ziemi, tuż przy łóżku, głowa przy samej podłodze, odwłok nieco wyżej. Opanowałam przemożną chęć dostania  wylewu i myślę sobie "nie będę świnia, powiem mu, że Mekka jest w drugą stronę". No więc mówię:
-Synu, Mekka jest w stronę regału, nie łóżka. 
A on mi tam mruczy
-Jaka Mekka?! Ja skarpet do mundurka (szkolnego) szukam.

I w tym miejscu spieszę wyjaśnić, iż od kiedy mieszkam w UK pranie stało się czynnością wymagającą niezwykłego zmysłu logistycznego. To nie jest tak, że ja sobie wrzucę do pralki i heja. Ja owszem do pralki to sobie mogę wrzucić w każdej chwili, ale jak to mi się tu, kuźwa, ma wysuszyć, jak ostatnio 6,5 dnia na 7 pada, a w domu i tak utrzymuje się wilgoć?! Zatem zanim ja tą pralkę wstawię, sprawdzam pogodę we wszystkich możliwych źródłach i w dzień słoneczny pralka chodzi non stop. Walę se np. pod rząd z pięć pralek. I tak też było w niedzielę. Prałam białe, białe z dodatkami, prałam jasne kolory, ciemne kolory i czarne. Czarne jak skarpetki od mundurka.

Jeśli chcielibyście Państwo wiedzieć jaki jest udział mojej rodziny w praniu chętnie opowiem- ogranicza się do wrzucenia brudnych rzeczy do kosza, a później przechwycenia czystych, gdy w nich rzucam z okrzykiem "włóż do szafy TERAZ, a nie później".  Owszem, jako matka "przezorna zawsze ubezpieczona", na wypadek zawału i innych okoliczności przyrody, które uniemożliwiłyby mi wykonanie prania, nauczyłam moje dzieci dość wcześnie jak ujeździć smoka. 
I tu z dumą muszę się pochwalić, że z grubsza zajarzyli segregację kolorystyczną, wiedzą gdzie się sypie proszek, a gdzie leje płyn, znają te wszystkie oznaczenia typu kropelki, spiralki, itp., wiedzą co to wool, a co to cotton, oraz został im dość dosadnie zobrazowany fakt, że w razie gdyby matka miała zawał, a oni wstawialiby pralkę i nie daj jakikolwiek boże wypraliby cokolwiek innego niż białą bawełnę na 90 stopniach, to lepiej dla nich, żeby matka tego zawału nie przeżyła. 
Natomiast po opowieści bratowej, jak to adidas brata wybił szybę w pralce i przeleciawszy przez kuchnię uszkodził ostatecznie drzwiczki od szafki- wszyscy przyswoiliśmy także zasady pralkowego BHP . 
Swoją drogą uważam, że właśnie takich rzeczy powinni w szkole na fizyce uczyć! Nigdy nie zapomnę za to, czego uczyli. Wryło mi się w pamięć takie zadanie: ile wynosi siła odśrodkowa, która oddziałuje na samochód o masie 600 kg, jadący 92 km/h i wchodzący w 50m łuk zakrętu.
Nigdy tego nie zapomnę, bo mi się na głos wyrwało "ja pierdolę". 
A była to bodajże I klasa LO i chwilę wcześniej pani nauczycielka zapewniała, że fizyka nam się w życiu przyda. Zwłaszcza jak ktoś będzie chciał zostać samobójcą chyba. To se przed rozpieprzeniem na drzewie przy wejściu w ten zakręt, z tą prędkością, siłę odśrodkową wcześniej, kuźwa,  obliczy.
A wracając do tematu- rzecz się działa w poniedziałek. To znaczy w poniedziałek mój syn nie mógł znaleźć skarpetek. Jak powszechnie wiadomo poniedziałek jest po niedzieli. Tej,  w którą prałam.
Zatem sztachnęłam się inhalatorkiem i poszłam knuć. Po naradzie wojennej z mężem zawołaliśmy dwóch na trzech synów i ogłosiliśmy co następuje.
Moje dzieci maja swoje obowiązki, do których należy m.in. dbanie o własny pokój. I nie, nie chodzi o to, żeby kolorystycznie w szafie układać ubrania (choć mi matka kazała), ale chodzi o to,  żebym ja się nie bała wejść tam bez kombinezonu ochronnego. Tego, co to się go używa mając do czynienia z bronią biologiczną. A później dodałam, że jak się chodzi do pracy i nie wykonuje swoich obowiązków, to niestety można się często pożegnać z wypłatą. I tu wymownie spojrzałam na kalendarz, gdyż zbliżało się kieszonkowe. I powiedzmy, że na tym podłym szantażu temat zamknęliśmy, z bardzo niepewnym skutkiem.
Do wczoraj.
Albowiem wczoraj, gdy stałam w sklepie przy kasie zadzwonił do mnie Szara Eminencja. Jako, że zawsze odbieram telefon od własnych dzieci, bo jak już pisałam jestem matką przezorną, a poza tym w ogóle jestem matką, co już czyni mnie osobą świadomą faktu, jak głupie pomysły przychodzą dzieciom do głowy i pozwala snuć wizje, co tam się mogło podczas mojej 15 minutowej nieobecności wydarzyć. Zatem odbieram ten telefon i słyszę
-Czy tego mopa parowego, co mamy, można używać w poziomie?
I do pobliskiego sklepu to ja już w życiu nie pójdę, bo se siary narobiłam, jak z wrażenia wyszłam z tą czekoladą nie płacąc. Żadnych zasad. Wszędzie materialiści...


4 komentarze:

  1. Daj znac czy po otrzymaniu kieszonkowego dalej sprzataja:))))Dorusia

    OdpowiedzUsuń
  2. Byleby parowego mopa w poziomie nie użyli jako odświeżacza skarpetek ( jak sugerowała pewna reklama! )

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja próbuję - poki co bezskutecznie - nuczyć pięciolatkę porządku. Ale się nie poddaję. Front walk trwa ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nauczyliśmy nasze dziecko szyć, gotować, tłumaczyć zjawisko paralaksy, rozpalać ognisko, wyliczać prędkość nadświetlną, robić misiurkę, walczyć toporem, mówić po rosyjsku, angielsku i rozumieć inne narzecza...i tak się napięliśmy, tak się zawzięliśmy...że zapomnieliśmy nauczyć go sprzątać. Zemściło się to nas nas okrutnie kiedy został nastolatkiem. Na szczęście wpadł w łapy panny, która myje łazienkę patyczkami do uszu. :-)

    OdpowiedzUsuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...