czwartek, 24 września 2015

bajka o małym bobrze

Zazwyczaj zaśnięcie mojego dzieciaka w południe trwa piętnaście minut. Najpierw czytam mu krótką książeczkę, a później zaczynam opowiadać bajkę o kotku, piesku, czy innej wiewiórce, inspirowaną kadrami z życia syna. A że syn swoje życie zna, więc mu się nudzi i zasypia.
Dziś było inaczej. Żeby naświetlić Państwu sytuację muszę cofnąć się do zeszłej niedzieli, gdzie tuż przed domem Stifler wywinął orła i zadrapał kolano wystającym z ziemi patykiem, kamykiem, czy co to tam było. 
I już już miał zacząć płakać, gdy czujna matka rzuciła się, aby kolanko pocałować. 
Właśnie! Muszę to w kąciku naukowym im. ks. Oko opisać, jak pocałowane aua i kuku sprawia, że od razu nie boli. 
W każdym razie to jest naukowo udowodnione przez miliony matek i ojców z różnych pokoleń oraz ich Krzysiów, Blejków, czy Helg.
I u nas, jak wszystkie prawa nauki, działa to z powodzeniem również. Zatem Stifler skrzywił się tylko i dalej poleciał jak messerschmitt atakować trampolinę. 
I dziś właśnie, równo cztery dni później, gdy rozebrałam Stiflera do snu do samego body, spojrzał na swoją zadrapaną nóżkę, krzyknął "aua" i się rozpłakał. Pocałowałam aua-miejsce, ale niestety całus działa tylko na świeże rany. Jako, że łeb mam nie od parady postanowiłam schować nóżkę pod kołdrę i rzec przebiegle "zobacz, nie ma aua!". Okazało się jednak, że Stifler również ma łeb nie od parady, widocznie po mnie, bo nóżkę spod kołdry wyjął, najpierw spojrzał na mnie jak na idiotkę, poem spojrzał na nią i zaczął krzyczeć jeszcze bardziej. 
Zaproponowałam mu naklejenie plasterka. Nie byle jakiego, rzecz jasna. Z Georgem i Peppą.
Stifler się zgodził. Musiałam go zanieść do kuchni, gdzie trzymamy apteczkę, bo okazało się, że nie może już chodzić. W kuchni musiałam mu wytrzeć buzię, bo nic też nie widział na oczy. Dalej to wybrał sobie plasterek z Peppą (czy tam Georgem- w skafandrze astronauty nie do odróżnienia) w kosmosie, nakleiliśmy go i wrócił do łóżka już sam. Jedynie włócząc za sobą sztywną nogą. W łóżku spojrzał na plasterek, ja również spojrzałam i pochwaliłam, że "bardzo ładny", a on zakrył oczy i zaczął krzyczeć "nie mogę patrzeć! nie mogę patrzeć!" i znowu zaczął wyć. Tylko jakby głośniej. 
Wspólnie postanowiliśmy odkleić plasterek, z braku pomysłów przyklejając go na włącznik światła, bo taki ładny, że szkoda, aby się zmarnował.  
Później na zmianę ja przykrywałam jego nogi kołdrą, a on odkrywał, żeby patrzeć i wyć. A później przytulił się do mnie zasłaniając oczy i przyciął komara, podczas gdy ja opowiadałam mu bajkę o małym bobrze, który skaleczył się w nogę podczas budowania tamy, ale cztery dni później jakoś zasnął bez problemu, psia mać!   

9 komentarzy:

  1. Oj tam, zły dzień dziecko miało :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Potwierdzam, że całus i plaster wygoją nawet największą krzywdę świata ;) Swoją drogą szkoda, że na dorosłych już to nie działa. Nie to, żebym miała zamiar (lub ochotę) całować wszytskie święte i nie święte głowy coby mózg naprostować, ale taki plasterek na czółko temu i owemu może by nie zaszkodził :)

    OdpowiedzUsuń
  3. brawo za cierpliwosc !!!a pytanie mam jak radzisz sobie z astma bo i ja to cudo mam pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obecnie czekam na wizytę u "astmatycznej" pielęgniarki, która ustali jakiś tryb używania inhalatora, czy tam zmieni go. Póki co mam się inhalować wedle potrzeb, a to wedle potrzeb to od 4-8 razy dziennie (po dwa psiki salbutamolu). W dzień jest zazwyczaj ok, przy wysiłku fizycznym robi się niemiło, a wieczorami zaczynam kaszleć na dobre. W sumie nie było nocy, żebym przynajmniej raz się nie budziła i nie inhalowała. Rano, zaraz po przebudzeniu też jest tak średnio, a później zależy. Ogólnie mówiąc- da się żyć, ale upierdliwe to dosyć. Zwłaszcza jak ktoś (czyt. ja) gubi inhalator raz dziennie i stale się wraca, bo go zapomina:) pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    2. No tak! bo ja mam inchalatory oprocz tego steoridy +antybiotyk srednio raz na 5-tygoni zaczynam 7-steroid malejaco kurcze ale czasami mam tak ze do samochodu dochodze i siedze 5-minut aby uspokoic oddechi co 3-miesiace w klinice pluc wizyty ale bylam ostatnio w Polsce i dostalam super leczenie a badana bylam WEGA _TESTEM prosze poczytaj na ten temat ja czuje sie lepiej moze i Tobie to pomoze zycze zdrowia p.Gosia

      Usuń
    3. dziękuję za wszelkie wskazówki, jestem raczkująca w temacie, także chętnie poczytam.

      Usuń
  4. Oj Matka, Matka- a ja Cię miałam za taką empatyczną osobę! Dziecko walczyło o życie z raną kłuto-szarpaną nogi, przeżywając przy tym katusze natury psychicznej (nosz kurna, żebym ja Ci musiała tłumaczyć, co czuje dziecko zaatakowane przez ukochaną trampolinę?!) a Ty drwisz?
    Ja u Lilki zdiagnozowałam obsesję na punkcie plasterków- wystarczy, że je zobaczy i okazuje się nagle, że cała jest w wyimaginowanych zadrapaniach, siniakach, skaleczeniach... Ostatnio nawet takiego pluszowego Clifforda obkleiła plastrami, a na moje pytanie co mu się stało, odpowiedziała rzeczowo (jak na przyszłą panią doktor przystało): został pogryziony przez innego psa mamo... No. Się wie. Life is brutal :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Myślałam, że to będzie bajka o jakimś małym bogu, bo często mawiasz "o mój bobrze" i to, zdaje się, nie jest wołaniem do tego, co tamy buduje. ;-))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a bo ja wiem...on wszechmocny przecież, to co dla niego taka tama ;)

      Usuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...