sobota, 22 sierpnia 2015

O wizycie w angielskim szpitalu

Od jakiegoś czasu mam problemy z oddychaniem. Męczę się łatwo wykonując nawet najprostsze czynności, sapię, świszczę, bulgoczę, nie mogę złapać  oddechu i kaszlę. A jak już zacznę, to nie mogę przestać. 
Najgorsze są noce. Wiszę sobie w otwartym oknie i szczekam na wszystko: samochody, przebiegające koty, sąsiadów. Dwóch na trzech moich synów przestało chcieć mieć psa...
W każdym razie jak na osobę, która jako jedną z  białych śmierci obok soli, cukru i kokainy wymienia odruchowo lekarza pierwszego kontaktu, starałam się omijać przychodnię szerokim łukiem. Toteż nie wiem co zrobiłam źle?! No bo diagnozowałam się z google, kupiłam Strepsils, zawiesiłam sobie czerwoną nitkę na nadgarstku, coby uroki zazdrosnych sąsiadek odpędzić, natarłam się kazachską maścią rozgrzewającą, zadzwoniłam do wróżbity Macieja, który powiedział, że mi przejdzie, po zobaczeniu billboardu "bears kill cancer" godzinę profilaktycznie napieprzałam się w okolicach płuc pluszowym misiem, okładałam się kotem, jak radzili na forum, ale (o dziwo!) nie przeszło.  A wręcz (kto by się spodziewał?!) zrobiło się gorzej.

Doszedłszy do etapu gdzie za każdym, gdy wchodziłam do pokoju Maciek puszczał Marsz Imperialny, miałam wrażenie, że znienawidzę Gwiezdne Wojny, a to by mnie zabolało bardziej niż gdyby Grinch faktycznie zniszczył Święta.  No i jak mogłabym się wtedy bawić z dziećmi w ChewChewbaccę i stary Jabba mocno śpi? Zrezygnowana postanowiłam zadzwonić do przychodni i wysapać im, że trudno, ale potrzebuję paracetamolu od ich GP. 
Kazano mi zadzwonić na drugi dzień, bo o 9:00 nie było już miejsca. Drugiego dnia o 8;30 również. Jak i trzeciego o 8:12. 

Około 15, gdy nie mogłam powiedzieć zdania bez robienia pauzy po każdych dwóch słowach, Maciek wziął maczugę i za włosy dociągnął mnie do szpitala. Nie chciało mi się kłócić. Zresztą widziały gały co brały- on zawsze taki panikarz był...

Wejście miałam smoka.
Czy tam czego innego, co zieje. Lub bardziej ziaje.
Stanęłam w drzwiach, oparłam się o futrynę, sapnęłam, przeszłam trzy kroki, wyplułam płuca, naśliniłam dwa palce i poprawiłam brwi, bo wiecie co się dzieje z włosami, jak się tak bardzo kaszle, a ja nie ufam tutejszym kosmetyczkom jeszcze, a później wycharczałam recjopcjonistce "heloł", a ona rzuciła we mnie czosnkiem i pokazała krucyfiks. Jak się oswoiła zapytała jak się nazywam. Napisałam jej, bo naprawdę nie miałam siły literować (w ramach ciekawostek dodam, że nie kazała mi pokazać żadnego dokumentu. I wtedy właśnie narodziła się myśl, że powiem następnym razem Księżniczka Leia). Spytała o datę urodzenia. Napisałam. A na koniec  spytała, co mnie sprowadza. A że nie miałam już tym razem siły pisać, wycharczałam spokojnie. Niestety nie zrozumiała. Za to mój mąż zrozumiał i przetłumaczył: "mówi, że Gwiazda Śmierci". Po czym oboje się uśmiechnęliśmy, znaczy się ja i Maciek, bo recepcjonistka nie uśmiechała się wcale. To z kolei nasunęło mi myśl, że umrę niezrozumiana,a moja wrażliwość na sztukę (ironii) nie zostanie doceniona. Ostatni raz takie przemyślenia miałam, jak jako jedyna prawie się posikałam ze śmiechu, kiedy obrońcy życia poczętego rzucali jajkami w klinikę aborcyjną.

Ledwo półdupkiem przycupłam w poczekalni, a od razu zawołano mnie do gabinetu. 
"Ana Scipanek"
Tak! To prawie ja!

Wiem na pewno, że doczłapałam do drzwi, ale dalej ten etap mam niemrawy nieco i pamiętam z tego głównie "quick!" nade mną. Doszłam do siebie pod tlenem, a przy mnie stało kilku lekarzy, Rayan Reynolds jako pielęgniarz i solista Bayer Full, który nucił "jesteś szalona". 
Z czego uczciwie przyznam, że po kolejnych 10 minutach Bayer Full zniknął. I dobrze, bo gdyby istniało piekło , to wszyscy dobrze wiemy jaki gatunek muzyki by tam leciał. 

-Czy czujesz się nieco lepiej?- usłyszałam charakterystyczny akcent prosto z Indii
-Tak, nie słyszę już Bayer Fulla- odpowiedziałam trzeźwo
Po czym zobaczyłam nad sobą z 10 skonsternowanych, pochylonych twarzy, które nagle wyprostowały się, zaczęły między sobą coś gadać i zawołały twarz jedenastą. O odcieniu takim, którego za cholerę nie mogę uzyskać, jak się opalam. Twarz jedenasta nachyliła się nade mną i spytała sylabizując
- Skąd pochodzisz? Jaki język?
- Z Polski, ale mówię po angielsku przecież- wycharczałam również sylabizując
Jedenasta twarz zamyśliła się, wyprostowała i powiedziała do tubylców
-Nie, to nie jest armeński- po czym odeszła
A mnie się wymknęło jedno krótkie słowo, którego nie powtórzę. I nagle wszystkie oczy zwróciły się znowu ku mnie. I posypały się uśmiechy. I kciuki w górę. I "ju spik inglisz!! guuuud, guuuud"- znaczy dorzecze rozpoznane. 
A później podszedł Ryan Reynolds z aktami sprawy SKOKów. Tak myślałam przynajmniej. 
Ale się myliłam. 
I to wlaśnie, psze Państwa, była papierologia. 
Ryan nie lubił jej tak samo jak ja.
-Polska jest w Unii, nie?
-No.
-yhy....hmmm.....yhy....
-Masz jakiś adres w Polsce? Nie, co?
Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo skreślił pole.
-Jesteś tu na stałe czy zamierzasz wracać?
Po tym pytaniu wszyscy się roześmieliśmy, a później nie zrozumieliśmy 3 następnych pytań więc w odpowiedzi pozaznaczaliśmy wszystkie możliwe opcje, a 9 kolejnych kartek wydało nam się zbędne. Podpisałam jeszcze jedynie w 17 miejscach,  10 twarzy osłuchało mnie po kolei debatując na temat świstów, bulgotania i takich tam innych, pobrano mi krew do kilku probówek i pojechałam na ekg. 

Wyniki mam jak noworodek. Taki ze spoczynkową tachykardią.

Dalej Ryan zabrał mnie na rtg klatki. Piękne rtg. Piękne płuca, skrzela, oskrzela i w ogóle wszystko. Wszyscy mi gratulowali. 

Później oddałam mocz do pojemniczka. Wspaniałe wyniki moczu. Dostałam kolejną naklejkę "dzielny pacjent".

Aż w końcu stało się coś sensownego, bo wrócił mój hinduski lekarz i podał mi piersiówkę. 
Swój swojego zawsze pozna, moi Kochani!
Podziękowałam serdecznie i uśmiechnęłam się szeroko. Jak się również okazało przedwcześnie.  Ale tak to jest jak człowiek nigdy  wcześniej nie widział pikflometru (lub piklometra). 
Abyście i Wy się na przyszłość nie rozczarowali, opiszę- urządzenie jest wielkości piersiówki, ma jednorazowy ustnik, jest na nim (na urzadzeniu, nie na ustniku) skala, a na środku tor z małą kuleczką, którą podmuchem własnym trza przepchnąć jak najdalej po torze. 
Znaczy tak się domyślam, bo mi dali atrapę. 
Kuleczka była przyklejona i nawet nie drgnęła. Wiem to na pewno, dmuchałam trzy razy. 

Podłączyli mnie do inhalatora i poszli debatować, uprzednio zapytawszy, czy chcę posiedzieć z rodziną na zewnątrz, w poczekalni i poczekać tam na diagnozę, czy wolę aby zawołano resztę Scipanków tutaj, do pokoju badań. Wolałam wyjść,  bo jednak obiektywnie rzecz biorąc Stifler jest takim dzieckiem między "omójbosze! jakiż on słodki i rezolutny" a "zgiń, przepadnij siło nieczysta!" oraz "o kurwa, ale on szybko biega, daleko rzuca i mocno gryzie, jak na dwulatka!". 
Poza tym za kotarą, koło mnie, leżała pani, która krzyczała "pomocy!". 
Myślałam  początkowo, że ją coś boli, ale ona domagała się tej pomocy ode mnie. Konkretnie oczekiwała, że pomogę jej uciec, także ten...w sumie nawet nie było to uciążliwe, bo co chwilę przychodził ktoś z personelu i próbował ją uspokoić. Aż w końcu przyszedł ktoś ze strzykawką. 
PYK i w kimę.... 
Szkoda tylko, że był to pielęgniarz. 
Natomiast drugi był zwinniejszy i mu się udało. 
Tak se nawet zdążyłam pomyśleć, że też bym chciała mieć taką strzykawkę. No może nie konkretnie tam, gdzie ta pani, ale w domu, na stanie. A nawet kilka(set) by się przydało. Mogłyby być niezawodnym argumentem w moich rodzinnych dialogach...
-Kochanie, to ja pojadę sobie coś ładnego kupić.
-Ale znowu? Toć kobieto, lumpy ci się w szafie nie mieszczą, ileż można mieć tych....
PYK i w kimę.

W każdym razie wyszłam na tą poczekalnię. Mając na sobie elektrody po ekg jeszcze. I pełno gazików przyklejonych plasterkami, po zastrzykach i pobieraniu krwi. Ciągnąc za sobą inhalator. Dysząc ciężko lecz stabilnie. 
Ciasno w cholerę było, duszno jak diabli. 
Usiadłam z rodziną celem zdania relacji, ale niestety dostałam ataku kaszlu. Najpierw tak delikatnie, nieśmiało. Ale wystarczyło by zainteresować ludzi, którzy siedzieli w pobliżu. Niby się uśmiechali krzepiąco, kiwali głowami ze zrozumieniem, ale równocześnie jakby się odsuwali troszeczkę. Nieznacznie. Tak, cyk, główka w bok, ciałko przechylone w inną stronę niż moja. I tu się muszę przyznać, psze Państwa, że się moja paskudna natura odezwała. To takie wredne alter ego, albowiem stanął mi przed oczami fragment z filmu "Dyktator". Jak to Aladeen leci z Nadalem helikopterem, wraz z parą Amerykanów i zaczynają rozmawiać w swoim języku. 
Coś tam 9.11. 
Coś tam World Trade Center. 
Coś tam BUUUUUUUM....... 
I zapewne właśnie dlatego zapragnęłam wypowiedzieć całkiem głośno i po polsku zdanie 
"Dobrze, że to nie ebola!"
A dla lepszego efektu konspiracyjnie mrugnąć do Maćka, po czym się dyskretnie rozejrzeć.

Po trzech minutach znów mogłam swobodnie oddychać. Nie tylko przestałam kaszleć, ale i w mojej części poczekalni zrobiło się jakby przewiewniej. Wszyscy zebrali się na nie mojej stronie i się na mnie gapili. 
A cicho byłoooo, że ja pierdzielę. 
Dosłownie słyszałam, jak latająca dotąd mucha czochra się pod pachami. 
No naprawdę nie wiem, co ja mam z tym łaknieniem sławy...

Po jakichś 15 minutach zawołał mnie mój lekarz i  zapytał czy ktoś z rodziny chorował na astmę.
Powiedziałam zgodnie z prawdą ,że nie.... albowiem nie wiedziałam, że jest to pytanie podchwytliwe i dostanę to, czego u nas jeszcze nie było. 
-To jesteś pierwsza- oznajmił z uśmiechem, który zaraz powstrzymał. Acz z wielkim trudem- A że podejrzewamy ciężki stan astmy proponuję, abyś na noc została na oddziale byśmy mogli cię jeszcze poobserwować.
Ja nie odpowiedziałam nic, bowiem próbowałam wysadzić mu mózg, mniej więcej jak to robi Sheldon Cooper

-No dobrze. To w takim razie damy Ci leki. 8 tabletek (40mg Prednisolone) masz brać codziennie w czasie lunchu, czy prezydent Duda przemawia, czy też nie. Jak po jego prawicy zobaczysz księdza Oko, albo jeszcze gorzej- jak się odezwie- od razu sztachnij się dwa razy inhalatorem (Duolin). 

Po czym wręczył mi gratis sterydy, niebieską kartę pacjenta nakoksowanego, prikaz coby się do GP zgłosić, bo on mnie do kliniki dla astmatyków pokieruje i receptę, gdyż na stanie szpitalnej apteki inhalatora nie mieli.

Nie mieli go również w czterech innych aptekach, w tym w jednej powiedzieli mi ,że Duolin nie istnieje (....i ogarnęło ją  morze wątpliwości- czy w uk trzeba być farmaceutą żeby prowadzić aptekę?....). W innej zaś googlowano na moich oczach. 

Wróciłam do szpitala, aby zamieniono mi ten pieprzony Duolin na coś, co jest tu bardziej popularne. Zmieniono. Dostałam do ręki od razu nowy inhalator, w pakiecie z  przeprosinami od pielęgniarki i lekarza, że się biedna tak musiałam najeździć. 
Aż cztery apteki!! 
So sorry! 
Please accept our apologise!

Podniosłam szczękę i cycki z podłogi i sztachnęłam się zgodnie z instrukcją. Dwa razy.
Powiem Wam tak- jeszcze im do Polski sporo brakuje, ale może się ucywilizują.... 

W drodze powrotnej zadzwoniłam do Jacka (kuzyna) pochwalić się astmą. 
Tak żeśmy sobie gadali, że to już ten wiek, gdzie zaczynają się schorzenia. W końcu nie jesteśmy pierwszej świeżości- on skończył 29 lat, ja 31. Postanowiliśmy też , że będziemy się wymieniać lekami. Wprawdzie on nie ma astmy, a ja chondromolacji kolan, ale u nas w rodzinie tak robiono, toteż po prostu będziemy kultywować tradycję. 

Mój Bobrze, pamiętam jak moja babcia DiCaprio  zamieniała się z sąsiadką  lekami.
- Nie! Dwie niebieskie są warte trzech białych i jednej pomarańczowej najmniej, Zosiu!
- Ty chyba masz jeszcze niezdiagnozowaną demencję, Lonieczko, bo zdaje się nie wiesz ile kosztuje pomarańczowa!
- A ciebie, Zosieńko, to zwyczajnie chyba pojebało, jak myślisz, że ci dwie niebieskie za taki chłam opylę. Ty wiesz ile Helenka daje za jedną?!

Poza tym słyszałam, że leki są drogie. 
Ale nic nie szkodzi. Mam zamiar wziąć kilka opakowań na zapas i zmienić nazwę na "Mocarz". Powinno się zwrócić.

Tak sobie myślę, że jedyna dobra rzecz z tej astmy będzie widoczna za jakieś dajmy na to 20 lat, gdy będę siedziała, jak zawsze, ze Snickersem w ręku i opowiadała swoim wnukom, jak to już prawie zdetronizowałam tą Chodakowską, a tu nagle ta pieprzona astma wyszła...
A tak to niestety, psze Państwa, astma jest przekleństwem. 
Siedzę taka biedna i piszę do Was, a Maciek właśnie zmywa. 
Gdyż mi nie wolno detergentów wdychać. A płynu do naczyń to szczególnie.
Tak lekarz powiedział.
 Dokładnie tak.
A przed chwilą to mi krzyknął, że w przedpokoju kot się porzygał i że teraz moja kolej.
Jaka szkoda, że nie mogę pomóc, bo mi nie wolno. Żadnego sprzątania kocich pawiów.
Tak lekarz powiedział.
Dokładnie tak.



16 komentarzy:

  1. Bo gdybys brala paracetamol regularnie, to nic by ci nie bylo!! Spoczywaj w pokoju. Tfu! ODPOCZYWAJ! Odpoczywaj w spokoju!:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie spokój mam zaburzony i to bardzo, bo nie wiem ,czy mi ta cholerna astma nie stanie na przeszkodzie w planach-wiesz-jakich ;)

      Usuń
    2. Też o tym natychmiast pomyślałam, ale myślę, że to nie powinno być przeszkodą, o ile na kluczowych spotkaniach nie będziesz wypluwać płuc... Tak czy owak, trzymam kciuki!

      Usuń
  2. Astma to dziadostwo jakich mało - mam nadzieję, że dostałaś porządne leki, oby to nie był furgon sterydów, bo rozwaląją organizm, a astmę swego czasu właśnie się tak "kontrolowało". Powinni Ci dać nie tylko inhalator na przerwanie duszności, ale też i taki, który wyeliminuje Ci samo zagrożenie atakami dychawicy. I szczerze wspołczuję, bo będziesz żyła z tą mendą aż do samej śmierci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sterydy dostałam i to w końskich dawkach, odnoszę wrażenie. Tabletki mam brać celem powstrzymania duszności właśnie. W poniedziałek idę do GP, bo te 40 mg to coś dużo, jak na mój gust. Pewnie nim dobiję czterdziestki wyrośnie mi broda i przejdę menopauzę. Pomijam już, że pierwszym artykułem jaki przeczytałam o predisolone był ten: http://www.peoplespharmacy.com/2012/04/08/prednisone-side-effects-deal-with-the-devil/ :D

      Usuń
  3. Nic, tylko Ci klimat wyspiarski zaszkodzil. W Polsce nie mialas zadnych takich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, o! No właśnie! Wracaj... Mamy nowego prezydenta. Pomodlimy się razem. Fajnie będzie :)

      Usuń
    2. No bo w Polsce powietrze poświęcone, a tu od razu złe duchy atakują ;)

      Usuń
    3. Mówię Ci Ania, zdrowie najważniejsze- wracaj.

      Usuń
  4. No dobra, a tak serio, to mnie zawiodłaś. Trzeba było dać wcześniej znać, że szczekasz. Eliza chce drugiego psa... Zadzwoniłabyś w nocy, poszczekała trochę...

    Ja też tylko czekam, aż lekarz zaleci mi tylko i wyłącznie picie dobrej jakości kawy, siedzenie przed laptopem i nie absorbowanie mnie głupotami czyli "mama, zrobiłam kupę", "a obiad to dzisiaj jest?", "mamo mogę wyjść na dwór"... Jeszcze tylko nie wiem, przy okazji jakiej choroby, ale to na co choruje Jacek brzmi nieźle...

    No, to wdychaj tam sobie co trzeba, i trzym się :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, chondromolacja jest bolesna. A tryper rozważałaś? W dawnych czasach wszystkie hrabinie miały. Trza mierzyć wysoko, moja droga ;)

      Usuń
    2. Jak nie bolesny, to biorę ten tryper w ciemno. Jeszcze tylko skonsultuje z wujkiem guglem, cóż to takiego, żeby Marcin mnie od rozwiązłej dziwki nie wyzwał...

      Ja zawsze mierzyłam wysoko- kiedy ma się 158cm wzrostu, to sama rozumiesz :)

      Usuń
  5. Sterydy... yummyyy :D Brałam i czułam się potem jak skrzyżowanie bułgarskiego ciężarowca z enerdowską pływaczką! Ale to z pewnością nie Twój przypadek ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ty sobie jaj nie rób, bo to poważna sprawa.
    Zresztą co ja Ci tu będę pierdolić. Ty sama wiesz i stąd właśnie sobie jaja robisz. A może byś przyleciała do Polski, co by Ci ktoś porządnie leczenie ustawił?
    zante

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak to jest ze w Polsce sie nie mialo chorob a tutaj sie je ma??? Hmmmm...
    O! Juz wiem! Bo w Polsce lekarz tarczyce mi badal na dotyk, a zoladek - oj prosze pani, a czym sie pani odbija, bo jak jajkami to niedokwasnosc, a jak kielbasa to sie pani za duzo najadla...
    Moja rada na przychodnie - po prostu trza powiedziec ze sie MUSI widziec z GP dzisiaj bo to bardzo pilna sprawa jest. Ale... ja w Szkocji mieszkam przeciez a my tu mamy troszke lepiej. Wspolczuje Ci astmy, ale to pikus w porownaniu z innymi swinstwami. A sterydow sie nie boj, je sie bierze tylko krotki czas..

    OdpowiedzUsuń
  8. W sumie zazdroszze, ze wizyta przebiegla tak szybko. U mnie zawsze bylo min 8 godzin na poczekalni. A meza tak mi GP leczyl ze pewnie teraz wachalby kwiatki od spodu... juz wole Polskich lekarzy

    OdpowiedzUsuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...