poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Legoland Windsor- fotorelacja...taka z milionem zdjęć

Od razu Wam powiem, że jeśli ktoś planuje w Legolandzie jednodniową wizytę może sobie od razu odpuścić. My byliśmy dwa dni i przyznam szczerze, że nie skorzystaliśmy ze wszystkich atrakcji, choć spędzaliśmy tam 9 godzin dziennie, od otwarcia do zamknięcia. Dodatkowo mieliśmy wykupioną opcję Q-bota, który zwalniał nas z oczekiwania w kolejkach (nieziemskich, swoją drogą). Od razu polecę Wam ten zakup. Wystarczy najtańszy -20 funtów od osoby (za dzieci poniżej 3 lat się nie płaci, jak i za sam wstęp do parku). Dostaniecie wtedy specjalne urządzenie lub aplikację na telefon, dzięki której będziecie mogli rezerwować przejazd dowolną atrakcją z dowolnego miejsca w parku, na konkretną godzinę.

Przed wyjazdem czytałam na temat Legolandu forumowe opinie, głównie rodaków na emigracji, które były skrajnie różne z przewagą negatywnych. A to się pięcioletnie dziecko wynudziło, a to ośmiolatek był rozczarowany, a to mamie czy tacie park wydał się wyjątkowo przereklamowany i nieatrakcyjny. W związku z tym nie wiem, psze Państwa, czy ja w swoim optymizmie łykam wszystko z zachwytem młodego pelikana, czy ludzie są dziś jacyś tacy zblazowani, zmanierowani nadto. W każdym razie u nas od 2-latka po 37-latka, każdy był zachwycony.




Tuż po wejściu, wiadomo, witał nas sklep na lewo, sklep na prawo.
Można też było wypożyczyć taki oto wózek dla dziecka.




My pierwszego dnia wzięliśmy swój siermiężny, polski Deltim, który nieodmiennie każdemu polecam. Drugiego dnia postanowiliśmy i jego porzucić, bo średnio nam było na rękę zostawiać go przed każdą atrakcją, a z nim nie mogliśmy z kolei nigdzie wchodzić. Zresztą czy istnieje jakiś inny, wygodniejszy środek lokomocji niż barki ojca własnego? 

W zasadzie od samego wejścia czekają na zwiedzających fantastyczne budowle połączone nierzadko z efektami dźwiękowymi. Część z nich się rusza.
Ciekawostka od Szarej Eminencji- klocki są ze sobą sklejone ;)
















Szkoda, że nie nagrałam filmiku, bo moai z Wyspy Wielkanocnej śpiewające "We will rock you" robiły świetne wrażenie.













































No i to, co tygryski lubią najbardziej - nasza rodzinna miłość- Star Wars <3 <3 <3










Radzę przygotować sporo drobnych, aby móc pokierować ciężarówkami...





























...lub statkami...

















MINILAND


















Na drugim planie mężczyzna w wodzie czyszczący szczoteczką statki.





















Dragsterami można się było ścigać przy dwóch stanowiskach, a za pomocą przycisku sprawić, aby pociągi wydawały dźwięki.






 








       








Niestety jako osoba nieposiadająca córki, ani nie śledząca celebryckiego światka za cholerę nie mam pojęcia kto to. Wiem tylko, że nie jest to Taylor Beef, bo jak mały chłopczyk śpiewał tak do małej dziewczynki, to ta się rozpłakała.





Gołąb jak żywy, c`nie?
(on jest żywy, pan przede mną się o tym przekonał)






DUPLO VALLEY



Odwiedziliśmy duplo krainę pierwszego dnia naszego pobytu. Pogodę mieliśmy piękną- zachmurzone niebo i co jakiś czas drobny deszcz. Gdybyśmy wiedzieli, że na drugi dzień się wypogodzi na pewno przełożylibyśmy dzieciakom zabawy w wodzie, ale jak to mówią, gdyby ciocia miała wąsy....




Nieco wyżej, na wzniesieniu, znajdował się też wodny plac zabaw dla starszych dzieci, na który Stifler nie miał wstępu, bo nie pozwolono mu stawać na palcach przy mierzeniu wzrostu, a inaczej nie ma metra. Don Juan nie chciał się na nim bawić, bo uznał, że mu będzie za zimno (nastolatek, wiecie jak to jest), a Szary powiedział, że sam nie idzie, bo znając jego szczęście i nas- pewnie zgubi się w tłumie. 
Zaliczyliśmy zatem wspólnie plac zabaw, na którym mogliśmy podziwiać m.in. zawstydzonego Szarego w różowym zamku. Dżęder jak nic.







Część ekipy przejechała się duplo kolejką





  A później, płynąc łódką, podziwialiśmy ruchome kadry z bajek. Poniżej zdjęcie z kamerki Legolandu. Opcja całodziennych zdjęć na wszystkich atrakcjach kosztuje 30 funtów. Przy każdej atrakcji otrzymuje się kody i adres do strony, z której można sobie zdjęcie ściągnąć, wydrukować, czy tam od razu wstawić na twittera czy fejsbunia. Wydrukowanie jednego zdjęcia (w kiepskiej rozdzielczości) na miejscu- 10 funtów. Zdjęcia od razu ozdobione są fajnymi, tematycznymi ramkami, jak widać poniżej (wstawiłabym też zdjęcie starszych chłopców, ale niestety dostaliśmy zły kod i wpisując go na stronę Legolandu ukazuje mi się foto otyłej Murzynki. No cóż, życie.)







LEGO CITY




Największą frajdą dla starszych chłopaków było uzyskanie (czyt. kupienie) prawa jazdy Legolandu oraz pojeżdżenie samochodzikami. Z lego, rzecz jasna. 






W tym miejscu pragnę dodać, że Stifler był zrozpaczony- nie pozwolono mu się przejechać nawet na mini wersji (od trzech lat). Toteż w strugach deszczu, w wózku, pod folią, koił nerwy czytając książkę. Moja krew :)



Przejechaliśmy się też diabelskim młynem



Niektórzy z nas mieli okazję karnąć się karuzelą...niektórzy z nas nawet ją polizali...


Po czym przelecieliśmy się balonami




ADVENTURE LAND

Mój osobisty faworyt. 
A konkretnie atrakcje z cyklu Atlantis- przepłynięcie się lego łodzią podwodną, wśród całkiem prawdziwych, egzotycznych ryb i rekinów oraz lego syren, poprzedzone zwiedzaniem mini oceanarium.
Czaad!


















A tu zdjęcie ryb pływających na zewnątrz, w stawie, które można było karmić specjalnie przygotowaną karmą z automatów.



Zaliczyliśmy Dino Safari




i nie tylko :)






HEARTLAKE CITY






Przyznam, że daliśmy ciała, bo zobaczyliśmy skutery wodne i roztoczyliśmy przed dziećmi wizję zapewne-super-show, tymczasem 5 a la Barbie tańczyło na pomoście, na który jedna z nich skuterem podpłynęła. 
Żałuję, że zrobiłam zdjęcie Barbie, zamiast zdjęcia min moich synów...



Na drugi dzień, gdy wykreśliliśmy grubym markerem to miejsce z mapy, odbywał się show z udziałem Kapitana Haka, który faktycznie śmigał na skuterze i strzelał z armaty....

Przed niektórymi atrakcjami, w oczekiwaniu na swoją kolej, dzieci mogły pobudować z klocków.


Szara Eminencja zbudował różę.


Stifler również.


W zasadzie jedyną godną polecenia atrakcją w Heartlake City, dla nieposiadaczy córek, jest przejazd pociągiem.  

KINGDOM OF THE PHARAOHS




W zasadzie nie ma co tu opisywać poza tym, że moje dzieci w tym miejscu przepuściły swoje kieszonkowe próbując wygrać minionka rzutami piłką do kapelusza oraz pluszowego psa celując w balony. 

PIRATE SHORES

Na dzień dobry panowie zafundowali sobie zjazd łodzią


  



W zbliżeniu wyglądało to tak







A to ja. Czytam piracką mapę.


Urzekło mnie to, że nawet wszelkie jadłodajnie były odpowiednio udekorowane. Taki pirat stał przed knajpką z pirackimi burgerami


A tu my, szamający tę..no...sałatkę.



Meksykanie, rzecz jasna, przygrywali przed restauracją meksykańską



Po zejściu ze statku Maciek opisał wrażenia mniej więcej tymi słowy:
-I wiesz, jak już leciałaś w dół, to tyłek nadal pozostawał u góry...
No cóż. Wierzymy na słowo. Ja i moja choroba lokomocyjna.



LAND OF THE VIKINGS








KNIGHTS KINGDOM

Zamek, choć nie z lego, wyglądał imponująco



Choć w drugim dniu zwiedzania, właśnie w tej części nastąpiło coś, co akurat było ciemną stroną nieposiadania ze sobą wózka. Stifler przyciął komara.


Największą i niewątpliwą atrakcją był smoczy rollercoaster, który przejeżdżał przez zamkowe komnaty. Jedni twierdzili, że byli już na lepszych, a drudzy, że bardzo dosłownie widzieli tunel i mieli wrażenie, że nieuchronnie jadą w stronę światła.
Po zdjęciach dam Wam zgadnąć co kto powiedział ;)



Dla dzieci od 90 cm dostępna była też wersja mini, na którą poszliśmy ze Stiflerem, czego żałuję i nie polecam. 



I jeszcze przejażdżka kolejką




Na koniec zagadka- znajdź Szarą Eminencję ;)



Niech podsumowaniem wycieczki będzie widok, jaki zastałam pięć minut po wejściu do pokoju hotelowego


A to właściciel stóp, którego naprawdę byle co nie jest w stanie tak zmordować ;)



17 komentarzy:

  1. czy mogłabyś napisać ile należy mieć "siana" by spędzić tam takie dwa dni ? no ciekawa jestem ponieważ u nas wyprawa 5 osobowej rodziny tylko do kina tak rujnuje budżet że o takim wypadzie to raczej taka rodzina nie myśli , poza tym jesteście zajebistą rodzinką ! dzieciaki dobrze wybrały rodziców ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmorko, jak Ci pw przesłać, bo naciskam w Twoim profilu na "wiadomość e-mail" i nic się nie dzieje?

      Usuń
    2. Matko, ja też baaardzo proszę info o tym "sianie" bo moje dziecię żyć mi nie daje.. zdjęcia Rodzinki cudne.

      Usuń
  2. Szara Eminencja - oczywiscie w konskiej dupie :-))))
    Dobrze ze sie nie sugerowaliscie opiniami rodakow, ja juz dawno przestalam. Kurde flak, nigdy nie bylam w zadnym Disney/Lego/Cokolwiek Landzie poza chorzowskim wesolym miasteczkiem i kilku pokrewnych. A pojade na Lego, nawet sama, a co mi tam!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Pierfsza! ;)
    Sliczna rodzina, a mama najsliczniesza. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chyba zbyt powoli czytalam/ pisalam. :P

      Usuń
  4. Czaaad! Byłam kiedyś w jakimś francuskim parku rozrywki imienia Astrixa czy coś w tym stylu, ale tamten nie umywał się do tego Waszego ;) Widzę, że trzeba obrać azymut w tym kierunku skoro rodaczka poleca! To takie rzadkie, że aż wzruszające :))

    OdpowiedzUsuń
  5. Fiu, fiu... Ja tam chyba też jestem ze starej gwardii, która się cieszy na KAŻDY rodzinny wyjazd/wypad. Super. Resztę dopiszę jutro, jak jeszcze raz obejrzę ten milijon zdjęć :)

    Ps. No nie ma innej opcji teraz czas na córkę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Aaale czaderski czad! Ja tam uwielbiam dziecinniec w takich miejscach, podobnie mialam w Disneylandzie, czulam sie chyba lepiej od wlasnych dzieci, ktore rowniez w hotelu papadaly jak kawki. Fajna sprawa! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale relacja! No powiem ci, że jest na czym oko zawiesić :D Moją wyobraźnię pobudziły już śpiewający moai. Budowanie róż z klocków- normalnie niektórzy zdobyli niebotyczny level :D Oj widać, że zabawa była świetna, ale dwa dni po 9 godzin to ja nie wiem czy bym przeżyła :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Chili, nawet nie wiesz jak się cieszę że w końcu chłopaki mają fajne wakacje a wy żyjecie normalnie ☺

    OdpowiedzUsuń
  9. Choć nie jestem i nie byłam, nawet 50 lat temu, wielkich tłumów i atrakcji wesołomiasteczkowych, to Legoland robi niezwykłe wrażenie!!!
    Czy po takich przeżyciach dzieci mają ochotę bawić się klockami w domu?
    zante

    OdpowiedzUsuń
  10. zabrakło, że nie jestem fanką (nie byłam też;-)))

    OdpowiedzUsuń
  11. Ale czadzior :) Najlepsze przy dziecku to jest to, że można samemu znów poczuć się dzieckiem i nikt nie będzie Ci gadał do ucha, że nie wypada :D Chociaż ja raczej jestem z tych co "nie wypadanie" mają w poważaniu ;)
    Pozdrowienia dla całej superanckiej rodzinki :)
    Go Da

    OdpowiedzUsuń
  12. No - frajde zrobiliście i sobie i dzeciom.Świetna zabawa. Sama bym chciała..

    OdpowiedzUsuń
  13. czy maciek siedzi za posłanką pawłowicz w jednej łódce? brrrr :) (4 zdjecie od dołu)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krysia nie jeździ do takich zbereźnych miejsc. Tam były zwierzęta z lego. Wszystkie nagie. Tfu, zboczeńcy...

      Usuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...