piątek, 3 lipca 2015

być kapusiem

Media rozpisały się o tym, o czym piszemy od dwóch dni. 
Czytam komentarze pod artykułami. Ciekawi mnie, czy ludzie wyciągają jakieś sensowne wnioski.

Wczoraj napisałam na tej stronie, że moim zdaniem, nie potrzebujemy już dłużej moralizatorskich wykładów w stylu "make love, not war", bo Ci, którzy mają nieco oleju w głowie od dawna o tym wiedzą, a na prymitywnych chamów to i tak nie zadziała.Oni potrzebują wyraźnie wyznaczonych granic, jasnych zasad i świadomości, że nie są bezkarni. Karą natomiast nie będzie dłużej grożenie paluszkiem tylko donos do prokuratury. 

I tu przechodzimy od słowa "donos" do "popieprzone społeczeństwo".
Czy może mi ktoś z Państwa wyjaśnić dlaczego w Polsce oficjalna skarga, tzw. donos, ma wydźwięk pejoratywny? 
Koniec końców "kapuś", "konfident", to gorzej jak "łajza", czy "złodziej". Nawet do poczciwej "kurwy" chyba jesteśmy bardziej przyzwyczajeni.

Dlaczego od małego część matek/ojców powtarza swoim dzieciom jak mantrę jakąś "nie skarż", "nie wolno skarżyć"?
Gdzie wyobraźnia, psze Państwa? Gdzie umiejętność myślenia długofalowego?
Czy dziecko wychowane w przeświadczeniu, że skarżenie jest czymś złym w razie molestowania przyjdzie i się poskarży?
Czy dziecko, któremu ktoś dokucza i ono sobie z tym nie radzi poprosi nas o pomoc? Przecież musiałoby się poskarżyć na oprawcę, a to złe z gruntu, no nie?
Czy tak wychowana dziewczynka, już jako dorosła kobieta poskarży się, gdy ją mąż uderzy? Czy może ku radości niektórych będzie niosła "ten swój krzyż", bo skarżenie jest nieładne, nieeleganckie i passe w ogóle. 
Czy tak wychowany młody człowiek poskarży się, że go szef dyma na nadgodziny, czy będzie siedział potulnie?

Inna sprawa, że nieumiejętność dochodzenia swoich, a  zwłaszcza wspólnych praw rodzi znieczulicę i chorą stagnację pod postacią wiecznego trwania w gównie ("a co ja mam zrobić? i tak nic się nie zmieni. po co sobie wobec tego w ogóle głowę zawracać") 

Ja Państwu o mojej mamie opowiem. 
Moja matka, jako jedyna ze znanych mi osób, zawsze zwraca uwagę dzieciakom, które w parkach niszczę krzaki i drzewa ("Dlaczego łamiesz gałęzie?Chcesz mieć patyk? Rozejrzyj się, mnóstwo ich jest na ziemi. Parki są publiczne, niszcz sobie to, co tylko Twoje, jak masz taką chęć"). 
Zawsze zwraca uwagę paniom, które "tak tylko dwa kwiatki z rabatki wezmą, do wazonu" ("To jest, proszę pani, złodziejstwo zwykłe i niszczenie tego, co ma wspólne oko cieszyć"). 
Jako osoba, która kocha bardziej psy niż ludzi, zawsze zwraca uwagę "psiarzom", co to na ławeczce sobie plotkują, a pies biega po piaskownicy ("Natychmiast proszę zabrać swojego psa. Piaskownica to nie wybieg. Pan nie patrzy, a pies właśnie się załatwił. I jak dzieci mają się w tym bawić?!"). 
Nie daj Bóbr, żeby jakiś żul zbił przy niej butelkę ("Co pan wyrabia?! A jak się prosto na to dziecko albo osoba starsza przewróci?! A jak ja się potknę. Albo pan?! Nie wstyd panu?! Proszę to posprzątać natychmiast"). 
I broń cię panie Bobrze, żeby jacyś młodzi z zajętą przez starych chatą kopulowali na ławce, albo migdałki sobie badali publicznie ("Po co talent marnować?! Są profesjonalne studia, które za takie porno dla ubogich płacą. Tu natomiast jest miejsce publiczne. trochę kultury i odrobina przyzwoitości. Mamusia z tatusiem nie nauczyli?").
Oczywiście ludzie, którym (słusznie) zwraca się uwagę najczęściej pozdrawiają mamę słowami "spierdalaj na bambus, stara krowo". Na co rodzicielka ma, ze stoickim spokojem, wyciąga komórę, a dalej to klasycznie- halo, Straż Miejska? Proszę przyjechać tu i tam, bo...
Tu warto wspomnieć, że winnego delikwenta taki telefon zazwyczaj niezwykle śmieszy, bo "taaaa, jasne, uważaj, bo ci Straż Miejska przyjedzie, bo zbiłem butelkę...jedzie mi tu czołg...taaaa, zadzwoniła...pewnie...".
No i w 6 przypadkach na 10 przyjeżdżają, a mamusia z mniej lub bardziej ukrywaną satysfakcją pilnuje, aby wystawiono mandat. 
W pozostałych czterech przypadkach matce wystarczy satysfakcja z wyzwania dajmy na to takiego starszego jegomościa ze srającym do piaskownicy psem od "starych, bucowatych kutafonów, którzy powinni się wstydzić" i też jest dobrze.

I jeszcze anegdotkę opowiem. 
Mamusia złapała raz w tramwaju złodzieja. 
Złodziej wkładał rękę innemu pasażerowi do kieszeni. Co też matka postanowiła bardzo głośno zrelacjonować słowami "Proszę uważać. Złodziej wkłada panu właśnie rękę do kieszeni".
Później, szanowni Państwo, była krótka konsternacja, albowiem złodziej powiedział, że to nie on, to moja mama :) Dalej jakieś wyzwiska ze strony złodzieja, że wariatka i w ogóle, szarpanina bodajże, groźby karalne, no i clou programu oraz powód dla którego Państwu o tym piszę- ZERO REAKCJI.
Złodziej wysiadł na najbliższym przystanku, moja matka-terminator za nim. Szczęśliwie radiowóz przejeżdżał więc mama desperacko rzuciła się policji na maskę, wyhamowała ich i opowiedziała o całym zdarzeniu.
Jak to się skończyło nie pamiętam, bo w najlepszym razie byłam wtedy jeszcze uczennicą liceum. A coś mi mówi, że chyba nawet podstawówki. W każdym razie nie zareagowano, bo wiadomo, że takie sprawy kończą się przyjazdem policji, a to jest:
a) upierdliwe (kto składał kiedykolwiek zeznania, a potem był ciągany po sądach ten wie)
b) niebezpieczne (przestępca ma prawo znać tożsamość świadków)
c) policji w Polsce się nie lubi. Policja nie jest traktowana z należytym szacunkiem (i vice versa), "jebać psiarnię" i te sprawy.
d) nie jest się kapusiem przecież, zresztą "to nie moja sprawa" (jakież to wygodne, czyż nie?) 

Jest mi niezmiernie przykro, że dziś tak mało osób wierzy w to, że może zmienić świat wyłącznie zaczynając od siebie i swojego otoczenia. 
I naprawdę nikt nie oczekuje bohaterstwa rodem z Gotham City. Jeszcze ;) 
Ale regularnie i bezwzględnie ukrócajmy choćby drobne chamstwo, małe przewinienia, abyśmy mogli dojść do bezwzględnego eliminowania zwykłego skurwysyństwa.

Kapujcie, donoście, skarżcie, piętnujcie rzeczy bezspornie złe!
Nie bójcie się wyrażać własnych, choćby niepopularnych opinii.
Pieprzcie fałszywe autorytety, które wiedzą lepiej.
Nie dajcie sobie w kaszę dmuchać.
I uczcie tego swoje dzieci.

Swoją drogą to zabawne, że tym samym ludziom, którym urąga bycie "kapusiem", nie przeszkadza zupełnie bycie miękką, bierną fają. 



7 komentarzy:

  1. Cudowną masz Mamusię! Jestem pod wrażeniem jej odwagi, większość ludzi na jej miejscu bałaby się otworzyć usta. Wiemy, jakie są realia. Można nieźle zarobić w limo. Pewnego razu grupka młodocianych bandytów chciała wyrzucić innego młodego człowieka z pędzącego pociągu. Tylko jedna osoba podniosła sprzeciw - była to mocno już starsza pani. Na szczęście udało jej się temu zapobiec.
    Jeśli zaś idzie o potępienie dla "donoszenia", to w naszym kraju uczyniono z tego niemal religię. Swego czasu nawet pisałam o tym. Może znów jeszcze napiszę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Niedaleko padlo jablko od jabloni.
    Moja mama byla podobna. Do dzisiaj sie smiejemy jak to kiedys weszla na nasze szkolne boisko, a tam nauczyciel lal ucznia, a to dziesiaty kokos raz po lbie, a to z wielkim rozmachem szarpal za ucho, jak podskoczyla, jak ochrzanila, widze, ze lubi sie pan znecac nad sluabszymi, no, ja tesz, i w lep mu dala. :P A to byl moj nauczyciel od geografii. :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest trudno rozgraniczyć, między tym, kiedy dziecko/osoba dorosła skarży ("kapuje"), bo rzeczywiście jest przekonana, że to trzeba zgłosić, a tym , kiedy skarży w celu podniesienia swojego samopoczucia- bo jestem lepszy- albo chęci dokopania drugiej osobie. Często wszystko to może zbiec się razem i mamy ZONK wychowawczy. Trudność występuje również wtedy, kiedy trzeba wytłumaczyć osobie 'poszkodowanej', że tak się nie postępuje (chodzi o zachowania naganne, a często 'akceptowane w środowisku) i osobie skarżącej, że można to robić np. w innym stylu. Chodzi mi o częste karcenie skarżącego, że tak nie wypada- w końcu się zamknie i będzie przepuszczał naganne zachowania innych.
    Dla mnie uczeń skarżący był właśnie taką trudnością, z którą trzeba było sobie poradzić wychowawczo pozytywnie. Oj, czasem nakombinowałam się nieźle.

    Mam naturę nauczycielską ( wyćwiczone przez lata praktyki), dlatego z automatu zwracam uwagę na ulicy wszystkim, którzy coś tam "łamią". Że jeszcze nie dostałam w dziób, dziwię się bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  4. Matko (ale Ci powiedziałam;-))) - w wychowaniu dzieci, a więc uczeniu ich ja bym jednak rozdzieliła skarżyć na kogoś i poskarżyć się. Jaskółka ma rację, że skarżenie na kolegów i koleżanki, ciągle i o wszystko, spowoduje wyparcie dziecka ze środowiska, a i opiekunów może doprowadzić do szewskiej pasji. A dziecku łatwo przekroczyć granicę pozytywnego reagowania na krzywdę innych czy niszczenie jakiegoś wspólnego dobra i "donoszenia" jako sposobu na zwrócenie na siebie uwagi czy podlizywania się np. nauczycielom. Więc w wychowaniu, od samego początku należy rozgraniczyć skarżenie (które pejoratywnie się kojarzy) od "trzeba powiedzieć mamie/pani/nauczycielowi gdy widzisz, że .....". Chodzi mi po prostu o to, że oba zjawiska, od samego początku, należy uczyć rozgraniczać. Inna sprawa, że bardzo trudno wychować człowieka tak, by był wrażliwy na cudzą krzywdę i jednocześnie nie narażał własnego bezpieczeństwa.
    zante

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszystko to bardzo ładnie brzmi, lecz warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt.
    Bezwzględne piętnowanie "donoszenia" wiąże się z kształtowaniem silnej kultury "rówieśniczej". W takich warunkach niezmiernie łatwo o tak zwaną falę, która może również oddziaływać tylko w sferze psychicznej. Myślę, że akceptacja informowania dorosłych o krzywdzie w grupie może nieco osłabiać tę swoistą subkulturę. Pewnie dlatego spotyka się z tak bezwzględnym potępieniem tejże.

    OdpowiedzUsuń
  6. Po przeczytaniu wszystkich komentarzy pod kolejnym wpisem(fantastycznym jak zwykle)Nietypowej muszę się przyznać,że ja jako osoba w mocno balzakowskim wieku całe swoje życie miałam problemy i nadal je mam.Bo zawsze byłam bardzo mocno wyczulona i uczulona na krzywdę zwierząt ,na chamstwo ludzi,na bierne postawy w przypadku zagrożenia,na nie uczciwość ludzką ,krzywdę dzieci i osób starszych i wiele wiele innych podłości.Dlatego też każdemu oficjalnie mówię ,że bardziej kocham zwierzeta niż ludzi ,bo tylko człowiek może być takim zwyrodnialcem w stosunku do innych ludzi jak i do zwierząt ,czego liczne przykłady mamy na co dzień.Dlatego zawsze reaguję na krzywdę i dlatego też ciągnie się za mną opinia osoby konfliktowej i kłotliwej.Absolutnie z tym się z tym nie zgadzam,kompletnie sie tym nie przejmuje i dalej robie swoje czyli reaguję na wszelkie zło i chamstwo.Jadąc środkami komunikacji miejskiej ze swoimi wnukami,byłam chwalona za bardzo dobre wychowanie,bo 6 latek ustepował starszej kobiecie miejsce ,bez mojego sygnału.Kinder sztubę drodzy państwo wynosi się z domu od najmłodszych lat,szacunek do braci mniejszych ,poszanowanie publicznego mienia(ławki w parkach,drzewa ,kwiaty na klombach)tego uczyli mnie moi rodzice od najmłodszych lat ,tego uczyłam moje dzieci i tego wszystkiego uczą się moje wnuki.Bardzo je kocham za dobre serce,za empatię do zwierzat i człowieka,ale tego wszystkiego musza sie nauczyć od małego nasze dzieci,bo czego JAŚ SIE NIE NAUCZYŁ TEGO JAN NIE BĘDZIE UMIAŁ.W tramwaju też miałam taki przypadek,złapałam złodzieja za rękę,mało tego wskazałam na jego kolege z ktorym był w zmowie,zostałam wyzwana od złodziejek ,a jak wysiadałam z tramwaju to złodziej napluł mi w twarz.Nikt ,ale to nikt nie odezwał sie słowem ,ani nie stanął w mojej obronie.Nie zniechęciło mnie to absolutnie i nadal reaguje i bedę reagować na wszelkie "nieprawidłowości',bo "TEN TYP TAK MA".

    OdpowiedzUsuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...