piątek, 5 czerwca 2015

deszcz meteorytów

Serce mnie pęka, albowiem zostałam oczerniona przez mojego własnego męża, co to go na mymłonie wyhodowałam, czymkolwiek ten mymłon by nie był, ale tak się mówi.
W każdym razie zarzucono mi, że nie kocham własnego, rodzonego teścia! 
-Nieprawda!- wykrzyknęłam poruszona do żywego- Ja go kocham miłością wielką i niezwykłą! Z nim jedynym chciałabym oglądać deszcz meteorytów!- dokończyłam, po czym zostawiwszy męża z opadniętą szczęką, uciekłam ze szlochem do sypialni, aby rzucić się na łóżko i rzewnie zapłakać.
Znaczy się próbowałam rzewnie zapłakać, ale niestety jakoś nie mogłam. No trudno. Zatem w ramach relaksacji zamknęłam więc oczy i postanowiłam wyobrazić sobie, jak to by mogło wyglądać...

Siedzimy sobie razem, ja i teściu. 
Patrzymy w niebo, a tam jak szalone, spektakularnie spadają roje meteorytów. Jest noc, wokół cicho, podniosła atmosfera. 
Spojrzałabym w jego stronę.
Pomyślałabym życzenie.
Teść by nie zdążył...



5 komentarzy:

  1. Męża wychowuje się na własnej tej... no... waginie czy jak to ją tam zwą, a nie na mymłonie. Na mymłonie to się wychowuje dzieci, ty Nietypowa, ty....

    OdpowiedzUsuń
  2. Buahahahaha, teść by nie zdążył :-)))))

    OdpowiedzUsuń
  3. Padlam:))))Dorusia

    OdpowiedzUsuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...