środa, 1 kwietnia 2015

Matka Polka Cipa...czyli jak nas kreują i jaka jest prawda

Wiecie co, całe dorosłe życie ubolewam, że żeby piec zawodowo chleb musisz się nauczyć fachu. Nikt Cię do tego nie zatrudni, jak nie jesteś piekarzem.
Aby mieć dziecko nie musisz spełniać żadnych kryteriów, poza zdrowiem fizycznym umożliwiającym rozród. No i posiadaniem partnera. Choćby na jedną noc.
Macierzyństwo/ojcostwo powinno być jak Media Markt w swojej reklamie.
Podobnie jest z feminizmem.
On również powinien być nie dla idiotek. Bo nikt inny, jak idiotki, obok samców- troglodytów (bo facetem się tego nazwać nie da, a mężczyzną to już w ogóle) wyrządziły feminizmowi najwięcej szkody. To właśnie przez nie feminizm wielu ludziom kojarzy się teraz całkowicie błędnie z bandą nienawidzących mężczyzn bab, mających obłęd i zniszczenie w oczach. 
A to nieprawda, rzecz jasna. Feministka mężczyzn nie nienawidzi. Kobieta, która mężczyzn nienawidzi najpewniej jest kobietą zwyczajnie przez nich skrzywdzoną. Czasem tak bardzo, że stała się zapiekłą suką, zgorzkniałą jędzą albo innym smutnym zjawiskiem. Ale wykrzykiwane przez nią hasła, że każdy facet to świnia, feministki z niej nie czynią i dalekie są od prawdy, tak samo jak fakt, że każda feministka ma wąsy.

Wychowaliśmy się w kraju, gdzie od wieków pokutowały pewne przekonania. Pewne stereotypy, które potrzebne były od zawsze w gruncie rzeczy, jak ten kamień w bucie, ale konsekwentnie przekazywane z pokolenia na pokolenie  łamały czasem młodym ludziom marzenia, a czasem, jak się twardy zawodnik trafił- łamały mamine i tatusine serca, dla odmiany.
Która z nas nie słyszała "nie rozkraczaj się jak siadasz, jesteś dziewczynką", "tak się nie zachowują małe damy", "musisz umieć gotować, kiedyś będziesz mamą, żoną...",itd.
Który z Was nie słyszał "nie maż się jak baba", "różowy jest dla dziewczyn", itp.
Problem pojawiał się wtedy, jak młoda dama miała w piździe bycie młodą damą, co też konsekwentnie powtarzała swoim rodzicom i to dokładnie tymi słowy. Chciała zostać bowiem operatorem koparki, pluła najdalej z całej podwórkowej paczki i nawet w kiecce przechodziła najszybciej przez płoty.
Problem pojawiał się wtedy, jak młody mężczyzna nie chciał iść z ojcem na ryby. Nie chciał strzelać z wiatrówki, ani pić piwa. Chciał zostać baletmistrzem, ku rozpaczy swego ojca, co to brał udział w każdej ustawce, ku chwale klubu i Pana. Ramen

Mam pewne zasady.
Znaczy się, ja w sumie mam sporo zasad, ale nie wszystkie są na równi ważne.
Do tych kardynalnych należy pierdolenie stanowisk,stopnia pokrewieństwa, tytułów, itp. Traktuję ludzi, absolutnie wszystkich ludzi (rodziny też się to tyczy, a może nawet zwłaszcza) tak, jak na to w moim mniemaniu zasługują. Tak, jak oni traktują mnie.

Znam lekarzy, którzy są lekarzami, bo ich mama/tata również byli. I to wysoko postawionymi. Tak, że synusia trochę na studiach przepchnęli, a później gapci załatwili pracę, bo on by tym okulistą i tak został, a jakże....
Znam księży, którzy po mszy gnali na plac zabaw z własnymi dziećmi. Uprzednio pierdoląc coś tam z ambony o życiu w grzechu bez ślubu, nie dając twardo rozgrzeszenia współżyjącym w konkubinacie...
Znam nauczycielki, które nie potrafią się wysłowić po polsku. Przekazujące dzieciakom swój chory często światopogląd, a nie wiedzę.
Znam babcie, które nie zasłużyły na miłość swoich wnuków, będące zwykłymi sukami, które gdy zaniemogły raptem stawały się świętojebliwe, "biedne" i "pokrzywdzone".
I znam matki, które urodziły dzieci chuj wie na co i po co, ale teraz są głęboko nieszczęśliwe, gdyż nie spełniły te dzieci ich oczekiwań, ciężko się przy nich najebać, nie pasują do kanapy,a w dodatku są inne niż na reklamach.
Matki Polki Uciemiężone, bo o nich mowa. Nowy typ "światowej" kobiety. 

Na fejsbuniu napisałam Wam, że ważne jest odróżnianie dumnych posiadaczek waginy od cip zwykłych.
I podtrzymuję. Bo to w życiu nie tylko ważne, ale wręcz podstawa.
Każda z nas może być dumną posiadaczką waginy. Każda może być zwykłą głupią cipą.
Solidaryzuję się z tymi pierwszymi. 
Do drugich zaś skierowany jest, zdaje się, ten tekst:
http://matkazonaiklopoty.mamadu.pl/117743,jestes-matka-i-masz-swoje-zycie-slono-za-to-zaplacisz

A teraz o tym, dlaczego mnie te  brednie wkurwiły zwyczajnie.

Streszczenie dla tych, którym się nie chce rzeczonego artykułu czytać:
otóż autorka w kilkunastu punktach udowadnia, jak ciężko być matką. Na każdym kroku zapewniając, że matki są dyskryminowane. I nie, nie przez pracodawców. O tym nie pomyślała widać, bo byłby tu opisany jeden chociaż faktyczny problem, który zna z  autopsji naprawdę wiele kobiet, planujących powrót na rynek pracy będąc mamą malutkiego dziecka. 
Matki z artykułu są dyskryminowane głównie przez wroga, którego sobie same wybrały, bo z kontekstu wynika, że przez mężów buców i kutasów złamanych, no i przez autorytety moralne pod postacią starszych cioć Gertrud, ewentualnie pań z osiedlowego warzywniaka. 
O ja pierdziu! Hitler z takiej gwardii byłby dumny! 
Strach się bać, a być matką to już w ogóle.

No i teraz psze zapiąć pasy, bo jedziem w punktach za autorką, czemuż my, o czemuż, takie pokrzywdzone.
Albowiem azaliż onegdaj gdyż kobieta-matka (ponoć) nie może:
1. Powiedzieć ,że dziecka nie chciała

Powiedzieć, to zawsze może, ale niech się później nie dziwi, że ktoś spyta "to po cholerę je ma"?
No ja to taka dociekliwa jestem, że bym spytała na pewno.
Wątpię żeby autorka wraz z koleżankami miała przygotowaną odpowiedź. Nie ten level.
Nosz w dupę jeża, nie mam w domu sprzętu, którego bym nie chciała, a niektórzy mają niechciane dzieci i jeszcze się bulwersują, że nie powinni tego co rano, tuż po założeniu kapci i przed poranną kawą, całemu światu ogłaszać?!
Nie bardzo rozumiem sens rodzenia z góry niechcianych dzieci, zwłaszcza przez (ponoć) inteligentne kobiety w XXI, może mnie ktoś oświecić?
Nawet gdy prezerwatywa zawiodła jest tyle par chcących dziecko, a nie mogących biologicznego potomka posiadać, że adopcja w dzisiejszych czasach, to chyba nie jest problem? Jeśli aborcja nie wchodzi w grę. Bo, że oficjalnie nie wchodzi, to wiemy, a jak jest nieoficjalnie- wiemy również. Kwestia sumienia.
Więc proszę mi teraz powiedzieć, po co takie niechciane dziecko się ma?
Bo mąż się uparł? Bo teściowa nalegała? Bo wszystkie koleżanki już miały i to nawet po dwie sztuki? Nieposiadanie dziecka to teraz gafa towarzyska? Trójka wystarczy, czy jeszcze ze dwa se powinnam machnąć, żeby być w dobry tonie?
No niech się któraś bezdzietna wypowie, zanim mnie chuj jasny trafi.

W moim gronie bliższych i dalszych koleżanek jest mniej więcej pół na pół. Nie zauważyłam, aby bezdzietne spotykał jakikolwiek ostracyzm. Owszem spotykają je czasem nietakty, głównie  ze strony starszego pokolenia, które przy okazji narodzin kolejnego członka rodzina rzuci w kierunku bezdzietnej koleżanki "teraz czas na ciebie".
Ale ja mam koleżanki feministki. Moje koleżanki są inteligentne. Moje koleżanki mają waginy, ale nie są cipami. Moje koleżanki odczekują w takim wypadku do najbliższego pogrzebu, stają obok rzeczonej cioci i równie kurtuazyjnie mówią "teraz czas na ciebie".
I tyle.
Nie biegną, jak rozumiem biegną uciemiężone koleżanki autorki, dzieci rodzić. Bo ciocia Gertruda wymaga!
Ja pierdzielę, co za żenada....

Autorka równocześnie zastrzega, że to, iż się dziecka nie chciało, nie oznacza, że się go nie kocha.
Tylko, że dopuszcza się myśl, że mogłoby się żyć inaczej.
Kobiety, które identyfikują się z tym tekstem- trzeba było do waginy nie dopuszczać.
Albo dopuścić myśl o antykoncepcji. Wtedy nie tylko mogłybyście marzyć o innym życiu, ale też nim żyć.
I wszyscy byliby szczęśliwi. Wy też.

Rada od cioci (nie)typowej: Nie chcesz, babo, dzieci, to ich nie miej. Proste.
Mąż chce mieć dzieci- zmień męża, o ile nie ustaliliście wspólnej drogi przed ślubem/związaniem się, co na przyszłość polecam.
Ciocia Gertruda chce mieć dzieci- niech se zrobi. Jest za stara na biologiczne potomstwo- niech se adoptuje. Nie pozwolą jej? Niech się zapisze na wolontariat do Domu Dziecka. Dzieci będzie miała w huk i jeszcze trochę!
Koleżanki mają dzieci, wobec czego Ty.....żyj, kretynko, życiem swoim. Idź ścieżką przez siebie obraną. Koleżanki za ciebie życia nie przeżyją, jak i nie umrą za Ciebie.
Wbij to sobie do tego pustego łba.
Ramen. Ponownie.



2.Powiedzieć, że potomka się czasem nie lubi.

No cóż. Ja czasem bywam wkurwiona.
I owszem, mówię to. Potomkom swoim również.
Może nie słowami "wkurwiasz mnie", ale "denerwuje mnie, jak....", to już nawet dość często.
Bo to nie jest tak, że wkurwia mnie moje dziecko.
Wkurwia mnie jego konkretne zachowanie. I wtedy mu to mówię.
Jak i on(i) czasem mówią to mnie.
I tak sobie gadamy, bo nikt z nas nie jest doskonały. Z tym, że dorosły może dążyć do doskonałości, a dziecko jest dzieckiem. Je trzeba nauczyć, że glutów w rękaw się nie wyciera, że nie trzeba do matki krzyczeć, gdy się jej chce coś zakomunikować, bo mimo, że w oczach dziecka wszystkie powyżej 20 lat jesteśmy już stare, to jednak większość z nas słuch ma dobry. Że sprzątnij pokój nie znaczy piźnij wszystko tam, gdzie ci się wydaje, że nie widać, bo tak, faktycznie tylko ci się wydaje. Że kartki są od tworzenia dzieł sztuki, nie meble. Że jak mówimy załóż czapkę, to naszym życiowym celem nie jest, aby syn wyglądał jak kretyn, co też podejrzewa, tylko same przeszłyśmy wszystkie fazy zapalenia zatoki i z doświadczenia wiemy, że przy -5 stopniach czapka się przydaje, itd., itp.
A gdy nadchodzi ten nastoletni wiek, który, pożal się Bobrze, Autorka Znakomitego Artykułu przytacza i my "rozsądnie próbujemy przemówić, a mina dziecka mówi "nie pieprz", to przypominamy sobie siebie w tym wieku. Moja mówiła wyłącznie "nie pieprz".
O patrz, autorko, do dziś mi zostało!
Zatem- nie pieprz!Proszę. Albo tytuł zmień, coby porządni ludzie nie musieli tych banialuków czytać, wpuszczeni w kanał...

Lubię moje dzieci. Z całą pewnością lubię.
Dopuszczam myśl, że autorka swoich może nie lubić. Jak i jej koleżanki.
I moim zdaniem, jeśli czuje taką potrzebę, może spokojnie powiedzieć to na głos. Przyjaciółce. Poza domem.
Nie polecam mówienia, czy też okazywania swojej antypatii potomkom. Nie polecam pisania tego na swoich blogach. Choć to modne, zauważyłam.
Mogę ręczyć, że nie ułatwi to Waszym dzieciom startu w dorosłość. Nie podbuduje ich samooceny.

Wasz wkurwiający Krzysio, lat pięć obecnie, będzie kiedyś Krzysztofem lat 17 . Przyjdzie dzień, gdzie zrozumie, że miłość nie zawsze bywa z happy endem, że prawdziwych przyjaciół to ze świecą szukać, ktoś go pierwszy raz wykiwa, ktoś zdradzi, a ktoś inny nazwie "debilem". Świat mu runie, bo w tym wieku, to świat potrafi runąć dwa razy w tygodniu. Zawsze boleśnie i zawsze absolutnie bezpowrotnie. I nie daj buk trafi w tym samym czasie na ten Wasz blog, który to rzecz jasna skrzętnie przed światem w internetach ukrywacie (hahahahahaha). I tam niech do tego przeczyta, że od jakichś 10 lat, stara go nie lubi.
Kocha go, rzecz jasna, jak autorka zapewnia.
"Jedynie" nie lubi.
No nie mogę sobie wyobrazić, jaki to ten Krzyś się poczuje dowartościowany. Jakim się poczuje fajnym człowiekiem.

Sracie się, nowoczesne mamy, z tym aby Wasze dziecko chodziło na karate, balet i komputery, bo inaczej nie da sobie rady we współczesnym świecie.
Pierdolicie o tym, że bez znajomości najmniej trzech języków obcych daleko nie zajedzie, kariery nie zrobi. I nie będzie mundry i wykształcony. Jak Wy.
A później piszecie, że Krzyś od małego jest niefajny. Bo przecież fajnych się lubi. Proste, nie?
Zatem, przy całej swej mundrości, nie zdajecie sobie sprawy, głupie pipy, że podstawą prawidłowego funkcjonowania Waszego dziecka w dzisiejszych okrutnych czasach nie jest znajomość angielskiego, tylko ugruntowane poczucie własnej wartości.
Myślałam, że tylko ja zwróciłam na to uwagę, ale moją przyjaciółkę również złapała za serce pewna scena z filmu "Służące", w której jedna z służących właśnie,  jak mantrę powtarzała swojej podopiecznej
"JESTEŚ MĄDRA, JESTEŚ DOBRA, JESTEŚ PIĘKNA"
I takie też są Wasze dzieci.
I proszę to im powtarzać.
Ja wiem, że zanim mają skończony roczek, macie już uzbierane dla nich na najlepsze uczelnie. Wiem, że zaplanowałyście im przebieg kariery sportowej, muzycznej, tudzież każdej innej.
Bo ich kochacie. "Tylko" nie lubicie.
Przyjmijcie zatem do wiadomości, że to, co najważniejsze nie wymaga kasy- jeśli je kochacie, dajcie im pewność siebie.
Dziecko już macie, teraz ktoś w Waszym domu musi być dorosły. Dorosłość polega na rozwadze. Rozwaga (nader często) na trzymaniu się maksymy "mowa jest srebrem, a milczenie złotem".
Zanim raz jeszcze będziecie chciały powiedzieć w "tajemnicy" internetom, że Wy swojego dziecka nie lubicie, oczywiście podpisując się pod tym imieniem i nazwiskiem- wyłączcie komputer. Albo przyjdę i wyzwę. Żeby dziecko, które w przyszłości  być może to przeczyta wiedziało, że to nie ono jest problemem. To matka jest jebnięta.


3. Wrzeszczeć na dziecko w sklepie. Matka musi przemawiać rozważnie.

No.
Jak wrzeszczysz w sklepie, niczym nie różnisz się od wrzeszczącego dwulatka, zatem dlaczego to Ciebie mamy nazywać dorosłym?
Na szczęście labilność emocjonalną można w dzisiejszych czasach z powodzeniem leczyć. Polecam znaleźć dobrego psychiatrę. Jak i melisę sobie kupić.


4. Mieć czas tylko dla siebie.

Ale dlaczego nie można?
Powinno się mieć. Jak byśmy się nie zapierały "guganie" cały dzień do dziecka uwstecznia.
Nie mówię, że "siedzenie" w domu uwstecznia- bardzo niekoniecznie, rzekłabym. Ale z całą pewnością życie wyłącznie kupką i zupką nie powoduje rozwoju.
Wiecie kiedy ja mam czas dla siebie- między 4 a 5 rano (specjalnie wstaje tak wcześnie,  żeby móc  wypić kawę bez "mamowania" i poczytać w spokoju) i po 22. Ten tekst został napisany właśnie między 4 a 5 oraz ma ustawioną godzinę późniejszej publikacji (hokus pokus)
W dzień mogę coś robić wyłącznie z dzieckiem przy boku.
Czy jestem zmęczona? Czasem bardzo.
Czasem zaplanuję sobie milion rzeczy, które zrobię wieczorem, a rzeczywistość okazuje się brutalna i zasypiam przy Stiflerze około 20, nie zrobiwszy połowy tego, co chciałam zrobić.
Czy się skarżę? Nie.
Dlaczego? Bo sama sobie ten stan rzeczy wybrałam, bo wiem, że moje dzieci rosną, tak nie będzie wiecznie. Bo jestem dorosła.
I mimo, że w wieku niemal 31 lat posuwam po mieście w różowych tenisówkach, za jedną z maksym życiowych biorąc sobie słowa"po co służyć w marynarce, skoro można zostać piratem", to każda moja życiowa decyzja jest przemyślana. Wiedziałam, że gdy urodzę dziecko (a pierwsze urodziłam w wieku lat 20, przypominam) moje życie ulegnie diametralnym zmianom i mając, jak obecnie, trójkę dzieci, w tym jedno 20-miesięczne, nie usiądę kiedy mi się zachce i nie utonę z książką/na fejsbuniu/ robiąc sobie maraton filmowy na pół dnia.
Zwłaszcza, jak nie mam do pomocy żadnej (załóżmy) babci, a ojciec dzieci w tym czasie jest zwyczajnie w pracy.
Przykro mi, że nie wszystkie koleżanki na to wpadły. I niektóre zapewne teraz siedzą w szoku, bo Brajanek ma już pół roczku i nadal (o japierdolękurwamać, nadal!!!) trzeba przez cały czas mu dzień organizować. O mójbosze, mójbosze!

Natomiast jak się ma babcię, gotową spędzić dzień z wnukami- czemuż to nie można się pobyczyć?
Toć to zdrowo nawet.
Oczywiście od czasu do czasu, bo niektórym mamusiom aż by się chciało z czystej przyzwoitości przypomnieć, że ich matki i teściowe już swoje dzieci odchowały, zatem dlaczego teraz muszą jeszcze chować wasze dzieci? Tylko dlatego, że jesteście leniwymi i oderwanymi od pługa granatem krowami?


5. Nie gotować, nie piec i mieć generalnie domowe obowiązki gdzieś.

I znowu pół na pół z moich koleżanek, które posiadają dzieci, gotuje/nie gotuje, piecze/nie piecze.
Wszystkie żyją szczęśliwie. Niektóre na mrożonkach, gotowych daniach, obiadach gotowanych przez partnerów, gosposie, kupnych ciastach. Żadna z nich nie jest uważana za dziwną.
Do głowy by mi nie przyszło żeby komentować zdolności kulinarne, czy raczej ich brak, u niektórych kobiet, skoro ja z nimi nie żyję, a ich partner to akceptuje.
Kto zatem komentuje? Te ciocie Gertrudy, o których pisałam powyżej? Pani sąsiadka, przed którą ukrywacie siaty z pobliskiego baru mlecznego? Mamusia?
Boszzzz, jakie z Was cipy, moje drogie.
Na ryj pewnie padacie, ale zanim wydacie z siebie ostatnie tchnienie polecicie umyć okna przed Wielkanocą.
Dla Jezuska.
Czyli dla Maciakowej z III piętra, żeby Wam w warzywniaku dupy nie obrobiła.
No nie ściemniajcie, że nie. Jezusek, jeśliby istniał nawet, miałby raczej Wasze okna w tej części ciała, co to ściśle przylegała do krzyża. Chyba nie jest aż tak małostkowy?  


6. Mieć romansu/ chcieć odejść od męża.

Każdą ze znanych mi kobiet, ewidentnie będących w nieszczęśliwym związku, namawiano do odejścia od męża.  Jeśli któraś z nich nie odeszła, to na bank, nie z powodu
" On ma prawo szukać szczęścia. Życie jest takie krótkie. Można też wszystko przeczekać. Może on się odkocha w tamtej? Trzeba być cierpliwą, poszukać swoich błędów, trochę się pobiczować, bo przecież to wszystko przez to, że nie byłyśmy czułe, dobre, kochane. Ale my i romans? On powinien nas rzucić natychmiast! Kobieta matka, która myśli o innym mężczyźnie to po prostu dziwka. I ona to robi dziecku?! Gdzie odpowiedzialność?!
Co z tego, że mąż zły/ nieczuły/ nieobecny – siedź cicho, bo takiego sobie wybrałaś."

Ja tu nie zamierzam pisać o relacji kat- ofiara. I ile to ma wspólnego z macierzyństwem.
Ja tylko napomknę, tak z innej beczki, że kobieta, która myśli o romansie podczas trwania związku, to z moralnością jednak niewiele ma wspólnego. Dziwka, nie-dziwka, nie oceniam, ale nie nazywajmy szamba perfumerią z drugiej strony.
Mąż zły/nieczuły/nieobecny- zostaw go i wtedy myśl nawet o pięciu facetach. Bzykanie się za plecami połówki nie uzdrowi związku, a już na pewno nie sprawi, że mąż stanie się dobry/czuły/obecny.

Przekonanie o szczęśliwych dzieciach nieszczęśliwych rodziców, odeszło do lamusa w zeszłym stuleciu. Pokutuje pewnie do teraz na zadupiach i wśród ciasnoty umysłowej. Toteż autorce współczuję otoczenia. Jeszcze bardziej współczuję jej koleżankom tego ciągłego życia pod dyktando, z tym mężem kutafonem skończonym. W strachu, co ludzie powiedzą. Okropne to musi być. Nie wiem, nigdy nie praktykowałam. Mam jednak koleżanki, które przez pewien czas tak żyły. Aż w końcu odeszły. Przede wszystkim ze względu na dobro dzieci, właśnie.


7. Powiedzieć: jestem zmęczona, nie mam siły. Raz nie ugotować obiadu, nie posprzątać, zaspać. Ale jak to nie ma obiadu, jak to nieposprzątane? Jak matka może zapomnieć o budziku!? Macierzyństwo, to obowiązki. O-b-o-w- i –ą-z -k -i.

Serio?
Są takie kobiety, które nigdy nie kupują gotowego żarcia/nie robią na obiad sałatki z resztek, parówek w cieście francuskim (gotowym), czy czegoś równie ambitnego?
Nam to się zdarza jeść gotową pizzę. Albo jakieś pierogi gotowe na ten przykład.
Tak, zdaję sobie sprawę, że to ze szczura pewnie, ale wychodzę z założenia, że raz od dzwonu nikt od tego nie umrze.
A męża se takiego wybrałam i dzieci (!) tak wychowujemy, że na szczęście nie widza we mnie sprzątaczki i kucharki, tylko człowieka. Takiego co to ma ból głowy czasem, a czasem zły humor. Więc jak stawiam na stole te pierogi ze szczura i mówię im, że dziś bażanta nie będzie, to mnie się  pytają, czy wszystko gra i burczy (bo zazwyczaj gotuję jednak. Staram się zdrowo). Czy mi herbaty nie zrobić. Albo kawy. I czy nie chcę się położyć. A i kolację zrobią. I Stiflera wykąpią, mleko mu podadzą, kanapeczką nakarmią. Takie mam luksusy, w dupę jeża.
Z tym, że ja nie nadużywam. Jak mogę, to robię. To nie tylko moja praca, bo tak, prowadzenie domu jest pracą według mnie równie ciężką, co praca zawodowa, ale i w pewnym sensie okazywanie bliskim mojej miłości.
Bo ja chcę, żeby ten mój chłop zjadł dobrze po powrocie do domu. I chcę, żeby on do tego domu w miarę czystego wrócił. Bo go kocham. To samo z dziećmi. I ja wiem, co to E.cola więc choć, kurwa, nie cierpię- sprzątam namiętnie. Okna myjąc rzadko i tylko jak naprawdę już mało co widać.
 I fakt, że gdybym dzieci nie miała, to bym się może nie bała, że ktoś deskę klozetową poliże, jak się będę malowała, stojąc tyłem do kibla. O-b-o-w-i-ą-z-k-ó-w mniej by było. A tak, 20-miesięczny Stifler jest szybki i nieobliczalny, toteż sprzątać muszę znacznie częściej. Jednakże to mi nie przeszkadza. To mnie nie boli. Ja to robię dla nich. I dla siebie. I oni mi w tym pomagają. Razem tworzymy dom i każdy z nas tyle wnosi w rodzinę, ile może. Bez grymasu na twarzy i bez łaski.
Tak z ciekawostek to Wam mogę napisać, że moje 9 letnie dziecko potrafi posegregować pranie i wstawić pralkę. Po co go tego nauczyłam? Żeby nie wyrósł na męża koleżanek autorki....

8. Zjeść ostatni owoc w domu, wypić resztkę mleka, czy pożreć ostatni kawałek wędliny, bo umiera z głodu. Inni domownicy mogą, to zrobić i jeszcze zostawić puste pudełko/opakowanie. Spróbuj zrobić to ty: „Mamooooo, jak mogłaś!??". A, przepraszam, matka w ogóle o tym nie pomyśli. Owoc musi zostać dla męża i dzieci. 



Owoc nie musi zostać dla męża i dzieci. Bo muszę, to ja tylko umrzeć. Kiedyś. Choć prawdą jest, że ten ostatni owoc dałabym swojemu dziecku zapewne. Nie dlatego, że bym musiała, czy tym bardziej dlatego, że moje dziecko miałoby o niego do mnie pretensje, bowiem głupio się chwalić, ale mam dzieci dobrze wychowane. Dzieci, które same by mnie zapewne spytały "a Ty nie chcesz, mamo? a chcesz może połowę?". Naprawdę nie sądziłam, że mam taki ewenement w domu. Myślałam, że to normalne. W końcu w domu rodzinnym też przy czymś ostatnim pytałam będąc dzieckiem, czy ktoś może nie ma ochoty, bo chętnie się podzielę. 

Aaaaa tak, możliwe, samo do główki nie wskoczyło. Ale tak to już jest, że dzieci nie powinno ubierać się pod kolor kanapy, żeby później cały dzień na niej zalegały grając na konsoli. Dzieci się wychowuje.  

Zatem, wracając do tematu,  dałabym im ten owoc, tylko i wyłącznie dlatego, że bym chciała. Bo ich kocham. To tak jak z prezentami na Gwiazdkę, jak się kogoś kocha bardziej cieszy sprawianie radości przez obdarowywanie, niż bycie samemu obdarowanym. Ja wiem, że to podejście niepopularne, bo nader często słyszałam "ty nie bądź taka za dobra, bo ciocia Krysia była dla swoich dzieci aniołem, a teraz to żadne na starośc nie chce się nią zająć", czy słynne "nie warto inwestować w dzieci". 
Otóż ja, w przeciwieństwie zdaje się do większości, nie traktuję swoich dzieci jako inwestycji na przyszłość. Nie oczekuję, że którykolwiek z synów się mną na starość zajmie. Miło by jednak było, gdyby chcieli utrzymać tak fajny kontakt, jaki ze sobą mamy. Znaczyłoby to dla mnie, że popełniałam mniej błędów wychowawczych, niż myślę...
Mam nadzieję, że mamie z artykułu, jak już wydrą czy wypomną ten pieprzony owoc, to chociaż pozwolą ze sobą usiąść później do stołu. Czy jada z psiej miski?

9. Upić się na imprezie.Ojcowie proszę bardzo. Przecież to, że facet stał się ojcem nie znaczy, że przestał być gościem, który pragnie zabawy. Ojciec ma prawo się nawalić nawet przy dziecku czasem. Dobra żona się nim zaopiekuje. Ogarnie przestrzeń, a potem pozwoli mu spać do południa. 


Pijana kobieta? Skandal. Nie daj Boże przy dziecku raz na rok – trzeba odebrać jej prawa rodzicielskie (to już rozumiem bardziej), ale kobieta, która baluje na imprezie i śpi potem do południa? Rany. A co w tym czasie robiły dzieci? Ojciec był z nimi? Boże, jaki to wspaniały mężczyzna. Ona taka zła. 



Jak to się mówi- babcia moja była za gorzałą katoliczką. Dlatego i ja jestem. Za gorzałą.
Jak wiecie zresztą, bo miłości do trunków nigdy nie ukrywałam specjalnie, ale pijanej to mnie od dwunastu lat nikt nie widział, nie tylko moje dzieci. Zdaje mi się, że pewien etap po prostu zostawiłam za sobą. Bez żalu. 
A jedną z rzeczy, którą pragnę nauczyć moich synów, jest kultura picia, bo jak powszechnie wiadomo, u rodaków umiejętność ta mocno kuleje. Nie ma lepszego sposobu nauczania niż przez danie dobrego przykładu. Zatem nie najebuję się, autorko. I żyję. Szczęśliwie. I nadal, mimo, że starasz mi się to wmówić-nie czuję, że coś tracę.
Natomiast widziałam pijane matki. 
Nawet policję czasem wzywałam. Ale to temat na osobną notkę.  
Jak se matka raz na ruski rok na imprezę pójdzie, dzieci rzecz jasna zostawiając pod odpowiedzialną opieką -jest w porządku.
Jak se matka baluje co weekend, bo znam i takie- nie jest w porządku.
Jak mamusia odsypia do popołudnia i dzieciaki są pozostawione same sobie, ze swoimi tabletami, komórkami, x-boxami w zastępstwie matki, a później psycholodzy prześcigają się w wymyślaniu nowych jednostek chorobowych na to, co kiedyś określano po prostu mianem "zaniedbania"-zdecydowanie nie jest w porządku. 
To tak ogólnie, w temacie matek na imprezach. Bo do tematu co wolno ojcu, a co matce nie potrafię się chyba ustosunkować. W końcu jestem feministką, człowiekiem, równorzędnym partnerem równorzędnego partnera. W moim i mojego męża mniemaniu- wolno nam dokładnie tyle samo. Co na ten temat ma do powiedzenia pani moherowy beret stojąca przy wejściu do klatki...yyyy...a co mnie to obchodzi?


10. Nie lubić placów zabaw, gier planszowych, układania lego i wymyślania zabaw.

Nie lubię budować z lego. Za chuja wafla nie mam wyobraźni przestrzennej. Mój syn w wieku lat 5 budował bardziej wymyślne konstrukcje ode mnie. Gdy to zrozumiałam strzeliłam focha z zazdrości, po czym oznajmiłam, że mamusia może grać w planszówki, skakać w workach na śmieci, bawić się żołnierzykami i samochodzikami, ale z lego budować nie będzie. Nie i basta!
Od lego jest tata. Bo nie jestem samotną matką.
Ojciec z kolei nigdy nie bawi się z nimi we wszelkie teatralne improwizacje. Czytał im na głos może z pięć razy w życiu. Nigdy zaś też nic z nimi nie wycinał, nie lepił, nie sklejał, jednym słowem- nie wykonywał z nimi żadnych prac artystycznych. 
Od tego jest mama. Bo nie jest samotnym ojcem przecież.  
A tak, zapomniałam . Te z artykułu nie mają wsparcia w mężu. Bo faceci to świnie. W ich świecie, które same sobie zbudowały.



11. Nie znosić byłego męża. Nie, ona musi się starać, być dobra, walczyć dla dobra dziecka. To, że on nie walczy dla dobra dziecka to nieważne. Ona niech będzie święta. Oaza cierpliwości, królowa pokoju. Rolą kobiety jest dążenie do kompromisu, prawda?????!!

Prawda.
Nie mam doświadczenia w rozwodach, ale tak na chłopski rozum to mnie się wydaje, że jak się ma wspólne dzieci, to dojście do kompromisu z byłym mężem byłoby najlepszym z możliwych rozwiązaniem. Jak się da, oczywiście. Bo zazwyczaj wyżej dupy i tak nie podskoczysz. 
Zatem o co Ci właściwie biega, w tym punkcie, kobieto?

12. Mieć wątpliwości, kryzysy. Zostajesz matką, musisz wiedzieć jaką drogą należy podążać. Musisz wiedzieć kim jesteś i po co jesteś. Musisz dawać przykład. Depresja? Nerwice? Doprawdy współczuje twojemu dziecku. Nie możesz sobie na to pozwolić! Nie możesz. Masz dla kogo być silna.

Wątpliwości ma każdy. Kryzysy również. Problem zaczyna pojawia się w momencie, gdy czasem słyszę skąd one (kryzysy) się biorą. 
Otóż drobne mi się w kieszeni nie zgadzają, gdy słyszę, że pani X sobie nie radzi w opiece nad jedynakiem bez pomocy własnej mamy (mąż w pracy- cham i świnia! Specjalnie zapierdala, żeby w domu nic nie robić. Ona się męczy, a on, na tej budowie, to siedzi i bąki zbija- wiadomo, leniwy facet). Ona nie może paznokci pomalować, "M jak miłość obejrzeć", na fejsie to już ma kilkugodzinne zaległości, jest przemęczona, bo Dżesika skończyła trzeci miesiąc i nadal się raz budzi w nocy. A Samanta, córka jej koleżanki, to przesypia już noce od dwóch miesięcy. 
I płacze. Achhhhh, jak to dziecko płacze. A w reklamie Pampersa te dzieci tylko się śmieją!
Starczy tego! Koleżanki rozgrzeszają,  ona nie jest tylko matką, ona w końcu jest kobietą! Człowiekiem! Też ma swoje prawa, a nie tylko dziecko i dziecko....Depresja, ludzie drodzy, toć to depresja! Teraz może tylko leżeć i pachnieć, bo biedna i chora. Obsłuż, podaj, zastąp matkę jej dziecku, zrób za nią. Wysra się sama, bo będąc w łazience przy okazji sobie brwi wydepiluje. 
To nie tak miało wyglądać. Bobas nie jest jak z reklamy. Płacze, chce żreć i sra na okrągło.
Nie można z nim robić nic fajnego, poza zdjęciami na Instagram.
To musi być depresja, jak nic.
 Możliwe, że wyzdrowieje, jak dziecko będzie w wieku przedszkolnym i do niego pójdzie. Lub jeszcze starsze, tak żeby się mogło samo sobą zająć, a ona żeby mogła wrócić do swoich zainteresowań, czyli do malowania paznokci, kawy z przyjaciółką, przy której może opowiedzieć, jak świetną jest mamą a mała jaka słitaśna lub do pracy, która okazała się banalnie łatwa, w porównaniu z codziennymi trudami macierzyństwa. Ale to nie dlatego, ten powrót. Ona jest ambitna i chce robić karierę. A nie siedzieć przy kilkumiesięcznym dzieciaku, jak jakaś kura domowa.
Nie współczujesz kryzysu? Jakaś Ty nieczuła.
Za cholerę nic nie mów, że nie dorosła do macierzyństwa. Że ewentualnie mogła se chomika kupić, jak potrzebowała czymś milutkim się pobawić, co to nie absorbuje czasu za bardzo. 
No weeeeź, trochę empatii! Widać Ty nie dorosłaś do współczucia.
Może starsze pokolenie dorosło. 
Te, dla których wielodzietność, to była normalka. 
Te, które nie miało jednorazowych pieluch na stanie, gotowych kaszek, pralek automatycznych, ekspresowych posiłków w słoiczkach, uspokajających bujaczko-leżaczków, elektronicznych niań i poradników od ekspertów. 
Te samo, co jak się dzieciakowi rajstopy podarły siadało do cerowania. A jak potrzeba było nowej kiecki, to nie popierdzielali do sieciówki, tylko nierzadko sami szyli. 
I , ojapierdole, depresji te kobiety nie miały, bo musiały do tego zawodowo jeszcze pracować, tudzież w polu robić. A jak przychodził wieczór, zamiast pomstować na swoje potomstwo, szły spać wdzięczne, że im wszy życie darują. I często nawet szczęśliwe przy okazji.
Ale to była rzeź i masakra. Bo, mój Bobrze, nie mogę tego napisać!!!
 Nie mogę Wami tak wstrząsać...... ale one.....musiały zdjąć tipsy!!!!
Serio! Czaicie?! Tak bez tipsów?!
<wpadła w katatonię. może to depresja>

Nie, nie śmieję się z chorób o podłożu psychicznym. 
Temat FAKTYCZNYCH chorób psychicznych nie śmieszy mnie ani trochę.
Zwracam jedynie uwagę, że ostatnio obok faktycznego wzrostu zachorowań, zapanowała na nie moda. I tak depresją, jak i nerwicą, jak i  wszelkimi chorobami typu ADHD gębę sobie każdy wyciera. 
Jeszcze specjalista nie zdiagnozował Piotrusia, co to znowu gada na lekcji i nauczycielkę wyzwał od starych rur, a mama już wie- to ADHD. Dajcie spokój Piotrusiowi, Piotruś jest choryyyyy. A broń Buk, że niewychowany. Że za mało czasu mu się poświęca. On choryyyyyy. I nie rozumiesz tego, to się nie wypowiadaj. Toć choryyyyy powinno zamknąć każdą dyskusję. Nawet, jak żaden specjalista nigdy tego nie potwierdził. Serce matki. Wie lepiej.

Kaśka urodziła zdrowe śliczne dziecko. Jednak ciało Kaśki zmieniło się po porodzie. 
Ona nie wiedziała, że tak się stanie. Ma dopiero 30 lat. Oglądała widać same reklamy.
Ma depresję. 
Cicho, cicho, bo skoczy z okna.
Jak to się stało, że te nasze matki i babki 50 lat temu często nie skakały?
Ja wiem, powiecie, że nie było takiego kultu ciała, młodości, jak teraz. Że poprzeczka nie była stawiana tak wysoko. 
Ale my przecież same tę poprzeczkę stawiamy- to raz. A dwa- że same feministki wokół mamy, co to znają swoją wartość.
Więc dlaczego wyją z powodu rozstępów?
I czy to, kurwa, serio jest powód do wycia?

Czasem nieskromnie odnoszę wrażenie, że jestem ostatnią osobą na świecie, która się naoglądała tyle ludzkich tragedii i sama przeżyła nie jedno, że wstydziłabym się pierdolić o depresji z takiego powodu.
Czasem nieskromnie sobie myślę, że jestem ostatnią osobą na świecie, która ma resztki przyzwoitości. I jak wie, że gdzieś obok jest matka, która urodziła dziecko niepełnosprawne i właśnie przechodzi wielką tragedię w swoim małym, osobistym świecie albo matka dziecka ciężko chorego, która codziennie drży o jego życie, wymęczona do granic wytrzymałości, przerażona jak zaszczute zwierzę- tak z czystej, ludzkiej przyzwoitości nie śmiałabym narzekać, że mam depresję, bo mi Stifler w kość daje- broi, krzyczy, biega. Bo to naprawdę "żywy" dzieciak jest, możecie mi wierzyć. No nie mogę książki, jak człowiek, poczytać. Taka jestem zmęczona....
Tragedia.
Tra-ge- dia!
Ale to tylko moje zdanie. Co kraj, to obyczaj.


Reasumując...
dalej to autorka wnosi o powołanie rzecznika do praw matek, a ja wnoszę o powołanie rzecznika do obrony mężów przed egoistycznymi, współczesnymi księżniczkami, a przede wszystkim obrony dzieci przed matkami, które powinny zamiast dziecka zanabyć najwyżej owsiki. 
Byłoby bez stresu.
A jakby się znudziło, mogłyby się odrobaczyć.
I nie lubić można by otwarcie. Wszak owsików wszyscy nie lubią.

Niezwykle cenię kobiety z wyboru bezdzietne.
A już takie, które potrafią przy tym otwarcie powiedzieć "nie mam dziecka, bo jestem na nie za wygodna", "nie mam dziecka, bo cenię sobie swobodę wyborów/ stawiam na karierę zawodową/ nie byłabym dobrą matką/ nie lubię dzieci" zyskują sobie moją sympatię z marszu. Wiedzą czego chcą, a czego nie chcą, nikogo nie krzywdzą (w tym siebie)

Nie każda musi być Matką Polką.
Żyjemy w Europie, w XXI wieku- nikt nikomu nic nie każe, nikt nikomu broni do głowy, zdaje się, nie przystawia.
Powoływanie na świat dziecka, po czym utyskiwanie na to, że się człowiek przy noworodku nie wysypia- i to nie takie zwykłe jęczenie, bo tak to ja też marudzę. Jak każdy. Ale robienie z tego tragedii narodowej, sprawia, że jesteście, durne baby, śmieszne i żałosne równocześnie.
Jak się później dziwić, że polskie dzieci plasują się na trzecim miejscu z tych najbardziej nieszczęśliwych, skoro mają często takie cipowate matki, kompletnie bez wyobraźni?
O właśnie, autorko, jak już przy cipach jesteśmy- zmień proszę tytuł wypocin, bo ten nijak ma się do rzeczywistości.
Zmień go na adekwatny.
Proponuję:
"Jeśli cipą nie tylko urodziłaś, ale postanowiłaś także nią zostać, jesteś życiowym popychadłem, bezimienną żoną swojego męża, złamanego kutasa, co to mu tylko żarcie i seks w głowie (którego, broń Bobrze sobie sama nie wybrałaś, pewnie cię do ślubu zmuszono), nie potrafisz wychowywać dzieci, za to świetnie dostosowujesz się do oczekiwań pań z osiedlowego warzywniaka, to....."
A od polskich matek się odpierdziel.
Wszak nie wszystkie mamy mężów prymitywów oraz nie każda z nas buduje swoją wartość w oparciu o słowa sąsiadki.
Niektóre z nas są feministkami, garściami czerpiącymi radość z macierzyństwa.
Macierzyństwa z wyboru.
Towarzyszą nam fajni partnerzy.
I nas, jak i ich, ten Twój tekst zwyczajnie obraża.
A zanim zaczniesz uczyć świat szacunku do matek, naucz swoje koleżanki szacunku do siebie. Wszak tak nas ludzie traktują, jak na to pozwalamy.


63 komentarze:

  1. Jestem za za za - wyjęłaś mi to z ust - O !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No patrzaj Kochana, mimo rozbieżności punkty zbieżne też mamy widać, no nie? ;)

      Usuń
  2. Ty poczułaś gotowość na macierzyństwo w wieku 20 lat. Ja czuję teraz (30 lat). Do czasu jak nie czułam - jak ktoś mi pier***lił "No kiedy w końcu postarasz się o/będziesz mieć dziecko?" odpowiadałam (nie zawsze w ten sposób, bo czasem ciśnienie wzrastało mi do granic wytrzymałości) "Jak będę na macierzyństwo gotowa!" I wszystkim tym co się wpieprzają z buciorami i złymi emocjami w nasze życie kij w nery ;)
    Gośka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...i w oko, i w ucho, i w dupę (ten kij), dobra? ;)
      buziaki

      Usuń
    2. Wszędzie tam gdzie na sprawi przyjemności ;)
      Ściskam,
      Gośka

      Usuń
  3. Ja mam wrazenie, ze mi sie nie wierzy jak mowie ze nie chcialam i nie chce miec dzieci. Zupelnie nie rozumiem dlaczego tak trudno w to uwierzyc. Uwazam, ze nie wszyscy powinni miec dzieci, szkoda tylko ze tak niewiele osob zdaje sobie z tego sprawe....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poza tym jak zwykle moge sie pod wszystkim podpisac!! A zauwaz ze dwa skrajne fronty reprezentujemy, Ty mamusia a ja nie-mamusia z wyboru :)

      Usuń
    2. Toya mnie się wydaje, że dzieci nie mają z tym wiele wspólnego. My się widać zgadzamy w punkcie, że zycie ma się tylko jedno i należy zyć tak, aby być szczęśliwym (oczywiście swoim szczęściem nikogo nie krzywdząc).

      Usuń
  4. Słusznie zauważyłaś, że niektórym dziecko po prostu nie pasuje do kanapy. I nic się na to nie da poradzić. Mnie np dzieci pasują do kanapy pasują świetnie, plamy z czekolady pięknie komponują się z zielenią mebla a plam z marchewki nie widać ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zieloną masz kanapę, powiadasz?
      Może to w końcu byłoby wyjście...;)

      Usuń
    2. zielony ciemny - wszystko się pięknie wkomponowuje, wystarczy dobrze rozetrzeć :D Może nie pachnie najlepiej, ale kanapa nie jest do wąchania...

      Usuń
    3. Państwo czytają?!
      I to jest prawidłowa postawa matki!
      :)))

      Usuń
  5. Matka, czy ja Ci juz mowilam, ze jestes cholernie madra kobieta?
    Pewnie mowilam, ale nic to, najwyzej sie powtorze:**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja też tak uważam :)
      Gośka

      Usuń
    2. Star strasznie Ci dziekuje ,ze namowilas Matke na pisanie

      Usuń
    3. Dziękuję Star, Gośka oraz Gosia. Chyba, że Gośka i Gosia, to ta sama osoba. Ale wolę myśleć jednak, że wszystkie trzy macie mnie za cholernie mądrą ;)

      Usuń
    4. i ja, chociaż nawet na drugie nie mam Gosia, też tak myślę!

      Usuń
    5. Każda Gocha z osobna, bo Gochy to fajne kobiety są!
      Gwoli ścisłości - Gośka to fejsbuniowa Go Da ;)

      Usuń
    6. A Gosia to fejsbukowa Ewa Dec

      Usuń
    7. Zawsze wiedziałam, że Gośki, to fajne babki.
      I w dodatku mądre.
      A jak się dobrze kamuflować potrafią! (to o Ewie-Gosi ;))

      Usuń
  6. Chciałam coś dodać, ale tak rozinęłaś temat, że nie bardzo jest co ;)
    Ale jedno jednak dodam :D Ta mama o której mowa została w pewien sposób zaskoczona własnym wyborem. Zaskoczona JEDNYM DZIECKIEM. A co byś powiedziała na matkę, która spodziewa się siódmego, a po każdym porodzie przysięga, że już nigdy, że bachorów bawić nie będzie, że ona cele ma wyższe? To jest dopiero zagadnienie na artykuł :D
    A tak na marginesie- pojęcie ADHD się wzięło i rypło bo sam twórca teorii przyznał, że naciągał fakty i trochę podrasował ,,jednostkę chorobową". Z czego akurat osobiście się cieszę. Może przestanie się tym frazesem tłumaczyć każde nieodpowiednie zachowanie dziecka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierniczysz?!
      Serio ADHD się rypło? Nic nie wiedziałam....
      Kuźwa, chyba odczekam do rana i bladym świtem zadzwonię do wszystkich koleżanek od "mój Misiu to ma ADHD. On nie jest niegrzeczny, tylko nadpobudliwy" i zrobię bardzo dojrzałe "ha ha ha ha" ;)

      Co do opisanej przez Ciebie mamy po raz kolejny-oto dlaczego zamiast religii w szkołach należy wprowadzić wychowanie seksualne.

      Usuń
    2. Śmiało możesz dzwonić. Ja również szerzę tę nowinę wśród ludzi, tylko coś na mnie patrzą z ukosa ,,pierdolnięta jakaś" :P
      Można znaleźć w sieci skąpe informacje np. http://www.fronda.pl/a/adhd-nie-istnieje,42358.html
      Zastanawiam się czy to oczywiście nie plota, ale raczej jestem skłonna uznać, że jednak nie ;)

      Usuń
    3. Joanno!
      Chuj z tym ADHD, ale na miłość Bobra, dlaczego Ty czytasz Frondę?!
      :))))))))))))))))))))))

      Usuń
    4. Haha :D No przegięłam. Pierwszy link z googla wkleiłam :P To już lepiej sobie sama lepsze linki poszukaj bo znowu coś palnę :D

      Usuń
  7. Nietypowa ja cie chce adoptowac:)))))Bedziesz pasowala do kanapy:))))) Mam nadzieje ze twoja rodzina jest z ciebie dumna ja bym byla:))))Love Dorusia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No w końcu Dorusia, no czas najwyższy. Nareszcie będę miała wizę:))))))))))))))

      Usuń
  8. Matka, zaczelam czytac Twoj post gdzies o 14.30, skonczylam teraz (jest 20.20).
    Czy Ty, qrna, nie mozesz pisac krocej a czesciej? Co zaczynalam, to mi zycie w trakcie przeszkadzalo. Albo maz. Albo zwierzeta. I skonczyc nie moglam, musialam meczyc sie na raty z tym czytaniem. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra, dobra, Ty się od razu przyznaj, że od 14:30 do 20:20 miałaś awanturę o zjedzenie ostatniego jabłka, a o 20:20 , gdy Pan i Władca poszedł wziąć kąpiel, Ty ukradkiem czmychnęłaś do laptopa. Żeby się na gniew nie narażać, że prąd zużywasz na głupoty ;)

      Usuń
    2. Jako żywo, pewnikiem tak z Panterką było.

      Usuń
  9. Jezusie,aleś kobito wysmażyła poemat :) Ja jestem z tych co nie mają dzieci.Bozia nie dała,a ja,trochę z wygody,trochę z powodu byłego już męża w powody boziej decyzji nie wnikałam.Dzieci lubię,masa jest ich do kochania.Teraz czekam,żeby się zaczęły rozmnażać dzieci mojego aktualnego ukochanego,myślę,że babcią będę fajną.Przytulaski i buziaki.Ewa Bernatowicz

    OdpowiedzUsuń
  10. Mogę coś? Mogę??? Pliiiizzzz....
    "On nie musi umieć włączyć pralki ani zrobić jajecznicy. Przecież jak się ożeni, to mu żona będzie to robić!".

    OdpowiedzUsuń
  11. Nietypowa, ja tylko nie rozumiem dlaczego czujesz się tym artykułem na MamaDu obrażona.
    No i czemu rzucasz zdaniem:"A od polskich matek się odpierdziel." Przecież autorka nie przypierdziela się do matek, w tym Ciebie, które swoje macierzyństwo czują i widzą inaczej. Ona się buntuje przeciwko narzucaniu jedynego, słusznego wzorca jej i jej podobnie myślącym. Nie chce, by żądać od niej wpisywania jej w obowiązujący kanon macierzyństwa.
    zante

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zante, oczywiście że autorka nie przypierdziela się do matek. Ona robi z nas sieroty. I w tym sensie ma się odwalić.
      Autorka niech się nie buntuje, bo obawiam się, że wróg istnieje tylko w jej głowie. Świat ma w dupie, czy zjadła ostatni kawałek szynki. Jak już pisałam, hallo, tu Europa w XXI wieku.
      Natomiast jeśli jej dzieci mają o to pretensje (lub dzieci jej koleżanek), to niech zacznie je wychowywać na bardziej empatycznych ludzi, miast się buntować.
      Jak jej mąż (tudzież inni znani jej faceci) ma rodzinę w dupie, to nie mój problem. Ani nie problem dla "rzecznika matek". To problem dla ich psychoterapeuty.
      Ogólnie artykuł w moim odczuciu jest faktycznie o problemie.
      Tylko nie takim, o jaki autorce chodzi.
      Problemem nie jest środowisko, tylko kompletny brak szacunku kobiet utożsamiających się z artykułem do samych siebie.
      Reszta ma prawa w swoich domach i do ich egzekwowania nie potrzebuje rzecznika.
      Pomijam fragmenty np. o potrzebie pokrzyczenia w sklepie, czy powiedzenia światu, że się dziecka nie lubi, czy też nie chciało. Nie jestem psychiatrą, ale nie brzmi mi to normalnie.
      Zatem wdzięczna bym była, gdyby pani pisała w swoim imieniu, a nie wmawiała, że polskie matki tak mają.

      Usuń
    2. No to prawda, że artykuł w MamaDu jest tak zredagowany, że wszystkie matki myślą i czują jak autorka.
      Nie mniej podejście do macierzyństwa w Polsce bardzo się zmienia, "unowocześnia" i nie ulega wątpliwości z wielką szkodą dla samych kobiet. Bo ten artykuł (w MamaDu) to przejaw sfrustrowania, niezadowolenia z samej siebie wynikający z chęci pogodzenia wyobrażenia o współczesnej młodej kobiecie i tego, co podpowiada intuicja, gdy rodzi się dziecko.
      Autorce można postawić zarzut, że artykuł sugeruje, że jest ona głosem wszystkich młodych matek. Ale to by było na tyle. Bo to, że mówi głośno, że na przykład nie lubi swojego dziecka albo buntuje się przeciwko temu, że będąc matką musi wyrywać czas dla siebie między 4-tą a 5-tą nad ranem, to jej osobista sprawa. Każdy ma swoje życie, swoje wartości i swoje życiowe priorytety. Nie ma tak, że któreś (np. Twoje) są jedynie słuszne i one są godne pochwały, a inne ze wszech miar naganne. Żyjmy po swojemu i pozwólmy na to innym. Ale zgadzam się, że wygłaszając swój sposób na życie albo pretensje do tego życia jasno precyzujmy, że to nasz punkt widzenia. Nie widzę jednak powodu, by ktoś uzurpował sobie prawo do nazywania tych inaczej myślących od cipowatych matek czy durnych bab.
      W artykule na MamaDu autorka tych troskliwych, czułych, oddających się ciałem i duszą w całości swoim rodzinom matek nie obraża, nie mówi, że są durne i beznadziejne. Ona mówi o tym, że ma prawo żyć po swojemu, czuć po swojemu i mówić o tym głośno.
      zante

      Usuń
    3. Zante, spróbuję jeszcze raz.
      To, że autorka mówi głośno, że nie lubi swojego dziecka nie jest szkodą dla mnie, ale dla jej dziecka właśnie.
      Niby nic mi do tego, ale żal mi dzieciaka zwyczajnie.


      Co do wyrywania czasu- wytłumacz mi proszę, po co buntować się przeciw czemuś, co mamy na własne życzenie? Czy to mądre jest?
      Jeśli chcę spać do południa- nie mam dzieci. Proste, nie?
      Jak się decyduję na dzieci, a są w dodatku małe- albo wyrywam dla siebie czas, albo biadolę w internetach, że Brajanek to świnia, bo ma pół roku i nie chce zająć się sobą! A ja jestem nie tylko matką! Ja jestem kobietą! Mam swoje prawa! Rzecznika, dajcie rzecznika, niech Brajankowi nagada i mężowi mojemu złemu, o! Jak ja ich nie lubię!
      I tak, ona ma prawo biadolić. Ja mam prawo popukać się w czoło.
      Czy ktoś jej broni "żyć po swojemu"? Jeśli tak, to kto? I dlaczego ten ktoś nie przeszkadza mi żyć po mojemu?
      Bo ręczę, że mi nikt nie przeszkadza po mojemu żyć.
      Zante, przemyśl to, proszę, bo tam absurd goni absurd.
      I dla mnie to opis cipowatej postawy Męczennicy Na Własne Życzenie. A jako że to mój blog, to uzurpuję sobie prawo do powiedzenia tego ja.
      No Zante, nie znasz mnie? :)
      Natomiast pani autorka już nie musi nikogo nijak nazywać. Już wystarczająco nas obraziła pomówieniem, że niby my wszystkie takie niezaradne życiowo.

      Usuń
    4. Powtórzę raz jeszcze, że zgadzam się całkowicie, że autorka przegięła swoim tekstem, bo wygłosiła swój punkt widzenia tak, że można odnieść wrażenie (przekonanie?), że wszystkie młode matki mają dokładnie takie same dylematy i frustracje.
      "Czy ktoś jej broni "żyć po swojemu"? W sensie dosłownym nie. Tyle, że dostaje etykietę złej matki i się z tym zmaga w codzienności i się przeciw temu buntuje. I o tym mówi w swoim artykule. Natomiast matki oddane swojej rodzinie i dzieciom, jak Ty czy ja, z punktu są dobre.
      W tym, co napisałaś we wpisie prawie 1:1 odnajduję siebie sprzed lat, gdy moje dzieci były małe. W niektórych aspektach poszłam jeszcze dalej (i nigdy nie wróciłam;-))) i niczego nie żałuję. Myślę jednak, że trzeba poczekać, aż dorośnie pokolenie mamaduowych dzieci i posłuchać co, jako dorośli, mają do powiedzenia o swoim dorastaniu i swoich matkach. Może się okazać, że do tego zwariowanego świata są lepiej przystosowane.
      Tak więc mnie chodzi tylko o to, by nie etykietować ludzi, w tym matek za to, co czują.
      zante

      Usuń
    5. "Czy ktoś jej broni "żyć po swojemu"? W sensie dosłownym nie. Tyle, że dostaje etykietę złej matki i się z tym zmaga w codzienności i się przeciw temu buntuje. I o tym mówi w swoim artykule. "
      Od kogo dostaje tą etykietę, pytam po raz kolejny?
      I dlaczego ja nie dostaję, albo nic o tym nie wiem?
      Niemożliwe, żebym wszystkim dogodziła:)
      Ewentualnie mogę mieć w dupie fakt, że komuś (obcemu) się ja i mój styl nie podobamy. Mam to w dupie, bo wiem, że nie robię moim dzieciom krzywdy.
      Mam to w dupie i nie chcę robić rewolucję, żeby zmusić panie z warzywniaka do zaakceptowania mnie:))) Toć to głupie zwyczajnie.

      Zante, żeby była jasność- ja mam świadomość swoich błędów wychowawczych, nie twierdzę ,że jestem idealna.
      Wiem również, że mam świadomość zapewne co do połowy. Drugą połowę popełniam nieświadomie, jak każdy.
      I całkiem możliwe, że kiedyś podejdzie do mnie syn i powie "no jak mogłaś robić tak czy siak?" z pretensją.
      Mam nadzieję, że jednak tak nie będzie, że wielkiej traumy w żaden sposób im nie zapewniam, że na co dzień tyle gadamy, że mają od razu na tacy uzasadnienie każdego mojego zachowania. I nie powinni mieć wątpliwości, że zawsze jest ono kierowane miłością. I w końcu, że mają na tyle empatii, że docenią jak bardzo się starałam, żeby wszystko było ok. Nawet jak nie zawsze było.

      Natomiast prędzej mi kaktus na ręce wyrośnie, niż uwierzę w dopuszczaną przez Ciebie możliwość, że dzieciaki matek, które otwarcie pragną mówić, że ich nie chciały, a teraz ich nie lubią będą od moich szczęśliwsze i lepiej przystosowane.
      A może jednak....ale tylko pod warunkiem, że czym prędzej zerwą kontakt z tymi TOKSYCZNYMI FRUSTRATKAMI, bo z gruntu zasługują na lepsze traktowanie w życiu i całkiem inne teksty.
      (se dopisz te "toksyczne frustratki" do epitetów użytych względem tych kobiet ;)))

      Usuń
    6. Od kogo dostają etykietkę? Od najbliższych, od znajomych dalszych lub bliższych, od obcych i blogerów itd.
      Dam przykład: za czasów mojego wczesnego macierzyństwa, gdy kobieta nie karmiła piersią, a ktoś o to pytał np. w przychodni to padało pytanie czy pani jest na cos chora czy nie ma pani pokarmu. Dziś w takiej okoliczności pojawia się: aha, nowoczesna matka (przy nowoczesna często wydęcie warg z lekceważeniem). Przykładu nie bierz dosłownie, bo chodzi mi o różnicę w reakcjach ludzi na aspekty macierzyństwa.
      Ty etykietki nie dostajesz, bo Ty jesteś dobrą matką, w odróżnieniu od tej złej. Chodzi o presję, jaką wywiera społeczeństwo, rodzina, media, znajomi.
      P.S. Nie ma tak, by dzieci, gdy dorosną, nie miały o cos pretensji czy żalu do swoich rodziców. Czasem tylko nigdy o tym nie powiedzą.
      zante

      Usuń
    7. Zante, ale ludzie chcą nam przyklejać etykiety w niemal w każdej kwestii- gruba, chuda, zła gospodyni, rozwiązła, żeby nie powiedzieć dziwka, zła córka, siostra, wnuczka, itd.
      Tylko kogo to obchodzi?
      Mam schudnąć, bo się sąsiadce nie podobam?
      Mam sobie załóżmy nie zmieniać partnerów, bo to mężowi nie odpowiada?
      Żartowałam ;)
      Każda z nas jest codziennie poddawana zapewne ocenie innych, tylko jedne obgryzają z tego powodu w kącie paznokcie, a po drugich to spływa jak woda po kaczce.
      Trzeba znać swoją wartość, oddzielać krytykę konstruktywną od jadu, który sobie ktoś upuszcza by polepszyć swoje samopoczucie naszym kosztem. Ludzie gadali, gadają i będą gadać. Taka ich natura:)
      Trzeba nauczyć się sobie z tym radzić. Zacząć od przyjrzenia się swojemu najbliższemu otoczeniu, po czym definitywnie trzeba z niego wypierdolić wszystkie toksyczne mendy i tzw. wampirów energetycznych.
      Trzeba się szanować, szanować innych i konsekwentnie od wszystkich wymagać szacunku.
      I voila!
      Po problemie.
      Bez rzecznika.

      Próbuję Ci powiedzieć, że według mnie te kobiety mają problem ze sobą, z szacunkiem do siebie właśnie. Najgorsze jest to, że one tego problemu nie widzą. Chcą zmieniać świat, a jedyne co powinny zmienić, to własne nastawienie.
      A to, co najbardziej mnie wkurzyło, to ten pomysł manifestowania niechęci do własnego dziecka i informowania, że jest niechciany (komu w ogóle ta wiedza jest do szczęścia potrzebna?). Uważam, że ten artykuł, wpis, czy jak to nazwać, jest szkodliwy. Jedna frustratka utwierdza w przekonaniu drugą, że jej frustracja jest ok i zamiast dwóch kobiet, które powinny odwiedzić terapeutę mamy dwie babki, które będą od teraz ogłaszały światu, że ani nie chciały swoich dzieci, ani ich nie lubią. Z dwóch zrobią się cztery itd.

      Usuń
    8. Nietypowa ja się całkiem całkowicie z Tobą zgadzam! Myślę, że się rozumiemy bardziej niż to z pozoru może wyglądać.
      Ja się czepiam tylko tego, że autorka z MamaDu ma prawo mówić głośno o tym co czuje i myśli. Dokładnie tak jak Ty masz do tego prawo do wypęku. Ona w swoim artykule nie robiła żadnych wycieczek pod adresem kobiet, które pojmują swoje macierzyństwo jak Ty. Ona tylko chce móc mówić o swoich odczuciach bez narażania się na obrażanie, inwektywy i przyklejania łaty "zła matka".
      Natomiast może trzeba by pod tamtym artykułem tamtej babce uświadomić, że jej dziecko kiedyś pobuszuje w necie, dowie się co matka pisała kilkanaście lat temu i mu to beret zryje. Może na to sama nie wpadła. Uważam, że ona ma prawo do tych odczuć, ale dla dobra swojego dziecka niech ma świadomość, że sieć jest pojemna i długowieczna.
      zante

      Usuń
  12. Cześć Nietypowa. Krótko pisząc - czy to owo wcześniej wymieniane trudne doświadczenia życiowe nie uczyniły z Ciebie aby takiej wrażliwej, zahartowanej i wydaje się sensownej matki, jaką jesteś? Chciałem przez to powiedzieć, że nie wszystko, co nas złego spotyka w czasie dorastania, musi odbić się w nas czkawką. I psychologiczne zagrywki acz bardzo pożądane, nie zastąpią czasem okazania uczucia wprost nawet w sposób wulgarny i nawet w stosunku do rodziny, bo w jakimś celu zostaliśmy owymi uczuciami obdarzeni. Co do oryginalnego artykułu, do którego się odnosisz, to nie wiem, ale odnoszę wrażenie, że został napisany z przymrużeniem oka. A już na pewno po to, aby sprowokować dyskusję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Szkorbut.
      Oczywiście, że każde wydarzenie, zwłaszcza trudne ukształtowało mnie na osobę, którą teraz jestem. Ja wcale nie twierdzę, że nie widzę w tym wszystkim sensu. Stal hartuje się w ogniu;)
      Nie kumam tej części o psychologicznych zagrywkach.
      A co do ostatniej, tej o "oryginalnym artykule", to wrażenia mam całkiem przeciwne. Dla mnie oryginalny on niczym klapki Kubota, a sensowny jak każde poszukiwanie winnego, gdy wina leży w nas samych. Nie sądzę też, że był pisany z przymrużeniem oka. Ja znam ten trend, już słyszałam wcześniej takie "głosy nowoczesnych kobiet"

      Usuń
  13. zagrywki psych. czyt. mowienie o twoim zachowaniu a nie o tobie; slowo "spierdalaj ale to juz" moze czasem lepiej podzialac, zwalaszcza na mlodych bykow, acz nie nalezy naduzywac bo przywykna; oryginalny mialem na mysli poczatkowy, oryginal do ktorego sie odnioslas bo odkrywczy zadna miara nie jest

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czym się różni (poza poziomem wulgaryzmu, oczywiście): wkurwiasz mnie? od denerwuje mnie, gdy...
      ??
      Adresatem.Wiadomo, że w pierwszej wypowiedzi złość celujesz w osobę, w drugiej- w jej zachowanie.
      Mówiąc do dzieci, że nie lubię jak pół dnia się napierdzielają czym popadnie w ramach niekończących się sparingów- jak najbardziej daję jasny przekaz emocji, jaka mi w danej chwili towarzyszy.
      Darcie ryja byłoby w tym wypadku oznaką bezradności. Kurwowanie do 9 i 11 latków- patologią i oznaką bezradności:)

      Usuń
  14. A to Cie wkurwilo babsko co?
    No - jak dla mnie jest cipa i już.

    P. S. A ponieważ mnie znasz, to pozwole sobie napisac, ze się zawiodłem Twoim elementem cipoowatosci. Tak tak wac mac - nie lubisz budowac z lego? Twój obraz runal :)))))))))))))
    Ale i tak Cie kocham.
    I lubie w dodatku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jessssso, jak dobrze, że się nie przyznałam, że lego też nie lubię. I do puzzli nie mam cierpliwości. I chodzenia na spacery bez celu nie cierpiałam. Mogłam nawet kilka kilometrów pchać wózek z dzieckiem pod warunkiem, że szłam do jakiegoś celu (np. sklep)
      zante

      Usuń
    2. Mariusz, Twa miłość i sympatia jest odwzajemniona ;)))
      Ty to masz szczęście ;)

      Usuń
  15. No to żeś napisała...A ja zrozumiałam że w końcu, po wielu latach, stać mnie na bycie cipą i dobrze mi z tym. Bo dziecka nie chciałam, ale kto chciał w wieku 20 lat? Powiedz, marzyłaś o tym prawda? Nie ważne czy sie chciało czy nie, kota też nie chciałam a mam dwa, ważne że jak już jest to trzeba o nie dbac i opiekować się najlepiej jak się potrafi. Ogólnie to się z Toba zgadzam, ale jakąś taką ulgę mam teraz, kiedy nie musze już być matką polką. Cipa jestem i dobrze mi z tym. O!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie chodzi o to, że moje pierwsze dziecko, w wieku lat 20, było jak najbardziej planowane i wymarzone.
      Ale nie w tym rzecz.
      Ty piszesz o sobie w wieku lat 20. A weź sobie teraz pomyśl, że zdarzają się kobiety w moim wieku, po 30, które decydują się urodzić, a ponoć dzieci nie chcą. Obłęd.

      Usuń
  16. Nietypowa - jak zwykle wyprzedzasz swoje czasy. Od kilku lat postrzeganie macierzyństwa przechodzi detoks - mówi się o nim bez lukru, kobiety głośno opowiadają o trudnościach i szarpaninie emocji związanych z tą bardzo trudną rolą. Tylko że przeginają w drugą stronę, stawiając swoje potrzeby wyżej potrzeb dziecka, uważają, że maja prawo głośno wyrażać swoją niechęć do własnego potomstwa, nie lubić się nim zajmować, rozbijać rodzinę pędząc za porywami uczuć itd. Czyli jak w dziennikach Gomrowicza: “ja, ja, ja”. Niestety, każda skrajność jest okropna i prowadzi w śmierdzące zaułki. Tak jak nie ma sensu składać ofiary ze swojego dotychczasowego życia na ołtarzu macierzyństwa, spychając na dalszy plan bycie żoną, kobietą, pracownicą itd., tak też i nie ma sensu udawać, że po narodzinach dziecka nic się nie zmienia, że maluch jest tylko dodatkiem do życia mamy i musi się do niego dostosować. Owszem, wiele się zmienia (ale nie dramatyzujmy, nie wszystko) – przede wszystkim trzeba przyznajmniej na jakiś czas zaopiekować się kimś, kto tej pomocy potrzebuje i kto bez tej pomocy sobie nie da rady. To obowiązek, do którego zupełnie nie przystają egocentryczne sformułowania “nie lubię, nie chcę” itd. Tu chcenie i lubienie nie ma nic do rzeczy. Dziecko aż tak wiele nie wymaga – głównie miłości rodzica. Pewnie, że wycieranie zadków, gotowanie kaszek i spacery są dla części osób niezbyt miłym zajęciem, ale nie trwa to wiecznie i nie ma sensu okazywać dzieciakowi, że tak bardzo nas frustruje jego nieporadność czy fizjologia. Dziecko nie zrozumie perspektywy dorosłego, jedyny komunikat, jaki do niego dotrze to taki, że jego potrzeby stanowią negatywny bodziec dla ojca i matki. Poradnie terapeutyczne pełne są dorosłych, którzy za dziecka wyczuwali, że są balastem i obciążeniem dla rodziców.

    Za kilka lat ludzie zaczną mówić tak jak Ty, bo zrozumieją, że w relacji rodzic-dziecko, niedojrzała może być tylko jedna strona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Donna L - pełna zgoda i bez komentarza. Pozdrawiam.
      zante

      Usuń
    2. Donna, fajnie to wszystko ujęłaś. Podoba mi się zwłaszcza fragment o tym, że wyprzedzam swoje czasy...taaaa, taki ze mnie da Vinci ;))
      A tak poważnie, to słyszałam już o tym dzisiejszym "macierzyństwie bez lukru". Książka nawet taka powstała, zdaje się. Choć od początku nie pojmowałam idei. Być może dlatego, że mi nikt tego lukru nie obiecywał. Nie czytam tzw. literatury kobiecej,a na reklamy jestem odporna ;)

      Usuń
    3. Bo, Miła Aniu, jesteś realistką. I humanistką (no da Vinci jak nic). I w dodatku nic co ludzkie nie jest Ci obce. Dlatego nie pierdzielisz w oparciu o łzawe wyobrażenia i historyjki, tylko zaglądasz w foremny czerepik i wiesz, co, z czym i do czego.

      Usuń
  17. Co do ADHD mnie straszyli ostatnio ze mój synek4lata) ma to gowno. Owszem mam cholernie szybkie i żywe dziecko. Histeryki awanturnik jakich mało. Opóźniony? Moze troche. Robiłam ostatnio wszystkie możliwe testy i badania (prywatnie bo w PL nic nie zrobia bez kasy, albo czekac bym miała 3mc). ADHD brak, uffff... Choroba ta jest wtedy gdy cos uciska na nerw jakiś tam juz nie pamiętam i niechce pamietac. Jest troche pracy więcej przy dziecku żywym mający srylion pomysłów na sekundę i gada jakby napierdalal z karabinka i niktgo nie rozumie. Rozpierdala mnie właśnie ostatnio fakt na placykach gdy to mamusie każą mojemu przepraszac gdy ten na kogoś wpadnie. To nie jest tekst typu : Chłopczyku uważaj jak biegasz bo potraciles kogos imogled mu zrobić krzywdę. Tylko jest tekst przeproś go. Normalnie padam ze śmiechu. Wtedy tlumacze tej babie ze powinna dzieckuwytlumaczyc co się stało i dlaczego tak powinno zrobić. To do mnie z ryjem ze ja nie powazna i zle wychowuje go. No tak zle robię ze tlumacze swojemu i innemu dziecku dlaczego czegoś nie powinno robic.
    Ja dziecka chciałam i mam a raczej mamy.chlop pomaga i bawi się z młodym. Każde z nas jest od czwgos innego ale żeby niw kochać swojego potworka to ju mi się w pale nie mieści.
    Zgadzam się z Twoimi stwierdzeniami w 100%. Idealem nie jestem i bledy popelniam bo i krzyknę na młodego czy na chlopa jak mnie do szalu doprowadza. Jesli baba niechce dziecka to niech se psa kupi lub chomika. A jak kyos ciśnie to sorry samase urodz.
    Buziaki Aniu.

    Pozdrawia Denys Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W żadnym wypadku nie zgadzam sie z Tobą,aby taka osoba kupiła sobie jak Ty piszesz"psa lub chomika".A czym to jedno i drugie zwierze sobie nagrabiło ,żeby mieć takiego właściciela,bo jak sie orientujesz zwierzęta domowe sa całkowicie uzależnione od "swojego pana",od tego czy będzie miał np.dobry humor i chęć napełnić miskę jedzeniem tudzież ugotować mu jadło ,nie wspominając o tym ,że np. w tej chwili jest oberwanie chmury ,a pies stoi pod drzwiami i ma potrzebę wyjścia na dwór.Wiem wiele na ten temat i dlatego zawsze twierdziłam i twierdzę nadal,że zarówno do bycia matka ,ojcem potrzeba "też"osoby odpowiedzialnej jak i do bycia właścicielem psa czy też chomika .Dziecko kiedyś dorośnie i uwolni się od toksycznych,głupich i nie odpowiedzialnych rodziców(rodzica),zwierzę natomiast pomimo ,że "dorośnie"do końca swoich dni bedzie zależne od swojego "pana "czy też"pańci".Dowodem "miłości"takich ludzi są pełne schroniska ,biecie i znęcanie się,przywiązywanie pieska do rzewa drutem w środku lasu,bo przecież już wakacje ,albo piesek znudził się dzieciom i inne okropności ,których może się dpuścić człowiek,bo tylko człowiek może BYĆ TAKĄ BESTIĄ W STOSUNKU DO ZWIERZĄT!!!!!Dlatego nigdy ,ale to nigdy nie powierzyłabym w opiekę takim ludziom o jakich pisze Nietypowa Matka Polka nawet przysłowiowej muchy ,a psa za żadne skarby świata.A teraz z innej beczki.Zgadzam sie z Nietypową pod każdym względem z jej spostrzeżeniami i takimi wnioskami tak to może ujmę.Ja gdybym miała jej rozum 30 lat temu inaczej bym pokierowała swoim życiem,a tak mam jak mam,bo też byłam tą głupią i postępowałam nie raz nie dwa pod dyktando powiedzenia( a i fajnego serialu)"Co ludzie powiedzą?".Teraz z perspektywy lat,a szkoda ,że tak póżno,mam w głębokim poszanowaniu co ludzie powiedzą.Z mojego doświadczenia wiem,że to tylko ludzie potrafią zaszczuć drugiego człowieka ,to tylko ludzie potrafia być pozbawieni chociażby empatii w stosunku do drugiego człowieka o zwierzętach nie zapominając.Dlatego mądrze mówi moja córka ,"każdemu według jego zasług" i nie ważne czy to jest brat czy siostra czy tez najbliższa przyjaci ółka.To chodzi o zwykłe ludzkie odruchy,o zwykłe podanie ręki w razie gdy jej nagle potrzebujesz ,o zwykłe wsparcie słowem.Szkoda,że dopiero teraz zaczęłam eliminować ze swojego życia te "energetyczne wampiry',w tym moją prawie 40-letnią przyjażn z osoba ,którą uważałam za przyjaciółkę ,a która nie pierwszy raz "wypięła się na mnie".I podsumowując ,to co napisałam(odbiegając trochę od przewodniego tematu moich przedmówców),a odnosząc sie do końcowych zdań Denys Ewy zgadzam się z bardzo mądrym zdaniem filozofa:"im bardziej poznaję ludzi tym bardziej kocham zwierzęta".

      Usuń
    2. Wiesz dla mnie wyprowadzenie psa z domu to nie jakiś przymus czy obowiązek. Miałam psa i bezwzglwdu na cokolwiek zawsze z nim wychodzilam. Żeby nie bylo sunia musiała zostać uspiona przez nie dopatrzenie lekarzy bo podawali jej zle dawki leków. Pies w porównaniu do dziecka to mniejszy obowiązek. Jesli uważasz ze ktos sobie nie poradzi nawet zchomikiem to juz dla mnie chore. Sprzatanie klatki 1xw tyg.nadypac zarelka czy dać jabłko? To nie problem. Ja nigdy nie widziałam problemu w zajmowaniu się zwierzakami.
      A co do cytatu to fakt gdybym nie mogla miec dzieci to zapewne miała watahe psów w domu. A i tej sobie nie odmowie zapewne gdy będę miec duże mieszkanie bo narazie warunkow na to nie mam. Bo zwierzę jest lojalne i kocha bezwarunkowo. Pozdrawiam Denys

      Usuń
    3. "odnosząc sie do końcowych zdań Denys Ewy zgadzam się z bardzo mądrym zdaniem filozofa:"im bardziej poznaję ludzi tym bardziej kocham zwierzęta"."

      Ale jaja - byłam święcie przekonana, że kilka lat temu to ja sama ten tekst wymyśliłam. Serio.
      No to teraz moje ego wzrosło ;)

      Pozdrawiam cieplutko,
      Go Da

      Usuń
  18. nietypowa, a do was daleko z londynu? bo dzis wieczorem bedziemy w lond i myslalem ze moze z ta flaszka rozbeltanego spirytusu bysmy wpadli, kulturalne picie testowac... bedziemy do niedzieli wieczór, ale it's not a must. od nas blisko i nie tym razem to latem moze kiedy. pozdrowienia! aha, co do powyzszych komentarzy musze sie jeszcze ustosunkowac, bo na razie
    procesy myslowe sie uruchomily. a dwoch rzeczy na raz robic nie umiem, ciesze sie ze potrafie w ogole pisac i oddychac jednoczesnie (-;

    OdpowiedzUsuń
  19. Super post, dzieci zmieniają życie o 180 °, ale nie wyobrażam sobie, że mogłabym gdzieś wypisywać, jakie to męczące mieć dziecko,mimo, że czasmi pada się na nos. wszystko mija te maluchy, do których trzeba wstawać 3 razy w nocy, dorosną szybciej niż nam się wydaje. Pozdrawiam jupikjupik

    OdpowiedzUsuń
  20. Droga Anno ! Przyznaję się bez bicia, nie przeczytałam tekstu,który był inspiracją do napisania przez Ciebie tego postu, ale mogę podpisać się obiema rękami pod każdym Twoim zdaniem.Powiem więcej wielu osobom podsunęłabym go w ramach "pedagogizacji rodziców". Tak trzymaj.

    OdpowiedzUsuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...