czwartek, 5 marca 2015

Pierwsza wizyta w szkole...czyli czym się różni angielska szkoła przyjazna dziecku od polskiej, której się tylko w najlepszym wypadku wydaje, że taka jest

Przyjechaliśmy do UK 20 grudnia, zatem w sam raz wbiliśmy się w szkolną przerwę świąteczną.
Tuż po niej, mając na uwadze co mi kiedyś mówiła Babaruda, sprawdziłam raport Ofsted dla najbliższej podstawówki i jak już stwierdziłam, że jest dobrze, poprosiłam Jacka (na początku stycznia nie byłam gotowa, aby telefonicznie rozmawiać z nikim, kto mówi z tym dziwnym akcentem, co to zamist for-four-4- każe im mówić foua ), aby zadzwonił oznajmić im, że zamierzam moje dzieci do tejże szkoły zapisać oraz żeby spytał, jakie dokumenty w związku z tym mam przy okazji przynieść.
Od razu ponoć skapnęli się, że my nie stąd.
Jacek 10 minut później przekazał mi adres strony, gdzie online wypełniłam dwa formularze dotyczące chłopców i preferowanych szkół, do których chciałabym ich posłać. Po czym dostałam odpowiedź zwrotną, że to odpowiedź zwrotna, w dodatku automatyczna, zatem żeby się nie trudzić z odpisywaniem i że senkju za wypełnienie kleim i że jak rozpatrzą, to decyzję prześlą listownie.
Na czekaniu upłynął nam cały styczeń i przeszło 20 dni lutego.
Na samym ostatku dostaliśmy dwa listy,a w nich wreszcie odpowiedź, że kongratulejszyns, Apoloniusz się dostał do tejże podstawówki. I drugie kongratulejszyns, bo junior Ramirez dostał się do św. Marii. Mogę się tylko domyślać, że Pani Ramirez dostała za to ten list, który potwierdzał, że Tyberiusz również może się do tutejszej podstawówki zgłosić, gdyż mają obowiązek w przeciągu 10 dni przygotować się na przyjęcie dzieci.
Sprężyłam zatem wszystkie komórki mózgowe i wystosowałam do szkoły maila pełnego uprzejmości oraz pytań.
Głównie pytań, bo z uprzejmości to tam było tylko angielskie "dzień dobry" i "z poważaniem".
Pytałam jak wyobrażają sobie tok nauczania dzieci, które mają zaledwie podstawy podstaw angielskiego? Jak wygląda plan lekcji? Co chłopakom jest potrzebne na starcie, oprócz mundurków, bo te obczaiłam na stronie szkoły? Czy szkoła jest bezpieczna?  Poruszyłam jeszcze milion pińcet innych, równie ważnych kwestii, po czym sprawdziłam sobie sama błędy- nie miałam żadnych i dumna z własnego geniuszu nacisnęłam "wyślij".
Nazajutrz w mojej skrzynce czekała już odpowiedź, że bardzo się cieszą z przyjęcia nowych uczniów i że zapraszają nas wszystkich 4 marca na spotkanie, które dla naszego komfortu odbędzie się w obecności tłumacza. Także Szkorbut, przypomnij mi, że zanim coś gdzieś wyślę, to żebym Cię poprosiła o sprawdzenie :)

Wczoraj żeśmy się odpimpowali jak przysłowiowe stróże w Boże Ciało- nabłyszczyliśmy włosy, buty, w ramach wyjątku cali żeśmy się wyprasowali i udając pewnych siebie pomaszerowaliśmy na spotkanie w kierunku szkoły.
Plan poszedł się jebać tuż przy bramie. Zamkniętej. Bez domofonu.
Na szczęście przypomniało mi się, że zapisywałam sobie numer do sekretariatu, z którego nie zawahałam się skorzystać, bo mnie się głupio zrobiło, że ludzie się tak dziwnie patrzą, jak w tych kozakach i ołówkowej spódnicy wiszę na furtce, próbując zadrzeć nogę.
Okazało się, że tłumacz też już czekała. Przy drugiej bramie, tuż obok.

Przedarłszy się przez dwa domofony weszliśmy do przedsionka szkoły. Po lewej był sekretariat, po prawej okienko pani recepcjonistki (?), na wprost był główny korytarz, od którego oddzielały nas przeszklone drzwi z domofonem, rzecz jasna. Trzecim, a jak się później okazało-nie ostatnim. Bowiem każde pomieszczenie w tej szkole (pewnie poza toaletą, choć kto wie, kto wie) posiada albo domofon, albo własne elektroniczne zabezpieczenie, które może otworzyć tylko ktoś z personelu, zazwyczaj kartą, którą każdy ma zawieszoną na szyi.
Też chciałam taką kartę, ale dali mi tylko nalepkę "gościa".

Powiem Wam szczerze, że nieco się obawiałam obecności tego tłumacza. Zazwyczaj rozumiem zwykłą angielską konwersację. Nawet jak nie łapię pojedynczych słów, łapię sens. I odwrotnie- jak zabraknie mi pojedynczego słowa, potrafię je zazwyczaj albo zastąpić, albo obejść. Chyba, że żaden synonim nie przychodzi mi do głowy. Wtedy owszem, stoję z otwartą buzią, cieknącą śliną i przymrużonymi oczami, gmerając w bezkresie pamięci. Ale i to ma swoje dobre strony, gdyż wtedy zazwyczaj ludzie zaczynają myśleć, że jestem niedorozwinięta, uśmiechają się do mnie, pomagają mi we wszystkim i mówiąc używają tylko podstawowych słów, aby mojego intelektu nie przeciążyć. Natomiast wracając do tłumaczy- moje obawy brały się stąd, że słyszałam kiedyś gościa, który pozwalał porozumieć się dwóm obcojęzycznym osobom, poprzez przekazanie im, co na dany temat sądzi tłumacz....

Berenika, nasz tłumacz, okazała się być inna. Solidna i bardzo miła zarazem.
Zanim zostaliśmy przyjęci w gabinecie pani dyrektor miałam okazję trochę z nią porozmawiać.
Oczywiście pierwszym pytaniem było, czy w swojej pracy często spotyka się ze sprawami dotyczącymi przejawów rasizmu wśród dzieci?
Zamilkła, uśmiechnęła się, po czym powiedziała:
- Czasem, ale to zależy. W dużej mierze od pani postawy.
-Od mojej postawy?- zdziwiłam się
-Tak, od pani postawy. Nie spotkałam się jeszcze nigdy z przykrościami, które dotykałyby zwykłych, życzliwie nastawionych do innych ludzi. Ostatnio miałam jednak przypadek pani pochodzącej z Polski, która chciała pozwać szkołę o rasizm. O to, że nie rozumieją potrzeb emocjonalnych jej syna, który rozładowuje energię psując rowery innych dzieci. Nie rozumieją jej, która z tłumaczem google przełożyła sobie wszelkie polski kurwy i chuje na angielski i poszła powiedzieć "tępym angielskim rodzicom, co o nich sądzi"

Gabinet dyrektora był skromny, niewielki. Ot, regał, biurko i cztery dwuosobowe kanapy ustawione wokół stolika kawowego. W gabinecie oprócz pani dyrektor czekała na nas również pani manager, będąca przy okazji nauczycielką.  Obie nastawione w pierwszej kolejności na rozmowę z dziećmi. Na wstępie zapewniły chłopców, że rozumieją jakie to dla nich trudne- iść do obcojęzycznej szkoły, że dołożą wszelkich starań, aby było im tu dobrze. Opowiadały, że mają wielu uczniów z różnych zakątków świata nie mówiących po angielsku, że mają na stanie nauczyciela wyspecjalizowanego w pracy z dziećmi nie mówiącymi w tym języku. Że ich drzwi są zawsze dla chłopców otwarte. Pytały o ich zainteresowania, o to co lubili w polskiej szkole i czy było coś, czego nie lubili. Mówiły, że szkoła nie popiera przemocy i  dyskryminacji i że w każdej chwili, gdyby ich dotknęła od kogokolwiek jakakolwiek forma przemocy, czy to agresja słowna, czy cyber-przemoc, czy też przemoc fizyczna- żeby nie wahali się zgłosić tego któremukolwiek z dorosłych, a oni od razu zareagują, pomogą, rozwiążą problem i zapewnią wsparcie.
Na końcu powiedziały, że mają dla chłopców niespodziankę, po czym pani manager wyszła i wróciła z dwojgiem dzieci- Weroniką (od trzech lat w szkole) i Kacprem (drugi rok w szkole). Po czym, aby nie krępować dzieciaków powiedziała, że odejdzie sobie z dorosłymi, aby mogli swobodnie porozmawiać. Co też uczynili.
Okazało się, że Szarego umieszczono w klasie z Weroniką, która obiecała mu nieco pomóc na starcie. Don Juan będzie musiał radzić sobie samodzielnie, bo startuje na roku szóstym, tymczasem Kacper jest niestety z piątego.

Dalej zwrócono się do mnie. Oprócz standardowych formularzy do wypełnienia dostałam teczkę papierów wszelkiej maści, a wśród nich broszurę mówiącą o tym, jakiej formy współpracy oczekuje od rodzica szkoła, jak wygląda system oceniania pracy dziecka, kalendarz imprez szkolnych i dni wolnych od nauki, wykaz sklepów gdzie można zaopatrzyć się w marynarkę z logo  i odpowiedni krawat, przy czym obie panie zaznaczyły, że spodnie, koszulę, buty, strój na wuef można kupić niemal w każdym markecie i nie trzeba w tychże sklepach przepłacać.
Musiałam podpisać zgodę na udzielanie pierwszej pomocy, zgodę na przeskanowanie palca, by chłopcy mogli korzystać z biblioteki, zgodę na wyjścia spontaniczne po okolicy, zgodę na publikację zdjęć w internecie oraz zgodę na....masaże:)
Tak, dobrze czytacie.
Aby zmniejszyć stres związany z przyswajaniem wiedzy, szkołę odwiedzają masażyści, którzy uczą dzieci masażu relaksacyjnego głowy i ramion (ubranych ramion, żeby była jasność).
Dzieci wykonują masaż wzajemnie na sobie, z tym, że w każdej chwili, każde dziecko może odmówić zarówno masowania, jak i bycia masowanym, co podkreślano mi chyba trzykrotnie.

W ogóle rozmowa wyglądała dość zabawnie, bo nie bardzo wiedziałam jak się zachować. Rozumiałam co się do mnie mówi, zatem gdy tłumacz chciała tłumaczyć mówiłam "nie trzeba, rozumiem". Natomiast w drugą stronę starałam się mówić do tłumacza, żeby jej nie ignorować, ale momentami spontanicznie odpowiadałam po angielsku. W końcu, gdy wszystkie panie kapnęły się, że Kali gadać in inglisz, to ostatecznie ja mówiłam po angielsku, a tłumacz tłumaczyła dzieciom:) Zacięłam się tylko na płatnościach.
Wiedziałam, że płatności to payment, ale nie wiedziałam jak jest "składka na Komitet Rodzicielski". Zatem poprosiłam Berenikę o przetłumaczenie, a ona spytała ich o payment.
Po czym pani dyrektor zrobiła okrągłe oczy i powiedziała "noł, noł, noł".
Okazało się, że jedyne, za co trzeba płacić to szkolne obiady- 2 funty dziennie. Oczywiście nie jest to obowiązkowe, gdyż dziecko może jeść obiad po powrocie do domu, a w szkole kanapki.
Można płacić przez internet, dowolnie- dziennie, tygodniowo, miesięcznie.  Chyba, że ze względu na niskie zarobki jest się zwolnionym z opłat. Po czym powiedziano mi, że wśród papierów, które dostałam jest też formularz na darmowe posiłki dla dzieci, jeśli chciałabym skorzystać.
-Ok, a co będzie potrzebne chłopcom na start?-spytałam
- Absolutnie nic- powiedziała pani dyrektor- wszystko zapewni im szkoła.
Berenika domknęła mi szczękę
-Czy w Polsce jest inaczej?- spytała pani menadżer
- Nieco..- zdołałam wybąkać

Następnie spytałam, co sądzą o pomyśle przygotowania przeze mnie zeszytu dla każdego z synów z polsko-angielskimi zwrotami, aby łatwiej było im na początku porozumieć się z otoczeniem. Pani menadżer powiedziała, że super pomysł, ale nie trzeba.
Klęknęła przed nami, opierając na stoliku gruuuuby segregator z napisem "POLISH" i pokazała nam z milion kartek z polsko-angielskimi słowami, zwrotami, nazwami. Powiedziała, że każdy z ichniejszych nauczycieli dostanie ksero tego i będzie się tym wspomagał podczas pracy z moimi dziećmi.
Przygotowali to sami, korzystając z internetu.
Natomiast do końca tygodnia mają przyjść profesjonalne pomoce dydaktyczne z ichniejszego kuratorium. Dodatkowo w sąsiedniej szkole jest polski nauczyciel, z którym będą w kontakcie i będzie im pomagał.
Berenika podała mi cycki z ziemi.

Na koniec poszliśmy przejść się po szkole. Zostało pokazane nam każde pomieszczenie: sale lekcyjne, stołówka, biblioteka, sala do ćwiczeń, sala wyciszenia- wypełniona pluszkami, z przyciemnionym światłem, poduchami na ziemi i tipi na środku, do której dziecko może przyjść, gdy jest zdenerwowane. Sala poprawiająca humor- kolorowa, pełna gier i zabawek, do której dziecko może przyjść za każdym razem, gdy jest smutne. Przedstawiono chłopców wychowawcom, ich kolegom i koleżankom z klasy. Apoloniusza klasa wraz z młodym wychowawcą, który wyglądał na niesamowicie energicznego, wesołego człowieka,  ćwiczyła akurat taniec na piątkowy Dzień Czerwonego Nosa.
Berenika otarła mi łzy wzruszenia i poklepała po ręce.

Umówiliśmy się, że chłopcy wystartują z nauką w przyszły wtorek. Mają przynieść ze sobą swoje ulubione polskie książki, aby w razie stresu mogli się odprężyć czytając. Oczywiście na fejsbunia wrzucę zapewne ich zdjęcie w mundurkach, coby się pochwalić.
Trzymajcie kciuki.

Tymczasem właśnie dla tych, którzy fejsbunia nie śledzą, wrzucam swoje zdjęcie z nowymi, unikalnymi, zielonymi włosami. Prawie brązowymi, gdzie "prawie" (zwłaszcza w świetle dziennym) robi naprawdę sporą różnicę.



51 komentarzy:

  1. podeślesz Berenikę?...bo nie ma kto mi domknąć szczęki i podać cycków z podłogi... :))))))
    a włosy wcale nie są zielone... przynajmniej na moim ekranie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Frytka, fakt, że Berenika była pomocna, ale ja do dziś czuję się jak w "Mamy cię!". A co do włosów, to kwestia oświetlenia. W ogóle kuźwa, mam tak poniszczone kłaki, że kolor mi się zwyczajnie z każdym myciem spłukuje. Niedługo wrócę do wyjściowego. Muszę se je jakoś intensywnie odżywić, bo póki co to lekkie siano jest ;)

      Usuń
    2. Ania, może znasz, a jak nie, to jeśli chcesz nawilżyć włosy, i w ogóle je zregenerować, to polecam Ci garść informacji w pigułce- blog Anwen.

      Szczerze? Jak go odkryłam, to miałam dzień z głowy, bo czytałam z takim wiesz- dziecięcym przejęcie, w stylu "o jaaaa, naprawdę? "Jezu, nie wiedziałam!" i tak dalej. A tak serio- nadal nie rozumiem większości pojęć, którymi one się tam posługują, ale wyciągam co dla mnie ważne, i się nie martwię :)

      Usuń
    3. dzięki, właśnie niżej Ci napisałam, że na bank skorzystam z tego adresu, bom w potrzebie :)))

      Usuń
  2. "-Czy w Polsce jest inaczej?- spytała pani menadżer
    - Nieco..- zdołałam wybąkać" Kochana a ładnie to tak kłamać? Nieco, to chyba rochę za mało.... ;) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Rolnik, właśnie nieco niżej pisałam Żmiji, że prawda w tym wypadku byłaby niebezpieczna:) Pozdrawiam Cię serdecznie :*

      Usuń
  3. Ej, zwroc honor komus innemu, ja nie mam zielonego pojęcia jak szkoly tu działają, moje wnuki pojda do polskiej szkoly niebawem, a ja konczylam tu college, a to inna specyfika niż primary. Córka tez na studiach, no.
    Ciesze się, że zaczyna być normalnie. Weź tez lekką poprawkę na zastosowanie teorii w praktyce, aż tak cudownie nie jest, w końcu jestem Polka i mam prawo narzekać.
    Włosy jak to wlosy, odrosna, a mnie tam zielone sie podoba. Piekne slepia za to lepiej widac

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to zwracam honor Beacie, bo to o Nią chodziło.
      No nerkę bym se dała odjąć, że to Ty mi o tych raportach pisałaś, Babaruda.
      I patrzaj, byłabym bez nerki!

      Jasne, że biorę poprawkę na zastosowanie teorii w praktyce, ale powiem Ci, że po tym co wczoraj zobaczyłam i usłyszałam, gdyby choć w połowie było tak, jak mówili, to gdzieś o 100% przerosłoby to moje najśmielsze oczekiwania i 500% polską rzeczywistość.

      Usuń
  4. Też uważam, że mocno zakrzywiłaś czasoprzestrzeń tym " nieco":)))
    A masaże popieram, zorientuj się, czy na wyższych poziomach nie uczą robienia relaksacyjnych drinków :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kuźwa, Siostra, gdybym miała być szczera, to nasza wizyta nie trwałaby w tej szkole godzinę, tylko ze cztery. A później odebraliby mi dzieci za labilność emocjonalną, jakbym na przemian płakała, śmiała się i kurwowała opowiadając o swoim kraju.

      Usuń
  5. Toż to brzmi jak bajka :)
    Gosia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak też się dokładnie poczułam. Jak w bajce. Autentycznie w pewnym momencie byłam wzruszona i równie autentycznie w pewnym momencie było mi przykro, gdy przypomniałam sobie, jak to wszystko wygląda w Polsce.

      Usuń
  6. fiufiu chba wyemiguje za Wami!

    OdpowiedzUsuń
  7. To może i dla Ciebie znalazloby się jakieś miejsce w tej szkole? Może w pokoju wyciszeń? Masaż też brzmi dobrze...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak na stołówce używają zioło i dają do obiadu drina jestem skłonna się zapisać ;)

      Usuń
  8. Mój syn tez onegdaj startowal z szostego poziomu, ale od poczatku roku. On byl wtedy jedynym polskim dzieckiem w szkole. Pamietam jak przyszedl pierwszy dzien do domu i opowiadal. Pan dyrektor, ktory go wprowadzil do klasy i przedstawil, zapytal dzieci czy znaja jakies slowa po polsku. Jeden Cameron podniosl reke i powiedzial ze on zna. Pan dyrektor zapytal jakie. Oczywiscie padlo "kurwa" :-)) Syn sie wygadal ze tez zna to slowo, he he he! Tylko przetlumaczyc jeszcze nie potrafil.
    Bedzie dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za ostrzeżenie, będę pilnowała, aby angielskie dzieci mi chłopaków nie zdemoralizowały tymi "kurwami";))))))))))))))))))
      Musi być dobrze. Nie dopuszczam innego wyjścia ;)

      Usuń
  9. :)))Nareszcie slonko wychodzi w waszym zyciu,ciesze sie bardzo:)Dorusia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorusiu, ja już tak przywykłam do ciągłego trzymania gardy, że aż nie mogę uwierzyć, że coś może iść tak fajnie i gładko..

      Usuń
  10. A dowiadywalas sie, czy jest obowiazkowa religia w szkolach? Bo jak to tak, bezboznie czy co? :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaka religia? Na takie cos to chyba specjalne zapisy sa w katolickich szkolach tylko... :-)))

      Usuń
    2. Poganski kraj ta Anglia! ;((((((((((

      Usuń
    3. Nie dowiadywałam się. Tak głupio mi było na "dzień dobry" pytać, czy zechcą mnie wyznawać ;)))))))

      Usuń
  11. Cyckow I szczeki z ziemi zebrac nie moge. Ja pitole...
    Polska to jedno wielkie g**** edukacyjne.
    AZ mi sie zachcialo znowu qyjezdzac star.
    A kochanie pogoda dupiasta zapewne. Kuzwa gdyby nie Te deszcze to bym juz tam byla.
    Moje gratulacje dla Was.
    Ewa Denys

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eeeee, no tak bym tego nie ujęła, że Polska to wielkie gówno edukacyjne, bo ponoć polskie dzieci często podnoszą poziom angielskich szkół. Także poziom bywa świetny, ale wszystko inne to wielkie gówno- podejście do ucznia, organizacja (tu dużo mogą powiedzieć mamy wielodzietne, gdzie każde dziecko rozpoczyna szkołę o innej godzinie i wraca o innej godzinie. Szkoła w UK w każdej klasie, przynajmniej podstawowej, rozpoczyna się koło 9 i kończy koło 15), no i finanse. No i metody na przekazywanie wiedzy przez nauczycieli często są iście chujowe. Buziaki Ewo:*

      Usuń
    2. Chodzilo mi o kwestie finansowe, podejscie. I ze co prosze sala do wyciszen? Ja pitole. Moj syn he's HM... Zwariowany lekko nadpobudliwy. ADHD? Niewiem bede aprawdzac zaraz choc staram sie gi uspokajac rozmiwa jako tako pomaga.
      My w PL jak sama wiesz man system wkowaj I nie pytaj do czeho to Ci potrzebne. Siedz na dupie I sluchaj.
      Mam nadzieje ze jak kociol w zyciu mi sie skonczy to wyhade do UK. Nie dla siebie ale dla dziecka. I naprawde GRATULUJE WAM!!!
      A wogole z innej beczki jak pogoda? Ax taka deszczowka bezustanna?
      Zciskam cieplo I slonecznie😊
      Ewa

      Usuń
  12. To brzmi jak jakaś cudowna baśń.
    Zadumałam się...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja, Olgo, od dwóch dni nie mogę wyjść z podziwu. W sumie to przykre, że dobre warunki robią na nas aż takie wrażenie...

      Usuń
  13. Aniu! super, super i fantastycznie! Nawet nie wiesz jak sie ciesze. jakbym za wlasne dziecka kciuki trzymala. Daje im max miesiac i beda sie tam czuly jak w domu. I te mazaze! Moze beda w domu cwiczyc na mamie. ;)

    a ty wydladasz nie dosc, ze slicznie to jeszcze jakbys miala 15 lat! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lola to prawda ze Ania wyglada jakby miala 15 lat I 30kg wagi I jestem bliska znielubienia jej :))))Dorusia

      Usuń
    2. Dzięki Lola, dzięki serdecznie. Ja liczę na to, że będą mnie szkolić, zwłaszcza , że obczają te wszystkie regionalizmy i w końcu zrozumiem bez problemu, co ci ludzie do mnie gadają :)))

      Dorusia, kwestia zdjęcia te 30 kg. A Ty myślałaś, że to przypadkiem nigdy nie pokazuję dupy? ;)

      Usuń
  14. Hmmm, w zasadzie to ja się tu w komentarzu produkować nie będę, bo już teraz to nie mam absolutnie żadnych wątpliwości- Ankaaaaaa, przyjeżdżam!!!

    Gdzieś tam komuś pisałaś, że to może "Mamy Cię", czy coś... Gdyby to jednak okazało się snem, jawą, bajką- ch... wie czym jeszcze- to daj znać, plissss :) Brzmi tak.... no tak właśnie bajecznie, że aż ciężko uwierzyć.

    Ale z tym "nieco" to jednak przegięłaś. No patrzcie Ją! Jak napisać, to wyszczekana, że hoho, a jak przedstawić rzetelny obraz, jak my się tu z tą oświatą mordujemy, to "nieco" potrafi tylko powiedzieć!

    Daj już spokój z tymi włosami- mówiłam Ci już- następnym razem farbujemy on-line i będzie dobrze. Tylko sponsora musimy jeszcze poszukać, bo tą zieleń, to ciężko będzie czymś przykryć...

    Ps. A Maciek już wybiegał psa?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ps.2 Ania.... Cieszę się!!! Bardzo, bardzo. Ju noł łaj :)

      Usuń
    2. Aj noł, senkju :*
      Co do włosów to właśnie stoi przede mną L`oreal casting creme gloss nr 613, w ilości sztuk dwie (wiesz, przecena...).
      Nie mam doświadczenia i pojęcia o ciemnych włosach. Z blond wszystko było proste-jebiesz farbę z rozjaśniaczem obojętnie jak, ona pali co tam ma spalić- i voila!
      Z ciemnymi- jebiesz farbę obojętnie jak i nie dość, kurwa, że masz kolorowe place, z kazdym myciem spłukuje się to gówno, to jeszcze przez tydzień brązowe pozostają jedynie uszy.
      Wyższa szkoła jazdy, ale podołam!
      Głównie dlatego, że muszę.
      Ja w ogóle powinnam ściąć to siano, bo szczerze wątpię, żeby tu jakaś reanimacja pomogła. Ale chwytając się tego bloga jak ostatniej deski ratunku- obczaję:)

      Usuń
    3. Pies, gdyby istniał, to by chyba zdechł od tego spaceru. Ileż można biegać? :)

      Usuń
    4. Nie chcę Cię martwić, ale... Ty się lepiej doprowadź z tymi włosami do porządku, bo Cię koty nie poznają!
      Chyba, że tak Wam dobrze z tym wyimaginowanym (kurwa, jaki to trudny wyraz- chyba się z pięć razy myliłam!) psem, że sierściuchy zostawicie na stałe mamie :)

      Co do włosów- to do tego wszystkiego dodaj sobie pół siwej łepetyny i teraz bądź tu mądra i się farbuj. Chuj mnie strzela średnio co 1,5miesiąca, jak mam farbować swoje kłaki.

      Usuń
  15. Zieleń to na wiosnę, widzę, że chcesz zyć zgodnie z rytmem natury. Chwalebne to. A tak w ogóle to teraz do mnie dotarło (wiem, bystra jestem), że skoro Twój syn zowie się Stifler, to Ty jesteś Stifler's Mom! (tak to jest, jak się AP obejrzy w trzeciej dekadzie życia)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to właśnie jedno z przezwisk nadane mi przez znajomych- mama Stiflera ;) I tak miał się nazywać blog pierwotnie:)

      Usuń
    2. No to pięknie, ja niestety tak wolno kojarzę. Ostatnio zaśmiałam się z dowcipu opowiedzianego w dniu odejścia przeze mnie z poprzedniej pracy (czyli 5 lat temu), tak więc ten, no. Czy są jakieś widoki na Fincha?

      Usuń
  16. pomijając pierwszą fazę akulturacji, która chlusnęła w moim kierunku z sila fal na morzu irlandzkim jak otworzyłem bloga, czy derekcja mówiła również o tym, że przy miejscowej żulio-patolii orunia to jak reksio?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewniam Cię, że nie widziałam tu jednej setnej takiej żulio-patolii, jak w swoich trójmiejskich dzielnicach, gdzie każdy sklep był z dopalaczami. Znaczy się pod każdym sklepem stał żul i dopalał pety, a sąsiedzi to nawet mocz do analizy oddawali z parasolką. Tak konkretnie to mogłabym tych takich żuli z prawdziwego zdarzenia :) na palcach jednej ręki policzyć. Choć to pewnie kwestia tego, że mieszkam w małej mieścinie, gdzie wczoraj sprzedawca w sklepie, w którym byłam kilka razy zaledwie na przestrzeni dwóch miechów, przywitał mnie słowami "ooo, zmieniłaś kolor włosów" :))) Będąc w Southend widziałam faktycznie bezdomnych zawiniętych w koce na ulicach, ćpunów, itd. Jednak nadal mniej niż naoglądałam się ich przez lata wcale nie na Orunii, tylko we Wrzeszczu, czy też w centrum Gdynii. Zresztą zapewne każdy, kto mieszkał kiedyś w starej kamienicy dużego miasta i miał po sąsiedzku monopolowy wie, o czym mówię;)

      Usuń
  17. Po tym wszystkim powinnaś ich jednak uświadomić jak jest w naszych szkołach. Niech by się poryczeli nad losem naszej oświaty tako jak i ja teraz ryczę. Jak mogłaś zburzyć resztkę mej nadziei, że w szkołach jeszcze nie jest tak źle.No nie wierzę, że przepaść jest aż taka, no...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak naprawdę Asiu, to było mi wstyd. Było mi zwyczajnie wstyd powiedzieć na co w Polsce są pieniądze (Świątynia Opatrzności), a na co ich nie ma (edukacja).
      Jak zobaczyłam wielkość plecaków dzieciaków 10-11 letnich ,to uświadomiłam sobie, że takie u nas noszą dzieci w zerówce. Przypomniałam sobie, jak ważyłam plecak Apoloniusza- 11 kg, tylko to, co potrzebne- sprawdzałam. I bardzo, bardzo się cieszę, że nie znałam tutejszych realiów będąc w Polsce, bo to spotęgowałoby tylko mój wkurw.

      Usuń
  18. I oby tak dalej! (choć mam nadzieję,że szczęka i cycki więcej nie ucierpią...) Nasuwa się jednak refleksja,że nie ma prostego przełożenia między nimi a polską edukacją,bo przecież oni mają o wiele dłuższy staż i praktykę w przyjmowaniu "obcych". U nas nie ma rozwiązań systemowych (a inne aspekty szwankują ) ale dużo zależy od ludzi ,którzy pracują w szkole.Gdy w 1 klasie podstawówki do grupy mojego dziecka dołączyła dziewczynka z Armenii (oni zaczynali od zerówki ), owszem mówiąca po polsku (ale mieszkała w Polsce od jakiś dwóch lat) ,to oprócz tego,że uczestniczyła w zajęciach wyrównawczych ( z innymi dziećmi,które miały problemy z nauką ),to cały rok szkolny nauczyciele zostawali po lekcjach,by jej dodatkowo pomagać. [Zanim zaczniecie krzyczeć ja nie mówię,że wszystko jest ok, mówię tylko,że nie wszystko jest do dupy ] .alaM
    Ps.Chyba to pisałam ale powtórzę : opłata na komitet i lekcje religii NIE SĄ obowiązkowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ala, ależ ja się z Tobą zgadzam, że polscy nauczyciele potrafią być zajebiści. Sama miałam takich. Niewielu, ale jednak.
      Do dziś pamiętam pana z WOSu, który w pełnym stroju militarnym wraz z maską przeciwgazową na twarzy kazał nam zanosić papiery do sekretariatu:)
      Pamiętam panią od polskiego, z podstawówki. Pani starszej daty, prawdziwa dama, piękna, elegancka, która oprócz ojczystej mowy uczyła nas dobrych manier. Całe serce poświęcała dzieciom. Nie było równych i równiejszych. Nikt nie miała prawa czuć się gorszy, bo w każdym widziała albo przynajmniej udawała, że widzi wielki potencjał. I chwaliła. Chwaliła, chwaliła, chwaliła każdego. Nie w tym rzecz jednak. We wrześniu 2014 wydałam przeszło 1000 zł na wyprawkę dla chłopaków. Oprócz jednorazowej składki na komitet, obowiązywały składki klasowe- u jednego z moich synów bodajże 10 zł, u drugiego 20-25 zależnie od miesiąca. Wszystkie wyjścia dodatkowo płatne. Zatem po pierwsze różnica jest taka, że widzę znaczne odciążenie kieszeni. Po drugie- słyszałaś w polskiej szkole o sali wyciszenia dla zdenerwowanych dzieci? A sali zabaw dla smutnych? No. Ja też nie. Po trzecie- pomyśl o reakcji, gdyby w Polsce,m podczas zajęć lekcyjnych, któraś szkoła zaproponowała wprowadzenie masażu. Widzisz oczami wyobraźni, co by się działo? Bo ja widzę posłankę Pawłowicz krzyczącą z mównicy, że nie będą genderów jakichś sprowadzać, że to pedofilia i w ogóle niemoralne dotykać czyjejś głowy. I że lewica, jak zwykle nie pomyślała, co się stanie, jak któraś z dziewczynek zajdzie przez to w ciążę. A ona razem z Terlikowskim znają takie przypadki....Moje dzieci w Polsce ze względu na zmiany adresu uczęszczały do 3 podstawówek. Od takiej na wypizdowiu, po taką w centrum Trójmiasta. W tej ostatniej było chyba najgorzej. Tyberiusz wraz z kolegami i koleżankami podczas 3dniowego pobytu w zielonej szkole dostał do wyboru chodzić z innymi o 21 na różaniec, gdyż siostra zakonna uczaca religii w tej szkole pojechała jako opiekunka dzieci i to był zdaje się jej pomysł, któremu inni nauczyciele przyklasnęli albo zostać bez opieki w pokojach. Dno i sto kilometrów mułu. Tu naprawdę nie chodzi o doświadczenie w obchodzeniu się z dziećmi z zagranicy, tu chodzi o to, że mimo niewątpliwego potencjału polska szkoła to prowincjonalny zaścianek mentalny. Jakbyś jeszcze miała wątpliwości, to mogę opisać panią od matematyki Apoloniusza, która wyzywała dzieci od słoni, idiotów i grubasów albo potrafiła rzucić do chłopca tekst "zdejmij czapkę, bo Żydów nie lubię". Żeby nie było, że ściemniam- Szkoła Podstawowa nr 21 w Gdyni, ta sama, w której rodzice chcieli voucher do SPA wychowawczyni na koniec roku sponsorować...

      Usuń
    2. Lacze sie z toba w radosci z powodu szkoly!
      My wyjeczalismy z 7-letnia corka, uczeszczala(ha ha ha) przez pol roku do polskie szkoly,w Polsce, pani zawezwala mnie na dywanik i "Bo Kasia nie umie czytac".
      No , wiem ,ale (o glupia ja ) chodzi do szkoly , nauczy sie??!
      A pani mi na to , ze ona nie ma czasu Kasi uczyc(bu ha ha ) i ona mi ksiazke pozyczy, ja sobie poczytam i Kasie naucze.
      Dzielnie wzielam ksiazke, i probowala nauczyc.
      W US, przyslali ze szkoly karteczke: ze zrobili Kasi testy i wykryli ze Kasia po angielsku nie czyta nie pisze i nie rozumie :)
      Czy ja wyrazam (sic!) zgode zeby oni ja nauczyli?!
      I nauczyli. Do dzis mi sie lza w oku kreci na te roznice.
      I ta szkola w ktorej dziecko jest od 8 do 3.
      A nie na 11 07 i odebrac o 14 23.
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
    3. Postaram się krótko, by odpowiedzieć,ale już zbyt nie rozwijać,bo masz to już za sobą.
      Ja się z Tobą ZGADZAM ,ja Cię ROZUMIEM i wcale Ci się nie dziwię i też uważam,że dużo rzeczy powinno się zmienić.
      Te sytuacje które opisałaś to koszmar jakiś jest ( ja mam doświadczenia z nauczycielami z podstawówki mojego dziecka diametralnie odmienne -wychodzi na to,że zespół dość wyjątkowy tworzyli- i żeby nie było,chodził do SP uważanej za "najgorszą" w dzielnicy-dlatego nie umiem powiedzieć,że wszystko jest złe ) dla mnie nie do pojęcia,szkoda,że wcześniej się nie zgadałyśmy,mogłabym Ci "wypożyczyć " moją koleżankę,która byłaby w stanie po takich tekstach po wszystkich instancjach się przejść ,by takie coś więcej się nie powtórzyło .Oj,ona potrafi...
      Myślę, że np.kąciki można by przenieść do polskich szkół tyle,że wymagało pracy rodziców by przepchnąć taką inicjatywę a niestety mało rodziców jest zainteresowanych by angażować się w życie szkoły a mam przekonanie,że co nieco można by oddolnie pozmieniać.
      Dziecię mam jedno ,ale idące jako pierwszy rocznik nową podstawą programową ,więc nie ma mowy o używanych,wszystkie książki musieliśmy kupować nowe ( zaczynaliśmy zawsze już w lipcu by rozłożyć zakupy w czasie ).
      Powtórzę,bardzo się cieszę,że to już za Wami ,teraz może być tylko lepiej...
      alaM

      Usuń
  19. Ania jestem tak samo krytyczna w stosunku do szkoły jak ty. Jak zacznę gadać, to końca nie ma a ewentualni słuchacze zasypiają na stojaco:) I zazdroszczę jak nie wiem co. Jednocześnie jednak obserwuje u nas chińskich i wietnamskich rodziców z jaką dumą i radością przyprowadzają swoje dzieci do naszej szkoły. Też chyba szczęki zbierają;) I po pierwszym roku, który jest przeznaczony na naukę języka i go powtarzają znacząco podnoszą poziom! Świat kołem się toczy...

    OdpowiedzUsuń
  20. Aniu, ciesze sie,ze sie wszystko uklada. Zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  21. o kuźwa....no dobra, pod nosem było to bardziej dosadne...ja wciąż zbieram cycki...
    idę szukac szczęki..na więcej mnie teraz nie stac w komentarzu...lol....

    OdpowiedzUsuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...