czwartek, 26 marca 2015

Nie chciała Dorusia przyjść na fejsa, to fejs przyszedł do Dorusi....czyli desant z miesiąca

Dobra, słuchaj Dorusia, bo nie będę powtarzać, jak to mawiali w "Allo! Allo!"
Wykombinowałam se to tak, że ja bym rozłąki z Tobą nie przeżyła.
Oraz z innymi, co to fejsbunia nie mają i mnie tu jedynie czytają nie odzywając się (bo i po co, niech se myśli, że sama dla siebie pisze, a co! Psia mać!)
Zrobię Wam desant z fejsa, co ważniejszych lub po prostu opisanych tam zdarzeń, moich myśli błyskotliwych (a jakże!) oraz spostrzeżeń. I od dziś po wieki albo w każdym razie w najbliższym czasie, każdą dłuższą i niezwykle głęboką myśl, czy to o seksie, czy o piciu, czy o jedzeniu, czy nawet o mniej ważnych sprawach jak macierzyństwo, małżeństwo i ogólny światopogląd- będę zamieszczała i tu i tu. Znaczy się i na fejsbuniu i na blogasku.
Unikalne blogaskowe przemyślenia i tak będą rekomendowane na fejsie, także ja już się, w dupę jeża, postaram żeby nikomu nic nie umknęło!

Zaczynamy zgodnie z chronologią. Myślę, że miesiąc zrzutu starczy, bo wcześniej to już była prehistoria.

Przede wszystkim przegapiliście (co jest karygodne), iż 13 lutego znaleźliśmy się w prasie.
My, Szczepanki.
Nie mogliście w związku z tym mi pogratulować niestety, ale nie jest mi przykro, bo pewnie nadrobicie;)
Zatem macie tu linka:
trza se ściągnąć numer siódmy, gdzie w Strefie Laickiego Rodzica Oksana Hałatyn- Burda opisuje jacy jesteśmy wspaniali. Trza Jej też wierzyć, bo to rzetelna dziennikarka jest.

No i lecimy dalej 

24 luty
Genów nie oszukasz.
Sugeruję Szaremu, że w związku z nabyciem dodatkowej powierzchni do kochania, należałoby jednak ograniczyć nieco ilość spożywanych pokarmów. Zwłaszcza tych słodkich. Na co me dziecko (z nieukrywaną pogardą w głosie) odwraca się do mnie i mówi
"OGRANICZENIA I LIMITY NIE INTERESUJĄ MNIE...."
Pytanie za 100 punktów: należy ograniczyć dziecku żarcie? telewizję? czy żarcie przed telewizorem?





25 lutego
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!
Nie wytrzymam już tego! Co rano boję się fejsbunia otworzyć, boję się prasówkę strzelić!
Wszędzie ten zasrany Grey!
Czara goryczy została przelana, postanowiłam coś z tym zrobić.
Otóż siądę, napiszę "100 twarzy Lucjana" (tego od Marioli), który przyćmi rzecz jasna Greya i codziennie będziemy czytać na fejsbuniu i w prasie o mnie. 
Fajnie, nie?
No to jedziemy z koksem. Zwłaszcza, że wczoraj podzieliłyście się ze mną swoimi przemyśleniami na temat owłosienia- dzięki temu dziś mam kosmate myśli.
Specjalnie dla Was, dotąd niepublikowany prolog "100 twarzy Lucjana"
Mariola nie uznawała depilacji. Nie przekonała ją nawet przegrana sprawa w sądzie o zadośćuczynienie. Kiedyś, podczas jednego z jesiennych spacerów po lesie, została postrzelona przez myśliwego. Sąd uznał jednak, że miał prawo pomylić ją z wściekłym niedźwiedziem...
Stała teraz oparta ponętnie o fornirowaną meblościankę (na wysoki połysk) z barkiem pełnym odwagi, który przed chwilą opróżniła, aby dać dojść swobodnie do głosu swym zwierzęcym instynktom. Spojrzała na męża i poczuła, że dziś jej się uda, że dziś go rozpali. Mimo okresu.
Jego okresu.
Owszem, mężczyźni też mają okres, z tym że u nich nazywa się to "pensja". Tuż przed nią chodzą wkurzeni, coś tam liczą, a później boli ich brzuch i głowa.
W każdym razie Mariola, uderzając się w klatę niczym Tarzan, zawyła uwodzicielsko
-Któż mnie wybatoży? Któż mnie zaknebluje i bezwzględnie wykorzysta? Któż? No któż?
-Jak to kto?- odparł Lucjan- Toć wiadomo, że Urząd Skarbowy..





28 lutego
Wczoraj oglądałam dokument na temat zaburzeń odżywiania. 
Dobra wiadomość jest taka, że zdecydowanie wygrałam z anoreksją.
Zła taka, że prawdopodobnie mam bulimię.
Z tym, że zapominam wymiotować.




3 marca
Wiecie, nigdy nie wierzyłam w żadne zjawiska paranormalne, w te wszystkie siły nieczyste, opętania, demony, plucie gwoździami, mówienie na trzeźwo w nieznanych językach, egzorcyzmy, miłych teściów, itp.
Do wczoraj.
Wieczorem, miałam straszną ochotę na jakieś babskie, smakowe piwo. Jednak przypomniało mi się, że musimy z Maćkiem zaplanować budżet na marzec więc postanowiłam od razu iść po wódkę.
Nie wiało, ale było cholernie zimno. Przez chwilę pomyślałam, że mogłabym nic nie pić, ale nie mam takiej zasady.
Żałowałam, że nie mamy w domu mrówek.
Oglądałam ostatnio film przyrodniczy o życiu w mrowisku. Zawiesiłam się nad wiadomością, że przeciętna mrówka ważąca 3-7 miligramów może unieść ciężar 10krotnie większy od masy jej ciała. Po czym poległam na obliczeniach ile mrówek potrzebne mi by było do przeniesienia 0,7 litra?
Mniejsza z tym.
W każdym razie, gdy już wyszłam, po drodze minęłam pijanego Anglika, który próbował zwymiotować.
I nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdybym wracając nie mijała tego samego Anglika, który czuł się już wyraźnie lepiej, bo nawet sobie śpiewał.
Ale to, co zobaczyłam po chwili wbiło mnie w ziemię.
Facet miał obrzygane plecy!
I to nie była iluzja, jak wtedy, gdy chcę aby moje nogi wyglądały na dłuższe i zaciągam sobie stringi na ramiona...
Pół nocy nie mogłam zasnąć. To było gorsze niż "Omen" . Albo powrót Gołoty na ring. Albo to, co się dzieje w tej szkole...


4 marca
Od zawsze uważałam, że idea otwartego domu jest najlepsza. Goście nie powinni nigdy czuć się skrępowani. Wiecie, takie staropolskie "tym chata bogata, co ukradnie tata", a nie "gość w dom, cukier do szafy".
Żyję tak od dawna i nawet może, mooooooże, mooooooooże wprowadzę ją kiedyś we własnym domu.Tymczasem...Emotikon wink



6 marca
Genialnie sprytne!
Gdyby gość co to wymyślił był strusiem, pewnie wszyscy myśleliby, że się cyka, a on w tym czasie chlałby gorzałę z kretami!
Normalnie marketing rodem z Greenpeace, który ostatnio zaczął przyjmować w swój poczet dresów i ludzi po wieloletnich wyrokach, po czym wysyła ich w plener z petycjami. 
I weź później powiedz człowieku takiemu bez oporów, że nie obchodzi cię jakiś zagrożony robak...





8 marca
Wczoraj. Około 22:00.
Maciek siedzi pochylony nad stołem, coś tam dłubie i nagle woła:
- Kurwa mać, lutownica się zepsuła! Dobrze, że jutro 8 marca, będę ci mógł kupić nową...
Jeszcze nie wstał, a ja już nie mogę się doczekać! 
Myślałam, że jak co roku tylko się przebierze, schowa do szafy, a w odpowiednim momencie z niej wyskoczy i dostanę karnet na darmowe badania.
A tu tyle romantyzmu jednego dnia Emotikon heart Emotikon heart Emotikon heart
Jak zacznie śpiewać, to założę kieckę z cekinami i zacznę tak tańczyć, jakbym jedną ręką wkręcała żarówkę, a drugą głaskała kota.
Będzie prawdziwe bollywood Emotikon heart


9 marca
Jak powszechnie wiadomo 90% problemów rozwiąże Google. Na pozostałe 10% pomoże wódka. Jednak czasem potrzebne są też radykalne rozwiązania.
Czasem lepsze, czasem gorsze.
Z tych lepszych polecam na przykład jeśli macie kaca i próbujecie się przespać, a pies sąsiadów notorycznie ujada, to zazwyczaj pomaga wyjście z jego budy.
Zresztą punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia.
Zawsze.
Dla takiego przeciętnego Koreańczyka, to szczekanie psa, to nie byłby problem.
Po prostu znaczyłoby, że należy go dłużej pogotować.
Do tych gorszych można zaliczyć pomysł polskiego rządu, aby bezrobotnym zapewnić pracę na torach.
Nic to nie dało.
W tym samym czasie kolejarze strajkowali.
"Problem z cytatami w internecie polega na tym, że ludzie od razu wierzą w ich prawdziwość"- Abraham Lincoln
A stare żydowskie przysłowie mówi, że "jak problem da się rozwiązać pieniędzmi, to nie jest problem, tylko koszt".
W niektórych przypadkach można próbować też posłużyć się pewnym schematem, który podesłała ciocia Ewa...Emotikon wink
P.S. Jeszcze tak sobie pomyślałam, że czasem też trzeba dać sobie czas na oswojenie. Wiedzą o tym np. panowie po przejściu na czas letni.
Poranny wzwód- kiedyś w domu, teraz w autobusie...


10 marca
Dobra dziewczyny,
najpierw se włączcie ścieżkę dźwiękową (zresztą to ta sama muza, którą ich dziś obudziłam)https://www.youtube.com/watch?v=-bzWSJG93P8, a potem obczajcie to (możecie piszczeć;))))



12 marca
- A co byś chciał na rocznicę?- pytam choć wiem, że piwo.
-Obraz bym chciał- odpowiada Maciek i zawiesza głos, patrząc w okno takim rozmarzonym wzrokiem, jakiego u niego nigdy nie widziałam, za to widziałam u Ridża, jak kiedyś z babcią DiCaprio oglądałam "Modę na sukces"
-Dziwnie wymawiasz "piwo"- zauważam trzeźwo, bo zawsze taka jestem
-OBRAZ, powiedziałem- powiedział. Po czym zrobił urażoną minę, jakbym Gordonowi Ramsay`owi zaproponowała parówki. A po chwili dodał- Czy ja nie mogę chcieć czegoś normalnego? Czegoś pięknego? Czegoś z kawałkiem duszy artysty, który przy tworzeniu pewnie ją tam zostawił?
- Przyniosę paracetamol- odparłam spokojnie.
A potem równie spokojnie wysłuchałam jeszcze namiarów na galerię, w której w razie gdyby nie było Heinekena mogę ów dzieło zanabyć.
Nawet ją odnalazłam na drugi dzień. I faktycznie od razu wiedziałam, o który chodzi.
Wśród puchatych koteczków
, galopujących koni i kalendarzy ściennych z kwiatami w tle, leżał on.

Jeden jedyny, ja pierdolę, plakat z He-Man`em!




15 marca
Dziś obchodzę swój pierwszy Dzień Matki w UK.
Chłopcy na szkolnym kiermaszu kupili prezenty. 
Od Pola dostałam kubek i specjalny certyfikat "dla najlepszej Mamy na świecie". Jest tam napisane, że jestem amejzing, superstar i łonderful.
Poryczałam się jak zawsze. Nie wiem, czy Wam o tym pisałam, ale muszę mieć jakieś spięcie na zwojach- ryczę na wszelkich występach szkolnych, galach, urodzinach i innych imprezach. Ryczę na początku roku szkolnego (bo jak będą w szkole sama będę musiała wynosić śmieci) i na końcu także (wakacje!! hurrraaaa!! dwa miesiące słuchania 24 na dobę "mamoooo!! weź mu coś powiedz!!, a później wysłuchiwania pretensji, że "coś" nie wystarcza).
W każdym razie podziękowałam za kubek i mówię łamiącym się głosem
-Piękny dyplom wybrałeś dla mnie synku..
na co odpowiada moje dziecko (lekko zblazowanym tonem)
-Niespecjalny miałem wybór. 
Ten jedyny pasował do kubka.

A dalej to podszedł Tybo ze swoją laurką i prezentem. Gdybyście nie wiedzieli czym jest małpka i krokodyl, to spieszę wyjaśnić, że są to silikonowe łapki do łapania gorących naczyń.
Tak mnie zna moje dziecko!
Całe dłonie mam pokryte drobnymi bliznami od piekarnika. Niemal każde ciasto przypłacam poparzeniem. Czasem się, kurna, cieszę, że człowiek ma takie długie jelita, bo przy moim szczęściu i łakomstwie, to pewnie i dupę bym sobie poparzyła gorącym ciastem.
No ale nieważne, bo oto nareszcie jest coś, co mnie łączy z Chodakowską!!!
Teraz już nic nie stoi na przeszkodzie- też czekam na propozycję od Playboy`a, w końcu mam już silikony!!!
P.S. Edytuję, bo się poczułam wyrodnie- a właśnie Ewie w komentarzu pisałam, że dostałam też coś od Stiflera. Prezent od Stiflera przekazał mi (już wczoraj) jego ojciec. Była to szprycka do kremów i ciastek. No i wiekopomne słowa "Proszę, to od Młodego na Dzień Mamy, bo mówiłaś, że stara ci się zepsuła i nie mogłaś nam ciastek robić"....taaaaa, dokładnie tak było. Nie mogłam. Bez szprycki się nie da Emotikon wink





17 marca
Oto, proszę państwa, co naprawdę oznacza meandryczny bieg czyichś myśli!
Czytam w internetach:
".. a w łóżku była prawdziwą tygrysicą.."
I mnie się nasuwa od razu pytanie:
znaczy, że co? Ruda i 200 kilo żywej wagi?
A później to już idzie tak: łóżko-> sen-> narkolepsja-> fajny mem mi się przypomniał...




20 marca

Niedoceniony jest w dzisiejszych czasach wkład ojca w wychowanie dzieci.
Gdyby nie ojciec moje dzieci nigdy nie dowiedziałyby się, że "monopolowy" to sklep dla lamerów, co to nie potrafią bimbru pędzić.
Gdyby ojciec nie wiązał pewnej mroźnej zimy małemu wówczas Apoloniuszowi szaliczka, ten nigdy nie nauczyłby się wstrzymywać oddech na dwie godziny.
To właśnie ojciec idąc do sklepu woła "idę po piwo", a gdy chłopcy z kolei wołają "kup też lody", to kształtuje ich gust kulinarny i nawyki żywieniowe słowami "lody? do piwa? zwariowaliście?"
A wczoraj ojca dopadły rozterki.
Ojciec się boi.
Rozchodzi się o syna najstarszego, który po powrocie ze szkoły pastuje sobie buty na dzień jutrzejszy, myje ręce bez wpychania i zatrzaskiwania go w łazience, zdejmuje mundurek, który to starannie odwiesza na wieszak, a później do szafy, po czym głośno oznajmia "Idę czytać", co też czyni przez kilka godzin dziennie (w międzyczasie jedząc, pijąc i przemieszczając się wszędzie z książką).
Ojciec jest poważnie zaniepokojony. 
Przy kolacji się zasępił nawet.
Patrząc na swą najstarszą latorośl wyszeptał w moim kierunku:
- Shakespeare jarał opium, wiesz. No i wiadomo jakie pisał dzieła. Cobain był heroinistą i genialnym muzykiem. A z niego to nie wiem co będzie, naprawdę nie wiem....wygląda mi na takiego, co to nawet butaprenu nie powącha....


24 marca

-Synu, gdzie jesteś?- zawołałam
-W garderobie- odkrzyknął syn
-Ale my nie mamy garderoby- pomyślałam na głos
-Jak to nie?!- z odrobiną litości i pogardy pomyślał na głos syn, wychodząc z szafy i zapinając bluzę
Postanowiłam zamontować blokadę na piekarnik. Zanim odkryje saunę.



25 marca
-Ktoś tu w nocy podjada- usłyszałam godzinę temu od tego, co to przeważnie traci noce na spanie
-Obudziłam się tylko napić wody- powiedziałam oburzona kłamliwymi insynuacjami
-Zajebiście żeś tą wodą nakruszyła- bardzo niepotrzebnie brnął dalej
-Możliwe, że gdy wody przy łóżku nie było i znalazłam się już w kuchni, to postanowiłam sobie zrobić jajecznicę. A później, zgodnie z zaleceniami współczesnej psychologii, osiągnęłam katharsis poprzez dokończenie tego, co było niedokończone- odparłam z godnością, po czym oddaliłam się pospiesznie zanim zacząłby dociekać co miałam na myśli.
Albowiem musicie przyznać, że tłumaczenie innymi słowy "wpierdzieliłam także napoczęte tiramisu i dopiłam Amaretto" nie brzmi już tak ęteligętnie.
A ęteligencję to ja se cenię ponad wszystko.
I w dupie mam to, że grubnę.
I w masywnych udach.
Zresztą nie jest źle, bo.....




26 marca
Taka hipotetyczna sytuacja, moje Panie:
otóż załóżmy, że mamy sąsiada dilera. 
Organy ścigania się mylą i zamiast do jego mieszkania, przystojny przedstawiciel GROMu, czy innych Marines wbija się na chatę właśnie nam.
No z tym przystojny to może trochę popłynęłam, bo ma kominiarkę.Niewykluczone, że ukrywa małe problemy z cerą. Nieistotne, bo w ramach rekompensaty jest za to od razu bez spodni.
Natomiast my, jak to co dzień bywa, leżymy sobie akurat na szezlongu, w pozycji między króliczkiem z Playboya, a postępującą kifozą, ufryzowane, w wieczorowym mejkapie i ubrane w szałową kieckę (też bieliznę do kompletu, rzecz jasna) i malujemy pazury.
Niezła wizja, nie?


Moja koleżanka przeżyła prawie identyczną sytuację. 
Prawie, bo nie ma szezlonga tylko wersalkę. 
No i to nie był nikt z GROMu, a strażak. Jednak też przystojny.
Choć mówiła, że do niczego nie doszło. Ale ponoć przez to, że ona (w przeciwieństwie do nas) nie chodzi po domu na szpilkach i w szałowych kieckach. Znaczy się chodzi, ale akurat miała na sobie dziurawe legginsy i zmechaconą koszulkę z napisem ABBA (kupioną na ich pierwszym koncercie). I była zaśliniona cała. Niestety nie tak uwodzicielsko, tylko bardziej jak na horrorach.
Już później sama nie wiedziała, czy przez tego strażaka, czy przez ten czad.
Aaaaa tak, zapomniałam, bo u niej to nie chodziło o sąsiada dilera. 
Miała niesprawny Junkers.

Tak czy siak, moje drogie, plan na dzisiaj to na tym szezlongu legnąć, bo jak widać na załączonym obrazku- nigdy nie wiadomo jaki ptak przysiądzie na parapecie.



Voila! 
Teraz już będziemy jechać na bieżąco.
Albo jakoś tam.
Się zobaczy;)


23 komentarze:

  1. Ale czad!!!! Dbasz o nas moja droga😍
    Garderoba najlepsza !!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ba! Muszę O Was dbać. Kto inny mi Karaiby zasponsoruje? ;)

      Usuń
  2. Wszystko czytałam na bierZąco - jestem wzorową czytaczką - należy mi się pochwała - dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No weź się nie wydurniaj, to ja specjalnie dla Ciebie fejsa założyłam, a tu masz- taaaaaka dobra się zrobiłaś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taaa, dla mnie...Ty to miałaś pewnie facebooka na dwa lata przed Zuckerbergiem :))))

      Usuń
  4. now you're talking (dzięki za publikację). ja tez bez fejsa więc doceniam wysiłek!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To miło, że doceniasz, bo mnie się naprawdę chujowo tekst kopiuje zaznaczając go touchpad`em, a nie mam myszki. Nie dorobiłam się. Jeszcze ;)

      Usuń
  5. Padlam :)))Sie w zyciu nie spodziewalam ze posta dla mnie walniesz :)))Love cie az po grob:))))Dorusia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Phi. Tylko po grób?
      Jakby Ci się pierwszej zmarło, to ja Cię wykopię powiedzieć, że love Cię jeszcze bardziej :)))

      Usuń
    2. Dobra jeszcze glebiej niz po grob:))))Dorusia

      Usuń
  6. Ta, moment z kartka na dzien matki wypisz wymaluj jak z mojego doświadczenia. Tez sie poryczalam po serce chwytającym tekście jaka to niezawodna i wspierająca mama ze mnie a moje dziecko mówi- a nawet nie czytałam co tam było napisane, fajna z wierzchu była :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jezu, BABA RUDA, a co cie widze podpisaną to czytałem BARA BUDA :)

      Usuń
    2. Dobrze Babarudaz, lubię takie komentarze. One mnie jakoś tak psychicznie uspokajają, że nie tylko moje dzieci takie wyrodne.

      Szkorbut, się tak zastanawiam na czym skupiłby się Freud- na tym "bara" czy może na "budzie" jednak? Tak czy siak mój drogi, ktoś tu ma niezłą fantazję :))))

      Usuń
    3. nie nie, z freudem to nie ma nic wspolnego, bardziej z niechlujstwem. juz predzej z barracudą :)

      Usuń
    4. Nie," Barakuda", to to ja tak Babęrudą czytałam.
      Ty to jednak poszedłeś w osobne "Bara", co już pod Freuda zdecydowanie zajeżdża.
      Swoją drogą trza przyznać, że podstępny nick sobie kobieta obrała :))))

      Usuń
  7. Dzięks za poświęcenie!, bo ja też bezfejsowy a się ckni
    wojtek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siemasz Wojtku, miło że się odezwałeś. Pozdrawiam serdecznie :*

      Usuń
  8. Prawie się posikałam:)))
    Pozdrawiam:P

    OdpowiedzUsuń
  9. kot mnie powalil! az sobie pozwolilam go skopiowac ;) i moze na FB walne, jak pozwolisz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a proszę bardzo, memy nie są mojego autorstwa :)

      Usuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...