poniedziałek, 16 lutego 2015

Dlaczego nie należy ufać dziecku....czyli miłość według Stiflera

Stifler ma 19 miesięcy i żywieniowo jest marzeniem każdej matki (zresztą pod każdym innym względem moim skromnym zdaniem też). Jest jedyną z pięciu osób w tym domu, która wybierze brokuły zamiast lodów, wafle ryżowe zamiast ciastek i nie pogardzi jedynie czekoladą- mleczną lub gorzką.
Możesz na jego oczach wsuwać batony, a on nawet nie zaszczyci Cię spojrzeniem.
Ja owszem. Będę żebrać nienachalnie. Chyba, że nie zrozumiesz aluzji.
Za to spróbuj w promieniu kilometra zjeść kaszę z warzywami, ugotować spokojnie kalafior, potrzeć jabłka na jabłecznik- będzie stał i wył krzycząc "chcę!". Tylko niczym Wałęsa, znaczy "chcem!".


Kupuję mrożoną mieszankę warzywną (warzywa obojętne), przygotowuję ją w parowarze, nie za długo, tak aby warzywa był al dente, na to walę łyżeczkę masła i dla Stiflera jestem Jamie Oliver i Robert Makłowicz w jednym.
Jego wielką słabością są też marchewki. Wyjada je w pierwszej kolejności ze swojego talerza, potem z mojego talerza i talerza swojego ojca, a dalej to uderza do braci trzymając w ręku swój mały widelec, po czym kolejny raz dochodzi do głosu jego alter ego- Lech Wałęsa ze swoim "nie chcem, ale muszem".
Doszło do tego, że ze wszystkich ludzi wokół Stifler najbardziej lubi dostawcę z Icelanda, który przywozi nam m.in. warzywa i owoce. Zresztą większość siatek warzywno-owocowych musimy rozpakowywać w tajemnicy, żeby nie dochodziło do takich scen jak ostatnio, gdy Stifler jedną ręką trzymał tackę z włoszczyzną, którą próbowałam mu zabrać, drugą ręką trzymał się kanapy i krzyczał "to ja mniam mniam mniam mniam!". W końcu odgryzł kawałek folii i uciekł z porem, którego zmasakrował niczym chirurg plastyczny Iwonę Węgrowską podczas próby zatrzaśnięcia się w łazience.

I zanim cokolwiek sobie pomyślicie-  karmię go normalnie. Pięć posiłków je. Czasem podgryza jeszcze jakieś wafle ryżowe pomiędzy, czy tam cebulę w łupinach pod łóżkiem, na czym go złapałam ostatnio.

Czasem bawię się z nim jedzeniem.
Każę mu zamknąć oczy. Po czym jeszcze raz. I jeszcze. W końcu zasłaniam mu ślepia łapą, wkładam do buzi groszek i pytam
-Co to za warzywo?
Na co Stifler pełen entuzjazmu mówi
-oszek
Na co ja pełna entuzjazmu go oklaskuję, wołając
-Tak, groszek, brawo!! Jesteś genialny!!
Po czym wsuwam mu do buzi kawałek ziemniaka i pytam ponownie
-A teraz? Co to za warzywo?
-emniak
I schemat się powtarza- i znowu klaszczę pełna entuzjazmu, gdyż oczami wyobraźni widzę jak wygryza Gessler z TVNu.

Jeśli chodzi zatem o najmłodsze dziecię jada ono nie tylko zdrowo, ale wyłącznie zdrowo.
Ostatnio z przyczyn zdrowotnych wsuwa również suszoną żurawinę, która niesamowicie mu smakuje. Wkłada sobie małe owoce do buzi, mlaska, wyjmuje je, nadgryza, liże, delektuje się, wydaje przy tym takie odgłosy w klimacie ach! i och!
Wczoraj zjadł zatem niemal całą żurawinę, którą dostał w miseczce. Niemal, bo ostatni owoc wsadził sobie do kieszeni. Na później. Jak wszystko inne zresztą.
Jakby teraz wybuchła wojna mamy w zapasie trochę picia, trochę żarcia oraz 3 kilo resztek niedojedzonych prowiantów w towarzystwie kamieni, kapsli, sznurków, piórek i małych patyków z kieszeni Stiflera i jego braci.

No i w każdym razie dziś rano Stifler zaszczycił mnie swoim napadem miłości. Wlazł na mnie, jak jeszcze leżałam na łóżku, wsadził mi uroczo palec w oko, aby podnieść powieki, wycałował, wytarł gluty we włosy, bo ma katar, wytarzał się we mnie, usiadł mi na pęcherzu, poskakał, a potem zniknął.
Wrócił, położył mi łapę na oczy, powiedział "co to?" i wcisnął do buzi nie zgadniecie co!
Swoją ostatnią żurawinę mi włożył.
Całą w piasku. Ale jednak.
Była paskudna w smaku, z wierzchu twarda, w środku glutowata i dodatkowo obklejona włosami.
Równocześnie była najsłodszym przejawem miłości, jaki dostałam od niego w jego 19 miesięcznym życiu.
Oddał mi swoją żurawinę...
-Żurawina- powiedziałam wzruszona
A on patrzył nieśmiało jak ją żuję, z taką czułością i radością w oczach. No nie uwierzylibyście, jak ten dzieciak na mnie patrzył! Taki trochę ciekawy jakby był jaka będzie moja reakcja, mnie się wydaje.
A jaka mogła być?
Ja nie przepadam za żurawiną w takiej postaci, a pechowo dostałam chyba największy zmutowany owoc, ale przecież wiadomo, że wyjęłam tylko z buzi najdłuższe włosy, dzielnie przegryzłam piasek i z uśmiechem przełknęłam ohydę w sumie bez smaku, za to z dziwnym posmakiem.
Po czym wycałowałam go za wszystkie czasy.
A on kontent zlazł z łóżka, podszedł do swoich wczorajszych spodenek przewieszonych przez krzesełko, wsadził łapę do kieszeni, wyjął żurawinę, wytarł ją o koszulkę celem oczyszczenia z piasku i wpakował ją sobie na moich oczach do buzi.
Tknięta kurewsko bardzo złym przeczuciem zawołałam do pozostałych dzieci, bo zawsze dzielę ich po równo...
- Szary, masz jeszcze żurawinę ?
-Nie, zżarłem wczoraj- usłyszałam
-Don Juan, a ty?
-Ja tak samo.
Po czym zrobiłam to, czego bardzo żałuję. Mianowicie zwróciłam się do mojego najmłodszego dziecka z uśmiechem niczym Joker z Batmana i z pytaniem
-Stifciu, a co dałeś mamusi do buzi?
-Mniam mniam- odpowiedział grzeczniutko Stiflerek
-A pokaż mamusi skąd przyniosłeś mniam mniam- rzekłam niezwykle uprzejmie i jakby trochę wbrew przeczuciom
Następnie Stiflerek złapał mnie za rękę i zaciągnął przed lodówkę.
Uff- zdążyłam pomyśleć zanim poczułam małe rączki, które popychają mnie dalej.
Tak, abym ustawiła się z boku lodówki.
A później, jak w horrorze, zobaczyłam mały palec, który nie był palcem mojego synka, a laleczki Chucky mogłabym przysiąc, wskazujący szczelinę między lodówką a ścianą...

Czy ja Wam mówiłam, że nie lubię sprzątać?
To się, kurwa, zmieniło.
Właśnie leży przede mną odkurzacz. Wszystkie roztocza nie żyją.
Nie, jeszcze nie odkurzałam.
Padły ze śmiechu.

Poniżej najświeższe zdjęcia truciciela...

 
 
 
 
 
 




A na koniec wrzucę Wam Chucky`ego z braćmi



43 komentarze:

  1. Ten opis to coś na przykładzie kulki. Byliśmy u kolegi na imieninach, impreza trwa gdy słyszymy jak płacze synek kolegi lat cztery. Płacze zrozpaczony, że zginęła mu kulka,a skoro było nas sześć osób to zaczynamy szukać kulki nie wiedząc jak ona ta kulka wygląda . Mały opisuje ją , że taka mała że gdzieś się pokulała no po prostu dziecko zrozpaczone. W końcu kolega wziął syna na spytki bo wszyscy na kolanach z wypiętymi tyłkami szukamy kulki. No i co okazało się ?, że to była kulka zrobiona przez niego z tego co jest w nosie podczas kataru. Do dziś wspominamy tę imprezę jako najweselszą i zapamiętaną mimo, ze upłynęło już przeszło 20 lat.

    OdpowiedzUsuń
  2. Super post.Mały jest obłędny-cała mamusia.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Lomatko, ale Stifler do Macka podobny!!! Zwlaszcza na czwartym zdjeciu, no skora zdarta i nie trzeba robic badan genetycznych, nie wyprze sie.
    Czy doszlas w koncu, co wszamalas? Truchlo pajaka czy glut zaschniety na lodowce? Jakie to szczescie, ze moje dzieci bardziej egoistycznie nastawione byly i nie wyrazaly gotowosci dzielenia sie ze mna swoimi skarbami, czy to z kieszeni, czy zza lodowki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu ja mam w ogóle fabrykę klonów. Każdy do drugiego roku życia wygląda tak samo i każdy do ojca podobny .

      Usuń
    2. to wszystko po to zeby sie ojcowie nie wyparli swojej progenitury...

      Usuń
  4. Dzięki!!! No i znowu obśmiałam się do łez, oplułam monitor i ponownie powtórzyłam wspomniane czynności czytając Cię po raz kolejny małżowi, w odpowiedzi na pytanie z czego ha...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ma poczucie humoru chlopak .... po mamusi he he hre hre

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak na to nie patrzyłam. Mnie się skojarzyło, że jest wredny po ojcu :)))

      Usuń
  6. Dzielna jesteś naprawdę :-) Co się nie robi dla potomkuff, huehue hue!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tam dzielna od razu. Po prostu niewybredna kulinarnie ;)

      Usuń
  7. ja pierdziele, wcisło mnie w fotel...!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak masz szczęście, mnie po tym co rano przeżyłam wcisło w kibel!

      Usuń
  8. Dzielna jestes, ale my matki som dzielne, to wiadomo:))) |

    Junior mial bodajze dwa lata, jak z pomoca mojej mamy z okazji Dnia Matki przygotowal kanapki na sniadanie w lozku dla mamusi:)))
    Oczywiscie pomoc babci polegala na tym, ze babcia zrobila kanapki i w czasie kiedy szykowala kawe i stroila tace, to Junior solil te kanapki:)))
    A wiadomo, ze jak soli nie widac to znaczy, ze nie posolone, wiec solil az do skutku czyli widocznej soli na pomidorach.
    Przyniesli mi te kanapki do lozka i mama z przrazeniem w oczach dawala znaki zebym nie jadla. Ale co mialam zrobic jak sie Junior usadowli obok mnie i patrzyl z luboscia w oczach jak matka pozera mini Wieliczke:)))
    Zezarlam oczywiscie, a potem pilam i pilam i pilam i pilam az o malo co nie braklo wody w kranie:))))
    Kto wie, moze dlatego nie lubie Dnia Matki:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem Cię z tym Dniem Matki, ja mam takie odczucia jak patrzę na lodówkę. Jej tył dokładnie. Szkoda, że nie przód, może nie otwierałabym tak często drzwiczek:)

      Wiesz, masz rację, że matki są wyjątkowo dzielne, ale zauważ, że tak w ogóle to niezależnie jak człowiek jest stary, jak zły i paskudny, gdy dwulatek podaje zabawkowy telefon zawsze przystawia się go do ucha i mówi "halo". Te dzieci to są po prostu podstępne w osiąganiu celów:)

      Usuń
  9. Bosko to opisałaś! Śmiałym się tak głośno, że córka się zainteresowała. No to jej przeczytałam ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Buba, ja jestem boska, tylko staram się z tym kryć, nie lubię tych wszystkich fotoreporterów itd....;)))

      Usuń
  10. No az zaluje, ze nie mam trzeciej dziewczynki dla Stifflera. ;) Z moim alzhaimerem nie moge sobie przypomniec, ktora corke wstepnie wyswatalysmy za jednego z twoich synow. Drugi juz byl zaklepany dla Brytusi (i to imie akurat zapamietalam. :P)
    Ile bym dala aby moje dzieci tak uwielbialy warzywa. Mlodsza lubi, ale starsza to tylko seler nasiowy i fasole. Za ta ma ciagle pretensje, ze inne dzieci dostaja na lunch torebke czipsow. Czasami jak juz sie poczuje wyrodna matka to dam jej w ziplocku dwa albo trzy chipsy. Niech ma, jak szalec to szalec. Moze sie jeszcze z dwoma kolezankami podzielic;)

    A poza tym, to jak sie dziecka odnalazly w nowych okolicznosciach przyrody? Chodza juz do szkoly czy jeszcze nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wybacz Lola, ja za Ciebie trzeciej laski nie zrobię.
      Czekaj, laski brzmi dziwnie. Chodziło mi, że dziewczyny:))))

      Żeś się normalnie wbiła tym pytaniem o szkołę- właśnie 5 minut temu otrzymałam w końcu odpowiedź, że teraz do końca tygodnia jakieś wolne mają, ale w przyszłym mam się skontaktować z wybraną szkoła kiedy dzieci mają rozpocząć naukę ( w ciągu 10 dni od otrzymania tego maila muszą). Także wrażenia szkolne pewne opiszę niebawem;)

      Usuń
    2. zabrzmialo dwuznacznie. :PPP

      no ma siem tom intuicjem. ;) I czuje, ze te twoje zdolne dziecka swietnie sobie poradza.

      Usuń
    3. Dzięki Lola, oby. Powiem Ci, że ten czas, który przesiedzieli w domu z jednej strony oswoił ich z otoczeniem, ale z drugiej, mam wrażenie, spotęgował strach przed szkołą, bo mają dużo czasu, żeby wyobrażać sobie, jak to będzie strasznie iść do klasy, zżytej klasy i cały dzień niemal słowa nie rozumieć z tego, co do ciebie mówią. Pocieszam ich, że nie oni pierwsi, nie ostatni, mówię im o tym, co mi pisałyście- że dzieciaki szybko chwytają wszystko z natury, że w angielskich szkołach jest inny klimat, bardziej przyjazny dzieciom, że tu jest w cholerę obcokrajowców różnych nacji, ale średnio to działa. Strach przed nieznanym to jednak przerypana sprawa.

      Usuń
    4. Byle by Mama Ania nie stresowala się szkołą za bardzo! Bo - myślę sobie - dla Ciebie ta ich szkoła to równie wielkie jak dla chłopaków wyzwanie. Dadzą radę, to pewne! Wszyscy dacie! A o porannej przekąsce lepiej za dużo nie myśl. Co było, to było! Co połknięte, o tym już lepiej zapomnieć!

      Usuń
  11. Ha ha oj Matka ciekawe po kim On to ma ? smakował pajączek ;)? Mały przecudny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Martaanna, myślę, że w tych okolicznościach przyrody pajączek to wersja optymistyczna :)

      Usuń
    2. Jak nie pajączek to co? Przyznam się czegoś,będąc kiedyś małą dziewczynką ,a było to bardzo dawno temu nawiedziłam z mamą cioteczne rodzeństwo takie dużo młodsze ode mnie wtedy,i znalazłam w łożeczku czekoladkę.. i nie była to czekoladka! Nie zjadłam tylko sobie pooglądałam...

      Usuń
    3. To chyba każdy ma taką traumatyczną historię z kupą w tle na koncie.
      Mnie kiedyś wsadzili do wanny z młodszą kuzynką cioteczną i też się zastanawiałam co to za bezsensowna zabawka pływa obok tych kaczuszek, stateczków, itp.

      Usuń
  12. Noszszsz! Toż ja po operacji na jelitach! Z trudnością dochodzę do siebie. Przyszłam do Ciebie poczytać, bo wszyscy wiedzą, że śmiech to zdrowie. A Ty mi tu pawia zafundowałaś! Dobrze, że nie wycięli mi refleksu i zdążyłam ominąć laptopa.

    Idę wysprzątać ten kącik między ścianą a lodówką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A daj se siana w Twoim stanie z tym sprzątaniem, po prostu nic z tego kącika nie jedz ;)

      Usuń
    2. No tak....;-)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))) Nie wpadłam na to ;-))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))

      Usuń
  13. Nietypowa ja dostalam od syna perfumy pod tytulem Byc Moze I zagrozil ze jak mi sie skoncza to pokaze mi gdzie moge kupic Nastepna butelke.:)))))A to ze mlody zjada wszystko to tylko pozazdroscic:))))moj wnuk tez pozera wszystkie warzywa:)))Dorusia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój ojciec opowiadał mi kiedyś, że na Dzień Matki podarował swojej mamie wodę brzozową o niezwykle wyrafinowanym zapachu. Babci ponoć było szkoda tak pięknych perfum używać na co dzień toteż perfumowała się nimi tylko kropelkę i tylko w wyjątkowych okolicznościach, np. jak cały dzień nie wychodziła z domu. A do pracy to tam zwykłej "Pani Walewskiej" używała :))))

      Usuń
    2. Ja do kibla wlewalam po kropelce :)))Dorusia

      Usuń
  14. Miałam napisać wcześniej, ale musiałam pooddychać do papierowej torby. Nie pamiętam kiedy sprzątałam przy lodówce...W ogóle to nie pamiętam kiedy sprzątałam jakiekolwiek miejsca, do których może dotrzeć mój pełzak...
    Blech, fuuu
    Wiesz, wydaje mi się, że dzieci specjalnie są tak perfidnie urocze bo człowiek by ubił, zanim by się stały samoobsługowe :P

    OdpowiedzUsuń
  15. Dobry jest, a czym cię struł, jeśli mogę zapytać? Glutem? :)))
    Umarłam ze śmiechu, jak zwykle zresztą.
    I też dziś odkurzałam, poza tym mnie na szczęście żadne z moich zwierząt nie karmi do buzi tak uroczo. :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Dobry jest, a czym cię struł, jeśli mogę zapytać? Glutem? :)))
    Umarłam ze śmiechu, jak zwykle zresztą.
    I też dziś odkurzałam, poza tym mnie na szczęście żadne z moich zwierząt nie karmi do buzi tak uroczo. :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Dobry jest, a czym cię struł, jeśli mogę zapytać? Glutem? :)))
    Umarłam ze śmiechu, jak zwykle zresztą.
    I też dziś odkurzałam, poza tym mnie na szczęście żadne z moich zwierząt nie karmi do buzi tak uroczo. :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie pokazuje sie moj komentarz,
    Przyznaj sie cenzure wprowadzilas?

    A wiec pisalam o tym, ze w sumie lepsze to niz "twarde" z kociej kuwety :)))
    A maly jest po prostu fantastyczny i jestem w nim zakochana !!!

    OdpowiedzUsuń
  19. Zazdroszczę Ci ze Twoj wszystko zajada. Mojego to trzeba namawiać a i tak gwarancji nie mam ze zje.
    A w ogóle to czym Cie uraczyl? Strasznie mnie ciekawi to.

    OdpowiedzUsuń
  20. Moja córka jadała tylko wybrane rzeczy. W czasach, kiedy banany było trudno dostać tylko one jej przeszły przez gardło .Na przekąskę życzyła sobie szyneczkę. A co sobie dziecko będzie odmawiać.
    Jakiś czas nie mogłam się do Ciebie dostać.Dzisiaj mi się udało.Z prawdziwą przyjemnością śledzę Twoje poczynania na nowej drodze życia. I ktoś mi powie,że UNIA jest be.Moje początki w świecie nie były takie bezbolesne ....

    OdpowiedzUsuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...