czwartek, 9 października 2014

Słów kilka o przemocy domowej....czyli dlaczego mam nadzieję, że podpisaliście petycję

Wychowałam się w starej i robotniczej dzielnicy Gdańska.
Z jednej strony główna ulica obfitowała mnogością sklepów, kolorowych neonów i wszędobylskich reklam, z drugiej była bida z nędzą.
Moje dzieciństwo przypadało na lata 80/90. Czas, w którym na podwórkach słychać było nie tylko szum silników wjeżdżających lub wyjeżdżających z garażów aut, ale przede wszystkim słychać było dzieci, które umorusane latały po dworze od rana do wieczora.
Nie byliśmy wystylizowani przez nasze matki i nie baliśmy się pobrudzić. Rodzicielki zamiast fikuśnych kaszkietów i ażurowych szali ubierały nam na podwórko pozszywane w kroku i nieco zmechacone już legginsy albo dresy z naszywką na kolanie i bluzy, które czasy świetności miały już dawno za sobą. Biegaliśmy tak dzień w dzień, od poniedziałku do piątku z małą przerwą na szkołę, w sobotę na obowiązki, a w niedzielę na kościół, kto tam chodził oczywiście. Wzywani byliśmy dopiero na kolację, którą poprzedzała odwieczna licytacja "mamooooo, jeszcze pół godziny, błaaaaaaagam...to jeszcze chociaż 15 minut...to 10...to 5...no prooooszę cię, wszyscy inni mogą".
Do dziś pamiętam ile razy w domu dostawałam opierdziel i do dziś w uszach mi brzmi  "chcesz coś, to przychodź na górę, a nie drzesz się pół dnia pod tym oknem, a ja w nim wiszę i nie mogę nic w domu zrobić".
Graliśmy w zbijaka, w podchody, oglądaliśmy Monty Pythona u koleżanki w domu, zawsze, gdy jej rodzice jechali na działkę. Guma, kapsle, klasy, badminton, piłka i takie tam inne. Było nas na podwórku kilkanaście osób z jednej szkoły, z sąsiadujących kamienic. Byliśmy szczęśliwi mając siebie nawzajem. Bo w domach bywało już różnie...

Była wśród nas Monika, której ojciec pomieszkiwał na pobliskim dworcu, bo w domu mieszkać już z nimi nie mógł. Nie po tym, jak kolejny raz podniósł na nie rękę.
Raz na jakiś czas pani Bożena, styrana i schorowana mama Moniki, dawała mu szansę i wpuszczała do mieszkania na noc. Zwłaszcza zimą, gdy na dworze był siarczysty mróz, a on skomlał pod drzwiami na klatce.
Goliła go, kąpała, odwszawiała, karmiła, ubierała jak człowieka, po czym na drugi dzień płakała wraz z córką, gdy wcześniej rano tata zmywał się do swoich dworcowych ziomali pozbawiając je telewizora lub innej rzeczy, którą mógł spieniężyć by się z nimi nachlać.

Mieliśmy też na podwórku Kubę, chłopaka skrytego i zamkniętego w sobie. Wiedzieliśmy, a raczej widzieliśmy, że w domu mu się nie przelewa. Długo trwało zanim wpuścił nas do swojego świata. Zanim się otworzył i zaufał, że widzimy w nim naszego kumpla, a nie syna alkoholika, który mając lat dwanaście opiekuje się sam matką umierającą w domu na guza mózgu. Nigdy się nie skarżył. Ani gdy ojciec podczas awantur bił go i wyzywał od szmaciarzy i zer skończonych, ani gdy targał ojca po schodach do domu, aby nie spał na klatce, bo bał się, że sąsiedzi będą źle gadać. O jego tacie.
Kuba nie skarżył się też, gdy mył matkę, zmieniał jej opatrunki, podawał leki, czy też po jej śmierci przejął wszystkie domowe obowiązki.
Spotkałam go po latach na dzielnicy. Wyglądał jota w jotę jak jego ojciec. Tak samo śmierdział wódką.

Rafał był moim najlepszym szkolnym kolegą. Siedziałam z nim w jednej ławce. Chłopczyk jak z obrazka- śliczny blondynek z loczkami. Na jego szczupłej i nieco pociągłej twarzy pierwszy plan grały wielkie, błękitne oczy. Jego uroda kompletnie nie odpowiadała jego osobowości.
Był niezwykle bystrym dzieckiem. Matematyczny geniusz. Rok wcześniej rozpoczął edukację. Kiedyś myślałam, że to z powodu jego niebywałej inteligencji właśnie, ale teraz tak sobie myślę, że i tu do głosu dochodziły chore ambicje jego rodziców. Matka- nauczycielka francuskiego, ojciec- inżynier i syn- mały, smutny, zaszczuty chłopczyk. Pełen nienawiści do świata. Świetny zadatek na przyszłego psychopatę. Ale kto by nie zwariował w takich warunkach, jakie miał on w domu? Był lany za każdą ocenę poniżej piątki. Nie bity. Lany. Maltretowany właściwie. Byle jakie towarzyskie klepnięcie sprawiało mu podwójny ból. Raz, że jego chude ciało chyba w całości pokrywały wieczne siniaki. A dwa- że nienawidził ludzi. Nienawidził dotyku. Chciał umrzeć. Tak mi kiedyś powiedział, na lekcji, na polskim konkretnie. Mieliśmy wtedy po 10 lat. Byliśmy sami z tym jego cierpieniem. Nikt nic nie widział, bo nikt niczego nie chciał dostrzec.

O tym, że ojciec molestuje Ewę dowiedzieliśmy się od niej samej, któregoś dnia, po lekcjach. Ewa ni stąd, ni zowąd pękła. Spojrzała nam w oczy i po prostu opowiedziała o tym, jak tata wkłada jej ręce pod bluzkę, gdy odrabia lekcje. Poradziliśmy jej żeby poszła z tym do mamy, na co ona powiedziała, że już była. I że matka kazała jej się cieszyć, że ojciec nie wkłada jej rąk pod spódniczkę. I nic z tym nie zrobi. Wszak ojcu nie wolno się sprzeciwiać. Więc ona prosi nas o pomoc, bo ma jeszcze młodszą siostrę, którą tata coraz częściej woła na kolana. I Ewa widzi, jak się na tę siostrę patrzy.
Mieliśmy po 11 lat, a Ewa co jakiś czas przychodziła do szkoły niewyspana, z podkrążonymi oczami, a w klasie dostawała ataku padaczki. Dziś wiem, że stres może potęgować częstotliwość ataków. Ewa miała je naprawdę często.

Bracia Michowscy byli ode mnie starsi. Obaj szczupli, wysocy, z pięknymi orzechowymi oczami, które okalały długie, czarne rzęsy. Pochodzili z tzw. "dobrego domu". Ojciec ich był architektem, matka... właściwie nie wiem kim była, bo nigdy o niej nie opowiadali.
W kółko tylko a tata to, a tata tamto....
Mama zawsze w cieniu. Wyglądała jak cień. Była cieniem ojca. Szczupła, wycofana kobieta, zawsze w wielkich przyciemnianych okularach. Nie sprzeciwiała się tresurze synów, jaką poddawał ich ojciec. Szczerze wątpię, żeby kiedykolwiek i w jakiejkolwiek kwestii mu się sprzeciwiła. Choć może się mylę i może odważyła się kiedyś, jak miała jeszcze prosty nos...
Pewnego dnia Bratek, starszy z braci, zagapił się i nie wrócił na czas do domu. Miał dokładnie 10 minut spóźnienia, gdy ojciec po niego zszedł. Przy nas wszystkich, a było nas kilkanaście osób, wymierzył mu cios w twarz tak, że Bartek zachlapał mnie krwią. Wszystkich nas zmroziło. Nikt się nie odezwał. Przecież większość z nas wiedziała dobrze jak należy się zachowywać, gdy biją. Wiedzieliśmy, że należy milczeć.

Taka na przykład Natalka, to mieszkała w domu z rodzicami i bratem. Co dzień budziły ją wyzwiska ojca. Czasem od piątej z minutami kurwy i chuje latały u nich jak skowronki. Nawet w wakacje, bo przecież ojciec wakacji nie miał, normalnie pracował i normalnie wstawał do pracy rano.
Pamiętam jak opowiadała mi sceny, które najbardziej zapamiętała z dzieciństwa. Mały pokój, dzielony wspólnie z bratem, prowizoryczna ścianka działowa, a za nią krzyki ojca "ty śmieciuchu! ty kurwo! ty szmato! wypierdalaj do swojej mamuśki, ty parchu zasrany! w jednych gaciach cię wziąłem i tak cię do niej odstawię! jesteś gównem, dnem i zerem, meliniaro ty jedna!". To do jej matki, która nieraz nie pozostawała mu dłużna, ale częściej chyba milczała pokornie, nie chcąc podsycać jego furii, bo wiedziała, że pachnie ona pięścią.
Natalka brała wtedy lalki i odpływała w krainę fantazji, gdzie Ken wchodząc do domu wołał od progu,  jak na amerykańskich filmach, "kochanieeee, wróciłeeeeem", po czym całował Barbie w policzek. A potem się jej pytał jak minął dzień i co na obiad, ale bez "nawet, kurwo, ziemniaków nie potrafisz posolić", tylko tak normalnie. Natalka podczas awantur domowych nie lubiła patrzeć na brata, bo mimo, że milczał, było w nim tyle cierpienia, iż wydawało jej się, że kiedyś nie wytrzyma i mu serce pęknie. Siedział zawsze przy swoim biurku, raz po raz pogłaśniając muzykę, której słuchał na słuchawkach, telepał nerwowo nogą, a po policzku płynęły mu łzy.

Dwie klatki obok mnie mieszkał też Marcin. Był nieco młodszy ode mnie. O rok, może dwa lata. Jego matka, pani Hania, wyszła powtórnie za mąż cztery lata po przedwczesnej śmierci swojego pierwszego męża, ojca Marcina. Z drugim mężem też miała dziecko, małą Iwonkę, która była oczkiem w głowie swojego taty. Do niej pan Jurek był taki jak do nas, czyli czarujący. Często widziałam jak niesie na rękach córeczkę i roześmiany coś tam jej opowiada. Albo wraca z nią na rowerze wieczorem, do domu. Zawsze do nas zagajał- a to dowcipem rzucił, a to komplement powiedział, a to zwyczajnie spytał co słychać.
Gdyby nie to, że moja ówczesna przyjaciółka mieszkała nad nimi pewnie nawet bym nie wiedziała, że ich leje. Panią Hanię i Marcina, znaczy się, bo Iwonki nigdy nie ruszał. Czasem z Agą, moją przyjaciółka, wychodziłyśmy na klatkę schodową nasłuchiwać, czy pani Hania nie woła "ratunku", jak to się nieraz zdarzało. Leciałyśmy wtedy do Agi mamy, która niechętnie wzywała raz na jakiś czas policję, gadając pod nosem, że zanim dojadą, to on ją przekabaci i ona pewnie i tak nic nie zezna.
I tak też było. Znacie to pewnie.
Nieeee, nic takiego, w szafkę się uderzyłam. Siedem razy. Mąż? Mąż to porządny człowiek, do pracy chodzi, mało pije. No jest nerwowy, ale kto panie nie jest? Takie czasy.
Pamiętam, że pewnego dnia, jak byliśmy nastolatkami, postanowiliśmy iść wspólnie na dyskotekę i właśnie zbieraliśmy się pod Agi i Marcina klatką, gdy zobaczyliśmy jego jak zmierza w kierunku domu z jakimiś kolegami. I z bejsbolami przy okazji. Wyminęli nas, weszli do klatki, później kłusem na górę, prosto pod trójkę. Pierwszy raz wtedy słychać było krzyki nie pani Hani. Bo pani Hania od tamtej pory nie krzyczała już nigdy więcej.

Są trzy szkoły.

Jedna mówi, że kobiety są same sobie winne niekończącej się domowej przemocy. Nie, nie chodzi tu, że one faktycznie są dziwkami, czy też faktycznie się do niczego nie nadają.
Chodzi o to, że w takim bagnie całymi latami tkwią. Że kłamią przed tą policją, wzywaną nagminnie przez sąsiadów i tym samym chronią takiego sukinsyna. Że nie odchodzą, a przecież teoretycznie mogłyby odejść.

Druga szkoła mówi o syndromie uzależnienia się od swojego oprawcy. Mówi o relacji kat-ofiara. O tym, że ofiary nie są przypadkowe i że one zostały od małego wychowane do tej roli, choć oczywiście ich rodzice najczęściej tego świadomi nie byli. Mówi o tym, że kobieta całe życie słysząc, że jest dnem, gównem, zerem w końcu zaczyna w to wierzyć. A przecież gówno ma gówniane życie, no nie? Na inne nie zasłużyło, zwłaszcza jak jest "tępe, brzydkie i durne".

Trzecią szkołę reprezentuje KK. I nie chcę odnosić się do opinii kościoła w tej sprawie. Nie ma o czym gadać. Partnerem do rozmów o przemocy domowej nie są dla mnie brzuchaci panowie, którzy w kobietach widzą jedynie dodatki do ich partnerów, służące, tudzież inkubatory. Zresztą wystarczy spojrzeć na rolę kobiet w samym kk i wszystko staje się jasne.

Tak czy siak, wszystkie trzy szkoły zgodnie twierdzą, że dzieci nie są niczemu winne.
Dlatego niezależnie od reprezentowanych przez Was poglądów, mam gorącą nadzieję, że podpisaliście petycję, chociażby dla nich właśnie:
http://www.change.org/p/pos%C5%82owie-i-pos%C5%82anki-sejmu-rp-apel-o-ratyfikacj%C4%99-konwencji-o-zwalczaniu-i-zapobieganiu-przemocy-wobec-kobiet-i-przemocy-domowej?share_id=rlKAjvmBqt&utm_campaign=share_button_action_box&utm_medium=facebook&utm_source=share_petition




57 komentarzy:

  1. Takich dzieci pelno jest na calym swiecie, tyle ze gdzie indziej dziala konwencja o zapobieganiu przemocy w rodzinie, a maltretowane matki i ich dzieci maja mozliwosc przerwania spirali domowej agresji i sa w tym wspierane przez panstwo.
    Dopoki w Polsce o prawie bedzie stanowil kosciol, niewiele sie zmieni, chyba ze na gorsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takich dzieci jest pełno na całym świecie - tylko że te dzieci są tak zastraszone że nic nikomu nie mówią. Maltretowanej matce dopiero wtedy można pomóc jak się zgłosi na policje a większość się nie zgłasza - cierpią w milczeniu - więc nawet ta Twoja konwencja im nie pomoże jak same nie zechcą zakończyć tej gehenny. A ludzie mieszkają obok wiedzą co się dzieje ale rzadko kiedy zgłaszają - znieczulica

      Usuń
    2. O to chodzi, Pantero, brakuje solidnych podstaw prawnych i faktycznie kościół nie ma interesu, aby pomóc ofiarom. Wszak ich kaci najczęściej w niedzielę zalegają w pierwszych ławkach, hojnie dając na ofiarę Czyż nie?

      Usuń
    3. Retro matki mają zgłaszać się same na policję i co dalej? To nie Stany, tu nikt nie dostanie zakazu zbliżania się. Zgłoszą, a później wracają do domu, do skurwysyna.
      Swoją drogą kolega mojego męża jest policjantem. Opowiadał kiedyś, że zgłosiła się do nich dziewczyna po zbiorowym gwałcie. I on się tak z kolegami dziwił, że "tyle seksu miała i się jeszcze przyszła poskarżyc". A jak się przy tym uśmiał...aż mi się rzygać chciało.

      Usuń
    4. Aniu, osobiście byłam świadkiem, dokładnie 7lat temu, jak na komendę przyszła kobieta z dzieckiem na rękach, że ją mąż pobił. Nie dość, że zero intymności, bo ja tam była w swojej sprawie, a o Jej debatowano na korytarzu- to znaczy "miła" pani na wejściu wołała kolegę, do tej pani, co to ją mąż pobił. Ten kolega przyszedł i zanim poszli do osobnego pokoju, to się w ogóle nie pierdoląc i nie patrząc, czy ktoś jest, czy go nie ma, zapytał co przeskrobała. Czujesz to? Bo ja do dziś jak sobie to przypomnę, to mną telepie, a wzroku i zażenowania tamtej kobiety nie zapomnę do końca życia.

      Usuń
    5. Marta,
      W glowie sie to nie miesci. Kiedys w poprzednim zyciu mialam podobna sytuacje, oprawca byl milicjant, na komendzie brali moja matke za wariatke, ktora sama sobie oczy podbija.

      Usuń
    6. Anna Maria P. Jakoś nie zauważyłam, żeby w sejmie siedzieli księża, rządzi wychwalana wszem i obec koalicja po psl. Pozdrawiam jupikjupik

      Usuń
  2. Popieram w 100%. Niestety konwencja to tylko papier. Podpisana czy nie - wsrod politykow i urzednikow musi powstac wola, zeby zmienic to co sie teraz dzieje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Korespondentko, myślę, że konwencja to krok w dobrym kierunku. To twarde podstawy prawne dające pole manewru do działań odpowiednim władzom.

      Usuń
  3. Smutne miały dzieciństwo dzieci z Twojego podwórka. Niestety, dzisiaj takich podwórek tez jest wiele, tylko dzieci spędzają na nich mniej czasu grając w kalsy, czy skacząc "w linkę" z innymi dzieciakami; za to więcej przesiadują w domu, gdzie świadkami ich cierpień i upokorzeń pozostają tylko głuche ściany. I nawet nie mogą sie wyżalić koleżance, jak Twoi ówcześni rówieśnicy. Mamy Niebieską Linię, Niebieską Kartę i pewnie jeszcze szereg podobnych inicjatyw, ale - dopóki nie będzie skutecznych narzędzi izolacji takiego "rodzicielskiego" bydła (a u nas zwsze będzie problem: gdzie? i skąd na to pieniądze?) - dopóty będą cierpieć dzieci, żony, a czasem mężowie (też przecież bywają ofiarami domowej przemocy).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnesk, ja nie opisałam połowy naszych historii nawet. W trakcie pisania tego tekstu doszłam do wniosku, że na palcach jednej ręki potrafię policzyć te osoby, które miały zwykły, normalny dom, bez agresji. I masz rację, smutne to było dzieciństwo, choć my tak naprawdę długo nie zdawaliśmy sobie nawet z tego sprawy.
      Poza tym, co do reszty Twojej wypowiedzi- zgadzam się całkowicie.

      Usuń
  4. Otóż to. Nie pomożemy dzieciom, jeśli najpierw nie pomożemy Ich mamom. Kobiety muszą wierzyć i mieć realny dowód na to, że po odejściu od takiego despoty, czy po zgłoszeniu tego, co dzieje się pod Ich dachem, nie zostaną pozostawione same sobie. One muszą wiedzieć, że mają dokąd pójść, że pomoże się Im znaleźć pracę, że ktoś, kto Je katował nie skończy jedynie z wyrokiem w zawieszeniu itd. Problem tego, dlaczego kobiety trwają u boku swoich oprawców jest o wiele bardziej złożony, niż to się może wydawać nam, siedzącym teraz z kawką przed laptopem. I bez względu na to, w imię której szkoły dają się tłuc, poniewierać i besztać z błotem, to zawsze jest to tragedia, której powinniśmy się sprzeciwiać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic dodać, nic ująć. Jak zawsze w samo sedno, Marto.

      Usuń
  5. Aniu, pierwszy raz od czasu kiedy piszesz bloga poplakalam sie przy czytaniu.
    I nie ze smiechu, bo wczesniej sie tak zdarzalo, ale z bolu i bezsilnosci.
    Taka konwencja jest potrzebna, bez wzgledu na to czy i ile kobiet z nich skorzysta, ale ona po prostu musi byc ustanowiona.
    Poki jej nie ma to kobiety sa zupelnie bezbronne, zupelnie pozsotawione same sobie i lasce psycholow.
    Do tego wmawia im sie, ze niosa krzyz... serce peka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Star, malo tego, ze ten krzyz niosa, ale jak to przed Bogiem slubowalas do konca zycia masz sie meczyc.

      Usuń
    2. Właśnie to samo pomyślałam- że chyba nawet nie ten krzyż jest tu najbardziej rażący, ale to, że to MĄŻ, że przed Bogiem itd... I tak bardzo boli, że żadna z tych kobiet nie pomyśli, że ten skurwiel też ślubował... Przed tym samym Bogiem.

      Usuń
    3. Marta, dokladnie tak, jakos ta przysiega tylko kobiet dotyczy.

      Usuń
    4. Star, dużo można by w tym miejscu napisać, ale nie trzeba, bo Ty wiesz...

      Usuń
  6. Tak pomyślałam że jednak jest u nas jakaś pomoc - są Domy dla samotnych matek,kobiet w ciąży i kobiet maltretowanych - mogą tam mieszkać dopóki nie znajdą pracy i nie wyjdą na prostą - mają do dyspozycji Pomoc Społeczną , psychologa , mozna złożyć podanie o mieszkanie socjalne.Podać męża o alimenty - tylko trzeba się odważyć bo szkoda dzieci

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Retro, fajnie, ze to wszystko jest, a jak jest z Akceptacja Spoleczna, bo wiesz sama Pomoc spoleczna bez akceptacji to tak... ciut za malo.
      Ona jest chyba bardzo potrzebna do tej odwagi, kobiety maltretowane przez mezow boja sie byc dodatkowo wytykane palcami... glownie z ambon.
      Mimo wszystko jestem za ustawa, bo ta cala reszta bez ustawy to moze byc roznie rozpatrywana w zaleznosci od terenu w sensie wojewodztwa, od statusu maltretowanej, od humoru urzednika Pomocy Spolecznej, ze jeszcze wspomne rowniez od znajomosci i statusu tego ktory piescia rodzine czestuje.

      Usuń
    2. Takie domy głównie są przy kościele a prowadzą je siostry zakonne - nie z każdej ambony wytykają palcami. Nie jednej kobiecie taki dom pomógł - z ciekawości weszłam na forum . Babki piszą że to była dla nich szansa bo miały dach nad głową i jedzenie - pomoc psychologa,lekarza,prawnika. Wiadomo że takich kobiet jest więcej niż tych domów i nie każda się dostanie ale próbować trzeba - jak nie masz nikogo, rodzina się wypnie to taki dom jest dobrym miejscem na przetrwanie.Niektóre kobiety piszą że jak były w takim domu - znalazły pracę , teraz wynajmują mieszkanie i zaczęły nowe życie - może to nie jest dużo ale zawsze coś jak się nie ma gdzie iść

      Usuń
    3. To dobrze, ze tak jest, naprawde i wiem, ze kazda pomoc jest cenna i wazna, ale odgorna ustawa jest niemniej wazna i potrzebna.
      To musi byc PRAWO kraju a nie tylko dobra wola jednostek czy przykoscielnych domow.

      Usuń
    4. Co do akceptacji społecznej... Mnie się wydaje, że jeszcze długo nie wyjdziemy z tej matni pt. co ludzie powiedzą. Oczywiście to się zmienia- zwłaszcza w miastach, ale na wsiach i małych mieścinkach- czas się chyba w tej kwestii zatrzymał. Zresztą, co tu pisać o obcych ludziach- ile jest takich przypadków, że najbliższa rodzina/ znajomi którzy generalnie wiedzą o problemie, potem pytają zdziwieni: Ale naprawdę było AŻ TAK źle? Albo te dobry rady, żeby dać jeszcze jedną szansę (na co? żeby w końcu zatłukł na śmierć?!)... Nie może być zgody na przemoc i trzeba głośno o tym mówić.

      Usuń
  7. Odwaga potrzebna i to duza. Bo kobieta zazwyczaj plochliwa. Pamietam jak siostra zawsze mowila ze ona niw bedzie z facetem takim jak ojciec , ktory pil bil budzil w nocy i boruty robil. Mama nie chciala sie rozejsc rozwieść. Chyba dlateog ze nie wypada badz sie bala.
    Ale siostra ma meza co pije i awantury robi. Koniec koncow ojciec brunet a jej maz blondyn wiec jest inny. Ale robi to samo.
    na szczescie moj maz yo brunet z tych co picie dla niego bo kara jakas. A jak coś to mamy pogadac i od raxu zalatwiamy konflikt. Kobieta musi miec jaja zeby sie odwazyc i nie patrzec na opinie innych.

    Ps.ciesze sie ze pisesz o takich sprawa bo ogolnie jest to cichy temat ja nawet kolezankom nic niw mowilam a pierwsza osoba ktorej powiedzialam to byl wasnie moj maz(wtefy chlopak).
    Ale naprawde jestem nawet za tym aby dzievi ktore maja takie problemy w fomu powinny dostac wsparcie od rzadu. Np.oddzielic je od oprawvy tak jak to jest w stanach chyba ze zabierane sa dzievi fo domow Astepczych poki rodzice nie uporaja sobie z problemami i to przymusowo. W niemczevh tez ten program jest w PL jakos nie zauwazylam tego.
    Buziaki Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak sobie myślę, Ewo, że tyle się mówi o pladze dzisiejszych czasów- o rozwodach, ale dla mnie przekleństwem minionych czasów był brak rozwodów właśnie. Ile kobiet wychodziło wcześnie za mąż, a później niosły całe życie ten "krzyż", bo tak trzeba, bo co ludzie powiedzą albo najlepszy argument- "ze względu na dzieci- żeby miały pełną rodzinę". Nic to, że patologiczną. Ale pełną właśnie.
      Również uważam, że pierwszym krokiem powinno być oddzielenie ofiary od jej kata.
      buziaki

      Usuń
    2. Wiesz co ja mam normalnie w domu , ktory tworze z moim ale moja siostra wpierniczyla sie bo inaczej tego nie nazwe w to samo gowno co bylo w domu. Jest to przykre bo urodzila juz 2dziecko wczesniak schorowane. Zamiast zwinac manatki wczesniej jak miala okazje. Teraz sie nie odwazy i to mniw boli ja juz nawet jej nic nie mowie na ten temat bo sil mi brak jak go broni i bagatelizuje.
      najgorsze jest to ze tuz po ich slubie spotkalismy sie na swieta i on cos jej powiedzial w towarzystwie obrazliwego i to mocno nilt nic nie powiedzial. Mnie nie bylo w pokoju akurat, ale moj chlop jak mi to potem poqtorzyl to normalnie myslalm ze padne. A na slubie to dupek w dekolt mi sie gapil. No normalnie bylam wsciekla ze za takieho wychodzi, choc wczesniej jej mowilam zeby z nim nie byla bo to cham i prostak. Ale ta swoje. I masz babo placek. Niestety nieraz powinnysmy sie kogos posluchac z boku i byc czujne na to jak sie zavhpwujr w stosunku do nas w yowarzystwie i pomyslec czy nie bedzie taki jak moj ojciec. Niestetu alr zapominamy o tym bo sie boimy ze nie wyjdxiemy za maz i bedziemy starymi pannami. Ja mezatka nie jedtem choc tyyuuje swojego chlopa maz bo tak wygodniej mi.
      Wlasnie stara panna tego sie boimy przed slubem. A potem no coz jak to wyglada rozwod?
      buziaki kochanie

      Usuń
  8. Podpisuję się obiema rękami i nogami też jak będzie trzeba. Sama byłam ofiarą przemocy, choć broniłam się przed tym faktem dłuuuugo. Bo przecież w małżeństwie gwałt nie istnieje, bo żona ma dawać kiedy mąż ma ochotę. A w pysk to przecież tylko tak lekko, bo jakby mocniej chciał toby nos przecież złamał albo zęby wybił, to wtedy dopiero by była przemoc! A dziecko samo spadło z łóżka i sobie nos rozwaliło uciekając przed rozwścieczoną pięścią tatusia, on przecież tylko tak machnął ręką. Chronić trzeba przede wszystkim kobiety, żeby miały siłę i odwagę przeciwstawić się psycholom, żeby wiedział że więcej nie uderzy. Żeby dziecko nie patrzyło jak matka chowa się w kącie bo boi się stanąć w jego obronie. Słyszę takie matki - nie powiem nic bo dziecko mi zabiorą. Nie. Kobieta ma mieć świadomość że to nie dziecko trzeba zabrać, to psychola trzeba odseparować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwona, takie kobiety jak Ty powinny być dla innych inspiracją, że można żyć inaczej. Gratuluję Ci jaj, bo masz jaja i to nie ulega wątpliwości.
      pozdrawiam Cię serdecznie

      Usuń
  9. Ehhh Nietypowa tez to znam z autopsji:((,I tez przed sadem bylo ,ja nie bilem swojej zony tylko ja popychalem I poszturchiwalem,tylko ja bylam na tyle silna ,ze w pore zabralam dziecko I w dluga.Mysle ,ze duzo kobiet nie ma tez wsparcia w najblizszej rodzinie.Ehhh smutne to.Dorusia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki Dorusia za te slowa.
      Mnie sie ludzie dziwia, ze odeszlam z 4 miesiecznym dzieckiem i nawet sie o mieszkanie nie sadzilam, a ja odeszlam po pierwszej awanturze, zanim jeszcze zdazyl reke podniesc, bo wiedzialam, ze przy nastepnej podniesie, widzialam to w jego oczach, slyszalam to miedzy wykrzykiwanymi slowami.
      Odeszlam zanim zrobil wode z mojego mozgu a dziecko im mniejesze tym mniej pamieta i przezywa.
      To byla jedna z najleszych decyzji jakie w zyciu podjelam.

      Usuń
    2. Stardust to gratuluje odwagi:)))Ja sie meczylam 4 lata,ale potem znalazlam Milosc mojego zycia ,I jestesmy juz razem 23 lata.Niestety w czasie rowodu ,duzo znajomych sie odemnie odwrocilo,ale wiesz gdzie to mialam???Mam nadzieje ,ze tez jestes szczesliwa teraz :))Dorusia

      Usuń
    3. Czytam Was tak i sobie myślę, że jesteście wielkie. Mądre, silne i wspaniałe. Niezwykle szanuję kobiety, które odeszły choć często nie miały tak naprawdę dokąd, ale to nie stało im na przeszkodzie, aby ratować siebie i swoje dzieci. Podziwiam Was.

      Usuń
    4. Nietypowa ja nie mialam dokad isc,a zostalam na ulicy z 4 letnim dzieckiem o 11,30 w nocy ,bez grosza przy duszy ,sorry mialam w kieszeni jeden zeton do telefonu,i chyba nie musze pisac o sincach tu I uwdzie.Tekst ,ze nie mam dokad isc do mnie nie trafia,bo o ile same kobiety godza sie na takie traktowanie,to jako Matka nie zrozumiem,ze czesc kobiet nie broni swoich dzieci pozwalajac im dorastac w takich domach.Dorusia

      Usuń
    5. W punkt, Dorusiu. Zawsze rozmawiając z kobietą, która jest ofiarą przemocy domowej a przy okazji matką, pytam co z dzieckiem?
      Obowiązkiem rodziców jest chronić dzieci.

      Usuń
  10. To już jest za póżno,żałuję i to cholernie ,że nic nie zrobiłam i z takim bydlakiem-psychicznym oprawca żylam i żyję nadal!Popłakałam się czytając i Natalce i jej bracie ,to wypisz wymaluj mój dom!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie jest za póżno - działaj - zrób to dla siebie i dla dzieci :)

      Usuń
    2. Bardzo, bardzo mi przykro, ale tez chce powiedziec, ze nigdy nie jest za pozno. Tylko poszukaj w sobie odwagi, tak jak napisalas te kilka slow, to tez wymagalo odwagi, tak samo znajdz odwage aby sie bronic. Szukaj pomocy dla siebie i dla dzieci, jestescie tego WARCI. Nikt nie zasluguje na to zeby ktos inny sie na nim wyzywal.
      Prosze, nie wstydz sie prosic o pomoc, nie wstydz sie glosno przyznac, ze potrzebujesz pomocy dla siebie i dzieci.
      Na pewno znajdzie sie ktos kto pomoze, wskaze droge tylko zapytaj.

      Usuń
    3. Dokładnie jak pisze Retro- nigdy nie jest za późno.

      Usuń
    4. Najwiecej pomocy uzyskasz od obcych ludzi. Jedli sie boisz ze u rodxiny cie znajdzie.pomoc moga ludzie z internetu badz bardzo starzy znajomi. Przechowaja Cie pare dni poki nic nie znajdziesz. Miejsca czy cos. Zacznij od szukania pravy w innym miescie tam gdzie znajomi starzy sa. Kieruj sie ta dewoza bo szkoda dzieci i Ciebie. Pamietaj odwaga to podstawa.

      Usuń
  11. (nie)typowa - koszmarne sytuacje opisujesz - dla mnie trudne nawet do wyobrzenia. Przemoc w każdym wydaniu jest do piętnowania. Petycje w sprawie konwencji podpisałem, ale jednoczescie troszkę zaczalem zglebiac temat. Bo niby czemu taka konwencja ma wzbudzac jakiekolwiek wątpliwości co do do jej ratyfikacji. To ze Czarnowidmowa Mafijna Armia się dopatrzyla czegos zlego to mnie wcale nie zdziwilo. No, ale dotarlem do samej KONWECJI O ZAPOBIEGANIU I ZWALCZANIU PRZEMOCY WOBEC KOBIET I PRZEMOCY DOMOWEJ (polskie oficjalne tłumaczenie):
    http://amnesty.org.pl/uploads/media/konwencja_przemoc_wobec_kobiet.pdf.
    Prawde mowiac - trochę zgluplem. Bo jeśli mówimy o dyskryminacji, przemocy, to chociaż te zjawiska rzeczywiście dotycza w glownej mierze KOBIET (tu absolutnie rozumiem podkreslenie KOBIETY), to po chuja wafla wprowadza się akurat do tej konwecji pojecie "plci spoleczno-kulturowej", czemu art. 8 wlasnie uwglednia to pojecie i staje się jakas dziwna, karkolomna konstrukcja, nie kumam czemu znow jest odniesienie do pojęcia plci spoleczno-kulturowej w art. 18 .p.3 podpukt 1.
    Nie zglebilem calosci tekstu, ale do diaska, jak chce się uwzgledniac w konwencji więcej niż kobiety, to czemu nie uzyto pojec: ofiara, dzieko, człowiek?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po co to pojęcie? Jest zgodne z duchem czasu. Płeć społeczno-kulturowa już nie jest tabu. I tyle

      Usuń
  12. ech... no i się poryczałam... serce mi pęka, jak widzę te dzieci... najpierw cierpią, później skorupa na nich twardnieje, często kończą jak ich rodzice... i koło się zamyka... najgorsze jest, że niewiele da się zrobić..., bo w Polsce jest przyzwolenie na bicie dzieci...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inanna, te twardy skorupy to taki mit. Taki pic na wodę. Na potrzeby obrony przed światem. Każde DDD ma swoje demony tuż pod skórą. Czasem do końca życia, w najlepszym wypadku do porządnej psychoterapii. I tak jak piszesz- niewiele da się zrobić, póki mentalność ludzi się nie zmieni, póki państwo faktycznie nie wyciągnie do takich dzieci ręki.

      Usuń
  13. Ustawa musi być - bo w życiu nei mozna liczyć na dobre serce ludzi, w życiu nie można gdybać, a może ktoś pomoże, bo France pomogli. W życiu potrzebne wsparcie prawa, bo prawo to fundament społeczeństwa, dobrymi chęciami to można - wiadomo co. Dlatego państwo musi obywatelowi to zagwarantować, żeby miał się na czym wesprzeć na początek. PETYCJA PODPISANA:)
    Jak już sie załatwi sprawę sprawną, wtedy można zakasać rekawy i prostowac społeczeństwo, a zdoświadczenia wiem, że się da, ale muszą być zasady a nie wolnoamerykanka. Przykłądowo u mnie w pracy odgórnie jest ustalone, że nie można dyskutować ani nagabywać na tematy religijne - każda religia jest równa i każda jest ważna i tak też się dzieje - pełna tolerancja i nie dlatego, że niby Szkoci to taki tolerancyjny kraj, a dlatego że zostakli tego nauczeni przez państwo.
    Co do nacisku społecznego w Polsce, to niestety jest to największy wróg polskich kobiet.....gorszego przeciwnika nie można sobie wyobrazić. DO dzis pamiętam słowa mojej znajomej, która tłumaczyła mi (a może sobie) powód dla którego nie może odejsć od męża - znajomych mamy wspolnych, zostanę sama po rozwodzie, jak pójść na imieniny, co robić w święta? Przecież ja nawet lodówki nie mam swojej, ja wyjścia nie mam. Nie wiem dlaczego , ale ta lodówka do dziś mi siedzi w głowie, bo strach przez odrzuceniem społeczeństwa kobiety po rozwodzie wyolbrzymia takie rzeczy jak kupno małej lodóweczki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, Sznupciu, u Was nie można rozmawiać w pracy na tematy religijne, a u nas jak matematyczka zdjęła powieszony w pokoju nauczycielskim krzyż i odłożyła go na półkę- oskarżona ją o kradzież http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,16763026,Zdjela_krzyz_w_pokoju_nauczycielskim__Oskarzono_ja.html
      A później jak piszę, że Polska to ciemnogród z nielicznymi myślącymi wyjątkami, to się larum podnosi.
      Stereotypy dotyczące roli i wizerunku kobiet w Polsce są niestety nadal tak samo głęboko zakorzenione, jak bicie dzieci, o czym pisała Inanna. I tak jak piszesz- najpierw trzeba ugruntować pozycję prawną, a później można zmieniać społeczeństwo- jak nie po dobroci, to sankcjami karnymi.

      Usuń
  14. sprawę sprawną .....hehehehe....miałam na myśli sprawę prawną..;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Sznupcia - mam mieszane uczucia co do "nacisku społecznego". Bo wydaje mi się, ze on rzeczywiście ma miejsce w małych społecznościach, glownie na wsi. Tak się sklada, ze ja od urodzenia zyje w dużym miescie i mam gleboko w dupie nacisk społeczny - kurna - niechby kto mnie sprobowal nacisnąć.
    A co do zasad w kwestiach religijnych to akurat bym baaardzo chcial, żeby powstala i była rygorystycznie stosowana zasada niewychodzenia religii katolickiej poza obreb kościoła (budynku), no i poza prywatne mieszkania. Kiedys byłem bardziej tolerancyjny, ale już mam dość atakowania jedynie słusznymi tezami swiatopogladowymi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mariusz, ale Ty masz jaja, jesteś szczęśliwym człowiekiem i znasz swoją wartość. To raz. A dwa, to fakt, że dużo osób migruje do miast no skąd? Ze wsi, toteż i obyczaje się przenoszą. Tak i strach przed obgadywaniem, jak i obgadywanie właśnie. Choć nie byłabym pewna, czy to kwestia pochodzenia, czy raczej wredna ludzka natura. W mieście mało "miastowych" mend?

      Usuń
  16. Podpisałam, chociaż tyle mogłam zrobić. Nikt nie chce się wtrącać. Sama kilkakrotnie wzywałam policję do sąsiadów słysząc płacz dzieci i dramatyczne krzyki ich matki. Awantury odbywały się po 22 godzinie. Wtedy policja nie może wtargnąć a gospodarz nie miał ochoty otwierać. Tylko ja miałam nieprzyjemności i rozmowy z policjantami. Sąsiadka chodziła w ciemnych okularach i nie kłaniała się już. Dziwnie się czułam. Wyprowadziłam się i nie wiem co dalej.
    Aniu, tekst wstrząsający i bardzo prawdziwy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że podpisałaś Joasiu.
      To co opisałaś jest takie przykre. Żal mi tej kobiety, ale przede wszystkim żal mi jej dziecka.

      Usuń
  17. Jeszcze u Ciebie nie komentowałam chociaż podczytuje od dawna.. Konwencję podpisałam i wiem dlaczego. Mariusz Nikodemski podnosi konstrukcje słowna i nacisk społeczny.Musi być nacisk na społeczeństwo by zapobiegać rodzenia się patologii własnie i frustratów.Ale też muszą być solidne podstawy prawne.
    Mam już swoje lata i swoje przeżyłam. Sama byłam mężatka 4 lata. Mąż w końcowej fazie naszego związku nie pracował (wczesne lata 70-te) i bił. Z zimna krwia odałąm sprawę do sądu o znęcanie sie nad rodziną Dostał 1,5 roku w zawiasach na 3 lata. . Wrócił do domu i zrobił mi taką rżniątke,że byłam cała sina. Poleciałam na policje i do sądu z obdukcją i natychmiast wyrok mu odwiesili. Poszedł siedzieć.
    Dokonałam cudu jak na tamte lata, zameldowałam go u jego ojca i wymeldowałam z naszego mieszkania. To był cud i do dziś nie wiem jak to zrobiłam . I kto mi poszedł na rękę.Miałam też najtańszy rozwód w Polsce bez adwokatów - jeszcze siedział jak się rozwiedliśmy.Inna sprawa ,że więzienie ode mnie chciało zapłaty za przewóz do sądu na rozprawę(sic) Nie jestem z siebie dumna szczególnie bo jednak był to ojciec mojego dziecka a ja mu namotałam w kartotekach. Ale z drugiej strony - czy na pewno? Już nigdy potem nikt na mnie ręki nie podniósł.. Rena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja jestem z Ciebie dumna, Rena. I to bardzo. Pozdrawiam Cię serdecznie i dziękuję, że zechciałaś opowiedzieć swoją historię.

      Usuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...