piątek, 3 października 2014

Misja Emigracja. Część druga...czyli 1/5 planu za nami, o powodach emigracji oraz (nie)typowa poleca!

Gdy przeszło dwa tygodnie temu Maciek bukował bilet, wydawał mi się to tak odległy termin jak tolerancja dla Jarosława Kaczyńskiego. Byłam podekscytowana jak Beata Kempa, gdy ktoś mówi o gender i wierzyłam, że właśnie tworzy historię, jak Antoni Macierewicz, za każdym razem, gdy ktoś pozwoli mu dojść do głosu.
Na pytanie Maćka co ja zrobię, jak już on wyjedzie, niezmiennie przedstawiałam każdorazowo inną opcję tańca. Zazwyczaj był to klasyczny kankan, ale czasem, jak mnie poniosło, wspinałam się na szczyt finezji i układałam własną choreografię, która mniej więcej szła jakoś tak



Aż cztery dni temu kapnęłam się, że to już jutro. I od razu dostałam anginy. Tak mi się wydaje w każdym razie, bo taka dziwna gula urosła mi w gardle. Gdy pomagałam mu się pakować doszły inne, klasyczne objawy przeziębienia, jak katar i łzawienie oczu.
Na drugi dzień, gdy poślizgnęłam się na jego skarpetkach, które wychyliły się spod fotela, bo nie mogły już znieść nagromadzonego tam smrodu, zamiast kopiąc odprowadzić prosto do pralki wzięłam je do rąk (bez rękawic ochronnych!) i chlipiąc wyniosłam skarpetusie w kierunku Frani.
No może Siemensa.
Wszystko jedno.
W każdym razie musiałam mieć gorączkę. Na szczęście nie na tyle wysoką, aby nie opanować chęci przytulenia się do nich. Choć przyznaję- było blisko. Jednak na szczęście zapach zrobił swoje.
A przedwczoraj to chyba miałam już ponad 40 stopni, bo nawet się nie zorientowałam, że nie swoje rzeczy ubrałam i tak całą noc przeleżałam w jego koszuli i kalesonach, bo jeszcze u mnie nie grzali, słuchając na przemian Lady Pank (Zawsze tam gdzie ty) i Edyty Bartosiewicz (Ostatni).
A nie, sorry, był jeszcze Myslovitz (Długość dźwięku samotności).

Wczoraj wcale nie było lepiej.
Nawet mi się nie chciało nóg depilować. W sumie po co? Mnie tam włosy pod spodniami nie przeszkadzają, męża nie ma, a Vin Diesel nadal nie odpisuje.
Żeby nieco odciągnąć myśli od Maćka postanowiłam pobawić się z dziećmi.
Jota w jotę jak pan na obrazku


A wieczorem przyszli zaniepokojeni znajomi. Spytali czy im się tylko wydaje, że chodzę w Maćka ciuchach, czy raptem zaczął mnie stylizować Jacyków. I po standardowych uprzejmościach w stylu schudłaś? (za cholerę), zmieniłaś kolor włosów? (od 30 lat ten sam) i równie standardowych prośbach -tak, poproszę, tylko z lodem, ale bez coli-  przeszliśmy do dalszej części naszych spotkań towarzyskich, czyli do rozmów o wyższości rycerzy Jedi nad ciemną stroną Mocy. I naprawdę nie mam pojęcia jak to się dzieje, że niezależnie od czego zaczniemy, to i tak każdy temat sprowadza się do polityki.
Być może niepotrzebnie powiedziałam, że uważam, iż popieram teorię, że Zakon Jedi wywodzi się z planety Tython, a nasz były premier jest chyżym rujem... albo jakoś tak, nie pamiętam dokładnie. Na co usłyszałam, że owszem, że jest też kłamanym zutasem (czy jakoś tak), ale co mnie to właściwie obchodzi, bo przecież ja i tak wyjeżdżam, miast kraj ratować i że w ogóle to ciulowa ze mnie patriotka.
Czyli mnie się stał afront towarzyski na nutę patriotyczną.
Auuuua!
Ojojoj!
Ajajajaj!
Biedna ja.

Podumawszy chwilę, kręcąc wąsa (tak, też nie depiluję) i pykając fajkę,  przytaknęłam z pokorą, bo w dzisiejszych czasach gdzie prawdziwi patrioci flagę mają nawet przy breloczku, ja i moje poglądy dość wyraźnie odstajemy. Tak na pierwszy rzut oka przynajmniej.
Ale czy na pewno?
Bo tak naprawdę nie sądzę.
Myślę po prostu, że w pewnych kwestiach jesteśmy jednogłośni, ale nie każdy ma jaja powiedzieć na głos, że nasza Matka Ojczyzna jest matką patologiczną.
W stanie, w jakim teraz jest- jest krajem bez przyszłości
Jest jak Robin Hood, któremu się pojebało- wzbogaca cwanych bogaczy z odpowiednimi plecami, a okrada maluczkich i biednych.

I proszę, niech nikt nie waży się napisać, że nasi przodkowie za ojczyznę ginęli, a ja teraz takie bezeceństwa piszę. Bo nie wiem jak Wasi, ale myślę, że moi przodkowie, gdyby wiedzieli, że na starość ich następne pokolenia, tudzież oni sami za tą przelaną krew będą ledwo wiązać koniec z końcem, to pewnie ze trzy razy by się zastanowili, czy aby na pewno było warto.
No chyba, że Wasi ojcowie/dziadkowie, wzorem niemieckich emerytów w kreszowych dresach, świat zwiedzają.
Ja tam nie wiem, możliwe, że u Was inaczej.
Za to moja babcia to po dwóch wylewach nie ma nawet zapewnionej bezpłatnej porządnej rehabilitacji. Ani opiekunki. Ani w ogóle ni chuja wafla nic. A całe życie dla tej Matki Ojczyzny pracowała. Legalnie odprowadzając podatki, rzecz jasna. I społecznie także, bo takie czasy były, że ktoś po wojnie musiał ukochany kraj odbudować.
Własnymi rękami.
W tym tą jedną, którą ma teraz niesprawną.
Może trzy miesiące w oczekiwaniu na wizytę u neurologa to jednak za długo?  A może i tak miała szczęście, bo moja mama czekała tych miesięcy sześć.

A jak już padło "legalna praca" i jesteśmy przy mojej rodzinie, to opowiem Wam o moim ojcu.
Tata poszedł do pracy mając lat siedemnaście. Sytuacja życiowa go zmusiła.
Wiadomo, że w tym wieku nie wykłada się na uniwersytecie, chyba że są to kafelki więc nietrudno też zgadnąć, że od siedemnastego roku życia parał się pracą fizyczną. Ciężką pracą fizyczną, dodam.
Dziś ma 61 lat.  Czterdzieści cztery lata przepracował albo na czarno, albo na śmieciówkach.
Gdzieś tam w międzyczasie poczuł, że ma dość, że tak dłużej być nie może. Poszedł do pracodawcy i zażądał umowy zgodnej z prawdą.
I nie zgadniecie co się stało?!
Nagle okazało się, że redukcja etatów będzie.
I nie zgadniecie kogo jako pierwszego ...i jedynego obejmie?!
Nigdy więcej ojciec w sprawie umów się nie odezwał. Dziękował losowi, że ma robotę, bo gdy skończył 50 lat zaczął być na polskim rynku pracy niesamowicie mało atrakcyjnym pracownikiem. Chłop jak tur, a traktowany przez potencjalnych pracodawców jak trędowaty. Nic tylko z gromnicą się położyć i na śmierć czekać, bo to już TEN WIEK, gdzie gdy nie aplikujesz na stanowisko prezesa NBP, to patrzą na ciebie z wyraźnym politowaniem. Zwłaszcza jak jesteś, nie daj Bóbr, w pełni sprawny. Żadnej renty, ani takich tam...
I w sumie ojciec może i by się położył i tak leżał, ale przecież w gruncie rzeczy nie mógł, bo musi Polskę ratować, gdyż jedyne co nasi mądrzy posłowie wymyślili dla ratowania kraju, to przedłużenie wieku emerytalnego.
Po czym spakowali do portfeli swoje kilkudziesięciotysięczne diety, skrzyknęli chłopców z BORu, no i prywatnego szofera, wsiedli do swoich służbowych limuzyn i odjechali na pochlej-party z naszych podatków, gdzieś u Sowy. Oczywiście za frajer odjechali, bo za wachę też nie płacą.
A mój ojciec został.
I planuje.
Jak będzie trzymał ten migomat z balkonikiem, gdyby im do głowy przyszło dalej Polskę ratować i reformę jeszcze nieco przedłużyć.
Choć ja wiem, że w głębi ducha nie może się doczekać tej emerytury.
W końcu odżyje.
W końcu sobie poszaleje.
Ma ją już nawet wyliczoną. Po zrobieniu opłat i kupnie podstawowych leków zostanie mu na życie niemal  całe 200 zł.
I tak sobie myślę, że co by nie mówić o moim ojcu, jednego nie można mu zarzucić- całe życie był człowiekiem do bólu uczciwym. I  jedyne czego tą swoją uczciwą pracą się dorobił w tym kraju, to garba.

I w tym momencie ktoś powie, że trzeba było się kształcić.
Nie trzeba by do ciężkiej pracy fizycznej popierdzielać co rano.
I tu się zgodzę.
Przecież McDonaldy są pełne wykształconych ludzi, a robienie frytek nie może być takie trudne jak spawanie.
Jest jeszcze kwestia płacy.
Weźmy takiego Maćka. Taksówkarza do tej pory. Na własne życzenie. Bo przecież mógł zgodnie z wykształceniem pracować jako pedagog resocjalizacyjny, w jakimś ośrodku z trudną młodzieżą, dajmy na to. Kiedyś nawet był na rozmowie w sprawie pracy w takim przybytku. Obiecali mu prawie tysiąc trzysta złotych. Na rękę! A on odmówił, coś tam tłumacząc ,że mieszkanie same wynajmujemy za 1600 zł. Niewielkie, dwupokojowe.

Jest też kwestia predyspozycji genetycznych.
No tu to akurat trzeba mieć szczęście.
I już nawet nie chodzi o to, że co druga znana persona w Polsce ma "zawód- syn", czy "zawód- córka".  A raczej o to, że jak się (nie daj Bóbr) urodzisz z takim samym żołądkiem jak jeden, czy drugi pan poseł, a jesteś powiedzmy nauczycielem w przeciętnej podstawówce i twoje dzieci, tak samo jak jego, będą butów nowych na zimę potrzebowały, to masz delikatnie mówiąc przejebane.
Że też ta nasza Matka Natura jest taką durną pipą i nie tworzy ludzi tak, że w zależności od zawodu jednemu wystarczą do szczęścia ziemniaki z jakiem i cebulą, a drugiemu krwiste steki popijane czerwonym winem, koniecznie z dobrze wyczuwalnymi garbnikami.
No cóż, w sumie Matka Natura dała dupy, ale rządzący od lat taki boski podział tworzą z powodzeniem. Prezes, dyrektor- to jest ktoś. To jest gość.
A pani sprzątaczka, ja się pytam?
Dlaczego w Polsce umniejsza się zasługi ludzi na niższych stanowiskach? Skąd się bierze tytułomania? Skąd tyle buractwa w traktowaniu przeciętnego "fizola"? Skąd w ludziach tyle pychy i arogancji?
Chyba nigdy tego nie zrozumiem. Gdy kogoś poznaję uważnie słucham, jak mówi o innych ludziach, zwłaszcza mu podwładnych. A później obserwuję, jak faktycznie ich traktuje. Nie ma lepszego sprawdzianu na poznanie prawdziwej klasy człowieka. Szkoda, że nie uczą tego na tych wszystkich prywatnych uniwersytetach im. Bolka i Lolka, które rok rocznie wypuszczają schamiałych ćwierćinteligentów, tyle że co najmniej z licencjatem.

O!  Kwestie mieszkań też są w tym kraju dość zabawne, więc pozwólcie, że poruszę.
I tak może od razu spytam wprost.
Kogo stać na mieszkanie za 300 tysięcy?
Tak od ręki. Tak na start. W wieku lat powiedzmy 25. Panią ekspedientkę z mięsnego?
A jeśli jej nie stać, to gdzie ma kobieta mieszkać?
Kredyt ma wziąć?
A kto jej da kredyt, jak jego rata będzie przekraczała jej miesięczne zarobki?
I znowu sobie prywatą pojadę, pozwólcie...
Nad mieszkaniem moich rodziców, w Gdańsku Wrzeszczu, przez kilkanaście lat stał pustostan. Gdy dorosłam i założyłam własną rodzinę postanowiłam się tematem bliżej zainteresować, zwłaszcza, że warunki były sprzyjające, gdyż w kilku bankach odmówiono nam kredytu mieszkaniowego (kto wie, jak patrzy się w banku na taksówkarzy, ten wie).  Napisałam więc do prezydenta Gdańska, Pawła Adamowicza, w tej sprawie. Głucha cisza. Ok, pan prezydent zajęty. Idzie to zrozumieć.
Jednakże z braku odpowiedzi drogą listową, postanowiłam umówić się z nim na spotkanie.
Niedługi czas potem zostałam zaproszona na rozmowę z jego zastępca, Maciejem Lisickim, który w uprzejmy sposób podziękował mi za zgłoszenie pustostanu (choć był zgłaszany wielokrotnie, choćby przez moją matkę, w okresach, gdy okoliczne żule robiły sobie z niego metę. Miał nawet założony alarm, aby podobne incydenty nie miały miejsca), po czym równie uprzejmie pozdrowił mnie środkowym palcem mówiąc, że na lokal z zasobów miasta nie spełniam kryteriów dochodowych. Czyli nie owijając w bawełnę- jestem zbyt bogata.
I w tym momencie normalnie zgłupiałam.
Dzień wcześniej w banku usłyszałam coś dokładnie odwrotnego, co też nie omieszkałam panu prezydentowi powtórzyć. Dodałam również od siebie, że mieszkanie stoi odłogiem kilkanaście lat. Miasto płaci za ochronę, która nad nim czuwa. Zanim ta ochrona zaczęła czuwać, lokal został całkowicie zdewastowany. Obiecałam go odnowić, spłacić zaległości, które nad nim wisiały, a których byłam świadoma, bo brak liczników na klatce schodowej wiele mówił, no i płacić oczywiście regularnie czynsz.
-Nie i basta. Jest tylu potrzebujących- powiedział pan prezydent- tylu pogorzelców albo innych ludzi, którzy w równie dramatycznych okolicznościach potracili dachy nad głowami i nie mają się gdzie podziać, a czekają latami w kolejkach mieszkaniowych, że głęboko niesprawiedliwe byłoby, gdybym akurat pani przyznał prawa do lokalu.
Przemyślałam sprawę i doszłam do wniosku, że facet ma rację.
Tylko teraz, z perspektywy czasu, tak sobie myślę, że chyba jednak coś ściemniał, bo skoro było aż tyyyylu potrzebujących, to dlaczego po moim zgłoszeniu ten sam lokal stał nadal pusty jeszcze kilka lat?
I dlaczego w ich urzędzie mieszkania w tym samym czasie można było dostać od ręki? Li i jedynie za drobną opłatą, daną pod stołem w kopercie, o czym głośno było w mediach i to całkiem niedawno.

Nie chce mi się już obliczać ile przez ten czas wydałam na wynajem. Ile razy się przeprowadzałam. Również w czasie, gdy dwa tygodnie po urodzeniu Szarego okazało się, że to, co w pobliskiej przychodni zdrowia pan doktor chciał leczyć Manti, bo mówił do Maćka,że to refluks, wcale refluksem nie było. A tak konkretniej było rakiem przełyku.
Wiecie jakimi słowami dowiedziałam się, że mój mąż umiera?
-Przykro mi, ale najprawdopodobniej jest już po ptakach.
Zapamiętam je do końca życia.
Czy muszę Wam pisać, co przeszliśmy walcząc o jego życie, a wiedząc jakie są polskie realia?
Myślę, że nie muszę, bo każdy kto choć raz, w sprawie innej niż pryszcz na dupie, otarł się o polski NFZet, na długo to przeżycie zapamięta.
Wiecie jakiego zawodu, najbardziej na świecie, nie chciałabym wykonywać?
Najbardziej na świecie, to ja bym nie chciała być polskim lekarzem onkologiem.
To nie są zwykli lekarze.
To są bogowie.
Oni codziennie wybierają kogo mają ratować wiedząc, że dla wszystkich środków nie starczy.
Ale żeby ten akapit zakończyć optymistycznym akcentem dodam, że od ośmiu lat śledzę światowe publikacje onkologiczne i nie jest tak źle. W końcu gorszą umieralność na raka od nas ma nadal Rumunia.

Po kilku miesiącach, gdy przeszłam na urlop wychowawczy, dostałam od pracodawcy list. O walentynkę go nie podejrzewałam, ale o rozwiązanie umowy za porozumieniem stron również nie.
Pani w PIPie powiedziała mi, że niestety nic w tej sprawie nie może zrobić, bo taka forma rozwiązania umowy (porozumienie stron) może być zawarte ustnie. I nie do udowodnienia jest, że do chwili przyjścia rzeczonego pisma, nawet nie wiedziałam, że straciłam pracę. Z powodu redukcji etatu. Akurat mojego. I akurat wtedy, gdy poszłam na wychowawczy.

A wracając do onkologii- oczywiście wysoka umieralność na raka w Polsce nie wynika z faktu, że lekarzy mamy głąbów.
O nieeee.
Jednymi z nielicznych rzeczy, które cenię w mojej ojczyźnie poza mazurskimi jeziorami, sztuką i jedzeniem, są wybitni naukowcy i lekarze właśnie.
Jednakże Polska to kraj, w którym odpowiednikiem amerykańskiego Chucka Norrisa jest Ojciec Dyrektor.
A tam, gdzie inni inwestują w NASA, z rozumem, ku nauce, my inwestujemy w Świątynię Opatrzności Bożej, z rozmachem, ku....chwale boskiej.
Dopóki naród nie podniesie się z klęczek będziemy tkwili w ciemnogrodzie i dalej polska inkwizycja będzie stawiała znak równości między słowem gej a pedofil. Równocześnie prawdziwych pedofilów kryjąc na co drugiej plebanii. I dalej polska młodzież, niewyedukowana seksualnie przez "zboczeńców" z Pontona, będzie się doszukiwała ciąży pozamacicznej w kolanie.

Jestem zmęczona.
Mam dość tego całego gadania bzdur o homoseksualizmie. Współczuję wszystkim gejom i lesbijkom, którym przyszło żyć w tym smutnym kraju. Współczuję wszystkim biseksualnym osobom, wszystkim transwestytom i transseksualistom, którzy na co dzień muszą udowadniać ciemnemu ludowi, że nie są wielbłądami. Muszą walczyć o to, co z gruntu powinno się należeć każdemu człowiekowi. O szacunek, o prawo do bycia szczęśliwym na swój sposób, pod warunkiem, że ten sposób nikogo nie krzywdzi.
A nie krzywdzi przecież.
Mam dość ludzi, którzy wiedzą lepiej, jak inni powinni żyć, co powinni jeść, jak i kogo powinni kochać. Mam dość starszych pań po menopauzie i zboczonych proboszczów, którzy chcą mówić mi, jak mam się zabezpieczać podczas seksu z własnym mężem.
Mam dość prób indoktrynowania moich dzieci. Prób wbijania im do głowy dogmatów jedynej słusznej wiary.
Mam dość kultu zbrodniarza papieża. Naszego papieża. Polaka papieża.
Mam dość wszechobecnych kapliczek, krzyży, kościelnych dzwonów napierniczających od szóstej rano co niedzielę, księży tylko katolickich, zapraszanych na państwowe uroczystości, aby odprawiali tam swoje gusła, marszów, procesji, użerania się z brakiem sensownej etyki w szkołach i cholera wie czym jeszcze, co uprzykrza życie wszystkim tym, którzy w Jezusa i Jego świtę nie wierzą.
Bo są tacy.
I jest nas całkiem sporo.
Dość zabawny jest też fakt, że my nie możemy obrażać cudzych uczuć religijnych, a nasze niereligijne uczucia na co dzień są obrażane. Głównie przez tych, których z kolei obraża zakaz obrażania.
Ech...

Tak, jestem lemingiem.
Poglądy mam silnie lewicowe.
Choć rok rocznie walę głową w urnę, bo częściej jestem elektoratem negatywnym niż faktycznie opowiadam się za. Polski rząd to siedziba zła i niekompetencji. Coś jak poczta polska, z tym, że uzbrojona w czołgi.
Tak, jestem za legalizacją marihuany.
Tak, jestem za małżeństwami jednopłciowymi, jak i za związkami partnerskimi też. Gdy kogoś poznaję interesuje mnie to, jakim jest człowiekiem, a nie z kim sypia.
Tak, jestem za adopcją dzieci przez pary homoseksualne. Z bardzo prostej przyczyny- nie ma dobrych albo złych gejów/lesbijek. Są dobrzy albo źli ludzie. Tak heterycy, jak i homo. Po to przechodzi się szereg badań przed adopcją, żeby wszelkie patologie wychwycić.
Choć z drugiej strony jestem całkowicie świadoma, że Polska nie jest gotowa na takie adopcje. A dzieci adoptowane przez dwóch tatusiów, czy dwie mamy miałyby w większości przesrane.
Nie, nie z powodów rodzinnych, a z powodu presji otoczenia. Wszak nie zapominajmy, że my w polskim piekiełku żyjemy. W domu może być Sodoma i Gomora, ale to, co u sąsiada...
A jak sąsiadami są Marian z Krzysztofem, którzy się kochają, to już w ogóle dno i sto kilometrów mułu. Opluć, nasrać i narzygać jeszcze, byle się dowartościować i z własnych kompleksów podleczyć.
Ot, polska dulszczyzna.
Polska mentalność.
Gdzie nadal, jak się baby nie bije, to wątroba jej gnije, dzieci i ryby głosu nie mają, a na wsi wrośnięta u psa przy łańcuchu obroża to standard.
Tu nie ma miejsca na inność, na zrozumienie. Tu nikt się nie zastanowi, że za ostracyzmem społecznym, jaki spotyka środowiska homoseksualne ciągną się prawdziwe historie i równie prawdziwe dramaty. Historie młodych ludzi, którzy mają wiele przepłakanych nocy za sobą, w czasie których gapiąc się tępo w sufit, zastanawiali się, co z nimi nie tak. Dlaczego są "dziwolągami". Bo czyż nie tak się ich nazywa?
Ile łez, ile smutku, ile samobójstw zawdzięcza się takiemu prawdziwemu Polakowi patriocie, prawdziwemu katolikowi ? A ile księżom, którzy nadal jako autorytety moralne w tym kraju, pieprzą z ambony jedno, a później idą gwałcić małych chłopców, lub zabawiać się z całkiem dorosłymi klerykami?

Większość cywilizowanych państw nie miała problemu z gender. Wszyscy zgodnie przytaknęli, że kobiety są w wielu kwestiach dyskryminowane.Że zazwyczaj mniej zarabiają. Uważa się je za gorszych szefów, gdyż zarzuca im się działanie pod wpływem emocji. Częściej stają się ofiarami przemocy domowej, mobbingu. Narażone są na całą masę krzywdzących stereotypów.
I naprawdę większa część świata nie miała problemu ze zrozumieniem, że gender nie ma na celu nic innego, jak danie obu płciom równych szans.
Ale nie!
Nie u nas.
U nas zrozumiano, że IDEOLOGIA gender tworzy na siłę homoseksualistów.
I ja już naprawdę nie chcę wnikać w meandry tych umysłów, które wysunęły taką tezę, ale faktem pozostaje to, że ta teza się przyjęła.
I to jest możliwe chyba tylko w Polsce. Żeby dobrą ideę przekuć w kompletne gówno.
Szargać dobre imię tych, którzy walczą o prawa dyskryminowanych. Mieszać z błotem Owsiaka, którego gdybym ja osobiście spotkała na swojej drodze, serdecznie bym uściskała. Dzięki niemu bowiem moje dzieci mają przebadany słuch. A znam i takie mamy, których maleństwa dzięki sprzętowi zakupionemu przez WOŚP w ogóle żyją.
Za to nie znam ani jednej rodzicielki, której chore dziecko uratowali ci, którzy z ambony, co niedzielę na Owsiaku psy wieszają, w czasie zbiórek funduszy przez wolontariuszy z charakterystycznym czerwonym sercem.

A co z in vitro?
Gdyby moja przyjaciółka nie stanęła przed dylematem posiadania drugiego dziecka, również poczętego tą metodą, za cholerę bym nie wiedziała, że wbrew temu, co kłamliwie tłuką nam do głów księża pokroju pana Oko, zarodków w Polsce się NIE NISZCZY.
Zarodki się zamraża, a po określonym czasie albo dochodzi do transferu (przeniesienia zarodka do macicy) z udziałem biologicznej matki, albo oddaje się je do adopcji prenatalnej, gdy biologiczna matka nie planuje więcej dzieci.
O bruździe na czole nie mam siły nawet pisać.
W każdym razie nie wiem jak Wy, ale ja wolałabym mieć bruzdę na czole, nawet jeśli byłaby prawdziwa, niż zupełnie gładkie zwoje mózgowe, jak ksiądz Oko.

I te polskie umiłowanie martyrologi. To jest coś, co doprowadza mnie do szewskiej pasji.
Im krwawiej i boleśniej, tym lepiej. Wszak Polska Chrystusem Narodów, czyż nie?
My tą szabelką będziemy machać słusznie, czy nie słusznie, potrzebnie, czy nie potrzebnie, byle do upadłego.
Każdego roku w rocznicę Powstania Warszawskiego nie odpalam radia, ani tv, bo obawiam się, że mnie kiedyś właśnie w ten dzień szlag trafi.
Owszem, ja z należytym szacunkiem oddam hołd poległym, podziwiając ich odwagę i bohaterstwo. Ale kult samego Powstania jest dla mnie rzeczą niezrozumiałą. Czy wysłanie ludności cywilnej, całej rzeszy dzieci i młodzieży na pewną śmierć to coś, z czego należy być dumnym?
A Smoleńsk?
Na litość Potwora Spaghetti, ledwo świat skończył się śmiać z pancernych brzóz, to kolejna idiotka z tej samej partii osłom seksu pozazdrościła. A później ja siedzę i ze zgrozą obserwuję zagraniczne media, które znów drą z nas łacha.
I mają rację, bo jak tu się nie śmiać.
W sumie można. Można płakać.

Co się dzieje z polskimi dzieciakami? Z polską młodzieżą?
Czy tylko ja odnoszę wrażenie, że rośnie nam pokolenie schamiałych cwaniaczków, erotomanów i bezmózgich hedonistów? Gdzie się podział szacunek do drugiego człowieka, dobre maniery, gdzie empatia?
Ajć, sorry, zapomniałam, że ciężko dzieciaka gonić z Kamyczkiem w ręce, gdy się zapieprza piątek, świątek i niedziela.
I to nie na nową plazmę, tylko na chleb zazwyczaj.
Dzieci zostawione samopas wzorce czerpią z tv i z neta, a kogo się tam dziś promuje- każdy chyba wie. Do czego to doszło, że w dzisiejszych czasach uczciwy, pracowity człowiek znaczy frajer?
Inna sprawa, że możecie się przyznać, kto z Was nie zna nawet własnych sąsiadów? Kto z Was potracił kontakt z dalszą rodziną? Kogo nie stać, albo komu się zwyczajnie nie chce po kilkunastu godzinach zapierdzielania urządzać w domu imieniny jeszcze?
No więc jakie wzorce społeczne te nasze dzieci mają przejąć i od nas?
Co to za czasy, że na fejsie wielbi się gościa, który zrobił zakupy bezdomnemu, zachowując w idealnym stanie paragon, by go chwilę potem w sieci opublikować?!
Niedługo w głównych wiadomościach zaczną pokazywać wnuków, którzy umyli babciom okna.
Dziś bohaterstwo zmienia swe oblicze.

Jak to możliwe, że w Polsce kupię za swoje minimalne krajowe wynagrodzenie o połowę mniej benzyny niż Anglik za swoje?
Jak to możliwe, że od tylu lat ceny mamy zachodnie, a zarobki ze wschodu?
Jak to możliwe, że pracując można żyć w niedostatku? Że może brakować na pierwsze potrzeby?
Jak to możliwe, żeby przeciętnego rencistę nie było stać na kino, teatr? Ba, przeciętnego rencistę nie stać w większości na wykupienie wszystkich leków. A kino czy teatr to luksus i dla wielu przeciętnych rodzin, gdzie oboje rodzice pracują. A przecież politykę mamy prorodzinną. Podobno. Na piśmie przynajmniej. Bo o pomocy socjalnej jaką w razie "W" oferuje takiej rodzinie państwo polskie, a państwo w UK  nawet nie będziemy wspominać, bo mi się ciśnienie za bardzo podnosi.
Jak to możliwe, że z roku na rok rośnie liczba osób z zaburzeniami psychicznymi. Liczba osób chorych na depresję?
Przypadek? Nie sądzę. Bo jak tu w tych realiach pałać niekończącym się optymizmem, jak Amerykanie? Albo dystyngowanie i flegmatycznie, niczym się nie przejmując, moczyć sobie herbatniki w herbacie, jak rodowici Anglicy? Gdy nam od rana, od wysłuchania w radio pierwszego newsa, chce się wyć "ożeszjapierdolekurwajegomać!!!!!".

Mieliśmy trzy rozbiory, a teraz mamy czwarty- emigrację na masową skalę.
W prasie wprawdzie od czasu do czasu można przeczytać o równie masowych powrotach, ale nie wierzcie w bajki- rozejrzyjcie się dookoła- znacie kogoś, kto chciałby tu dobrowolnie wrócić?
Bo ja nie.
I nie chodzi o to, że człowiek spodziewa się zagranicą Eldorado. Albo że już od lotniska będą w niego funtami rzucać.Ja się spodziewam wyłącznie tego, że zagranicą pracując będę po prostu mogła godnie żyć, a nie wegetować.

Mam dość, nie mam siły dłużej się tu szarpać i zarzynać.
Zwiewam póki jestem młoda, bo nie chcę obudzić się z ręką w nocniku, jak starszy pan, schludny i zadbany, który ze łzami w oczach żebrze przy pobliskim domu handlowym. Albo pani, w podobnym wieku, która często prosi przechodniów o wykupienie leków z apteki, bo ją nie stać.
Tyle lat już włazimy w dupę Ameryce, a tak naprawdę najbliżej nam do Chin.
W końcu i one są państwem środka i my jesteśmy państwem sierotka...


148 komentarzy:

  1. Mam FiM. Wykupuję pół nakładu i posyłam po autograf. Aniu jesteś wielka i jestem z Ciebie dumna jak cholera. A po wszystkich uściskach i gratulacjach spuszczę Ci manto jakem matka boska kancelaryjna. Ty wiesz za co, a najbardziej za to, że jak się kogoś kocha to trzeba być twardym. Jak Roman Bratny. :))))

    Do reszty się odniosę jak ochłonę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Ci i to nie tylko za te słowa, za wszystko, za całokształt, Ty wiesz za co.

      Usuń
  2. Kurczę Ania, tak się rozpisałaś, że doczytać do końca nie mogę, bo mi Lilka kredkami już wymachuje.
    Przeczytam i napiszę wieczorem.

    Ps. No wiedziałam! Wiedziałam! Będzie ten Pulitzer jak nic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie odezwałaś się. Pomyślałabym, że zapomniałaś, czy coś...ale napisałaś o Lilce wymachującej tymi kredkami....czy Ona robiła to w nerwowy sposób?
      Maaaaaaaarta, żyjesz?

      Usuń
  3. Gratuluję decyzji o emigracji :) Teraz będzie trochę gorzej w tym przejściowym czasie, ale jeżeli wytrzymacie, to później już będzie tylko lepiej, i lepiej... Aż zupełnie dobrze :)) A opisywane sprawy bytu i niebytu za rok, kilka lat, będą dla Ciebie brzmiały jak opowieści z innej planety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Różo za podtrzymanie na duchu. Cykam się strasznie, nie przeczę, więc takie słowa wsparcia to balsam dla moich uszu;)

      Usuń
  4. Aniu, przeczytałam i nie wiem co napisać. Smutno mi i straszno, chociaż tak naprawdę jest mi tak od dawna. Wszystko co piszesz jest do bólu prawdziwe i przerażające. Wbrew zdrowemu rozsądkowi Polska zmierza ku otchłani średniowiecza, chociaż kalendarz pokazuje wiek XXI-szy.
    Nie wiem co z tą Twoją emigracją, jeśli piszesz serio, to się nie dziwię i życzę powodzenia. Nie wiem tez co z Maćkiem, ale życzę Mu zdrowia !!!
    Masz wybitny talent w opisywaniu tej zasranej rzeczywistości, masz wiele empatii i takiej ludzkiej dobroci, a to, że tu kurwy i chuje latają między wierszami, to po prostu siła i wyraz Twojej ekspresji. Możemy oczywiście żartować- Ania na prezydenta, ale tak serio, to życzę Ci mądra dziewczyno, by Twoja inteligencja i talent znalazły sensowne ujście- sensowne w tym znaczeniu, że masz potencjał i wiele osób może z niego skorzystać. Oby potrafili. Bardzo się cieszę, że trafiłam na Ciebie w tym pojebanym świecie. I jeśli tylko wyrazisz ochotę na wycieczkę z maluchami do Łodzi( z której ja też powoli zmykam do mojego Wrocka) to wal śmiało, mam olbrzymie mieszkanie, dobrze gotuję i kocham dzieci( jak wiesz sama mam ich 3, ale 2 dorosłą) i pić też lubię, więc sama widzisz, zapewniam Wam komfortowe warunki ;P
    :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak w temacie tej notki przesyłam Ci świetny utwór, posłuchaj słów :)

      Lilly Wood & The Prick and Robin Schulz - Prayer In C (Robin Schulz Remix) (Official)

      Usuń
    2. Viki, o emigracji piszę jak najbardziej serio. W zasadzie na bieżąco opisuję jak się sprawa u nas ma.
      Maciek jest już osiem lat (lekarze dawali mu kilkanaście procent na przeżycie pięcioletnie) po operacji radykalnej raka przełyku metodą Akiyamy (ma podciągnięty żołądek, jak mu burczy w brzuchu-słychać to w klatce piersiowej:))). Czuje się ogólnie dobrze, choć nie da się ukryć, że choroba konkretnie dała mu się we znaki i do dziś odczuwa skutki leczenia. Jednak wiadomo- jak kiepsko by się momentami nie czuł- żyje, a w świetle tego, że nie chciano go początkowo nawet operować, cała reszta jest mniej ważna. Jest cholernie dzielną osobą, zaciska zęby i orze jak może. Nigdy się nie skarży, nawet jak boli, czy jak jest mu naprawdę ciężko. Kiedyś o nim i o tym wszystkim napiszę, bo myślę, że warto;)
      Dzięki Ci za te wszystkie ciepłe słowa o mnie.
      Jedno mnie tylko zasmuciło- to z tym "Ania na prezydenta" to były żarty?! To na cholerę ja se nową garsonkę kupowałam, hę?
      ;)

      P.S. Piosenka boska, że się tak wyrażę. Bardzo mi się podoba.

      Usuń
  5. Ach TY CHOLERO JEDNA !!!!! Teraz pewnie się spoznie, bo caly nakład wykupią - było uprzedzić, ze to JUZ !!!!
    Dziekuje za informacje o Oksanie - nie zglebialem tajników ordynacji wyborczej do sejmikow,, ale mam nadzieje, ze na mojej liscie wyborczej Oksana będzie.
    Anka - bardzo smutno, kiedy się czyta to wszystko, o czym napisalas wyżej.
    Bardzo smutno. Nie kumam jak to jest z tym ustnym rozwiązaniem pracy - toz to jakas paranoja, ale przecież w tym kraju - nie pierwsza i nie ostatnia. Kuzwa -jakie POROZUMIENIE STRON, skoro to jedna strona narzuca. A gdybys na pismie to oprotestowala - pisząc, ze z nikim się nie porozumiewalas?
    Sciskam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mariusz, teraz to już jest musztarda po obiedzie, odnośnie tego rozwiązania umowy. To się działo, tuż po Maćka chorobie. Panie z PIPu zaznaczyły, że zawsze mogę się udać do sądu pracy, ale napomknęły również, tak od siebie, że nie bardzo widzą sens, bo zapewne niewiele uda mi się zdziałać, oceniając na podstawie ich doświadczenia.
      Może i bym się szarpała dzisiaj, ale wtedy byłam tak zdemolowana psychicznie Maćka chorobą, że nie miałam już zwyczajnie na to siły. W tamtym okresie chciałam mieć tylko święty spokój.
      Zresztą do dzisiaj tak mam;)

      Usuń
  6. Witam jestem u Ciebie pierwszy raz ale podoba mi się jak piszesz, trochę się uśmiałam nie powiem, poza tym zgadzam się ze znaczną większością twojego prezydenckiego przemówienia.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że wpadłaś Ado.
      Pozdrawiam serdecznie;)

      Usuń
  7. Aniu, smutne to i prawdziwe...
    Ale....w UK jest wiele osób z problemami psychicznymi które nie wynikają z biedy, a raczej z samotności, odosobnienia, wiec ze skutków cywilizacji i angielskiej kultury. Depresja tez szerzy się tak mocno, że tutaj zwykły GP wypisuje na nią receptę, ale prócz leków proponuje również psychoterapię, mentalne wsparcie. Co jest plaga tutaj, to demencja, która zatacza coraz szersze kręgi wśród coraz młodszych osób. Tutaj nie ma walki o przetrwanie do konca swoich dni, więc można dać se na luz, co demencja kocha, szczególnie gdy na śniadanie wcinasz smazony bekon i kielbaski co dnia, szeroki łukiem omijając warzywa wszelakie. Upraszczam, wiem, ale w biedniejszych krajach jest mniej widoczna demencja, może dzięki temu, że nie oddaje się starych członków rodziny do domów opieki, tylko styrana rodzina zapewnia dziadkowi/babci codziennej porcji bodźców podczas rodzinnych starć, co gwarantuje zdrowe rozrywki emocjonalne i utrzymuje zdrowie psychiczne.
    A i Gratuluję decyzji, lepiej Wam tu będzie. Pisze z Poole, w Dorset, UK.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co zrobiłam jako pierwsze? Google maps- Poole, Dorset, UK ;)))
      Bez tragedii. Wyszły mi 162 mile. Mam nadzieję, że nie jesteś abstynentką;)

      Szczerze Ci powiem, że o tej pladze demencji nie słyszałam, ale dobrze wiedzieć.

      Usuń
  8. Buuu... nie mam dostepu do TYCH Faktow i Mitow. Nie moglabys tak dla mnie choc jednego egzemplarza... z dedykacja i autografem? Dobrze, ze zaczelas publikowac, bo szkoda byloby, aby podobny talent marnowal sie jedynie na blogu.
    Moge nadazyc za Twoim obecnym samopoczuciem, bo ja czekalam w Polsce z dziecmi poltora roku, zanim moglam dolaczyc do meza, ktory przecieral szlaki. Jakos wytrzymalam i nigdy swojej decyzji o opuszczeniu Polski, a pozniej zrzeczeniu sie obywatelstwa, nie zalowalam. Jak rowniez o dokonaniu aktu apostazji. Teraz czuje sie naprawde wolna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://www.faktyimity.pl/index.php?option=com_phocadownload&view=category&id=16:2014&Itemid=212&limitstart=20#
      numer 40

      Ale spoko, egzemplarz papierowy też zachowam;)
      Z tym publikowaniem to wszystko w powijakach tak naprawdę, ale trafiłam na bardzo fajną i otwartą osobę, Oksanę Hałatyn- Burdę właśnie. I powiem Ci, że niezależnie jak się nasza współpraca rozwinie, cieszy mnie, że mogłam ją poznać, bo jest tym typem człowieka, który podtrzymuje moją wiarę w gatunek ludzki;)

      Moje samopoczucie, jest do luftu, taka prawda. I nie ukrywam, że mam ogromną nadzieję, że warto jest się przemęczyć, aby w końcu poczuć się tak, jak Ty właśnie;)

      Usuń
  9. Po lekturze FiM dochodzę do wniosku, ze TAM tekst jest jakby nie(Twój) - taki trochę wykastrowany. Pisz, publikuj, ale i BLOGUJ - bo tu czuc pelnokwristosc !!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No oczywiście, że tekst jest wykastrowany, jak nie można użyć słowa "kurwa";)
      Póki co nie zamierzam przestać blogować, ani teraz, ani jak dostanę Pulitzera, ani jak mnie do holiłudów zaproszą na ekranizację mojego bloga, gdzie wcieli się we mnie, żeby było realistycznie, Angelina Jolie...;))))

      Usuń
  10. Ja tez chce! Albo wyslij do Pantery, ja sie z nia dogadam ;-)
    Wszystko co napisalas to sa rowniez moje mysli i przekonania, z tym ze ja jestem juz po drugiej stronie. Nigdy nie zalowalam wyjazdu z tamtego kraju i zalowac nie bede, a kiedy pytaja mnie czy kiedys, na emeryturze np. wroce do Polski, odpowiadam - a po co? Jest tyle cieplejszych krajow :-)
    Przed jednym przestrzegam ale mysle ze Ty to juz wiesz - UK to nie jest kraina miodem plynaca, tu sie zapierdala zeby cos miec. Ale jak juz sie ma to sie ma. Bedzie ciezko, bedzie strasznie, dla komfortu psychicznego nie radze palic za soba wszystkich mostow w Polsce. To jest tak jak z randkowaniem - jak sie ma jakas alternatywe to zawsze lepiej wychodzi ten wlasciwy wybor :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://www.faktyimity.pl/index.php?option=com_phocadownload&view=category&id=16:2014&Itemid=212&limitstart=20#
      numer 40

      cholera, kto im gazetę teraz kupi, jak ja tak na prawo i lewo linki rozdaję. Obawiam się Iwona, że żeby się straty wyrównały teraz musisz przelać z pół miliona na moje konto. Ja im oczywiście przekażę. Jakoś się dogadamy, nie?;)

      A co do tego, co napisałaś jesteś świetnym potwierdzeniem wizerunku cierpiącego emigranta, który usilnie wciskają nam tu, w Polsce, media.
      Mostów nie palimy wychodząc z takiego założenia, jak napisałaś. Najwyżej wrócimy do punktu wyjścia. Choć nie ukrywam, że byłoby to moją osobistą porażką, bo nie wyobrażam sobie zestarzeć się w tym kraju.
      I tak jak pisałam- nie oczekujemy Eldorado. Oczekujemy jedynie, że uczciwą pracą zapewnimy sobie godne życie. Aż i tylko tyle.

      P.S. musiałam skasować poprzedni komentarz, bo walnęłam takiego byka, że zaczęłam się obawiać, iż gdyby przywiało tu którąś z moich byłych polonistek, to od razu popełniłaby samobójstwo;))

      Usuń
    2. Dzieki za linka, dogadac sie zawsze mozemy, ale pamietaj ze ja sie juz nie dogaduje jak Polak z Polakiem :-)
      Ale... ze niby jakim ja jestem wizerunkiem? No kochana, uwierz mi, moze mnie nie do konca zrozumialas, ale mojego wizerunku to Ty w polskich mediach nie uswiadczysz. Bo ja ani cierpiaca ani nieszczesliwa nie jestem, za krajem nie tesknie i z tak zwana szumnie Polonia (my tu ich nazywamy Polaczkami) sie nie zadaje. Na zmywaku nie pracuje, nie oszczedzam na chalupe i do kraju pieniedzy nie wysylam. Nie biegam z katarem do lekarza po antybiotyk i nie jezdze do Polski na leczenie zebow, nie kupuje w polskich sklepach i nie chodze do polskich knajp. Nie przeklinam na ulicy, nie nabijam sie ze Szkotow, nie gadam jak popierdolona godzinami przez komorke w autobusie (autobusami tez nie jezdze), nie mieszkam z trzema rodzinami na kupie w dwuosobowym mieszkaniu, labedzi nie odlawiam na grilla...
      No to ja juz nie wiem jaki wizerunek emigranta przedstawiaja polskie media, bo brytyjskie wlasnie taki i nie bez racji. Ja do takiego wizerunku nie przystaje i mam nadzieje ze Ty tez nie bedziesz, i zobaczysz sama ze nie raz zamilkniecie cala rodzina nagle, gdy podczas niedzielnego relaksacyjnego spaceru uslyszysz glosny rechot i jakze znajome "ja pierdole, o ty chuju jebany, kurwa!" i bedziecie sie wstydzili przyznac ze jestescie Polakami...

      Usuń
    3. Iwonka, to o potwierdzeniu wizerunku cierpiącego emigranta- to była ironia z mojej strony w stronę tych wszystkich pismaków, którzy usilnie nam (tu, w Polsce) wciskają, że wszędzie jest źle, a emigranci są nieszczęśliwi i już szykują walizki żeby wracać
      Spoko, zrozumiałam Cię dobrze od poczatku. Jakoś mi nie wyglądasz na niezadowoloną z wyboru;))

      Usuń
  11. Aniu,
    Gratuluje z calego serca artykulu - niestety nie bede miala dostepu, chyba ze dla mnie cos przemycisz w te strony z czasem (please??), najlepiej z autografem (na wypadek jakbys sie bardzo slawna I kupe kasy warta zrobila haha). Obraz Polski jaki opisalas to wlasnie moj powod aby nigdy, przenigdy tam nie wracac (chociaz Polska w sobie jest piekna krajobrazowo). Wierze na 100% a nawet wiecej ze Wam sie uda zapuscic tutaj korzenie, listki wypuscic I zakwitnac. Nie torturuj sie za dlugo: jak Maciek tylko bedzie mial jakas stabilna prace przybijaj do nas! Sciskam Was mocno I trzymam kciuki jak zawsze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Link do artykułu
      http://www.faktyimity.pl/index.php?option=com_phocadownload&view=category&id=16:2014&Itemid=212&limitstart=20#
      (numer 40)
      ;)

      Dzięki Ci Yasemin za całą Twoją wiarę w nas. Właśnie w komentarzu do Agesk pisałam, że od wczoraj Maciek ma pierwszą pracę, ale na ile ona jest stabilna po pierwszym dniu ciężko orzec, więc wiesz...
      Jednakże, tak jak radzisz, jak sytuacja się wyklaruje i będzie można- biorę dzieciaki pod jedną pachę, koty pod drugą i całą szóstką dobijamy, bo póki co od Maćka wyjazdu minęły raptem 4 dni, a psychicznie jest naprawdę ciężko. Zresztą wszystko wiesz;)

      Usuń
  12. Przeczytalam, ale skomentuje chyba dopiero jutro:) Dzis mam zajec po antenke od berecika. Jutro moze bedzie luz, chociaz to tez nie jest pewne:)))
    Kocham Cie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!111

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znając Ciebie to aż się boję spytać czym jesteś zajęta;) Choć chyba nawet taniec na rurze jakoś specjalnie by mnie nie zaskoczył;))))
      buziaki

      Usuń
    2. Dzizas, o rurze to se moge pomarzyc:)) Tatka mam na stanie od tygodnia, jutro rano wyjezdza i chwala wszelakim Bobrom za to, bo ja mu dogadzam a przy tym sama tyje:)))

      Anuska, Ty sie nie cykaj, ja wiem, ze niewiadome ma wielkie oczy, ale kurwa popatrz dookola siebie teraz i przyznasz, ze gorzej byc nie moze. Naprawde, jak Ci zle, ciezko, jak nachodza strachy i duchy niewiadomego to wystarczy szerzej otworzyc oczy i juz Ci sie polepszy.
      buziam:***

      Usuń
    3. Ucałuj w takim razie Tatka od wszystkich jego polskich fanów, bo piszę w ich imieniu właśnie;)
      buziaki

      Usuń
  13. Nietypowa ,ale to smutne co napisalas:(((Mam nadzieje I trzymam kciuki za was za wasze pierwsze kroki emigracyjne,wiem co czujesz bo moj maz tez wyjechal pierwszy,a ja za nim dopiero po 2 miesiacach I spalam w jego pizamie ,zeby czuc jego zapach:))))Smutne to ze zycie w polsce jest takie ciezkie,dla mlochych I starszych.Ehhhh no wiem ze wam sie uda :))))Jakby co Nietypowa to teraz jest loteria wizowa do usa,wysylaj ,wygrywaj a ja cie przygarne Dorusia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stany były od zawsze moim marzeniem, ale pierdzielę- nie będę robiła konkurencji Żmiji;))))

      P.S. Poczekam za to aż Żmija tam jakąś plantację majeranku otworzy, tudzież chociaż sklep z koralikami i będę ją cisnąć o zatrudnienie;))))

      Usuń
  14. Jeżeli ktoś jeszcze kiedyś zapyta się dlaczego ja również wyemigrowałam, to zamiast podnosić sobie kolejny raz ciśnienie, podam link do tego wpisu, dobra? Mogę? :) Choć przeważnie Ci, którzy o to pytają, to i tak nic z tego nie zrozumieją, a Ci, którzy mogliby zrozumieć, to nie pytają, bo albo też ich już w Polsce nie ma, albo właśnie się pakują...
    Ja również nie mam dostępu do artykułu... buuu....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żiżu, możesz, jak najbardziej;))))))
      Co do artykułu- numer 40-pszę bardzo: http://www.faktyimity.pl/index.php?option=com_phocadownload&view=category&id=16:2014&Itemid=212&limitstart=20#

      Usuń
  15. Wyjechalam 25 lat temu, i mimo tego, ze co niektorzy twierdza, nie, za komuny nie bylo lepiej, i tak naprawde nic sie nie zmienilo, mieszkanie pozostawalo w strefie marzen, za pensje nauczycielska nawet ksiazek nie moglam kupic, a na jeansy oszczedzalam 4 miesiace.
    Aniu, Twoj post mi uzmyslowil, ze podjelam najlepsza decyzje, czy jest lekko i przyjemnie ? nie zawsze, ale jest kurwa normalnie, nikt mnie palcem nie wytyka, ze jestem ateistka, ze moj pasierb jest gejem, a na zakup kurtki zimowej nie musze oszczedzac miesiacami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liz, moja mama twierdzi, że za komuny było jej lepiej. I wiem, że nie jest w tych odczuciach odosobniona. W sklepach nic nie było, ale ludzie jakoś sobie z tym radzili, kwitł handel wymienny, itd.. Były wczasy pod gruszą, dofinansowania do kolonii, ludzie pracowali na normalnych umowach, w normalnych godzinach. Były prace społeczne. A przede wszystkim ponoć stosunki międzyludzkie wyglądały całkiem inaczej i nie do pomyślenia było mieszkając w bloku nie znać swoich sąsiadów, co się dzisiaj nader często zdarza.
      A co z książeczkami mieszkaniowymi?
      Wiem, że trzeba było mieć odpowiedni wkład, ale jakaś szansa na mieszkanie dzięki temu była, gdy tymczasem...

      Usuń
    2. Ania, nie bylo dobrze, wierz mi, bylo nienormalnie, biednie, ci u wladzy czyli partyjni mieli wszystko, a plebs stal w kolejkach po ochlapy.
      Wyobrazasz sobie sytuacje: jestes w ciazy, i przysluguje ci na miesiac 4kg miesa, 2 kg cukru i 100 g wyrobow czekoladowych?
      Spedzasz nastoletnie lata na staniu w kolejkach, o 5 rano gnasz do kolejki po 100 g kawy?

      Usuń
    3. Liz, ja jestem `84, wiem tylko tyle ile czytam i słyszę na ten temat, a spotykam się z naprawdę sprzecznymi opiniami.

      Usuń
    4. Ja też niewiele mogę powiedzieć, bo mimo, że jestem rocznik 81, to poza staniem po papier toaletowy w masakrycznie długiej kolejce, żadne inne wspomnienie mi nie zostało. A i tamten raz z papier to zapamiętałam jako zabawny, bo najpierw byłam dzieckiem mojej mamy, a potem Jej koleżanki :)
      Myślę, że ludzie w naszym i podobnym wieku, w dużej mierze bazują na relacji rodziców- a tutaj jak widać zdania są podzielone. Choć moi rodzice też z tych, którzy nadzwyczaj dobrze wspominają tamte czasy. Czasami zastanawiam się dlaczego? Bo oczywiście potwierdzają, że nic nie było, że kolejki, że wszystko musiało być wystane i wyczekane, ale... Ale było im w tym wszystkim dobrze. Może dlatego, że jak nie mieli, to wszyscy? Że w tej mimo wszystko-biedzie- jakaś większa jedność panowała? Nie wiem sama...
      Pewnie idealnie nie było- bo gdyby było, to tylu ludzi w tamtym czasie też by nie wyjechało, ale podobnie jak Ty, bazuje na wspomnieniach rodziców i ludzi z najbliższego otoczenia.
      Teraz mamy w sklepach wszystko- i co z tego? Skoro nagminnie większość z nas musi sobie czegoś odmawiać.

      Usuń
    5. Liz - bez przesady - ktoz o 5 rano by chciał stać w kolejce po kawe? Fakt - było siermiężnie, wkurwiajoco, ale z pewnoscia nie było az tak wielkiego rozwarstwienia społeczeństwa, to siermiężne państwo gwaranowalo każdemu jakies minimum. Szaro i smutnawo bywalo, ale pokazywanie tamtej rzeczywistości jako czarnej dupy jest nadużyciem. Nie cchialbym wcale powrotu tamtych czasów, teraz jest z pewnoscia inaczej, ale czy lepiej? Pod pewnymi względami z pewnoscia tak, dla pewnych ludzi z pewnoscia tak, jednak uważam, ze degrengolada społeczeństwa narasta, a młodzi ludzie sa pozostawieni sami sobie i to dzisiejsze państwo ma ich problemy gleboko w dupie/

      Usuń
    6. Mariusz, Marta, sedno chyba polega na tym, ze byla jednak opieka lekarska, kazdy mial prace i w sumie wszyscy mieli jednakowo.
      Mnie sie nie podobalo takie zycie, dlatego wyjechalam :)))

      Usuń
    7. Liz, nie jestem w stanie silic się na dogłębne analizy tamtej rzeczywistości, ale jest szereg elementow, o które moznaby roszeszyc te krotka zapodana przez Ciebie liste:
      - cale rodziny "zwykłych ludzi" stać było na wyjazdy na wczasy,
      - dzieci jezdzily na kolonie,
      - w szkołach istniały rozliczne kolka zainteresowan,
      - kluby mlodziezowe zajmowaly się starsza dzieciarnia na najróżniejszych zajecch sportowych, muzycznych, plastycznych - ksztaltowalu w jakiś sposób zaniteresowania - niekoniecznie indoktrynując politycznie,
      - teraz ZHP z tamtych czasów probuje się przedstawić jako organizacje jednoznacznie okreslona politycznie i urabiająca plastyczne mozgi dzieci i młodzieży - a to jest kłamstwem,
      - na mieszkanie czekalo się długimi latami, ale jak już się doczekalo- było na nie stać przeciętnego Kowalskiego,
      - przemysl funkcjonowal - dawal zatrudnienie, powstawaly także nowe obiekty,
      - generalnie - funcja opiekuncza państwa funkcjonowala - marnie, ale jednak.
      Oczywiście, ze ilość manjkamentow była tez kolosalna, mnie jednak drazni - przedstawianie tamtej rzeczywistości jako kompletnego dna, co więcej - jakby za każdym rogiem czail się uBEK z kałasznikowem - co by Cie rozsttzrelac. Owszem - patologii było dużo, jednak ich ilość wg mnie była nieporownywalna z obecna.

      Usuń
    8. Nie, no z Ubekiem to przegiales :)))

      Usuń
    9. I tak właśnie, jak Marinik, przedstawiają tamte czasy moi rodzice i chyba jednak większość osób, z którymi przyszło mi gadać. Nikt nie twierdził, że było idealnie, ale każdy mówił mi, że jemu było lepiej.
      Nikt z Was nie napisał o pracy. Zdaje się, że każdy ją miał, a większość pracowała w jednym zakładzie pół życia i to było normalne. A teraz?

      Usuń
    10. Ja tez jestem "tamto" pokolenie i mam podobne zdanie. Praca? tak mialo sie ja zapewniona i w wiekszosci przypadkow dozywotnio:)) Nie dawala kokosow, ale dawala mozliwosc przezycia. Nie bylo czegos takiego o czym czesto slysze (w PL), ze pracodawca zalega z wyplata.
      6 lat temu jak bylam w PL to odwiedzilam moj dawny zaklad pracy i ciagle pracuja tam ludzie, ktorych ja znalam, jest ich niewiele, ale sa, przetrwali kolejne reorganizacje i sa.
      Bylo cos zwane Prawem Pracy (nie wiem moze dalej istnieje), ale w tymze prawie pracy byl zapis stanowiacy, ze nie wolno bylo zwolnic z pracy jedynego zywiciela rodziny.
      Wiem, bo sama jako samotna matka podlegalam takiej ochronie:)))
      Oplaty za zlobek czy przedszkole byly naliczane od dochodow, podobnie od dochodow placilo sie za kolonie dzieci czy tez wczasy rodzinne, co zapewnialo nawet najnizej zarabiajacym rodzinom wyslanie dzieci na kolonie.
      Do konca zycia bede pamietac, ze za zlobek Juniora w koncowce lat 70tych ubieglego stulecia placilam 39 zlotych. Dopiero przedszkole bylo drozsze, ale moje zarobki tez wzrosly znacznie, wiec nie bylo problemu.
      Byl problem z mieszkaniami, bardzo duzo mlodych malzenstw nie mialo sie gdzie podziac, mieszkalo sie "na kupie" z rodzicami, a wiec rodziny wielopokoleniowe w tym samym mieszkaniu byly zjawiskiem czestym. Oczywiscie to nam sie nie podobalo, bo chcielismy jak na zachodzie, byc wolni i niezalezni.
      Tylko co to jest wolnosc i niezaleznosc?
      Ludzie wyjezdzaja na zachod i pierwsze o czym marza i czesto realizuja to zakup domu, a to przeciez nic wiecej jak uzaleznienie od banku, czesto do konca zycia.
      Owszem jesli kogos stac na kupno domu za gotowke, to juz moze mowic o wolnosci, ale kogo na to stac?
      Jednostki.
      Cala reszta chetnie poddaje sie zaleznosci bankow i innych aparatow zniewolenia do konca zycia:)))
      Tak naprawde wolnosc ma sie w sobie, a z zewnatrz to czlowiek jest zawsze od czegos zalezny.
      Bylo wiele minusow, bo chcielismy inaczej, chcielismy jak na ":zachodzie" no to mamy:)))
      Europa jest bardziej wyposrodkowana na cos w rodzaju demokracji-socjalnej, ale Ameryka? W Ameryce nikogo nie obchodzi skad masz i czy masz, jak masz to zyjesz, jak nie to "hurt ci w detal" i giniesz pod plotem:) Dlatego mysle, ze w Waszej sytuacji rodzinnej bedzie Wam lepiej w Europie.
      Czy ja bym chciala wrocic?
      Bron Borze nie!!!
      Glownie dlatego, ze nie podoba mi sie jedynie sluszna katolicko-zacofana struktura Polski, bo jesli biorac pod uwage moja ameykanska emeryture to pewnie w Polsce akurat jako emerytce zylo by mi sie lepiej.

      Usuń
  16. Gratuluje artykulu !!!
    Zapomnialam skleroza, dzis poprosze zeby mi znajoma FiM kupila w NY.Swego czasu czytalam, ale takiego wkurwa dostawalam, ze przestalam.

    OdpowiedzUsuń
  17. Czytam Cię od dawna (od kiedy Star poleciła Cię na swoim blogu), ale dziś dojrzałam do wysłania klasków (w dłonie klaszczę, żeby nie było, że to klask w twarz albo co!). Ulało Ci się Nietypowa! Ale jakże celnie się ulało! Może nie pod każdym, ale pod większością akapitów podpisuję się ręcami i nogami. I podlinkowuję moim dzieciom - może Twoje resume i emigracyjne decyzje pomogą im dokonać swoich wyborów. Trzymam kciuki za Wasze spokojne i godne życie za granicą, za zdrowie i siły i za to, żeby starczyło czystych maćkowych kalesonów i koszul (czytaj: żebyście jak najszybciej znów byli razem)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnesk, dzięki za ciepłe słowa.
      Z najnowszych wiadomości napiszę Ci, że Maciek wczoraj był pierwszy raz w pracy.
      Zgodnie z wykształceniem.
      Nie, żartuję;)
      Tak naprawdę w jakiejś ichniejszej fabryce meble składał przez 11 godzin. Po pierwszym dniu wiadomo, że nic nie wiadomo:) A zwłaszcza na ile ta robota jest pewna, ale gdy tylko znajdzie coś, co pozwoli na wynajęcie mieszkania- to lecę mu pooddawać te koszule i kalesony, w końcu zima idzie. Ciepła bielizna mu się przyda;)))

      Usuń
    2. Dzielny ten Twój Maciej! 11 godzin skaładania mebli? Facet po takich przejściach chorobowych? Naprawdę, uściskaj Go ode mnie serdecznie i pogratuluj męskości! (bez obaw i bez podtekstów, bo ja to taka lekko od Was starsza jestem :) ). Maćki chyba tak mają - mój Osobisty Maciek też każdego dnia udowadnia, że idealnie nadaje się na stanowisko mojego Towarzysza (życiowego). Wierzę, że Twój Maciej z czasem i pracę zgodną z wykształceniem znajdzie (siostra mieszkająca w UK donosi, że w dziedzinie resocjalizacji jest tam spore pole do zaorania). Dużo sił WAm obojgu i chłopakom życzę!

      Usuń
    3. Agnesk, dziękuję, uściskam go. 11 godzin to pryszcz, w Polsce pracował po 16 na taksówce. Ja przed trzecią ciążą jeszcze więcej. Po trzech miesiącach od niemal 10-godzinnej operacji Maciek wrócił do pracy. Nawet się nie starał o rentę, mimo że jego onkolog proponował mu przemyślenie tej kwestii. Ja nigdy się nie starałam o żaden zasiłek. Nawet jak sprzedawałam nasze obrączki, aby mieć dla niego na leki, odżywki, itd.. Nawet jak sama nie dojadałam w tamtym czasie.
      Agnesk, piszę Ci o tym, żebyś wiedziała, że my naprawdę zahartowani w boju jesteśmy i tak łatwo się nie poddamy;)))
      Dzięki za dobre fluidy, przydadzą się.

      Usuń
    4. Twardziele! Dzielna Grupa pod wezwaniem Nietypowej Matki Emigracyjnej od Dzieciątek! :)
      A co do rent i wszelkiego socjalnego wpsarcia - mam podobnie. I też jakoś dajemy radę - tzn. głównie Maciek daje, bo ja niestety nie mogę już (ze wzgl. zdrowotnych) pracować. Ale nie jest źle - w każdym razie obrączki jeszcze mamy :)

      Usuń
  18. Powodzenia. Jestem pewna, ze bedzie dobrze. Mnie sie emigracja trafila przypadkiem, ale nie zaluje.

    Jesli sie troche martwisz o dzieci, to chce cie zapewnic, ze pojda do szkoly i w kilka miesiecy beda mowic jak natiwy i raz dwa sie odnajada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokladnie tak, moje dziecie jedyne ESL egzamin zdal po 5 miesiacach.

      Usuń
    2. Moj syn mial 14 lat jak przyjechal do usa ,teraz lepiej mowi po angielsku niz po polsku.Dorusia

      Usuń
    3. Lola, szczerze mówiąc to o dzieci boję się najbardziej. Po tym jak naczytałam się forumowych zwierzeń matek, które opisywały różne formy szkolnej dyskryminacji, albo depresji jaką przechodzą ich dzieci po opuszczeniu kraju, to miałam ochotę się pochlastać. Także to, co piszesz Ty, Liz i Dorusia nie ukrywam, że działa terapeutycznie;)

      Usuń
    4. Nietypowa, dzieci imigrantow sa zawsze przez jakis czas "inne" i ta innosc powoduje rozne reakcje tak pozytywne jak i negatywne i z tym trzeba sie pogodzic. Ale przeciez nie trzeba nigdzie wyjezdzac, zeby spotkac takie matki i dzieci jak Twoja pani z trojki klasowej, o ktorej pisalas calkiem niedawno.
      Moj Junior mial na poczatek stres pozytywnej innosci, jak chcial isc do lazienki to cala klasa wychodzila razem z nim "zeby mu pokazac gdzie jest lazienka":))) Do drzwi domu gdzie mieszkalismy namietnie pukaly calymi wieczorami i weekendami dzieci, ktore sie chcialy z nim bawic, a Junior nie chcial wyjsc, bo ich nie rozumial.
      Ale Junior podobnie jak ja przyjechal z zerowa znjomoscia angielskiego i to byl glowny problem, ktory trwal kilka miesiecy bo dzieci szybko lapia jezyk. Junior mial jeszcze jedno dziwne zachowanie, on sie bal odezwac przy innych ze strachu, ze powie cos zle. Przez pierwsze 6 miesiecy nie odezwal sie slowem w szkole, ale tez trafil na madra nauczycielke, ktora go nie zmuszala. Pamietam jak powiedziala mi, ze ona go slyszala jak probuje rozmawiac z dziecmi i to jej wystarczy, a zmuszac go nie bedzie, bo to dodatkowy stres.
      No madra baba byla i tyle.
      Pamietam jak ryczalam kiedy mi pokazala pierwsze wypracowanie Juniora na temat "moja ulubiona ksiazka". Nie bylo tego wiele, bo tyiko 6-7 zdan, ale w tych kilku zdaniach jedyny blad to byl w polskim tytule ksiazki:)))) No ryczalam jak stara krowa:))))

      Usuń
  19. Oj, z tego własnego gonienia za chlebem i spłatą kredytu w CHF, zapomniałam o obietnicy. Otóż donoszę co następuje. Junior zwiedził miasteczko i szczurów nie zauważył. Zdziwił się, że ma typową angielską zabudowę (sic!). Zmartwił, czy preferujesz "klubowanie", bo jeśli tak, to czarna dupa - o 18.00 wszystko zamknięte na głucho! Ale po chwili się z kolei zreflektował, że Londyn jest oddalony o godzinę drogi, więc jakoś dasz radę. Dodał jeszcze (zupelnie nieadekwatnie do wieku), że tam jest dobry klimat do wychowania dzieci. Skończył ryzykownym stwierdzeniem, że po pierwszym szoku, powinno Ci się spodobać ;))) Pozdrawiam i pochwalam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do klubowania to ja owszem, lubię. Z tym, że mam zazwyczaj pecha i trafiam na jakichś popieprzonych bramkarzy, bo nie chcą mnie z dziećmi wpuszczać. A jak już wpuszczą to barman ma opory przed robieniem im drinków, a wtedy marudzą strasznie i czasem wdają się w bójki. I sama powiedz jak ja w takich warunkach mam sprzedawać narkotyki?!;)
      Także raczej rzadko w klubach bywam. Niemniej dzięki serdecznie Tobie i Juniorowi za relację.

      Usuń
    2. Bardzo trzymamy za Ciebie kciuki. Sama też bym się zdecydowała, gdyby nie fakt, że mam zbyt dużo zobowiązań w kraju. Btw. Moi oboje rodzice, przeszli na emeryturę w 1992 roku. Od 22 lat, mój ojciec nieprzerwanie pracuje już na tej emeryturze, żeby w ogóle mieli co emeryckiego gara włożyć. W tej chwili ma 77 lat! Dzięki pracy na umowę, co kwartał ZUS dolicza mu jakieś grosze do emerytury. Więc po tych kolejnych 22 latach, dokładając do tego co miał na wejściu w system emerytalny, ma wreszcie wymarzone 2000 zł... Dodam, że poszedł na emeryturę po 40 latach pracy w ciężkich warunkach na morzu.... Junior mówi krótko, że w ogóle nie rozważa pracy i życia w Polsce. Będzie stąd spadał przy pierwszej, nadarzającej się okazji. A ja myślę, że dziecko ma świętą rację. ;) Wierzę, że Ty i Twoja rodzina, poradzicie sobie i tego Wam gorąco życzę. Ile można kopać się z koniem?

      Usuń
    3. Yuka, kurde, niesamowicie przykro mi się zrobiło, jak przeczytałam to, co napisałaś o swoim ojcu. Podziwiam go i jestem zażenowana, że w mojej ojczyźnie całe życie pracujący seniorzy i w takim wieku są zmuszeni do ciężkiej pracy, aby mieć co do gara włożyć. Koszmar, kuźwa, zwyczajny koszmar.
      I w takim razie trzymam kciuki za Juniora, no i za to, że gdy już nie będziesz miała żadnych zobowiązań, to żebyś mogła do niego dołączyć;)

      Usuń
  20. Eee Matka, gratulacje! Nie mam
    pojecia co tp te MiF ale i tak jestem z ciebie dumna. Czytam cie od poczatku i nie raz myslalam ze sie marnujesz :)
    Trzymam kciuki za udana misje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to nie wiesz co to FiM?! Cóż to za ignorancja Toya, natychmiast się popraw;)
      Standardowo nie dziękuję za kciuki. Poczekamy z tym do zakupu pierwszego własnego Ferrari;)))

      Usuń
  21. Bardzo dziękuję za tak realny opis sytuacji w naszym(Twoim na razie też)kraju.Miałam kiedyś okazję wyjechać do Francji,ale cóż nie skorzystałam.Nie rozpamiętuję tej mojej decyzji,bo to nie ma sensu,zwłaszcza obecnie ,gdy dno sięgnęło już dna.Gorzej być nie może ,bo na co mogą liczyć osoby kilka lat przed emeryturą bez stałej pracy.Przecież jest program :Praca dla osób 50+ i co?.i WIELKIE G...O.Wszelkie kursy proponowane przez UP w celu ewentualnej zmiany kwalifikacji zawodowych w żadnym ,ale to żadnym wypadku nie zapewniają nikomu pracy.To jest tylko dla statystyki i żeby durnym i naiwnym ludziom pokazać jak państwo dba o obywatela zapewniając mu przekwalifikowanie się (za darmo!)w celu uzyskania jakiejkolwiek płatnego zajęcia.Moja znajoma ostatnio zrobiła (ma 56 lat) kurs opiekuna osób starszych,praktykę miała w Domu Pomocy Społecznej.Na kursie zapewniano ,że podczas zajęć będą dwie osoby dżwigać,podnosić itd.schorowana starszą osobę,oczywiście rzeczywistość była taka ,że ona osoba z różnymi schorzeniami narządów ruchu w tym kręgosłupa(niestety jak to w tym wieku bywa)podnosiła do pionu sztywnego ,schorowanego dziadka sama.Brak mi słów,same inwektywy cisną się na usta jak tylko myślę w jakim popapranym kraju przyszło mi żyć.Dla nas starszych osób nie ma już nic,żadnych perspektyw na godne życie.Nie mam męża posła,nie mam żadnych znaczących znajomości,żadnych oszczędności,nie mam pracy i nie mam żadnych perspektyw ,że o mnie przed 60-tką,będą się bili pracodawcy.Jak są jakiekolwiek oferty pracy dla ludzi w moim wieku to ,albo to muszą być renciści albo emeryci.Ta sytuacja dotyczy wielu ludzi w moim wieku i cóż zadaję sobie pytanie :i co dalej?Żal cztery litery ściska jak się tylko popatrzy na niemieckich emerytów tak tłumnie odwiedzających zwłaszcza latem moje miasto.No tak,mam pecha ,bo ja urodziłam się w Polsce ,gdzie najlepiej by było ,żeby osoby w moim wieku już sobie trumnę zamawiały.Nikt z nami się nie liczy,nic nam się dobrego nie oferuje prócz pogardy i zdziwienia,że jeszcze czegoś gdziekolwiek żądamy.Bardzo dobrze,że wyjeżdżasz z tego kraju,kraju w którym od prawie 30 lat padają same obietnice ze strony kolejnych ekip darmozjadów ,pasibrzuchów i złodziei,że będzie lepiej.Nigdy nie będzie lepiej,będzie jeszcze gorzej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem co napisać, bo to, co Ty napisałaś jest tak smutne i zarazem prawdziwe, że nie znajduję żadnych słów pocieszenia.
      Od wielu lat obserwuję narastają frustrację w narodzie. I odnoszę ciężkie wrażenie, że ona w końcu znajdzie ujście. Że ludzie wyjdą na ulicę, jak powinni wyjść lata temu i zrobią z tymi darmozjadami, pasibrzuchami i złodziejami, jak piszesz, porządek.

      Usuń
  22. Gratuluję decyzji - każdy orze jak może :) Ja nie wyjezdzam bo za bardzo jestem przywiązana do tego durnego , okropnego kraju ? Jakoś sobie radzę i jestem zadowolona - nie liczę na polityków - liczę na siebie. Chyba mam dużo szczęścia bo obracam się wśród ludzi którzy nie jęczą , nie narzekają i tu w Polsce ciężką pracą doszli do dużych pieniędzy. I nikt im nic nie dał - moja siostra zapieprza jak głupia do nocy chociaż teraz mogłaby leżeć i pachnieć. Jej dzieci nie dostają tygodniówki tylko przychodzą w weekendy do knajpy i robią za kelnerów - znają wartość pieniądza. Moje córki świetnie sobie radzą , no ale niestety są bardzo pracowite i też zapieprzają od rana do wieczora , ale nie narzekaja bo kochają to co robią. Młodsza jakiś czas temu coś przebąkiwała że może wyjedzie , ale po tygodniu zrezygnowała i powiedziała że chyba jej na mózg padło bo nie mogłaby żyć gdzie indziej. Bo tu jest fajnie , coś się dzieje,można się pośmiać z naszych polityków a żyć w innym takim uładzonym kraju byłoby nudno. A mnie jak jest żle i mam już dość polityki ( jestem uzależniona od TVN24) zamykam się w domu z moimi zwierzakami i wchodzę w inny świat - świat książek.Wyprowadziłam się z Warszawy pod nią - mam ciszę spokój , las i jestem szczęśliwa w tej mojej polsce

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz jak jest- punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Cieszę się, że jesteś szczęśliwa i jest Ci dobrze. Fajnie, że masz wokół siebie ludzi, którzy ciężką pracą doszli do dużych pieniędzy, jak piszesz. Jednak albo mi się wydaje, albo sugerujesz, że kiepsko mają tylko nieroby. Jeśli tak, to proponowałabym wychylić nos poza krąg znajomych- pół miliona dzieci w Polsce nie dojada, bo ich rodziców nie stać, aby zapewnić im odpowiedni posiłek chociażby co drugi dzień. Wszyscy oni "leżą i pachną"? Miałam okazję uczestniczyć kiedyś w badaniach na temat bezdomności. Zdziwiłabyś się ilu z obecnych teraz bezdomnych jakiś czas wcześniej było szczęśliwymi posiadaczami domku na wsi.
      Mój ojciec będąc spawaczem i pracując na dwa etaty przez dość długi okres w życiu również nie bardzo miał czas leżeć i pachnieć. Zapewniam. I również w życiu na nikogo poza sobą nie liczył. Nigdy nie zwracał się do państwa o żadne dofinansowania, nigdy nawet nie był na L4. Co z tego ma- napisałam powyżej. I właśnie w tym miejscu wracamy do pierwszego zdania- punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
      No i od tego czy potrafimy w tym widzeniu dostrzec coś więcej niż końcówkę swojego nosa:)

      Usuń
    2. Matko chyba naprawdę siostrami jesteśmy, bo od momentu wspomnienia, że niestety zapierdalają mam dziwne wrażenie, że półsłówkami dano do zrozumienia, że źle mają tylko leniwce i nieroby.
      A że jestem z natury złośliwa ( i cholernie mi z ytm dobrze, przynajmniej ludzie, którzy są dokoła mnie są tam z własnej woli, a nie dla moich dóbr materialnych, których i tak nie mam, żeby nie było ) to wspomnę takie powiedzenie, iż do dobrego człowiek szybko się przyzwyczaja, a los potrafi kopa zasadzić, nic co mamy nie jest dane na stałe. A nie zawsze ciężka praca przekłada się na płacę,, są tacy co tego doświadczyli. Uładzony nie uładzony, ma być normalny kraj bez podziału na tych co im tak dobrze i milusio, bo nie widza problemu bo ich nie dotyka więc mają w nosie i na tych, których dotyka.

      Usuń
    3. Nie jęczą, nie narzekają i tu w Polsce doszli do dużych pieniędzy... Hmm... Ok, nieroby, którzy nie doszliśmy do dużych pieniędzy i ośmielamy się narzekać, że na kino z dziećmi nie mamy- przybijajmy piątkę :(

      Eh, Retro... Nie, nie- nie kpię i nie ironizuję. I nawet Ci gratuluję, że jesteś zadowolona. Nie daje mi to jednak nadziei, że kiedyś my wszyscy będziemy zadowoleni. Odniosę się tylko do tego, co napisała w poście Ania- o swoim tacie, o swoim mężu... To też ludzie, którzy ciężko pracują. I co? I nic. To nie Ameryka. Niestety. Możesz całe życie zaharowywać się jak wół, i za przeproszeniem- gówno z tego mieć. Poza zjechanym zdrowiem, zszarganymi nerwami i świadomością, że całe życie w domu cię nie było, że dzieci widywałaś/widywałeś w przelocie... I tak naprawdę- po co to wszystko? W naszym kraju nie można postawić znaku równości między ciężką pracą, a szeroko pojętym słowem sukces.

      Nie lubię generalizować i nie twierdzę, że w tym kraju nie można nic osiągnąć. Nie twierdzę, że każdy, kto nie narzeka jest złodziejem i oszustem (w sumie prościej byłoby napisać-politykiem). Niestety- nie każdy, kto zasuwa i daje z siebie wszystko, może żyć na godnym i satysfakcjonującym go poziomie.

      Hm, no rzeczywiście- naprawdę córkę to cieszy- że możemy się pośmiać z polityków? To rzeczywiście- ma ubaw dziewczyna. Ja tam wolałabym się jednak śmiać z czegoś innego, bo kiedy razem z Nią, śmieje się z nich cały świat, to jakoś tak smutno mi się jednak robi. I nieswojo zarazem...

      I jeszcze jedno- ja widzę diametralną różnicę między zapieprzaniem od rana do wieczora, kiedy kocha się swoją pracę i robi się to z własnej woli, a zapieprzaniem, kiedy pracy się szczerze nie znosi, a nie ma człowiek innego wyjścia, bo rata kredytu sama się nie spłaci. I wracamy do tego, o czym pisałam: córki świetnie sobie radzą, no ale niestety- są pracowite... Szkoda, że nie masz bladego pojęcia o ludziach, którzy też są pracowici i niestety tak dobrze sobie nie radzą, bo w tym kraju tacy też są. I jest ich naprawdę całkiem sporo. To dość krzywdzące mieć tak wąskie wyobrażenie o kwestiach, o których się wypowiada.
      I chyba Ci się Ania nie wydaje (niestety), bo ja odnoszę to samo wrażenie...

      Usuń
    4. Marta widzisz córka cieszy się, ze może się pośmiać z polityków - cóż każdy ma różny poziom poczucia humoru, jednych cieszy wysublimowany skecz, drugiego Ferdek Kiepski. Nie zmienisz.
      Moja złośliwość znowu doszła do głosu, wewnętrzna żmija młode na spacer właśnie wypuszcza i tak mi się nasuwa odnośnie tej pracowitości: życie bywa okrutne, kryzys wieku średniego i " już wiem co zrobię, zamienię Cię na nowszy model" i te sprawy :))

      Usuń
    5. I jeszcze Retro tak sobie myślę- jako mama i żona, pewnie, że moglibyśmy wziąć z mężem jeszcze po dodatkowym etacie- a co nam tam! W końcu doba ma 24godziny, nie? Starczyłoby na jakąś panią, która przypilnowałabym dzieciaków do 20-21-szej. A to, że byśmy ich nie widywali,, a potem za 5lat rozłożyli ze zdziwieniem ręce na wieść, że ćpają, albo cholera wie co jeszcze? No takie czasy :)

      Niestety jak się pisze pod wpływem emocji, to pewnie rzeczy umykają. Chciałam Ci tylko jeszcze napisać, żebyś zwróciła uwagę na zasadniczą różnicę- nie uważasz, że ludzie powinni mieć wybór? Bo jeśli Twoja siostra lubi pracować, ba! Lubi swoją pracę i nie ma nic ciekawszego do roboty poza pracą- to Jej święte prawo- niech sobie pracuje ile chce. Tylko, że my- szaraczki, nieroby, w większości chcielibyśmy pójść do pracy, potem z Niej wrócić i zagospodarować sobie ten pozostały czas według własnego uznania. Pracować na dwóch etatach, bo nie ma się innego wyboru- to jednak nie to samo, co dobrowolnie podjąć sobie taką decyzję, prawda? Oczywiście- nikt nas do tego nie zmusza- poza faktami, które sobie uświadamiamy- bo a to dziecko chciałoby na obóz pojechać, a to na tańce chce się zapisać, albo młodsze ma dosyć chodzenia w ubraniach po starszym bracie/siostrze. Czuję się trochę zażenowana, że muszę to pisać, bo domyślam się, że jednak jesteś ode mnie sporo starsza.

      Żmija- POPIERAM!

      Usuń
    6. Strasznie jestem ciekawa w jakim wieku jest Twoja"zapieprzająca siostra od rana do nocy",bo chyba nie 50+?.Ja pracowałam "za biurkiem",miałam trochę przerwy i chcąc podjąć ponownie pracę pani WIELKA URZĘDNICZKA W UP poinformowała mnie ,że mam "zapomnieć o pracy w biurze ,ponieważ sa młodsi ode mnie i nie maja pracy!Nie wiem czy sie orientujesz ,ale kobiety po 50-tce maja już pewne zazwyczaj schorzenia ,i tak ja na przykład mam chory kręgosłup ,zwyrodnienia kręgów szyjnych,,jestem po zakrzepowym zapaleniu żył.Pomimo tych i innych chorób swego czasu ,stosunkowo niedawno zapieprzałam(Twoje ulubione słowo)w gastronomii.Słowo zapieprzać idealnie odzwierciedla moją pracę ,która tam wykonywałam.Podziękowano mi po ponad rocznej pracy,nie przedłużono mi umowy ,z dnia na dzień zostałam bez pracy.Praca dzieci Twojej siostry w weekendy w knajpie nie jest żadną rewelacją ,bo niemal cała gastronomia jest obsadzona przez dorabiających studenciaków także tylko w określone dni.Własnie pracowałam z takimi dorabiającymi ,zmieniającymi się jak w kalejdoskopie ludzmi,im nigdy na pracy nie zależało,bo jak nie ta to będzie inna.Młodzi zawsze coś znajdą,pomimo ,że nie zawsze są solidnymi pracownikami(spóżnianie się do pracy,picie alkoholu,częste przerwy na papierosa).Znam mnóstwo ludzi ,którzy wyjechali mając lat 30,40 i jakoś nikt nie wraca i tym bardziej nie narzeka ,że ciężko pracuje ,bo wie ,że pracuje za tzw.godziwe pieniądze.Patrzę na ludzi w swoim wieku i na nieco starszych i żal mi jest,że człowiek dożył takich podłych czasów.Masz "szczęście"Ty i siostra,że macie takie PRACOWITE I ZAPIEPRZAJACE dzieci ,które znają wartość pieniądza.Ja nie mam obecnie pracy ,znam mnóstwo ludzi w takiej sytuacji jak ja i jakoś nie przychodzi mi do głowy ,że jest tu fajnie"coś się dzieje,można pośmiac sie z naszych polityków(owszem można ,ale to do niczego nie prowadzi),a żyć w innym takim uładzonym kraju byłoby nudno",czyżby???Też kocham książki ,też kocham zwierzęta i mam je,ale to nie wystarczy ,żeby mieć spokojny sen i się beztrosko pośmiać.Odnoszę wrażenie,że sugerujesz pomiędzy wierszami,że kto nie ma pracy jest nieudacznikiem i to na własne życzenie.Bo jak się zapieprza to ma się Eldorado w Polsce.Wszystkim,którzy maja zamiar opuścić ten kraj ,życzę wszystkiego najlepszego,wszędzie będzie zawsze lepiej bo tu dobrze maja złodzieje (pracodawcy),kombinatorzy i nasz rząd,uczciwy człowiek może dorobić się w tym kraju tylko garba!

      Usuń
    7. Bla, bla , bla . Mam 55 lat i postanowiłam zwolnić bo mi się już nie chce pracować i znalazłam sposób żeby zarobić i sie nie narobić . 3 razy w tygodniu jeżdzę na osiedle dla bogatych i macham im dom 6-8 godz za 200 zł czli 12 razy pojadę i mam 2400 miesiecznie - można ? tylko ja już jestem stara i schowałam dumę do kieszeni.Jak bym się spięła mogłabym jeżdzić codziennie i bym miała 2 razy tyle. Oczywiście jak wychodzę boli mnie kręgosłup jak cholera ale na drugi dzień przechodzi.

      Usuń
    8. A moja siostra ma 45 lat , ale to byk - w przerwach gra w tenisa i trenuje boks - bierze też udział w maratonach - latem wspina się - Ja bym tego nie zniosła.Szanuje swoich pracowników. Nigdy nie zalega z wypłatami . Ludzie Ją lubią i szanują

      Usuń
    9. A no i jesteśmy w domu.
      Machasz im dom? Ale nie masz firmy sprzątającej?
      No widzisz- i to jest ta różnica, gdzie się rozmijamy, bo my z koleżankami mówiłyśmy o uczciwym zarobkowaniu, a nie o szarej strefie.
      I dlatego pewnie nam się nie powodzi,a Tobie tak. My, jak idiotki taką działalność byśmy zgłosiły. No niepatriotki takie głupie już z natury są, że nie chcą okradać państwa, Natomiast Ty, obnosząc się ze swoim patriotyzmem z uśmiechem okradasz budżet.
      Jakieś inne cenne rady?
      Mam liczniki przedpłatowe na prąd. Wiesz może jak zrobić, żeby się zatrzymały na jednej kwocie i żeby ta kwota nie malała wraz ze zużyciem?
      Zawsze powtarzałam, że ja się nie nadaję do dzisiejszego świata. Zbyt durna jestem, zbyt uczciwa. I tak czuję, że gdybym posłuchała rad jak te powyżej, sporo bym się mogła nauczyć, sporo wzbogacić i faktycznie ten kraj pokochać.
      Jest tylko jedno ale- miałabym zajebisty problem ze spoglądaniem na siebie co rano w lustrze.

      Usuń
    10. I tu się mylisz mam otwartą działalność gospodarczą - zrobiłam już to parę lat temu jak otwierałam dla córki Salonik Fryzjerski i nie jestem bogata - po prostu sprzedałam piękne mieszkanie w Warszawie - kupiłam w Ząbkach pod Warszawą a za to co zostało otworzyłam córce salon a drugiej wyprawiłam wesele - jak się samemu chowa dzieci trzeba główkować bo mąż mi nie pomoże

      Usuń
    11. Czyli zarabiasz 2400- opłacasz ZUS, skarbówkę i żyjesz za te pozostałe 1000 zł, z których musisz zrobić przecież opłaty, dojechać do pracy, kupić jakies leki (o ile oczywiście czegoś potrzebujesz). No i rozumiem, że starcza Ci i na teatr od czasu do czasu i na tę książkę wspomnianą przeze mnie..
      Aha, to ok
      Tylko weź pod uwagę, przy najniższej krajowej inne samotne matki mają niewiele więcej + 2 dzieci i z braku domku na wsi-wynajęte mieszkanie.

      Z tymi córkami to mnie zastrzeliłaś.
      Ja nie miałam wesela. Nikt nam nie wyprawił. Usłyszeliśmy od naszych rodziców, że jak chcemy je mieć, mamy sobie na nie zapracować sami.
      Nikt też nie kupił mi miejsca pracy.
      Nie ukrywam, że zazdroszczę Twoim córkom- na start dostały tyle na tacy,..
      Wydajesz mi się być otwartą i szczerą osobą. Nie mogę pojąć tylko czy naprawdę nie widzisz absurdu w tym, co piszesz. Zestawiasz swoją córkę- tą, która dostała od Ciebie salon fryzjerski, z tysiącami kobiet, które z domu dostały tylko kopa w dupę, błogosławieństwo, albo życzenie powodzenia w przyszłości.
      Naprawdę nie widzisz między nimi różnicy w szansach na starcie? Serio?
      Bo z tonu Twoich wcześniejszych wypowiedzi wywnioskowałam, że Twoje córki wyszły z domu z przysłowiową jedną parą gaci, a teraz opływają w luksusy dzięki własnej pracy, a nie dzięki zaradności ich matki.
      Retro, a jeśli wolno spytać- skąd miałaś mieszkanie? To, które sprzedałaś w Warszawie. Książeczka mieszkaniowa, jakiś zmarły krewny?

      Usuń
    12. Powiem Ci że tyle w moim zyciu się działo że to co tu piszę może jest nieskładne. Miałam kiedyś męża nie męża bogatego gdy moje dziewczyny były małe okazało się że ma raka , nie mieliśmy ślubu, nigdy nic od niego nie chciałam - owszem żyło mi się bardzo dobrze. W pewnym momencie pomyślałam - kurcze przecież mam małe dzieci - co się stanie gdy go nie będzie? Poprosiłam żeby na mnie zapisał mieszkanie - ile się wstydu wtedy najadłam to tylko Ja wiem. Zapisał a potem zmarł. I to mieszkanie 3 razy ratowało mi życie bo 3 razy sprzedawałam - oczywiście zawsze tak żeby zostawała kasa. To wszystko było dla córek bo na początku jak poszły do szkoły to pierwszy raz sprzedałam i kupiłam komputer i wszystko co potrzebowały, otworzyłam bude na bazarze z ciuchami i nawet dobrze mi szło. Potem jak zaczeło iść żle sprzedałam budę i wyjechałam do Włoch do pracy, wróciłam i poszłam do pracy do siostry do sklepu bo wtedy otworzyła pierwszy sklep w Galerii Mokotów . Moja córka zakochała się więc znowu sprzedałam mieszkanie - kupiłam mniejsze i za kasę która została wyprawiłam wesele,kupiłam sukienke ,pierścionek zareczynowy - nawet młodemu ciuchy do ślubu bo jego rodzice się wypieli a oni dopiero zaczynali prace w radiu - on miał mieszkanie po babci - puste - więc kupiłam też meble,telewizor , pralke itd he he. potem moja druga córka dostała dyplom i postanowiłam otworzyć jej salon fryzjerski więc sprzedałam znowu mieszkanie w Warszawie i kupiłam w Ząbkach. Znalazłam fajny lokal - cały wyremontowałam - kupiłam wszystko meble - nawet zapas farb na cały rok.Piszę i tak nieskładnie bo w między czasie też sporo się działo. Od 12- 15 lat leczę się na depresje - codziennie biorę leki , ale mimo wszystko jestem zadowolona i dumna z siebie bo dałam radę. Mojej córce dziennikarce tak dobrze się wiedzie że wypięła się na mnie i nie utrzymuje kontaktu. Druga córka przez te wszystkie lata zdobyła dużo klientek, jest bardzo lubiana, dobrze sobie radzi i kocha mnie.
      A co do działalności to wiesz ze przez pierwsze 2 lata jest niski ZUS - ludzie sobie radzą jak mogą żeby sobie ulżyć - najpierw był salon na Weronke - teraz jest na mnie bo po pięciu latach można znów skorzystać z ulgi - Ja nie płaćę podatku itd - płaci córka także te pieniądze mam na czysto.

      Ale Ty też mnie zastrzeliłaś bo nigdy sobie nie wyobrażałam że rodzice mogą się wypiąć i nie zrobić wesela - to co mnie spotkało że musiałam kupić wszystko młodemu myślałam że to wyjątek.No ale też nie wiedziałam że moja córka wypnie się na mnie po 9 latach

      Usuń
    13. Po pierwsze dziękuję, że tak szczerze opisałaś swoją historię.
      A po drugie, żebyśmy się dobrze zrozumiały, podkreślę, że ja na serio cieszę się, że czujesz się szczęśliwa, albo przynajmniej starasz się wbrew temu, co Cię spotkało taka być (przykro mi z powodu Twoich relacji z jedną z córek). Ja się jedynie nie zgadzam na takie szufladkowanie ludzi, którzy nie są szczęśliwi w tym kraju, jakiego dokonałaś w pierwszym komentarzu.

      Z opisanej historii jasno wynika, że operowałaś mieszkaniem, którego się nie dorobiłaś, a zostało Ci przepisane. Jedna z Twoich córek wyszła za mąż za mężczyznę posiadającego mieszkanie po babci, które na dodatek Ty wyposażyłaś. Pomijam już to urządzenie wesela. Drugiej z córek kupiłaś miejsce pracy.
      Droga Retro, mi mąż nie przepisał mieszkania. Żadna babcia również. Mama nie urządziła wesela, ani nie kupiła miejsca pracy. W całym moim życiu jestem zdana na siebie, siebie i siebie i na życzliwość przyjaciół. Z domu dostałam starą meblościankę z mojego pokoju i mikrofalówkę i to był mój cały posag (który nomen omen i tak był mi wypomniany). Maciek, gdy go poznałam miał rzęcha odpalanego na spych i to był jego majątek z kolei. W wieku 22 lat, mając niespełna dwuletnie dziecko i dwutygodniowego noworodka, gdy byliśmy w trakcie "dorabiania się" Maciek zachorował. Nie chce mi się pisać ile przeszliśmy jeszcze gdy wyzdrowiał, bo gdy komuś o tym mówię, ludzie mi współczują, a ja się czuję głupio, bo w gruncie uważam się za wielką szczęściarę- w końcu mam męża, którego kocham, trzech cudownych synów i niezastąpionych przyjaciół, którzy dużo mi na zakrętach życiowych pomogli, służąc zawsze chociażby psychicznym wsparciem. Gdyby nie oni aktualna emigracja nie byłaby możliwa. I jestem świadoma tego jak wiele im zawdzięczam. Mam nadzieję, że Ty również jesteś świadoma tego, że Twoje i Twoich córek powodzenie, nie jest jedynie kwestią ciężkiej pracy, jak początkowo napisałaś. I mam też nadzieję, że teraz widzisz te nierówne szanse między nami i może raz jeszcze przemyślisz swoją niesprawiedliwą ocenę.
      pozdrawiam Cię serdecznie, trzymaj się ciepło

      Usuń
    14. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  23. Och, Matko... Ale ci się "ulało"... Wylałaś wszystkie żale tak jakbyś trochę szukała usprawiedliwienia za swoją decyzję o emigracji? Tak nutka pobrzmiewa w tym tekście.
    Wybacz, ale jesteś trochę niesprawiedliwa oceniając cały kraj i jego funkcjonowanie na podstawie jednostkowych niepowodzeń. Nie wszystkim wiedzie się źle. Myślę, z perspektywy lat przeżytych w poprzednim systemie, że sama możliwość wyboru miejsca do życia jest dużym osiągnięciem. Bez złośliwości wspomnę też, że emigrantów też dotykają niepowodzenia, czego oczywiście w żadnym wypadku nikomu nie życzę.
    Niech Wam się układa jak najlepiej, ale proszę, zachowajcie też trochę dobrych myśli o Polsce.
    Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bet, to nie tak. Ja nie szukam usprawiedliwienia, bo nie przywykłam do usprawiedliwiania się przed nikim. Ja piszę o przyczynach. Otwarcie piszę, bo często jestem w mniej lub bardziej otwarty sposób o nie pytana. Co do "jednostkowych niepowodzeń" to bym się spierała. Chyba, że nazywasz "jednostkowym niepowodzeniem" sytuację całej rzeszy rencistów i emerytów i osób niepełnosprawnych w Polsce, tudzież pół miliona głodnych dzieci, o czym pisałam powyżej.
      Jasne, że emigrantom również się nie udaje. I tak bywa. Choć ja nie znam NIKOGO, kto byłby niezadowolony z decyzji o emigracji, a co drugi mój znajomy mieszka już poza granicami tego kraju.
      Zachowam mnóstwo dobrych wspomnień. No i przepisów. Na pierogi, bigos, czy tam blok czekoladowy chociażby;))))

      Usuń
    2. Nie no... Kiedy pod poprzednim postem, zapoczątkowującym serię: "Misja Emigracja", przeczytałam czyjś komentarz w stylu: "Ogólnie emigracji nie popieram", to dałam sobie na luz, choć już mnie zaświerzbiło, żeby się do tego braku poparcia odnieść... Ale teraz, kiedy czytam: "jednostkowe niepowodzenia", to pytam- o jakich JEDNOSTKOWYCH niepowodzeniach my mówimy?! Skoro Ania pisze, że co drugi znajomy jest już na emigracji, i ja mogę z powodzeniem napisać to samo, a nie mamy z Anią wspólnych znajomych, to chyba świadczy to o masowym problemie, a nie o jakiś jednostkowych potknięciach. Bo jednostkowe niepowodzenie, to może być, kiedy komuś się noga powinęła, długów narobił, komornik siedzi mu na pensji... Nie mam ochoty rozwodzić się tutaj nad własną sytuacją, bo nie w tym rzecz, ale rękami, nogami, i całym sercem podpisuję się pod tym, co napisała Ania- my, ludzie, Polacy, chcemy godnie żyć, a nie wegetować. Bo jeśli pracując, starcza tylko na opłaty i jedzenie, to moim zdaniem, mówimy właśnie o wegetacji.

      Czytam co chwilę komentarz Twój komentarz Bet, i zastanawiam się, czy Ty na pewno Polskę miałaś na myśli... Rozumiem, że różne kręgi, różnie mogą postrzegać sytuację w kraju, ale poza emerytami, rencistami i niepełnosprawnymi, cała rzesza moich znajomych- ludzi w sile wieku, wykształconych i chętnych do pracy, jest zawiedzionych sytuacją w kraju, a większość naszych rozmów, to rozważania typu nie czy emigrować, tylko gdzie emigrować.

      Usuń
    3. Że się tak mało grzecznie spytam, jakich kurwa jednostkowych niepowodzeń? Jako jednostka antyludzka i antyspołeczna ( tak, tak, cześć jestem żmija i nienawidzę ludzi ) mogę spokojnie oznajmić, że w moim wąskim gronie przyjaciół i znajomych też paru szybko wyjechało, zanim zamknięto granice, a ludziom zrobiono na twarzach operacje plastyczne aby stale się uśmiechali.
      Jeżeli uda mi się co zamierzam ( a na to nie dość, że nie mam już wpływu jak i nie przyspieszę i szlag mnie trafia jasny ), to wspomienia miłe z tego kraju będę mieć tylko z poznania takich blogerów jak siorka Matka i parę innych, z tego, że tu moi rodzice i z powodu koni. Natomiast o całej reszcie chciałabym czym prędzej zapomnieć, bo jak miło wspominać zdzieranie z człowieka ostatniej koszuli jak tylko założy swoją działalność ( bo ma te przysłowiowe jaja i nie bał się ryzykować, a przecież mógł na budżetówce ciepłą posadkę tyłkiem obejmować ), jak milo wspominać absurdalne przepisy niszczące porządną jednostkę, jak mieć prawidłowe wspomnienia z kraju, gdzie ludzie gną się w pokłonach przez facetami w czarnych sukienkach, gdzie oni mogą wszystko, gdzie społeczeństwo dało się im omamić koncertowo i zamiast pomagać potrzebującym daje się datki na kolejne dupie potrzebne świątynie itd. Tak, jest co wspominać, jest co kochać i jest powód, żeby jak najszybciej, w miarę możliwości zmienić miejsce pobytu stałego. Jak nie uda się tak, będę próbować inaczej. Mam swoje lata, ale dzięki temu właśnie spokojnie mogę ocenić, że anu tu dobrze nie było ( bo poprzedni ustrój pamiętam dość dobrze ), ani nie jest, ani nigdy nie będzie. Uhh Matko przepraszam za słowo na górze, ale mną tąpnęło.

      Usuń
    4. Wyjaśnienie: w swoim komentarzu odniosłam się do tekstu notki, w którym autorka podawała przykłady dotyczące swojej / jednej/ rodziny. Stąd u mnie słowa "jednostkowe niepowodzenia" oraz nieśmiały zarzut o niesprawiedliwym rozciąganiu tego na całe społeczeństwo. Nie, nie zamierzam się spierać, każdy ma prawo do swojego sądu i poglądów i wszystkim szczerze życzę pomyślnego ułożenia swego losu gdziekolwiek by to nie było.

      Usuń
    5. Bet, moja rodzina to tylko przykład. Żałuję nawet, że go przytoczyłam, bo mogłam posłużyć się milionem innych. Nie jestem sfrustrowana, bo mojemu ojcu jest źle. Jestem sfrustrowana, bo tysiącom rodzin jest źle. Ludziom, którzy nie zasłużyli na takie warunki, w jakich żyją. Nie wierzę, że nie znasz takich ludzi.

      Usuń
    6. Oczywiście, że znam podobne przykłady i wiem, że jest ich w Polsce, jak w każdym kraju na świecie, wiele. Bardzo wiele i większość jest niezasłużona. Taki obszar niepowodzeń zawsze i wszędzie istnieje. Znam też wiele pozytywnych "karier" i dobrego ułożenia sobie życia w PL. Dlatego protestuję przeciwko potępiania w czambuł całego państwa i jego społeczeństwa. I tu się zgadzam: "nie zasługujemy" na to. Mówię to bez zaciekłości i odrobiny jadu. Po prostu tak myślę. Na zakończenie uśmiechy posyłam:)))


      Usuń
    7. Bet pozwolę sobie się nie zgodzić - zasługujemy w pełni. To jest odpowiedzialność zbiorowa, wszyscy ( no ok prawie ) tu żyjemy i co, jeżeli nam jest wygodnie, to w odwłoku mamy to co sie ogólnie dzieje, bo przecież nam dobrze? Generalnie po doświadczeniach moich i nie tylko mogę powiedzieć, że jeżeli komuś u nas dobrze wiedzie to: a) miał fuksa, b) dobrze się ożenił i jakoś tak wyszło, c) ma dobre znajomości lub/i rodzinę, d) ...dobra tutaj musiałabym coś napisać o czynach nie do końca zgodnych z literą prawa, a to już mogłoby pod paragraf podpadać. Przeciętna osoba, nie mająca możliwości uruchomienia czegoś własnego, siedzi u kogoś i albo jest okradana, albo ma najniższą krajową. No chyba, że faktycznie jest prezesem, dyrektorem, znajomym królika. Gdyby było inaczej blokowiska zniknęłyby z miast, wszyscy przenosiliby się do domków, mieli normalne, sprawne auta i robili zakupy w samych ekskluzywnych sklepach. Żeby coś się zmieniło. ludzie powinni otworzyć wreszcie oczy, zobaczyć, że oprócz ich hermetycznego światka jest też coś innego i że to co pokazują w wiadomościach to nie literatura sf.A tymczasem przeciętni ludzie zapierdalają na "kariery" tych, co im się dobrze żyje, już po 40-tce zaczynają być mało atrakcyjni na rynku pracy, potem jest gorzej, a na emeryturze są zmuszani, jak Matka pisze, wybrać, czy zapłacić za leki i umrzeć z głodu, czy kupić jedzenie i umrzeć z powodu braku leków ( opłaty za mieszkanie są poza konkursem, bo jak się go nie opłaci to ani leki ani jedzenie nie są już potrzebne). Taka jest rzeczywistość, czy to się komuś podoba czy nie i za to jesteśmy odpowiedzialni my wszyscy bez wyjątku. Ale jest pozytyw: coraz więcej ludzi może spokojnie powiedzieć, że im starcza do 1-ego , wypłatę dostają 28.

      Usuń
    8. Sympatyczna Żmijo, jasne, że możesz się nie zgodzić. Ja nie zgadzam się na wyliczone przez Ciebie punkty a,b,c i d... To jest nawet obraźliwe dla uczciwie pracujących całe życie ludzi. Ale niech, tam...

      Usuń
  24. Doskonale i rzetelnie opisałaś to nasze polskie podwórko, tak rzetelnie, że aż się wyć chce!
    Cóż mam powiedzieć: jestem w podobnym punkcie, chociaż przez ostatnie 20 lat wierzyłam, że jednak się w Polsce coś zmienia i ja jeszcze będę żyła godnie i w dostatku.
    Efekt taki, że zapi...rzam na dwóch etatach, żeby dom utrzymać.
    Przez taką a nie inną politykę kredytową nikt nie chce ode mnie od prawie roku kupić domu, żebym mogła trochę mniej zapieprzać i żebym mogła na luzie stąd wyjechać.
    Czasem lepiej jest nie mieć nic, jak Ty, Ciebie przynajmniej tu nic nie trzyma...
    Mocno ściskam i jeszcze mocniej życzę powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iw, ja też wierzyłam. I tak pewnie gdzieś, w głębi ducha zawsze będę miała nadzieję, że w końcu coś się w Polsce zmieni i w końcu będzie lepiej.
      To nie jest tak, że ja wyjadę z wielkim i szerokim uśmiechem. Ja wyjadę z łzami w oczach, bo do tego wyjazdu zostałam zwyczajnie zmuszona przez te cholerne realia, o ktorych piszę, a które Ty dobrze znasz.

      Usuń
    2. Dziękuję Ci za te uściski.
      Iw, ja też trzymam za Ciebie kciuki. Za to, żebyś w końcu odetchnęła i mogła zwolnić. Buziaki:*

      Usuń
  25. Siorka najpierw przeczytałam wpis na raty, część rano, część teraz ( dokładając nawet pracę dla Dorusi :P ). Komentarze też. Jak widzisz najpierw mi się ciśnienie podniodło, za co przepraszam, bo słownie dałam tego upust. A potem...a potem się poryczałam, że jestem kurde taka niezaradna, że nie umiem się spakować i zwiać tak po prostu, że muszę jeszcze tyle czekać, a nie wiem nawet czy mam na co ( znasz uczucie, kiedy najpierw robisz coś zgodnie z wymogami chociaż wydaje Ci się to durne, wysyłasz, a po paru dniach dochodzisz do wniosku, że źle zrobiłaś, że trzeba było nie trzymać się sztywno wytycznych? ja to właśnie przeżywam), że pewnie tu umrę zanim cokolwiek się zmieni.
    Siorka jestem z Ciebie szalenie dumna, masz babo jaja i tego się trzymamy.
    Dziękuję też za mentalnego kopa w zadek, gdyby nie ty, nie podeszłabym do tematu.
    Trzymam kciuki i pośladki zwarte, ale błagam, weź się jednak do tych skarpetek nie przytulaj no proszę Cię no:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybacz miało być Ty uhhhhh

      Usuń
    2. Siorka, jakby Ci, tfu odpukać, z tymi Stanami nie wyszło, a ja osiądę w tej Anglii to masz tu, na forum, moje słowo, że powiesz tylko słowo, a stanę na rzęsach żeby i Ciebie ściągnąć.
      Ty się tam nie zamartwiaj. Nie damy Ci tu umrzeć;))

      Usuń
    3. Siorka tylko nie pukamy w mój łeb ok?:)) mogłoby się wiele wydać odnośnie jego zawartości :P

      Usuń
  26. No dobra, w końcu mogę coś napisać bezpośrednio do Ciebie. Chyba zmienię taktykę i przestanę czytać komentarze pod postami :) Momentami za dużo nerwów...Ania, no co mogę napisać- jest źle i nic tu się pewnie nie zmieni. Naprawdę nie chcę nikogo obrażać, ale każdy kto ma choć trochę rozumu (i niestety odwagi) po prostu się pakuje. I po cichu liczę, że i na nas przyjdzie pora :) Może spotkamy się w tej Norwegii, bo Marcin zaczyna przebąkiwać, że jak już, to tylko tam...

    Trzymam za Was mocno kciuki i życzę Wam jak najlepiej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie te komentarze ciśnienia nie podnoszą. Ja w takich momentach sobie myślę, że pewni ludzie są faktycznie bardzo szczęśliwi, bo niewiele widzieli, niewiele doświadczyli. Marta, syty głodnego nie zrozumie. Nie masz na chleb? Kup sobie ciastka;)

      Usuń
    2. A, ciastka... Będę pamiętać :)
      To tak jak w tym kawale- nie miałeś nic w ustach od 3dni? To ty się zmuś...

      Usuń
  27. KOCHANE KOBITKI ŻYCZĘ WAM TYM CO JUŻ POZA POLSKĄ I TYM CO UCIEKAJĄ ZDROWIA BO ZDROWIE NAJWAŻNIEJSZE. i NIE DENERWUJCIE SIĘ TAK ŻE MIAŁAM INNE ZDANIE OD WASZEGO - W KONCU MAMY UPRAGNIONĄ WOLNOŚĆ - DZIĘKI NIEJ MOŻECIE WYJECHAĆ DO INNEGO KRAJU. jESTEM PO OBEJRZENIU FILMU " MIASTO 44" I MYŚLĘ ŻE OBECNE POKOLENIE JEST DO DUPY - POTRAFI TYLKO JĘCZEĆ,NARZEKAĆ I W REZULTACIE DAĆ DYLA - JA JESTEM ZE STAREGO POKOLENIA WYCHOWANA INACZEJ MOŻE DLATEGO NIE WYOBRAŻAM SOBIE ŻYCIA GDZIE INDZIEJ.

    A tak omijając ten temat. Bardzo polubiłam Twojego bloga dzięki Annie Marii P - wiem że ona ma też inne zdanie od mojego ale nie gniewamy się na siebie i bardzo,bardzo ją lubie. W końcu jest jeszcze wiele innych tematów.

    Apropo .... To chyba będziesz musiała zmienić nazwę bloga na matka i co dalej ??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Retro, ja się nie gniewam. Ja odnoszę się do Twojej wypowiedzi, która mnie nie wkurza, a śmieszy.
      Wyjdź do ludzi, albo zacznij chociaż czytać prasę, czy oglądać jakieś wiadomości. Może wtedy otworzą Ci się oczy na wszechobecną biedę (nie wynikającą z nieróbstwa, a będącą często wypadkową różnych nieszczęśliwych życiowych sytuacji) i ludzką bezradność. Najniższa krajowa to 1200 z groszami na rękę. Jak za takie pieniądze można przeżyć musząc opłacić wynajęte mieszkanie, albo chociażby pokój? Musząc zrobić pozostałe opłaty, dojeżdżać do pracy. Musząc coś jeść, czy chociaż czasem sobie coś na grzbiet kupić. Nie mówiąc o lekach, jak człowiek ma przy okazji jakieś dolegliwości. A jak można przeżyć za najniższą rentę? A przecież to są kwoty minimalne na przeżycie właśnie. I ludzie za nie nie żyją, a wegetują. Jak Ci się wydaje, ile razy w miesiącu polski przeciętny rencista bywa w teatrze? W restauracji? Ile sobie książek kupuje?

      Ja wiem Retro, że Ty i Twoi znajomi jesteście bogaci, szczęśliwi i zapewne niezwykle inteligentni. Ale bierzesz Ty w ogóle pod uwagę, że ludzie są różni?
      Są i tacy, u których myślenie nie jest mocną stroną. I oni nie nadają się niestety na lekarzy, prawników, biznesmenów, czy tam inżynierów wszelkiej maści. Prawdopodobnie też nigdy nie będą pracowali dla Google.Nadają się do prostej i nieskomplikowanej pracy fizycznej, która zazwyczaj jest słabo płatna. Taka właśnie najniższa krajowa powiedzmy. I jak oni mają żyć? Jak mają się usamodzielnić, skoro nie stać ich na mieszkanie, a kredytu nikt im nie da? Jak mają założyć rodzinę?
      Są i tacy, którzy pracują znacznie poniżej kwalifikacji.
      I tacy, którzy nie mają mamy prowadzającej knajpę, u której "niestety" mogą dorobić, a zarabiają u całkiem obcych restauratorów, którzy raz im kasę wypłacą, pięć razy nie. A nawet jak już pieniądze dostaną to w gastronomii wypłaty są najczęściej na raty. Czyż nie?:) Aaaaaa, sorry, tego możesz nie wiedzieć. Rodzina pewnie ma wypłatę "niestety" jako pierwsza, za to, że się w ogóle podjęła trudu.
      Swoją drogą za małolata ojciec mojego kumpla ze szkoły był znanym biznesmenem na pomorzu. Miał kilka firm, gdzie z powodzeniem mógł syna w którejś umieścić. Jednak jak kolega dorósł do wieku, że mógł sobie dorabiać poszedł pracować do...budki z fast foodem, bo jego ojciec uznał, że praca u niego byłaby pójściem na łatwiznę:)))))
      Z całym szacunkiem, ale dopóki Twoi pracowici siostrzeńcy nie przejdą procesu rekrutacyjnego w obcej firmie i dopóki będą biegli kelnerować u mamusi, to są akurat na tyle zaradni, na ile ja jestem biegła w hiszpańskim. Czyli w ogóle. Także Retro, słaby przykład;)

      Co z niepełnosprawnymi? Wiesz ile w tym smutnym państwie wynoszą te żenujące zasiłki? Masz w rodzinie kogoś niepełnosprawnego? Orientujesz się w kosztach rehabilitacji różnych schorzeń, w cenach leków, itd.?

      Moje pokolenie jęczy, bo Twoje spieprzyło kraj.
      Dajemy dyla, bo nie chce nam się już wypruwać flaków tam, gdzie nie dostajemy nic w zamian.
      Co ja dałam Polsce- podatki, horrendalnie wysokie, wyłudzane przez tych rządowych złodziejów przy każdej okazji. Swoją pracę. Urodziłam troje dzieci, które w założeniu miały również pracować na to, aby moje pokolenie miało emeryturę. 8 lat wolontariatu.
      Co od Polski dostałam? Czekaj, niech pomyślę....a nie, wiem- GÓWNO.

      I cieszy mnie, że lubisz mojego bloga;)
      A co do nazwy, to faktycznie będę musiała to przemyśleć...może matka Polka emigracyjna? Nie wiem jeszcze;)))

      Usuń
    2. Retro, to ja też sobie pozwolę zabrać jeszcze głos.
      Wiesz, tu nie chodzi o to, że ktoś miał inne zdanie- takie problemy to ja przerabiam co rano, kiedy próbuję przekonać młodszą córkę, że owsianka jest zdrowa- ona ma zawsze inne zdanie na ten temat. Tu chodzi o to, że- nie wiem- świadomie, czy nie- zachowałaś się jak ignorantka. Podałaś jakieś przykłady- jak to się teraz modnie nazywa? Z dupy. Za przeproszeniem oczywiście. Ile jest tych "naprawdę pracowitych osób", którym się udało? A ilu znasz równie pracowitych, którym starcza na tak zwane minimum? Albo ilu, którym nie starcza w ogóle? Mimo, że też są pracowici? Chcę wierzyć, że po prostu jesteś dumna z siostry, z córek i nie do końca przemyślałaś kontekst w jakim to wszystko napisałaś, bo byłoby trochę żal, gdyby okazało się, że naprawdę można mieć tak wąskie horyzonty. Rozmawiasz z córkami? Znasz wszystkich Ich znajomych? Każdy jest tak zadowolony, że myśl o wyjeździe z tego kraju uważa za debilizm?
      Jeśli tak, to pozazdrościć.

      Usuń
    3. Ja wąskie horyzonty ? raczej nie.Tak - jestem dumna z mojej rodziny i moich córek a najbardziej z siebie. Wyobraż sobie że sama wychowałam moje córki . Nie każdy to potrafi. Ciężko pracowałam na to żeby miały wszystko. Byłam raz na wozie raz pod nim. Poznałam duże pieniądze i poznałam biedę - znam te smaki.Wyjechałam też do Włoch do pracy na lato - owszem zarobiłam sporo jak na nasze warunki, ale nie wspominam tego mile - byłam traktowana jak popychadło ,upokarzana - dawano mi najgorszą robotę i wtedy sobie przysięgłam - nigdy więcej. Nie będę się tu rozpisywała o moim życiu. Znam dużo ludzi. Jedni mają pieniądze inni mają ich mało , ale nie narzekają - są uśmiechnięci i pozytywnie nastawieni. Znam też wiele blogów np. wnetrzarskich - podziwiam te dziewczyny. Mają dużo pomysłów na życie, robią cudowne rzeczy na których zarabiają są pogodne i cieszą się z życia. Znam bloga - kobitka mieszka od wielu lat we Francji , ale często przyjeżdza do Polski i mówi że jest zachwycona i widzi jakie wielkie zmiany zaszły. Nigdy nie pisze żle na polskę - wręcz przeciwnie zawsze dostrzega te dobre - dziwne co ?? bo jak tu czytam komentarze wszyscy plują na polskę a najwięcej Ci którzy w niej nie mieszkają

      Usuń
    4. Dałabyś mi adres tego bloga, tej kobitki z Francji?
      Chciałabym ją spytać o jakich zmianach mówi. O tym, że na półkach jest w bród towarów, na które rzesza ludzi może tylko popatrzeć? Chciałabym poczytać co widzi i czym się zachwyca? Bo wiesz, mnie np. zachwycają mazurskie jeziora. Lubię sobie wieczorami usiąść na mojej gdańskiej/gdyńskiej (nie, na sopockiej nie lubię. w ogóle nie przepadam za sopotem) plaży i pomyśleć . Mam swoje miejsca w tutejszym lesie, gdzie najlepiej mi się odpoczywa. Zachwycam się polską kuchnią, często ciężką, ale pyszną. Podziwiam polskich naukowców. Kocham polski teatr. Polskich artystów. I tak sobie myślę, że gdybym żyła we Francji, na tamtejszych zasadach, nie patrzą co rano z okna mojego bloku na starszych ludzi grzebiących po śmietnikach, jakże łatwo byłoby mi się tym wszystkim zachwycać.
      Dla mnie bardziej realne są te osoby, które nie zapomniały dlaczego wyjechały, niźli te, które żyją sobie gdzieś gdzie może nie jest zawsze łatwo, lekko i przyjemnie, ale w każdym razie łatwiej, lżej i przyjemniej niż tutaj i piszą na blogach/forach teksty w stylu "no nie rozumiem o co wam, Polacy, chodzi. Mieszkacie w takim cudnym kraju, macie tak wspaniale, takie fantastyczne zmiany się dokonały, a wy narzekacie".
      Skoro mnie czytasz to zapewne wiesz, że ja momentami bardzo dosadna jestem. I właśnie w takich chwilach mi się ciśnie -skoro my tu mamy tak wspaniale, to dlaczego ty piszesz gdzieś z daleka? Skoro tak tęsknisz, tak kochasz, to tu wróć i tu, kurwa, zamieszkaj. Chwalić na odległość każdy głupi umie. To tak jak z dziećmi opiekującymi się starszymi, niedołężnymi rodzicami. Jedno przemęczone wyciera na co dzień gówna, a drugie mieszkające 100 km dalej i odwiedzające matkę/ojca raz na ruski rok mówi: ależ to nasza matka, tak trzeba, ona jest taka kochana przecież.
      Śmiech na sali.

      Usuń
    5. Retro to wspaniale, że jesteś dumna ze swojej rodziny. Jednocześnie nie daje to Tobie prawa w zawoalowany sposób poniżać innych ludzi.Wychodzi na to, że tylko Ty i Twoja rodzina to wspaniałe, pracowite osoby, wiecznie uśmiechnięte i kochające kraj, którego nazwy nawet prawidłowo napisać nie potrafią - tak duma z "polski" aż bije, ten szacunek też. A na lubię prawdziwych ludzi, tych, którzy uśmiechają się kiedy maja dobry dzień i smucą, kiedy mają kiepski. Ci stale uśmiechnięci są dla mnie niewiarygodni i nieszczerzy. Mam już parę lat i tak, pamiętam czasy kiedy na półkach sklepowych nic nie było. Teraz jest. Tylko nie dla wszystkich. W sumie nie dziwię się, że Ci dobrze, po tamtym ustroju wszystkim dobrze obecnie. Jakbym tu przyjeżdżała raz na jakiś czas pewnie też byłabym zachwycona zmianami. Pomieszkać, poczuć na własnej skórze - to jest sztuka, a nie zachwycanie się na odległość. Dla mojej córki chcę czegoś więcej niż pracy za marne grosze w cudzej restauracji, w której zazwyczaj pracownikom płaci się minimum wymagane, aby móc samemu opływać w dostatki.

      Usuń
    6. Co ty żmija wypisujesz. Moja siostra nie chce żeby jej dzieci pracowały na stałe w knajpie - chce im tylko pokazać jaka to ciężka praca i chce ich nauczyć szacunku do pieniądza. Wiktor w tym roku robi maturę i wybiera się na Politechnikę a Julia kończy za 2 lata i chce iść na medycynę - oboje świetnie się uczą. Moja córka jest dziennikarką i cały czas pnie się w górę a druga ma salon fryzjerski - obie kochają to co robią.

      Usuń
    7. Retro, oczywiście, że nie każdy potrafi dzieci wychować. Powiem więcej- nie każdy, kto może je mieć, rzeczywiście powinien być rodzicem- ale to chyba nie ma nic do rzeczy w tej dyskusji. Chyba, że znów- świadomie bądź nie, sugerujesz, że Ty wychowałaś dzieci na pracowitych ludzi, a my- ta całe reszta narzekających/sfrustrowanych i jęczących patałachów chowała się sama... No nieważne- nie jestem w odpowiedniej kondycji, żeby czytać między wierszami i snuć dywagacje: co autor miał na myśli.

      W każdym razie...
      Jeśli chodzi o mnie- ja nadal tu mieszkam i widzę to wszystko bardzo wyraźnie. Czasem aż za bardzo... I wiesz co? Gdybym wśród mojej rodziny i znajomych, tylko ja jęczała i utyskiwała, jak mi tu źle i do dupy, to jestem z tych ludzi, którzy by się zastanowili: Kurwa, Marta! Może to jednak coś z Tobą jest nie tak. Ale nie- na palcach jednej ręki mogę wyliczyć osoby, którym jest tu dobrze. Dobrze pod każdym względem- bo teraz piszemy tylko o sferze finansowo-ekonomicznej, ale przecież i Ania o tym pisała- ludzie wyjeżdżają stąd nie tylko dlatego, że nie mają za co żyć.

      Zmiany? O jakich zmianach ci ludzie piszą? No bo jeśli ktoś się zachwyca tym, że mamy Stadion Narodowy, a nie słyszał o żadnej aferze z nim związanej, to się będzie zachwycał...

      Wierzę Retro, że łatwo Ci nie było- tylko szkoda, że teraz piszesz tylko z pozycji czubka własnego nosa. Bo Tobie jest dobrze. Bo znalazłaś patent. I można kurwa (przepraszam, no ale nie mogę!) nie narzekać. Pewnie, że można. Ja tam była wychowana w duchu, że żadna praca nie hańbi, także nie rozumiem dlaczego musiałaś schować dumę do kieszeni? Że wstyd sprzątać u kogoś? Wstyd to jest okradać państwo. A tak spytam z ciekawości- ile tych pań z blogów wnętrzarskich rozlicza się z US zgodnie z ilością sprzedanych rękodzieł? Jak myślisz? Wiesz... Swego czasu moja córka bardzo chorowała. Co rusz był u nas lekarz. Wizyty- od 100 do 150zł. Lekarzy przyjeżdżało kilku. I tylko jeden z nich ZAWSZE wypisywał sam z siebie pokwitowanie- nie pamiętam już jak się fachowo nazywa ten druczek. To jest właśnie to "każdy orze jak może"?

      A co do filmu Miasto44, naprawdę widzisz jakiś sens w porównywaniu naszego pokolenia, do tamtej młodzieży? Ja żadnego, szczerze mówiąc. I tylko tak sobie myślę- pewnie się nie dowiemy, bo nikt nie pisał wtedy blogów... Ale czy Oni wszyscy tacy byli waleczni, mężni, no urodzeni patrioci? Myślisz, że nikt nie myślał, żeby po prostu wziąć nogi za pas i spierdalać- za przeproszeniem? Nie wszystkie karty historii zostały już odkryte, także ja daleka jestem od tych wszystkich ochów i achów.

      Usuń
    8. A moja córka ma 8lat i w ogóle nie mogę się z Nią dogadać ostatnio. Druga ma lat prawie 2, nie chce jeść owsianki i w nosie ma robienie na nocnik- czy to coś wniosło do tej dyskusji?

      Droga Retro, nikt nie twierdzi, że dzieci Twojej siostry "leżą" w pracy, ale Ania podała Ci najlepszy przykład- nie porównuj pracy u mamy, do pracy, nawet w tej samej branży, u kogoś innego. Zgodzisz się chyba, że to nie to samo.

      Usuń
    9. "Moje pokolenie jęczy, bo Twoje spieprzyło kraj. " - no może nie cale pokolenie. Spieprzyli rzadzacy

      Usuń
    10. Mariusz, na calym swiecie rzadzacych wybieraja wyborcy, wiec ja sie z tym akurat zgadzam.
      Kazdy narod ma taki rzad na jaki zasluguje.

      Usuń
    11. Niestety Stardust - patrzac na nasze realia - nasz narod nie ma w czym wybierac - te wybory sa pozorne, arzesza tych, ktorzy od lat dorywaja sie do wladzy jest totalnie skompromitowana, na palcach mozna policzyc pojedynczych osobnikow polityki, ktorym moznaby wewntualnie zaufac. Oni wszyscy sa dobrzy przy kampaniach wyborczych. Sa sensowni ludzie, madrzy, ale tacy stronia od polityki i nie firmuja swoimi twarzami gowna. I zostajeje samo gowno. wybierasz miedzy sraczka, zatwardzeniem, ewentualnie rzygowinami i scierwem. Realnym wyborem jest wyjscie na ulice i rozpierducha totalna. Albo emigracja. Nasz narod nie zasluguje zaden z rzadow jakie mielismy.

      Usuń
    12. Mariusz, to było takie samo uogólnienie, jak to, że moje pokolenie jest do dupy, czy moje pokolenie jęczy.
      A tak generalnie to zgadzam się i z Tobą i ze Star- bo mamy tych, których żeśmy sobie wybrali, a to że nie ma kogo wybierać to już inna bajka. Tyle tylko, że jak nie ma kogo głosować nie powinniśmy głosować, tylko jak piszesz- wyjść na ulicę. Znasz moje zdanie w tych kwestiach. Jest dokładnie takie samo jak Twoje.

      Usuń
  28. Droga Aniu, trafiłem tu przypadkiem. Po przeczytaniu tego artykułu mam parę przemyśleń, którymi pragnę się z Tobą podzielić. Otóż w kilku przytoczonych przez Ciebie kwestiach nie do końca mogę się z Tobą zgodzić. Tak samo jak Ty nie przepada za klerem, bowiem mają oni znaczny wpływ na kształtowanie umysłów naszego społeczeństwa - po prostu jest to kolejna forma manipulacji. Pragnę jednak zauważyć, że za całą obecną sytuację w kraju odpowiadają właśnie lewicowcy - czyli socjaliści, z którymi się tak bardzo identyfikujesz. Problem jest dość złożony, dlatego ciężko mi będzie w kilku zdaniach go wyłuszczyć. Zatem postaram się napisać to w dużym skrócie. Państwo nie ma żadnych pieniędzy, dopóki nie odbierze ich swoim obywatelom w różnych przymusowych daninach publicznych, dlatego problem naszej biedy upatrywałbym właśnie w chciwości i represyjności systemu państwa.
    Dlaczego w Polsce ceny są zachodnie, a płace wschodnie? otóż ta umowa o pracę, jak Ty to nazywasz "zgodna z prawdą" powoduje, że prawie drugie tyle, ile dostaje się na rękę, trzeba oddać państwu. Zatem każdy, którego praca warta jest na przykład 4000 złotych, dostaje połowę tej kwoty, gdyż resztę zabierają urzędnicy. A przecież urzędnik lepiej wie, jak wydać Kowalskiego pieniądze, niż sam Kowalski. Dlatego Twoja babcia nie może doczekać się rehabilitacji, gdyż jej wcześniejsze składki przetracili urzędnicy - w myśl tzw " sprawiedliwości społecznej" co jest podstawą działania socjalistów. To, że większość tych pieniędzy zostaje przetracona na bzdurne pomysły i pensje dla urzędasów, już wiemy. Ale nie każdy wie, że w ramach tej sprawiedliwości społecznej zabiera się właśnie tym najbiedniejszym, by dać te pieniądze w formie zasiłków, zapomóg i dotacji, częstokroć osobom z patologii społecznej, lub cwaniakom, czy też znajomym jakiegoś tam urzędnika. Warto również wspmnieć o tym, że każdy wypłacony zasiłek, lub zapomoga, demoralizuje, wprowadzjąc taką osobę to strefy komfortu. Cała cywilizacja i rozwój ludzkości wzięły się potrzeby przetrwania w obliczu kryzysów, oraz z podejmowania ryzyka. Osoba obdarowana zapomogą wie, że za chwilę znowu dostanie pieniądze i nie soli się na szukanie rozwiązań, a tym bardziej nie ryzykuje, gdyż lewica przesadnie dba o społeczeństwo - w imię ich bezpieczeństwa. Ceny towarów są tak wysokie z powodów nałożenia na nie dużych podatków. Dwie trzecie ceny litra benyny stanowią akcyza i VAT. W cenie każdego produktu, prócz VAT u, zawarte są koszty pracy ludzi, którzy wytworzyli ten produkt, pransportowali go i sprzedali. Praca jest u nas obłożona 50% akcyzą (ZUS plus dochodowy), zatem jak ma być tani taki produkt? To po wkrótce tyle moich przemyśleń na temat sytuacji Polakow.
    Nawiasem mówiąc, też miałem okresy zachwytu FiM, ale szybko przejrzałem na oczy, że ta gazeta jest również narzędziem do manipulowania ludzkimi umysłami. Żeby odwrócić uwagę od prawdziwego wroga, wskazuje się wroga z którym mamy dzielnie walczyć - czyli kler. Pomijając szkodliwe zapisy konkordatu, w myśl których państwo wspiera czarnych, to oni przynajmniej nie zabierają ludziom pieniędzy pod przymusem, co dzielnie i skutecznie czynią nasze "kochane elyty rządzące" w ramach sprawiedliwości społecznej.

    Pozdrawiam Cię i życzę szczęścia na emigracji, choć tam też dużymi krokami wkracza socjalizm. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimie, zgadzam się z Tobą co do naszej, jak to określiłeś, "elyty rządzącej", oraz faktu, że nadaje się ona do wymiany. Zgadzam się co do ich wyrachowania i złodziejstwa.
      Zwróć, proszę, uwagę ,że napisałam o swoich lewicowych poglądach, z wyszczególnieniem ich, ale równocześnie zaznaczyłam, że co roku przy urnie mam cholerne problemy, bo nie mam na kogo głosować. I od wielu lat, a właściwie od kiedy pamiętam, jestem elektoratem negatywnym. Każda partia po kolei mnie zawodzi. Ostatnio był to Palikot. Szkoda gadać...
      Nie zgadzam się z Tobą w kwestii tego, że każdy zasiłek rozleniwia. Owszem, kiedy można należy dawać wędkę, a nie rybę- z tym się zgodzę. Ale w tym kraju w zasadzie nie daje się ani wedki, ani ryby.
      Żadna patologia moim zdaniem nie bierze się z niczego. Dzieci o zachowaniach patologicznych, z którymi miałam okazję obcować, pochodziły zawsze z dysfunkcyjnych rodzin. Dysfunkcyjni rodzice mieli sami dysfunkcyjne domy itd, itd....Polska rzuca im jakiś ochłap finansowy, który takie rodziny zazwyczaj w pierwszym tygodniu przepierdzielają na delicje, szlugi i piwo. I gdzie w tym państwie znajduje się organ, który pomaga wyjść ludziom z takiego zaklętego kręgu? No bo chyba nie opieka społeczna i jej pracownicy, którzy jednego dnia odfajkują wizytę w takim domu, a drugiego my się z mediów dowiemy, że zostało skatowane tam kolejne dziecko. A później wielkie zdziwienie- no jak to się stało, bo pan urzędnik nie dostrzegł żadnych nieprawidłowości. Choć nawet wywiadu srodowiskowego nie przeprowadził, bo mu się nie chciało.
      A jak sobie wyobrażasz odebranie i tak już śmiesznie niskich zasiłków chorobowych/rehabilitacyjnych, itp.? Myślisz, że te również są demoralizujące? Co mieliby robić ludzie chorzy, niepełnosprawni, którzy chcą przetrwać? Wbić zęby w tynk i czekać aż im amputowana kończyna odrośnie, albo nauczą się korzystać z wózka/protezy, czy żyć inaczej?
      Chyba żartujesz pisząc ,że polskie zasiłki kogokolwiek wprowadzają do strefy komfortu. No może faktycznie tych, którzy jedynie chcą za nie kupić jabola. Ale i to w gruncie rzeczy są chorzy ludzie przecież. Bo jakby wkurwiające to nie było- alkoholizm to też choroba.

      pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    2. Dziękuję Ci, że się odniosłaś do mojej wypowiedzi. Chciałem przeprosić za będące w niej literówki - pisałem na tablecie. Na pewno nie można zostawić bez pomocy osób, które bez niej sobie nie poradzą, to niestety jest piwo, którego nawarzyło nam państwo opiekuńcze. Ktoś, kto wcześniej uczciwie płacił składki, nie może być pozostawiony sam sobie i ten problem należałoby jakoś rozwiązać. Co do zasiłku i strefy komfortu, to uważam, że każdy zasiłek dla zdrowej osoby jest wprowadzeniem do tej strefy, gdyż dla jednego to będzie 1000 złotych, a innemu wystarczy 200 – ważne, żeby starczyło na 2 jabole dziennie. Moim zdaniem alkoholizm nie jest chorobą, tylko uzależnieniem, warto by było poodkłamywać pewne pojęcia - między innymi określenie, czym jest choroba. Według moich informacji w opiece społecznej tylko 20% pieniędzy trafia do beneficjentów, resztę, czyli aż 80% zżerają koszty biurokracji, która to rozdaje.
      W zapisie konstytucji brakuje zapisu zaczerpniętego z prawa rzymskiego, czyli że chcącemu nie dzieje się krzywda. Jeśli ktoś świadomie pije i nie ma za co żyć, to jest tylko jego i wyłącznie jego sprawa. Ale socjaliści zrobili z tego jednostkę chorobą, by móc rozdawać pieniądze tym „chorym.”
      Wiadomo, że musi z tego coś mieć, ten, który zabiera i ten który rozdaje, zatem rozrost w sfery administracyjnej nie będzie mieć końca, no chyba, że ktoś zmądrzeje i zmieni ten chory ustrój, czego nie przewiduję, gdyż ludzie w tym kraju uwielbiają byle jakie, ale bezpieczeństwo i jak ktoś się nimi opiekuje, lub podejmuje za nich życiowe decyzję.

      Pozdrawiam Cię gorąco.

      Usuń
    3. Daj spokój z tymi literówkami. Sama walę nie tylko literówki, ale i byki i to takie, że czasem płonę tu ze wstydu mając świadomość, że się w ojczystym języku składnie i poprawnie nie potrafię wysłowić. Ostatecznie jednak stwierdzam, że to nie forum profesora Miodka;) Jestem świadoma swoich niedociągnięć, w razie czego będę wdzięczna za zwrócenie uwagi, staram się nad sobą pracować i nie mam nic więcej na usprawiedliwienie;)
      Co do podziękowania- to ja Tobie serdecznie dziękuję, że chce Ci się brać udział w dyskusji, rzeczowo, spokojnie i z klasą przedstawiając swój punkt widzenia. Naprawdę czytam takie komentarze z wielką przyjemnością, nawet gdy się kompletnie ze mną nie zgadzają;)
      Co zaś się tyczy tego co napisałeś o alkoholizmie- no właśnie dlatego napisałam, że "jakby wkurwiające to nie było-alkoholizm to też choroba". Ja również mam ogromne opory przed postawieniem znaku równości między alkoholikiem, a osobą chorą na SM załóżmy. Albo dzieciakiem chorującym na mukowiscydozę powiedzmy.
      Zdaję sobie sprawę, że nie jestem psychiatrą, toteż niewiele tak naprawdę wiem o psychice ludzkiej i jej chorobach. Wiem natomiast, że jako zwykły szarak nader często mam ochotę nachlać się do nieprzytomności i przespać najlepiej cały tydzień, żeby ominęły mnie wszelkie problemy dnia codziennego, ale ostatecznie tego z wielu względów nie robię. I jakoś nie bardzo mam ochotę łożyć na tych, którzy ulegają pokusie.
      Ale widzisz, tak sobie myślę, że alkoholik alkoholikowi nierówny. Co innego przecież jak ktoś zaczyna chlać świadomie, powiedzmy w moim wieku, a co innego jak kogoś mamusia, czy tatuś częstowali wódką w wieku lat 10, albo dolewali ją do mleka, aby dzidziuś lepiej spał i "nie darł ryja", prawda?

      Usuń
    4. O matko drogi Anonimie, ja dobre czytam o państwie opiekuńczym? W którym miejscu dokładnie ta opieka? Przegapiłam coś tak ważnego? Czy może zachłysnęłam się opieką? Takie nieudolne opiekunki to się zwalnia z pracy. Jak to państwo ślicznie się opiekuje społeczeństwem, jestem pod wrażeniem.

      Usuń
    5. Droga Aniu,
      spróbuję odnieść się do Twojej odpowiedzi. Zacznę od tego, że każde dziecko powinno należeć do swoich rodziców, a nie do państwa. W takim przypadku rodzic, który nie jest odpowiedzialny i nie da dziecku tego, co dać powinien, to na pewno jego dziecko w przyszłości odpłaci mu pięknym za nadobne.. Jeśli ojciec jest alkoholikiem i podaje dziecku do spożycia alkohol, to na takie sytuacje powinna reagować rodzina, sąsiedzi lub znajomi. Jak wujek Władek tatusiowi raz, czy drugi obije ryja, to tatuś się 5 razy zastanowi, zanim spróbuje dać alkohol ponownie. Tu rola państwa, by wujka Władka nie karać za wstawienie się za dobrem bratanka, lub kuzyna, gdyż staje w obronie koniecznej.
      A teraz w kwestii państwa opiekuńczego. Niestety, ale w dzisiejszych czasach wygląda na to, że dziecko jest własnością państwa, a nie rodziców, albowiem to dziecko rodzi się w państwowym szpitalu, państwo je poddaje przymusowym szczepieniom (dla jego dobra), państwo edukuje (ostatnio niestety bardzo miernie), z premedytacją nie ucząc tego, co dziecku może w życiu pomóc..
      Gdy to dziecko dorośnie, to państwo nadal lepiej wie, co jest dobre dla dziecka.. W samochodzie każe zapinać się pasami, dba także, aby to dorosłe dziecko nie miało styczności z narkotykami, Zakazuje też wielu innych rzeczy – oczywiście w imię dobra dziecka. Papierosy i alkohol może spożywać, tu już państwu nie przeszkadza, że to dziecku szkodzi, przecież akcyza i podatek są ważniejsze. Kiedy dziecko podejmie pierwszą pracę, to państwo zmusza dziecko do płacenia podatków tych jawnych i tych ukrytych, spowiadania się państwu co roku ze swoich dochodów, oraz płacenia podatku, dla zmyłki nazywającego się składką ubezpieczeniową – średnio na poziomie sumarycznej kwoty 400 -500 tysięcy złotych w ciągu jego życia. Z tych powodów dziecka nie stać jest na uzbieranie pieniędzy na zakup własnego mieszkania i musi się do końca swojej aktywności zawodowej zadłużyć hipoteczne – być może również w państwowym banku. Gdy dziecko zachoruje, to państwo będzie go leczyć – oczywiście równie nieudolnie, a gdy dziecko będzie już stare, to państwo być może wypłaci jakieś ochłapy nazywające się dumnie emeryturą. Gdyby jednak dziecku zmarło się wcześniej, to z wpłaconych tych kilkuset tysięcy złotych rodzina tegoż dziecka otrzyma 4000 złotych zasiłku pogrzebowego. Tak właśnie państwo opiekuje się swoimi obywatelami – ponoć dla ich dobra.

      Pozdrawiam.
      Anonimek. :)

      Usuń
    6. Drogi Anonimku,
      ja to wiem i się z tym zgadzam, że na krzywdę dziecka powinni reagować jeśli nie rodzice, to otoczenie, ale równie dobrze oboje wiemy jak wygląda to w praktyce, gdzie nigdy nikt nic nie wiedział. No, ewentualnie ktoś słyszał płacz dziecka, ale w życiu nie przypuszczał, że taka krzywda mu się dzieje. A dlaczego nie sprawdził? A co się, panie, będzie wtrącał.
      No ale przejdźmy do sedna- naprawdę uważasz, że to wszystko, o czym napisałeś to zasługa lewicy?

      Usuń
    7. Ależ oczywiście, że w większości to wina lewicy.
      Na początek pragnę odnieść się do samego pojęcia lewicy. Otóż lewicą nazywa się zwolenników państwa opiekuńczego, dzielenia po równo, sprawiedliwości społecznej, redystrybucji pieniądza, zwiększania bezpieczeństwa kosztem ograniczania wolności jednostki itp. Jeśli sprawiedliwość społeczna jest tym samym co sprawiedliwość, to po co to rozróżniać? Jeśli natomiast jest czymś innym niż sprawiedliwość, to znaczy, że mamy do czynienia z niesprawiedliwością.
      Tu socjalistów możnaby podzielić na dwie grupy:
      Złodzieje, oszuści i cwaniacy, którzy pod płaszczykiem wprowadzania równości doją resztę lemingów.
      Naiwniacy, którzy mocno wierzą w głoszone przez tamtych hasła.
      Innego socjalisty w przyrodzie nie ma.
      Zatem można powiedzieć, że PiS wcale nie jest prawicowy, bowiem domaga się coraz to nowych zapomóg, ulg i świadczeń, obiecując, że dadzą na kolejne dziecko, dadzą becikowe itd.
      Pis możnaby zatem nazwać lewicą klęczącą, czy też modlącą się.
      PO do niedawna nazywała siebie partią liberalną, obiecując bodajże w 2005 roku obniżkę podatków do 3 x 15%, wszyscy wiemy jak jest za ich rządów. VAT - 23%, coraz to nowe pomysły na różne formy podatkowego ucisku społeczeństwa. Nawiasem mówiąc sama idea podatku VAT została wymyślona przez socjalistów francuskich. Dla przykładu Stany Zjednoczone VATu nie mają i tam jest wszystko znacznie tańsze, niż w Europie.
      Tusk całkiem niedawno przyznał się, że jest socjaldemokratą.
      TR jest lewicowy, PSL przylepia się do wszystkiego, żeby tylko mieć posadki.

      Co do emerytur repapartycyjnych, czyli płaconych pokoleniowo, to twórcą tego systemu jest niemiecki socjalista Otto von Bismarck. Wtedy ze względu na różne czynniki, mało kto dozywał wieku emerytalnego. Powodem tego były kiepskie warunki sanitarne, niedozywienie, nie znano wtedy antybiotyku, zatem wszelkie choroby pochodzenia bakteryjnego często kończyły się śmiercią. Ale wtedy przeciętna rodzina robotnicza była rodziną wielodzietną, więc na tych nielicznych, którym sprzyjało szczęście i dożyli emerytury to miał kto na nią płacić.
      Proszę zauważyć, że wtedy, przed wprowadzeniem pomysłu Bismarcka, na całą rodzinę pracował tylko mąż i był wstanie utrzymać żonę i szóstkę dzieci. Powód prosty - państwo nie zabierało mu pieniędzy, więc co zarobił, to miał. Każdy wiedział, że na starość nie będzie mógł pracować, a będzie musiał jakoś przeżyć, więc ma tylko dwa wyjścia:
      Będzie gromadził oszczędności, by później miał z czego przetrwać.
      Zainwestuje w dzieci, by na starość miał go kto wesprzeć.
      Dziś mamy model rodziny 2 plus 1, lub 2 plus pies albo kot, bowiem na drugie dziecko po prostu ich nie stać, mimo tego, że oboje pracują. Niestety państwo zabiera nam ponad 80% z finansowych efektów naszej ciężkiej pracy.
      Jakie będą tego skutki na przyszłość, to każdy chyba powinien wiedzieć - nie będzie miał kto płacić na nasze emerytury. Powód? Po pierwsze to niż demograficzny, po drugie to emigracja. Ci, którzy wyjechali z kraju, płaca teraz na emerytury Anglików, Irlandczyków, Niemców, czy Norwegów. W ramach tej solidarności społecznej, powinni tam również zabrać swoich rodziców, bo tu nie będzie miał kto na nich płacić. ;) Oczywiście to ironia.
      Taki raj stworzyli nam socjaliści. Cała UE to twór niemieckich i francuskich socjalistów.
      Miała to być unia gospodarcza, gdzie ułatwiony będzie przepływ towarów i usług, a w rzeczywistości stała się tworem biurokratycznej machiny, nastawionej na dojenie z pieniędzy 500 milionów ludzi w całej Zjednoczonej Europie.

      Wydaje mi się, że wystarczających użyłem przykładów, by Ci nakreślić wpływ socjalizmu na sytuację w obecnej Polsce. Na zakończenie zacytuję Karola Marksa, który powiedział, że “wystarczy wprowadzić demokrację, a ludzie już sami sobie zbudują socjalizm”.

      Pozdrawiam
      Anonimek

      Usuń
    8. JA PIERDOLE !!!! Anonimku - poskręcany masz mozg - oj poskręcany wielce. Nie mam niestety dość czasu aby się odniesc to tych pozornie poukładanych w logiczna calosc bredni.

      Usuń
    9. Ja, niczym wróżbita Maciej, widzę tu przedawkowanie pana Korwina.

      Niemniej pozdrawiam serdecznie;))

      Usuń
    10. Dziękuję za merytoryczne odpowiedzi.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  29. Witam serdecznie, jestem tu od niedawna i cichutko sobie poczytuję.Mieszkam w Londynie i jezeli moge w jakiś sposob pomóc albo odpowiedzieć na dręczące pytania to proszę o kontakt Aga bicaga@googlemail.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Aga, dziękuję Ci serdecznie za namiary. Chętnie skorzystam. Pozdrawiam:)

      Usuń
  30. NieTypowa, przeczytalam wszystkie komentarze I musze przyznac, ze zgadzam sie ze wszystkimi;) Wyjechalam z kraju w 89 jako bardz mlode dziewcze. Wtedy bylo bardzo trudno dostac wize, jakos ja dostalam, ale pozwolenia na prace juz nie.Musialam ciezko pracowac na czarno, zeby oplacic sobie szkole I zycie. Jakos ulozylo mi sie,ale nie bylo latwo. Moj brat i siostry pozostali w Polsce, tez im sie ulozylo, ale ciagle narzekaja na wszystko a nie powinni. Rozumiem Twoja sytuacje I argumenty, ale niektorym naprawde nie jest zle. Emigracja nie jest latwa, ja po wielu latach nadal czuje, ze jestem obca, nie mile widziana tu osoba, ale do Polski juz bym nie wrocila (pisalam to wczesniej w mailu do Ciebie) co nie znaczy, ze nie tesknie.... Zgadzam sie z tym co pisza Zmija, Marta W, iw-nowa, ale tez Retro koty I pies, I oczywiscie Bet ( prowadzi moj ulubiony blog ze wspominkami z PRL-u)
    Na przestrzeni wiekow ludzie zawsze sie przemieszczali, czy to za praca, politycznie, czy z innych powodow. Teraz odkad EU sie otworzyla, jezeli jest taka mozliwosc, to dlaczego nie ??? Wybieramy to co jest lepsze dla nas,naszych dzieci czas pokaze, moze Twoje dzieci beda chcialy wrocic, moze zaloza jakies firmy, stworza nowe miejsca pracy... Aniu, jedna rada, szlifuj jezyk angielski, a reszta to tak jak Ci napisalam w mailu. zreszta czekam na Was z kawka I czyms mocniejszym:)
    Sciskam mocno
    Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Beata i już Cię kocham, wybacz, że nie tak jak Matkę siorkę, ale sama rozumiesz - znam Ciebie od niedawna uczucie musi się rozwinąć:)m Sedno tkwi właśnie w tym co napisałaś prawie na końcu - jeżeli jest możliwość, jeżeli ktoś czuje, że dla niego to lepsze, dlaczego nie? Dla idei? Zostać, męczyć się i tak zostać określonym jako nierób i leń, bo nie ma dobrze, bo nie uśmiecha się, bo za rozrywkę ma jednak coś wyżej niż śmiech z polityków ( swoją drogą w tym temacie nie ma naprawdę już nic śmiesznego, raczej przerażającego, że większość stale wybiera jak wybiera ). Po co? Każdy ma swoje racje, swoje przekonania i ok, ale nie oceniajmy i nie szufladkujmy ludzi przez pryzmat swojego życia, bo raz jak Matka pisała - każdy jest inny, każdy ma inna historię ( którą niekoniecznie musi się dzielić, żeby pokazać, że faktycznie nie jest leniwy ), dwa - los na serio bywa przewrotny, wiele już widział upadających super karier jak i windowania się z wydawałoby się sytuacji bez wyjścia. I tyle :)

      Usuń
    2. Beata, ja nie twierdzę ,że w Polsce nie ma ludzi bogatych i szczęśliwych:))))
      Jak się czuje Star w Ameryce po 30 latach to chyba każdy wie, ale jakby ktoś nie wiedział napiszę- przeszczęśliwa i we właściwym miejscu. Jak Ty się czujesz po przeszło 20 w UK? Nadal jak nie u siebie.
      I o czym to świadczy?
      Moim zdaniem o niczym.
      Wasze samopoczucie w nowym kraju wynika z miliona rzeczy przecież. Tego co tu pozostawiłyście, tego jak tam Wam się układa teraz, od Waszych indywidualnych cech charakteru,od Waszego otoczenia, itd. No i właśnie tak samo bywa z powodzeniem tudzież niepowodzeniem życiowym. Moim zdaniem nie da się tego sprowadzić do tego, że nie powodzi się tym, którzy są leniwi. Dlatego z Retro zgodzić się nie mogę. Resztę rozumiem, albo bardzo się staram zrozumieć przynajmniej;))))
      Z zaproszenia bardzo chętnie skorzystam;)))
      ściskam i pozdrawiam gorąco

      Usuń
    3. No tak - jeszcze raz przeczytałam i zwracam honor. Może za bardzo zapatrzyłam się w siebie. PRZEPRASZAM . Z tym lenistwem też przeholowałam , ale znam też trochę osób co się leni i narzeka.No - teraz widzę że za bardzo pojechałam z tymi tekstami - czasami tak mam - na usprawiedliwienie mam to że leczę się na głowę i może miałam ten gorszy dzień i poszszłłłłłłłłło :)

      Usuń
    4. Spoko, Retro, już ja doskonale wiem jak to jest, jak człowieka w dyskusji poniesie:)) Każdemu się zdarza zagalopować, nie każdy potrafi się z klasą wycofać z wypowiedzianych słów. No a Ty z całą pewnością potrafisz:)
      A co do tego leczenia na głowę, to akurat jest atrybut, bo pomyśl sobie, że większość z nas jest niezdiagnozowana jeszcze;)))

      Usuń
  31. Ja nie dałam zabrać bluzy dresowej i tak sobie ją zakładam,gdy mi zimno-choć u nas to "tylko" drugi koniec Polski od pół roku i co 2-3 tygodnie są zjazdy na weekend.Aaaa! żyłam w przekonaniu,że tylko ja ten Sopot tak nie bardzo...Zrobiło mi się lepiej,żem nie jedyna dziwna. Mimo wszystko tej garsonki się nie pozbywaj,bo tylko (coś tam,coś tam) zdania nie zmienia.A jak się zmajerankujesz,zginujesz,zparacetamolujesz do wypęku to może jednak.... ;-)
    alaM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dobrze, namówiłaś mnie, przemyślę jeszcze ten stołek prezydencki;))))

      Usuń
    2. Anus, jak moj maz wyjechal do USA, wylam jak glupia, staralam sie "trzymac" ze wzgledu na syna, ale w srodku totalna rozsypka, wytrzymalam 5 miesiacy, a potem przez Rio Grande do wymarzonej Ameryki.

      Usuń
    3. Echhhh, no dokładnie tak się czuję- staram się trzymać ze względu na synów, ale w środku totalna rozsypka. Najbardziej przeraża mnie to, że nie wiem tak naprawdę kiedy sytuacja będzie na tyle stabilna, abyśmy mogli do niego dobić. Pozostaje mi mieć nadzieję, że jak najszybciej.

      Usuń
    4. Anus, bardzo dobrze Cie rozumiem, i trzymam kciuki moooooocno, zeby bylo to jak najszybciej.
      Jakbys chciala meza odwiedzic, a potrzebowala kasy, to pisz, cos tam wyskrobie albo zaloze zbiorke pieniedzy :)))

      Usuń
  32. Papież zbrodniarz?????????????????????????????
    Joanna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to właśnie jest akapit, pod którym absolutnie się nie podpisuję. Dwa razy w życiu płakałam po śmierci kogoś, kogo osobiście nigdy nie poznałam: jak umarł Jan Paweł II i wczoraj, gdy umarła Ania Przybylska. Totalnie różni, więc każde inaczej, ale oboje byli dla mnie ważni i dla obojga mam ogromny szacunek.

      Usuń
    2. Ja placze nad milionami sierot w Afryce, ktorych rodzice na AIDS zmarli, placze nad chorymi dla ktorych NFZ nie ma pieniedzy na leczenie.

      Usuń
    3. Ja podobnie jak Liz, dodatkowo jeszcze płaczę nad ofiarami pedofilii, którą JPII tak skrzętnie zamiatał pod dywan. Bo już na przykład to, że JPII wzniósł na ołtarze rekordową ilość szumowin, to mnie akurat ani ziębi, ani grzeje...

      Usuń
    4. Tak właśnie mi się teraz przypomniało:
      - Jak pan myśli, co w dzisiejszych czasach jest gorsze: niewiedza czy obojętność?
      - Nie wiem, nie obchodzi mnie to! ;)
      (nie)typowa, wpadłam jakiś czas temu na Twojego bloga (szukając informacji o kotach (bo akurat brałam jednego ze schroniska, a teraz to mam już ich dwa), popłakałam się ze śmiechu i stwierdziłam, że zostaje na dłużej ;). Od tego czasu czytam wszystko co napiszesz :) Jesteś absolutnym mistrzem. Spostrzeżenia oparte trafną argumentacją to jest to czego mi trzeba w tym kraju :) Byłam na obczyźnie jakiś czas i skończyło się to prawie depresją (ach ta patologiczna miłość do ojczyzny). Lepiej bym wszystkiego nie opisała. Trzymam za Ciebie i całą Twoją familię kciuki i życzę Ci z całego serca powodzenia (choć trochę mnie smuci fakt, że tyle zajebiaszczych ludzi opuszcza Polskę).
      Pozdrawiam,
      Gośka

      Usuń
  33. Patrzę na wypasione auta na mojej ulicy,piękne zadbane domy i jeszcze piekniejsze ogrody, dobrze ubranych ludzi w rożnym wieku,wynoszacych z bagaznikow całe kosze zakupów, kawiarnie,restauracje pełne ludzi..i zastanawiam się,gdzie ta bieda?:))))
    Ale przyznam,że czasem myślę egoistycznie,że im więcej ludzi stąd wyjedzie,tym lepiej:) Powodzenia Ci życzę.
    Iga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, weszlam tu na chwilke....
      Nawet nie odpowiadaj na ten post "powyzej". Szkoda slow:(
      Beata

      Usuń
    2. A wcale, moja droga, nie miałam zamiaru. Bo co ja Idze napiszę? Żeby weszła do pierwszego lepszego polskiego szpitala, porozmawiała z pacjentami, z personelem i na tej podstawie napisała mi jak tam jest bogato? I co Ona by mi odpisała? Że była w ostatnio w prywatnej klinice na Jej osiedlu i owszem- wszystko tam gra i burczy?;))))

      Usuń
    3. Czytam od początku, piszesz super, ale trochę dziwne jest, że za wszystkie nipowodzenia w tym kraju obsrczasz kościół i pis. Od ośmiu lat rządzi ktos inny, i nawet premier spier... z tego kraju, po tym jak go ze swoją szajką urządzili. Oczywiście w szpitalach jest pełno sprzętu wośp, tylko za tą całą kasę, którą miesiąc w miesiąc ściągają z nas, to nie wośp powinien urządzać szpitale, tylko państwo. Owsiak na pewno też by vie udciskał, za te miliony, które najpierw procentują na kontach mrowki i innych, a dopiero potem kupuje sprzęty. Sikorskiego nie pytasz czy konieczne było wywalenie ponad 300000 tys. na 28 foteli do biura ? Pozdrawiam jupikjupik

      Usuń
  34. Hej! Jestem dwudziestoletnią studentką stomatologii w naszym pięknym kraju. Poszłam na trudny kierunek mając nadzieję, że zaraz po studiach będę zarabiała jak człowiek gdzieś w sektorze prywatnym (na stażu państwo płaci niecałe 1500 zł). Dwa lata temu znaleźli u mnie (dziś już wiem- łagodny) nowotwór na wątrobie. Na MR żeby dostać diagnozę czekałam- uwaga- 1,5 roku. Gdyby był złośliwy, już by pewnie nie było czego zbierać :) na prywatne badania mnie po prostu nie było stać- w domu, dzięki cięzkiej pracy Rodziców niczego mi nie brakuje, ale na pewno też się nie przelewa.
    Zawsze się dużo uczyłam żeby zostać tu, z rodziną. Teraz wszyscy- Rodzice, prowadzący, mentor- mówią: uciekaj. Wyjedź dopóki jesteś na początku drogi, potem będzie ci tylko trudniej. Wyjedź gdzieś, gdzie da się żyć jak człowiek, na ludzkim poziomie.
    I dlatego czytałam Twój wpis ze łzami w oczach. Wyjadę. Żeby zapewnić Rodzicom wszystko czego będą potrzebować. Będę im kupować wakacje, wizyty w spa, będę im pomagać finansowo (emerytury będą mieli głodowe). Żeby się odwdzięczyć za wspaniałe dzieciństwo i możliwość kształcenia. W tym kraju nie ma dla mnie przyszłości. Nie chcę tu zakładać rodziny.
    Trzymam za Ciebie i całą Twoją rodzinę kciuki (choć post już sprzed prawie 3 lat), podziwiam za podjęcie tak trudnej decyzji. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Post jest stary, ale na czasie, że tak powiem.
      Wyjedź, jeśli mogę- ja też Ci to radzę.
      Nie słuchaj rodaków, że pracy tu nie ma. Praca jest. Zwłaszcza dla osób w Twoim fachu. Wierz mi, w końcu poczujesz, że warto było się kształcić, a tu Cię przyjmą za godziwe pieniądze z pocałowaniem w rękę. Życzę Ci z całego serca powodzenia i trzymam kciuki za Twoje plany. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...