piątek, 19 września 2014

Misja Emigracja. Część pierwsza...czyli przygotowania, forumowe rozważania, Kasia i Jacek

W temacie emigracji stanęliśmy na tym, że napisałam na blogu to, co napisałam. Czyli, że myślę o tym poważnie i jakby ktoś chciał o niej (emigracji) pogadać, to zapraszam do rozmowy i w ogóle.
No i w tym miejscu chciałam Wam podziękować.
Wypchajcie się. Bez łaski. Nie to nie.
Żartuję.
Zasypaliście mnie przydatnymi linkami, swoimi numerami telefonów, namiarami na dobre szkoły w poszczególnych krajach, czy dla odmiany na dobrych psychiatrów, którzy ponoć na pewno mi pomogą.
I za wszystkie te wiadomości jestem Wam serdecznie wdzięczna. Dzięki Waszej uprzejmości wiem jak obronić się przed atakiem niedźwiedzia na Kamczatce, jak stać się potentatem oleju palmowego w południowo-wschodniej Azji i mam zapewnionego dostawcę majeranku na Haiti.  Jednakże specjalne podziękowania należą się w tym miejscu Panterze i Yasemin, które to gotowe były potrzymać nas za rękę, abyśmy stanęli odpowiednio twardo na niemieckiej tudzież brytyjskiej ziemi.
Dziękuję. To naprawdę niesamowite uczucie wiedzieć, że zupełnie obcy ludzie chcą bezinteresownie ci pomóc pisząc, że po prostu będą szczęśliwi jeśli ja również pomogę komuś w przyszłości.
Dziękuję również Sznupci, bo dzięki Niej mam komfort, że w razie "W", w Szkocji, Maciek talerz zupy dostanie i głodny nie będzie;)
A przede wszystkim dziękuję M., która zmieniła niepewną mrzonkę w całkiem realną wizję emigracji i bez Niej podjęcie dalszych kroków byłoby niemożliwe. I nawet nie mogę Jej podlinknować, cobyście wiedzieli kto jest takim dobrym człowiekiem, bo M. sobie nie życzyła podziękowań żadnych. Nie to, żeby ktokolwiek inny sobie życzył, ale Ona wyraźnie powiedziała, że sru, pomogę ci, a później udajemy, że się nic nie stało.
Dziękuję Irence, która bloga nie ma, ma za to wielkie serce i gotowa była przyjąć mojego męża pod swój dach, byle tylko nam pomóc.
Dziękuję Star, Thurii, Marinikowi, Czarnemu Ptakowi i ponownie M. i Sznupci za wsparcie psychiczne. Wasza wiara we mnie, w nas, mnie uskrzydla. Dzięki takim przyjaciołom jak Wy czuję, że mogę góry przenosić. Bo nawet jak nie jestem w stanie, tak długo mi będzie gadać, że owszem mogę, aż w to uwierzę. I to zrobię. I z Wami mi się uda.
Mam niebywałe szczęście do ludzi.
Kłaniam się nisko, dziewczyny i chłopaki . Chapeau bas. Nie zapomnę Wam tego.

To było na wypadek, gdyby mi odbiło, jak już będę za tą granicą obrzydliwie bogata, tak ,że majeranek będą sobie odpalać dularami bycząc się całymi dniami w jacuzzi i popijając Krug Grande Cuvee. Wtedy będziecie mieli na dowód ten wpis, a wymienieni będą mogli dochodzić tantiem.

Koniec końców Maciek na 30.09 ma zakupiony bilet do Londynu. Leci liniami Ryanair, bo są fantastyczne.
Nie.
Skłamałam.
Po prostu bilet był najtańszy.
Co do samych linii, to nie mam zielonego pojęcia. Ponoć za koc i poduszkę trzeba dopłacić pięć dych. Wiem, że z Gdańska do Londynu to tylko godzina drogi, ale jak się czeka wcześniej osiem godzin na samolot to się i tak opyla.
W każdym razie z Londynu jedzie do Southend on See, do mojego brata ciotecznego, Jacka, bo jak się okazało z rodziną najlepiej nie tylko na zdjęciu. Więc jeśli macie do załatwienia robotę w tamtych rejonach, do wynajęcia mieszkania, chcecie spotkać się ze mną przy najbliższej okazji na kawie (albo, no dobraaaa, namówiliście mnie- na drinku), albo po prostu postanowiliście wspierać nas w decyzji i chcecie przelać kilka milionów na moje konto i potrzebujecie jego numeru- śmiało, piszcie nadal. Z góry przepraszam za poślizg w odpisywaniu. Mam z lekka urwanie dupy. Poza załatwianiem przeróżnych formalności kończących naszą karierę w tym kraju, doszło mi zapoznawanie się z nowym krajem, gdyż w Anglii nigdy nie byłam. Póki co postanowiłam więc poczytać. A kto mógłby mi dostarczyć więcej życiowej mądrości niż rodacy na forum?
No chyba nikt.
Odpaliłam więc pierwsze lepsze z brzegu, o wdzięcznym tytule "Polacy w UK" i pełna zapału zabrałam się za lekturę, rozpoczynając od działu "rodzina", podtytuł "szkoła". Potem "nielegalny proceder odbierania polskim rodzinom dzieci".
Dalej to poszłam szukać tej piersiówki, co to ją ostatni raz miałam przy kupowaniu podręczników, w księgarni. Jak wróciłam przeczytałam jeszcze "pomóżmy Natalce i Krzysiowi wrócić do domu, wstrzymajmy angielską adopcję" albo jakoś tak.
Zamknęłam oczy, pomasowałam skronie, wyszłam z działu.
Odpaliłam "praca" i odpowiednio "dyskryminacja polskich pracowników w miejscu pracy" oraz "czy was też molestują w XXXXX?".
Poszłam po ibuprom, bo dostałam migreny i postanowiłam rozejrzeć się w dziale "dom/mieszkanie". Pierwszy temat "kto powinien zapłacić za deratyzację- landlord czy ja?". No i następne "szukam młodej brunetki na współlokatorkę, biuścik co najmniej D" oraz "czwarte włamanie w tym miesiącu".
Ostatni bastion padł, jak w dziale "hyde park" w temacie "pogoda" przeczytałam, że lato w Anglii jest wtedy, jak pada ciepły deszcz. Wizja silnego wiatru i możliwych sztormów w miejscowości nadmorskiej mnie akurat obeszła. Ja jestem z Trójmiasta. Dla mnie jak mewy nie rzygają, to nie jest żaden sztorm. A jak nie latają dupami do przodu, to wcale mocno nie wieje.

Jak wiecie jestem osobą poważną, racjonalnie myślącą i opanowaną, także w miarę szybko udało mi się opanować drżenie rąk, bo tak mi latały, że jak chciałam otworzyć szampana to wyglądało to jakbym wygrała wyścig F1.  Po czym wystukałam numer do Maćka, a po dwóch sygnałach i jego przeciągłym "haaaaalo??"- tak, jak kiedyś wołano pod oknem "kartoooofle, ziemniaaaaaaki" albo "węęęęęgiel przywiozłem", na co koń przy wozie się zawsze odwracał do takiego chłopa i mówił "tak, kurwa, ty przywiozłeś, jasne"- w każdym razie po przeciągłym "haaaalo?" stwierdziłam krótko i zwięźle:
-Pierdolę, nie jadę.
Na co usłyszałam nieco zaskoczone
-Cooooo?
-Pstro. Ty sobie nie zdajesz sprawy co tam się dzieje. Trzeci świat normalnie. Tam w szkołach biją polskie dzieci, które i tak służby socjalne prędzej czy później odbierają. No jak "jak odbierają?". Normalnie. Przysyłają takich facetów w garniturach, jak w Men in Black i siłą wyszarpują do angielskich adopcji, pod pretekstem patologii w rodzinie. A patologią nazywają dzielenie jednego pokoju przez rodzeństwo, czyli polski standard. W pracy jak nie mobbingują to molestują, oczywiście wyłącznie Polaków. Aaaaaaaaaaa..... i za chuja wafla nie zapłacę za deratyzację! Wytresuję te szczury i napuszczę na włamywaczy! Oczywiście w deszczu!!!
No i usłyszałam takie charakterystyczne piiip piiip piiip  
A później Beata (ta od psich kup;) swoją drogą Beata, nie sądzisz ,że najwyższy czas zmienić Ci ksywę?;)) przeprowadziła ze mną mailową psychoterapię i zasugerowała, że może jednak nie do końca to wszystko prawda.
Tak myślałam, od razu mi podpadło, że niby mają tam Lidl.
Wiem natomiast, że muszą mieć Biedronkę, bo w  fotogalerii widziałam mnóstwo Polaków z tymi charakterystycznymi, żółtymi reklamówkami.
Poza tym, tak na zdrowy rozsądek, gdyby opieka socjalna działała tak rygorystycznie, jak opisują, to Kate Middleton już dawno by ją miała na karku. W końcu mieszka u teściów, nie ma roboty, drugie dziecko w drodze... no nieciekawie ta jej sytuacja wygląda, no nie?
Inna sprawa, że my po prostu nie możemy tu zostać. Jak sam premier pojechał za granicę do roboty, znaczy że w Polsce nie dzieje się dobrze i koniec.

A teraz, wracając do kuzyna Jacka, cofniemy się do prehistorii i opowiem Wam trochę o nim, bo całkiem możliwe, że ze względu na zajefajną osobowość stanie się stałym bohaterem moich opowieści.

Wspomnienie pierwsze
Jest środek lata. Elbląska łąka, na której jestem ja(5 l.) wraz z Kasią (moją kilkumiesięczną siostrą cioteczną), Jackiem (3 l) i babcią DiCaprio (niezmiennie i od zawsze 18l).
Babcia DiCaprio, jak to babcia, szpanowała wówczas przed innymi babciami swoimi wnukami. Tak konkretnie to mną i Kasią szpanowała, bo Jacek, z nieznanych dotąd przyczyn, latał od śmietnika do śmietnika. Wszyscy żeśmy się martwili, ale na szczęście z tego wyrósł. W każdym bądź razie, w trakcie gdy ja recytując byłam przy "...a przez dziurkę piasek ciurkiem sypie się za Grzesiem..", babcia DiCaprio zauważyła, że jej wnuk już  nie tylko obleciał okoliczne łąkowe śmietniki, ale i zaczął wyciągać z nich co ciekawsze rzeczy. No i  postanowiła wkroczyć do akcji.
Dalej to zapamiętałam, że nie wolno mówić "kulwa", bo za to dostaje się lanie. Zwłaszcza jak się to słowo wypowie w kontekście:
-Nigdy mnie nie wsadzisz do wózka, ty stara kulwo!
Swoją drogą powiem Wam, że babcia DiCaprio dopiero kilka lat później zaczęła ponownie przychodzić na tę łąkę, bo wcześniej, dopóki żyły świadkowe zaistniałej sytuacji, była ponoć towarzysko spalona. Jedyną osobą, która tę historię zna i pamięta, oprócz najstarszych górali i mnie, jest sąsiadka babci, pani Zosia. Tak w ramach ciekawostek o niej piszę, bo to bardzo silna, energiczna i krzepka kobieta. Czterech mężów pochowała. Dwóch ostatnich ponoć tylko położyło się zdrzemnąć.


Z opowieści babci DiCaprio
Babcia odbiera Jacka z przedszkola. Jacek dziwnie milczący więc zagaja:
-Jak tam było w przedszkolu?
-A dobrze, dziękuję, dziękuję. A jak tam na emeryturze?


Wspomnienie drugie (pięć lat później):
-Kasiu, przestań szukać swoich włosów na dywanie i tym bardziej przestań przybijać do głowy te, które znajdziesz. Wcale nie łysiejesz. Kto ci takich głupot naopowiadał?!
-Ania i Jacek.


Wspomnienie trzecie (w tym samym czasie)
Kasia siedzi ze ściśniętymi nogami przy biurku i szybko nimi przebiera. Nerwowo koloruje swoją pachnącą nowością, ukochaną kolorowankę z kotkiem.
-I wiesz, możesz iść siku- wyjaśniam- niektórym dzieciom w okolicy się udaje. Nie każdego w końcu wciąga smok kanalizacyjny.
-Choć akurat mojemu koledze z podwórka się jednak nie udało, świeć Panie nad jego duszą- dopowiada Jacek
W końcu babcia DiCaprio, widząc co się szykuje, zanosi przerażoną Kasię do łazienki, opierdzielając nas przy okazji. Słyszymy zza drzwi jak coś tam jej tłumaczy, że smoków nie ma, że oni tak specjalnie, itd. . Pięć minut później Kasia wraca, bierze swoją kolorowankę i leci z rykiem do kuchni, z której po chwili dobiega charakterystyczny krzyk babci:
-Jaceeeeek, dlaczego namalowałeś swastykę na kotku i dorobiłeś mu hitlerowskie wąsy?!
-Żadnej swastyki nie namalowałem. To Ania. Ja tylko dorobiłem kotkowi jaja.


Wspomnienie czwarte (rok później)
-No niemożliwe, że to Ania Jacka nauczyła- powiedziała śmiertelnie poważnym tonem moja matka
-Mówię ci przecież, że tak go przemaglowałam, że sam się przyznał. -powiedziała śmiertelnie poważnie moja ciotka
-Jestem w szoku- opisała swój stan emocjonalny moja matka. Na co zaraz odparła ciotka:
-A w jakim szoku ja byłam, jak Jacek stanął na środku pokoju po czym powiedział "opowiem wam wierszyk". Jeszcze żeśmy go z Kazikiem sami zachęcali, że brawo, że słuchamy uważnie i że super...zresztą sama posłuchaj. Jaaaaaacek, chodź tu natychmiast i opowiedz cioci ten wierszyk, co cię Ania nauczyła!
No i przyszedł. Mały, słodki chłopczyk, z kruczoczarną czuprynką. I złożył grzecznie rączki przed sobą, dygnął i wyrecytował:

Ujebała misia pszczoła
Osz, ty kurwo!- misio woła
Za me męki, za me bóle
Rozpierdolę wszystkie ule
Powyżeram resztki miodu
Byście, świnie, zdechły z głodu!

-Ej, stary, ale jak ci mówiłam, że będziesz się mógł chwalić fajnym wierszykiem, to nie miałam na myśli naszych rodziców, wiesz?-powiedziałam śmiertelnie poważnym tonem
-Ahaaaa...-śmiertelnie poważnie odparł Jacek


Wspomnienie piąte (pięć lat później, moja pierwsza dieta i obietnica zdrowego odżywiania)
-..i będziemy się odżywiać zdrowo, a ja nie będę wpierdzielała słodyczy- rzekłam
-Amen- rzekł Jacek
...po godzinie...
-Idziemy na pączki?
Poszliśmy.


Wspomnienie szóste (w tym samym czasie)
Kasia przechodziła, jak sama mówi, "uduchowiony" okres swojego życia, w którym ponoć sam Bóg wyznaczał jej drogę. Na nieszczęście okazało się, że miał też dla niej wyzwania
-Babciuuuuuuu, oni znowu puszczają rap i każą mi go słuchać.
Albowiem tylko ja z Jackiem wiedzieliśmy, że ścieżki nawracania są różne.
Nagły Atak Spawacza zdziałał cuda i choć w życiu się do tego sama zainteresowana nie przyzna, tylko dzięki nam i HIP-HOPowi nie wykoleiła się i została normalnym, niewierzącym człowiekiem

Wspomnienie siódme (dwa lata później)
-Jesteś pewny, że Twoja matka nie wyczuje, jak będziemy w kiblu jarać fajki?-spytałam
-Oczywiście, że nie. Oni oboje z ojcem palą od lat. Legenda głosi, że w trzydziestym drugim stracili już węch..W tysiąc osiemset trzydziestym drugim- dodał dobitnie.
...dwadzieścia minut później...
-Czuję dym w toalcie. Aniaaaaaaa, Jaaaaaacek, chodźcie tu oboje!-to ciotka
-Ja pierdolę-to ja


A niewiele później Jacek wyjechał do UK i kontakt nam się mocno rozluźnił. Widzieliśmy się wprawdzie kilkakrotnie przez kilka lat, ale już nigdy nie jedliśmy razem pączków na diecie, ani nie jaraliśmy w kiblu fajek, w jego rodzinnym domu.
Ja się w międzyczasie hajtnęłam, porodziłam dzieci,  a Jacek zmieniał dziewczyny będąc w przerwach wolnym, szczęśliwym singlem.
A teraz mamy okazję z powrotem te więzi zacieśnić. I cholernie się z tego cieszę, bo okazało się, że nie tylko wspomnienia mamy wspólne, ale łączy nas dużo więcej.

Szkoda, że Jacek nie zgodził się na publikację aktualnego zdjęcia. Mówi, że nie jest jeszcze gotowy na sławę:)
Na szczęście dostałam od Kasi to:

Ten mój szeroki uśmiech mówi wszystko (to było jeszcze zanim się dowiedziałam, że nie zarobię na niej kupy hajsu, jak planowałam, bo nie mogę Jej sprzedać do zagranicznej adopcji, ani nawet na organy. I zostało mi to powtórzone również wtedy, gdy obiecałam, że odpalę Jej rodzicom działkę)


Byłam we wszystkich najważniejszych momentach Jej życia- przynajmniej, jak widać, na początku. Nie pamiętam dokładnie, ale to pewnie ja piekłam tort.


I pewnie ja robiłam te zdjęcie







77 komentarzy:

  1. Ania, tak naprawdę to wszystko mi jedno skąd będziesz pisała posty, bylebyś to nadal robiła, może być nawet z Londynu... Chociaż ta Kamczatka też brzmi intrygująco :)

    O Londynie nic Ci nie podpowiem, bo też jeszcze nie byłam, ale skoro nalegasz- przylecę na tą kawę.
    A nie, przepraszam- coś jednak wiem. Mam taką koleżankę, która ma męża marynarza, i bardzo lubi na- zwykłym żonom opowiadać o światowym życiu jakie prowadzi u boku męża. Zazwyczaj jak zaczyna swoje opowieści dziwnej treści to ja muszę koniecznie wyjść, ale czasami zdąży mnie czymś poczęstować. No i kiedyś wspomniała, że woda w Tamizie jest strasznie brudna. Możesz to dla mnie sprawdzić? Nie wierzę Jej ani trochę!

    Kuzyn Jacek- chcemy więcej.
    Ja miałam podobnego kuzyna- Mariusza. Ale w tej układance brakuje nam Kasi, bo wszystkie ciotki, moja mama również, jakoś zaprzestały po nas prokreacji... Dziś, kiedy sama jestem mamą, nie dziwi mnie już to tak, jak kiedyś.

    Ania- powodzenia! Trzymam za Was kciuki. A Ty się premierem nie sugeruj- pomyśl o tych wszystkich, którzy byli mądrzejsi na długo przed nim :)
    Eh, może i my kiedyś pójdziemy po rozum do głowy...
    Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marta, to Wy się szykujcie, a ja w razie czego przefiltruję tę wodę. Choć dla siebie nie muszę. Jestem przyzwyczajona do syfiastej. W Gdyni co kilka dni leci z kranu brunatnożółta . Jeszcze się w Londynie poczuję jak w domu, jeśli z tym brudem to prawda;)
      Ale tak ostatecznie to Southend on See.
      A właściwie ostatecznie tymczasowo, bo Maciek coś tam bąka docelowo o Norwegii. Mnie natomiast ciągnie zupełnie gdzie indziej. Gdzieś, gdzie jest wieczne lato, także w ludzkich sercach;)

      Usuń
    2. Oj weź Ania się uspokój. Że niby co? Anglicy lata w serach nie mają?! Że tacy sztywni i flegmatyczni i w ogóle ta Ich herbatka o piątej... Będzie dobrze! W Norwegii mamy bliskich przyjaciół- bardzo sobie chwalą ten kraj, chociaż jak kiedyś usłyszałam Ich rozmowę w nowym ojczystym języku, to aż mnie własny język rozbolał... To po pierwsze. A po drugie- jak Oni w listopadzie, piszą na fejsie, że mają -20stopni, to wiesz- ekran mi od razu zamarza na samą myśl.

      A lato w ludzkich sercach, to tak myślę, że w dużej mierze może także zależeć od zwyczajów kulinarnych- jak ktoś bardzo lubi majeranek, to nawet na Alasce będzie miał zawsze lato w sercu. Głowa do góry Kochana- pewnie pojawią się chwile zwątpienia, ale wtedy zawsze przypomnij sobie wszystkie powody, dla których chcieliście stąd wyjechać :)

      Ps. Może już sama o tym myślałaś, ale nie zaszkodzi spytać- a co z Wami- Tobą i chłopcami? Macie już jakiś plan odnośnie szkoły i tego, kiedy dołączycie do Maćka?
      Buziaki

      Usuń
    3. Marta, nie wiem jak to się stało, że mi umknął taki długi komentarz, przepraszam.
      Początkowo chcieliśmy dobić do Maćka w czerwcu dopiero, jak się skończy rok szkolny, jednak po dłuższym zastanowieniu doszliśmy do wniosku, że czekania tyle czasu i jechanie na dwa domy jest kompletnie bez sensu. Plan działania jest więc taki: Maciek jedzie do Jacka, znajdują pokój, pracę i w momencie, gdy Maciek dostanie kontrakt i będzie pewny, że z dnia na dzień tej pracy nie straci- my dobijamy do niego. I trzymamy się wersji optymistycznej, że wyrobimy się ze wszystkim do końca pierwszego szkolnego semestru. Jak będzie w praktyce- cholera wie, bo na dobrą sprawę można jedynie gdybać, ale ciężko robić konkretne plany. W każdym razie Twoje kciuki na pewno się przydadzą;)

      Usuń
  2. Ryczę ze śmiechu od rana!!!Wspomnienia cudowne!!! Po takim dzieciństwie i doborowym towarzystwie nie dziwota, żeś taka WYJĄTKOWA, dobra powiem wprost Zajebista Babka (wiem, że o tym wiesz, ale nie zaszkodzi przypomnieć).
    Daj słowo, że jeśli oprócz wyobraźni poniesie Ciebie cieleśnie na obczyznę, to nie staniesz się bardziej Angielką niż same Angielki i zachowasz swój temperament tudzież urodę (facjaty też) pięknego wyrazistego, zrozumiałego języka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Małgosiu za te wszystkie miłe słowa.
      Nie zamierzam być bardziej angielska od Angielek. Wystarczy już, że jestem świętsza od papieża;)

      Usuń
  3. Popłakałam się ze śmiechu;))
    Dzięki za miły początek dnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. do usług, Sollet;)
      równie miłego wieczoru Ci życzę:*

      Usuń
  4. Z Southendu jest niedaleko do Purfleet w Londynie, i tam jest taka firma, ktora nazywa sie Canute http://www.canutegroup.com/ . Oni zawsze duzo osob potrzebuja, jesli maz ma prawo jazdy i w miare dogaduje sie po angielsku, powinien sie zalapac. Gdyby mial kategorie C, to na 100%. Pozdrawiam, Lucy z Londynu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Lucy, serdecznie za namiary i podpowiedź. Zaraz sobie obczaję tego linka.
      (Maciek ma prawo jazdy, ale nie C, niestety. angielski komunikatywny)
      pozdrawiam ciepło

      Usuń
    2. tam ciagle kogos szukaja, potezna firma, dogada sie, a C moze mu nawet zrobia, wymagaja podpisania kontraktu na 2 lata, odrabiasz panszczyzne, nie mozesz odejsc, ale masz w zamian prawko, mysle, ze sie oplaca. A co do demonizowania UK i jak tu jest zle.....lepiej niz w Polsce i tego sie trzymajmy :) tu pozytywnie o UK : http://polka-w-uk.blogspot.co.uk/. Jakies pytania itp, napisz na lucymjob@yahoo.co.uk

      Usuń
    3. I jeszcze raz- dzięki Ci, Lucy, za wszystkie linki. Zaraz sobie poczytam bloga. A i adres mailowy się pewnie przyda, bo mam jakieś pół miliarda pytań;)

      Usuń
    4. :) nie ma za co, ja wlasnie wrocilam z wakacji i z przyjemnoscia czytam znowu Twojego bloga

      Usuń
  5. http://www.canutegroup.com/careers/available-positions/ tu sie sciaga forme. A tu dokladny adres: Canute Group
    7a Juliette Way
    Purfleet
    Essex
    RM15 4YD

    OdpowiedzUsuń
  6. Haha :D wspomnienia wspaniałe.
    Powodzenia i pozdrowienia na obcej ziemi od nas emigrantów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wdzięczna jestem za życzenia, ale klasycznie nie podziękuję jeszcze. Zabobonna nie jestem, ale...strzeżonego Pan Bóbr strzeże, nie mów "hop" zanim nie przeskoczysz, nie dziel skóry na niedźwiedziu, czy jakoś tak;)
      pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    2. i jak to mówią - nawet jak przeskoczysz, to najpierw sprawdź w co wskoczyłeś, potem się ciesz :)

      Usuń
  7. Oj tak, musze zmienic ksywe:)
    Z Southend on See to tylko godzinka jazdy do mojego miasteczka. Mam nadzieje, ze szybko sie zobaczymy. Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również mam taką nadzieję. Choć pozwolę sobie jeszcze wysłać do Ciebie maila, bo mam pytanie odnośnie szkoły, a konkretnie jej początku. Nie wiem do kiedy należy składać aplikacje? Czy przyjęliby mi chłopaków z początkiem drugiego semestru, czy musimy czekać do września?

      Usuń
    2. Nietypowa MP
      zaraz napisze maila
      beata

      Usuń
  8. Na poczatek: dzieki z podziekowania, widzisz zapomnialam tez prywatnosci sobie zastrzec I teraz reszta tych co zostali w Polsce bedzie do mnie pisac o te miliony. Ludzie, nie mam juz! Ostatniego wlasnie przelewam jako pierwsza na konto Nietypowych! Pojdzcie za moim przykladem I przelejcie chociaz funcika! (daj mi znac jak podziala to sie pozniej podzielimy :-)) Po drugie: musze Cie rozczarowac! Nie ma tu Biedronki (tylko same reklamowki sa) ale na pocieszenie: jest Lidl I Aldi jest! Bardziej niz szczurow to ja obawialabym sie mieszkancow bylego ZSRR bo wiecej szkod robia, bardziej smierdza I mieszkanie lacznie z lodowka Ci ogoloca w kilka minut (jeszcze nie widzialam szczura ktory by lodowke umial otworzyc), poza tym bardziej ciezko jest ich wytepic bo zadne trutki na nich nie dzialaja - jak wiesz nawet przezyli Czarnobyl. Dzieci tez tak latwo sie nie pozbedziesz wiec nie ma obawy! Poza tym bedzie ok! Wierze ze sobie poradzicie a gdyby cos bylo nie tak to wyslij sms'a o tresci Ratuuuuj :-) (gratis!) Wspomnienia o kuzynie sa hilaryczne! Widze ze czlonkowie Twojej rodziny sa rownie blyskotliwymi postaciami jak TY :-) Zycze Wam powodzenia I czekam na zaproszenie na kawe (lub cos mocniejszego)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie, Yasemin, to ja dziękuję za Twoją chęć pomocy. Za te wszystkie rady i wskazówki. No i za Twoją wiarę w nas również.
      Smsa się spodziewaj raczej (mam nadzieję;) o treści: Mam majeranek. Wolisz tequilę czy wino?
      Do zobaczenia:*

      Usuń
  9. Ojej !!!
    1. A ja wiem kto to M (się rymło);
    2. Za to zupełnie nie wiem czemu i na mnie padlo z podziękowaniami.
    3. (nie)typowa - jesteś najbardziej kolorowa postacia jaka znam. I jestem dumny, ze los pokierowal naszymi sciezkami w taki sposób, iż ułomnie (bo tylko wirtualnie), ale się znamy.
    4 Misji oczywiście kbicuje (nie tylko po to, żeby mieć kiedyś tam mete w UK he he)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. ja też wiem ;)
      2. no już nie bądź taki skromny;) A kto mnie wspiera od lat we wszystkich decyzjach? A kto wysłuchuje jojczenia na każdym zakręcie? A kto służy radą tudzież kopem w dupę na rozpęd?;)
      3. dzięki, Mariusz. Ja za to jestem dumna, że znam tak fajnego, mądrego i zwyczajnie dobrego faceta, jak Ty. No i przy okazji znam wspaniałego artystę, bo dzięki swojej wrażliwości jesteś świetnym fotografem. Moim ulubionym. (i w tym miejscu polecam kolejny raz sprawdzić, że nie kłamię http://mojepstrykanie.blogspot.com/)
      4. dobra, dobra ;)))

      Usuń
  10. Fajne fotki hehe :-)
    A tej emigracji całej to sie nie bój, choć na początku będzie super ciężko. I też nie będziesz wiedziała co do Ciebie mówią, bo co innego nauka angielskiego w Polsce, a co innego slang. Tak jak Yasemin napisała, Ty szczurów się nie boji, ja tu żadnego jeszcze nie widziałam, chociaż myszy to owszem owszem. No i lisy po ulicach biegają. I króliczki po łąkach i wiewióry. Fajnie jest! Przyzwyczaisz się i do dwóch kraników w umywalkach i do fajnych wtyczek i do lewej strony na ulicy, i do ciągłego "thank you", "sorry" i "please" i do deszczyku się przyzwyczaisz bo deszczem to ja tego nazwać nie mogę, i do paraliżu ulicznego jak spadnie milimetr śniegu, i do kolejki w autobusie i do sandałów w zimie i kozaków w lecie... Dobrze że do wiatru nie musisz się przyzwyczajać :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jeszcze zapomnialas do: are you allright, love? (nie zeby to kogos obchodzilo jak sie na prawde czujesz), no I obcy mezczyzni beda do Ciebie mowic: darling, love, sweetheart...fajnie jest...:-)

      Usuń
    2. ...i Hugh Laurie będzie jadał ze mną fish&chips, a Robbie Williams będzie mi śpiewał na przejażdżkach tymi czerwonymi autobusami.
      I wpadnę do Elżbiety na herbatkę. Albo ona do mnie. Jak ją zaproszę, bo ja zalatana raczej jestem. I se najpierw zaplanowałam lunch z Rowanem Atkinsonem, żebym później miała o czym mówić w The Graham Norton Show...tak, w sumie może być nieźle;))

      Usuń
    3. No na pewno tak bedzie. Jak bedzie u Ciebie Hugh Grant z wizyta to nie zapomnij zaprosic takze mnie :-) Przywioze Tequile, Wino I Majranek. W sumie Atkinsona tez chcialabym zobaczyc ale przy nim to Majranek nie bedzie potrzebny

      Usuń
  11. Już nie moge się doczekac, kiedy na tą kawę do ciebie przyjadę....:-D FILM SOBIE obejrzymy, majeranek ususzymy......bedzie się działo...;)
    co do Polaków w UK i innych tego typu stronkach - UWIELBIAM JE CZYTAĆ - żadne BBC nie dostarczy mi takiej rozrywki..;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A broń Cię Panie Bobrze!
      Robimy tak- Ty przywozisz żarcie, ja wybieram film;)
      Kiedyś puszczałam sobie BBC żeby się uczyć angielskiego. Jak zaczęłam ich rozumieć to się od razu na MTV przerzuciłam;)

      Usuń
  12. Nietypowa trzymam kciuki za was :))Poczatki ciezkie ,jak wszedzie ,ale potem bedzie ok zobaczysz.Jakby wam sie zamarzylo wyemigrowac do usa to pamietaj ze ja jestem I czekam:)))Dorusia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziękuję póki co za te kciuki, odezwę się z podziękowaniami za to, jak już będę sławna i bogata;) Co do emigracji do USA to mam do Ciebie to samo pytanie, co poniżej do Loli. Te o plantację. ;)

      Usuń
    2. Nietypowa pojedziemy do Texasu tam polacie ziemi do obsadzenia Majerankiem:))))Bedziemy siedziec jarac majeranek I liczyc zielone:))Dorusia

      Usuń
    3. Jak na razie to jedynie paliłam, gasiłam i zalegalizowałam.
      Gaśnicę.
      Takie wymogi BHP były w miejscu pracy;)

      Usuń
    4. Nietypowa jarac bedziemy w tym Texasie:))),jak bedziemy liczyc zielone:)))Dorusia

      Usuń
  13. Powodzenia! :) Jakby ci sie zamarzyly gorace klimaty Arizony to wolaj. ;)
    Ale bedziesz miala materialu na pisanie. ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wooooołam Looooola, woooooołam, bo owszem, mnie się marzą;) USA to od zawsze było moje marzenie, tyle że wiesz, wiza i te sprawy. No i nawet nie mam pojęcia jak tam u Was z robotą, bo już kiedyś ustaliłyśmy przecież, że jesteś skąpa i nie chcesz mnie utrzymywać;)
      Masz Ty jakąś plantację majeranku, na której bym mogła popracować, hę?;)

      Usuń
    2. Mam polysl. Jest u nas taki program "shark tank". Taka finansowa wersja "mam talent". Milionerzy szukaja ludzi, ktorzy maja pomysl na zloty interes, ale nie maja kasy aby w niego zainwestowac. Przychodzi taki kandydat i oni czasami az sie bija kto mu da kase na zainwestowanie, ale za to zazwyczaj chca z 10- 30%. No trudno, troche stracisz, ale oni zainwestuja w ten majeranek,; juz widze jak sie slinia i przebijaja, a na koniec wszyscy wchodza w ten interes i kochana, siedzisz, machasz nuszkom, milionerzy zbieraja majeranek, a tobie tylko kasa na konto wplywa. ;)

      Usuń
    3. U nas to sie nazywa "Dragon's Den" :-) Ale oni chytre sa, te dragony, wiecej procentow chca za zainwestowanie. A jakie wybredne! A z tym majerankiem to dobry pomysl by nawet byl, juz sie moj synus nad szalwia zastanawial :-)))

      Usuń
    4. A u nas to się nazywa Dragon`s Den- jak zostać milionerem, ale nie wiem czy jeszcze leci. Prawdopodobnie przegapiłam swoją szansę, bo chyba wszystkie się zgodzimy, że mój odkurzacz wysysający tłuszcz z brzucha, ud i bioder i wszczepiający go w cycki byłby hitem, nie?

      Usuń
    5. rewelka! to przyjezdzaj. Te nasze sharki lubiom cos czego jeszcze nie bylo. Do tego grubych dup ci u nas dostatek to od razu wyczuja zloty interes. ;) a gdy dupa za gruba to mozna troche odciagnac na cycki, a troche na patelnie. Nic sie nie zmarnuje. ;)

      ja tez mam sfietny pomysl, to pojedziemy razem. :P
      Powiem, ale nich nikt nikomu nie mowi, bo dopiero pracuje nad patentem.Wszyscy wiedza, ze w dzsiejszych czasach im wiecej sobie czlowiek doczepi tym lepiej. P Doczepiaja juz rzesy, wlosy, paznokcie, to ja jestem za doklejanymi ustami. Beda w roznych ksztaltach i kolorach, mniejsze na codzien, wieksze, bardziej napompowane od swieta. Mozna zrobic taka ksiazeczke z gumowymi ustami na kazdy dzien tygodnia, albo na rozne sezony.

      Usuń
    6. Lola, genialne! To jest, kuźwa, genialne! No ja to na bank bym taką książeczkę kupiła.

      Usuń
  14. A ja się tak nie bawię. Siorka zostawisz mnie tutaj tak? Z tymi wszystkimi wyznawcami, religiami, marnością, marudzeniem itd. ??? Nie bawię się, idę fochem koncertowym z przytupem strzelić.
    Ech:)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Emigracja nic nie zmienia. Po tym jak poddałaś w wątpliwość sens noszenia białych skarpetek do czarnych mokasynów poczułam, że się oddaliłyśmy, że już nie patrzymy w tym samym kierunku. Już nic nie będzie takie samo, musisz się z tym pogodzić, Żmija.
      Ale ja wrócę. Wrócę na dożynki. Ta impreza w remizie będzie nasza i znów, choć na jeden wieczór będzie jak zwykle- zdemolujemy wiaty autobusowe, poprzestawiamy śmietniki, poprzedrzeźniamy mohery, a na koniec umówimy się z nimi na ustawkę;)

      Usuń
    2. O Matko, wariatka :)) Wiesz co Ty weź mi czasami przyślij list taki na papierze co?:) Dzielnia padnie trupem,a ja zdobędę większy szacun machając od niechcenia listem ze znaczkiem z królową Elżunią na planie pierwszym:))
      Ej no sorry, ale te białe skarpetki jakoś mi do mokasynów nie bardzo,ale do sandałów już lepiej :)

      Usuń
    3. No się zrehabilitowałaś, Ci powiem, bo już myślałam, żeś kompletne bezguście i nie nosisz białych kozaczków do krótkich białych kurteczek, i że nie masz tipsów hybrydowych żelów-akrylów-neonów, i przedłużanych włosów, i może nawet ....o zgrozo!...nie chodzisz na co dzień w lateksach!

      Usuń
  15. Szczury to sa w nowojorskim metrze:)) Komus sie pozajaczkowalo?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ja czytałam te forum to mnie się wydawało, że oni zdecydowanie nie palą tam majeranku, tylko jadą na jakichś ciężkich psychotropach...albo trafili do piekła;))

      Usuń
    2. Ja sie w ogole dziwie, ze te brednie czytalas:))) Polakowi przeciez wszedzie pod gorke, wiatr w oczy i broda rosnie...

      Usuń
  16. Ciekawy wpis. Powodzenia w emigracyjnych planach i realizacjach. Ja juz polowe zycia na emigracji spędziłam i twierdze, ze nadal jest cieżko. Bywa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nianiu, dzięki za opinię serdecznie. Pozdrawiam Cię ciepło

      Usuń
  17. pierwszy raz jestem u Ciebie, ale bardzo mi się podoba i zostanę na dłużej :) Uśmiałam się :) A w Londku... powodzenia :)
    pozdrawiam,
    Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo, że Ci się podoba, a jeszcze bardziej, że z nami zostajesz:) Za życzenia powodzenia nie dziękuję, coby nie zapeszyć;)
      pozdrawiam Cię serdecznie

      Usuń
  18. A biedna Kasia przezyla Wasza troskliwa opieke? To cud jakis!
    Ta M. to cwaniara i wiedziala, co robi, kiedy zabronila sie publicznie linkowac. Do mnie juz od rana 50 osob zadzwonilo, a pod oknem ustawila sie kolejka chetnych, kiedy tylko przeczytali u Ciebie, jaka to ja skora do pomocy. Ales mi reklame zrobila!

    A kuzyna moge Ci tylko pozazdroscic, szkoda ze wyemigrowal na wyspy a nie do Niemiec, bo moze bylybysmy kiedys w rodzinie. Nie, nie ja, w koncu mam juz meza, ale mam przeciez trzy corki na wydaniu, a taki ziec to skarb! :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia, żyje, przeszła jedną psychoterapię, potem drugą, potem cztery razy hipnozę, siedem razy miała terapię implozywną, gdzie pokazywano jej moje i Jacka zdjęcie, na dwa lata wstąpiła do buddyjskiego zakonu, aby się wyciszyć, stosowała aromaterapię i akupunkturę i dziś jest z całą pewnością osobą zrównoważoną i szczęśliwą. I już prawie nie krzyczy i nie ucieka, jak nas widzi;)

      Usuń
    2. a śni się jej ciągle ten Twój czerwono-czarny pajacyk w romby? to może być osobny temat do psychoterapii....
      nawiasem - czemu wtedy były takie ciuchy, że wszystkie dzieci wyglądały na mniej lub bardziej, ale jednak upośledzone?

      Usuń
    3. Anka, masz wpier*l ! - Kasia
      ;)

      Usuń
  19. Kurde czytam Cie dlllugo. I wiesz co... Zazdroszcze Ci zdeczko. Tez bysmy chcieli wyjechac z tej polski do UK. Problem polega na finansach i tego ze nikogo tam nie mamy zeby stary mogl przez chwile sie zatrzymac. Rodziny tez jakos nie mamy bo sie poklocilismy i nie gadamy od mojej ciazy czyli juz 4lata:D. No ale probowac bedziemy jakos finanse zalatwiac i tez wybywac bedziemy. Bo tu tak jak sama mowisz kijowo jest skoro urzedas dal dyla za gtanice a napinal 4litery o patriotyzmie.
    No coz licze na relacje z krainy deszczu.
    Pozdrowki i powodzenia Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa, w takim razie trzymam za Was kciuki, a Ty trzymaj za nas. I z taką ilością pozytywnych fluidów obu nam się uda, nie ma bata;)
      pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    2. Dobra to jak sie zadomowisz to może Ci starego na wycieraczke wewnetrzna przysle;) gotowac nie umie ale za szofera i nianie moze porobic poki roboty nie znajdzie. A ze nydzic sie nie lubi to szybko coś zachaczy.
      A tak na serio to trzymam kciuki za Was i Nas. A baty to dostanie wszechswiat jak nam nie wyjdzie:D bo bog to wiadomo...
      Pozdrowki Ewa

      Usuń
  20. jesteś niesamowita! na wpisie o mewach- płakałam! A taki kiepski dzień miałam dziś. Dzięki Tobie pójdę spać w lepszym humorze. czemu Ty jeszcze na jakiś felietonach grubej kasy nie zarabiasz to ja nie rozumiem! A na emigracji dasz radę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że ja też jestem oburzona tym faktem i za cholerę nie mogę pojąć czemu właściwie nadal nie jestem bogata?!;)

      Usuń
  21. nietypowa, wyslalam Ci maila
    beata

    OdpowiedzUsuń
  22. Zasadniczo emigracji nie pochwalam, ale skoro mus, to mus i powodzenia życzę.
    W UK jest sympatycznie - takie moje zdanie po pobycie 2 tygodniowym:))) Po kilku miesiącach może zdanie bym zmieniła? Nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zasadniczo Bet, to ja również nie uważam, że emigracja "za chlebem" to coś fajnego. I bardzo chętnie bym tu została, ruszając się poza granice jedynie na wakacje. Niestety w obecnej sytuacji ekonomiczno-społeczno-politycznej życie w tym kraju nie jest na moje nerwy. Nie mam siły już się szarpać o wszystko, w ciągłej nadziei, że będzie lepiej, gdy rzeczywistość okazuje się być całkiem odwrotna.

      Usuń
  23. Smutno mi,że doszliście do takiego punktu,że tutaj tylko "ciemność,widzę ciemność",że musicie zmienić nasze trójmiejskie wichry na deszcz,mgłę,dużo mgły i herbatę z mlekiem...Na szczęście świat zmalał i dzięki życzliwym ludziom jest trochę łatwiej,nie jedzie się tak całkiem w ciemno...
    Na szczęście są też tanie linie,więc będzie nam łatwo dotrzeć na obiecaną imprezę,wszak będziecie w krainie ginu :-)))
    alaM
    Ps. I pamiętaj nie przyjmuj żadnego obcego obywatelstwa,bo nie będziesz mogła zostać naszym prezydentem, a w tym cała nasza ,pozostawionych, nadzieja .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alu, strasznie fajny ten Twój komentarz. Jak wygram wybory, to będziemy prać razem lewą forsę, co?:)

      Usuń
    2. Odpowiedź może być tylko jedna :YES,YES,YES!!!
      alaM
      I dziękuję (tu następuje efekt wizualny- rumieniec) ,bo przyznam,że pół dnia myślałam pisać,nie pisać i jak to napisać...

      Usuń
    3. nieeee, no! herbaty z mlekiem to chbya nie będziesz pić? no boż, kurna, bez przesady!!

      Usuń
  24. No to widzę, że plany już konkretne i ukształtowane...
    Wiesz co, szczęścia i powodzenia Wam życzę!
    U mnie to też tylko kwestia czasu. Szkoda tylko, że tak długiego.
    Twój Jacek - legenda, śmiało opowiadaj więcej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iw, kto jak kto, ale akurat Ty to wiem, że nam dobrze życzysz. I chyba wiesz, że Twoje pozytywne fluidy są odwzajemnione;)

      Usuń
  25. No patrz, jak to się w życiu plecie... Właśnie przed chwilą odstawiłam Juniora na lotnisko, by docelowo dotarł do Southend on See :D On akurat pojechał na wymianę uczniowską. Miasto jest partnerem Sopotu, a mer, regularnie gości w sopockim liceum i opowiada, że tam jest zajebiście bo też mają molo (chociaż z betonu) ;p. Może fakt, mania tam mola, jakoś Cię wzmocni :D Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yuka, kiedy Junior wraca? Bo może zdąży zdać Ci relację, a Ty się zlitujesz i mi przekażesz jakiej wielkości są te szczury i czy wystarczy deratyzacja, czy na czarnym rynku jakiegoś działa szukać, czy cuś;))

      Usuń
    2. W sobotę będę już dysponować plastyczną relacją ;) Przekażę Ci uczciwie wszystko czego się dowiem, oczywiście z akcentem na gryzonie!

      Usuń
  26. To konkretnie dajecie widze:)
    Ja tez bede trzymac kciuki. I nawet znam troche Southend, bywalam w hotelu Hope, niedaleko molo. Straszna speluna, ale mialam lokum za free, bo znajoma byla wlascicielka.
    To bylo na poczatku mojej "kariery" w Uk i pamietam jak saczac piwo i przygladajac sie tlumowi, brat zauwazyl : zobacz, prawie sie nie wyrozniamy od mieszkancow, ty gruba, ja lysy... tylko dziary musimy sobie walnac a tobie kupimy minispodniczke... Spodoba Wam sie, zobaczysz:)))

    OdpowiedzUsuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...