piątek, 12 września 2014

jeśli kiedyś umrę, to będzie to we wrześniu...czyli SIUUUUP, porozmawiajmy o szkole

-Dzień dobry, nazywam się (nie)typowa i jestem nieanonimowym alkoholikiem
i teraz Wy, chórem: 
-Dzień dooo-bry

Musimy to przećwiczyć, bo myślę, że jeszcze rok, góra dwa, jeszcze kilka pierwszych września i będziemy to wcielać w życie, kochani. Czuję, że z (nie)typowa zmienię sobie ksywę na Gin, bo gdzie butelki nie otworzą, tam się pewnie pojawię.
Dodatkowo zajadam ostatnio stres. Nie chcę się chwalić, ale dwutygodniową dietę odwaliłam w jeden wieczór.

Wrzesień mnie wykańcza.
Może drina?
Ja nie pogardzę.

Myślałam, że wraz z momentem, gdy człowiek staje się dorosły pierwszy września staje się datą podwójnie symboliczną li i tylko. Opadają całe emocje, no chyba, że się zaspało. Ale i na to jest sposób, aby zagęścić ruchy i szybko się rozbudzić. Wystarczy rozmawiać przez telefon prasując i raz pomylić co się w której ręce trzyma. Jednak mimo niebywałej skuteczności, na dobrą sprawę tej metody nie polecam.
W każdym razie myślałam, że będąc dorosłą, mając własne dzieci, cały pic pierwszego września polega na tym, żeby wystroić pociechy niczym przysłowiowe stróże w Boże Ciało i robiąc w myślach takie poczciwe "hehe" stać sobie gdzieś z tyłu, na szkolnym korytarzu, obserwując uroczystość i przez cały jej czas zastanawiać się czy można krzyknąć "króliczku, popraw sobie kołnierzyk" czy to trochę jednak wiocha.
Otóż nie. 
Stres wrześniowy dopada mnie już w momencie kompletowania szkolnej wyprawki. 
Mili państwo, czy nie odnosicie wrażenia, że w tym temacie ktoś tu ocipiał do reszty?
Po pierwszych zakupach książek do księgarni zaczęłam chodzić z piersiówką. Wiecie jak głupio to teraz wygląda?!
-Dzień dobry, czy jest podręcznik do angielskiego Our Discovery Island dla klasy trzeciej?
-Dzień dobry, jest.
-A ile kosztuje?
-37 zł
-A zeszyt ćwiczeń do tego?
-Też jest, 34 zł.
-Czyli razem 71 zł za książki do jednego przedmiotu?
-Tak, zapakować?
-Chwileczkę, muszę się napić....

Czy to jakiś żart, że jedna książka kosztuje niemal cztery dychy, a do tego jest jeszcze niewiele tańszy zeszyt ćwiczeń? 
Czy widzieliście kiedyś zeszyt ćwiczeń do muzyki (obok zeszytu do nut i podręcznika) w 4 klasie nie-muzycznej szkoły podstawowej? A widzieliście może 170 stronnicową książkę do techniki? 
Jeśli nie, to zapraszam do mnie.
Moje najstarsze dziecię nie musi mieć jedynie książki do wuefu i plastyki.
Aż dziw bierze, że taka staromodna pani im się trafiła, której wystarczą bloki, kredki, pastele i takie tam inne. Jeszcze się plastycznie nie wykształcą z kredkami "Bambino" i tak bez książki. I chuj, nie będzie kolejnych Rembrandtów, Michałów Aniołów, czy tam Ślewińskich. Zostaną najwyżej malarzami pokojowymi. Albo abstrakcyjnymi, jak ja.
A tak, nie chwaliłam Wam się, że na tym polu też jestem utalentowana.
Tworzę naprawdę wybitne dzieła.
Jestem malarką abstrakcyjną- żadnych pędzli, żadnych farb, żadnych sztalug. Po prostu siedzę sobie i myślę.

Nieistotne.

Plecak mojego starszego dziecka ważył dziś przeszło 6 kilo. Miał tylko to co potrzebne, sprawdziłam.
Czyta mnie ortopeda jakiś? Proszę o opinię. Choć w sumie i bez niej wiem co myśleć.

Dolać Wam?
Bo sobie poleję.

W każdym razie, żeby nie było zaznaczam, że szkoła syna poszła z duchem czasu i z funduszy na komitet rodzicielski zostały zakupione szafki.
Wiecie, jak na amerykańskich filmach. W zasadzie takie same, tyle że osadzone w polskich realiach, czyli jedna szafka na trzy osoby. Każdy ma miejsce żeby przechowywać zapasowy ołówek. Byle bez gumki, bo się nie zmieści.
Dziecko me, pierwszego dnia szkoły, omiotło wzrokiem nową klasę, nową panią, nową szafkę, nowe podręczniki i pech chciał, że nawet postanowiło je przejrzeć. Nadgorliwiec. Cholera wie po kim. Trafiło na podręcznik do muzyki akurat. Po czym przez 40 minut miałam awanturę, że on ma już włosy na nogach i nie będzie w wieku niemal jedenastu lat śpiewał o ptaszkach. A później odkrył w owym podręczniku kolędy. I kolejne 40 minut krzyczał, że już woli śpiewać o ptaszkach niż o Jezusie.

Wypiliście już?
No ja też, no to jeszcze po jednym,  SIUUUUUP i lecimy dalej...

Pierwsze szkolne zebranie też już za mną.
U Szarego.
Nazywało się "organizacyjne" i już wiem dlaczego.
Mianowicie tak się muszę zorganizować, żeby na dzień dobry wyskoczyć z ponad 350 zł (wycieczka 3-dniowa 200zł, komitet rodzicielski 80zł, ubezpieczenie 48 zł, klasowe 15 zł, ksero 10 zł, szczoteczka do fluoryzacji 2,40).
Kolejna konkluzja jest taka, że muszę sobie kupić jakiś porządny notatnik i pióro, bo z wielkim notesem w żabę jarającą blanta i długopisem w Królika Bugsa za bardzo rzucam się w oczy i inni rodzice się dziwnie patrzą.


..i jeszcze jeden, i jeszcze raz...

A wczoraj don Juan wrócił wyraźnie podminowany ze szkoły. Okazało się, że musi jeszcze raz odrobić pracę domową z przyrody. Temat zadania brzmiał: napisz na jakie zagadnienie związane z przyrodą chciałbyś odpowiedzieć w tym roku szkolnym.
No to napisał: chciałbym się dowiedzieć kto w przyrodzie wygrałby walkę- pan od wuefu czy konserwator? Osobiście uważam, że karate fajna sprawa, ale młotek to młotek.
I siedział zbulwersowany nad zeszytem. I myślał. Aż wymyślił.
A dziś ta biedna kobieta, jego nauczycielka, będzie musiała się zmierzyć z : dlaczego mówi się Matka Ziemia skoro ma jądro, a nie jajniki?
Trochę mi jej szkoda. Zwłaszcza, że don Juan stwierdził chyba, że ma więcej pytań i zapisał się na kółko przyrodnicze.

..chluśniem, bo uśniem...

-Szary, czy możesz się ubierać odrobinę szybciej?- pytam każdego ranka, gdyż obojętnie o której wstanie i tak się spóźni.
-Ależ ja to robię szybko. Ja jestem szybki. Mega szybki. Osiągam do 2,5 macha na sekundę-nawija
-Taaaa? Ciekawe kiedy?- pytam zaspana jeszcze
-Jak palę w szkolnej kabinie i ktoś mi krzyknie, że dyrektorka zmierza w stronę WC- odpowiada spokojnie
To jego poczucie humoru mnie kiedyś wykończy.
Po kim on to ma?
(to było pytanie retoryczne, proszę nie odpowiadać)

....no to cyk.....

A już do szewskiej pasji doprowadza mnie wszechobecna i niekończąca się debata na temat wprowadzenia do szkół edukacji seksualnej. Tu wypowiadałam się, czy uważam wprowadzenie tego przedmiotu za słuszne i spoko, nie mam zamiaru się powtarzać.
Jeśli jednak edukacja seksualna do szkół na dobre nie wejdzie mam za to zamiar rzucać w nastolatków prezerwatywami. Trudno, najwyżej pójdę siedzieć.
Nieodmiennie dziwi mnie też w tej całej debacie argument, że edukacja seksualna nie jest dostosowana do wieku odbiorców. I mówią to najczęściej ludzie, którzy karzą wkuwać na blaszkę swoim kilkuletnim dzieciom modlitwy napisane archaistycznym językiem, z którego owe dzieci nie rozumieją ni słowa.
Ale mniejsza z tym. Opowiem Wam o trzech najnowszych przykładach z własnego podwórka, wszystkie z wakacji:

1) Maciek naprawia samochód na podwórku i słyszy rozmowę bawiących się nieopodal naszych synów z kolegami (towarzystwo w wieku od 6 do 11 lat)
-Szaremu się podoba Julia z jego klasy- mówi don Juan o bracie
-A ruchaliście się już?- zwraca się z pytaniem do ośmioletniego Szarego M., jego rówieśnik,  chłopczyk aniołek, z tzw. dobrego domu. Pucułowaty, miły, uśmiechnięty, który "dzień dobry" krzyczy mi przez pół ulicy, gdy maszeruje z brudnymi kolanami i piłką pod pachą na boisko.
Musiałam Maćka uspokajać pół wieczoru. A później musiałam jeszcze pogadać z synami kiedy można rozpocząć współżycie i przede wszystkim kiedy nie należy go rozpoczynać.

2) Jesteśmy na plaży. Dzieci grają w piłkę w wodzie nieopodal, my brodzimy po brzegu. Podpływa do nich chłopiec w don Juana wieku (ok. 10 lat). Widzę, że rozmawiają, ale nie słyszę słów. Po chwili zauważam, że Szary kiwa z dezaprobatą głową, a don Juan jest wyraźnie wkurzony, coś tam mówi gestykulując zamaszyście. Chłopiec odchodzi, a dzieci zmierzają w naszym kierunku.
-Wiecie co on powiedział?-  pyta mnie don Juan
-Nie, a co?
-Szary powiedział do niego żeby nie płynął w tamtym kierunku, bo tam jest rów, a on na to: rów to ty masz w dupie i mogę cię zaraz w nią zgwałcić.
Ruszamy z Maćkiem brzegiem, wraz z chłopcami, szukając w tłumie potencjalnego przyszłego gwałciciela, a konkretnie jego opiekunów. Nie znajdujemy ich. Kto był choć raz na plaży w Gdyni, w sezonie, ten wie dlaczego. Łapy mi się trzęsą jeszcze dobrą godzinę potem.
W domu rozmawiamy na temat gwałtu.

3)Wracamy z don Juana kolegą z klasy z placu zabaw. Idę, pchając wózek, przodem. Gadam po swojemu ze Stiflerem (tak gadam), aż nagle dobiegają do mnie szczątki rozmowy chłopców. I w jednej chwili zamieram.
-I to była dziwka, wiesz- mówi J. i po chwili się reflektuje- no dziwka, kumasz? Wiesz kto to jest dziwka? To taka babka co uprawia seks za pieniądze. W burdelu najczęściej. Choć niekoniecznie, bo takie tirówki np. dają dupy w lesie. I są tańsze. I zagraniczne, bo tam Ukrainki często stoją, Bułgarki....Tylko wiesz, adidasa można łatwo dostać.
Ja pier-do-lę, ja w wieku dziesięciu lat wiedziałam najwyżej kto jest kim w rodzinie Hendersonów.
Wieczorem odbywam z synami rozmowę na temat prostytucji, handlu żywym towarem, godności, chorób przenoszonych drogą płciową, no i antykoncepcji. Choć ten ostatni temat przewałkowaliśmy a propos omawiania pikiety pro-life, zahaczając o aborcję, oczywiście.

I później słucham w telewizji pierdzielenia o tym, że edukacja seksualna przedwcześnie rozbudzi erotycznie dzieci.
Serio?
Bo ja widzę, że one i bez niej  są już dostatecznie przedwcześnie "rozbudzone".

Wsadzą mnie, wsadzą jak nic, mówię Wam. Edukuję ośmio i dziesięciolatka. I wygląda na to, że nie przestanę.
Jasne, że bym chciała aby moi synowie rozmawiali z rówieśnikami na temat książek i rozrywek kulturalnych, ale wygląda na to, że jest jak jest i nawet jeśli oni nie poruszają tematów związanych z seksem, tematy te jak widać na powyższych przykładach i tak wypływają. I tu możemy udawać, że tak nie jest, zaklinając rzeczywistość, albo coś z tym zrobić. Choć wiele się nie da, bo nie każdy może sobie pozwolić na życie w buszu, z dala od cywilizacji. W każdym razie można spróbować przekuć te niepoukładane hasła i błędne informacje w rzetelną wiedzę, zaserwowaną odpowiednio do wieku i indywidualnych cech dziecka.

Słyszałam też opinię, że edukacja seksualna jest ponoć demoralizująca...
I mówią to ci, którzy w Hello Kitty doszukują się demona.
Nie, spoko, wprowadzanie dziecka w świat takich schiz na pewno nie jest demoralizujące. Na pewno diabeł widziany w konikach Pony albo Harrym Potterze jest całkiem ok.
Jak i plucie jadem przy dzieciach na wszystko co się rusza i nie jest zgodne z ich światopoglądem.
A tak na poważnie, o czym my w ogóle mówimy?
Jaka demoralizacja? Niech mnie ktoś oświeci i mi powie czego ci ludzie się tak naprawdę boją?
Że na tych lekcjach będzie wpajana ich dzieciom "ideologia" gender, ze straszną gębą dorobioną przez ludzi kompletnie gender nie rozumiejących? Że będzie się ich dzieci "spedalać", albo (nie daj bóbr) nauczy akceptacji "pedalstwa" i już nie będą chcieli z tatusiami w niedzielę, tuż po kościele, palić tęczy, bo się zarażą homoseksualizmem?

Ludzie, tu jest Polska.
Jak już nawet ES wejdzie w życie to tu i tak, niezależnie od regulaminu,  poprowadzą ją katecheci.
Dzieci, możecie zadawać pytania. Tylko pamiętajcie, że Bóg wszystko słyszy...

Jest pierwsza połowa września ,a ja już mam ochotę wypłynąć na samotny rejs małą łódką dookoła świata. Jednakże biorąc pod uwagę mój nastrój domyślam się, że najdalej w trzecim miesiącu wyprawy pokłóciłabym się z wiosłem i nie miała z kim pić.
Nic na to nie poradzę, że wrzesień zmienia mnie w boginię.....bo ginie każdy, kto mi się nawinie.







72 komentarze:

  1. (nie)typowa - na szczescie jestem juz cale pokolenie dalej i w szkolne problemy wlaczam sie tylko sluchajac. Ale sluchajac tez w alkoholizm z bezsilnosci popasc mozna.

    OdpowiedzUsuń
  2. Problemy szkolne wprawdzie mnie już nie dotyczą, ale napić się napiję, a co :) Tak dla towarzystwa :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Problemy szkolne zaczynają mnie dotyczyć. Na razie uniknęłam jedne wywiadówki. Napiję się, a co tam... piątek jest. Wywiadówka w szkole już niedługo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoja pociecha jest na początku ścieżki edukacyjnej, a Ty uniknęłaś wywiadówki organizacyjnej? Nie chcę Cię martwić, ale wazyliniarskie mamusie na pewno nie przyjmą Cię do swojego grona...;)

      Usuń
  4. W zeszłym roku przerobiłam tzw. lody z moim 12latkiem. Jakież było moje zdziwienie kiedy powiedział mi co to jest i skąd posiadł wiedzę w tej materii. Nieoceniona jest wiedza starszych kolegów i internet, kiedy rodzice są na zakupach.
    Polej proszę, wtedy łatwiej się o takich sprawach rozmawia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A chętnie poleję, bo tak szczerze mówiąc właśnie uświadomiłaś mnie, że może i ogólne zagadnienia przerobiliśmy, ale jeszcze zapewne szczegóły techniczne przed nami...

      Usuń
  5. noooo swietnieeee.....przyniosłam jeszcze trochę szkockiej..;)

    A u nas w szkole to dziecie nei muszą kupować nawet ołówka, wszytko maja w szkole, ksiązki i zeszyty też - dopiero w starszych klasach musza mieć jakieś swoje materiały, al to pikuś w porównaniu co TY opisujesz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, że przyszłaś mnie upić i dobić:)))
      Wiesz, mój blond móżdżek nie jest w stanie skumać takiego zjawiska jak wyższe zarobki i mniejsze wydatki w innych krajach. Jak to tak może być, ja się pytam?
      A dzisiaj sadomasochistycznie porównywałam ceny w Lidlu tutejszym i tym w UK. I są kuźwa bardzo zbliżone. Jedynie Maciek stracił zapał do wyjazdu, bo piwo macie droższe;))))

      Usuń
  6. Nietypowa jest 9,12 rano ,a ja juz pijana przez ciebie ,bo ja dla towarzystwa z toba,zebys nie czula sie samotna w tym piciu:))))Dorusia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, Dorusiu. Na Ciebie to zawsze można liczyć;)

      Usuń
    2. No Nietypowa ja z TOBA moge pic od rana do nocy I od nocy do rana:)))Dorusia

      Usuń
  7. Welcome to IV klasa? Ja juz sie wkurwiam bo mimo zakupu CAŁEGO pakietu książek doszlo mi szukanie atlasu do przyrody, wydawnictwa, ktorego brakuje w nadruku. O żesz...
    na wczorajszej wywiadowce jestem biedniejsza o 56zł. Za ubezp i ksero. Chyba zapomnieli o komitecie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosia, to taka taktyka- dawkują emocje :)
      Zapomniałaś jeszcze o radzie rodziców :)

      Usuń
    2. 56 zł- cieniasy ;))
      Choć w sumie jeszcze nic nie jest przesądzone, Marta ma pewnie rację;)))

      Usuń
    3. Czułam, że to zbyt piękne ;P

      Usuń
  8. Jak to wszystko czytam to nie tylko mam ochote sie z Toba napic (mowiac szczerze mialam nawet przed czytaniem ale zupelnie z innego powodu...jak juz musi byc jakis powod) mam propozycje aby po prostu podlaczyc sie dodatkowo pod kroplowke no I doustnie tez bo szkoda smaku, tylko ja wole rum niz gin ale mowiac szczerze nie pogardze niczym I nawet ekstra buteleczke sama moge przywiezc, Mojito dobre robie :-). 100 lat temu jak ja chodzilam do szkoly tez dzialy sie tam nieraz dziwne rzeczy, chodzilam z ciezkim tornistrem I w domu uczylam sie jeszcze raz tego samego a ksiadz wyrzucil mnie z lekcji religii (z czego sie bardzo ucieszylam ale wedlug mojej babci bede sie zmazyc w piekle chociaz ja z drugiej strony to wole upaly wiec jakos to bedzie), ale to co opisujesz teraz to samo popycha w strone checi upojenia, jednak bardziej jeszcze przeraza mnie opis podworkowej edukacji Twoich dzieci. My w tym wieku bawilismy sie w berka, w chowanego itp a zielonego pojecia nie mialam o dziwkach, gdzie je mozna znalezc I taniej...nie bede juz nawet o calej reszcie wspominac bo sama to juz barwnie opisalas. Pomysl rzucania w dzieci prezerwatywami (jak sadze jeszcze przed ich uzyciem) moze wcale nie jest taki zly, ja bym do tego jeszcze moze jakas ulotke wychowawcza dla rodzicow zalaczyla chociaz nie wiem czy cos to pomoze owym patologicznym prokreatorom gwalciciela rowowego - brzmi to jak jakis podgatunek homo sapiens. Daj znac jak bedziesz potrzebowac sponsora na te gumki, rzucac tez moge pomoc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, ja to mogę dożylnie, doustnie i przez skórę wchłaniać. Normalnie każdy sposób dobry.
      Nie, cofam to. Pomyślałam sobie o lewatywie...;)))

      Natomiast co do tego, co napisałaś o własnym dzieciństwie- i o to chodzi, Yasemin. Ja również grałam w zbijaka, podchody, itd., a końskie zaloty pod postacią strzelenia przez bluzkę dziewczynie stanikiem (z tyłu, oczywiście) to już był taki szczyt wyuzdania, że po takiej akcji jeszcze pół dnia delikwentka rumieniła się i chichotała na przemian. A pamiętasz pamiętniki, czy tam "złote myśli" i te klasyczne dwa najważniejsze pytania: czy masz chłopaka lub dziewczynę? Która dziewczyna/chłopak najbardziej podoba Ci się w klasie? Ja pierdzielę, to były emocje....A teraz dzieciaki debatują na temat wyższości orala nad analem i odwrotnie. Koszmar. Czuję się stara i zupełnie nie z tej bajki...

      Usuń
  9. Siostra ha a co masz mieć lepiej co?:) aczkolwiek łączę się w "bulu" bo masz to póki co podwójnie, ja tylko "leniwe raaaz/ I Tym razem Ty mnie ubiegłaś, bo dzisiaj muszę parę spuścić, ale jeszcze nie dobiegłam do bloga.
    My też mamy te podręczniki, z rozrzewnieniem wspominam czasy, kiedy podręczniki każdy z biblioteki szkolnej dostawał, a muzykę można było mieć i bez 10 zeszytów ćwiczeń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie miałam podręczników z biblioteki. Ja miałam po kuzynce. Ona po moim bracie. Mój brat po jej siostrze.
      A że byłam najmłodsza z tej czwórki i nikt już po mnie ich w rodzinie nie chciał- opychałam je do antykwariatu. Łeb do interesów od małego, mówię Ci;)

      Usuń
    2. A to my mieliśmy, wypożyczanie w drugi dzień szkoły, każdy sobie wyrywał te bardziej używane, bo wiadomo ślady po wymazanych gumką rozwiązaniach bezcenne:) Ale tak tylko w podstawówce, potem już cierpieliśmy zbiorowo biegając z obłędem w oczach po mieście, aby podręczniki kupić - wtedy były jedne i też można było odkupić od kogoś. A obecnie z moich skorzystała koleżanka - dokładnie z jednej sztuki, bo tylko one się pokrywała, cała reszta innych autorów.

      Usuń
  10. Wiecie co moj ma 3lata i jedtem przrrazona bo domyślam się ze bedzie gorzej. Jednak swiat robi sie coraz gorszy. Za moich czasow to odwracalo sie wzrok od wielu rzeczy bo gorszyly a teraz.... Moj vhlop mial racje kirdys ze on najchętniej to by sie zaszyl na zapudiu przed swiatem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy Cię to pocieszy, ale ja też jestem przerażona. I gdyby nie problemy natury logistycznej mogłabym choćby dziś się na takim właśnie zadupiu zaszyć. W zasadzie, tak szczerze mówiąc, to moje marzenie.

      Usuń
    2. Zadupie jak zadupie, mnie by sie przydała taka wyspa - na tyle daleko od stałego lądu, aby ludziom się do mnie nie chciało, ale na tyle blisko, że jak mi się zachce to się zdobędę na wysiłek i tyłek ruszę. Koniecznie w ciepłych krajach, bo nie bawi mnie drink z palemką na mrozie, koniecznie z psami i końmi, ludzie nie sa wymagani :) książki tak :)

      Usuń
    3. Akurat popieram wizje. Naprawde docrniam tego mojego durnego chlopa. Jak mu sie do tego przyznalam to tylko popatrzyl i kiwnal glowa. Nie powiedzial a nie mowilem bo i tak widxial ze skruszona przyszlam z ta informacja. Jak widze ta vholote i pomysle javy sa rodzice tych pociech to mnie przeraza.

      Usuń
  11. Mnie przed alkoholizmem wczesnojesiennym chroni zdrowy rozsądek- wchłaniam tyle innych kalorii, że na te puste nie ma już miejsca.
    Muszę Ci podziękować- my zebranie mamy we wtorek, a że Marcin zawyrokował, że mało kasy w tym miesiącu zostało, to po prostu je sobie odpuszczę.
    U Elizy w szkole o edukacji seksualnej cicho sza, ale moim zdaniem będzie miała ona sens tylko wtedy, kiedy poprowadzi ją ktoś, kto nadąży za współczesnymi dzieciakami i tym, co ich dotyczy. Ktoś, kto wie, co to jest "słoneczko" i że powiedzenie "zrobić loda" nie ma nic wspólnego z kwestiami kulinarnymi... No chyba, że użyje się bitej śmietany...
    Podobny, choć pewnie jednak mniejszy, szok jak Wy na plaży, przeżyłam, kiedy siedmioletnia Eliza przyszła do domu zniesmaczona, że Ala (koleżanka z podwórka) chciała zmusić Ją do całowania "z języczkiem". Z jednej strony chciało mi się śmiać, kiedy Eliza pytała "o co jej chodziło z tym języczkiem", z drugiej marzyłam, żeby Ona jak najdłużej pozostawała zwykłą siedmiolatką, a z trzeciej strony... zastanawiałam się, czy zachowaniem również siedmioletniej Ali nie powinni zainteresować się rodzice...

    Ceny książek to oczywiście kosmos. Jednak po tym, jak w ZERÓWCE sześciolatków Elzy wychowawczyni zażądała trzech różnych ołówków, a my z Marcine zastanawialiśmy się, czy to podstawówka, czy architektura, już nic mnie chyba nie zdziwi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo, w zerówce Szarego były podobne wymagania i pamiętam niektóre do dziś: ryza papieru kserograficznego, 5 rodzajów bloków, świecówki, pastele, zwykłe kredki, farby plakatowe, olejne, plastelina, modelina, chuje muje dziekie węże i właśnie trzy ołówki.
      Oznajmiałam wychowawczyni, że jak mi nie wykształci co najmniej następcy Picassa, to złożę skargę do kuratorium.

      Usuń
    2. Marta z tą bitą też byłabym ostrożna:)) Ale to niestety niewykonalne, z wychowaniem seksualnym będzie jak etyką : pod egidą katechetów zapewne i dzieciątka nasze dogłębnie poznają kalendarzyk, niekoniecznie Majów.

      Usuń
    3. Chuj ze skargą- i tak oleję, ja zażądam zwrotu kosztów i rekompensaty za moje nerwy, jak Marcin oświadczył: Jeszcze nie ochujałem, żeby jeździć po mieście za ołówkami. No chyba Mu się wydawało, że kupi u nas w kiosku, a tu w miasto trzeba było ruszyć... A wiesz, u nas ryza papieru też była, ale już drugi rok z rzędu wychowawczyni zamiast papieru woła żywą gotówkę... Nie pytaj co o tym myślę. Niby to tylko 10zł za półrocze, ale...
      Żmija ja z bitą zawsze jestem bardzo ostrożna- odkłada mi się w okolicach ud i na brzuchu :) No w końcu czasy gimnazjum, tfu! Liceum mam dawno za sobą...
      Edukacja seksualna prowadzona przez katechetę? Fiu fiu- sama chyba zacznę chodzić, jako wolny słuchacz, żeby móc w domu dementować wiedzę, którą posiądzie moje dziecko...

      Usuń
  12. Jak u mnie jest to juz Sznupkowie opowiedziala. Tak z tornistrami jest i z przyborami szkolnymi, bo jak z edukacja seksualna to ja niestety nie wiem, jakos szczegolnie swoich dzieci edukowac nie musialam, w kazdym razie nie w wieku tak mlodzienczym jak 10 lat! U mnie w domu seks nigdy nie byl jakims tematem tabu, jak dzieci pytaly to sie odpowiadalo, syn nigdy nie mial problemu zeby porozmawiac ze mna na temat ile dziewczyn on "musial" pocalowac i dlaczego z tamta jedna to umawial sie jedynie na seks. No co, super matka jestem! Ale syn tez juz dorosly to sobie moze...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekaj, bo mi szczęka opadła...nie gadaj, że tornistrów nawet nie kupujecie?

      Co do seksu to temat jak temat, bardziej właśnie przeraża mnie wiek, w którym seksem dzieci zaczynają się interesować. I to tak szczegółowo, że pewnie przeciętny piętnastolatek ma opanowaną w teorii przynajmniej całą Kamasutrę i jest w trakcie pisania swojego poradnika. Takiej dziesięcioletniej mi do łba by nie przyszło, żeby rodziców pornole na VHS odpalać. A mieli, bo znalazłam kiedyś, a i owszem. Z tym, że pomyślałam sobie, że jacyś nie teges są skoro jest tyle fajnych filmów (Gwiezdne Wojny, Terminator, I kto to mówi, itd,), a oni wybierają takie z gołymi babami;)

      Usuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  14. Matko Polko uśmiechnęłam się i wreszcie wiem, żem normalna, bo po każdej wywiadówce, wracam, klnę jak szewc i piję, co wpadnie w ręce. Mąż przezornie robi zapasy piwa, bo taniej wychodzi. Na szczęście mam słabą głowę i znieczulacz szybko na mnie działa. 300 zł zostawić na dzień dobry w szkole to norma, a wychowawczyni potrafiła nawet być zdziwiona, że nie mam pieniędzy i do domu mnie wysłała oświadczając, że poczeka aż wrócę z gotówką. Po takiej zabawie zmieniłam synowi szkołę, na skromniejszą, w której za 100 zł obleciałam pierwszą wywiadówkę.
    Co do wagi plecaków, to pewna jestem, że beton dzieci w nich noszą i przygotowują się do zawodu, gdzie plecy i muły się liczą, a nie szare komórki!!!
    Za edukację seksualną i zgodę na dodatkowe zajęcia wżr (wychowanie do życia w rodzinie, dla nie wtajemniczonych) dziecko po lekcji religii oświadczyło mi, że jestem niemoralna. Kujon, co ma same szóstki, powie mi co jest moralne, o rzesz ty...
    Ale życie lubi płatać figle i pani od religii dostała ode mnie wierszyk, który wysyłałam do siostry z okazji imienin, jak mniemałam, bo okazało się, że Jola, to nie ta Jola, że to Jola od religii dynda w poczcie syna. Do dziś płaczę ze śmiechu, a katechetka nie mówi mi dzień dobry. Nie czuję się urażona z tego powodu, a samo wspomnienie, że dewotka przeczytała taki piękny wierszyk(poniżej) rozpromienia mnie. Proszę o uśmiech:)

    Droga Jolu
    Pewna pszczółka mi mówiła
    Że dziś będziesz się bawiła!!
    W dniu Twojego święta
    Buzia Twoja uśmiechnięta!!!!!
    Trochę szaleństw nie zaszkodzi
    Niech Cię rój facetów uwodzi!!!!!!!
    Bądź seksowna i erotyczna
    Szczególnie dla męża egzotyczna!!!!!!!
    Niechaj opuszczą Cię smutki i troski
    I dzień cały będzie boski!!!!!!!!!
    Wygraj w totka, spłać kredyty
    Słuchaj komplementów erudyty!!!!!!!

    W odpowiednie drzwi pukaj !!!!!
    Po jądrach nie stukaj !!!!!
    Baw się jajcarsko !!!!!
    I do świtu szalej dziarsko!!!!

    Na końcu było zdjęcie dziewczyny, która stoi przed drzwiami z kołatką z męskimi przerośniętymi ...

    Mam nadzieję, że stres prysł do kolejnej wywiadówki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małgosia, wierszyk cudny, a Twój komentarz faktycznie humor poprawia. Wyczuwam w Tobie bratnią duszę;)

      Usuń
    2. Miło mi wpadać do Ciebie, na bloga oczywiście!!! Humor mi zawsze poprawiasz Pani Matko:)

      Usuń
  15. Jedyny pozytyw że można tak zabawnie opowiedzieć o tym co się dzieje... i napić też jest o co i za co ;) więc siup :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I co ma zrobić osoba niepijąca co?:)

      Usuń
    2. Jak to co, siostra?! Musisz się przełamać;))

      Usuń
  16. nie pójdziesz do więzienia jenak. Kolega właśnie na fejsa wrzucił - jakże w temacie, akurat dl Ciebie, że sejm łaskawie odrzucił projekt karania. Obawiam się jednak, że jak wygrają pieprzone pisiory to temat wróci z siłą wodospadu.
    Jakby dzieci wiedziały, że będąc w 4 klasie uszłyszałyśmy z koleżanką kawał zaczynający się "stoi kolejka do burdelu" - i słusznie uznałyśmy, że musi to być sklep, no więc jakby wiedziały, to by były przekonane, że dorastałam za życia królowej Wiktorii. Oczywiście pod warunkiem, że wiedziałyby kto to była królowa Wiktoria. Albo, żeby chociaż wiedziały, że była....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...albo, żeby chociaż wiedziały, że panowała w Zjednoczonym Królestwie Wielkiej Brytanii ...albo, żeby chociaż wiedziały gdzie leży Wielka Brytanii...tak z grubsza, tak mniej więcej...no dobra, niech po prostu wiedzą, że w ogóle istnieje..

      I taaaa, no właśnie też czytałam, że projekt odrzucony.
      Chuj, dupa i kamieni kupa, jakby to powiedziała profesor Pawłowicz. Ja tu się zaopatrzyłam w 3000 sztuk gumek, kajdankami do kaloryfera przykułam, żeby mnie ze stanowiska za szybko nie zdjęli , okno otworzyłam i co?! I se mogę rzucać, bo nikt nie zareaguje? Nie będzie spektakularnego aresztowania i mnie cierpiącej za antykoncepcję??
      To nie wiem o czym będzie następna notka. Miała być traumatyczna, z więzienia.

      Usuń
  17. Wiesz...chętnie się napiję z Tb. I w więzieniu chętnie bym posiedziała ;).
    Wiesz...ta świadomość ,że więcej na mnie wydadzą niż ja zarabiam;>

    Pocieszające będzie jak powiem,że na książki do technikum i na na studia wydasz znacznie więcej? ;D

    p.s. kiedyś rozmawiałyśmy na temat "chowu" dzieci,ale pewnie nie kumasz mnie ? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak bym Cię mogła nie kumać, dziewczyno ze wsi?!;)

      I nie, nie jest to pocieszające, że na podręczniki do technikum i na studia wydam więcej.
      Nadzieja w tym, że rzucą szkołę i pójdą od razu do McDonalds`a. Choć konkurencja tam taka...nie wiesz może czy przyjmują jeszcze na kasę bez doktoratu?;)

      Usuń
  18. Bardziej mnie przerażają koszty utrzymania dzieciaków w szkołach (u mnie X4 więc piersiówkę musiałabym mieć ciut większą :P ) niż ES w szkołach. Ale ja wieśniak jestem, nie znam się.
    A czego się obawiają? Tego co zwykle- nieznanego. Nie mają pojęcia jak takie zajęcia są prowadzone, wyobrażają sobie sceny pornograficzne, sodomie i gomorię. Taki naród niestety...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kuźwa, Joasia, poczwórne wydatki?
      Pierdol tą piersiówkę, ja bym na Twoim miejscu waliła z gwinta.
      A co do tych obaw- nie wydaje Ci się, że osoby fanatycznie wierzące w Boga jakoś słabo wierzą w siebie i w swoich bliskich, skoro od takiej ES miałyby im się od razu dzieci wykoleić i wyrosnąć na zwyroli jakichś;)

      Usuń
  19. E, u nas w szkole wychowanie do życia w rodzinie prowadzę ja (anglistka), bo wraz z katechetkami osiągnęłyśmy w tej sprawie niezwykłe porozumienie: ja nie chciałam, żeby one uczyły przedmiotu, one nie chciały go uczyć. (Tylko teraz cierpią, bo ja na macierzyńskim się bujam, a ktoś dzieci musi uczyć.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli, że się tak wyrażę, zapewne wszyscy się modlą abyś już wróciła;)))

      Usuń
  20. Hmmm nie wiem czemu tu piją, ale jakby co to ja też chętnie się dołączę, nie żebym lubił pić, ale człwoeik nie wielbłąd napić się lubi tfu musi :)
    Dobry sobotni ranek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piją, bo cierpią z powodu opłat za bezpłatne szkolnictwo.
      Gdyby edukacja była faktycznie za friko zapewne znaleźliby inny powód, wszak aby się napić- każdy dobry.
      Niezły niedzielny wieczór;)))

      Usuń
  21. Cieszy mnie fakt ze ja juz nie musze nikogo do szkoly wyprawiac:)
    Teraz to tylko spokojnie moge oddac sie piciu,....NA ZDROWIE:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w Twoim wieku nie będę mogła już oddawać się piciu, obawiam się...chyba, że to prawda, że esperal da się przepić;)))

      Usuń
    2. Eeeeeeeeee,po co zaraz esperal,mozna ograniczyc sie tylko do AA;))))),.......poznac nowych ''przyjaciol'':))))

      Usuń
  22. Spilas mnie corcia z samego sranca:)))
    Wychodzi mi, ze za moich szkolnych czasow Polska byla duzo normalniejszym krajem. I z reka na sercu, nie pamietam zebym kupowala Juniorowi jakies ksiazki czy kajety do szkoly... chyba tego nie musialam robic, bo przeciez takiej sklerozy jeszcze nie posiadam:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak nie jak tak. No chyba, że po rodzinie jakiejś mieliście książki wszelkie, bo kajety to by się raczej i tak nie przydały (chyba, że do ściągania). Mój brat ma 36 lat, a Junior przecież niewiele starszy.
      No chyba, że się załapaliście na to, o czym Żmija pisała- podręczniki rozdawane z biblioteki. A kajety to już nie wiem skąd;))))

      Usuń
    2. Kochana, ale Junior to do szkol chodzil w Ameryce:))) W Polsce mial zaszczyt tylko pierwsza klase przetrwac.

      Usuń
    3. no tak, wiedziałam ,że coś mi umknęło;))

      Usuń
  23. W głowie mi się kręci, ratunku!
    Masz humor, kobieto, pozazdrościć. No i mocną głowę, jak mniemam :)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. głowę mam mocną, to fakt..nogi zdradliwie słabe;)

      Usuń
    2. Przygotowałam coś dla Ciebie. Zajrzyj do peerelu:)))

      Usuń
  24. Brrr, rozterki szkoły podstawowej i gimbazy na szczęście już za mną i Juniorem. Człowiek zaczyna wyczekiwać 1 wrzesnia bez napinania pośladów. Po czym idzie na zebranie organizacyjne i widzi swoją znienawidzoną panią od fizyki, koszmar niewinnej młodości, sprawcę nieszczęść i obiekt zemsty, jako wychowawcę jedynaka... Pozwól, że napiję się z Tobą! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No popatrz, ja też nienawidziłam pani od fizyki. Choć ona nic sobie z tego nie robiła, bezczelnie śmiejąc się pod wąsem;)

      Usuń
  25. a ja odwrotnie :) wypisałam mojego z lekcji przysposobienia do życia w rodzinie... Po dwóch godzinach, które (mam nadzieję) nie zdążyły go wypaczyć, bo dzieci wysmiewając wszystko, co ma im do powiedzenia nauczyciel, wznosiły się na wyżyny swoich możliwości. Zdecydowanie już lepiej ja go uświadamiam. P.S. Plecak w 4 klasie ważył kilogramów osiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po tym co właśnie przeczytałam w komentarzu poniżej, aż boję się spytać co usłyszało Twoje dziecko.
      A co do plecaka- mój miał w tym dniu tylko wuef, plastykę i godzinę wychowawczą;))))

      Usuń
    2. sama pani jest ok, uczy przyrody, a nie religii na codzień. Natomiast cokolwiek pani powie, dzieciaki wybuchają śmiechem, buczą, wyzywają sie od gejów i pedałów... jednym zdaniem, klimatu do nauki poszanowania nawzajem swojej seksualności nie ma :)

      Usuń
  26. Witaj! Świetnie piszesz , czytam regularnie, no i w końcu się odzywam.Ją swoją córkę podobnie jak komentujaca powyżej wypisalam z tych zajęć gdyż takie rewelacje przynosiła , że za łeb się złapałam.Pani mądra " wpajala dzieciom , że pary które nie mają ślubu są przeklete i karą za to jest to , ze rodzą im się niepelnosprawne dzieci.Za takie zajęcia to ją podziekuje, masakra normalnie.Pozdrawiam Cię serdecznie, no i sił duuzzo życzę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Ci, Aniu, serdecznie za tak ciepłe słowa. Fajnie, że postanowiłaś się ujawnić, zawsze mnie cieszą takie wyjścia z szafy Czytelników;)
      Nie dziwię Ci się, że w takim wypadku wypisałaś dziecko z tych zajęć, też bym tak zrobiła. A znając moją niewyparzoną buzię skończyłoby się to u dyrektorki (oby tylko). Ja mam dość restrykcyjne poglądy w takich kwestiach i uważam, że ewidentnie nie każdy nadaje się do pracy z dziećmi. Ktoś, kto pierdzieli takie głupoty i próbuje karmić nimi młode, umysły powinien według mnie wylecieć ze szkoły z hukiem na zbity pysk. Już abstrahuję, że jej słowa są obrazą dla wszystkich rodzin, w których rodzice żyją w nieformalnych związkach, ale nazwanie niepełnosprawnych dzieci "karą za cokolwiek jest czystym skurwysyństwem.

      Usuń
  27. Pięknie opisałaś efekt edukacji seksualnej w szkołach.

    OdpowiedzUsuń
  28. Dokładnie wiem o czym Pani mówi, kiedy miałam 9 lat kilka z moich rówieśniczek już oglądało filmy pornograficzne i marzyło o zostaniu w przyszłości prostytutkami... Wszystko się zmieniło po (UWAGA!!!) pierwszych lekcjach wychowania do życia w rodzinie, chociaż zbyt wielu tematów nie omawiałyśmy, co skutkuje tym, że moje koleżanki, nawet teraz (mam 16 lat) wiedzą o takich rzeczach jak pozycja 69 i "potajemnie" czytają "50 twarzy Greya" a nawet są po pierwszych stosunkach, nie wiedzą np. o tabletce po i (o zgrozo) wierzą, w to, że filmy pornograficzne oddają rzeczywistość a przy pierwszym stosunku nie można zajść w ciążę... Uważam, że to właśnie szkoła powinna nas - młodzież edukować w tych kwestiach bo nie wszyscy mają odwagę rozmawiać z rodzicami na takie tematy, a, za przeproszeniem, pierdolenie o tym, że to rozbudzi nasze zainteresowanie seksem jest całkowicie błędne - nigdy w życiu nie obejrzałam filmu pornograficznego ani nie sięgnęłam po 50 twarzy Greya bo rozmawiałam o tym z mamą, która całkowicie zaspokoiła moją ciekawość (a ww książkę mi streściła ;) ). Reasumując - zgadzam się z Panią w 100% :)
    PS. Niedawno trafiłam na tego bloga i czytam wszystkie posty od początku - łatwo się mnie Pani nie pozbędzie ;)

    OdpowiedzUsuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...