piątek, 5 września 2014

dlaczego chodzę jak Korzeniowski...czyli sąsiad menda i nasz dzielnicowy RoboCop Clooney

Każdy, a przynajmniej każdy kogo znam, miał na podwórku jakiegoś sąsiada mendę. W moim przypadku, w czasach gdy jedynym fast foodem jaki znałam był chleb z cukrem,  była to sąsiadka konkretnie. Mówiliśmy na nią Deksiowa, bo miała psa Dextera i jak nietrudno się domyślić była wielką fanką Dynastii.  Ogólnie to zacna kobieta była, tylko jakoś nie lubiła dzieci. Nie wiem jak jej córka wspomina dzieciństwo, ale domyślam się dlaczego nosi grzywkę. Pewnie matka wytatuowała jej kiedyś na czole "debilka" żeby nie zapominała zimą czapki.
W każdym razie upierdliwość pani Deksiowej polegała na tym, że od rana do wieczora darła na nas paszczę i przeszkadzało jej dosłownie wszystko, włącznie z tym, że zabraniała nam grać w badmintona (taka gra towarzyska. Tak, pewnie jest dostępna w wersji na tablet - sorry, młodszemu pokoleniu wyjaśniam), bo lotka jej latała na wysokości okien i nie dość, że wkurzała, to jeszcze hałasowała nieznośnie. No rozumiecie, jak kobiecie przeszkadzał hałas odbijanej lotki, to domyślacie się też co się działo, gdy bawiliśmy się w zbijaka, albo darliśmy ryja "pobiteeeee garyyyyyy".

Mieszkam w samym centrum dużego miasta. Komu się takie centrum z zabytkami, sklepami, restauracjami, czy innymi przybytkami uciech duchowych, kulturalnych, czy tam cielesnych kojarzy znaczy, że nigdy tak naprawdę w dużym mieście nie mieszkał. Bowiem, pomijając zabytki wszelakie, sklepy, restauracje, itd. centrum dużego miasta to przede wszystkim wszelkiej maści patologia.
Na przykład mój osobisty sąsiad zapukał do mnie wczoraj z pytaniem czy to w całym bloku, czy to tylko w jego mieszkaniu skończyła się wódka. Choć w gruncie rzeczy akurat to poczciwy człowiek jest. Były barman. Ponoć uwielbiał swoją pracę i nawet mocz do analizy oddawał z parasolką.
Ale my nie o tym.
My o moim mieście, mojej dzielnicy. Gdzie wiecznie panuje jesień. Co człowiek wyjdzie po zmroku na ulicę, to może dostać z liścia. A zostać pijaczką, narkomanką, czy zwykłą bladzią jest niezwykle łatwo. Zazwyczaj wystarczy się nie ukłonić Zorganizowanej Blokowej Grupie Plotkarskiej.
Tu pije się do końca. Zapomogi albo przytomności.
Tu zamykając okno niemal zawsze przycina się komuś palce.
Obdrapane klatki starych kamienic, żwirowe podwórka z jedyną osiedlową atrakcją- trzepakiem, znajome sino-fioletowe twarze mijane w drodze do najbliższego sklepu ...tak sobie myślę, że nie jeden członek kapituły konkursu "Teraz Polska" popełniłby samobójstwo mając tu zamieszkać.

Niespecjalnie zdziwił mnie więc okrzyk don Juana, gdy wracałam ze Stiflerem ze spaceru i przechodziłam przez podwórko:
-Mamo, mamo, policja przyjechała
Nic nowego. Zdziwiła mnie za to dalsza część wypowiedzi.
-Do pana Malinowskiego. Mama Jasia wezwała.

I tu wracamy do kwestii sąsiada mendy. Pana Malinowskiego, w moim przypadku.
Otóż pan Malinowski, to człowiek sędziwy wiekiem. Albo mówiąc wprost- wartość świeczek już dawno przewyższa u niego wartość tortu, a kwiaty przypuszczam, że przyprawiają go o niepokój. Jest to mężczyzna na widok którego nawet czarne koty spluwają przez lewe ramię. A ja, za każdym razem gdy się odezwie, myślę sobie, że jednak muszą być jakieś niedomówienia w tej sprawie z Czarnobylem.
Jest zarządcą swojego budynku. Od kiedy go poznałam głęboko współczuję pozostałym lokatorom. Muszą się czuć jak w autobusie- jeden trzęsie, a reszta jakoś jedzie.
Dzień pana Malinowskiego i jego (rzekłabym lepszej połówki, ale po co tak kłamać od rana) małżonki polega na zmianie dyżurów przy oknie i opierniczaniu dzieci. Za to, że robiąc fikołki na trzepaku brudzą go butami.  Za to, że krzyczą bawiąc się w berka. Za to, że za głośno rozmawiają. Za to, że są i jeszcze ośmielają się oddychać, za głośno, rzecz jasna.
My, rodzice, tolerowaliśmy te pohukiwania starego puchacza ile się dało. A nawet wręcz czuliśmy, że nasze dzieci są przy nim bezpieczne, bowiem nic nie umknęło uwadze pana Malinowskiego. W końcu to taki typ, który żąda absolutnej ciszy od 18, bo idzie spać, ale na drugi dzień doskonale wie, która panna niemoralnie się prowadzi , bo wracała z nowym kawalerem o północy. No wiecie, taki osiedlowy monitoring.
 Mieliśmy więc darmową niańkę. Surową wprawdzie, ale zawsze. Jednak przyszedł czas, gdy stwierdziliśmy jednomyślnie, że trzeba pana Malinowskiego zwolnić, bo metody ma iście niepedagogiczne.
Przełknęliśmy jakoś, gdy straszył nasze dzieci pasem. Dzieci też przełknęły najwyraźniej, bo sama byłam świadkiem, jak don Juan pytał jaki ma kolor tego pasa i ile na nim belek, bo on też ćwiczy.
Przełknęliśmy, gdy prorokował na całą ulicę, że nasze dzieci skończą jako degeneraci. Dzieci też przełknęły widać, bo słyszałam, jak tym razem Szary powiedział, że on też tak czuje, że ten zbijak to demoralizująca zabawa i najgorsze to będzie jak się stoczą, a później przez cały dzień będą stali w oknie, bez żadnego innego hobby.
Nie mówiłam nic, jak zastałam don Juana wpatrzonego w okno sąsiada z wyszczerzonymi zębami, a Szarego naprężającego mięśnie, zastygniętych w jednej pozie, gdy na moje pytanie co robią odpowiedzieli, że pozują, bo pan Malinowski robi im zdjęcia.
Ale mama Jasia pękła, jak sąsiad zaczął straszyć dzieci policją (od razu mówię, że moi i to tolerowali, a nawet zaproponowali, aby od razu zadzwonił po GROM i powiedział "proszę przybyć jak najszybciej, na moim podwórku są jakieś DZIECI! Te małe potwory grają w kapsle!!!). Rozumiem mamę Jasia, bo Jasiek jest najmłodszy z dzieciaków i trochę do luftu byłoby, aby sobie instytucję policji kojarzył z czymś, co ściga i strzela do dzieciaków, które się najzwyczajniej w świecie bawią.
Tak więc wracałam spokojnie ze spaceru, gdy usłyszałam od don Juana o tej policji i jakąś sekundę zajęło mi zmienienie trasy, aby wtrącić swoje trzy grosze.
Gdy podeszłam, jeden z policjantów właśnie wychodził z klatki  i zwrócił się do drugiego
-Dzielnicowy już idzie, przede mną nie chce się nawet wylegitymować.

Zastrzygłam uszami na słowo dzielnicowy, mama Jasia też zastrzygła i zaczęłyśmy się nawzajem sobie przyglądać, przygotowując się do rozmowy z dzielnicowym, mówiąc takie tam frazesy w stylu "popraw grzywkę" albo "pod lewym okiem jesteś trochę rozmazana", albo "nie, rozpuść włosy, tak jest zdecydowanie lepiej".
No cóż, mój dzielnicowy nazywa się RoboCop Clooney. Gdybyście go widziały, zrozumiałybyście tę reakcję.
W tym miejscu należy też wspomnieć, że moja chęć zrobienia na dzielnicowym dobrego wrażenia jest całkowicie uzasadniona, bo staram się zatrzeć to pierwsze, gdy się poznaliśmy.
A było to tak: szłam sobie na spacer ze Stiflerem i jak każda normalna baba, gdy nie ma witryn sklepowych, przeglądałam się w szybach zaparkowanych na chodniku samochodów. No i właśnie tak dostrzegłam, że mam beznadziejne jeansy, bo zamiast uwypuklać tyłek i spłaszczać brzuch robią dokładnie odwrotnie. No i są za nisko na biodrach.
Wyobraziłam sobie jak siadam na placu zabaw, po czym ludzie zaczynają krzyczeć i zasłaniają swoim dzieciom oczy, wzywając drugą ręką policję. I natychmiast postanowiłam je podciągnąć. Z tym, że wiecie jak to jest z obcisłymi jeansami. To nie dresy. Nie podciąga się ich ot tak, jedną ręką. Dlatego zatrzymałam się przed jednym z samochodów z przyciemnianymi szybami i zaczęłam się szarpać z tym cholernym odzieniem. Ostatecznie podciągnęłam je sobie na tyle wysoko, że szlufki miałam pod pachami i wyglądałam jak Obelix, co mnie z kolei rozśmieszyło i zaczęłam przykładać sobie włosy pod nos, imitując wąsy i takim dziwnym tonem mówić do Stiflera
-No chodź tu mój Idefixie, pójdziemy sobie zapolować na jakiegoś dzika....
W każdym razie jego to też rozśmieszyło, a ja postanowiłam dodać do tego takie : kuci, kuci, kizi mizi, a bubu bubu buuuu, a dawaj nochalka, buziaczki misiaczki, gzi gzi gzi iiiiiii kto jest mamusi kochanym glutkiem??
No wiecie, tak sobie do niego gadałam, z tymi wąsami pod nosem, jak każda matka do każdego dziecka, gdy są sami. I przed depilacją woskiem.
Chwilę później klasycznie szyba zjechała w dół, a ja zobaczyłam, że w samochodzie, w ciężkim szoku, siedzi George Clooney, tyle że postury RoboCopa. Jak na damę przystało opuściłam więc wąsy, uniosłam głowę do góry, po czym spierdoliłam w stylu Korzeniowskiego, znaczy się kręcąc tyłkiem, a co!  Za najbliższym rogiem zrobiłam tak zwany facepalm, który mniej więcej wyglądał tak

 Reaction GIF: facepalm, Ivan Vasilevich
i postanowiłam nigdy więcej nie wracać do tych wspomnień.
Do czasu aż zobaczyłam go tydzień później, w mundurze, a mama Jasia, poprawiając koczek,  uświadomiła mnie, że "ooo, a to nasz dzielnicowy".

Więc tak sobie razem czekałyśmy. Ja wciągałam brzuch i robiłam dzióbek, aby podkreślić kości policzkowe, a ona siedziała na krawężniku wyciągając obie nogi na bok, aby wydawały się dłuższe.  I w końcu się pojawił, a w tle za nim, naprawdę nie mam pojęcia skąd, pojawiła się muzyka


powiedział:
- Wyglądasz pięknie. Jaka szkoda, że jesteś mężatką...
Choć możliwe też, że spytał o co chodzi i poprosił nas o dowód.
Zdziwiłam się, że tak od razu rozpoznał, że jestem pełnoletnia, ale dałam.
Dowód.
Dalej to postanowił iść porozmawiać z panem Malinowskim, a jeden z policjantów postanowił mnie zagaić i do teraz nie wiem czy z czystej złośliwości, czy żeby czas nam się nie dłużył:
-Tak na panią patrzę i stwierdzam, że jest pani podobna do mojej mamy. Chyba jesteście nawet w jednym wieku- powiedział z szerokim uśmiechem
Uśmiechnęłam się więc równie szeroko i odparłam
-Pan też mi się wydaje znajomy. Skąd ja pana znam, no skąd ja pana znam?? Wiem! To nie pańskie zdjęcie było w gazecie podczas wręczania nagrody dla najlepszego policjanta w tym rejonie?
-A możliwe- odrzekł, mrugając do kolegi
-No tak myślałam. Z tego co pamiętam coś tam pisało, że to pan wystawił najwięcej mandatów za łyse opony kierowcom walca, prawda?-zapytałam, cały czas się uśmiechając oczywiście
-Pani synowie mają nietypowe imiona. To kwestia gustu, czy poczucia humoru?-zapytał, aby zmienić temat
-Chciałam ich nazwać Jehowa, aby móc robić sobie jaja z ich świadków na ślubie, ale ostatecznie zrezygnowałam z pomysłu. A co z naszym listonoszem? -tym razem ja zmieniłam temat- Czy to prawda, że wczoraj wieczorem został bezlitośnie spałowany przez tutejszy patrol? Ponoć do zdarzenia doszło, gdy jeden z policjantów kichnął, listonosz się przestraszył i odruchowo krzyknął "dobry piesek".
-Nie, to tylko pogłoski- odrzekł spokojnie- Jak i to,że opanowaliśmy demonstrację właścicieli chińskich restauracji przychodząc ze swoimi pałeczkami. Coś dzielnicowy długo nie wraca- znowu popłynął w innym kierunku
-Może nie żyje- rzekłam niepewnie
-A gdzie tam! Sprawdziłem przez radio, pan Malinowski mimo, że rocznik trzydziesty drugi całkiem dobrze się trzyma-odparł
-Miałam na myśli dzielnicowego- sprecyzowałam
No i wywołałam wilka z lasu, a raczej dzielnicowego z klatki. Wyszedł, a w tle za nim, nie wiadomo skąd, pojawiła się muzyka


-Jesteś naprawdę wspaniała- rzekł głosem Vina Diesela
albo
-Załatwione. Pan Malinowski obiecał więcej nie straszyć i nie nagabywać dzieci.
Po czym pożegnał się, my podziękowałyśmy odpowiednio robiąc dzióbek i wyciągając nogi na bok, wsiadł do samochodu i odjechał.
Powiedziałam cześć sąsiadce, a Stifler się rozwył. Wyciągnęłam go więc z wózka i zmierzając w stronę domu zaczęłam marszcząc nos pierdzieć mu w brzuszek, muczeć, bo go ten odgłos rozśmiesza i wywalając język na wierzch wołać "mój malutki pierdzioszek śmierdzioszek, no komu mama zaraz schrupie nosek? No komu? A kuci kuci, kizi mizi ,babuu, babubuuuuu"
I wtedy właśnie usłyszałam męski, tubalny głos, tuż za mną:
-Przepraszam panią, zapomniałem oddać dowód....
Odwróciłam się więc szybko z dzióbkiem i nie patrząc mu w oczy przechwyciłam co moje, po czym oddaliłam się chodem Korzeniowskiego, przy dźwiękach muzyki, która nagle pojawiła się w tle



56 komentarzy:

  1. Chyba nie zauważyłam ostrzeżenia: "nie czytać bloga w pracy" :-) własnie szef zapytał mnie dlaczego płaczę, czy wypada polecić mu powyższy wpis ?? ;-)
    Rewelacyjny tekst.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Absolutnie nic takiego nie mów, niech szefowi się przynajmniej wydaje, że Ty cały czas pracujesz. Oni się lepiej jakoś z tą świadomością czuja, więc co Ci zależy...;)
      dzięki za miłe słowa, pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  2. Ja pierdziele, chyba w końcu tez sprobuje ziola.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najwyzsza pora na nas, bo zostajemy w tyle:)))

      Usuń
    2. Nie mam pojęcia o czym mówicie:))))))))

      Usuń
  3. Bardzo przepraszam ze tak sie wpraszam ale czy moge przyjechac do Ciebie na wakacje? Eventualnie moze byc tez dlugi weekend. Mam wolny termin od teraz do zawsze. Nie bede Ci w ciagu dnia zawracac dupy bo bede wisiec na trzepaku, brudzic go butami I drzec morde w nadzieji ze dzielnicowy I do mnie przyjedzie, eventualnie moge tez nagabywac pana Malinowskiego bo dzieci nie chce straszyc. Nie bede jesc duzo (bo mi bebech wywali I nici z tete a tete z dzielnicowym) I duzo cichow tez ze soba nie przywioze (bedzie to glownie bielizna) wiec miejsca duzo nie zajme. Jesli wypali mi ten numer z trzepakiem I Malinowskim I dzielnicowy sie pojawi to miejsce do spania nie bedzie mi potrzebne. Czekam z nadzieja na pozytywna odpowiedz (do sfinalizowania rezerwacji na bilety lotnicze zostal mi jeden "klick" Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dobra, możesz. Choć nie rób sobie nadziei, co do dzielnicowego. Po tym jak się dziwnie na mnie patrzy podejrzewam, że jest gejem;)))

      Usuń
  4. Mandaty za łyse opony kierowcom walca - buhahahahaha!!! ja nie moge! Ty to masz talent!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, Ciebie to śmieszy, mnie to śmieszy, a policjanta nie rozśmieszyło. Jakiś dziwny typ, naprawdę...;)

      Usuń
  5. aleeee tyyyy głupol jesteś.......kuci kuci kizi mizi........zwiędłam normalnie....hehehe

    p.s Wychowywałyśmy się na tej samej dzielnicy, gdzie sąsiadka wieczorem złośliwie za pocą szczotki ryzowej i wiaderka zmywała mozolnie namalowane klasy - bo pewnie ten art gryzł jej sie z obdrapanymi tynkami i powybijanymi szybami na klatce...;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobra, dobra, Ty mi tu nie pierdziel, że jestem głupol. A kto co wieczór bierze Sznupka za syrę i nawija: "a czyja to nóżka śmierdziuszka? No czyja? A łaskoteczki są? Kizi mizi, gilu gilu, a titititititiii":)))

      Usuń
  6. Zamiast pracowac lzy leca mi ze smiechu:))))
    masz talent
    Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę, kolejna co w pracy czyta. A później stoi człowiek w tym ZUSie i godzinami czeka...;))

      Usuń
  7. może bys coś wiekszego napisała hi hi np książke jakąś, nie żebym Cię chciała o plagiat posądzić ale może ty jesteś drugim wcieleniem Joanny Chmielewskiej- ale tej wczesnej Chmielewskiej. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taaa. tylko wczesna Chmielewska była super, potem jakoś zjadała własny ogon

      Usuń
    2. Joguzia, nie ma sprawy, mogę napisać, jeśli tylko będziesz chciała ją wydać później;))
      Muszę w końcu przeczytać coś Chmielewskiej, żeby zobaczyć, czy faktycznie mnie plagiatowała;)))
      pozdrowienia;)

      Usuń
  8. Nietypowa ty ze slaska czy inej Lodzi ,bo opis twojego otoczenia pasuje mi do tych miast:)))Dorusia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nietypowa ty wiesz ,ze ja oczami wyobrazni,widze cie ze scisnietymi posladami:))),ale raczej widze japonke a nie Korzeniowskiego:))Dorusia

      Usuń
    2. Tobie tylko jedno w głowie, Dorusia;)))

      Usuń
  9. nie chcę Cię dobijać, ale u dzielnicowego to masz raczej przejeb......yyyyyyy znaczy musisz się bardziej starac, ale chyba i tak już z tego nic nie będzie. Chociaż, chociaż, moja sis miała wykład o zboczeniachi jednym z najczęstszych - ku naszemu zdziwieniu, jest "udawanie dzidziusia". Łączy się to z noszeniem pieluch. Wiec jeśli jest z tej frakcji, a Ty tak jesteś przyzwyczajona do zmiany pieluch, to w sumie, jak tylko ukatrupisz męża, to masz może szansę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie gadaj, serio "udawanie dzidziusia"? W życiu bym nie zgadła. Oglądałam kiedyś reportaż o tym, jak dorośli faceci siedzieli w specjalnie zbudowanych dla nich krzesełkach do karmienia, czy tam kojcach, w wielkich śpiochach w misie i byli karmieni przez swoje "mamy". A że oglądałam to po spożyciu majeranku ryczałam ze śmiechu. Nie do wiary, że ludzi to naprawdę kręci..oczami wyobraźni już widzę jak Maciek podchodzi do mnie w z grzechotką i nachylając się czule szepce mi do ucha "mam pełną pieluchę":))))

      Usuń
    2. raczej by wyseplenił "mimi, mam bleblusia, pupa be" albo coś w tym stylu...
      no i pacz, myślałaś, że to majeranek, a to prawda. To dopiero przerażające :)

      Usuń
    3. w takim przypadku mój...eeeeeee....zielarz, od którego kupuję majeranek zostałby milionerem chyba, bo raczej na trzeźwo bym nie zniosła;)))

      Usuń
  10. u mnie było identycznie, jędza darła morde z drugiego piętra.
    Dzięki za wpis - czytanie Ciebie to świetny relaks.
    Twoją ksiązkę chętnie bym kupiła, a nie jestem zbyt rozrzutna w tej kwestii

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki za ciepłe słowa, no i za to, że czytasz;)
      pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  11. no co tu dużo mówić - tego mi było trzeba :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Matka, z dzielnicowym to trzeba dobrze zyc. I z cieciem tez, bo to dwie najwazniejsze osoby w zyciu rodzinno-osiedlowym.
    A w ogole to mi sie ZADEN film nie otwiera mi sie, qrna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pantera, ależ ja właśnie bym chciała żyć z dzielnicowym dobrze. Nawet bardzo dobrze. Wiesz mieć fajny dom, bentleya, jeździć na narty do Aspen. Tylko trochę mi głupio, bo mam męża;))

      Usuń
    2. nie wiem, czy by to uciągnął z pensji dzielnicowego... chyba, żeby zaczął dorabiać jako czipendejls... :)

      Usuń
    3. noo predyspozycje ma, jak będzie miał jakąś interwencję w okolicy to postaram się strzelić focię tyłka, sama zobaczysz;)))

      Usuń
    4. oj, to koniecznie, zrobię sobie tapetę w lapciaku, którego odpalam wieczorem :)

      Usuń
  13. Czyli, że trzepak to sposób na dzielnicowego, znaczy się TAKIEGO dzielnicowego? Kurczę... u mnie nie ma trzepaka.... bo taki "Malinowski" to się znajdzie, i to nie jeden...

    Majeranek mówicie? :) :) :) :) Koniecznie muszę spróbować :))))))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żiżu jak nie ma trzepaka zawsze można robić akrobacje np. na balkonie. I dzielnicowy powinien przyjechać i jacyś przystojni strażacy, i policyjny negocjator może być niczego sobie ;))

      Usuń
  14. Pomijając całą otoczkę, która jak zwykle rozbawiła mnie do łez, to już nigdy, przenigdy nie będę narzekała na naszą panią Elę, rocznik około 50-55. Toć to złota kobieta jest, przy tym Waszym Malinowskim...
    Co prawda krew mnie zalewa, kiedy widzę Ją cały dzień siedzącą na balkonie, i... rozporządzającą kto czyimi zabawkami może się bawić, bo tak tak- Ona wie, czyja zabawka jest kogo i w dupie ma, że jak na każdym normalnym osiedlu istnieje u nas niepisane prawo, że jak coś leży, a właściciela niet, to wszyscy mogą się bawić...

    No i ten dzielnicowy... Zazdroszczę. Nasz to taki sympatyczny misiu. Sam robi do maluchów te kizia mizia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka pani Ela też ma pewnie swoje plusy, domyślam się, że wózki dla dzieci zostawiacie w razie potrzeby przed blokiem, a rowerów nawet nie przypinacie do niczego;)))

      Usuń
    2. Wózki i rowery? Ania, my nawet auta nie zamykamy :)

      Usuń
  15. już dawno się tak nie uśmialam :) współczuję Malinowskiego, zazdroszczę RoboCopa - czyli równowaga w przyrodzie ma się dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a popatrz, popatrz, w ten sposób na to nie patrzyłam.
      Ale nie, po głębszym przemyśleniu równowaga w przyrodzie nie ma się dobrze, gdyby tak było tłuszcz szedłby mi także w cycki, a nie tylko w tyłek;)

      Usuń
    2. heh, moja matka ma wielkie piersi i powiem ci w sekrecie... nienawidzi ich jak potówek na tyłku... mi wyrosły małe, zapewne skutkiem jej modlitw w ciąży i biegania na kolanach po Licheniu :) i w sumie nie jest źle

      Usuń
  16. Nie żebym coś mówiła, ale tak na moje to nawet jak zrobisz ze trzy dzióbki na raz z jednoczesnym ściśnięciem pośladów to i tak w umyśle dzielnicowego obraz jest jeden - sorry :) wiem, zepsułam Tobie dzieciństwo, ale skoro przez Ciebie mam obsmarkaną klawiaturę, to zemsta jakaś musiała być :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak myślisz??? Kuźwa, w takim razie sięgnę po broń specjalną- paso-majtki i push up;)))

      Usuń
  17. Puk,puk,puk melduje się z rewizytą. Uśmiałam się, ubawiłam i chętnie sięgnę głębiej w ten blog.
    MIło, że mnie wywołałaś i liczę na przygarnięcie do grona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ba, przygarnięta zostajesz w locie, a ja sobie pozwolę przy okazji na rekomendację:
      Kto jeszcze nie był u Bet, niech koniecznie nadrobi, bo jest Ona autorką fantastycznego bloga "pogadajmy o peerelu" , który (jak nietrudno się domyślić) z każdym wpisem cofa nas do czasów, w których nosiłam tetrę;) Przy czym robi to w tak ciekawy i ciepły sposób, że aż chce się czytać. W moim przypadku jest to czytanie rodzinne, bo oczami Bet przedstawiam historię moim synom. Naprawdę świetna sprawa i genialny blog.
      Polecam bardzo serdecznie!

      Usuń
    2. O, matko! Aż taaaaka recenzja? Zatkało mnie z wrażenia :))))
      Dziękuję bardzo i zapraszam wszystkich!

      Usuń
  18. Jeeessssusie kobieto, nie przyjdę tu więcej po 22giej. Dziecioki rykiem pobudziłam...Tak sobie układam w łepetynie, że jak znowu się na ciebie napatoczy w takiej akcji z kizi i mizi i te inne, to może być, ze mu się spodobało i specjalnie tak nachodzi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze gada, polać Jej!
      Że tez ja na to nie wpadłam, że ten dowód to tylko pretekst był...;)))

      Usuń
  19. http://i.imgur.com/QtvpC1T.jpg Czy Ty do niego robiłaś kręcidupkę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pierdziu, byłaś u mnie na dzielni i nie zaszłaś na kawę?!;)

      Usuń
  20. Uwielbiam takich Malinowskich....... dręczyć :D czy mogę wpadać czasami z moimi rozdarciuchami? Oni lubię biegać, wołać do siebie z daleka, przekazując różne informacje, drzeć się też lubią, grać w piłkę, wisieć na trzepaku, itp. Są głośni i szybcy. Nadadzą się?

    OdpowiedzUsuń
  21. No i przez taka Malinowska, teraz musze sie zapisac do Gamblers Anonymous :))), bo zamiast grac w normalne gry zesmy w karty rzneli. :))

    OdpowiedzUsuń
  22. bosz... kobieto... w pracy siedzę, dobrze, ze mam osobną celę bo inaczej mogli by mnie w miejsce mocno odosobnione z miękkimi ścianami wysłać... za to podesłałam kuleżance która ma miejscówkę mniej odosobnioną a wręcz ostentacyjne uspołecznioną i czekam na reakcję :D

    OdpowiedzUsuń
  23. No sorry, jestem stałą czytaczką od 3 dni, miałam zamiar normalnie wszystko sobie od początku przeczytac i jak dojdę do współczesności to się odezwac. No i ewentualnie zaproponowac zatrudnienie mnie na lukratywnym stanowisku wiernej wielbicielki talentu . No ale nie wytrzymałam! Kuci kuci kiziu miziu i mój ukochany George zza szyby samochodu - zwizualizowałam sobie i kwiczę! Płaczę! Padłam! Masz bana! Do kąta! Ale to jusz!!! żeby mnie tak rozwalic to zbrodnia jest!

    OdpowiedzUsuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...