poniedziałek, 11 sierpnia 2014

tymczasem na działce...czyli dlaczego kłamstwo kuleje na prawą nogę

-hgdgcbhjcdnedhiudnewdbyugdwidn- wymamrotał Maciek, bo musicie wiedzieć, że Szczepanki jak jeden mąż, mają fatalną dykcję
-Zapewne, Kochanie- odpowiedziałam, bo to pewnie nic ważnego.
Może i dociekałabym co on tam mówił, ale przy płocie pojawiła się sąsiadka ogrodniczka i spytała
-Przycięła już pani wiśnie?
-Nie. A trzeba?- spytałam ja
-Jak najbardziej. Koniec lipca/ początek sierpnia. Tuż po zbiorach- powiedziała ona
-kjhjduhgduhwinjjshijwojplll- wymamrotał Maciek
-Nie inaczej, Misiu- odkrzyknęłam- Szpaki zeżarły zbiory, niech one przycinają- zwróciłam się do sąsiadki - No chyba, że pomoże mi pani...
-Nie ma sprawy- miła ta babka
-kjhdhjoipowjsiwpspoqjs- rozległo się z altanki
-Jasna sprawa, Skarbie- krzyknęłam, po czym wzięłam do ręki sekator

Szło nam świetnie. Ona mówiła gdzie ciachać, ja ciachałam gdzie chciała, bo co się będę kłócić.
Później podała mi coś co się nazywa potocznie lisi ogon- to taka zakrzywiona piłka ogrodnicza i kazała upierdzielić dość grubą gałąź 5-10 cm od pnia.
No więc zaparłam się o jakieś dechy, które Maciek w ferworze walki z altaną sukcesywnie z niej wyrzucał i pomyślałam " o żesz kurwa jebana mać, psu w dubę, ki chuj?!" , ale jako urodzona dyplomatka powiedziałam tylko dyskretnie "aua", po czym równie dystyngowanie spojrzałam na źródło bólu, czyli stopę, którą wprawdzie odruchowo trzymałam już w górze, ale profesjonalne obuwie ogrodnicze typu piankowa japonka nadal tkwiło nadziane na zardzewiały gwóźdź.
-Od rana mówię żeby tu nie chodzić, a jak już to uważać przy wiśniach, bo wyrzucam dechy naszprycowane gwoździami. Dzieci jakoś posłuchały, a ty oczywiście musiałaś się nadziać na tą największą- rzekł pełen ukrytego współczucia  Maciek.
Zapach krwi go przyciągnął chyba.
Spojrzałam na sąsiadkę i najmilej jak umiałam wycedziłam
-Tak, musiałam. Początkowo chciałam się rzucić całym ciałem, ale sobie pomyślałam "kiecka nowa, co se będę dziurawić", a japonki stare, więc sam rozumiesz. A teraz, zanim rozwiesisz drut kolczaty, na którym bym się mogła przypadkiem powiesić, podaj mi proszę Octanisept.
Podał. Sąsiadka oświadczyła, że w sumie i tak już skończyłyśmy więc pokuśtykałam w stronę Stiflera. A tuż za plecami znowu usłyszałam głos Maćka:
-Chłopaki, zajmijcie się bratem, bo mamę boli noga. No nie patrz się tak na mnie, kochanie, tylko usiądź sobie na huśtawce, a ja zaraz rozpalę grilla.

Cooooooooooooo?!
Serioooooooo?
Mam sobie po prostu usiąść?
I nie ganiać za Stiflerem, który jest na etapie fascynacji kamieniami?
Kulinarnej fascynacji kamieniami.
I nie stać przy grillu?
I nie przycinać tych pieprzonych chwastów, które stale odrastają, a wykopać ich się nie da, bo ziemia jest za sucha?
I nie zagrabiać stale tego całego syfu, który się bierze nie wiadomo skąd?
Nie ratować ludzkości?
Usiąść? Tak po prostu?

Dobra, no więc usiadłam. A później się położyłam. A jeszcze później przycięłam komara. A potem wzięłam się za czytanie gazety. Oczywiście tylko po to, aby odwrócić uwagę od bólu. Bo mnie niesamowicie bolało. Powaga. Zresztą widać, że cierpię.




A jeśli nie widać, to tylko dlatego, że nie chciałam się z tym obnosić.

Po jakiejś godzinie zachciało mi się pić więc zeskoczyłam na obie nogi celem udania się do wodopoju, co ściągnęło uwagę mojego czujnego męża, a żeby mu udowodnić jak bardzo mnie boli zrobiłam taką okropnie zbolałą minę i ciągnąc za sobą jedną nogą pokuśtykałam w stronę altany, łukiem omijając te pieprzone wiśnie.
Tam nalałam sobie wody, wzięłam pod pachę pojemnik z ciastkami, nie żebym miała na nie ochotę, bo ja się odchudzam, ale z rozsądku, gdyż chory potrzebuje energii na regenerację organizmu. Normalnie upolowałabym jakąś gazelę czy coś innego, co tam żyje na tej dziczy, ale sami rozumiecie- nie z tą nogą. Siłą rzeczy musiałam się zadowolić pysznymi maślano- korzennymi samorobnymi ciasteczkami.
No trudno.
I według późniejszej (kłamliwej) relacji mojego męża- dość ostentacyjnie pokuśtykałam w stronę huśtawki, gdzie doczytałam gazetę do końca.
Potem drugą.
A potem skład wafli ryżowych, znalezionych w torbie.
Wymyśliłam dla nich nowe logo.
I kolejne.
Przelałam sześć propozycji nowego logo do znalezionego w tej samej torbie notesu. Nigdy nie wiadomo, a nuż ktoś z "Sonko" będzie czytał mój blog i się zainteresuje...
A potem z nudów obserwowałam latającego za Stiflerem Maćka, który pełen przejęcia co chwilę krzyczał "nie jemy kamyków!!! to jest "be"!!! nie do jedzenia!!! be kamyki!!! no mówię, że be!!!". Nawet mu trochę współczułam, bo strasznie gorąco było, a Młody to żywe srebro. Wspierałam go duchowo myśląc mniej więcej "he he he".

W sumie to nie ma co opisywać. Tak sobie po prostu cierpiałam aż do 16, gdy postanowiliśmy wracać do domu.

Zwykle siedzę z tyłu, ze Stiflerem i go zabawiam, aby podróż mu się nie dłużyła. Ale tym razem zasugerowano mi, abym usiadła z przodu, bo jest więcej miejsca i będzie mi wygodniej. Nie chciałam im robić przykrości, dlatego się zgodziłam i z braku laku przeczytałam od deski do deski "Auto Świat", bo wolałam to niż etykietę płynu do spryskiwaczy.
Którą to przeczytałam później.
Nie przeszkadzały mi nawet dobiegające z tyłu dźwięki "pieski małe dwa miały przejść przez rzeczkę, nie wiedziały jak...." oraz "Stifler, zobacz, krówka! A jak robi krówka? No jak? Krówka robi muuuuuuuuuuu. Muuuuuuuuuuuuu"

Ledwo przeżyłam wspinanie się po schodach.
A mieszkamy pod trójką.
Usiadłam w przedpokoju ciężko i przede wszystkim głośno wzdychając, po czym rzuciłam do dzieci, że zrobię nam wszystkim herbatę. Na co usłyszałam anielski głos mojego męża:
-Idź sobie usiąść, ja zrobię.
Nieśmiało wybąkałam, masując stopę:
-Ok, to ja w tym czasie umyję Stiflera
-Ja go umyję-usłyszałam
Postanowiłam pójść za ciosem
-Dobra, to ja teraz siądę, a jak wyjdziecie z łazienki to ją posprzątam-powiedziałam mrugając szybko rzęsami moich przepełnionych bólem oczu
- Łazienkę też ogarnę- powiedział z kolei mój ulubiony mąż

I było tak blisko!
Prawie się udało.
Wszystko przez tego całego Karpińskiego, czy jak mu tam.

Gdy brałam swoją herbatę z kuchni Maciek zawołał
-Kochanieeeee, "Klan" się zaczyna
A że utknęłam na odcinku, gdzie nie wiadomo czy Krystyna wróci na łono rodziny- popędziłam przez całą kuchnię, minęłam sprintem przedpokój, na gazie wpadłam do pokoju, przeskoczyłam kota, rozkopałam na boki zabawki i rzuciłam się na fotel.
I wtedy coś mi zaczęło śmierdzieć.
Telewizor był wyłączony, a nie taki znowu miły mąż przyglądał mi się badawczo.
Podsunęłam sobie pufę pod chorą nogę i wydałam ciche "ojoj", ale byłam już spalona.

Kurwa, kurwa, kurwa!!!
W wakacje przecież puszczają tylko powtórki!!!

Dalej miałam jakąś pogadankę o uczciwości.
Na dowód tego, że zrozumiałam i pragnę zadośćuczynić sięgnęłam po telefon, aby zadzwonić do teścia i powiedzieć mu, co tak naprawdę o nim myślę.
I wiecie co...okazało się, że jednak pozwalamy sobie na drobne niedomówienia.



37 komentarzy:

  1. Jak dziecko! Tak sie dac podejsc! Bo klamac to trzeba umiec oraz na calosc w tym klamaniu sie wybrac.
    Ej, Matka, a tak milo sie zapowiadalo... :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem, wstyd na całą wieś normalnie;)))

      Usuń
  2. Nietypowa no I spieprzylas wszystko:)))Dorusia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rwę szaty i kajam się w pokorze, tak zawieść kobiecy ród....

      Usuń
  3. Czy posiadasz jakies jeszcze inne zdiecie tego Pinokia? :-) Czyli moral tej opowiesci jest: klamstwo ma krotkie nozki I dlugi...nos! A tak apropos tego zdiecia na ktorym umierasz z bulu: z czego ty sie odchudzasz??

    OdpowiedzUsuń
  4. Yasemni, co do tego zdjęcia- szukam od kilku godzin, jak znajdę dam znać;)))))
    A co do odchudzania, z dwudziestu (tak, dwudziestu) kilo, które mi zostały w bonusie po trzeciej ciąży. Posiadam szafę ubrań w rozmiarze 34, które w najlepszym wypadku pasują mi aktualnie na ucho:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie bylam gwiazda na lekcjach matematyki ale bedac spostrzegawcza dziewczyna moge stwierdzic ze przed ciaza Cie praktycznie nie bylo :-) Wiec fajnie ze teraz jestes! Pewnie zostaly Ci ostatnie dwa kilogramy - nie przejmuj sie. Ja mam takze taki kilkukliowy bumerang: co tylko to zrzuce to zaraz to wraca....

      Usuń
    2. Kochanie, niestety nie zostały mi "ostatnie dwa kilogramy" tylko ostatnie 20 kilogramów. Tyle dokładnie dzieli mnie od wagi sprzed trzeciej ciąży. Wstawiłabym dla porównania zdjęcia, ale nie chcę się dobijać:))))

      Usuń
  5. juz mialam pytac w ostatniej notce o dzialke i pomidorki. ;)
    widze, ze ze zdjecia pol stopy odcielas, bo bolesnych widokow nam chcialas oszczedzic. Zapewne byla cala okrwawiona i ten gwozdz przechodzil na wylot. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak było.
      Jak Ty mnie znasz...:))))

      Usuń
    2. nie chcę Cię dobijać, ale chyba stygmata sobie zrobiłaś... :) :)

      Usuń
    3. Ale że co? Myślisz, że to cud? Może jakieś tournee strzelę, książkę napiszę, jak Martaanna radzi, wywiadów udzielę. Może mnie nawet do Drzyzgi zaproszą, albo do Wojewódzkiego.
      Alusia, weź powiedz czy Ty tak na serio, bo nie wiem czy do Rydzyka pisać....choć w sumie nie, on by nie zniósł konkurencji;)

      Usuń
    4. nie, Rydzyk by nie zniósł konkurencji, trzeba rozsądnie i spokojnie zastanowić się nad akcją pijarową, żebyś porządnie zarobiła.
      Ja dużo nie wezmę, najwyżej z 60%, w końcu się znamy i lubimy :)

      Usuń
    5. "60%"
      jak Ty dziwnie piszesz "góra 2%"
      :)))

      Usuń
    6. a tak się u nas pisze, ale sie nie przejmuj, spokojnie podpisz i z grzywki problemiki :)

      Usuń
  6. Ale dalas dupy.... zupelnie jak ta pierwsza niedorobiona co to wstala i poleciala do drzwi jak uslyszala ze maz wraca.
    Do dzis miliony kobiet wstaja i leca do drzwi...
    Tobie tez kolejne pokolenia nie wybacza;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I co teraz?
      Może napluć mu do kawy? Czasu nie cofnę, ale zyskam w oczach feministek przynajmniej...;)))

      Usuń
    2. Komu napluc do kawy? Gwozdziowi?
      Po prostu naucz sie czymac jezor za zembami i tyle:)))

      Usuń
    3. trzymać jęzor za zębami?! A tak można????

      Usuń
  7. Nie no wrzuć na luz, z czego się odchudzasz, że tak spytam?:) Powaliło babę:) Dałaś ciała swoją drogą, przeproś:))))

    OdpowiedzUsuń
  8. A mogło być tak pięknie... umyta łazienka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może jeszcze nic nie jest stracone?
      Może ta deska nadal tam leży?
      Przecież jeszcze będę tym sekatorem cięła....albo piłką piłowała...
      W razie czego jest też niedaleko gniazdo os.

      Usuń
  9. japierdole Matka Ty pisz książki jakieś albo cóś :)))
    widziałam to wszystko jakie cyrki odstawiasz,a najlepiej Ci wyszło kucgalop na Klan :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A proszę Cię bardzo, mogę pisać.
      Tylko od razu się umówimy, że Ty je wydasz, bo jakoś szczerze wątpię aby ktokolwiek inny zechciał:))))

      Usuń
  10. Matko trojga dzieci, ale ze co, ze na Klan?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a jak! Przecież "Dynastia" już od dawna nie leci...;)))

      Usuń
    2. to może chociaż Moda na sukces? :)

      Usuń
    3. "Mody na sukces" nie muszę oglądać. Babcia DiCaprio mi streszcza każdy odcinek;)

      Usuń
    4. a to masz nawet lepiej :)

      przypomniało mi się, jak byłyśmy na obozie i koleżanka czytała streszczenia Dynastii z listów od starej :) :) szczena mi tak opadła, że do dzis nie wróciła na miejsce :)

      Usuń
  11. A babcia mówiła: "Lepi dwa razy chłopu dupy dać niż raz prawdę pedzieć" oraz " Chłopu trza jeno pół prawdy mówic i pół dupy pokazywać". Jak starsze pokolenie mogę koleżance wytłumaczyć, bo to nowe pokolenie na Klanie chowane prawd podstawowych przed ślubem przekazanych mogło nie mieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Thuria, teraz się będę znów miesiąc śmiać :) :)
      przeprowadzę może test socjologiczny na kolegach co wolą :) :) :)

      Usuń
    2. To drugie to znałam. Moja też tak mówiła. I jeszcze, że kobieta to musi być dyplomatką. No więc chciałam przecież bez awantur, tak z klasą i godnością- nie, że "pierdolę, nic dziś nie robię" tylko dyplomatycznie "ojoj, niestety nie mogę, bo na nogę umieram".
      Chłopy to mnie nigdy nie przestaną zaskakiwać. Jeszcze parę takich akcji i może będę skłonna się przychylić do opinii, że jakieś tam zwoje mózgowe jednak mają...;)

      Usuń
    3. Turia, umarlam:))))))))))))) Ale mi dobrze z tym :))))))))))))))
      To drugie tez znalam, ale pierwsze jednak jest lepsze.

      Usuń
    4. a nie znałam żadnego!!! ja byłam pod jakimś kloszem w cieplarnianych mieszczańskich warunkach przechowywana!!!! to niesprawiedliwe!!
      a nawiasem - zrobiłam ankietę wśród kolegów. Odpowiedź generalnie brzmi: niech kłamie :) :)

      Usuń
  12. A wystarczyło nabrać podejrzeń na cały wieczór... Ech, ja też bym wpadła i to pewnie jeszcze szybciej, bo kłamać nie umiem ni dydy! :)))

    OdpowiedzUsuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...