wtorek, 19 sierpnia 2014

monodramat z ćmą w tle....czyli moje koty to zasrane tchórze

W moim domu  czwarty tydzień  nie ma ciepłej wody z powodu " ...prac remontowych. Za niedogodności przepraszamy"
I niby człowiek wie, że to nie wina piszącego komunikat, a jednak nieodmiennie wymyśla, gdzie owe "przepraszamy" może sobie wsadzić.
Mam jedynie nadzieję, że dobrym aspektem tej całej sytuacji będzie poprawa jakości wody. Bo tu, gdzie obecnie mieszkam, jak się człowiek zagapi i umyje czasem tym, co leci z kranu to nie trzeba później jechać na egzotyczne wakacje, aby uzyskać efekt pięknej opalenizny.
Czasem sobie myślę, że naczelnym hasłem tutejszych wodociągów są słowa Benjamina Franklina, że " wino dostarcza człowiekowi mądrości, piwo wolności, a woda bakterii".

W każdym razie rzecz się dzieje koło 1 w nocy.
Akurat brałam prysznic.
W misce.
Gdy nagle usłyszałam coś jakby kormoran wleciał mi do chaty. Nie wiem dlaczego akurat z kormoranem mi się skojarzyło. Według sennika możliwe, że odwiedzi mnie ktoś dawno niewidziany. Ale nie spałam wtedy więc nie wiem też, czy skojarzenie się liczy. Możliwe ,że po prostu miałam lekkie dzieciństwo, ale ciężkie zabawki dlatego niezbadane są ścieżki mojego umysłu i jego skojarzeń.
Tak czy inaczej łopot skrzydeł obijających się o ściany usłyszałam.

Wyszłam więc z trudem z miski. Z trudem ze względu na niedopasowanie naszych średnic. I zaczęłam nasłuchiwać.
Dźwięk dobiegał z kuchni, która graniczy z łazienką, był wyraźny i byłam już pewna, że to nie kwestia tego, że w Lidlu kupiłam likier zmieszany z whisky (coś jak Sheridan`s, nazywa się Queen Margot, jak ktoś lubi to pierwsze to polecam to drugie).
Jak każda racjonalnie myśląca osoba...oraz ta, która w dzieciństwie została obciążona przez matkę dostępem do prenumeraty "Detektywa" i namiętnym oglądaniem "997", wzięłam w jedną rękę spray do kurzu, w drugą to, co ma najdłuższy zasięg i czym w razie czego napastnika można uderzyć- tak, szczotkę do wc wzięłam, no i powoli i cicho uchyliłam drzwi. Zrobiłam to dokładnie w tym samym momencie, gdy moje dwa prywatne tygrysy, koty moje ukochane, rzuciły mi się widać z odsieczą i mimo, że wybudzone w środku nocy (zgadza się, one w nocy też śpią, aby miały siłę spać w dzień) rzuciły się sprężyście i giętko, zaiwaniając tymi swoimi krótkimi łapkami, by migiem rozszarpać przeciwnika i obronić swe domostwo.
Wychyliłam głowę bardziej, wiedziona ciekawością kogo rozszarpią i wtedy ją zauważyłam.
Miała, bez kitu, z metr rozpiętości skrzydeł.
Wyglądała, mniej więcej tak:


Tyle, że oczywiście takiej bym się nie przestraszyła.
Moja była większa. Znacznie większa. I bardziej włochata. I takie małe, świdrujące oczka miała. I sadystyczny uśmieszek.
I w ogóle wyglądała na niezrównoważoną psychicznie.
Być może ja z tym lakierem i szczotką do wc także, ale nie będziemy o tym rozmawiać.

Myślę też, że aby wyjść z honorem, w tym miejscu należy wyjaśnić, że ja się motylowatych tak w ogóle to nie boję. Ja się nawet z nimi trochę utożsamiam. Na przykład uwielbiam w jesienny wieczór otulić się w koc, zrobić sobie z niego taki kokon i leżeć z książką (czytać, a nie tylko z nią leżeć, dla jasności). Albo oglądać sobie jakiś dobry film. Jeszcze miło jak za oknem deszcz rytmicznie stuka o szybę. Lub jest burza. Lub wieje. Lub wystarczy świadomość, że inni, których nie lubię, w tym czasie pracują. Wtedy to normalnie mogłabym tak leżeć do wiosny.
A na wiosnę- fruuuuuu, rozwinąć skrzydła na dworze już jako piękny motyl.
Nieee, żartuję.
Na wiosnę, po tym braku ruchu, wypełzam zazwyczaj nadal jako larwa. Ale nie w tym rzecz. Po prostu, jak już pisałam, chodzi o to, że generalnie ja się ćmów...ciem....tak, ciem zdecydowanie, bo mi na czerwono falistą linią nie podkreśla- ja się ciem nie boję i już.

Wracając do tamtej felernej nocy- po tym jak zobaczyłam moje koty pędzące do kuchni, ją, moje koty spierdalające z kuchni i ją lecącą za kotami, postanowiłam zamknąć się w łazience, która stała się moją bazą strategiczną i przemyśleć sprawę.
Ale najpierw postanowiłam przez drzwi wyzwać te moje zasrane sierściuchy, bo naprawdę kto to widział, żeby z ćmą sobie nie poradzić?! Byłam tak wściekła, że postanowiłam dać im nauczkę, ale później sobie pomyślałam, że nie warto. W końcu jaki kot, takie schabowe.
Po około trzydziestu minutach zrozumiałam, że czas działać, bo ileż można szczękać zębami siedząc w misce. Szkliwo se obłupię. A teraz jak idzie jesień, a za nią sezon grypowy, mój dentysta znowu będzie się bał mnie bardziej niż ja jego.
Założyłam więc ręcznik na głowę, nie to żebym mokre włosy miała, a jedynie wizję jak "toto" wplątuje mi się w kudły, ja wrzeszczę, puszczając finalnie pawia i padając na ziemię zemdlona. Tak więc pro forma nałożyłam ten ręcznik. Wyszłam ostrożnie (acz dzielnie, oczywiście) z łazienki i wtedy oblał mnie blady strach. Choć nie.Wolę: i wtedy strach mnie przeleciał.
Wiecie jakie jest gorsze uczucie od zobaczenia we własnym domu wstrętnej, gigantycznej, owłosionej ćmy?
Stracenie jej z pola widzenia.
Zaczęłam więc, nerwowo się rozglądając, poruszać się tuż przy ścianie, otwierając po drodze na oścież wszystkie okna i wymachując ponad głową rzeczoną szczotką.
Dalej proszę, aby wrażliwi przeszli do ostatniego akapitu, bo...
.....w końcu namierzyłam ćmę. Siedziała tuż przy Psocie. Czujny kot oczywiście spał. Zamachnęłam się szczotką, aby poderwać ją do lotu, cały czas mając nadzieję, że dobrowolnie wyleci, jak wleciała. Wtedy ta menda postanowiła się o mnie otrzeć. Ja postanowiłam, zgodnie z wcześniejszymi przewidywaniami, puścić pawia. A jak wyszłam z łazienki zobaczyłam jak Rychu trzyma ją w pysku, a biedaczka się szamoce.
Dwie rundy po mieszkaniu później, obojgu nam siadła kondycja i poszliśmy się napić. Ja z gwinta, Rychu z miski. Siłą rzeczy wypuścił ćmę z pyska i wtedy jednym niemal zwinnym  ruchem postanowiłam wziąć ją na gazetę i wypierdolić puścić wolno.
Błąd.
Duży błąd, moje kochane.
Czegoś, co ma z dwa metry (nie metr, dwa metry co najmniej- z bliska się przyjrzałam lepiej) nie bierze się ot tak, na gazetę. Zwłaszcza jak to żyje i się rusza. I się ociera jak Jarosław o śp. Alika, czy tam odwrotnie. I finalnie wlatuje ci na rękę. Wtedy, jak wiadomo, każda spanikowana kobieta, zaczyna głośno krzyczeć, machać ową ręką, a gdy bydlę sfruwa bierze kota i po prostu nim w ćmę rzuca, mając ostatnią nadzieję, że kot pożre pieprzoną ćmę w locie.
Swoją drogą dobrze, że się Rychu zatrzymał z metr od okna, bo nie wiem czy moje dzieci by później zrozumiały, co to jest działanie w afekcie.

Ostatecznie po krwawych scenach walki około 3.30 leżałam w łóżku, a ćmy nie było.
Był natomiast zaduch. I prawdopodobnie jestem chyba jedyną osobą, która jest szczęśliwa, że się ochłodziło, bo w końcu można spać normalnie przy zamkniętych oknach.

I wiecie, w zasadzie nic mnie nie obchodzi, co sobie o mnie pomyślicie. Ja swój rozum mam, a i oczytana jestem. Ja po prostu wiem, jak takie pozornie niewinne historie z ćmą mogą się skończyć. Akurat na szczęście przeczytałam to wieczorem, zanim poszłam się umyć....




69 komentarzy:

  1. :D:D przeleciana przez stracha;))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz jak to jest, czasem strach człowieka przeleci, a innym razem jak się idzie na loda wiatr może wydymać....samo życie;))

      Usuń
  2. Oj tam, oj tam :D. Moja nastolata ostatnio książką w telewizor rzucała, bo ćma na ekranie siedziała. Ćma przeżyła, telewizor cały, Młoda jakoś wyszła z tej traumy. I pomyśleć, że kiedyś nosiła wszystkie stwory, obojetnie żywe, czy martwe, nawet lekki smrodek rozkładu jej nie przeszkadzał :P. Także ten nie jesteś sama.
    Iwona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli znowu coś do Was przyleci mogę pożyczyć jednego kota. Nie zapoluje, ale można spróbować nim rzucić. Możliwe jest, że w locie zaśnie. Czy koty mogą mieć narkolepsję??

      Usuń
    2. Narkolepsja to przewodnia cecha kotów, nawet w locie śpią. Budzą się, jak otwiera się lodówkę, drą ryja wtedy. A może to też przez sen?
      Iwona

      Usuń
    3. Czy rzucanie kotem z obciążeniem poprawia celność? Bo moje często na wyposarzeniu posiadają jakieś jaszczurki, żaby, czy krety. Myszy w okolicy chyba wymarły, czy jak? Aaaa, siatki w oknach, jak się posiada koty i mieszka na parterze, to zdecydowanie niepotrzebny wydatek, a i psychika siada. W cerowaniu mistrzostwo można zdobyć. Właściwie to głównie się ceruje, albo i nie, bo nie ma co już. Dobrze, że jest majeranek, jeszcze...
      Iwona

      Usuń
    4. szczerze mówiąc nie wiem. Spróbuj, co Ci szkodzi. Badania naukowe zawsze pożądane, może Ty coś odkryjesz, a kot się rozerwie. Byle nie dosłownie. Uważaj gdzie rzucasz w każdym razie.

      Usuń
  3. To mi przypomniało moją historię sprzed lat... dwudziestuparu. Tylko u mnie był chrabąszcz - ogromny przysadzisty opancerzony, z takiiiimi zębiskami!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie z kolei kilka lat temu spotkała nieprzyjemna przygoda z komarem. Usiadł na mnie, krzyknął "zdychaj wredna krowo!" i chciał dziabnąć. Zabiłam bydlaka. I nie jest mi żal. W zasadzie wychodzę na prostą dzięki psychoterapii.

      Usuń
  4. Zwidy, zwidy, zwidy - było się nie obzerac na kolacje, albo mnniejsza dawke ziola zaaplikować :))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opowieść oparta na faktach.
      A majeranek nie jest halucynogenny.
      Grzybki też nie- to zabobon.
      Ja się kiedyś nażarałam niby halucynogennych grzybków i nic się nie działo. W końcu zawiedziona wsiadłam na swojego jednorożca i pogalopowaliśmy po tęczy na kawę do Lady Gagi.

      Usuń
  5. No tak, starcie z dwumetrową ćmą to musiały być emocje w zenicie, niby na horrorze rodem z Hichcocka! :)
    Strach było czytać, brrrrr!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poleciłam na fejsie, a co, niech inni też się poboją!

      Usuń
    2. Dzięki Iw:)
      ( tych 17 nowych znajomych, którzy proszą o zaakceptowanie zaproszenia to tylko ja z zarostem chcąca polubić taki jeden post na Twojej tablicy)

      Usuń
  6. Zazdroszcze wieczoru z ww drinkami I Ciebie to chociaz strach przelecial :-) Swietny kawalek, jak mnie kiedys wyleja z pracy bo siedze I smieje sie jak glupia sama do siebie to spotkamy sie pod twoim blokiem gdzie bede siedziec w kucki z kubeczkiem na monety...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yasemin, zauważyłaś, że w kwestii "strach mnie przelaciał"- "r" w pierwszym słowie jest szalenie ważne?
      Bo ja np. teraz nie doczytałam i już chciałam pisać dementi:)))

      Usuń
    2. W zasadzie najbardziej skoncentrowana bylam na slowie "przelecial" :-)

      Usuń
  7. Nietypowa co ty jarasz przed snem??????Dorusia

    OdpowiedzUsuń
  8. Dzielna dziewczyna i koty też, likier kupię, dla samej nazwy :)

    Pozdrowienia z IE

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komplement i za pozdrowienia z Internet Explorer:)

      Usuń
  9. Matka, to chyba jakas inwazja z kosmosu! To nie cmy, tylko obcy.
    U nas wczoraj wieczorem tez taka grasowala i jak na takiego robala, sporo halasu czynila latajac. Koty normalnie sie wzajemnie nienawidza, a wczoraj polowaly na nia zgodnie ramie w ramie, wibrys w wibrys. Nagle franca gdzies sie zapadla, a ja szlam spac w przekonaniu, ze to jeszcze nie koniec. I nie mylilam sie.
    Bo otoz kiedy juz wpadalam w objecia Morfeusza, rozlegl sie lomot w kuchni. Maz, ktory juz spal, doznal naglego wyprostu i potruchtalismy zgodnie patrzec na kolejne straty w mieszkaniu. Na parapecie w kuchni stoi maly koszyczek z bardzo potrzebnymi drobiazgami. Kiedys stal, a teraz lezal wywrocony na podlodze. Nie ma jednak tego zlego, bo spadajac trafil w cme. Lezalo toto nieprzytomne obok moich walajacych sie po kuchni niezbednikow, wiec szybko dobilam kapciem i nic juz nie zaklocalo naszej ciszy nocnej. Nawet koty poszly spokojnie spac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to Wasze koty potrafią posługiwać się narzędziami!! no no no!! ciekawe jak Was niedługo wyeliminują :)

      Usuń
    2. Glownie Bulka uzywa narzedzi do demolowania mieszkania. :)))

      Usuń
    3. Ćmy- Obcy. Dziewiąte Pasażerki Nostromo!
      Straszą ludzi po nocach i to zapewne one robią kręgi w zbożu.
      Do "Faktu" z tym!
      Jeszcze będziemy sławne!

      Usuń
  10. Super :)!... Świetna historia i choć rozumiem, że mogło Ci nie być tak całkiem do śmiechu to wesoła :D... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że owszem na początku nieco się wystraszyłam, ale po tym likierze jeszcze czterdzieści minut nad ciałem denatki opowiadałam dowcipy, zaśpiewałam "Angel" Robbiego Williamsa, a później wyrzucałam sobie brak manier i też dałam jej się napić.

      Usuń
  11. przypomniało mi to, jak w kuchni mama stanęła oko w oko z myszą.... Potwornie krzyknęły obydwie i rozbiegły się w dwie strony. Potem mama przemyślała, że zanim tata wróci, to ona przecież z tym potworem nie wytrzyma, a przecież ma łownego kota!! poszła więc do kota, który sobie spokojnie drzemał w łóżku, wzięła pod pachę i szczując: bierz mysz! bierz mysz! wrzuciła do kuchni i zamknęła drzwi. Kot jednak idiotą nie jest - kuchnia jest otwarta na salon, więć spokojnie wyszedł drugą stroną i zaczął się mościć w fotelu. Mama nie dawała za wygraną, zgarnęła go jescze raz, więc sie już całkiem wkurwił i wybiegł oknem, choć nie miał tego w planach- no ale ile można wytrzymać! Mama spróbowała poszczuć więc mopsa, ale sama zrezygnowała :) Jak wrócił tata była jż tak zdesperowana, że ten monster gdzieś tam się czai na ich życie, że zgodziła się na łapkę na myszy, choć zasadniczo ejst przeciwna. Pierwszy złapał się mops. Drugi kot. trzeci tata, za duży palec.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mysz przezyla?
      A swoja droga ciekawa jestem, jakby to bylo, gdyby zamiast dwumetrowej cmy, Matka miala w domu dwutonowa mysz?

      Usuń
    2. aLusia, bo jak mysz wzięła z lodówki piwo i golonę to nic dziwnego, że później w dupie miała ser.

      Pantera, zaakceptowałabym ją, kochała jak swoją i byłabym pełna zrozumienia dla jej tuszy. Pewnie się tak rozwaliła po ciąży. Jak już byśmy się bliżej poznały być może nawet pożyczyłabym jej swoje paso-majtki.

      Usuń
    3. matka nie miała dla niej zrozumienia, twierdzi również, że była ogrooomna, no i że miała takie wredne, szydzące oczka jak na nią popatrzyła. Trochę żarcia ponoć zginęło, więc pewnie rzeczywiście dlatego miała gdzieś ten ser, no i pewnie pękała ze śmiechu jak zobaczyła najpierw mopsa a potem kota w pułapce :) nie iwem, czy dotrwała do oglądania ojca palucha w zapadce, acz nie wykluczam, że to jego przekleństwa w tym momencie zdecydowały, że stwierdziła, że w takim chamstwie przebywać nei będzie. Tak czy siak jej los pozostaje nieznany

      Usuń
    4. Taaaaa Anka- na pewno :) Pewnie kazałabyś jej ćwiczyć pilates :)

      Usuń
    5. skończyłam z pilatesem, teraz ćwiczę jogę od strony duchowej. Nie trzeba się przy tym ruszać.

      Usuń
    6. czyli głęboko oddychasz? żebyś się nie hiperwentylowała!

      Usuń
  12. Ja Cię bardzo przepraszam, bo przychodzę tu pierwszy raz, więc powinnam się JAKOŚ zachować, ale nie mogę. No nie mogę. Twoja historia jest tak dramatyczna, że nie mogę opanować śmiechu :D
    Chociaż jak wyobrażam sobie dwumetrową rozpiętość skrzydeł... To nie, to jednak nie jest do śmiechu...
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marchev ka, miło że jesteś. Pozdrawiam serdecznie;)

      Usuń
  13. Widziałam zwłoki ćmy. Nie nadają się nawet do oddania rodzinie. Zemsta ciem będzie straszna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziś obudziłam się z głową konia w łóżku. Myślisz, że to coś znaczy, czy zwykły zbieg okoliczności?

      Usuń
    2. moze to czysty przypadek. Ale jak się obudzisz ze zdechłą rybą to się zastanów nad jakimś systemem obronnym

      Usuń
    3. tak fizycznie to nie, ale z zapachem zdechłej rybo to i owszem. Jak kot leży blisko i ziewnie

      Usuń
    4. to może być pierwsze ostrzeżenie.... może skubany jest w zmowie?

      Usuń
  14. Matka ja się bojem ciem okrutnie,na moje szczęście mam dwa złe koty i moskitiery w oknach i jak się ta urwa gdzieś prześlizgnie to zabiją zjedzą i jeszcze przyjdą żeby je pochwalić,może Ty masz przeżarte kociamabry tym tatałajstwem i czas założyć moskitiery dopiero jak raz na jakiś czas zjedzą to docenią ;)
    A tak poważnie moskitery mam od jakiś 14 lat jak mnie taka qrwa zaatakowała to następnego dnia kucgalopem zapierdalam zamówic !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak czytałam Twój komentarz to wokół słowa "moskitiera" pojawiła się jasna poświata i usłyszałam anielskie trąby. I teraz siedzę i się zastanawiam, dlaczego ja tak właściwie nie mam moskitier?

      Usuń
    2. mam parę hipotez, ale w sumie nie iwem jak blisko mieszkasz, więc się powstrzymam :)

      Usuń
    3. słusznie.
      tak więc skończy się z mojej strony tym razem na porwaniu Twojego kanarka i zastraszeniu koszatniczki.

      Usuń
  15. A mowia, ze to w Ameryce wszystko duze, a tu prosze... gowno prawda:)
    Ja to sobie sama musialam cmy wychodowac, takie zbozowe, na ziarenkach dyni sie wykluly:))) Kryste latalo toto jak male odrzutowce, a my nie mogismy zaskoczyc o co chodzi. Wreszcie Wspanialy zaskoczyl...
    Tragedia, tak sie chlop wzial za sprzatanie ze nawet drzwiczki z szafek kuchennych zdejmowal. Do dzis jest spokoj chwala komu badz, bo to ponoc byla moja wina, ze o tych pestkach zapomnialam:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mi się kiedyś ulęgły mole w kaszy - też mi długo zajęło zanim zajarzyłam.... ale mój kolega małż nie jest taki oddany w porządkach, nad czym boleję.... no, ale się szybko z tamtego mieszkania wyprowadziliśmy, więc w sumie mi aż tak nei zależało :)

      Usuń
    2. ja miałam kiedyś takie robakowate-coś-dziwnego w mące, ani to się wytresować nie dało, ani nie chciało przytulić...bez sensu.

      Usuń
    3. własnie, te z kaszy były też zupełnie niechętne do bliższych kontaktów interpersonalnych, więc je wyeliminowałam. Znaczy - pomogłam w przeprowadzce :)

      Usuń
  16. No nieźle ;)Ja miałam podobną przygodę,ale z szerszeniem.Byłam wtedy w 8 miesiącu w ciąży.A tu nagle wleciał sobie do mnie szerszeń,wielki skurczybyk-w życiu takiego nie widziałam- i usiadł sobie na na podłodze,na panelach.Tak jakby się wygrzewał w słoneczku.A ja nie mogłam się skupić na niczym innym i bałam się poruszyć żeby mnie nie zaatakował.Byłam wtedy sama w domu.Po jakiś 15 min gapienia się na niego w końcu postanowiłam działać.Załatwiłam go jakąś grubą książką,coś w stylu encyklopedii (wow,encyklopedia,to był dopiero wynalazek).No i go nawet trafiłam,stanęłam jeszcze dla pewności na tej encyklopedii (bo baba w ciąży jednak trochę waży),ale nie odważyłam się podnieść księgi i zrobić oględzin zwłok.Jak M. wrócił z pracy,podniósł encyklopedię do góry i wydusił z siebie tylko: Ło kurwa!Ale wielki! aleś go zmasakrowała ;);)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że każda z nas ma owada na sumieniu :)
      Kiedy wieczorem coś waliło mi o okno, a ja idiotka (bo kto mądry tak robi) to okno otworzyłam, żeby sprawdzić co się dzieje. No i usłyszałam tylko przez ułamek sekundy takie zajebiste bzyczenie a potem... cisza. No to zamykam okno, odwracam się a tam takie bydlę, że naprawdę miałam stracha... Oczywiście, zawsze kiedy potrzeba, to Marcina w domu nie było... I teraz najlepsza część historii- zgadnijcie czym w końcu tą mendę zatłukłam :) Jako, że my wszyscy jesteśmy inteligentni ponad normę, i encyklopedii nie posiadamy :p, książek innych grubych również, bo czasu na czytanie nie mamy... latałam za nim z drewnianą szczotką do włosów Elizy, bo miał taki pancerz, że gazetą ni chuja nie szło go dobić...
      A na koniec też poszłam, żeby sobie łyknąć z gwinta, bo takiej akcji to w życiu nie miałam. I jak rano zdecydowałam się sprzątnąć zwłoki (najpierw chciałam zostawić i pokazać Marcinowi) to sama się przeraziłam, co ja temu biednemu szerszeniowi zrobiłam...

      Usuń
    2. Jak tak Was czytam to sobie myślę, że można by utworzyć galerię przedmiotów do uśmiercenia owadziej bestii. A jeszcze lepsza byłaby galeria z prezentacją technik oraz minami, które się przy tym mimowolnie robi, nie sądzicie?:))) Na koniec galerię trunków pomagających w akcji.
      Ja mam zamiar przejść etap wyżej. Kupię sobie po prostu gaz pieprzowy, a później taką dajmy na to ćmę sruuuuu paralizatorem.

      Usuń
  17. Koooooocham Panią!!!! Jest możliwość,żeby mnie Pani zaadoptowała? Co prawda,mam 43 lata,ale mi nie będzie przeszkadzało,że mam młodą mamusię o ile Pani nie będzie przeszkadzać stara córka. Ostatecznie może mnie Pani również adaptować,na dowolnie wybraną rzecz,byle w pobliżu....Pozdrawiam Anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że istnieje taka możliwość. Zwłaszcza jeśli kiepsko się Pani czuje i ma pokaźny majątek;)))

      Usuń
    2. a no i pozdrawiam serdecznie również;)

      Usuń
    3. Niestety,majątkiem niedysponuje,jeno wnętrze me bogate. Jednakże usilnie staram się zmienić stan rzeczy,namiętnie ( kto wie,może to już hazard) grając w totka:) A tak, absolutnie nie a propos,mać moja ze śmiechu opluła telefon,podczas gdy ja czytałam jej fragmenty z Pani bloga/blogu*
      *niepotrzebne skreślić

      Usuń
    4. Ja odnośnie pierwszego zdania- znaczy, że bardziej opyla się Panią sprzedać na organy, czy jak?;))

      Usuń
    5. Jeśli na organy,to najlepiej w Oliwie:)

      Usuń
  18. U nas też przepraszają za spartańskie warunki z powodu wymiany rur z ciepłą wodą. Już marzę o gorącym prysznicu zamiast "kociego mycia".
    Miałam zaproponować założenie moskitier w oknach, ale na takie 2-metrowe bestie to ja już sama nie wiem... może siatka na ptaki? o.O

    OdpowiedzUsuń
  19. Gorzałeczkę kupiłam i w trakcie degustacji przypomniałam sobie jak "wieki temu "w mojej pierwszej pracy,otwierając szafę z dokumentacją wyleciała z niej szara myszka.Moje dwie koleżanki wrzeszcząc,błyskawicznie wskoczyły na swoje biurka.Ja natomiast stałam na podłodze i śmiałam się z nich,że takiej małej ,szarej myszki się boją.Oczywiście mysz dała drapaka ,cholera wie gdzie i nigdy jej nie znalazłyśmy.Wszelkich latających świństw się boje i brzydzę,ćmy do nich też należą ,a niemal histerii dostaje na widok pająka,jedyne co może ewentualnie u mnie w domu być gościnnie to biedronki.Sheridana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myszy mnie nie ruszają. Miałam przez krótki czas swoją prywatną, jak i dwa chomiki za małolata. Z gryzoni ruszają mnie jedynie dzikie szczury, dlatego do piwnicy chodzę tylko jak muszę, albo jak przegram w marynarza.

      Usuń
  20. Ćma jak ćma... Ale co zrobić jak kobietę goni dwumetrowy ośmionożny pająk???
    Muszę sobie zapisać tego bloga i dodać do ulubionych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tygrys, ja nie mam pojęcia co bym zrobiła gdyby to był pająk. Chyba bym sobie odpuściła samodzielne próby uśmiercenia i od razu wezwała GROM jakiś, czy coś;)

      Usuń
    2. Ja Ci powiem, co się wtedy dzieje. Uderzasz we wrzask, przekraczając dozwolone normy poziomu decybeli i spierdzielasz niczym chyża łania, nie zważając nawet na 8-mies. ciążowy brzuch słoniowy.

      Czasami próbujesz takiego potwora (co ma wzrok krwiożerczy i uśmiech psychopaty) przegonić dalej jakąś miotłą, ale niestety - w momencie, kiedy jeden koniec miotły dotknie stwora - drugi z hukiem wypada Ci z ręki i... tu następuje co wyżej, czyli decybele i ucieczka.

      Usuń
  21. Witam :) ło masz, toż miałaś przygodę jak z filmu sensacyjnego. Mnie dla porównania, moje koty mały nie stratowały jak ganiały po domu jednego powtarzam JEDNEGO konika polnego - a co, by mnie nie zadeptały i moich zastaw za miliony z Ikei :) nie potłukły - ganiałam tego konika polnego razem z nimi - już nawet nie pamiętam, kto go pierwszy dogonił one czy ja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobrze rozumiem ten strach, też mam podobną zastawę rodową i gdyby koty mi ją pobiły, to chyba serce by mi pękło;)

      Usuń
  22. kocham cie:) ja zwykle walcze przy uzyciu lakieru do wlosow,tez zamykam się w łazience potem natarcie spray na oslep az siwo i znow do łazienki,jak już nie ma czymoddychac sprawdzam czy gdzies potwor lezy ze sztywnymi skrzydlami

    OdpowiedzUsuń
  23. O rany! Popłakałam się ze śmiechu :D

    OdpowiedzUsuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...