niedziela, 31 sierpnia 2014

matka blogerka...czyli o ekshibicjonizmie w sieci

Do pisania bloga w gruncie rzeczy namówiła mnie grupa przyjaciół. W dużej części składająca się z blogerów, swoją drogą. Poinstruowali mnie technicznie co i jak, bo znając moje zdolności informatyczne, gdyby nie oni nadal tkwilibyście ze mną przy pierwszym wpisie, a ja z rozdziawioną gębą, dziką paniką w oczach i przystawioną twarzą do monitora, darłabym mordę do telefonu "to jak to się z tego Worda w internety teraz przenosi?".
Później uświadomili mi z czym się wiąże poczytność, bo podobnie jak ja czuli, że jestem skazana na sławę i podobnie jak ja nadal mają nadzieję, że jeszcze będą mnie całe rzesze cytować. I wszyscy gorąco też liczymy, że nie będzie to miało miejsca w programie "Medyczne osobliwości" na Polsat Cafe, ani w niczym co leci na Animal Planet.
W każdym razie zwiększające się grono czytelników ściśle wiąże się tak ze wzrostem sympatii jak i wszelkiej maści hejterstwa, wiadomo. 
Pamiętam dobrze, jak usłyszałam od przyjaciółki, abym trzy razy przemyślała zanim coś opublikuję, bo niewinne nawet treści mogą być przekute w niezłe gówno jeśli pozostawi się za duże pole do interpretacji. A pozornie błahe wydarzenia z naszego życia mogą być powodem do kpin ze strony rówieśników moich dzieci np. w szkole, tuż po tym jak nadgorliwa mamusia lub tatuś podpowie swojemu dziecku "hej, to nie jest Apoloniusz z twojej klasy na tym zdjęciu? Zaraz zobaczymy co też ta jego mamusia tu pisze"....
Ku przestrodze opowiedziano mi też historię pewnego blogera. Nie pamiętam jej dobrze, ale leciała jakoś tak, że ów bloger, w  przypływie ojcowskiej miłości, napisał na blogu o swoim synu, że ma pięty jak pajdki chleba. Zwrócilibyście na coś takiego uwagę? A jeśli tak, to w jakim kontekście? Ja pomyślałabym sobie, że tak pisze ciepły, czuły ojciec. Ot i wszystko, no nie?
Otóż nie.
Chłopczyk po tym wpisie przeszedł gehennę, którą właśnie w szkole urządzili mu rówieśnicy. Porównanie jego ojca stało się ponoć hitem, a dotknięty zwykłym chamstwem bloger przestał pisać dla szerszej publiki w ogóle, by chronić syna, siebie, rodzinną intymność.
Co ja na to?
Ludzie zawsze będą gadać, taka ich natura. Jak nie będą mieli faktycznego powodu, to spokojna wasza rozczochrana, jakiś sobie już na pewno wymyślą.



Ja na ten przykład na plotki na swój temat reaguję dokładnie tak:



I takiej samej reakcji nauczyłam swoje dzieci tłumacząc im, że generalnie to nikt o niezaburzonym poczuciu własnej wartości nie pierdzieli głupot o drugiej osobie, więc wszystkim tym zakompleksionym biedakom, którzy tak robią, ze względu na traumę jaką przeżywają będąc samymi sobą,  jesteśmy w stanie litościwie wybaczyć.

Ludzie są okrutni, mówili....
Zobaczysz jak będzie bolało, gdy pewnego dnia przeczytasz w komentarzach, np. że twoje dzieci to potworki,  mówili....
Zjawisko anonimowego ulewania jadu w sieci nie jest dla mnie niczym nowym bowiem mam swoje zboczenie. Z przyczyn sadomasochistycznych najprawdopodobniej, bo innych nie potrafię znaleźć, czytam komentarze pod artykułami, które mnie interesują. I powiem Wam, że nie raz, nie dwa bywają lepsze niż sam artykuł, a na pewno nierzadko ciekawsze z socjologicznego punktu widzenia.
Ja to widzę tak: siedzi taka rozmemłana Euglena Posuwista, w wałkach,  poplamionej podomce i śmiejąc się pod wąsem pisze komcia o treści "Doda wygląda jak trans i ma rozstępy na lewym półdupku, bleeee".
Albo taki szczyl w dresie kreszowym się produkuje, uprzednio drąc ryja "Mamoooo, mamoooo, jak się nazywa ten co grał w Psach?"
"Linda, synuś"
"Nie, ten drugi"
"Konrad, synuś"
"Tak, ten"....no i jedzie z koksem....  "Konrad to ch....to hujowy aktor i w ogóle debil"
I myślą tacy, że świat zadrżał w posadach, gdy wyrazili tę swoją, pożal się Ktokolwiek, opinię. Tymczasem obiekt ich nienawiści, nawet nie wie przecież , że ktoś taki jak oni istnieje. I obawiam się, że ta opinia gówno zazwyczaj go obchodzi.
A czym niby ja się różnię od takiej Dody, czy Konrada (to nie jest pytanie. Nie wymieniać!)?
Przecież mnie też to gówno obchodzi. A wszelka niekonstruktywna krytyka, chyba od zawsze, spływa po mnie jak woda po kaczce.
Bo generalnie to nikt o niezaburzonym poczuciu wartości....(patrz wyżej)

Kwestia zamieszczania wizerunku dzieci w sieci jest nadal sporna, kontrowersyjna i zawsze na czasie. Widać to obecnie na blogu jednej z mam dwóch córek, która głośno zastanawia się nad zamknięciem bloga, tudzież skasowaniem dotychczasowych i zaprzestaniem publikacji dalszych zdjęć swoich dziewczynek. Przyczyna tkwi tam gdzie zwykle: nagle uświadamiamy sobie, że oprócz pani Joli ze spożywczaka i kuzynki Zosi z Radomia może nas w tej chwili czytać dajmy na to pedofil jakiś, czy inny zwyrol, który być może patrząc na zdjęcie naszej pociechy dokonuje czynności, których w żadnych okolicznościach nie dokonuje taki Terlikowski.
Mamy moje kochane, moim skromnym zdaniem w  XXI w. gdzie podsłuchać się dał m.in. minister spraw zagranicznych obawiam się, że nie ma na polu prywatności rzeczy niemożliwych. Także zdjęcie naszej pociechy taki zboczeniec może sobie posiąść w każdej chwili i nasz blog wcale mu nie będzie do tego potrzebny. iPhony, iPady i inne chuje muje dzikie węże, na których się nie znam, włączając w to wszelkiej maści aparaty i ich obiektywy mogące robić takie zbliżenia, że widać nam ze 100 km łupież nie są już rzeczą nieosiągalną dla zwykłego śmiertelnika. Możemy być fotografowani kompletnie o tym nie wiedząc.
Zawsze ciekawi mnie jedno, czy te wszystkie mamy, które tak głośno krzyczą, że nie powinno się wrzucać zdjęć własnych dzieci na bloga są równie konsekwentne na co dzień? Rozumiem ,że żadna z nich nigdy nie zgodziła się na publikację zdjęć dziecka na stronie przedszkola/szkoły? Bo tak sobie myślę, że ja, gdybym była pedofilem, to nie szukałabym małych słodkich buziek na blogu jakiejś tam (nie)typowej tylko pierwszej osiedlowej podstawówki. Osobiście nie znam ani jednej matki, która by się nie zgodziła na udostępnienie takich zdjęć w sieci. Przecież to fajna pamiątka, nie?
Rozumiem też, że owe matki na co dzień chodzą z dzieciakami zakamuflowanymi, jak swego czasu nie przymierzając  te Michaela Jacksona. Bo wiecie, sieć siecią, ale pedofile mogą być przecież wszędzie. I w sklepie mięsnym w kolejce, i na poczcie, a słyszałam plotki, że nawet w kościele!!! Choć nie, sorry, tam nie ma pedofilów. Znowu się niechcący brutalnego ataku na kk dopuściłam. Zatem dementi: tam są ewentualnie fetyszyści ząbków mlecznych ponoć.
Pomijam fakt, że w porażającej większości aktów pedofilii dopuszczają się osoby dobrze znane dzieciom, które darzą one zaufaniem: rodzice, wujki, ciocie,konkubenci mamusi, nauczyciele, trenerzy, księża.  No dobra, tych ostatnich wykreśliłam, bo jeśli nawet do czegoś między księdzem a dzieckiem dojdzie, to chyba wiadomo w tym kraju kto kogo zgwałcił i że ofiarą nie było tu dziecko. Czy tylko ja mam dość słuchania o gwałceniu księży przez małoletnich zwyrodnialców?!

Jest jeszcze jeden argument, dla mnie osobiście najsłabszy: nie umieszczam zdjęć mojego dziecka w sieci, bo nie chcę, by miało do mnie pretensję, gdy dorośnie.
Lub w innej wersji: czy aby na pewno mam do tego prawo?
No cóż, ja pozwalam moim dzieciom grać na kompie jedynie w weekend i to 2x po 1 godzinie, gdzie według mnie powinny się cieszyć, bo to naprawdę dużo. Ostro przecedzam im telewizję- zarówno czas, który mogą przy niej spędzić, jak i  programy jakie oglądają. Od kilku lat muszą czytać przed snem jakąś książkę niezwiązaną ze szkołą. Ok, z czytaniem to akurat może przykład kulą w płot trafiony, bo oni obaj pro-książkowi, ale z takim sprzątaniem pokoju to już, moi drodzy, muszę ich czasem pogonić.
I jak? Mam prawo takie reguły ustalać, czy też nie? A może będą mieli do mnie w przyszłości pretensje?
Nie wiem, nie znam się, nie orientuję się, zarobiona jestem!
I naprawdę nie mam kuźwa bladego pojęcia. Wcielam w życie zasady, które uważam za słuszne, ale czy faktycznie słuszne są?
Zapewne dowiemy się tego jak panowie dorosną. Tymczasem wszyscy musimy zaufać mojej matczynej intuicji. W końcu nikt mi do nich przy porodzie instrukcji obsługi nie dał. Także jak coś, to nawet nie moja wina.

Zdjęcia w sieci żyją własnym życiem. A co jak mi ktoś fiuta na czole dorobi? Albo, co gorsza, jeszcze mniejsze cycki niż mam?
Noooooooooooooo....... nie mogę się doczekać.
Zawsze chciałam żyć w luksusie nie musząc na niego pracować. A w tym wypadku po spektakularnym pozwie (bo chyba każdy z nas wie, że nie można wykorzystywać wizerunku innych bez ich zgody, a już na pewno nie w takim celu) widzę siebie w końcu na Karaibach. Tam mogłabym sobie dokleić sztucznego członka do czoła na cześć idioty, który mi by ten wypad zasponsorował.

Reasumując- wyluzujcie mamy blogerki, nie dajmy się zwariować i przede wszystkim nie pozwólmy, aby naszym życiem rządził ktokolwiek inny oprócz nas;)  

35 komentarzy:

  1. No więc mylisz się, że nie znasz nikogo, kto nie zgodził się na publikację zdjęcia swojego dziecka. Otóż swego czasu zrobiłam taką aferę w szkole odnośnie tego, że nie wiem gdzie fotograf publikuje zdjęcia robione w szkole, że w ogóle przestali w naszej szkole robić zdjęć bez zgody rodziców:)
    Oczywiście tak naprawdę wkurzało mnie to że bez zgody mojej przyjeżdża jakiś człek do szkoły i robi trylion zdjęć mojemu dziecku a późnie płać i nic nie gadaj! No bo jak odmówisz swojemu dziecku zdjęcia z pięćdziesięcioma najlepszymi koleżankami?
    A tak naprawdę dzieci same wstawią swoje słitfocie na fb, nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, mi już nawet nie chodziło o te zdjęcia, które fotograf robi raz w roku, a raczej te, które systematycznie pojawiają się na stronie każdej niemal szkoły w galerii. Takie ze szkolnych wycieczek, jasełek, czy jakichś tam specjalnych lekcji.
      Co do fb to moje 10-letnie dziecko (a po nim zaraz ten 8-letni też) wbiło mnie w fotel pytaniem czy może sobie założyć konto na fb. Oczywiście, że nie, nie może. Ja już nie wiem, czy ja niewyraźnie mówię, jak im co dzień powtarzam, że do czterdziestki mamusia zezwala w ramach rozrywki jedynie na kółko szachowe?!;))

      Usuń
    2. Jeszcze chciałam dodać, że konta na fb nie mają, ale za to robią sobie tzw. samojebki. Cała trójka, włącznie ze Stiflerem, który uciekając z ukradzionym aparatem wali sobie lampą po gałach;) Kwiczę ze śmiechu jak później oglądam te dzieła. Muszę Wam kiedyś pokazać

      Usuń
  2. Zdjęcia z przedszkola lub szkoły w sieci, z imprez promocyjnych, wycieczek itd. itp., nasze prywatne, to mikry procent. Zboczeniec, jak szuka, to znajdzie. Idziesz na imprezę publiczną, robią focie twoim ślicznym berbeciom, i żyje ona swoim życiem na stronie gazety lub innej instytucji, a stamtąd może ją ściągnąć każdy. Bez mojej zgody, wiedzy i tyle.
    Iwona

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też mam zasadę że zdjęć większości rodziny na blogu w zasadzie nie publikuję. Samą siebie w jakiejś charakteryzacji mi sie zdarzyło. Ale może dlatego że mój blog jest taki a nie inny, że jedyne członki rodzinne jakie tam sie pojawiaja cyklicznie to moje dwa koty. I czasami jeszcze inne zaprzyjaźnione mniej lub bardziej. Chociaz tonie jest koci blog, wcale nie.
    U mnie to nie chodzi o pedofilstwo, bo to raczej moje dzieci mogłyby być tymi nimi ( a tfu tfu!) ze względu na wiek dojrzały. Ale uważam że mój blog i moje w nim prawa, co sobie chcę to publikuję. Zgodnie z obowiązującym prawem oczywiście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I bardzo słusznie uważasz, mam dokładnie takie samo zdanie;)

      A co do nie-kocich blogów- no mój zdecydowanie koci też nie jest ,a jednym z najczęstszych źródeł odwiedzających jest forum miau...A z Frondy ni cholery nikogo, jak by się człowiek nie starał...;)))

      Usuń
  4. A ja nie mam dzieci, więc i takowego problemu ;) napiszę tylko, że Twa notka - choć w ogólnym wydźwięku dość poważna, to jednak kilka razy parsknęłam śmiechem :D
    Nie przebije to jednak posta o ćmie - wtedy popłakałam się ze śmiechu, obsmarkałam i poplułam monitor :D
    szacun, moja Droga, powinnaś pisać felietony w jakiejś poczytnej gazecie i brać za to mega kasę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "A ja nie mam dzieci, więc i takowego problemu ;)"- Cwaniara;))))

      Post o ćmie był pisany pod wpływem traumy poćmiennej. To bardzo trudne zagadnienie w psychiatrii. Tak słyszałam przynajmniej;)

      Co do mega kasy się zgodzę. Sama jestem oburzona, że jeszcze nikt nie wpadł na to, żeby mi płacić. Karaiby same się nie zasponsorują, do cholery;)

      Usuń
  5. Zdjecia to pikus, moim zdaniem.
    Ale ze Ty Nietypowa piszesz notki w Wordzie i potem je przenosisz na bloga to mnie tak zaskoczylo, ze sie chyba jakac zaczne!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Ja pisze na zywca i sie nie zastanawiam:))) Jak mi sie zdarzy pisac "na raty" to po prostu zachowuje jako "draft" i koncze kiedy mam czas i ochote.
    Moje dorosle, bardzo juz dorosle dziecko nie zyczy sobie, zebym o nim pisala czy zamieszczala jego zdjecia, wiec sie z tym licze, bo dziecko jest dorosle.
    Jak bylo male, to robilam co kcialam:))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie piszę notek w Wordzie, to był żart. Dobrze wiesz, że mam średnio 20 minut na notkę, a znając moje możliwości samo kopiowanie z Worda zajęłoby mi 15 minut

      Usuń
    2. Tak zem se kombinowala i dlatego siem jakac zaczelam:)
      Teraz spokojnie wracam do normalnosci:P

      Usuń
  6. Moje dziecko (lat 5) wie, że prowadzę bloga. Wie również,że o nim pisze, wie również, że pewnego dni może się okazać, że ktoś go zaczepi. Wiem, że w naszym przedszkolu to żadna tajemnica, że prowadzę bloga. Śrem jest mały. :)

    A po to mam moderację w ręce, żeby jej używać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje dzieci, dwóch na trzech konkretnie, też wiedzą, że piszę blog. Mało tego- uważają, że dzięki temu są sławni. Jak idziemy razem do warzywniaka po marchewkę to najpierw ja, zanim poproszę o to, po co przyszłam, pozuję lewym profilem (mam lepszy) przed ekspedientką czekając na słowa uznania. A później oni, stoją pół godziny w drzwiach i nie chcą wyjść, żeby pani sprzedawczyni zdążyła wziąć od nich autograf. Wracamy do domu z 2 marchewkami po godzinie, ale co zrobisz- cena sławy;))

      Usuń
  7. A ja ciągle czuję się bezpieczniej gdy wrzucając zdjęcia chłopaków nie pokazuję ich twarzy. I imion nie używam i w ogóle. Cóż z tego, że już raz (a może dwa?) zdarzyło się, że ktoś mnie namierzył łącząc te wszystkie wątłe informacje na mój temat. Taka sena sławy ;)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio ktoś Cię kiedyś namierzył? I to nie raz? Ja za mały pikuś widać jestem. Kiedyś mi Zante obiecywała, że mohery na bank przyjdą mi z różańca przywalić, ale nic takiego się nie stało. A myślałam, że mi kopyta wrosną w ziemię w oczekiwaniu, dobrze że oprócz rogów mam też ogon, to się mogłam przynajmniej podeprzeć;))

      Usuń
  8. Bardzo dobry tekst. Na czasie i z morałem. ;) Ale manię prześladowczą może uśpić jedynie dobre i długotrwałe leczenie psychiatryczne. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia co do tej manii. Unikam psychiatrów, wolę być szczęśliwie niezdiagnozowana;))

      Usuń
    2. Ja lubię diagnozować, ale jeszcze nie jestem psychiatrą, więc czy mogę zostać prze pani ? :D

      Usuń
  9. To się poważnie zaniepokoiłam. Bo co, jeśli ktoś dorobi mi cycki jeszcze większe, niż te, które mam. Masakraaaaaaa! :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale musiałaś, nie?!
      Pewnie nawet Ci powieka nie drgnęła jak to pisałaś...
      I to na moim blogu..taka potwarz...dużymi cyckami mi się tu chwalić!
      No jak tak można?!
      Miej choć odrobinę empatii dla tych, dla których wyprodukowano push-up;))

      Usuń
  10. Nietypowa jakze bliskie jest mi twoje podejscie do zycia:)))Dorusia (Wygladalabys smiesznie z czlonkiem na czole))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorusiu, jak Cię czytam to wydajesz się być normalnie moim alter ego. Na przykład teraz. Założę się, że tylko Ty i ja faktycznie wyobraziłyśmy sobie mnie z fiutem na czole;)))))

      Usuń
    2. :)))))Dorusia

      Usuń
  11. Wracamy do tego, ze ludzie wiedza lepiej jak powinni zyc inni. Niech kazdy robi co chce pod warunkiem, ze nie krzywdzi innych. Jedna matka pisze bloga dziecku na pamiatke, inna chce zrobic na blogu kariere, ja chce byc incognito bo to dla mnie terapia. Lubie to uczucie, ze siedzimy sobie i gledzimy jak baby w pociagu. Czesto pisze glupoty, wspominam bzdury i gdyby sie okazalo, ze pol rodziny siedzi w tym przedziale, to chyba by mi to przeszkadzalo. Ale szkoda, ze ludzie rezygnuja z tego co sprawialo im przyjemnosc, bo ktos kurcze, wysmiewa ich dzieci. To juz jest kurna bullying. :(

    Mam znajoma ktora nawet na fejsie pokazuje dziecko tylko tylem, ale siebie i meza przodem. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lola, nie chcę być niemiła, ale może te dziecko jest zwyczajnie brzydkie...;)))

      Usuń
    2. :))
      ladne, ale oni nie chca oby ktos sie seksualnie na jej widok podniecal. Widac o siebie sie nie martwia. :P a moze ich ta wizja kreci :P

      Usuń
    3. tak brzydkie, że aż jego matka to widzi? to chyba upiór z opery.... :)

      Usuń
  12. Szanowne mamunie zapewne ryja wróć co Ty piszesz żmijo wstretna, mordeczki miao być, zatem zapewne mordeczki darły w komentarzach, że jak możesz narażać nieletnich swoich osobistych itd. Te same mamunie, które jak pisze Lola, wiedza lepiej co powinnaś, zwłaszcza jak żyć, te same upubliczniają zdjęcia swoich pociech na nk ( które chyba już ledwie zipie ), na fejsuniu i wszędzie tam, gdzie się dziećmi można pochwalić. Zapewne tam, gdzie to nie na temat tez się chwalą ( przy okazji wspomnę, że mam alergię na tego typu mamunie ). I potem mamy serię zdjęć ( 30 ) z ostatniego wyjazdu wakacyjnego, gdzie świetnie sprawdza się zabawa znajdź różnice między obrazkami ( od razu podpowiadam, można sobie odpuścić, nie ma różnic, wszędzie ta sama monotonia - rodzinka z dziećmi na tle ).
    Jestem wyrodną matką, nie tylko wstawiam czasami zdjęcia mojej nieletniej, dopuszczam jej komentarze pod wstawionymi, to dodatkowo pluję i prycham, kiedy do szkoły przybywa fotograf regionalny i cyka fotki - 14.50 za sztukę.
    A ludzie niech się zajmą swoim życiem, swoją rzycią, jak chcą aŻ tak bardzo chronić dzieci proponuję przyodziać w burki i zdejmować im tylko do mycia zębów, aczkolwiek tego w sumie też nie trzeba, spod materiału nie widać brązowych kłów.
    Taka nadopiekuńczość, nerwica natręctw niemalże, zawsze doprowadza mnie do wrzenia, podobnie jest w stosunku do psów, nie dotykaj bo Cie pogryzie, branie dziecka na ręce z wrzaskiem, chociaż pies nawet nie spojrzał.

    Hehe swoją drogą ja mam spokój, do mnie na bloga prawie pies z kulawą nogą nie zagląda, co pozwala mi wstawiać co chcę i jak chcę :) Może powinnam zacząć się cieszyć?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, no luz. Mnie tam nikt nie pouczał. Przyjaciele podzielili się spostrzeżeniami dotyczącymi posiadania bloga, ale to cenne spostrzeżenia, bo ja mądrych przyjaciół mam. A wpis powstał na podstawie odwiecznej dyskusji co można na własnym blogu, a co nie.
      Co do fb i nudnych zdjęć znajomych polecam Ci zrobić to, co ja zrobiłam- odhaczyć znajomych (ewentualnie zostawić grono kolegów i koleżanek faktycznie Ci bliskich), aby nie pokazywały Ci się treści przez nich dodawane, a w to miejsce zaznaczyć sobie prasę/portale, które czytasz. Dzięki temu odpalając fejsa strzelasz sobie prasówkę Aaaaaaaaa raz na jakiś czas, dla podtrzymania fejsowego życia towarzyskiego, należy jebnąć komuś na tablicę "sto lat", czy tam zależnie od okoliczności " szczęśliwego Nowego Roku". Wilk syty, owca cała;))

      Usuń
    2. Co jakiś czas tak robię, ale mi se chyba ci znajomi mnożą nocą jak króliki, bo stale coś jest :) W kwestii tego co można, czego nie mam swoje zdanie: póki nie ociera się to o czyny prawnie zabronione, to mogę wszystko, a jak komuś to nie pasuje, cóż sieć jest duża i pojemna, każdy znajdzie coś dla siebie. Ty mi się tylko nie poddaj presji, bo gdzie ja będę za Toba latać?:)

      Usuń
  13. Mnie troszkę dziwią blogi, na których mamy publikują zdjęcia pociech z buziami zasłoniętymi kółkiem, czy zamazanymi. Nie rozumiem, bo jak ktoś zna to i tak rozpozna, a poza tym dziecku zdjęcia może zrobić ktoś całkiem przypadkowy, przecież nie będę kontrolować każdego na placu zabaw, czy aby zdjęcia nie zrobił. Uważam, żeby nie publikować zdjęć, które mogły by jakoś ośmieszać malucha i wydaje mi się, że to wystarczy.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ha, a u mnie ludziska w rodzienie generalnie bardzo nie lubia się fotografować. Zgrzytam często zebami trudząc się z odpowiednimi ujęciami. I nawet ich nie pytam - wiem, ze nie zyczyliby sobie, żeby ich wizerunek upubliczniać. To i nie dokonuje sieciowego ekshibicjonizmu.

    OdpowiedzUsuń
  15. A mnie się bardzo podobają imiona Twoich synów - niepospolite. To i zaglądam na blog co i rusz. Choć poglądy na wiele spraw mam inne...

    OdpowiedzUsuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...