czwartek, 3 lipca 2014

trawa. historia jednej działki

Wszystkie zalety mieszkania w mieście najbardziej widoczne, a przede wszystkim najbardziej doceniane są zimą. Gdy przychodzi zaś lato i jedyne odgłosy natury, dzięki kratce wentylacyjnej, słyszymy z łazienki sąsiadów rok rocznie tęsknimy za ciszą, spokojem i bliskością przyrody.
Nie mamy nawet gdzie uprawiać narodowego sportu Polaków- grillowania. To znaczy właściwie mamy gdzie, ale mój przewrażliwiony mąż ciągle narzeka, że mu ręce drętwieją, gdy trzyma tego grilla za oknem.
Ale co zrobić, balkonu/tarasu brak.

Niedawno dojrzeliśmy do genialnego pomysłu, aby zakupić działkę w ROD.  A że los trzeci raz w przeciągu dwóch lat przyciągnął nas w to samo miejsce, stwierdziliśmy, że to musi być przeznaczenie i bardziej wymownie byłoby tylko wtedy, gdyby na tamtejsze ogródki działkowe spadł meteoryt i dostalibyśmy odłamkiem płotu w czoło.
Na wszelki wypadek postanowiliśmy więc nie kusić losu i po tym jak sam prezes zarządzający włościami zderzył się z nami w bramie i z głupia frant zapytał "nie są państwo przypadkiem zainteresowani zakupem działki? Mam taką jedną w bardzo okazyjnej cenie", wydzierżawiliśmy dożywotnio ok. 500m2 ziemi, w małej wsi, niedaleko lasu i w pobliżu dwóch jezior.

Sama działka jest piękna. Kwiaty, drzewa owocowe, krzaki agrestu, maliny, poziomki i cudna altana.
A zresztą wkleję Wam zdjęcie:


Jeśli macie problem z dostrzeżeniem tej wyjątkowej urody zamknijcie po prostu oczy.
Mnie to pomaga.

W każdym razie do przedwczoraj trawa była wyższa od Stiflera. Altanka to obraz nędzy i rozpaczy, a sama działka zwiastuje rychłe dostanie pierdolca tyle tylko, że jeszcze nie wiemy, które z nas dostanie go jako pierwsze.
Prawdą natomiast jest to, że mamy na niej liczne rośliny.
Bliżej niezidentyfikowane, bo każdy z nas ma swoją teorię na ich temat. Jesteśmy zgodni co do trzech jabłoni, prawdopodobnie tylko dlatego, że są na nich jabłka. W trawie cudem znaleźliśmy poziomki, niedaleko od poziomek rosną dzikie maliny, no i kilka krzaków niedojrzałego jeszcze agrestu plus jeden krzak na wpół zdechłej czarnej porzeczki. No i wiśnie, sztuk dwie (młodych drzewek, nie owoców na szczęście. Tych jest z  kolei aż ze cztery). I to by było z naszej bujnej botanicznej wiedzy na tyle.

Stałam tak sobie z Maćkiem na środku...hmmmm...posiadłości i zastanawialiśmy się od czego się zabrać do roboty. Szary latał jak wściekły z prawa na lewo, Stifler gnębił żuka, a don Juan posilał się groszkiem,  jak twierdził.
-To nie jest groszek. To fasola- powiedział Maciek z miną eksperta- Fasola jest włochata, a to ma włoski.
-To łubin i tego się nie je. To taki kwiat- dobiegł nas zza płotu głos sympatycznej pani, która ze wszystkich sił starała się nie śmiać
-Oczywiście, że to łubin- przytaknęłam
-Zapamiętać- tak wygląda łubin-pomyślałam sobie i mi zdecydowanie ulżyło, bo zostały już tylko 283 gatunki roślin do odgadnięcia. 

Dalej to Szary nadal biegał w tę i we w tę, Stifler rozczarowany, że zwłoki żuka nie chcą chodzić tykał je palcem, don Juan przerzucił się na maliny (maliny, sprawdzałam), a ja postanowiłam zrobić rekonesans w altanie. 
Ostatni raz taką chatę widziałam w książce o wsi w XVI wieku DDTVN, gdy pokazywali jak mieszkał Versace. I tak, wydaje mi się, że podłoga to włoski marmur. Ściany na bank są pozłacane. Warto też zwrócić uwagę na oryginalny wystrój wnętrza. Wydaje mi się,  że projektował je sam Jeff Andrews. Zobaczcie sami:





Tak, wiem, gdybym miała psychiatrę nie byłby ze mnie dumny.

Gdy wyszłam zapłakana ze szczęścia z altany okazało się, że Maciek bardzo koniecznie chce się pokłócić. Kosząc chaszcze skosił przez przypadek poziomki i jeszcze kazał się bezczelnie cieszyć, że nie skosił Szarego, który nadal latał jak poparzony.
Później mieliśmy odmienne zdanie, co do krzaka róż. Ja uważałam, że trzeba go zlikwidować ze względu na dzieci, zwłaszcza te najmłodsze. Natomiast Maciek twierdził, że krzak jest piękny i na pewno go nie wytnie. Po czym chciał czule pogłaskać krzaczora, który jako że lata świetności miał już dawno za sobą, ku mojej uciesze został mu w ręce i problem sam się rozwiązał
I gdy się tak kłóciliśmy nawet nie spostrzegłam, że akurat wszyscy sąsiedzi wyszli pielić. W końcu jedna sąsiadka pękła i uprzednio przedstawiwszy się jako technik ogrodnik powiedziała, że chętnie powie nam co jest czym i co według niej warto zostawić, a co nie i dlaczego.
Tak więc dzięki sąsiedzkiej uprzejmości dowiedzieliśmy się, że prócz roślin wyżej wymienionych mamy jeszcze na działce: młodą gruszę (z rdzą, do wywalenia), dwie śliwy z gatunku, co brzmi jak market "Auchan", ale nie pamiętam dokładnie (raczej zostaną obie), orzech (zostaje), czarny bez (zostaje, syrop będę robić). Wszystko "nieszlachetne", co miła sąsiadka z jeszcze szerszym uśmiechem podkreśliła.
Z roślin ozdobnych, poza gorzkim ponoć w smaku łubinem i byłym krzakiem róż, mamy piwonie, których don Juan jeszcze nie próbował.

Podziękowałam sąsiadce, podałam Szaremu Octanisept, bo się przewrócił, wyjęłam Stiflerowi żuka denata z buzi, opierdzieliłam don Juana ze jedzenie przejechanych poziomek i zarządziłam odwrót, bo robiło się już późno, a byliśmy bez obiadu, co dwoje na troje dzieci wyraźnie sygnalizowało.

W samochodzie spytałam Szarego co właściwie robił i dlaczego cały czas tak zaiwaniał jak oszalały.
- Ratowałem ślimaki przed skoszeniem. Chyba w sumie z dwa wiaderka udało mi się wynieść- oznajmiło z dumą moje empatyczne dziecko
- To pięknie. A co z nimi zrobiłeś?- spytałam
- Wrzuciłem je do ogródka tej miłej pani, jak nie widziała. Tej, która tłumaczyła wam co to za rośliny u nas rosną, . Będą miały u niej lepiej niż u nas, w końcu podkreślała, że ona to ma same szlachetne odmiany.

No cóż...

44 komentarze:

  1. Po pierwsze: gratuluje zakupu owego zielonego raju wraz ze stajacym w nim palacykiem (jestem po reanimacji, bo serce stanelo mi z zazdrosci - masz racje, architect, ktory to projektowal jest niezjednany :-))
    Po drugie: jako prezent na nowe miejsce wysylam ci stado golebi mieszkajace u mojego sasiada + mojego pierdolnietego kota, razem w kilka dni ogolaca twoj raj ze wszystkich niepotrzebnych chaszczy, minusem jest ze rowniez te pozyteczne pojda w pizdu, ale wszystko w zyciu ma swoja cene. Kot dodatkowo skopie ci caly ogrodek co bedzie ulga dla Macka - jednego zajecia mniej
    Po trzecie: nie zrazaj sie widokiem - moja pierwsza dzialka wygladala podobnie tylko stala w niej jeszcze brukselka do pasa a zeby dostac sie do szklarni musielismy ciac maczeta - po tygodniu pracy wszystko zostalo doprowadzone do porzadku I nie majac zielonego pojecia o ogrodnictwie udalo mi sie nawet wychodowac baklazany (w szklarni) - wszystko za pomoca odpowiedniej literatury, kszty wyobrazni I pomocy sasiadow emerytow - bylam najmlodsza w tym gronie haha. Przy czym musze zaznaczyc ze moja dzialka mogla byc wylacznie uzywana w celach ogrodniczych, czyli zadnego grilowania - tylko pielic, sadzic, zbierac I pielic :-)
    I na koniec: jesli nie uda ci sie nic wychodowac (w co nie wierze) to zdiecie ktore wkleilas na koncu, dalo mi pomysl na biznes! Tutaj w Krainie Deszczowcow placimy ciezkie pieniadze za krem (ktory wlasnie smarujemy na buzie, bah!) ze sluzem slimakow! Zamiast wyrzucac je do pomocnych sasiadow mozesz zalozyc farme (poczatki juz masz :-)) I dawac paniom zabiegi zaprezentowane na powyzszej fotce! Zjada sie do ciebie wszystkie celebrity I sukces murowany, chociaz znowu zniknie wam miejsce na grillowanie....Powodzenia I czekam na cd x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yasemin, dziękuję Ci, jesteś kochana, ale spóźniłaś się nieco, bo chaszcze zostały ścięte. Odsyłam więc te gołębie, kota i dorzucam dwa swoje w tym Rycha z domniemaną chorobą dwubiegunową oraz te pieprzone rybki, bo ja nie wiem, co to w ogóle był za pomysł z tym akwarium. No i komary. Jeśli nie lubisz to trudno, one na szczęście nie są wybredne.
      Z tymi ślimakami to jest myśl! Obawiam się jednak, że dzieciaki na to nie pójdą, teraz hodujemy żaby. Mamy już wszystkie jedną. Stefana.
      Może na eksport? Dla Francuzów, jak myślisz?

      Usuń
    2. Och, dzieki za prezent, wlasnie zmienilam adres zamieszkania wiec niestety wroci z powrotem :-) ale chetnie wezme te slimaki. Jesli nikt nie bedzie ich chcial sobie klasc na gebe w Krainie Deszczowcow to sprzedam Francuzom I oczywiscie dostaniesz twoja dzialke - jak biznes to biznes :-)

      Usuń
  2. generalnie to Ci zazdroszczę:)
    drugim uczuciem, jakie mną targnęło po przeczytaniu notki, to wielka radość, bo już oczami wyobraźni zobaczyłam te wynikające z faktu zakupu działki pełne dreszczyku historie, jakimi będziesz nas tu raczyć, typu - banda rzezimieszków estetów sypiających w Waszym pałacu i Wasza walka z nimi, odkrycie skarbów zakopanych w ziemi i odkrytych podczas kopania studni, wojny i wojenki z sąsiadkami, Twoje zdjęcia topless na Pudelku, w Fakcie opis sprawy sądowej, bo znajdzie się własciciel skarbu, a nawet stu tych właścicieli itd itp
    Polka genialne że tak powiem posunięcie z tą działką ;PPP

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już to ten opis pojawi się w Super Expressie, z Faktem mam na pieńku, po tym jak zaprzepaściłam przez nich swoją karierę w modelingu;)

      Usuń
  3. Jak to piszą w ogłoszeniach biur nieruchomości- miejsce niewątpliwie " z klimatem" i " ma potencjał" :))) A tak serio, to mi się podoba , może nie rzucałabym się na hurtową produkcję marchewki i pietruszki, ale jako rancho super :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rancho?
      Jak to ładnie brzmi.
      Telefon sobie stacjonarny muszę tam sobie zamontować, żeby odbierać jak Hiacynta z "co ludzie powiedzą?"
      - rancho państwa Szczepanek, przy telefonie pani domu.
      brzmi godnie:)
      Tylko nie wiem jeszcze gdzie postawię kucyka i basen;))

      Usuń
  4. trzecia w kolejce z wiadrem (a nawet dwoma) zazdrości.
    chatka jak chatka,zwykła działkowa.
    a jeszcze jeśli dawno nieużywana a na środku nie nawalone i nie narzygane,
    i butelek/puszek brak-to bardzo porządne miejsce jest.
    tylko zanim wypuścisz się tam z młodymi ,napuszczaj na terytorium chłopa
    z kosiarą,bo przy tegorocznej pogodzie zielsko rośnie jak na spidzie.
    a jeśli będziecie chcieli rozłożyć basen,dobrze jest położyć pod spód kawałek materiału,wtedy nic nie kłuje w tyłek i basen się nie dziurawi.
    a tak bez owijania w bawełnę , to kiedy można Cię tam odwiedzić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że nie narzygane i nie ma butelek. W końcu nie mieszkałam tam, gdy nie miałam jeszcze dzieci;)))

      Dzięki za rady.
      Zaproszenia wysyłam już wkrótce;)

      Usuń
  5. Kobieto nie załamuj się masz piekną działkę.Chwasty usuniesz,rezedencję wyremontujesz i będzie zajebiście.Twoje dziecko przydałoby się mi w kwestii ślimaków .Moje to są bardzo żerte ale potraktowałam je skorupkami z jajek i dały mi spokój.Życzę wam cierpliwości i miłego pobytu na działce.Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie, również za radę. Nie wiedziałam ,że skorupki to odstraszacz na ślimaki. Ja w ogóle mało w temacie wiem, także jestem wdzięczna za wszelkie podpowiedzi.

      Usuń
  6. Zieleń jak najbardziej wskazana. Z poziomkami mam tak samo- Ślubny skosił, a ja się wściekłam. Lilie też skosił. Za to zostawił wielkie nikomu do niczego niepotrzebne paprocie ;) Altanka świetna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój w szale przejechał jeszcze mikry krzak czerwonej i czarnej porzeczki. Tej, z której liści miałam sobie robić herbatę. Nic się nie wściekłam. Nic a nic. Pieprzone zen, mówię Ci.
      ;)

      Usuń
  7. He, he - teraz to sie zacznie dopiero - czasu malo bedzie, oj malo. Ale - GRATULUJE !!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a dziękuję;)
      Ponoć im więcej zajęć tym więcej czasu;)
      Jak będzie bardzo źle, zacznę nagrywać "Klan" i oglądać po nocach, zyskam w ciągu dnia dodatkowe 25 minut;)

      Usuń
  8. Pięknie masz z działką i ogrodem!!! A jak ogarniecie - będzie jeszcze piękniej. Zastanów się jednak nad orzechem, bo orzech to takie złodziejskie drzewo - nic nie chce pod nim i koło niego rosnąć.
    pozdrawiam
    Aśka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie ta sąsiadka, o której pisałam, nazwała orzech "zawalidrogą"....ale dzieciaki tak lubią orzechy, a dodatkowo są tak dumne z posiadania własnego, na dodatek czerwonego, że nie mam sumienia im wyciąć;)

      Usuń
  9. Matko(nie)typowa - jak to mawiają, nie miała zajęcia to sobie działkę kupiła...:)
    A tak poważnie to oczywiście zazdroszczę...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra, dobra Sznupcia, Ty mnie odwiedzisz, pomożesz, jakoś szybciej pójdzie. Ja Cię sowicie wynagrodzę, plonami mej ziemi, że tak górnolotnie pojadę. Ziołem...że tak powiem wprost.
      Tfu, ziołami, że tak się poprawię dla przyzwoitości;)))

      Usuń
  10. OOOOO, zdjęcie mojego ogrodu wkleiłaś?! :0

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No , no, nie oddam! Teraz będziesz udawała, że to Twoje, bo pewnie czaisz się na moją półkę, tę od projektanta;)))

      Usuń
  11. ooo a mi wpie... zjadło komentarz ,nic nie napiszę oprócz tego że zazdraszczam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale czego, tylko wypasionych włości, czy też urody, intelektu, poczucia humoru, umiejętności rozczapierzania palców u stóp, przy jednoczesnym ruszaniu dużym do przodu i tyłu oraz najmniejszym na boki?;))))

      Usuń
    2. Tak właśnie każdego z osobna i wszystkich razem ;)

      Usuń
  12. Gratuluję zakupu! Myślę, że szybko doprowadzicie zaniedbany ogród do użytku i będzie dzielnie Wam służył wiosną, latem i jesienią :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki, jak zapierdzielam w pocie czoła, to się właśnie tym pocieszam;))

      Usuń
  13. Nie miala Baba klopotu, :)))) to zart oczywiscie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to powiedzenie to ściema. Działki kupuję od dawna, żaden kłopot, serio;))))))))

      Usuń
    2. ach, działki od dawna powiadasz?
      i już wiadomo na co Ci ten łogródecek :)
      a jeśli jeszcze te działki 'parcelujesz" to już wiadomo czemu przegoniłaś jednostkę kulturalno-oświatową z naprzeciwka!
      konkurencji się bałaś, a nie żadna zapętlona muzyka Ci wadziła :)
      no i po co było się kamuflować?
      ot, każden orze jak może :)

      Usuń
    3. no przecież nie napiszę tak wprost, że plantację marychy zakładam;)))

      Usuń
    4. Myslisz, ze udaloby sie sasiadom wmowic, ze to pietruszka?

      Usuń
    5. jestem jednak bardzo zdemoralizowana ,bo ja o maku raczej myślałam.
      a sąsiadom wystarczyłoby powiedzieć ,że to dochodowy interes,
      bo biały mak jest drogi jak cholera.

      Usuń
    6. mam zamiar powiedzieć, że to taki specjalny gatunek, z Ameryki, od Liz;))

      Usuń
    7. No i interes by sie krecil,:)))

      Usuń
  14. Zakochałam się w wystroju wnętrza altanki, na pierwszym zdjęciu na ścianie to białe z szarymi poziomymi to taka oryginalna półka czy element drzwi lodówki. bo nie rozpoznaję do końca, a i mój program do projektowania też się nieco zaciął:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jedno i drugie, znaczy oryginalna półka z drzwi lodówki. Reszta lodówki stoi przed willą i pełni rolę skrzynki na narzędzia.
      I to dopiero jest recykling;))

      Usuń
  15. ach, działki od dawna powiadasz?
    no to już wiadomo na co Ci ten łogródecek,
    i skąd to nagłe przegnanie jednostki kulturalno-oświatowej z naprzeciwka.
    to nie zapętlona muzyka była problemem ale ewentualna konkurencja.
    no i po co tak się kamuflować,
    normalna sprawa,każdy orze jak może :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Nietypowa czekam na parapetowke:)))Juz biore leki na watrobe(tak na wszelki wypadek)Dorusia

    OdpowiedzUsuń
  17. Nietypowa czekam na parapetowke.Leki na watrobe zaczne brac profilaktycznie:)))Dorusia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak Ty taka wrażliwa z tą wątrobą jesteś to możemy denaturat filtrować, trudno;)))

      Usuń
    2. Nietypowa z toba to ja moge nawet brzozowa walic z gwinta:)))Dorusia

      Usuń
    3. Brzozową? A co Ty arystokratka jaka, czy co? ;)))

      Usuń
    4. Arystokratka nie,ale zagraniczna:))Taka amerykanska:)))Dorusia

      Usuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...