niedziela, 29 czerwca 2014

voucher do spa dla nauczyciela....jak się nie dać zwariować i nie zostać Rodzicem- Czopkiem

Od stycznia w klasie don Juana (szkoła publiczna) toczyła się dysputa nad propozycją trójki klasowej, aby na końcoworoczny prezent dla wychowawczyni przeznaczyć 600 zł.
Kwota w ferworze walki zdecydowanej mniejszości została zmniejszona do 250 zł, a poprzednia suma została nazwana przez samą trójkę "nieporozumieniem".
Dnia 22 czerwca dokładnie, dostałam maila od klasowego skarbnika.
Kobiety, ale nie lubię słowa skarbniczka, bo to prędzej pasuje na synonim słowa skarbonka.....jak i nie lubię tych wszystkich psycholożek, ginekolożek, profesorek,  itd. Zawsze jak je słyszę zastanawiam się jak się mówi na kobietę pilota? Pilotka jak ta czapka? No bo chyba nie latawica?
W każdym razie mail ten pociągnął za sobą całą lawinę innych, jeszcze bardziej absurdalnych maili, a finalnie był dopełnieniem strącenia mnie od razu do IX kręgu klasowego piekła. Ten z kolei krąg, jak powszechnie wiadomo jest przeznaczony dla najcięższych grzeszników, a ja na zebraniu już wcześniej ciężko zgrzeszyłam prosząc skarbnika o rozliczenie (później usłyszałam od jednej z mam, że to nietakt) i nie zgadzając się na podniesienie składki klasowej  z 20 złotych miesięcznie do 25. Zwłaszcza, że wszystkie wyjścia dzieci płatne są dodatkowo, nie celebruje się żadnych dni typu dzień matki/ojca, babci/dziadka (i dobrze w sumie, ale o tym kiedy indziej), co jak wiadomo pociąga za sobą zazwyczaj dodatkowe koszta związane z poczęstunkiem.
Nie ważne, wróćmy do tematu.

Po przeczytaniu owego maila trafił mnie chuj jaśnisty poczułam, że pilnie muszę odpowiedzieć. Bo trafił mnie chuj jaśnisty. Owa wiadomość zawierał informację ,że z klasowych pieniędzy w ramach prezentu zostanie zakupiony dla wychowawczyni VOUCHER DO SPA za 300-400 zł, 20 róż (po jednej od każdego dziecka) , pięć róż od rodziców i oprawiony zostanie album pamiątkowy ze zdjęciami uczniów, ich opowiadaniami, rysunkami, itp.
Koniec maila zawierał adnotację, że jeśli ktoś ma inny pomysł, chciałby zająć się tematem- trójka klasowa czeka na info.
Tak więc, jak pisałam powyżej, poczułam ,że mam inny pomysł. A w każdym razie poczułam, że ten jest mocno poroniony.
Przykułam się więc do kaloryfera, jak zgadli niektórzy i zagryzając wargi, najbardziej dyplomatycznie jak umiałam, napisałam, że: "...... Pięć dni przed końcem roku, to nieco późno na "zajęcie się tematem", natomiast osobiście voucher do spa uważam za prezent niestosowny.
Rozumiem też, że finanse klasowe uległy drastycznej zmianie od ostatniego zebrania, na którym wyraziła Pani opinię, że na lody (kupione podczas wycieczki na pobliski plac zabaw) z klasowych pieniędzy nie starczy, natomiast teraz okazuje się, że zostało więcej niż Pani oczekiwała.
Na przyszłość proponowałabym, aby nasze pieniądze rozdysponowane były na potrzeby naszych dzieci, a nie na całkiem zbędne i w dodatku, jak już pisałam w moim odczuciu, zupełnie nietrafione prezenty dla nauczycieli. W końcu książka ze zdjęciami uczniów, ich opowiadaniami, czy ciepłymi słowami skierowanymi do p. XXXX to naprawdę świetny pomysł i wspaniały prezent. A voucher do spa, kosmetyczki, na laserową depilację nóg albo karnet na basen każde dziecko, a raczej rodzic może dorzucić sobie we własnym zakresie i wedle uznania... "

".... w moim odczuciu prezent wcale nie musi być, a wręcz nie powinien być "drogi i wyszukany", a szczery, stosowny i od serca. Za taki właśnie uznałam rzeczony album i proponowane przez Panią A. kwiaty.
Żyjemy w kraju, gdzie najniższa krajowa wynosi 1680 zł brutto, a według oficjalnych danych co dziesiąte dziecko je ciepły posiłek wyłącznie w szkole. Dlatego uważam, że gdy ktoś ma ochotę dawać "drogie i wyszukane" prezenty powinien robić to indywidualnie. 
Syn powiedział mi, że ostatnio jedno z dzieci z naszej klasy miało problem z opłaceniem szkolnej wycieczki do Gniewu. I na to, moim zdaniem, powinny być m.in. przeznaczane klasowe pieniądze. 

Ponadto Voucher do spa uznałam za prezent nieodpowiedni. Pomijając cenę, w moim odczuciu zbyt poufałe jest dawanie bonów na (dajmy na to) maseczkę z wodorostów i masaż czekoladą przez 10-latków swojej wychowawczyni. Nie wiem, może jestem staroświecka...."


"...niezależnie od decyzji ostatecznej z góry zapowiadam, że gdy nasze dzieci będą wspólnie kończyć gimnazjum nie zgadzam się na prezentowanie wychowawczyni z tej okazji Mercedesa z salonu (używanego też nie).
Pozostaje mi mieć nadzieję, że ta część z Państwa, która nie widzi w zaproszeniu do spa nic niestosownego nie wymyśli w przyszłym roku jako prezent wibratora. Nawet złotego, żeby nadal było "na bogato"

z mieszanymi uczuciami, bo naprawdę nie wiem czy śmiać się, czy też płakać
Anna Szczepanek

P.S. więcej wiary we własne dzieci! One z całą pewnością doskonale sobie bez tej szopki poradzą. Przypomnijcie sobie Państwo własne zakończenia roku. Ktoś z Was dawał nauczycielce coś więcej niż kwiatki, czekoladki, ewentualnie książkę, czy pióro? I co? Przeżyliście? Wykształciliście się? Szanowaliście swoich nauczycieli i byliście im wdzięczni?
A więc da się?"

Każdy następny mail czytałam mniej więcej tak:



Wśród nielicznych głosów poparcia, milczenia większości, jedna z mam zaproponowała mi,
abym zmieniła dziecku szkołę lub klasę. Spytano, czy pomyślałam o tym, że skarbnikowi może być przykro, gdy to czyta, a on być może wydaje swoje pieniądze na dojazdy do szkoły więc jest to "wolontariat" i może by tak mu zwrócić chociaż za benzynę.
A inna mama z kolei w odpowiedzi na moje maile napisała, że wychowała i wykształciła sześcioro dzieci, sama była skarbnikiem, ale teraz jest jej wstyd, bo jaki przykład dajemy swoim dzieciom?!

I po tej ostatniej wiadomości właśnie przestałam dziwić się, że wychowawczyni poza Apoloniuszem wymieniała jeszcze 1-2 dzieci, które potrafią w klasie czytać ze zrozumieniem. Wszystko stało się dla mnie jasne- mają to po rodzicach. Powiedzcie mi, moje kochane i drogie Czytelniczki jaki związek z zakupem vouchera do spa ma fakt wychowania sześciorga dzieci? Na takiego maila miałam ochotę odpisać "moja mama ma na imię Danuta, lubię kolor pomarańczowy i czuję się dziś wzdęta". Sens wypowiedzi byłby dokładnie ten sam. Natomiast argument "jaki przykład dajemy swoim dzieciom?" z ust rodzica, który nalega, aby uczyć dzieci od najmłodszych lat konieczności stosowania dodatkowych gratyfikacji wśród osób, które mają jakiś tam wpływ na ich aktualny los jest dla mnie zwykłym strzałem w kolano.

Tak samo jak nigdy, mimo całej wdzięczności jaką czuję,  nie pomyślałam o zwrocie za benzynę skarbnikowi-wolontariuszowi. O podziękowaniach pomyślałam.
Tak samo jak biorąc mojego pierwszego kota ze schroniska nie zaproponowałam zwrotu za paliwo wolontariuszowi, który mi go przekazywał (a może nawet do tego schroniska, o zgrozo, przywiózł).
Więcej Wam powiem, mój brak kultury sięga przecież dalej.
Byłam kiedyś u świetnego prawnika, który przyjmował pro publico bono i zgadnijcie co?
Tak, jako osoba kompletnie bez taktu jemu również nie zaproponowałam zwrotu za dojazd, a mój brak wyczucia podpowiedział mi jedynie, aby uścisnąć mu rękę i szczerze z głębi serca podziękować, zapewniając jak wiele jego poświęcenie swojej wiedzy i czasu dla mnie znaczyło....głupia ja...

Zawsze wydawało mi się też, że to właśnie rodzice, którzy mają ochotę dawać nauczycielom zwyczajnie drogie prezenty powinni zmienić swoim dzieciom szkołę z publicznej na prywatną. Zwłaszcza w czasach, w których podejrzewam, iż niedługo mennica państwowa wypuści pieniądze z frędzlami, aby łatwiej było związać koniec z końcem.

Zaproponowałam wszystkim zainteresowanym lekturę:
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1347,title,Prezenty-dla-nauczycieli-kwiatek-to-za-malo,wid,14556877,wiadomosc.html
ale pechowo innym rodzicom nie otwierał się pewnie link, bo dalej usłyszałam już tylko mnóstwo wycieczek osobistych, ale jakoś nikt do wspomnianego artykułu się nie odniósł.
Koniec końców  po mojej sugestii, że problem chętnie rozwiążę w gabinecie dyrektora albo i w kuratorium jeśli zajdzie taka potrzeba dostałam wiadomość, w której pani skarbnik pisała, że wraz z przewodniczącym klasowej trójki postanowili zrezygnować z zakupu vouchera, aby nie zrobić  " niepotrzebnych komplikacji zawodowych pani wychwawczyni, które mogły były sie pojawić w razie wizyt i donosów do kuratorium, dyrekcji czy być moze idac dalej mediów"
A ja myślałam, że prawdziwa cnota krytyk się nie boi ;)
A przede wszystkim myślałam ,że jeśli nie robi się nic złego to nawet donos do CBA nie mógłby w żaden sposób zaszkodzić. No chyba, że .......
I wiecie co, summa summarum nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo i tym razem okazało się, że prawdą jest powiedzenie, iż człowiek uczy się całe życie, a i tak głupi umiera.
No bo fakt, spotkałam się z rodzicami, którzy za wzór w wychowaniu dziecka stawiają sobie Super Nianię albo Dalajlamę, albo papieża, albo własnych rodziców czy też dziadków.....ale jak Nutellę kocham, pierwszy raz w niemal trzydziestoletnim życiu, spotkałam się w tej klasie właśnie z rodzinami, którzy za wzór postawili sobie wazelinowy czopek.

Dlatego właśnie lubię koty.
One przynajmniej liżą własną dupę.

Chętnie też poznam Waszą opinię w kwestii stosowności tego typu prezentów dla nauczycieli i obyczajów jakie panują/panowały w klasach Waszych dzieci/wnuków.






P.S. a tak przy okazji  pozwólcie, że się pochwalę tegorocznymi wynikami szkolnymi moich synów, do osiągnięcia których nic poza odrobiną dobrej woli (no i genami po matce, a co se będę żałować;)))) nie było im potrzebne...







71 komentarzy:

  1. ja zawsze chciałam zostać pilotką........znaczy się Latawicą chciałam być...:)

    Chłopaki jak się patrzy!Gratulację!!! A ta wysoko nota z religia/etyka to rozumiem....po tatusiu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki:*

      No właśnie nie mam pojęcia po kim ta profanacja Potwora Spaghetti....może w szpitalu podmienili, czy jak...choć jest nadzieja, bo Apoloniusz oznajmił, że ten rok był ostatnim w jakim na religię chodził;)

      Usuń
  2. Nooo, mowe mi nieco odjelo! Nie tylko z powodu glupoty rodzicow, ale na widok osiagniec Twoich dzieci. Mozesz byc dumna! Gratuluje z calego serca.
    Nie wiem, co za moda zapanowala w Polsce na obdarowywanie ciala pedagogiczno-katechetycznego tak drogimi prezentami. Za moich czasow wrecz nietaktem bylyby inne prezenty niz kwiaty. Podobnie zreszta dla ksiezy i zakonnic z okazji komunii.
    Moje corki przebrnely przez kilka szkol kazda i nigdzie nie spotkalam sie nawet z wreczaniem kwiatow indywidualnie, wiazanka byla kupowana w imieniu calej klasy.
    Rowniez z okazji komunii nie bylo podobnie absurdalnych szopek, jakie dzieja sie w Polsce.
    Posredniemu wymuszaniu na nauczycielach taryfy ulgowej dla uczniow, mowie stanowcze NIE. Tyle tylko, ze to wolanie na puszczy, tam sie nic nie zmieni, bo korupcja kwitnie wszedzie i trzeba dzieci uczyc od urodzenia, ze cos za cos.
    Ament.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Aniu, nawet nie wiesz jak ja się cieszę, że tak dobrze im idzie. Oby tak dalej.

      Właśnie dla mnie najbardziej zastanawiające było to, że w klasie do której chodzi 20 dzieci, wypowiada się czynnie kilkoro rodziców, nikt poza mną nie uznał tego vouchera zwyczajnie za rzecz niestosowną.
      Dość niepokojące to jest. Myślisz, że kupić im Kamyczka?;)

      Usuń
  3. Jak myślisz, czy Pani Premier to Premiera czy Premierka? ;)

    Szczerze, gdyby mi sprezentowano w szkole voucher do spa, to bym się zwyczajnie obraziła. Staroświecka jestem i u mnie prezenty typu spa, kosmetyczka, fryzjer itp lądują w tej samej kategorii co mydło i pasta do zębów, bo bliska osoba wie, że uwielbiam mydło truskawkowe i nie wybiorę się do spa. Tylko ktoś bardzo bliski może takie prezenty dawać, w sferze publicznej nigdy! Dobrze, że nie wpadli na pomysł kupienia zapasu majtek w kwiatki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Premier to chyba moze byc przepierka:))))

      Usuń
    2. Majtki w kwiatki - dobre! ;-)
      Jeszcze lepsze: z nazwami dni tygodnia, tylko powstaje dylemat, bo może pani wolałabym nazwy miesięcy? ;-)

      Usuń
    3. Oczywiście, że Premiera- toć to poważne stanowisko;)

      W zeszłym roku, w innej szkole, Apoloniusz miał niezwykłą jak na te czasy wychowawczynię, która na ostatnim zebraniu powiedziała coś w stylu "drodzy państwo, proszę nie uznać tego za jakiś afront, albo nie pomyśleć sobie, że jestem niewdzięczna, ale bardzo Was proszę o niekupowanie mi kwiatów. Nawet najpiękniejsze szybko zwiędną, a ja sobie zdaję sprawę, jakie to są koszta. I właśnie największy prezent i przyjemność sprawicie mi państwo zabierając za tę kwotę dzieci na lody. Niech mają przyjemny początek wakacji"
      I to dla mnie jest pedagog. I kobieta z klasą, tak przy okazji.

      Usuń
    4. No tak - my jesteśmy dumny naród, więc zamiast Pani Premier będziemy mieć Premierę Krajową (nie wiem dlaczego, ale w tym momencie obrazuje mi się dama ustrojona w pawie pióra), Stardust to dumy narodowej nie ma i zrobiłaby nam lokalną przepierkę ;)

      A od nauczycieli trudno wymagać, żeby wszyscy byli herosami, jak im rodzice wciskają drogie prezenty to większość nie odmówi i nic w tym złego. Złe są pomysły rodziców, aby takie prezenty dawać, jak już ktoś tu wspomniał - to uczenie dzieci łapówkarstwa. A poza tym nawet jak już dajemy drogi prezent, niech to będzie coś z klasą i powiązane z rozwojem nauczyciela. Jak mają za dużo kasy niech się zrzucą na Kindle dla pani, albo jakiś abonament czytelniczy, czy teatralny, a nie spa, no litości.

      Usuń
    5. Elffaran, co do nieodmawiających nauczycieli- w tym momencie widać człowieka klasę, według mnie. Nie mówię, żeby z fochem takim voucherem w twarz rzucać, ale zawsze można podziękować, jednak powiedzieć, że prezent zbyteczny i zbyt drogi, poprosić o oddanie i przeznaczenia kasy na potrzeby klasowe. Bo zdaje się, że w założeniu na to te pieniądze powinny iść. Chciałabym wtedy widzieć miny rodziców. Ja w każdym razie tańczyłabym kankana na środku grając reszcie na nosie;)))

      Usuń
  4. Pierwsze koty za płoty...za moich czasów to nie było pieprzniętych prezentów od klasy tylko indywidualne od pieprzniętych (tych od lizania) rodziców.. za czasów mojej córki to nie wytrzymałam i się wyłamałam- przestałam płacić wszelkie szkolne składki (opowieść w odcinkach starczyłaby na sporą książkę), a wychowawczyni i tak wymieniła całe agd na nowe oczywiście przy pomocy rodziców.... za czasów wnuczki wychowawczyni dostała kwiaty i kosz słodkości ... ale to dopiero pierwsza klasa, ciekawa jestem co wymyślą w przyszłym roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. za moich czasów to wszyscy dawaliśmy po kwiatku, lizusy po bukiecie +bombonierka, a jak ktoś się odważył indywidualnie dać książkę, czy nie daj bóg pióro to następne trzy lata miał przesrane;)) Prezenty klasowe pamiętam w LO i to skromne, bardzo skromne (np. duży doniczkowy kwiat). W podstawówce to chyba tylko w 8 klasie (bodajże jakiś album)

      Usuń
  5. Troche mi sie nie chce powtarzac, a Ty juz doskonale wiesz jakie jest moje zdanie w temacie. To jest jakis zamkniety czarowny krag, najpierw sie uczy lapownictwa od pieluchy, a potem jak sie juz z tej pieluchy wyrosnie to sie na lapownictwo przez reszte zycia narzeka.
    Badz czlowieku madry i pisz wiersze:)))
    W kwestii nazw zawodow to moja onkolog tez jest onkologiem mimo, ze chodzi w spodnicy, podobnie moja ginekolog..
    Jak slysze te rzekomo zenskie koncowki zawodow, szczegolnie te konczace sie na -lozka to mi sie wszystkie z locha kojarza.
    Przeciez nie bede sie leczyc u swini w dodatku takiej co sie locha:))) Na swiniach tez sie niewiele znam, ale locha to mi brzmi jak "swinia lekkich obyczajow":)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "najpierw sie uczy lapownictwa od pieluchy, a potem jak sie juz z tej pieluchy wyrosnie to sie na lapownictwo przez reszte zycia narzeka. "- cudowna puenta, nic dodać, nic ująć.

      Usuń
  6. Jak to bardzo dobry z religii? Eliza ma celujący :)

    Oj, przepraszam... wzburzyłam się i od dupy strony zaczęłam.
    No więc tak...
    Jak wiesz- temat jest mi bliski, bo sama jestem mamą uczennicy. Ale wiesz co? Mimo, że 90procent mam z klasy Elizy nie trawię (no wiem, wiem- to po prostu ze mną jest coś nie tak), to chwała Im za to, że na tak popierdolony pomysł jednak nie wpadły. Powiem więcej! Po tym, jak mnie CHUJ JASNY strzelił na zakończenie zerówki, cieszę się, że zrezygnowano z pomysłu zbiorowego prezentu. Dlaczego? Ano dlatego, że to było tak... (Idź zrób kawkę- będzie długo :))
    Zaproponowano jakąś tam kwotę i jeśli mnie pamięć nie myli, była jak najbardziej w granicach rozsądku. Postanowiono kupić za nią zawieszkę na łańcuszek, tłumacząc, że p. Ala tak lubi błyskotki (to akurat była prawda, ale jak lubi, to niech sobie je kupuje), większy bukiet kwiatów i kartkę, na której dzieci miały się podpisać. Wszystko ok, gdyby nie fakt, że kiedy przyjechaliśmy na zakończenie, strzelił mnie właśnie wyżej wspominany JASNY CHUJ, bo... Bo kurwa jego mać, z 80procent dzieci i tak miało jeszcze kwiaty, czekoladki i tajemnicze torebeczki z upominkami. Eliza, jak na dziecko przystało, zapytała dlaczego ja Jej nie kupiłam kwiatka albo czekoladek... No i miałam chwilę zadumy, czy sala gimnastyczna podczas apelu to jest odpowiednie miejsce, żeby tłumaczyć dziecku, że nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu. No dobra- zastanawiałam się, którędy będzie najbliżej do mikrofonu, bo miałam ochotę wytłumaczyć, to nie tylko Elizie ale całej reszcie też.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A! I jeszcze jedno. To czego równie serdecznie nie znoszę. Czy u Was też tak jest, że jest taki wianuszek rodziców, którzy dzień w dzień, muszą, no po prostu muszą porozmawiać z panią? Kiedyś, kiedyś żyłam jeszcze w miarę błogim przekonaniu, że te mamy chociaż o dzieciach i o szkole rozmawiają, kiedy reszta klasy czeka na rozpoczęcie lekcji. Ale nie! Kiedyś stałam, żeby wziąć książkę dla aktualnie przebywającej w domu dziewczynki, i doszły mnie strzępki takiej rozmowy... No po relacja z porodu suczki rasy york, przewróciłam oczami tyle razy, że pani "obsłużyła" mnie poza kolejnością...

      Ja nie wiem, może to ja naprawdę zostałam jakoś chujowo wychowana, może to moja mama dała mi zły przykład i teraz moje dziecko musi zasuwać głową i osiągać coś ciężką pracą, bo okazuje się, że naprawdę można dużo łatwiej...

      Usuń
    2. I dodam tylko (już naprawdę ostatni raz), że moja Babcia była nauczycielką, wiele lat była również dyrektorem szkoły i nienawidziła włażenia w dupę, lizusów itp. Teraz, mam wrażenie, że nauczyciele wręcz kochają współczesnych rodziców. Ja proponuję fundować nauczycielom egzotyczne wakacje, w towarzystwie trójki klasowej.

      Usuń
    3. Cholera!
      Zapomniałam pogratulować Chłopakom- zdolne dzieciaki!

      Usuń
    4. Dzięki, Marta.
      Te egzotyczne wakacje to zajebisty pomysł, ale mimo wszystko nie zaproponuję im, bo obawiam się, że się przyjmie;)
      Nie ukrywam też, że przeprowadziłam rekonesans wśród znajomych, jak to wygląda w innych klasach/szkołach i ten bon na biżuterię/biżuteria również się pojawiał/a. I naprawdę jestem w ciężkim szoku. Jestem zdecydowanie tego samego zdania co Ty- jak jakaś wychowawczyni lubi błyskotki to ...niech sobie je kupi. I tyle.

      Gdzieś niżej, do Viki bodajże właśnie napisałam, że " mój syn, jak i dzieci rodziców, które były przeciwne temu prezentowi nie dały nic dodatkowo nauczycielce. Cała reszta dała po bombonierce." z tym, że Apoloniusz nie czuł się z tym jakoś specjalnie źle. Widać "wylajtowany" jest po mnie;)))

      Usuń
    5. Czyli czeka mnie jeszcze trochę pracy nad "rozluźnieniem" Elizy. W sumie, to już wiem, jakich argumentów użyje: "Córcia, obsrana to Ty możesz być, jak przed ewentualną operacją (tfu, tfu!) nie będziesz miała koperty, ale nie na zakończeniu roku szkolnego!" Myślisz, że dotrze?

      Ja tam myślę, że jednak ciału pedagogicznemu należą się takie wakacje, i tym, no jak im tam... Tym wolontariuszom też. No moja droga- powiedzenie: "Obyś cudze dzieci uczył" z powietrza się nie wzięło!

      Usuń
    6. Myślę, że tak. Jakby była oporna możesz jej zawsze pokazywać dla przykładu różne czopki i maści wazelinowe i możecie razem ćwiczyć całowanie w sygnet...tfu...w pierścionek (z bonu do Aparta;)))

      Usuń
  7. Nigdy ale to nigdy nie lubiłam i nie lubię lizusostwa,pamietam ze swojej szkoły a to było naprawde dawno temu ,że były mamuśki które systematycznie włazily nauczycielom w dupsko.Jak mój dzieć chodził do szkoły to zawsze ale zawsze torpedowałam głupie pomysły innych rodziców przez co byłam wrogiem publicznym nr.1,także tęp ile wlezie.:) Gratulacje dla chłopaków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za gratulacje.
      eeeeee tam, ja nie zamierzam nic tępić, ja chcę się pojednać. Na wrzesień przygotuję sobie koszulkę z napisem "śmierć lizusom" i pójdę w niej na rozpoczęcie roku licząc, że oni też nie są pamiętliwi...;))

      Usuń
    2. tia już Cię widzę w tej koszulce przemierzającą szkolne korytarze ;)

      Usuń
    3. lepiej sobie wyobraź jak tę szafę pcham, żeby mogli śpiewać "łubudubu..";)
      (kupię w Ikei, sami sobie skręcą;)

      Usuń
  8. Moja córka już 3 lata nie chodzi do szkoły, ale ja wciąż mam wgląd w forum rodziców klasy, do której jest zapisana (bo musi być gdzieś zapisana) i w tym roku bardzo cieszyłam się, oj bardzo, że nie muszę uczestniczyć w dyskusjach forumowych na temat prezentów dla wychowawczyni, anglistki i katechetki. Pomysły były zróżnicowane i cenowo i jakościowo: wychowawczyni za tyle, anglistce za tyle, voucher na biżuterię, pucharek (sic!), album ze zdjęciami, kwiaty, tort...
    Zdarzały się komentarze, że anglistka powinna się zadowolić tylko kwiatami, a biżuteria dla wychowawczyni, bo zajmowała się dziećmi 4 lata (razem z zerówką). Zdarzały się komentarze, że wychowawczyni nie była najlepsza, a w dodatku unikała rodziców jak mogła, a to przecież tak naprawdę prezent od rodziców.
    Nie wiem, jaki był finał, chyba kupiono vouchery na biżuterię i kwiaty, na pewno nie kupiono pucharków z dedykacją. Dobrze, że mnie to ominęło ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mąż proponuje w przyszłości dla pana od wf-u voucher do spa z masażem egzotycznym ;-)

    OdpowiedzUsuń
  10. egzotycznym , czy erotycznym , bo egzotyczny to może być kokosami np:)
    Tekst miodzio jak zwykle, aż czuć tego chuja jak Cie strzela :):)
    JA osobiście już sie boję a jeszcze dwa lata zanim sie zacznie edukacja mojego pierwszego dziecka, boję sie tych opętanych matek z trójki klasowej, boję sie wywiadówek, boję sie składek i szkolnych wycieczek , nie nie nawet nie chcę o tym myśleć, dobrze , ze mój maż jest człowiekiem dosć prostolinijnym i to on będzie wybrańcem chodzącym na wywiadówki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy egzotyczny = erotyczny zależy już od pana od wf-u ;-)

      Usuń
    2. ja sobie myślę ,że może być masaż erotyczny czymś egzotycznym, np. chociażby tym lemurem i to dopiero byłby czad! Myślę, że szóstka z w-fu do końca szkoły murowana;)

      Usuń
    3. bo trzy to już by było zbyt wymowne względem katechetki;)))

      Usuń
  11. A lemur boski - posikałam się ze śmiechu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie mogłam znaleźć lepszej wersji, bo widziałam kiedyś tego lemura z podkładem z "Gwiezdnych wojen" i to dopiero był efekt;)

      Usuń
  12. Od razu dowcip mi sie przypomnial, stary co prawda: Jaka jest roznica miedzy pania Adwokat a Pania Adwokatowa?
    Jedna zdobyla tytul glowa a druga doopa.
    Odnosnie sytuacji w szkole, to powiem tylko te matki chyba zdrowo pojebalo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maćka rodzina ze względu na posiadanie innej Ani, aby mnie odróżnić mówiła na mnie "Maćkowa". Istnieje spółdzielnia mleczarska "Maćkowy".A później się dziwili, że ich nie lubię.....;)

      Usuń
    2. Tez bym nie lubila.:)))
      Zapomnialam dopisac, gratulacje dla mlodego i przede wszystkim dla Ciebie,
      i meza.

      Usuń
  13. Pomysł ze SPA straszny, to prezent który można ofiarować komuś z kim się zna prywatnie, w rodzinie, przyjaciólce, koleżance w pracy itd.
    Tak naprawdę winę za to ponoszą rodzice i ich lizusostwo, lub nadgorliwość, a także brak taktu. Nasza wychowawczyni( koniec 3 klasy) wręcz poprosiła, by nic jej nie kupować, jednak rodzice uznali , że zasłużyła na pamiątkę i zdecydowano, że będzie to bon na zakup biżuterii. Kwota nieduża i był to pierwszy prezent od 3 lat. Kwiaty też były wspólne, chociaż kilka mam kupiło dodatkowo, co uważam jest nie fair, ale tak naprawdę miałam to w dupie.
    Uważam, że wspóny prezent jest mimo wszystko lepszy, jest on od wszystkich dzieci równo i nikt się nie wyróznia, a myślę, że dzieci mogą się z tym czuć różnie, gdy jedne mamy z wielkimi torbami ,a inne z kwiatkiem.
    Zdecydowanie najfajnieszym prezentem jest to co wy daliście, a więc album, coś od dzieci zrobione ich wysiłkiem, ale tu trzeba zaangażowania rodziców i pomysłowości, a nie każdemu się chce i ten cholerny brak czasu.
    Polka, są wakacje, mam nadzieję, że ochłoniesz, a rodzice zapomną maile o wibratorach ;PPP
    :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dokładnie takie same odczucia co do tego vouchera.
      Viki, ja już pominęłam opis jak wyglądało samo zakończenie roku, bo nie wiem nawet czy chcę pamiętać te co najmniej dziwne sceny, gdzie wychowawczyni najwięcej uwagi, ciepłych słów i czasu poświęciła nie dzieciom a pani, która właśnie była skarbnikiem.
      Jasne, że ochłonę, w zasadzie już ochłonęłam, ale niesmak jakiś pozostał i przypuszczam, że pozostanie.
      Pomijam też fakt, że mój syn, jak i dzieci rodziców, które były przeciwne temu prezentowi nie dały nic dodatkowo nauczycielce. Cała reszta dała po bombonierce.
      O wibratorach obiecuję nie wspominać więcej.
      Jeszcze tylko sprezentuję im szafę odpowiednią, żeby nowej wychowawczyni mogli zaintonować "łubudubu łubudubud...";))))))

      Usuń
    2. ja całe zakończenie przeplakałam- gdy dzieci występowały,a potem, gdy wychowawczyni każdemu dziecku wręczając świadectwo opowiadała o nim, o jego sukcesach, postępach i mocnych stronach, Dzieci płakały też, nawet niektórzy chłopcy. Będziemy ją mile wspominać :)
      Szafę kupiłabym tej Trójce ;P

      Usuń
    3. W ich wypadku to chyba Trójcy;)
      Choć pani skarbnik ponoć poddała się do dymisji.
      Połowa pokoju nauczycielskiego jest zrozpaczona.
      Maybacha nie będzie;)))

      Usuń
  14. Gratuluje dzieci, nie chce sie tu powtarzac ze kulture i dobre zachowanie to pewnie odziedziczyly po tacie. Tym postem zaoszczedzilas mi kasy na prostownice do wlosow bo mi sie loki wyprostowaly jak czytalam o tym zdebileniu pospolitym. I tak sobie pomyslalam ze wybralam zly zawod, powinnam zostac nauczycielka! Ja tez chce jezdzic jakas fajna bryka, chodzic na wizyty do spa, juz o tym zlotym vibratorze nie wspominajac.... Czekam na projekt koszulki, chyba sie pochwalisz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yasemin my jesteśmy zwykłą, przeciętną polską rodziną. I jak w każdej zwykłej, przeciętnej polskiej rodzinie dzieci wszystko co najlepsze dziedziczą po matce i odpowiednio- wszystko co najgorsze po ojcu;)))

      Jasne,że się pochwalę.
      (koszulką, bo złotego wibratora nie mam)

      Usuń
  15. Generalnie jestem przeciwna wszelkim przejawom prezentów - sorry taki mamy klimat, nauczyciel obrał taki zawód i to, że klasa z nim skończyła kolejny rok to nie wyczyn, tylko normalność. Gorzej, gdyby nie skończyli. OK, jeżeli klasa żegna się trwale z nauczycielem-wychowawcą, to coś drobnego może być. Ale SPA? a może GoGo też? co rozrywka się należy.
    Btw - też się pochwalę, a co: młoda koniec 4 klasy średnia 5.2, nie uczy się baba nic a nic, nie zna uczenia się z książek, bazuje na tym, co usłyszała w szkole :) Dodam, że jest dzieckiem, które w wieku sześciu lat poszło do pierwszej klasy, że cała klasa w tym samym wieku i wszystkie bestie zdolne - to taki ukłon kumoterski w stronę krzyczących o krzywdzie dzieci idących do szkoły o rok wcześniej :) Gratulacje moja droga tak przy okazji:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żmija, dzięki i przyjmij od razu moje gratulacje! Córka zdolna pewnie po mamusi, co?;)
      Tybo też jako sześciolatek był uczniem pierwszej klasy. Jako pięciolatek nudził się w zerówce, co sygnalizowała sama wychowawczyni częściej niż on;)

      Usuń
  16. Podczytuję blog od pewnego czasu i nie komentuję, ale dziś wzięło mnie na wspominki. Starsze dziecię, to już inżynier, ale pamiętam doskonale, jak tłumoctwo (to ci, których dzieci za prezenty miały średnią) wymyślało prezenciki, takie skromne maleńkie (łańcuszek srebrny z zawieszką) począwszy od Dnia nauczyciela, mikołajek, Dnia Kobiet, zajączek (skąd się kutwa wziął ten zajączek wciąż nie wiem) też był dobrą okazją, a każde zakończenie roku szkolnego, to już doprowadzało mnie do bólu żołądka, a nawet zastrzyków rozkurczowych u lekarza rodzinnego. Młodsze dziecię (jestem rodziną zastępczą) trafiło na jeszcze gorszych rodziców i głupszych, a może cwańszych nauczycieli. Jak zwał tak zwał, ale morale ciała gogusiów jest gdzieś w czeluściach, a może i w jądrze Ziemi ukryte. Pani wychowawczyni na koniec trzeciej klasy zamarzyła sobie pieska maltańczyka z rodowodem. Gdzieś na drugi koniec Polski (mieszkam pod Szczecinem) rodzice udali się po prezent za marne 1600 zł, a klasa liczyła ledwie 17 owieczek do skrojenia. Mój bunt, że nie dam na pieska i niech Pani wychowawczyni zbiera sobie sama na swoje marzenia, na nic się nie zdał. Inni rodzice dali po dwie stówy i w dniu rozdania świadectw mogliśmy obejrzeć, jaki to śliczny prezencik "aktywni" rodzice zorganizowali. Inna nauczycielka zażyczyła sobie porządnej komórki, bo jak rodzice chcą mieć z nią kontakt, to muszą jej to umożliwić. Magister od fikołków dostawałam komplet odzieży sportowej marki Puma, aby gorzej od uczniów nie wyglądał. Byłam czarną owcą nie dokładając się do souvenirów i mówiąc otwarcie na zebraniach, że ja to bym nauczycieli potopiła w łyżce wody. Dzieciom zdolnym, jak diabli nie zaszkodził opór mamuśki. Średnia sześć przez resztę podstawówki i w gimnazjum to norma, choć okupiona ciężką pracą synów i mnie z mężem.
    Jeszcze wiele bitew Pani stoczy w szkole, chcąc być w zgodzie z sobą samą. Życzę wytrwałości!!! A dzieciom zawsze mówiłam, że uczą się dla siebie, a rzetelnie pracując będą docenieni i to oni będą wybierać szkołę średnią i studia zamiast upychać się na wolnych miejscach tam, gdzie nikt normalny nie chce nawet składać podania o przyjęcie.
    Gratuluję wspaniałych dzieci i zdrowego rozsądku!!!
    Pozdrawiam M.G.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję serdecznie:)

      Piesek za 1600?! Serio?!
      Ten prezent jest aktualnie moim "faworytem". I właściwie uważam, że to się do mediów nadaje...
      Choć komórka i dres dla wuefisty niemal na równi jeży mi włos na głowie.
      To jest po prostu niesamowite zjawisko, do jakiego stopnia dorośli ludzie mogą zidiocieć i jak daleko w tej swojej "aktywności" (jak to Pani nazwała) się posunąć...
      również ciepło pozdrawiam

      Usuń
    2. Piesek? Kurwa (przepraszam), ja bym takiej pip pip pip pieska ze schroniska dała. Ludzie, no obłęd po prostu. Nie, nie- cofam wszystko co napisałam w pierwszym komentarzu- ta zawieszka dla naszej p. Ali, to był pikuś po prostu.

      Usuń
  17. szkoda że nie wypowiedziała się tu żadna pani wychowawczyni
    mam koleżankę która jest nauczycielką w klasach 1-3 i Ona od pierwszej klasy wałkuje że nie chce prezentów że wspólna fotka wystarczy i podobno rodzice się stosują ale zazwyczaj dostaje jeszcze jakiś album tudzież książkę
    a świadectwa Twoich synów fiu fiu fiu gratulacje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki, Zmorko:*

      W tym artykule, do którego dałam linka m.in. o tym właśnie jest napisane. Nie każdy nauczyciel, wbrew temu co myślą nadgorliwi rodzice, życzy sobie przecież być takimi prezentami obdarowywany. Szczerze mówiąc w wypadku Apoloniusza klasy pewność siebie, jaką w temacie prezentowali rodzice była zastanawiająca...

      Usuń
  18. ot i mnie wychlastała.
    i za co to?za podliczenie składek czy za grandę?
    bo chyba nie za trzy idiotki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no wiesz, jak mogłaś tak w ogóle pomyśleć?! Wstawiłaś komentarz tutaj:
      http://nietypowamatkapolka.blogspot.com/2014/06/krecimy-teledyskczyli-zmije-na-wasnym.html?showComment=1404125898870#c5439383951432465939

      zaraz go przekopiuję;)

      Usuń
    2. zula30 czerwca 2014 12:58
      Po pierwsze primo gratuję Synów i Synom.
      Po drugie primo najwyższa kwota na składkę klasową , o której słyszałam to 10 miesięcznie,ale z tego są fundowane również prezenty dla dzieciaków na Dzień Dzień Dziecka,Mikołajki,i jeszcze po książce dla wszystkich na koniec roku.
      Generalnie obowiązuje stawka 5pln a i to nie zawsze wszyscy płacą.
      A wystarcza.
      20 pelenów miesięcznie to granda jest!
      (20x20)x10=4000!!!słownie CZTERY TYSIĄCE!!!
      Tyle potrzebujecie na kwiaty dla 4-5 nauczycieli???
      No chyba że u Was nauczyciele nie dostają pensji za swoją pracę,
      i nie mają przywileju w postaci płatnych wakacji,ferii,wszystkich wolnych weekendów i świąt,dlatego musicie im to jakoś zrekompensować.
      No błagam,jak można się tak dać sterroryzować trzem idiotkom?

      Usuń
    3. Dzięki serdeczne za gratulacje:*
      Rozliczenia niedokładnie takie, ale blisko, bo od stycznia do kwietnia po 25 zeta, a maj i czerwiec nic (ze względu na Komunię większości dzieci). I oczywiście w tej klasie również dzieciaki dostają upominki na dzień chłopaka, mikołajki, itp., są kupowane brakujące art. papiernicze, jednakże ja do tej pory w innych szkołach, do których chodziły moje dzieci, również spotkałam się ze składkami 5-10 zł. Tutaj płaciłam 2 x tyle, a na lody dla dzieci, gdy szły na plac zabaw według pani skarbnik i tak nie starczyło. Dużo by mówić....

      Usuń
    4. No właśnie- miałam to napisać za pierwszym razem- 25zł składki comiesięcznej? To chyba "lekka" przesada. U nas płacimy po 5zł i co mogę o tych matkach-wariatkach powiedzieć, to mogę, ale te 5zł raz w miesiącu daje takie efekt, że na wszystko starcza :) Nie wiem, co One robią? Mnożą tą kasę, dokładają ze swoich? W każdym razie nasze dzieciaki nawet na koniec roku dostały fajne upominki, w tym słownik ortograficzny :)

      Usuń
  19. padam na kolana i biję pustym łbem o ziemię!!!!
    tylko jak ja to zrobiłam to nie wiem.
    a w temacie-no ale i tak nie rozumiem ,jak większość rodziców mogła się tak zastraszyć trzem idiotkom.
    a Ty się jeszcze masz siłę udzielać przy wycieczkach bez urwania wydrze łba i nasikania do środka.
    podziwiam,podziwiam,podziwiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj tam oj tam, szkoda łba, nie Twoja wina. Nie tylko ja zauważyłam, że bloger od kilku dni wariuje. Ja na przykład nie mogę komentować na co najmniej dwóch blogach mimo kilkukrotnych prób (nie, nikt mnie nie zbanował;)))

      Szczerze mówiąc specjalnie to ja się przy tych wycieczkach nie udzielam. Głównie dlatego, żeby po tym co zobaczyłam nie urwać komuś łba i nie nasikać do środka;)

      Usuń
  20. Jako nauczycielka przyznam się, że gdy moje dziecko kończyło ...klasę i rodzice chcieli dać w prezencie jakiś mikser czy malakser, pierwsza się nie zgodziłam, i po prostu poieniędzy nie dałam (choć wychowawczynią dziecka była moja przyjaciółka). A może właśnie dlatego, że to była moja przyjaciółka, dobrze wiedziałam, jaki to niestosowny prezent i jak źle się będzie czuła dostając go. Od wielu lat wszem i wobec głosimy, że nie chcemy żadnych prezentów i jest naprawdę wielu rodziców, którzy dobrze to rozumieją. Najpiękniejszy prezent, to uśmiech, szere słowa podziękowania i ... słowa "dzień dobry" na ulicy po latach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i mamy głos nauczyciela. Miło, że taki mądry i wyważony.

      pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  21. Dzień dobry! kulturalnie się przywitam :)
    Przeczytałam "od deski do deski" i zostaję. Mogę? Obiecuję, że będę grzeczna ;)

    A co do prezentów dla nauczycieli... Pochodzę z rodziny nauczycielskiej i z dzieciństwa pamiętam te "tony" kwiatków, z którymi nie było wiadomo co potem robić. Czy były inne "upominki" nie pamiętam, ale znając mamę nie sądzę - raczej zostało to odpowiednio "wytłumaczone" nadgorliwym rodzicom ;) Choć pewnie jakaś "czarna owca" zawsze się zdarzyła ;) A z racji "bycia" w środowisku nauczycielskim żaden nauczyciel nigdy nie dostał od nas, dzieci ;) innego prezentu, poza kwiatkiem oczywiście, pewnie dla równowagi w przyrodzie ;) Wyjątkiem była klasa maturalna, gdzie swoim nauczycielom daliśmy "wymarzone" prezenty np. polonistka dostała ogromnego szampana, bo często nam powtarzała, że jak już opuścimy na zawsze mury szkoły, to ona się upije z radości :) matematyczce daliśmy duże liczydło i ogromny wór kawy, której była maniaczką, pan od PO dostał piłkę nożną, bo to był główny temat naszych lekcji, a wychowawcy sprezentowaliśmy skórzaną teczkę, bo wszystko nosił w reklamówce :) I wiem, że te prezenty są do dzisiaj przez nich wspominane. Dodam tylko, że to były nasze pomysły, a nie rodziców. No, ale też byliśmy już "starymi koniami", więc rodzice akurat tu nie bardzo mieli coś do powiedzenia ;)
    Pierwszy komentarz, a tak się rozpisałam... Ehh... Kasować nie będę, trzeba będzie z tym żyć dalej :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  22. Dzieci nie mam, więc w temacie średnio na bieżąco jestem... Za moich czasów dawało się nauczycielce kwiatka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cóż, za moich też choć jak widać to już brzmi jak prehistoria:)

      Usuń
  23. Mieszkam od 25 lat w Niemczech, tutaj konczylam ogolniak. Dotychczas nie ma "tradycji" obdarowywania nauczycieli na koniec roku szkolnego. Jedynie po maturze dostali nauczciele drobnoski, ktore wymyslili sami maturzysci. Uwazam, ze tak jak w kazdym innym zawodzie wykonuja swoj obowiazek (raz lepiej, raz gorzej) i otrzymuja pensje! Pozdrawiam serdecznie z Bawarii

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja byłam skarbnikiem klasowym przez trzy lata. W pierwszej klasie wychowawczyni poprosiła rodziców o ustalenie miesięcznej składki co wzbudziło nasze wielkie zdziwienie. Przyznam, że pierwszy raz słyszałam o czymś takim. Koniec końców została ustalona składka 10 zł. Z tych pieniędzy były kupowane kwiaty dla wychowawczyni na dzień nauczyciela, mikołajkowe upominki dla dzieciaków oraz opłacona wycieczka dla całej klasy, aha i jeszcze kwiaty na koniec roku dla wychowawczyni ( jeden bukiet od całej klasy), co zostało przechodziło na następny rok. Mieliśmy w klasie dwójkę dzieciaków, których nie było stać na comiesięczną wpłatę nawet tych 10 zł. ale nie było najmniejszego problemu by pojechały za "pieniądze klasowe" . Jako, że w trzeciej klasie wycieczki klasowej nie i zostało trochę pieniędzy kupiliśmy dla każdego dziecka atlas, który jest jednocześnie podręcznikiem w klasach 4-6 dziecko miało fajną książkę a rodzic trochę mniej wydał na zakup podręczników. A co do rozliczenia się z pieniędzy przez skarbników to uważam, że bardzo dobrze zrobiłaś prosząc o rozliczenie. Ja na każdy zakup z pieniędzy klasowych brałam fakturę, a na koniec roku szkolnego każdy rodzic dostawał meila z rozliczeniem łącznie ze skanami faktur w załączniku i wszyscy uważali to za zupełnie naturalne. Wydaje mi się, ze dużo zależy od rodziców, na szczęście w naszej klasie byli raczej normalni. Koleżanka, która ma syna rok młodszego od mojej córki mówiła mi, że u nich prezent wychowawczyni dają co roku, nie mówiąc już o komunii, wtedy musieli uzbierać 6000 zł na monstrancję podświetlaną w dodatku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. podswietlona monstrancja?! poplulam ekran!!!! smiech na sali serio

      Usuń
  25. wow no nic tylko zostac nauczycielka :D nie dosc ze wyplata regularna oraz wycieczki to jeszcze bonusy w postacji spa :D przesadzony prezent! milo jest cos dac, ale bez przesady!

    OdpowiedzUsuń
  26. Na blog trafiłam z polecenia Star, przeczytałam od początku - jesteś super ��. Z Twoją opinią na temat prezentów zgadzam się całkowicie, kiedyś dawaliśmy kwiatka, lub była zrzutka na konkretny bukiet i czekoladki i wystarczyło. Z opowieści koleżanek słyszę co się wyprawia w szkołach i czasami nie mogę uwierzyć w różne bzdurne pomysły, które w przważającej części wychodzą od porąbanych mamusiek. Aż się boję co będzie jak mój synek pójdzie do szkoły. I jeszcze gratuluję wspaniałych synków. Pozdrawiam jupikjupik

    OdpowiedzUsuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...