piątek, 23 maja 2014

Gdzie jestem jak mnie nie ma

No dobra, nazbierało się trochę wywołujących komentarzy pod poprzednią notką, dostałam kilka miłych maili i jednego też miłego z poradami (gdzie i co mogę sobie wsadzić), za którego również dziękuję, ale nie skorzystam, bo jednak kij od szczotki mam drewniany i to by było raczej niehigieniczne.

Zmorka,  spóźnione podziękowania za życzenia. Też bym chciała Ci życzyć wszystkiego dobrego z okazji Światowego Dnia Żółwia.  Tak, tak, to już dziś!!! Ahaaaa, tak dla jasności- to nie jest aluzja, po prostu dziś wypada jeszcze tylko Dzień Spedytora, więc sama rozumiesz, żółw wydaje się jakiś taki sympatyczniejszy. 

Jeszcze kilka miesięcy temu każdy mój dzień wyglądał całkiem podobnie. Mniej więcej co trzy godziny karmienie Stiflera, w międzyczasie karmienie pozostałej trójki w tym jednego wyjątkowo wyrośniętego, nawet jak na swój wiek (pewnie na ruskim bebiko chowany;) + jakieś domowe obowiązki, wykonywane z większym (gotowanie i pieczenie) lub mniejszym (sprzątanie) zaangażowaniem, zabawy z dziećmi, spacery, spotkania ze znajomymi i takie tam. Nuda, panie nuda. No owszem zdarzały się jakieś małe urozmaicenia. Zwłaszcza rano, bo musicie wiedzieć, że pierwsze chwile po przebudzeniu, bez kawy, zachowuję się jakby mi brakowało piątej klepki. Nie wiem kompletnie co się dzieje, jestem oszołomiona i lecę w ciemno za instynktem, czyli w tym wypadku brałam Stiflera na łapy, wsadzając mu cyca po drodze do buzi i sruuuu, byle szybciej nastawić wodę. Na kawę właśnie. I stałam tak zazwyczaj przy czajniku, i patrzyłam zaspanymi oczami na Stiflera, a on szczerzył się do mnie tym małym, pluszowym ryjem....
Po drugim razie szok był mniejszy. Nawet nauczyłam się nie panikować, tylko po prostu wrócić pędem do łóżeczka, odłożyć tygryska, wziąć dziecko i wio do kuchni zalać kawę, aby móc zacząć żyć.  Ignorując przy tym wszystkim zupełnie Maćka, który niemal sikał w takich momentach ze śmiechu, zapominając zupełnie, jak to osobiście poleciał kiedyś z samym rożkiem, do którego nawet czule przemawiał...

W każdym razie z nadejściem ciepłych dni, podrośnięciem Stiflera i wizją kończącego się niebawem urlopu, postanowiłam wycisnąć z każdego dnia na maksa co się da, mając świadomość, że laba niedługo się skończy.
A jak już w temacie jesteśmy, szukam nowej pracy. Jakby ktoś z okolic poszukiwał pracownika- gorąco się polecam. Jestem niesamowicie mało wymagająca. Potrzebuję jedynie być grzecznie ignorowana, pozostawiona samej sobie, z nieograniczonym dostępem do kawy, ciastek i internetu. Myślę, że idealnie nadaję się na przeciętną państwową urzędniczkę. Oferty proszę składać w komentarzach lub na priv. Liczy się kolejność zgłoszeń, albo zaoferowanie lepszych niż konkurencja służbowych ciastek.

Wygadałam się.
Z tymi ciastkami.
Tak, tak, lato tuż za progiem, a ja nadal jak śmietana...biała jak śmietana i tłusta jak śmietana. Ale postępy robię. Zaczęłam ćwiczyć. Nie porwała mnie niestety fala fit, bo nadal im jestem starsza, tym chętniej zamiast biegania wybieram bajaderkę, ale czego to się nie robi, jak w małych rozmiarach wygląda się jak salceson, a w dużych jak karzeł owinięty namiotem cyrkowym.
Świadków nawet mam. Niedawno jak ćwiczyłam zadzwoniła do mnie Brytusia. Nie wiem, co sobie myślała w pierwszej chwili. A zresztą wiem, zboczuch jeden. W każdym razie musiała wysłuchać jak się wysapię, zanim zaczęłam normalnie mówić. A później grzecznie wytłumaczyłam Jej, że nie, to nie Chodakowska. Ani aerobik, ani nawet taniec.
To pilates.
Tak, pilates.
Rozumiecie więc sami, dlaczego powinnam nieco nad sobą popracować.
I proszę mnie nie osądzać.
Urodziłam się zajebista, a nie idealna.

Następną rzeczą, która pochłania mi czas jest....dzierganie. Długo zastanawiałam się , jak napisać "dzierganie", aby jednak tego słowa nie użyć.
Nie, nie wstąpiłam do PiSu.
Nie, nie przeprowadziłam się do Torunia i nie używam moheru.
Po prostu zawsze chciałam umieć robić na drutach/szydełku. A że akurat nie mam ciepłego kocyka do stiflerowej parasolki, pomyślałam sobie, że oto właśnie nadszedł ten dzień i...taaaadaaaaa mam już szydełko, kordonek i na stanie kilka aniołków, kwiatków, płatków śniegu, sowę-zakładkę i nawet jedną kaczuszkę.


Także jeśli gdzieś kiedyś na spacerze, zobaczycie niezwykle seksowną i inteligentną kobietę, która siedząc przy wózku z wytkniętym językiem liczy na głos oczka, a później słupki- śmiało, podejdźcie się przywitać. To na bank ja.
A jeśli z kolei znacie jakieś fajne strony, zwłaszcza z odpowiednim instruktażem dla opornych dla niezaawansowanych, szczególnie z wzorami na maskotki (bo na kocyk już sama znalazłam), dajcie znać.

Wracając do bloga- no fakt, zaniedbałam. Nawet muszę powiedzieć Wam, z ręką na sercu, że przysiadłam do niego w ostatnią sobotę. Wszystko dlatego, że właśnie wtedy dowiedzieliśmy się z Maćkiem, że pozbywamy się dwóch starszych synów, aż do niedzielnego wieczora.
A konkretnie i po kolei nasza reakcja wyglądała mniej więcej tak




ale że nie jesteśmy rodzicami bez serca, w porę się zorientowaliśmy i dalej było jak należy




i jeszcze trochę w oknie


a gdy zniknęli za horyzontem, mogliśmy znowu być sobą






Następnie okazało się, że mamy całkiem różne wizje na spędzenie wieczoru. Maciek chciał zaprosić znajomych


a ja właśnie chciałam poćwiczyć i zabrać się za odkurzenie bloga




tylko że nie umiem akurat znaleźć odpowiednich gifów.
W każdym razie poszliśmy na kompromis i postanowiliśmy porobić coś razem


No i wyszło jak wyszło.

Na swoje usprawiedliwienie mam jeszcze mój aktualny rozkład dnia. Pisałam ostatnio o tym przyjaciołom, więc Wam skopiuję, żeby było autentyczniej:
"O 5 budzi mnie dziś ryk. Stifler spał ze mną i spadł z łóżka. Spoko, to nie pierwsza jego próba samobójcza, więc łóżko obłożone jest poduchami. Jest ściśle obłożone poduchami- noga mu utknęła, dlatego ryczy. Wyciągam go, kładę obok siebie i mówię bez nadziei w głosie " jest noc, śpimy jeszcze, aaaa, kotki dwa i tak dalej". Po czym Stifler zamyka oczy, bo kuma o czym mówię, po dwóch sekundach otwiera, przechyla się znowu z łóżka do skrzynki stojącej na ziemi z jego książeczkami i podaje mi swoja ulubioną o pajączku. Potem o rybce. I o kotku. I o straży pożarnej. I tak dalej. Zmieniam mu pampersa, przebieram go i idę nieprzytomna zrobić sobie kawę, a jemu śniadanie, bo jak każde z moich dzieci i Stifler, tak się składa, że jest niedożywiony. Chyba. Albo mu się tak wydaje, bo non stop mógłby jeść. sadzam go w kuchni na ziemi, otwiera mi szafkę z zastawą, kucam, ale za wolno, bo zdążył rzucić kubkiem. Tu napomknę, że jak się ma trójkę dzieci, to się nie ma Rosenthala. Kubek żyje. Ja grożę mu palcem i mówię ":nie wolno". On grozi mi palcem i mówi "agubununu". Odsuwam go od szafki i czuję, że ma spodnie mokre. Czyżby pampers przepuścił? Nie, spoko, rozlał tylko wodę kotom. Woda na kawę się zagotowała, ale ja zdejmuję mu spodnie, łapię za mopa (Stifler również), wycieram wodę i znowu grozimy sobie palcem, tym razem pokazując na miski. Młody najwyraźniej rozumie, bo łapie tym razem za tą z suchą karmą i wywala wszystko po kuchni. Wynoszę go z kuchni, ponownie wstawiam wodę, i zaczynam zbierać karmę. Stifler wbiega (przy ścianie), rzuca się na kolana, kradnie jednego suchego gluta i rzuca sie do ucieczki. Łapię go, wyłączam wodę, chwilę szarpiemy się o suchego gluta, po czym wynoszę go do pokoju i zamykam drzwi. Idę, kurwa, zrobić sobie kawę (a jemu jedzenie). Słyszę napierdalenie czymś w drzwi. "nie wolno" krzyczę, "gugununu" odkrzykuję, jestem pewna, że mi grozi. Słyszę rozpaczliwe miauknięcie kota, "nie wolno!", "gugununu". Otwieram drzwi, a tam wywalone rzeczy z dzieciecej szafy. Stifler patrzy chwilę na mnie i pierwszy grozi mi palcem. Sprzątam ciuchy. Po chwili zdejmuję swój szlafrok, bo kichnął jedząc twarożek, a tak go to rozśmieszyło, że następne 10 minut też próbował, plując. Kawę mam zimną. Biorę go na ręce i idę podgrzać sobie w mikrofalówce. Nie ma to tamto, żaden Wersal. Nastawiłam na minutę, trzymam go na biodrze, na wysokości, gdzie bez trudu sięga kuchenne radio. I je zrzuca. Bogu dzięki, że kiedyś to solidniejszy ten sprzęt był jakiś. Radio żyje. Odtwarzacza do płyt i tak nie używałam. Idziemy do pokoju, gdzie Stifler dostaje "szaleja" i śmiejąc się zaczyna wariować: biega, krzyczy, chichocze, gada, rzuca się na łóżko, nie trafia, rzuca się na ziemię, ryczy. Biorę go na ręce, wycałowuję czerwone czoło, on robi smutną minkę i zrywa mi łańcuszek. Robię taką minę, że on ponownie nadstawia czoło do wycałowania.....echhhh...ciężko mi pisać, bo mnie napierdala resorakiem...."

Aaaaaa i jeszcze pogoda robi swoje. Od jakiegoś czasu praktycznie non-stop jesteśmy na dworze. Szkoda nie wykorzystać tego pięknego, majowego słońca. W naszym klimacie kto wie, czy nie jest to ostatnie 25 stopni w sezonie. Macie kolejne dowody:










 


Po całym dniu, energii mamy mniej więcej już tylko tyle


a jeszcze trzeba napoić i podkarmić bezpańskie zwierzaki, bo obok takiego widoku nie da się przejść obojętnie



Tak więc macie teraz pełny obraz sytuacji  "co u mnie?". Nie mniej dziękuję Wam serdecznie za każdy komentarz,  maila, za Waszą troskę, pozdrowienia i w ogóle za to, że jesteście. Postaram się pisać tak często, jak się da. No i nadrobić wszystkie blogowe zaległości;) 
Nie uważacie przypadkiem, że mam najzajebistszych czytelników pod słońcem? Bo ja tak.






35 komentarzy:

  1. No wreszcie dalas znac ze jestes bez zmian!
    Moment z tygryskiem przy piersi rozwalil mnie calkowicie! Jestes usprawiedliwiona!
    Stiffer na zdjeciu w wozku z lyska glowka, z oczetami w gore prezentuje sie jak aniolek, czego Ty, matka, od niego chcesz? ;-) Ale juz spomiedzy szczebelkow ukazuje sie jego prawdziwa natura... wierze Ci, matka! Kawal malego zbojnika!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Babaruda, eeeee tam, dzieciak jak dzieciak, ale żeby ani słowa o tej ślicznej wydzierganej sówce......;))

      Usuń
  2. no dobra, to już się cieszę, że żyjesz, a teraz Ci bejnę, że nas nastraszyłaś!

    :****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj tam, Viki, Tobie tylko pejcze, albo inne lateksy w głowie;))) :***

      Usuń
  3. No nareszcie jesteś!
    I to w niezłej formie, mimo opisu:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sollet, w niezłej formie jak na salceson?;))

      Usuń
  4. Boszzzzzz, a ja myślałam, że to już do wieczora będzie chujowy dzień, a tu masz!!! WRÓCIŁAŚ! Cieszę się jak ktoś tam z powrotu syna mar notrawnego. Bo rozumiesz- dzierganie, dzierganiem itd, ale my tu tęskniliśmy za Twoimi błyskotliwymi uderzeniami w klawiaturę!
    Kij od szczotki? Co za ludzie to piszą :)
    Napiszę więcej, jak ochłonę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak Wokulski. Mówi się "jak Wokulski z powodu powrotu syna marnotrawnego". Co Ty "Chłopów" nie czytałaś?;)

      Usuń
    2. Moja Droga, w liceum, to ja chłopów miałam na pęczki, a lalkami się już nie bawiłam, także nie wiem, o czym do mnie rozmawiasz :)

      Usuń
  5. Hallelujaaaaaaaaaaaaaaa,Hallelujaaaaaaaaaaaaaaaa to spiewanie na twoja czesc ,ze wrocilas cala I zdrowa:))Dorusia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już będę kroczyć po czerwonym dywanie i to nie takim z Komfortu, to zamiast werbli, poproszę Ciebie o to "Hallelujaaaaaaaa". Tak se myślę, że bardziej majestatycznie to będzie wyglądać, to kroczenie;)))

      Usuń
    2. Nietypowa masz jak w banku:))Dorusia

      Usuń
  6. No nareszcie! Czekałam na Twój powrót :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cześć, też się cieszę, że Cię widzę;)

      Usuń
  7. Wiesz co, Matka....... lepiej juz nic nie powiem, bo bym musiala przeklinac. Nalezy Ci sie lomot, bo jak tak mozna? Czlowiek pisze sobie najczarniejsze scenariusze, martwi sie oraz denerwuje, a Ty sie obcyndalasz.
    Nie pamietam juz, czy to czasem nie ja bylam z tym kijem od szczotki ;) Gdybym Cie teraz w lapy dostala... polamalabym kilka kijow na Twoim tylku, bo na nic innego nie zaslugujesz, leniwcu!!!
    No dobra, tez sie ciesze. :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pewnie, no jasne, leniwcu od razu!
      A właśnie, że nie jestem leniwcem!
      Mam jedynie wysokie wymagania motywacyjne, a przy tym jestem energooszczędna!;)

      Usuń
  8. Nietypowa mam nadzieje ze docenisz jak ci zajebiscie zaspiewalam na powitanie:))Dorusia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No kuźwa, doceniłam, do Holiłudów chcę Cię zabierać właśnie.

      Usuń
    2. Nietypowa bede w holiludzie pod koniec czerwca ,to sie sprezaj I sie spotkamy:))Dorusia

      Usuń
    3. Ale nie jesteś abstynentką, nie? Bo wiesz, mnie na ogół wszystko jedno: rasa, religia, preferencje seksualne i te sprawy. Ale abstynentom to jakoś z natury nie ufam;)

      Usuń
    4. No cos ty nigdy :)))

      Usuń
  9. Matko, to ja juz dzieci twych szukam po sierocincach bo bylam pewna, ze cie kosmici porwali, juz paczke z Ameryki z czekoladom z orzechami, misiami haribo i cieplom bieliznom dla sierot wysylam, a ty nawet nie napiszesz "zyje, ale mam was w dupie".
    Ale tez sie ciesze, ze zyjesz (tylko masz nas w dupie. ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie doczytałam tych oszczerstw o mieniu w dupie, bo mój mózg zatrzymał się przy "już paczkę z Ameryki ...wysyłam".
      A dulary wyślesz? Wiesz, na tę czekoladę, miśki, willę z basenem- ja tam Ci przykrości robić nie zamierzam, nie odmówię;)))

      Usuń
    2. dulary wyslem, a jakze, dwa. :P a na cieplom bieliznem widzem, ze nie ma chetnych. Ciekawe czy dlatgo, ze lato, czy dlatego, ze teraz sobie sami na szydelku robicie. ;)

      Usuń
    3. Ciepłą bieliznę to my nosimy cały rok. Jesień, wiosna, do kozaków, sandałów- wszystko jedno. I tak, owszem, teraz sobie sami robimy. Z szalika, bo tylko proste rzeczy potrafię na razie wydziergać. Nie przeszkadza mi to jednak stylizować go na onuce. Co do dularów- trudno, jak jesteś taka skąpa, niech będą dwa. Willa nie będzie miała basenu. Sami się dorobimy, jak już zacznę pracę w ZUSie. Czekaj na maila, wyślę Ci numer konta;)

      Usuń
  10. no w końcu.... a kot czyj??? superowski :)
    wierna czytelnicza, stęskniona w dodatku
    zarąbiście wyglądasz... po co ćwiczysz... zarąbiście...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kot niczyj, zdaje się. Jak chcesz mogę się upewnić i go dla Ciebie złapać. Po tym pilatesie to normalnie jestem taka gibka i zwinna, że przegonię go na pierwszej prostej;)

      Usuń
    2. biorę sierściucha pod warunkiem, że to kotka jest
      i zapomniałam dodać: Tyś jest zaawansowana już dziergaczka, Jezu to ja od lat znam szydełko, a takich rzeczy nie potrafię, widać tępa i ograniczona jestem
      pisz, pisz... proszę

      Usuń
  11. NożeszTy w końcuuuuuu :))))))))))))))))))))))))

    OdpowiedzUsuń
  12. no dobra, szydełko usprawiedliwia wszystko!
    i teraz dałaś mi takiego mentalnego kopa, że muszę się zmobilizować i ja - szydełka kupione jakoś pod koniec ciąży, ze szczerym zamiarem aktywnego wykorzystywania czasu na macierzyńskim... no a że jak wiadomo, macierzyński faktycznie był ultra aktywny, na szydełko czasu nie było :P
    a tu proszę! Matka trojga dała radę, no!
    szacun! :D

    dyskusje ze Stiflerem rządzą :D dobrze że Zocha jeszcze nie umie grozić palcem, nie odbiera autorytetu :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To będzie Twój szydełkowy debiut, czy dziergałaś już wcześniej. Bo wiesz, ja się nie narzucam, ale przypadkiem szukam szydełkowego mentora....;)

      Usuń
    2. Tam, w pierwszym zdaniu, to miał być znak zapytania na końcu;)

      Usuń
  13. Też się cieszę że wróciłaś...od razu mi się humor poprawił...jak zobaczyłam aktualizację w mojej czytelni...i dodatku w super formie..literackiej :PP
    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  14. granstudio.com (DROPS Design)

    OdpowiedzUsuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...