poniedziałek, 13 stycznia 2014

zdrowie Szarej Eminencji!

Dziś trzynasty dzień stycznia.
Dokładnie osiem lat temu, w okolicznościach, które już znacie, urodziłam specjalnie dla Was, no i dla świata, Szarą Eminencję. Naszego przyszłego ministra finansów.
Tybo nie poszedł do szkoły, mimo, że wczoraj zrobiliśmy 20 sówek-muffinek, jako urodzinowy poczęstunek dla dzieci, z jego klasy.
Daleko im do zamierzonego efektu, ale nam równie daleko do cukierników, także....

Również wczoraj, obchodząc swoje święto z kolegami, walnął się tak nieszczęśliwie w duży paluch u nogi, że aktualnie leży na łóżku, czyta komiks, popija mleko i zajada sówki- muffinki. Ze stopą na poduszce, aby od razu było wiadomo, co go boli, w razie jakby ktoś nie usłyszał, jak cierpi w milczeniu. Bo musicie wiedzieć, że on cierpi w milczeniu najgłośniej, ze wszystkich ludzi, jakich znam....


Maleńki Tybo zmuszał do kreatywności. Ja na szczęście byłam kreatywna i na przykład napisałam list do Watykanu, z prośbą o przysłanie egzorcysty, gdyż nie wierzę, że TO mogą być kolki...





Do dwóch lat, Tyberiusz niemal nie mówił. Śmialiśmy się, że jest zupełnie, jak ten gość od kompociku. Znacie ten kawał?
Przez osiemnaście lat, pewni rodzice myśleli, że mają niemego syna. Syn ów nie powiedział nigdy ni słowa. Aż do swoich urodzin, na których, ni stąd ni zowąd, zapytał: a gdzie kompocik?
Matka w szloch, toż to cud! Prawdziwy cud! Ojciec płacze z radości i krzyczy: synu, ty mówisz!! 
A syn, najspokojniej na świecie: mówię, no i co?
Ojciec: jak to "i co"?! Byłeś niemową ! Po osiemnastu latach w końcu przemówiłeś...
S: nie, nie byłem
O: to dlaczego się nigdy nie odzywałeś?
S: bo kompocik był.
No i tak żywiliśmy sobie nadzieję, że u nas jest podobnie. 
Tyberiusz miał opanowane jedynie proste słowa, w stylu: mama, tata, baba, pa pa, daj, mam, itp. Nic nadzwyczajnego. A już na pewno nic nie wskazywało na to, że w najbliższym czasie poprosi o kompocik. A jednak pewnego dnia poprosił. Tak dokładnie, to nie o kompocik, a o "miało miało"
Poprosił grzecznie. 
Mniej grzecznie. 
Zupełnie niegrzecznie. 
Po czym już na wkurwie- zażądał. 
Co to, kużwa, jest to "miało miało"? Tysiąc dwieście prób rozszyfrowania nie przynosiło żadnego efektu. Choć ponoć każda matka rozumie suahili, bo w tym języku zazwyczaj zaczyna mowę dziecko. Ja nie rozumiałam. To pewnie dlatego, że matki mają w domach dzieci, ja miałam enigmę.
A Tybo wył. 
Ja pierdykam, jak on płakał!  
W strachu, że mi sąsiedzi opiekę społeczną naślą, bo odgłosy wskazywały raczej na to, że właśnie dziecko ze skóry obdzieram,  obdzwoniłam całą rodzinę, a później wszystkie koleżanki- matki, a później nawet i nie-matki, przeprowadzając na gwałt pilną ankietę- co tajemnicze "miało miało" może oznaczać?
Tymczasem moje dziecko osiągało na twarzy, coraz to nowsze odcienie czerwieni, nadal wyjąc wniebogłosy.
Później na chwilę zsiniał, bo się zapowietrzył, aby następnie odzyskać rumiany kolor i na nowo zacząć zanosić się płaczem.
Po jakichś dwóch godzinach, postanowił interweniować jego starszy brat. Niespełna czteroletni don Juan, który wstał od zabawek, podszedł do mnie, spojrzał mi głęboko w oczy i powiedział:
-Puść mu w końcu to cholerne "Wyginam Śmiało Ciało", bo mi zaraz łeb pęknie...


Powyżej jedno z moich ulubionych zdjęć, z wakacji....pamiętam ,jak Maciek przeszedł wtedy kryzys nerwowy, bo uprawiał na swojej profesjonalnej wędce rybną pedofilię, czyli wyławiał tak małe sztuki,że zaraz wpuszczał je na powrót do jeziora. Tymczasem Tybo, aby ojciec popadł w kompleksy chyba, złapał przy nim dużego okonia.
No i zaczęły się propozycję co zrobić z rybą:
-Zjemy ją z grilla- krzyknął don Juan- pokropimy cytrynką, posypiemy ziołami, położymy masełko, zawiniemy w folię aluminiową i sruuu..
-Tak, ale najpierw musimy ją oczyścić i wypatroszyć- powiedział ich mały kuzyn, Wojtuś-no wiecie,trzeba jej wyjąć flaki...dużo flaków...i oczy...i flaki.
na co Szaremu puściły nerwy:
- To moja ryba! Wypuścimy ją!  Ona też chce żyć! Ona też ma gdzieś dom, matkę, rodzinę, dzieci.....





16 komentarzy:

  1. Super! ja miałam za to sinowsi i też problem a to tylko w bajce królewicz chodził od wsi do wsi i szukał Kopciuszka pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale mi myśl poddałaś- trzeba będzie się chyba zwołać i utworzyć, wspólnymi siłami, słownik: polsko- dziecięcy.
      Majątek na tym zbijemy!
      Będzie hiciorem, czuję to w kościach...:)

      Usuń
  2. Rozumienie młodszego brata przez starszego po prostu mnie powaliło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prezentuje Prezenty, wyobraź sobie, że don Juan nie tylko rozumiał ten język, ale i potrafił się nim posługiwać. I tylko w suahili mówił do młodszego brata, mimo że do nas przemawiał poprawną polszczyzną, nawet nie sepleniąc:)

      Usuń
  3. podziwiam ileż don Juan zdołał wytrzymać zanim podjął się roli tłumacza... :D ;))

    a kawał o kompociku nadal przedni, bawi tak samo od lat :D
    Sto lat Szarej Eminencji! Czekamy z utęsknieniem na objęcie rządów :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Don Juan, jak się bawi, to odlatuje do własnego świata. Powraca zazwyczaj jedynie na słowa "coś słodkiego" i niestety ma to po mnie. Nie pamiętam, ale niewykluczone, że w końcu wycie Tyba z tymi słowami się zbiegło. Może zajadałam stres...;))

      Usuń
  4. I ja wierzę, że nasz przyszły minister finansów nie zapomni, że każdy ma gdzieś matkę, rodzinę, dom i że to wszystko kosztuje!!!!
    Sto lat Tyberiuszu, o wielkim sercu!

    Wyginam śmiało ciało, powiadasz?
    A jak myślisz, co znaczy "mijom, mijom"
    Miłosz- kolega z klatko obok. Tyle, że żeby zawołać raz "Miłosz" musiało być zawsze dwa "mijom"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Martusiu, serdecznie:)
      A co do Miłosza, to jak mogłaś się nie domyślić???
      "Mijom" i to dwa razy...przecież to takie oczywiste:))))

      Usuń
  5. Duzo zdrowia i slodyczy dla Tybusia zmorka zyczy oraz szczescia dla tescia bo tez dziis ma swieto :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Duzo zdrowia i slodyczy dla Tybusia zmorka zyczy oraz szczescia dla tescia bo tez dziis ma swieto :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmorka, jesteś sprawczynią mojego dzisiejszego jednominutowego zawału:)
      Przeczytałam Twój komentarz i krzyknęłam (spoko, w duchu krzyknęłam): o kurwa! Teść mnie namierzył!..ale, cóż za ulga, chwilę później, Niemiec mnie opuścił i przypomniałam sobie, że sama o tym pisałam...także z całego serca dziękuję za życzenia w imieniu Tybka. No i teścia również. Choć obawiam się, że większe szczęście, poza taką fajną synową, już go spotkać zwyczajnie nie może;))))))

      Usuń
  7. podziwiam za podjęcie się trudu pieczenia ciasteczek, ja mogę robić wszystko byle nie piec:) wyjątkiem są pierniczki;) pozdrawiam.

    http://alelarmo.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, na swoją zgubę, uwielbiam piec i gotować. Zwłaszcza, że mam niezłych pomocników;)
      również pozdrawiam

      Usuń
  8. I właśnie po to jest starsze rodzeństwo, bo do czego innego?
    Paczkę życzeń jubilatowi zostawiam, a w komentarzach tylko ślad, bo coś bardzo mam krucho z czasem. Buziaczki!

    OdpowiedzUsuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...