poniedziałek, 6 stycznia 2014

poród naturalny vs. cesarka cz.3

-Moim zdaniem jedynka jest pewniejsza od trójki i obstawiam, że raczej tak.
-No co ty, na jedynce prawie nic nie widać, na trójce też nie
-Weź oba pod światło to zobaczysz, że jednak widać. Na obu właśnie.
-Mnie się wydaje, że nie, bo jakby tak, to nie powinniśmy się teraz zastanawiać, tylko by było wyraźnie- niebieskie na białym.
-Według mnie jakby trochę tak.
-Ej, nietypowa, a czemu szóstka jest taka dziwna, jak długopis, a nie płaski prostokącik, jak reszta?  Jak się tego w ogóle używa?
-Bo szóstka to test strumieniowy, nie płytkowy. Sika się bezpośrednio na końcówkę-odparłam ze spokojem i rozpędziłam w ten sposób kilku kolegów z pracy, zgromadzonych nad siedmioma moimi testami ciążowymi, którzy polecieli umyć ręce.
Pewnie myśleli, że od kilku dni zamykając się w pracowniczej toalecie robię badania genetyczne na podstawie próbki włosa...no cóż, przynajmniej dołożyłam swoją cegiełkę edukacyjną wśród nieco starszej młodzieży.

Choć raz chciałam zachować ciążę w tajemnicy, najdłużej jak się da. Musiałam na spokojnie poukładać właśnie przewrócone do góry nogami życie...
-Jestem w ciąży- oznajmiłam Maćkowi przez telefon, trzy minuty później, nadal z pracy. Wyciągnęłam fajkę, po czym zaraz schowałam z powrotem do paczki.
-To znaczy w sumie, według niektórych, jestem jakby trochę w ciąży. Sama nie wiem. Zarejestruj mnie do doktora DiDiego na rano.

-I jak Maciek zareagował?- spytała chwilę potem Brytusia, do której od razu zadzwoniłam, bawiąc się znowu nieodpaloną fajką.
-No cóż, śmiał się jak głupi, szczerze mówiąc. A jak się spytałam z czego tak dokładnie się śmieje, to odparł, że ma dopiero 34 lata i ma prawo reagować jak chce, będąc w szoku.

Na pierwszej wizycie doktor DiDi powiedział "gratuluję, dziecko ma z 3mm" i zapewnił mnie, że wszystko jest tak ,jak być powinno. A ja powiedziałam "dziękuję, cieszę się", po czym zapewniłam doktora DiDiego, że jeśli tym razem nie dostanę przy porodzie wszelkich możliwych znieczuleń, podwójnie i na raz, pod postacią zastrzyku w kręgosłup, kroplówki, maści, plastrów, tabletek i czopków, to przyniosę swój własny zestaw znieczulający. I prawdopodobnie będę pierwszą ciężarną, która będzie rodziła obejmując piersiówkę i paląc jointa. Ale nic mnie to nie obchodzi, bo inaczej nie dam rady. I żeby nawet nie próbował nic mówić, bo nie dam się już nabrać na to, że to tylko kwestia prawidłowego oddechu.
Doktor DiDi przytaknął więc uznałam sprawę za załatwioną.

Mając w pamięci ostatni swój poród, w tym wagę Szarego, gdy potwierdziło się, że z powodu wady kardiologicznej oraz prawdopodobieństwa makrosomii płodu, będę zmuszona mieć cesarkę, nie ukrywam, że zamiast tak






zareagowałam mniej więcej tak






W końcu poczułam, że jest coś, co połączy mnie z Victorią Beckham.
Cesarka- żadnych parć, żadnego bólu, żadnego stresu.
Cud, miód i orzeszki.

Wprawdzie musiałam dwukrotnie uśmiercić babcię DiCaprio, aby zapisali mnie na termin, gdy akurat doktor DiDi miał dyżur, ale w końcu się udało.
-O, pani (nie)typowa- zauważył doktor DiDi, bo stałam w drzwiach gabinetu , jak i dlatego, że w dziewiątym miesiącu nie dało się mnie nie zauważyć-to co, kroimy dzisiaj?
-Kroimy- odrzekłam, choć wolałabym na przykład "zupełnie bezinwazyjnie i bezboleśnie wyciągniemy dziecko"
Po czym pielęgniarka podała mi do wypełnienia pierwszą z ośmiuset ankiet, które mnie tego dnia czekały. Na szczęście znałam na pamięć swój pesel, a poległam tylko na stolicy Etiopii oraz nazwaniu najmniejszej kosteczki w ciele człowieka. Po czym mogłam przejść piętro wyżej.
Dosłownie, bo tam była sala operacyjna.
No prawie mogłam, bo gdy ruszałam w kierunku schodów usłyszałam
-pani (nie)typowa, proszę się zawrócić..
Zawróciłam, a pielęgniarka podsunęła mi pod nos jakiś świstek
-Co to jest?-spytałam, zanim zdążyłam przeczytać
-Oświadczenie, kogo mamy powiadomić jak pani umrze-odparła
Widocznie wyłapała mój dziwny wzrok
-Jeśli pani umrze- poprawiła się
Bez zmian
-Spokojnie, nie umrze pani.

Za późno. Od tej chwili zaczęły trząść mi się ręce.

-O ręce się pani trzęsą- zauważyła pielęgniarka, która weszła do sali, w której miałam być przygotowana do zabiegu
-Dziś nie pozwolili mi pić, to dlatego- wysiliłam się na dowcip
-No dobrze, więc ostatnia ankieta, ostatnie przygotowania i na drugą stronę...

Ja pierdolę, kurwa mać! Oni naprawdę powinni przećwiczyć dialogi z pacjentami....

-...drugą stronę korytarza-dokończyła, wyciągając do mnie rękę z ankietą
Której nie wzięłam, bo inna miła pielęgniarka, właśnie postanowiła odpowiedzieć mi na pytanie
-Nie, nie będziemy robić lewatywy. Jedynie założymy cewnik.
Mimo, że wolałam lewatywę, nie pozwolili mi zadecydować.
-No dobrze, ja będę czytała pytania, a pani niech odpowiada- zwróciła się do mnie ta pierwsza

-Ilość ciąż?
-Ta jest trzecia
-Ilość poronień?
-Zero
-Ilość posiadanych dzieci?
-Poza brzusznym? Dwoje
-Czy te dzieci są zdrowe?
-Tak
-Czy wszystkie mają tego samego ojca?
-Momencik. Maciek, no właśnie pani mi przypomniała....chciałam ci o czymś ważnym powiedzieć...-i tu dumna zawiesiłam głos, w oczekiwaniu na aplauz, z powodu mojego niesamowitego poczucia humoru, ale okazało się, że rozśmieszyłam tylko doktora DiDiego, za to wystraszyłam panią pielęgniarkę, która w napięciu oczekiwała reakcji mojego męża.
Maciek przewrócił jedynie oczami, cmoknął mnie w czoło, życzył, aby moc była ze mną, a pielęgniarka kazała mi iść, bo doktor DiDi czeka.

Wiedziałam, że będzie DiDi, anestezjolog, bo to oczywiste, no i neonatolog, bo tak jest zawsze. Zresztą, poza moim ginekologiem, tych dwóch wpadło przed zabiegiem podać mi rękę, przedstawić się i przywitać. Taki to bon ton się zrobił, czyli sporo się zmieniło od czasu ostatniego porodu. Domyślałam się, że będą jakieś pielęgniarki asystujące. Może ze dwie, trzy. Ale dwunastu osób to ja się w życiu nie spodziewałam.

No więc wchodzę, przy stole czeka anestezjolog z asystentką i każe mi się rozebrać do naga. Reszta siedzi na parapetach wokół mnie, bądź stoi. Wszyscy się na mnie patrzą. Słychać pierdnięcie muchy.
Tak bardzo żałowałam w tamtej chwili, że nie wzięłam takich gwiazdek na sutki z frędzelkami, jak noszą striptizerki i małego boomboxa, ale trudno, kto mógł wiedzieć...
Położyłam się na stole, wtedy wszyscy podnieśli noty. Jedynki, bo czego innego można było się spodziewać w takim stanie. I jak już się umościłam to anestezjolog kazał mi usiąść, argumentując, że trudno mu jednak będzie wkłuć się w ten kręgosłup od przodu. Trochę się przestraszyłam, że ma tak małe doświadczenie, ale siadłam. A wtedy ruszyła na mnie jego asystentka. Jako, że sporo przeszłam z naszą kochaną służbą zdrowia, myślałam ,że znów nie jestem na bieżąco i tym razem w ramach narkozy podduszają, ale okazało się, że ona chciała mnie tylko przytrzymać do wkłucia. Powiedziała, żebym się nie bała i że cały zabieg będzie mi mówić co się dzieje.
O kurwa, no teraz to mi zaimponowali, nie powiem!
Czy to aby na pewno ten sam szpital, w którym rodziłam poprzednio?

Dalej to anestezjolog chciał wiedzieć, czy czuję coś poniżej pasa. Trochę próbowałam kłamać, tak na wszelki wypadek żeby nie zaczęli zanim znieczulenie na dobre nie zacznie działać, ale się kapnęli. Kazali mi przestać się wygłupiać i się nie bać, a doktor DiDi spytał, czy chcę jeszcze coś powiedzieć, zanim zacznie.
Chciałam.
Postanowiłam przekazać mu dyspozycje w sprawie śmierci. Wysłuchał, a potem spytał, czy mąż również o tym wszystkim wie. Zgodnie z prawdą potwierdziłam i zaznaczyłam, że na męża to w tym wypadku nie będę mogła liczyć, bo jak on się pomyli, to znaczy pan doktor i mi się zemrze, to mąż za pieniądze pana doktora będzie do góry brzuchem na Karaibach leżał. Wyraziłam też obawy, że pana doktora mogą zamknąć i nie będzie miał kto tego wszystkiego dopilnować, ale anestezjolog powiedział, że on się tym zajmie. Równy gość z tego anestezjologa.

Zaczęli. Poczułam takie dziwne szarpnięcia, gdzieś tam z drugiej strony parawanu i nagle niesamowity, kurewski ból....barku. A po trzech sekundach stało mi się tak:


tylko, że z prawą ręką do góry.


Nie wiem dokładnie o co tam chodziło, ale anestezjolog ciągnął moją rękę na prawo, jego asystentka ciągnęła mi głowę na lewo i dobrze, bo akurat mogłam zobaczyć, jak podają Stiflera pielęgniarce. A później go usłyszałam, jak i usłyszał go Maciek za drzwiami i pewnie połowa oddziału, bo głos to on ma, oj ma!

Pielęgniarka podała mi Stiflera do ucałowania, więc go ucałowałam, a on rozpłakał się jeszcze głośniej. Z tym, że ja naprawdę wyglądałam jak na zdjęciu powyżej więc w sumie mu się nie dziwię. A następnie zabrali go do osobnego pomieszczenia, w którym już dumny tatuś mógł uczestniczyć we wszelkich pomiarach i zabiegach higienicznych. Tymczasem ja otarłam łezkę wzruszenia, drugą z bólu barku i poprosiłam doktora DiDiego, żeby mi pokazał łożysko. Doktor tylko westchnął, na pytające spojrzenie swojej asystentki odparł, że po dwunastu latach naszej znajomości zdążył się już do pewnych rzeczy przyzwyczaić, no i moją prośbę spełnił. Nie to, żebym go jakoś szczególnie potrzebowała, żadnych kremów i takich tam nie zamierzałam robić. Po prostu byłam ciekawa, czy wygląda tak, jak sobie wyobrażałam. Wyglądało. Jak wątroba, tyle, że większe. To znaczy nie moja wątroba, bo na szczęście swojej nie miałam okazji oglądać, choć mam powody przypuszczać, że jest zryta. Jak kurza wątroba, powiedzmy.

W ten oto sposób zostałam mamą Eligiusza Macieja, urodzonego 10.07.2013 roku, z wagą 3520g.
Naszego przyszłego premiera.

Tu warto jeszcze wspomnieć, że po zszyciu zawieźli mnie na salę, a po ok. 20 minutach pojawili się na niej ze Stiflerem na rękach. Pielęgniarka spytała, czy w razie czego dosięgam do dzwonka alarmowego- dosięgałam. Położyła mi ubranego jedynie w pampersa Stiflera na gołe piersi, zabezpieczyła w miarę boki łóżka kołdrą, oznajmiła, że czucie w nogach wróci mi pi razy za dziewięć godzin i do tego czasu mam nie podnosić głowy i sobie poszła. W czasie tych dziewięciu godzin zajrzała do mnie dwa razy, aby zmienić kroplówkę i podać leki przeciwbólowe i  antybiotyk. Dobrze, że koleżanka z sali była dzień po naturalnym porodzie oraz była na tyle życzliwa, że w razie czego zaoferowała pomoc. A przede wszystkim dobrze, że to było moje trzecie dziecko, bo w przeciwnym wypadku chyba by mi częściej musieli podkład wymieniać, bo bym się zesrała z nerwów leżąc jak kłoda, bez możliwości podniesienia głowy i równocześnie opiekując się noworodkiem. W związku z tym oraz z faktem, że to było takie zwykłe, pojedyncze szpitalne łóżko, oczywiście te 9h przeleżałam bez snu. Dokładnie to po 8,5h dostałam morfinę i po kolejnych trzydziestu minutach, koło pierwszej w nocy, kazano mi wstać i iść się umyć.
No to wstałam.
Psychicznie, bo fizycznie ni choooja.
No dobra, fizycznie też w końcu, po wielkich męczarniach się udało. Pionizacja okazała się najbardziej ekstremalnym sportem, jaki uprawiałam w życiu. Co ja tam sobie na początku myślałam? Cesarka- cud, miód i orzeszki? Raczej- chuje, muje, dzikie węże!
Potem jakoś poszło. Z godziny na godzinę, z dnia na dzień coraz lepiej. Po dwóch dobach, tuż przed wyjściem, śmigałam jak szalona. Do czasu. Lekarz na ostatnim obchodzie zastała mnie dla odmiany z łbem pod kranem. Poprosiłam o apap. Później o ibuprom. Tramal. Ketonal. A na końcu o morfinę. Naćpana tak, że pojawienie się na środku sali pegaza ani by mnie nie zdziwiło, ani specjalnie by mnie nie obeszło, poprosiłam, w akcie desperacji, tym razem o dentystę. Na co zostałam delikatnie wyśmiana, bo na terenie szpitala takowy nie przyjmuje. Co ja głupia sobie wyobrażałam! Dentysta?! W szpitalu?! W Polsce?! W jednym z największych miast?! No bez jaj...
Załatwili mi wypis na cito i z dzieckiem pod pachą, aparycją Gołoty po walce, chodem Korzeniowskiego, prosto ze szpitala zapierdalałam na pogotowie dentystyczne.
I reasumując, powiem Wam, że wybierając między porodem naturalnym a cesarką, to najgorsze, najbardziej bolesne i najstraszniejsze jest zapalenie okostnej zęba.


P.S. Jeśli ktoś zauważył, że wszyscy trzej nasi synowie mają na drugie imię Maciej, to spieszę wyjaśnić, że przy nadawaniu pierwszego tak nas poniosło, że zabrakło weny na drugie. Zresztą pierworodny miał mieć od początku drugie imię po ojcu. Córka miała mieć po mnie. Córki jakoś nie urodziłam, a nikt z rodziny, dla zaspokojenia mojego ego, jednak nie zgodził się na "Tyberiusz Anna", a Maciek nie zgodził się nawet na "Tyberiusz Listonosz", żeby też po ojcu było;))))

P.S.2 I mimo posiadania trójki dzieci nadal nie widzę kompletnie nic, poza bezkształtnymi plamami, na USG. I przez wszystkie trzy ciąże kłamałam, jak mnie doktor DiDi pytał, czy widzę rączki, nóżki, czy tam nosek. Po prostu nie chciałam wyjść na gorszą, bo się Maciek zachwycał. Ciekawe, czy on widział naprawdę?



źródło obrazka:tu ; źródło gifów: tu i tu

29 komentarzy:

  1. W tych wszystkich opowieściach, zwłaszcza o rodzeniu naturalnym dzieci z waga powyżej 4,5 kg zabrakło mi wzmianki, że ty ważysz 55 kg i masz 155 wzrostu... To by rzuciło zupełnie nowe światło na te opowieści :-)
    Brytusia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to by była ściema, bo ja ważyłam w największych porywach, najczęściej poświątecznych, 50 kg i mam 167cm:)

      Usuń
  2. a na tej ostatniej fotce to Maciek czy doktor DiDi ???

    OdpowiedzUsuń
  3. Takie przygody do tylko u Ciebie :)
    Witaj z Nowym Godam i tak dalej.
    Zachwycam się Twoim stylem nieodmiennie i cieszę się, że nareszcie przelewasz to na internetową bumagę :)
    Całuski!
    iw

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochana - miałam wrażenie, że opisujesz moje porody (cieszę się, że zapalenie okostnej mnie ominęło, a Gzuba dostałam dopiero jak znieczulenie puściło), choć u mnie dwa na dwa:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale w ogóle Cię ominęło, Miśka, czy tylko w okolicach porodu...bo wiesz, jeśli w ogóle, to nie znasz bejbe życia, jak nie miałaś zapalenia okostnej;))))

      Usuń
  5. Kochana, jak śmiesz wątpić?! Oni ZAWSZE widzą. Marcin też. Nawet jak dla zmyłki podsunęłam mu zdjęcie, kiedy miałam kamienie w woreczku żółciowym... On tam nadal widział rączki i nóżki-więc ja już wątpliwości nie mam.
    Mało tego, Marcin w pierwszej ciąży (mojej, nie Jego) tak się przejął, że sam interpretował wyniki, dzięki temu po otrzymaniu wyników na toksoplazmozę i cytomegalię przez 2dni płakała, że urodzę dziecko ze wszystkimi możliwymi wadami... Eh, łezka w oku się kręci :)
    Morfina i jednorożce- znam, znam, znam... Bo jak przegapiły ten zastrzyk, o którym Ci pisałam, to już tylko morfina mogła mnie uratować.
    Okostna chwilę po cesarce?! Jezu, jesteś bohaterką w moich oczach. Ja miałam jak Eliza miała 3lata i to był tydzień wyjęty z życia.
    Maciek oczywiście przystojny, ale gdzie zdjęcie premiera i prezydenta? W końcu obok ministra finansów to dwie najważniejsze osoby w naszym państwie :) Pokaż nam konkurencję Donalda i Bronka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marta, przypomnij sobie, czy u tych kamieni ze zdjęć, Twój Marcin nie zdiagnozował tocznia, bo jeśli tak- jak nic dr House, tylko pozazdrościć. A co do zdjęć- wstawię coś, na pewno wstawię, w końcu to moja duma, choć myślałam, że po tej fotorelacji w strojach z jasełek wszyscy będą mieli ich na tyle dość, że będę musiała nowe dzieci sobie zrobić;)))

      Usuń
  6. Wow....ja się modliłam aby...nie mieć cesarki...
    Bałam się nakucia w kręgosłup, leżenia przez tyle godzin bez ruchu...kurde, zawsze to operacja..
    za to przy drugim porodzie naprawili to co spaprali jak pękłam przy pierwszym i nie musiałam przez miesiąc siedzieć na dmuchanym kole (tak mnie wtedy napierdzielało zszyte krocze)...pzdr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy kij ma dwa końce, Gosiu. Poród naturalny, też nie jest pozbawiony ryzyka, zwłaszcza, gdy prognozują makrosomię płodu, czyli dziecko powyżej 4,5kg. Dlatego, tak szczerze mówiąc, mnie oba rozwiązania przerażają. Kurde, czy te dzieci nie mogłyby wydostawać się jakoś inaczej. Na przykład przez ojców?!

      Usuń
  7. Ooo, to znam, jak po 21 godzinach skurczy krzyżowych w końcu wzięli mnie na cesarkę, to też mnie tłumy ludzi zdziwiły (zwłaszcza, że to zaraz po północy było). Ale wspominam to milej niż wcześniejsze bóle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cholera, to wychodzi na to, że tylko ja miałam cesarską kameralną imprezę?!?! WTF?

      Usuń
    2. Rusty, ja gdzieś czytałam, że bóle porodowe się zapomina. Ponoć natura nas tak stworzyła, abyśmy miały jak najwięcej potomstwa. Osobiście uważam, że to kolejny mit, wymyślony przez faceta, bo jakoś po ośmiu, jak i dziesięciu latach, pamiętam je doskonale;)

      Usuń
    3. Marta, ja byłam taka wielka, że pewnie liczyli na ciążę mnogą, stąd ten tłum;)

      Usuń
  8. Najlepsza trylogia jaka w życiu czytałam:))))Wiem co i jak,przeżyłam sn i cc w latach 90-tych.Ale tak jak ty opowiedziałaś,to jakis pulizer się należy:D Genialnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozwól, że pierwsze zdanie będę cytowała w przyszłych wywiadach;)))))) I zgadzam się co do nagrody, tylko kurna jakoś nikt nie chce mi przyznać....oczywiście na razie;)))pozdrawiam

      Usuń
    2. młoda,piękna,z pazurem,z talentem,poczuciem humoru:)
      mierz wysoko:) czego życzę:)
      pozdrawiam

      Usuń
    3. młoda,piękna,z pazurem,z talentem,poczuciem humoru:)
      mierz wysoko:) czego życzę:)
      pozdrawiam

      Usuń
    4. dziękuję, Hesed. Szkoda, że nie każdy ma tak dobrą intuicję do ludzi, jak Ty;)

      Usuń
  9. Matko-Polko - jestem pod wielkim wrażeniem. Dawno tak dobrze się nie bawiłam-)))) Oraz niezmiennie doskonałe poczucie humoru.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zante, jak miło Cię zobaczyć!
      Choć w miniaturce, której za cholerę nie umiem powiększyć:)
      ściskam ciepło

      Usuń
    2. Ty na szczęście się nie zmieniasz (albo nie zmieniasz fotografii);-))
      Wiem, że słowo "gratulacje" jest najgłupszym jakie mozna zasadzić młodej mamie, ale nic rozsądnego nie przychodzi mi do głowy. Szczególnie, że mowę mi odjęło na myśl, jakie u Ciebie nagromadzenie testosteronu na jeden metr kwadratowy! Ja pierdolę!

      Usuń
  10. Leżę i kwiczę . I już nawet przestałam wertować książkę telefoniczną w poszukiwaniu Surogatki ;-)
    Tylko bólu zęba dalej się boję .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I słusznie, że przestałaś wertować tę książkę, toż to aż PIĘĆ, moja droga! Aż pięć, a nie "tylko"!!! ;)

      Usuń
    2. Przeczytałam aktualne wieści. Od A do Z, nadal szklanka do połowy pełna- jest jedna, a przecież mogło być zero. Będzie dobrze, musi być!

      Usuń
  11. Bardzo lubię Cię podczytywać. Podoba mi się Twój styl pisania :)

    Ja przy pierwszej ciąży miałam cesarkę choć zapowiadało się na poród normalny. Zanim urodziłam leżałam w szpitalu przez tydzień. Wszystkie kobitki z sali urodziły i miały dzieci przy sobie, a ja jako jedyna leżałam wielka, popuchnięta i przekonana, że chyba nigdy nie urodzę. Rwałam się do porodu strasznie, ale jak przyszło co do czego to modliłam się, żeby to skończyło się jak najszybciej. Wtedy na dyżurze była chyba najgorsza położna na świecie która już samym wyglądem powodowała, że bolało mnie jeszcze bardziej. Co do reszty personelu to też mogłabym godzinami pisać co wyczyniali.....po 7,5 godz skurczy okazało się, że nie dam rady sama urodzić, do tego doszły zaburzenia tętna dziecka i wzięli mnie na cesarkę. Od momentu kiedy powiedzieli mi, ze zabierają mnie na ciecie nie pamiętam za wiele. Wiem tylko, że darłam się niemiłosiernie na cały szpital. Dostałam całkowitą narkozę, bo nie było czasu na wkłucie w kręgosłup. Jak się przebudziłam to odkryłam, że mój wielki brzuch zniknął...dopiero po chwili dotarło do mnie, że dziecko jest już na świecie. Na sali siedziały dwie pielęgniarki, spytałam czy córka urodziła się zdrowa ( według lekarki, z usg wynikało, że urodzę właśnie córkę), a babeczki mi na to, że ''urodziłam bardzo przystojnego syna''....przez to, że jeszcze nie do końca wybudziłam się z narkozy to nie dotarło do mnie to co one powiedziały. Za jakąś chwilkę spytałam znów, za kolejną chwilkę znów i tak jeszcze kilka razy, a one patrzyły na mnie jakbym miała coś nie tak pod parapetem...:/

    A co do bólu zęba to potwierdzam.....nie do wytrzymania. Ja ze strachu przed dentystą męczyłam się około 2 lata z przerwami, aż w końcu postanowiłam się przełamać. I już nie boli :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Pozdrawiam"koleżankę po fachu" ;-))) szukałam info dla siostry, czy naturalny poród czy cesarka, bo się biedaczka łamie z drugim porodem i chce wybrac cesarkę. ja jej nie pomoge, bo miałam trzy naturalne i na takowe ją namawiam. Ale czytając Ciebie, ta cesarka nie była chyba taka straszna.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...