sobota, 11 stycznia 2014

jak nawiązać nową znajomość

Pewnego dnia Maciek spytał mnie, czy wybiorę się z nim i jego dziadkami do rodziny na wieś. A były to czasy, gdy byłam starą panną, czyli miałam 18 lat i nie miałam jeszcze męża, li i tylko narzeczonego. Tego właśnie. Co pytał.
-Do Felka- uzupełniła babcia Corleone, czyli babcia Maćka

Był sobie raz Felek, co chodził bez szelek 
40 butelek w kieszeniach miał
Zaintonowałam cichutko

-Na pogrzeb- dodał Maćka dziadek
Przestałam nucić i zwróciłam wzrok w stronę mego lubego, aby przypomnieć sobie czym mnie ujął, bo na pewno nie precyzją w wypowiedzi
-Nieeee, możesz śpiewać, Felek faktycznie się zachlał- powiedział Maciek, który w mych oczach, nie wiedzieć czemu, najwyraźniej odczytał pytanie o przyczynę zgonu.

Kilka dni, ponad 400 km i 5 godzin słuchania w samochodzie muzyki biesiadnej później, dotarliśmy w końcu do celu. W sumie bez większych przeszkód. Jedynie po raz kolejny dowiedzieliśmy się, że romantyzm jest przereklamowany.
No wiecie, jest taki jeden romantyczny gest: kładzie się palec na ustach tej drugiej osoby i mówi  "cśśśśś....nie mów nic więcej..."
I pewnie nie uwierzycie, ale okazało się, że zupełnie inaczej patrzą na to policjanci z drogówki....
Mniejsza z tym.
Dojechaliśmy na miejsce na kilka godzin przed pogrzebem. Maciek, po przekroczeniu progu domu żałobników i przedstawieniu mnie, od razu ulotnił się z kuzynem ,a ja zostałam ze starszyzną plemienia w kuchni. Złożyłam kondolencje, jak należy i zamilkłam, bo wprawdzie byłam na tyle wiekowa, aby pamiętać jak to jest być swoim własnym pilotem od telewizora, ale niestety `58 nie pamiętałam.
Jakąś chwilę później, wdowa po Felku postanowiła, abyśmy przenieśli się wszyscy do salonu, gdzie czeka już reszta rodziny, a ona w tym czasie zaparzy herbatę.
I to wtedy właśnie, pierwszy raz widziałam zwłoki z bliska. Nikt nie uprzedził mnie, że na niektórych wsiach panuje zwyczaj, iż zmarłego zostawia się w domu, w otwartej trumnie, do dnia pogrzebu. Powinny mi to zasygnalizować przysłonięte lustra (aby śmierć się nie odbiła) i obrócone krzesła (aby nie przysiadła). Ale mnie jakoś nigdy nie interesowały zabobony. Nie jestem przesądna.
A nie wierzę w gusła, od kiedy doszłam logicznie do wniosku ,że to kompletna bzdura.
No bo tak- słyszeliście zapewne na przykład o takim, że się nie je przed lustrem, bo można swoje szczęście przejeść. Z tego samego powodu nie powinno się przed lustrem pić.
I jeśli to byłaby prawda, to powiedzcie mi, tak na zdrowy rozsądek, kto normalny miałby lustro w łazience?
Niemniej, martwy wujek Felek, leżący w domu, zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Poczułam jak miękną mi kolana i oblewa mnie fala zimnego potu

-Jak on dobrze wygląda- powiedziała babcia Corleone, wpatrując się w bladą twarz, podkrążone oczy i wychudłe ciało Felka
-Nic dziwnego, to pierwsze od dawna dwa dni, jak nie pije- wyszeptał Maciek, który zmaterializował się nagle u mojego boku
Od razu zganiłam go spojrzeniem, wszak wiadomo, że o zmarłym nie mówi się wcale lub mówi się wyłącznie dobrze.
A później nastąpiła sugestywna chyba minuta ciszy.
...którą przerwała ciocia Maćka, wchodząca z herbatą.
-A to właśnie, moja droga, jest Felek- zwróciła się do mnie

Wiedziałam, że mimo całego stresu muszę utrzymać nerwy na wodzy. Wiedziałam też, że zwrócone w moją stronę są wszystkie oczy oraz że z każdej sytuacji należy wybrnąć z klasą i nienagannymi manierami. I teraz, po latach, założę się, że moje maniery na bank, zrobiły na wszystkich bardzo duże wrażenie. Widziałam to już wtedy, bo ich oczy osiągnęły wielkość przeciętnych spodków, gdy zrobiłam dumnie krok na przód i z gracją....
.....DYGNĘŁAM.



Innego razu byliśmy w sklepie.
I niech Was nie dziwi, że rzecz znowu miała miejsce właśnie tam.
Niestety prawda jest taka, że przypuszczam, że gdyby urwać mi głowę, to reszta i tak jeszcze trzy dni po sklepach by biegała.
W takim centrum handlowym człowiek naprawdę może dużo zaobserwować i jeszcze więcej nauczyć. Na przykład ,że taka "odległość" to jest pojęcie względne. Dajmy na to -500 metrów po marchewkę-oj, oj ,oj, jak daleko, a nóżki już bolą, toć to kawał drogi.
Tymczasem okazuje się niezmiennie ,że te same 500 metrów po nowe buty, to- o tu zaraz, tuż za rogiem.
Ot, taka kobieca natura, w pełnej krasie. Choć bywa męcząca, bo przez nią nabawiłam się klaustrofobii- lęku przed zamkniętymi pomieszczeniami. Jak wychodzę z domu, panicznie wręcz boję się czasem, że mój ulubiony sklep będzie zamknięty. No nic. Trza z tym jakoś żyć.
W sumie to nie jest mi aż tak ciężko, na pewno nie tak, jak tym ,którym sklepy kojarzą się z długim staniem w kolejce po masło.
Swoją drogą, jestem rocznik 84 i mimo wszystko nie uwierzę, że kiedyś, za komuny,w sklepach nic nie było. W takich małych, osiedlowych, to jeszcze może....ale w Biedronce?

Wracając do tematu, był to dzień promocji, jakie potrafią robić tylko duże marki, na przykład "w środę wszyscy nasi klienci obsługiwani są bez kolejki". Zawsze współczuję personelowi, promocji w ich sklepie. Ile się oni muszą nalatać, aby ponaklejać przekreślone wyższe ceny na te swoje produkty, aby sprzedać je po tych cenach, które od samego początku na nich były.....Ale nie powiem, promocje konsumentów cieszą.
Chciałam ostatnio kupić dziecku koleżanki książkę w empiku, ale szalona cena 20 zł, stanęła mi na przeszkodzie. Dziś jest w promocji. Dumnie opatrzona takim napisem, za całe 19,99 jest już w zasięgu mojej kieszeni. I jaka oszczędność!!

Stałam sobie przy regale z kosmetykami i szukałam czegoś na pryszcze, bo niestety jakieś 8 lat później, od kiedy przestałam oficjalnie być nastolatką, nadal borykałam się z nastoletnimi problemami. Wzięłam więc do ręki kilka specyfików i zaczęłam czytać skład i obiecywane działanie. A że po chwili zgłupiałam, postanowiłam poradzić się mojego męża
- Jak myślisz, powinnam wziąć taki tylko na pryszcze, czy też na wągry Bo ja żadnych wągrów nie mam, ale z moim szczęściem, to zanim dobrnę do trzydziestki zapewne będę miała. Boże, wyglądam jak Hogata! Że też muszę się tak chrzanić z tą cholerną cerą. I szpachlować toną matującego pudru, bo świecę się jak psu jaja! To pewnie, tak naprawdę, nie jest pozbawione sensu. Myślę, że na tym czole, to Bóg mi codziennie wiadomości zostawia. Brajlem. Trzeba to sprawdzić, może noszę na sobie szczęśliwą szóstkę w totka, czy coś.... No dobra, to który wybrać? Jak myślisz? NO PYTAM, JAK MYŚLISZ?!
A że przeciągająca się chwila ciszy zaczęła mnie już wkurzać, podniosłam wzrok znad toników i zdębiałam. Nade mną stał młody,przystojny- a jak!, wystraszony facet, z pianką do golenia w ręku, który płaczliwym tonem wydukał:
-Ale ja naprawdę nie wiem...jak nie masz problemu z wągrami, to ja chyba wziąłbym ten pierwszy...


Czytelniku, zanim podejdziesz następnym razem do kogoś, z wyciągniętą ręką, aby powiedzieć "cześć, mam na imię....", zastanów się chwilkę.
Czy naprawdę nie stać Cię na więcej?
Przecież są lepsze metody na poznanie nowych ludzi.



źródło obrazka: tu


14 komentarzy:

  1. Hm... bardzo dawno temu w sklepie moja mamusia, wziąwszy z wieszaka jakiś ciuch, podeszła do ekspedientki stojącej na czatach i nie podnosząc głowy zaczęła dopytywać czy nie ma innego rozmiaru oraz tłumacząc zawile, w które miejsca ciała egzemplarz, który trzyma w rękach, ją pije. Ekspedientka coś nie reagowała. Mamusia podniosła głowę i wówczas odkryła, że gada do manekina. Ale wcale nie było tak, że nikt jej nie słuchał. Całkiem żywa ekspedientka i kilku klientów stanęło sobie nieopodal i ze skupieniem wszystkiego wysłuchało.

    Dygnięcie przed trumną powinno wejść do kanonu savoir vivre każdego pogrzebu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zante, Twoja mama musiała czuć się jak ja, gdy skakałam sobie na dmuchanej poduszce dla dzieci, na pustym placu zabaw. A później okazało się, że nie był pusty, a pełen mocno zdziwionych rodziców.
      Co do dygnięcia, to się zgadzam. Dziś w nocy, karmiąc Stiflera, oglądałam medium z Long Island, na TLC i teraz wiem dwie rzeczy: że nie tylko dziecko z "szóstego zmysłu" see dead people oraz że oni też nas widzą, także dygnięcie jest jak najbardziej wskazane.

      Usuń
    2. Nooo, coś podobnie. Jeszcze bliżej by było, gdybyś skacząc na tej piłce jeszcze głośno śpiewała. Np "My jesteśmy krasnoludki, chopsasa, chopsasa...."

      Usuń
  2. Czy każdy w rodzinie ma takiego Felka? Kurczę, ja mam (tzn. miałam) kilku... Ale kultura osobista nie wzrasta widać proporcjonalnie do ilości pochowanych Felków, bo dygnąć, ani razu nie dygnęłam...
    A nowy kolega od kosmetyków? Wiesz co, to może nawet lepiej, że wzięłaś Go za Maćka- On Ci mimo wszystko coś doradził, bo gdybym zadała takie pytanie Marcinowi, to pewnie by powiedział: "Chodź szybciej bo zaraz nam się skończy bilet postojowy", a ja jak każda inteligentna inaczej osoba, nie potrafię myśleć w stresie.

    A z Zante zgadzam się całkowicie. Skoro podobno i tak mamy się tam wszyscy spotkać na Górze i hasać jak nas Pan Bóg stworzył, to przynajmniej nie będziemy już tracić czasu na zawiązywanie znajomości... Z drugiej strony- co my do cholery zrobimy z tą wiecznością?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zacznijmy od tego, że kto się spotka na górze, ten się spotka...i oni faktycznie mogą się nieco nudzić.
      Ja z przyjaciółmi, na dole ,zrobimy imprezę. Czujcie się wszyscy już dziś zaproszeni. Taki projekt X;)))

      Usuń
  3. Ja to jednak jestem burak ze wsi bez polotu . Ja to tylko takie zwykłe "cześć "
    Ehhhh, idę nad sobą popracować.
    Przed lustrem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Taki wiejski folklor pogrebaowy nie stety już przepadł,tak jak i prawdziwe wiejskie wesela.Tych wesel to strasznie żałuję:) Pogrzebów w poczęstunkiem plus nieboszczyk na środku pokoju to już nie:))Czekoladki i kawusia krążyły nad głową nieszczęśnika.Szelest papierków,komentarze które lepsze cukiereczki,siorbanie:)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Z tymi przesądami to faktycznie zbędne obciążenie, ale mnie się czasem zdarza uwierzyć. :)
    Bardzo piękna historia z zapoznawaniem się ze zwłokami Felka zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. W sklepie też bywało, że zagadywałam obcych ludzi, albo "pożyczałam" od nich wózki :), zapominając, gdzie chwilowo stoi mój. :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iw, to i tak lepsze od chwytania przypadkowych facetów za rękę i mówienia do nich np. "widziałeś kochanie, maślanka mrągowska znowu podrożała! zdzierstwo":)

      Usuń
  6. o tym, że zwłoki przetrzymuje się na wsi w domu wiedziałam, ale o lustrach i krzesłach nie. Pozdrawiam.

    http://www.alelarmo.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co się mówi...człowiek uczy się całe życie, a i tak...;)
      również pozdrawiam serdecznie

      Usuń

Z wielką przyjemnością przeczytam, co masz do powiedzenia w danym temacie. Jeśli natomiast masz uwagi co do samej autorki bloga, jej poczucia humoru, inteligencji, wyglądu, sposobu życia i bycia, postrzegania świata, rodziny,itd.- nie pisz tego tutaj. Wyląduje to w spamie i autorka, jak to wstrętne mendy mają w zwyczaju, nawet nie doczyta. Polecam natomiast napisać do Watykanu, fokarium na Helu, Krzysztofa Krawczyka, psychiatry z miejscowości,w której mieszkasz...